- Opowiadanie: Sethrael - Misterium

Misterium

Dziękuję najlepszej betaczytaczce ever, czyli Regulatorce, za pochylenie się nad tym tekstem.

Zapraszam i życzę miłych wrażeń podczas lektury.

A właśnie, przekroczyłem – moim zdaniem nieznacznie – limit znaków; mam nadzieję, że nie wyrzucicie mnie przez to z konkursu. 

Hej ho!

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Misterium

– Będzie więc moja najstarsza siostra – Eleonora; prawdziwa dewotka, co to marzy, żeby komuś dać, ale sumienie ją szantażuje. Gęba zresztą też nie pomaga. Ani cała reszta. Wygląda jak taka wychudzona nasza szkapa w wiecznej czerni, za to z krucyfiksem na szyi. Gdybym miała obstawiać, w wyniku czego przekroczy granice Nawii, powiedziałabym, że kiedyś się przypadkowo powiesi na jednym ze swoich różańców. – Magdalena patrzyła w okno. Mówiła spokojnie, choć wewnątrz emocje buchały płomieniami niestrawności, jak zwykle, gdy zmierzała na rodzinne spotkanie. Krajobraz za szybą przesuwał się i zmieniał.

– Poznasz też, naturalnie, Elżbietę – moją drugą siostrę. Ta z kolei jest wielką damą, a przynajmniej za taką się uważa. Przy niej, jeśli nic się nie zmieniło, dreptać będzie Ignacy – mąż i podłokietnik. Jest matematykiem… czy fizykiem? Nie pamiętam, w każdym razie kimś nudnym; wcześniej czy później zacznie paplać o nieocenionym wkładzie Fibonacciego, lub kogoś tam, w rozwój sztuki i nauk przyrodniczych. Bla, bla, bla. Powinien również przybyć wujek Jarek. Ten siedzi w Stanach od dwudziestu lat i przylatuje jedynie na wezwania wujka Michała.

 Magdalena ugryzła słodką bułkę i drobinki lukru wpadły za dekolt, co nie uszło uwadze Jana, mimo że prowadził samochód. Jego ukochana kontynuowała monolog.

 – Będzie też kuzynka Karolina, co wyszła za Piotra i od tamtej pory modli się po rusku. Ta zacznie narzekać, że zmarłych trzeba czcić wiosną, na Wielkanoc, i że wszystko to komercyjna papka, żeby wzrosła sprzedaż kwiatów i zniczy, a państwo zyskało pieniądze, które niechybnie zmarnuje. Karolina będzie się wpatrywać w swego męża jak w ikonę, ale nic w tym dziwnego, bo on rzeczywiście wygląda na zdjętego z ikony – czyli przypomina białoruskiego chłopa, tyle że ubranego odświętnie. No i, naturalnie, poznasz wuja Michała, on mieszka w Siedlisku na stałe.

Jan pokiwał głową, jak czynił regularnie od początku podróży.

– Mag, powiedz mi, po jaką cholerę muszę tam z tobą jechać?

– Bo tak trzeba. Koniec kropka. Ale skoro pytasz… Chcę załatwić dwa tematy. Po pierwsze – przedstawić rodzinie ciebie, a po drugie – pokazać im wszystkim, czym jest prawdziwa duchowość; łudzę się, że do Eleonory może kiedyś dotrzeć, że mistycyzm nie polega na bezmyślnym mamrotaniu formułek, że może dostrzeże siłę i piękno prasłowiańskiego obrzędu, który jej kochany kościółek dawno temu najzwyczajniej podpierdolił. – Młoda kobieta odwróciła głowę i utkwiła wzrok w mężczyźnie. – A ty mi w tym pomożesz.

Jan wolno wypuścił powietrze.

– Popołudnie będzie interesujące – szepnął i popatrzył z tęsknotą na schowek samochodowy, gdzie leżał skarb.

 

* * *

 

Olbrzymia posesja otoczona była kamiennym murem, na którym czas zademonstrował swoją siłę, znacząc budowlę licznymi śladami. Tuż za ogrodzeniem rosły rzędy iglastych drzew, mających chronić właścicieli posiadłości i ich gości przed niepożądanymi spojrzeniami intruzów. Za licznymi świerkami rozciągał się zaniedbany park, w którym dominowały wielkie, rozłożyste dęby. Między nimi znajdował się grób; nieprzesadnie zdobny, niewielki – taki, który był miejscem godnego pochówku, a nie demonstracją próżności. Kamienna płyta, wbita niegdyś pionowo w ziemię, pochyliła się nieco wraz z biegiem lat, niczym staruszka. Na drugiej, ułożonej poziomo, paliły się znicze i dumnie stał samotny, jasny jak życie kwiat, nieświadomy, że jemu też przyjdzie w tym miejscu umrzeć i to niedługo, bo wraz z nieodległymi przymrozkami. Pod tym wszystkim, pochowani dawno temu, spoczywali Gabriel i Małgorzata – protoplaści rodu, którzy założyli ten park i zbudowali dworek, tworząc miejsce pełne szczęścia i ciepła, z którego gorliwie  korzystały kolejne pokolenia.

Na ów szczególny grób, jak prawie co roku – bo w życiu różnie przecież wychodzi – przybywała rodzina. Tej jesieni Zaduszki wypadły akurat w czasie pełni, była więc doskonała okazja, by obrządki chrześcijańskie i pogańskie mogły się w końcu zintegrować, redefiniując pojęcie ekumenizmu.

 

* * *

 

Janek, gdy tylko dotarli na miejsce, zatrzymał samochód i od razu otworzył schowek. Wyjął butelkę i pociągnął z niej solidnie. Poznawanie krewnych ukochanej, na trzeźwo, to jedno z najgorszych przeżyć, które mogą spotkać mężczyznę. Dobrze, że rodzice Magdaleny nie przyjechali, bo, tradycyjnie w jesiennym terminie, wykupili rejs superluksusowym statkiem z Europy do Stanów i odpłynęli, mając wszystkich i wszystko w głębokim poważaniu. Pozostałą część familii łatwiej znieść niż producentów tej, z którą się sypia, myślał Janusz, pijąc kolejny łyk.

Magdalena wysiadła z auta pierwsza, pozwalając, by narzeczony oddawał się jeszcze przez chwilę ulubionej technice relaksacyjnej. Kobieta przeciągnęła się i rozpuściła długie, rude włosy. Przymknęła powieki, wciągnęła rześkie powietrze.

Eleonora wyrosła jak spod ziemi. Umiłowana Jana aż podskoczyła, gdy po otwarciu oczu ujrzała siostrę tuż przed sobą; zderzenie odmiennych poglądowo wszechświatów nastąpiło więc szybko. Kobiety stały twarzą w twarz, mierząc się wzrokiem, przesyłając pełne intensywnych uczuć spojrzenia, starając się wyglądać dumnie i groźnie. Był to obustronny pokaz siły woli, twardości psychiki, a wszystko odbywało się przy wsparciu napiętych, drżących mięśni. Trwały zatem w bezruchu, a pozostali uczestnicy rodzinnego zgromadzenia czuli, że nadciąga front emocjonalny, który nie może nieść nic poza burzą. Wtedy stało się coś niespodziewanego, za co odpowiedzialny mógł być jedynie świąteczny nastrój – siostry przywitały się bowiem kulturalnie i grzecznie, a nawet objęły, jak gdyby w ogóle nie były spokrewnione.

Jan musiał przerwać relaks i już po chwili został przedstawiony członkom rodziny, a oni jemu.

Po wniesieniu do domu rzeczy, rozpakowaniu się, załatwieniu potrzeb fizjologicznych – w tym tak istotnych jak poprawienie makijażu, spożyciu niewielkiego posiłku i wymianie niecierpiących zwłoki złośliwości, wszyscy opuścili ciepłe wnętrze i udali się do parku, w objęcia zmierzchu i chłodu; na grób Gabriela i Małgorzaty.

Gdy znaleźli się przed pomnikiem, Janek oświadczył, że czegoś zapomniał i pognał do samochodu. Wrócił dopiero po kilku minutach, choć auto stało niecałe dwieście metrów od miejsca pochówku. Mężczyzna dzierżył mocno nadpitą butelkę; w ogóle już się z nią nie krył i zaczął zachowywać się nad wyraz swobodnie. Magdalena skończyła układać patyki na ostatnim z przygotowanych, niewielkich, nie rozpalonych jeszcze ognisk. Członkowie rodziny przyglądali się pogance z twarzami wyrażającymi cały wachlarz mieszanych uczuć.

 Jan, zgodnie z wcześniej zwerbalizowanym przez ukochaną życzeniem, postanowił pomóc w obchodach tradycyjnego obrządku, zatem, chwiejąc się lekko nad grobem protoplastów rodu, rozpoczął inkantację:

– Ciemno wszędzie, głucho wszędzie…

– A ten to z jakiej cholernej sekty? – wycedziła Eleonora, nie pierwszy raz ignorując potencjał tkwiący w ósmym przykazaniu.

– Z żadnej, to polonista; popatrz, jak sprawnie popija z gwinta. – Ignacy słynął z racjonalnych osądów. Owa racjonalność nie sprawdziła się jedynie w przypadku wyboru małżonki.

– No, prawda. Święta prawda. – Głowa Eleonory przechyliła się nieznacznie

– Zaiste przenajświętsza. Jak każda z twoich prawd – potwierdził po przyjacielsku. Dodałby zapewne coś jeszcze, lecz pączkującą konwersację zakłócił okrzyk małomównego zazwyczaj męża Karoliny.

– Ej, Magda! – zawołał Piotr, którego zaintrygował dziwny symbol namalowany na czole jednej z wielu szwagierek.

– Nie Magda, lecz Magdalena, to po pierwsze. Po drugie zwracaj się do mnie, korzystając z błogosławieństw wołacza. – Poganka nie odrywała się od swego zajęcia.

– Eee… Przecież wołałem! No co za… – Piotr nabrał powietrza. – Czego znów taka jesteś? Czy ty zawsze, ale to zawsze, musisz się do czegoś przyczepić?

Magdalena nie odpowiadała, zajęta dmuchaniem w żar.

– Ignorowanie rodziny to grzech, wiesz? Mniejsza z tym. Powiedz mi tylko, po coś wymalowała sobie na czole te grabie.

– To nie są żadne grabie – kobieta westchnęła i wzniosła wzrok ku rozgwieżdżonemu niebu. – To ręce boga.

– Rzeczywiście wyglądają jak grabie, na dodatek są nieeleganckie, prawda, Ignasiu?

– I ich namalowanie zdaje się być pozbawione logicznych podstaw, Elżuniu. Prawda.

– Po co to malować sobie czyjeś ręce na czole? – Wyćwiczony na milionach zdrowasiek szept Eleonory niósł się z niemal nadprzyrodzoną siłą.

– No ja pierdolę, wasze zdrowie! Kocham jednak tę rodzinkę. – Janek uniósł butelkę, upił spory łyk i nawet się nie skrzywił.

– A po co nosisz krzyżyk między cyckami, co? – odburknęła przedstawicielka rodzimowierstwa słowiańskiego, zignorowawszy wtrącenie polonisty. – Chyba jedynie po to, by wreszcie coś między te maleństwa trafiło.

Eleonora skuliła się i zatrzęsła, jak gdyby przypadkiem dotknęła pastucha pod napięciem; lub półnagiego mężczyzny.

 – Boże kochany – wyszeptała, łamiąc drugie przykazanie. – Trzymajcie mnie, bo zatłukę kiedyś tę ryżą dupodajkę – dodała, ponownie gwałcąc zakaz numer osiem, a potencjalnie również numer pięć, o przykazaniu miłości nie wspominając.

– Dajcie już spokój tym próżnym swarom. – Entuzjazm Janusza rósł w zastraszającym tempie. – Trzeba żyć w zgodzie, niezależnie od religii, obrządku, wyznania i-te-pe, i-te-de – dodał, delektując się truizmem, bo te zawsze smakują wspaniale, gdy człowiek jest pod wpływem.

– No co ty nie powiesz. – Magdalena oderwała się od rozdmuchiwania żaru i popatrzyła na ukochanego, bez zbędnego uwielbienia. – Błagamy, oświeć nas, pijany mistrzu, kolejną mądrością.

 – Pozwól, moja piękna, że oświecę cię inaczej i przy okazji pomogę z tym ogniskiem – powiedział polonista i do palącego się już całkiem nieźle stosiku patyków, nad którym ponownie pochyliła się jego ukochana, wlał część zawartości butelki.

Buchnęło tak, jak gdyby wszyscy bogowie wszechświata wspomogli wysiłek nauczyciela. Płomień na ułamek sekundy wziął we władanie element zwieńczający rodzimowierczą szyję. Po chwili na powrót zrobiło się ciemno, choć mimo to widać było szarą smugę dymu wznoszącego się nieśmiało z włosów wypełnionej gniewem postaci. W ten oto sposób Magdalena straciła brwi, za to zyskała wyjątkowo krótką grzywkę.

– Co on, naftę chla z tej butelki? – Ignacy nie mógł ukryć zdziwienia.

– Jednak znicze bezpieczniejsze niż te ogniska. Co technologia, to nie zabobon – dało się słyszeć szept Jarosława.

– Dziękuję ci, Przenajświętsza Panienko. – Eleonora, patrząc na dymiącą głowę siostry, starała się ukryć uśmiech. Właściwie to wszystkie siły wkładała w próby przeciwstawienia się okrutnemu, głośnemu rechotowi, jaki rwał się na zewnątrz, a który – gdyby się wydostał – byłby wypełniony drwiną, szyderstwem i satysfakcją; byłby rechotem triumfu, jaki przypada w udziale zwycięzcy, gdy ten gwałci szlochającą kobietę pokonanego przeciwnika; byłby mieczem bożym zadającym ostateczny cios i tak już upadłemu duchowi niewinnej ofiary; w końcu stałby się oznaką dominacji, tak często pożądanej przez tych, którzy najgorliwiej głoszą potrzebę nadstawiania drugiego policzka.

Kiedy Magdalena przestała w końcu dymić i miotać przekleństwa w stronę ukochanego, nadszedł czas na prawdziwe obchody Dziadów i Zaduszek w jednym, na oddawanie czci przodkom, na wspominki i wypominki. Kakofonia obrzędów wypełniła więc okolicę kłótliwym zgiełkiem różnorodności. Ogniska zostały rozniecone, tańce odtańczone, znicze zapalone, pieśni odśpiewane, zawodzenia uskutecznione, zdrowaśki wyklepane, pokłony oddane, nienawistne spojrzenia rzucone, uwagi o potrzebie czczenia przodków w okresie wielkanocnym – co za wschodnią granicą jest normą, a tu nic nie jest normalne – wygłoszone, jedzenie na grób położone, a Jankowa flaszka opróżniona i mądrości wybełkotane, bo każdy czci wyobrażenia o rzeczywistości po swojemu.

Po tym wszystkim, gdy cisza, która spowiła okolicę, stała się tak gęsta, że aż krępująca, Michał basowym głosem zaprosił uczestników misterium na kolację. Rodzina skierowała więc kroki ku domowi; po chwili z otwartych drzwi wylało się światło, do którego ludzie lgnęli jak ćmy. Gdy dom połknął już wszystkich, podwoje zamknęły się cicho i mrok wypełnił całą przestrzeń. 

 

* * *

 

Gdyby tamtego wieczoru, kiedy rodzina zajęta była konsumowaniem spotkania, ktoś nad wyraz wrażliwy przedarł się przypadkiem przez nadkruszony mur i znalazł w pobliżu grobu Gabriela i Małgorzaty, poczułby, że nie jest sam. Gdyby zaś trafił tu ktoś wyjątkowo odporny na wieści z tamtego świata, jego udziałem stałby się nienaturalny chłód i zdziwiłaby go niepokojąca cisza. A gdyby zbłąkanym człowiekiem okazał się ktoś z rodziny pochowanego tu małżeństwa, lub człowiek emocjonalnie z ową rodziną związany, ujrzałby dwie półprzezroczyste postacie sunące w milczeniu ku domostwu, w którym wujek Jarosław właśnie dzielił się ze zgromadzonymi radosną nowiną:

– Zostałem żydem – oznajmił.

– Jak to? Można tak przejść na żydostwo?

– Można, na judaizm.

– No to jesteś judaistą, a nie Żydem.

– Jestem żydem, przez małe żet, sprawdź w słowniku. To, że Word podkreśla, nie przesądza sprawy.

– O Boże… mamy w rodzinie zabójcę Chrystusa. – Eleonora wyraźnie pobladła.

– Hospodi pomiłuj…

– Co to jest Word?

– Jakiego zabójcę Chrystusa?! Nie bądź głupia! To wciąż ten sam ja – odparł wujek Jarek. – Co wam za różnica, w co wierzę? Zresztą w Stanach to jest modne i potrzebne, jeśli chce się coś osiągnąć. Ale wy przecież nic nie wiecie o świecie, tkwiąc na tej europejskiej prowincji.

– Jest wuj Żydem, więc ma na rękach krew Syna Bożego i Ameryka z jej modami nie ma nic do tego. Pewnie przyrodzenie wujek też dał sobie obciąć – zakpiła Eleonora, która wiedzę o anatomii mężczyzn czerpała z katechizmu, a o bestialskich praktykach innych wyznań uczono ją przy pomocy audycji radiowych, przerywanych co chwilę apelami o dofinansowanie.

– O mój Boże! – krzyknął Ignacy, najwyraźniej zapominając, że jest ateistą. Oto bowiem ujrzał dwie postacie, które wyszły ze ściany. Półprzezroczysty mężczyzna przypominał pewnego, zmarłego w połowie trzynastego wieku, matematyka, z tym, że jego postać składała się z drobnych, ruchomych, jak gdyby spływających cyferek. Elżbieta, tyleż przerażona co zafascynowana, skupiła się na widmowej kobiecie, szykownej niczym angielska królowa. Karolina i Piotr mogliby przysiąc, że postacie, które zobaczyli, wyglądały jak wypisane na ikonach, zaś Eleonora natychmiast oddała pokłon Pantokratorowi i jego matce, a wujek Jarosław już stał na baczność, gotów do odśpiewania amerykańskiego hymnu przed pierwszą parą. W tym czasie Magdalena patrzyła oniemiała na cudownych ludzi przebranych za przedchrześcijańskich Słowian. Najbardziej jednak zdziwił się Jan, którego wzrok zogniskował się na tajemniczej kobiecie; ta na głowie miała kwietny wianek, a w ręku dzierżyła zielony badylek. W momencie, gdy polonista dostrzegł bieżące przed zjawą zwierzę, postanowił skończyć z piciem raz na zawsze. Jedynie wujek Michał nie dał się zwieść pozorom, bo był zbyt szczęśliwym i prostym człowiekiem, by mieć fioła na jakimkolwiek punkcie.

Zgromadzeni nie cieszyli się długo wizualizacją własnych pragnień i lęków, gdyż już po chwili iluzja zniknęła i wszyscy dostrzegli, że przed nimi stoją najzwyczajniejsze w świecie duchy przodków.

Krępująca cisza zawisła nad rodziną.

– Jak tam jest? – zapytała w końcu Magdalena.

– Inaczej, dziwnie. Co tu dużo gadać – gorzej. Jeśli od początku istnienia poznajesz życie, posiadając ciało, to potem duchowa wieczność nie jest w stanie zastąpić fizyczności. Wiedza o wszechświecie, możliwość udzielenia odpowiedzi na najbardziej zawiłe pytania nie mogą niestety zabić tęsknoty za tym, czego zasmakowaliśmy na samym początku, za doznaniami, które nas ukształtowały. Nie wyobrażacie sobie, jak bym chciał przytulić teraz Małgorzatę, a nie mogę tego zrobić. – Widmowa ręka Gabriela przeniknęła przez postać jego żony. – Tak szczerze, to co dzień marzę o tym, by najeść się skwarek, poczuć zapach lasu czy dymu z ogniska; oddałbym pół nieskończoności, by móc łyknąć choć trochę gorzałki.

– Los jest okrutny – wtrąciła Małgorzata. – Wpierw uczy nas smakować i czuć wszystko, a gdy już to poznamy, zostajemy skazani na astralną wieczność. Wiedza bez kompletu zmysłów jest niczym. Cieszcie się więc waszą cielesnością, póki możecie. Dobrze wam radzę.

– I takie właśnie rady cenię – powiedział Jan, po czym chwycił butelkę, nalał do szklanki i wypił zawartość duszkiem, kończąc definitywnie kilkuminutowy, trudny okres abstynencji. – Zdrowie nowoprzybyłych gospodarzy!

Długa była to noc, pełna uniesień i szczerej radości. Zgromadzeni celebrowali rodzinne spotkanie aż do rana, bowiem entuzjazm i alkohol wypełniły serca i okazało się, że obrzędowość jest zbędna.

 

Koniec

Komentarze

Bardzo, bardzo mi się podoba!

Co prawda tradycję w zasadzie sprowadziłeś do mglistych wyobrażeń o niej poszczególnych bohaterów, ale tym bardziej jest to wszystko prawdziwe. Kto dzisiaj wie, ale tak naprawdę wie, czym były Dziady?

Znowu, z właściwym sobie wdziękiem, błysnąłeś poczuciem humoru. Tym najwyższej jakości.

Postaci, może ciut przerysowane, ale dzięki temu szalenie wyraziste i bardzo charakterystyczne. To chyba nie do uniknięcia, gdy jednostkom przychodzi reprezentować całe grupy społeczeństwa.

Bardzo ładne zakończenie – szalenie łagodnie, bez zbędnego moralizowania, powiedziałeś co jest ważne. I to tak sugestywnie, że aż pociekła mi ślinka na myśl o pajdzie chleba z domowym smalcem skwarkowym, albo o kaszy gryczanej z dorodnymi i licznymi skwarkami.

Gratuluję znakomitego opowiadania! ;-)

 

Sethraelu, mogłam tylko raz jeszcze napisać to, co już Ci powiedziałam. Ponowna lektura jedynie utwierdziła mnie w przekonaniu, że pierwsze wrażenie nie było przypadkowe.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorko, ponowna lektura Twojego komentarza utwierdziła mnie w przekonaniu, że bardzo lubię, gdy chwalisz moje teksty. ;)

Dziękuję raz jeszcze!

Sorry, taki mamy klimat.

No, ździebełko przekroczyłeś limit. Ale co tam, fajnie wyszło. Podobało mi się, morał faktycznie podany delikatnie. No to zdrówko!

Btw, co pił Janek? Spirytus? Bo zwykła wódka chyba się nie pali.

Błagamy, oświeć nas, pijany mistrzu, koleją mądrością.

Tu trzeba będzie jeszcze jeden znak dołożyć.

O boże… mamy w rodzinie zabójcę Chrystusa.

Dużą? To jeszcze gdzieś się powtarzało.

Babska logika rządzi!

Straszna ta rodzinka, dom wariatów normalnie. Pomysł fajny, finisz świetny. Mam wrażenie (ale może dlatego, że już dość późno) że ten zamierzony chaos czasami wymykał się spod narracyjnej kontroli.

Ale dialogi rewelacyjne, postaci również. Podobało mi się.

 

– O boże… mamy w rodzinie zabójcę Chrystusa. – Eleonora wyraźnie pobladła. – Czy bogiem Eleonory nie jest przypadkiem ten Bóg przez duże Be?

 

I gdzieś tam masz koleją, zamiast kolejną, ale już nie mogę znaleźć.

Wywalić go! Wywalić go, bo łypie straszliwie!

 

No dobra, wpis obserwacyjny jest, teraz czytam. Komentarz będzie później ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Świetne! Bardzo sprawnie w opowiadanie wplotłaś komentarze rzeczywistości, to jak różnie ludzie wyobrażają sobie religijnośc. A te wtrącenia o pewnym Radyjku…

 

Wylapałem jedną, małą literówkę:

 

“Wyjął butelkę i pociągnął z niej solidnie.”

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Ech, nie ma to jak wstać i od rana poczytać bardzo przychylne komentarze. I to takie, których Autorkami są Lożowniczki lubiące się czepiać, bądź narzekać dla sportu. Dziękuję za punkty biblioteczne.

 

Finklo, super, że się podobało. Zakładałem, że popijał spirytus, ale jak ktoś będzie się upierać przy nafcie, też mi to pasuje. ;) Wspomnienie, że się przy tym nie krzywił, miało świadczyć o… wysokiej formie Jana. ;)

 

Ocho, a ja sądziłem, że Ty akurat zaczniesz narzekać na brak odpowiedniego klimatu i głębokiej, poważnej duchowości, a tu proszę, podobało się a dialogi nawet “rewelacyjne”, no, no. ;) Pisz tak do mnie jeszcze. :)

 

Sfunie, wplotłAm? Musze chyba poważnie zastanowić się nad portalowymi konsekwencjami niektórych moich żartów i rozmów. :) Fajnie, że tekst przypadł do gustu!

 

Rybosławie, coś długo ten komentarz piszesz. ;) Nic to, czekam.

 

Dziękuję za uwagi, dwie literówki poprawione, bóg zamieniony na Boga, a i inne Przenajświętsze Panienki zapisane zgodnie z Waszymi, potwierdzonymi przez pana Bańko, sugestiami.

Hej ho!

Sorry, taki mamy klimat.

których Autorkami są Lożowniczki lubiące się czepiać, bądź narzekać dla sportu – e, no wiesz! Ja się nie czepiam, a już na pewno nie dla sportu. Zawsze staram się znaleźć dobre strony.

I już nie przesadzaj z tą duchowością. Jestem na wskroś racjonalna, o! Dialogi są rzeczywiście po prostu dowcipne – a tego typu humor bardzo mi odpowiada.

Ocho, lubię czasem, dla sportu, napisać komentarz, do którego wiem, że się odniesiesz, używając wykrzykników. O! :D:D A tak w ogóle to dlaczego wzięłaś ów żarcik do siebie, co? :)

Co do dialogów – przyznaję, że śmiałem się, gdy je pisałem. ;) Fajnie, że radość się udzieliła.

Hej ho!

Sorry, taki mamy klimat.

No bo napisałeś w liczbie mnogiej, a Regulatorzy, owszem, czepia się, ale na pewno nie narzeka dla sportu. To jeszcze ja i Finkla zostałyśmy, więc, kurczę dlaczego w liczbie mnogiej? ;)

 

(Finklo, wybacz!) ;)

Obwieszona różżańcami i krucyfiksami a przkroczy bramy Nawii?

Wiem, że to z punktu widzenia poganki pisane, ale nie wiem, czy poganie uważają, że bardzo wierzący mogą przekroczyć bramy Nawii. Po drugie – Nawie chyba nie miały bram. To raczej Niebiosa, right? No i (tu zahaczamy o filozofię) chyba każdy trafia tam, gdzie wierzy? Ale tego nie wiem, nie sprawdzałam.

 

Po co to malować sobie czyjeś ręce na czole?

– złote :D

 

Zapomniałeś o znanym fakcie, że Żydzi jedzą dzieci. A macę robi się na ich krwi :)

 

Wódka się nie pali, ale to już wyjasniłeś. Wiem, sprawdzalam i tylko wódkę, cholera jasna, zmarnowałam :/

Zachwyty po ogloszeniu wyników.

 

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Dialogi – nie wiem, czy też tak macie, ale bardzo trudno udanie kłócić sie ze samym sobą. Jeszcze trudniej flirtować (właśnie pisze taki tekst i wiem).

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Ocho, miałem raczej na myśli, że jedna może robić to (czepiać się), a druga co innego (marudzić dla sportu). Widocznie uznałaś Finklę za czepialską, skoro marudzenie wzięłaś do siebie. ;):)

 

Marto, być może Magdalena uważała, że Niebiosa nie istnieją; musiałbym ją spytać. ;)

Zapomniałeś o znanym fakcie, że Żydzi jedzą dzieci. A macę robi się na ich krwi :)

Wcale nie zapomniałem, po prostu nie chciałem obrażać wujka Jarka. ;) Poza tym, Żydzi podgryzają też korzenie polskich, patriotycznych jabłoni, o! :):)

 

A co do kłócenia się w dialogach, to nic mi o tym nie wiadomo, bo jestem niekłótliwy, więc nie tworzę tekstów, w których bohaterowie się żrą!

Hej ho!

Sorry, taki mamy klimat.

Dla sportu? A co to za radocha, kiedy człowiek nie ma rywali? Taka Ocha na przykład się wypiera… ;-)

Babska logika rządzi!

przeczytane:)

 

od razu zaznaczę, iż TAK zauważyłem ów zabieg tego by z deka udziwnionym przesranym słownictwem opisywać błahostki, nie mniej jednak kilka spraw mnie coś stęka:

“Kra­jo­braz za szybą prze­su­wał się i zmie­niał.”

“ma­ją­cych chro­nić wła­ści­cie­li po­sia­dło­ści i ich gości przed nie­po­żą­da­ny­mi spoj­rze­nia­mi in­tru­zów.” – mających chronić bawiących tam przed spojrzeniami wścibskich

Ka­mien­na płyta, wbita nie­gdyś pio­no­wo w zie­mię, po­chy­li­ła się nieco wraz z bie­giem lat, ni­czym sta­rusz­ka. Na dru­giej, uło­żo­nej po­zio­mo, pa­li­ły się zni­cze i dum­nie stał sa­mot­ny, jasny jak życie kwiat, nie­świa­do­my, że jemu też przyj­dzie w tym miej­scu umrzeć i to nie­dłu­go, bo wraz z nie­od­le­gły­mi przy­mroz­ka­mi. Pod tym wszyst­kimczyli pod tymi płytami i jasnym jak życie kwiatem? Czyli oto jest „to wszystko” ?

“Na ów szczególny grób” – a czemu szczególny? Przez ten jasny jak życie kwiat?

“kiedy ro­dzi­na za­ję­ta była kon­su­mo­wa­niem spo­tka­nia” – nie no nie abla coś…

 

to co podkreśliłem to dlatego że coś mi tam nie tak

 

Ale i tak Janek faworytem. Na ratunek zawsze trunek! Coś jak w Ukrytej prawdzie gdy męskiemu protagoniście przyjdzie się zmierzyć z problemem ;)

 

Kilka myków za to pojechałeś wyśmienicie, te niektóre długie zdania kozackie.

pozdrawiam

Bo Ocha, Finklo, taka nieśmiała jest… ;)

 

“Krajobraz za szybą przesuwał się i zmieniał.”

Tak ma być!

“mających chronić właścicieli posiadłości i ich gości przed niepożądanymi spojrzeniami intruzów.” – mających chronić bawiących tam przed spojrzeniami wścibskich

Może masz rację, lecz i tak pozostanę przy swojej, być może zbędnie rozbudowanej, wersji. ;)

Kamienna płyta, wbita niegdyś pionowo w ziemię, pochyliła się nieco wraz z biegiem lat, niczym staruszka. Na drugiej, ułożonej poziomo, paliły się znicze i dumnie stał samotny, jasny jak życie kwiat, nieświadomy, że jemu też przyjdzie w tym miejscu umrzeć i to niedługo, bo wraz z nieodległymi przymrozkami. Pod tym wszystkimczyli pod tymi płytami i jasnym jak życie kwiatem? Czyli oto jest „to wszystko” ?

Tak, to jest to wszytko: dwie płyty, znicze i kwiat, a w domyśle również trochę ziemi między tym, co wymienione, a tymi, których ciała spoczywają.

“Na ów szczególny grób” – a czemu szczególny? Przez ten jasny jak życie kwiat? 

Nie, ze względu na wiek oraz położenie – brak nekropolii, jest za to prywatny teren; dodatkowo jest szczególny dla bohaterów tekstu, z różnych względów.

“kiedy rodzina zajęta była konsumowaniem spotkania” – nie no nie abla coś…

Abla, abla, cokolwiek to znaczy. ;) Lubię powciskać metafory tu i ówdzie. Robiłbym to częściej i gęściej, lecz teksty przy takich zabiegach tracą na czytelności, muszę się więc hamować, co wiele mnie kosztuje. Potem, w ramach odreagowania, chwytam “Sklepy cynamonowe” i tonę w morzu przenośni i wszędobylskich przymiotników. ;)

 

Dzięki za przeczytanie i komentarz.

Sorry, taki mamy klimat.

Ja tam uważam, że i klimat jest i dialogi zajebiaszcze, i śmieszne tym radosnym, parskającym humorem.

Zakończenie troszkę może i mniej, ale ogółem – pyszniutkie :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Dzięki, Emelkali!

Sorry, taki mamy klimat.

Bardzo fajny tekst. Jestem pod wrażeniem, że byłeś w stanie okiełznać taką mnogość wypowiedzi różnych osób. U mnie jak przekracza się magiczną granicę dwóch postaci w dialogu, mam uczucie, że wszystko pierdziele równo i nie wiadomo kto z kim i do kogo :P

 

Jest matematykiem… czy fizykiem? Nie pamiętam, w każdym razie kimś nudnym

Dla osoby z polibudy ten tekst jest złoty xD

 

który jej kochany kościółek dawno temu najzwyczajniej podpierdolił.

padłam

– Nie Magda, lecz Magdalena, to po pierwsze.

:D:D:D:D:D:D:D:D:D Prawidłowo, Seth! Prawidłowo. Ogólnie ślicznie imię dla poganki wybrałeś :>

bo każdy czci wyobrażenia o rzeczywistości po swojemu.

A to takie strasznie prawdziwe.

– Jak to? Można tak przejść na żydostwo?

 wujek Jarosław już stał na baczność, gotów do odśpiewania amerykańskiego hymnu przed pierwszą parą.

Tak tylko przytaczam teksty, które mnie zabiły… Super tekst. Bardzo prawdziwy, prześmiewczy. Pewnie jakbym się z postawionymi w nim tezami nie zgadzała, podobałby mi się mniej. Ale ja się zgadzam. Bardzo, bardzo :P

Tylko nie "Tęcza"!

Serce mi się kraje, gdy widzę dobre teksty z czterema punktami, zawieszone w osobliwym limbo pomiędzy poczekalnią a biblioteką. Pozwoliłem sobie to zmienić.

Interesujące opowiadanie napisane błyskotliwym stylem. Zakończenie też świetne. Trochę przeszkadzało mi przerysowanie postaci, zwłaszcza Eleonory. Może dlatego, że dowcipy o starych dewotkach i moherowych beretach jakoś nigdy mi nie podchodziły. Ale ogólnie tekst na plusik. A nawet na plus.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Seth, barbarzynco ;-) ja ciągle w biegu. Nie zdążyłem poklepac Biblioteki, ale na szczęście napatoczyl się klepacz SzyDzia ;-) ciepłe, ironiczne, obserwacje celne i zabawne. No i rodzinny zjazd z jego małymi wojenkami – usmiechalem się cały czas :-) Dzieki za ten kawałek :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No, niezłe opowiadanie z rodzinnym zjazdem w krzywym zwierciadle. 

Chyba też coś spróbuję sklecić na ten konkurs ; )

I po co to było?

Muszę przyznać, że nieźle się bawiłem przy tym opowiadaniu. Pozdrowienia.

Tenszo (Magdaleno?:) ), fajnacko, że udało mi się Ciebie zabić; nie dość, że wielokrotnie, to na dodatek w pozytywnym sensie! ;) A cieszę się tym bardziej, że okazało się, iż mój pogląd na kilka spraw, którego nie ukrywałem w tym tekście, jest zbliżony do Twojego podejścia. Szydercy wszystkich krajów – łączmy się! ;) Dzięki za bibliotekę.

SzyszkowyDziadku, bardzo miło czytać opinie takie jak Twoja. Dzięki, za bibliotekę również. Co do postaci – tak, były przerysowane, z premedytacją. Owo przerysowanie nie dotyczy przecież jedynie Eleonory, choć przyznaję, że z niej i jej podobnych kpić najłatwiej. Nie jest to jednak wina kpiących, lecz zasługa wyśmiewanych. Radość – z powodu ich rzekomego monopolu na wiedzę, skłonności do oceniania moralności innych, o czołobitności przedbatmańskiej nie wspominając – to samo zdrowie. ;)

Rybosławie, może Ci kiedyś brak klepania biblioteki wybaczę. Może. Póki co, pozostaje mi niepełna satysfakcja z tego, jak odebrałeś tekst. ;)

Syfie, dzięki. Czekam zatem na Twoje dziadostwo Dziady. ;)

Ryszardzie, fajnie że się podobało. Może kiedyś doczekam się Twojego dłuższego komentarza pod moim tekstem. To by dopiero było… ;) Dzięki.

Sorry, taki mamy klimat.

Gęba zresztą też nie pomaga. Narrator używa mowy potocznej? Nie musi. Sugerowałbym zmianę na facjatę.

Wygląda jak taka wychudzona nasza szkapa w wiecznej czerni, za to z krucyfiksem na szyi.

Gdybym miała obstawiać, w wyniku czego przekroczy granice Nawii, powiedziałabym, że kiedyś się przypadkowo powiesi na jednym ze swoich różańców. : Powieś się na różańcu!

 

Mówiła spokojnie, choć wewnątrz emocje buchały płomieniami niestrawności, jak zwykle, gdy zmierzała na rodzinne spotkanie. [niespójne, bo zdaniu złożonym mamy dwie sprzeczne informacje: emocje-wrzody i spokój, lepiej wyrazić ekspresję na twarzy, np.: Mówiła spokojnie, choć twarz zmieniła się nie do poznania, lewa warga zadrżała jak osika na wietrze – czy coś w tym guście]

czy później zacznie paplać o nieocenionym wkładzie Fibonacciego, lub kogoś tam, w rozwój sztuki i nauk przyrodniczych. Bla, bla, bla. [ narrator sugeruje ze nie zna się na matematyce ani nie kojarzy nazwisk, stad nie ma sensu popisywać sie znajomością nazwiska matematyka, raczej nielogiczne]

 

Magdalena ugryzła słodką bułkę,drobinki lukru wpadły za dekolt, co nie uszło uwadze Jana, mimo że prowadził samochód. [nic nie wnosi do fabuły ani nie jest ważne z punktu widzenia opisu otoczenia]

 

Dużo tego, tekst do odchudzenia ok 30%. 

 

IHomerze, po Twoim szorcie nie spodziewałabym się, że masz ciągoty do sprowadzania literatury do poziomu finezji instrukcji obsługi.

IHomerze, Tobie chyba wystarczy, aby autor zamieścił zaledwie zarys opowiadania, byś treścią sam sobie mógł taki szkic wypełnić, a wtedy będziesz zachwycony każdym zdaniem i każdym sformułowaniem. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ocha, cóż mogę odpowiedzieć na stawiane zarzuty. Po jednym utworze chcesz oceniać moje umiejętności warsztatowe? Pisałem o przerwie, tekst poprawiłem i nie robię z tego teatru. 

Regulatorzy, zaś w tym konkretnym przypadku, wyłapane błędy są proste do poprawy, i nie widzę powodu, aby robić z tego larum, wszak domeną ludzką jest uczyć się na błędach, choćby własnych, nieprawdaż? 

Nie oceniłem utworu jako całości, bo nie odniosłem się jeszcze do konstrukcji utworu, ani fabuły czy kreowanych bohaterów. Nie umniejszam, ani nie powiększam, tylko sugeruje ewentualne zmiany, wybór nie należy do nas, tylko do autora. Nikogo nie zmuszam do korekty, bo zatracilibyśmy sens niesienia pomocy, choćby amatorskiej lub jak innym się wydaje, zawodowej. 

Zaś, w tym konkretnym przypadku, wyłapane błędy są proste do poprawy, i nie widzę powodu, aby robić z tego larum, wszak domeną ludzką jest uczyć się na błędach, choćby własnych, nieprawdaż? 

A jak definiujesz błędy? Dla mnie to coś poważniejszego niż widzimisię recenzenta; przypadki, kiedy potrafię odwołać się do słownika lub opinii językoznawcy (jeśli chodzi o język) lub co najmniej podręcznika (w kwestiach merytorycznych).

 

Gęba zresztą też nie pomaga. Narrator używa mowy potocznej? Nie musi. Sugerowałbym zmianę na facjatę.

To nie narracja, tylko wypowiedź bohaterki.

Wygląda jak taka wychudzona nasza szkapa w wiecznej czerni, za to z krucyfiksem na szyi.

“Nasza szkapa” to odniesienie do literatury. Sama szkapa już nie.

Gdybym miała obstawiać, w wyniku czego przekroczy granice Nawii, powiedziałabym, że kiedyś się przypadkowo powiesi na jednym ze swoich różańców. : Powieś się na różańcu!

Diametralnie zmieniasz sens wypowiedzi: ze złośliwych przypuszczeń na rozkaz. A Nawia w tym kontekście (temat konkursu i wiara bohaterki) akurat jest ważna.

Mówiła spokojnie, choć wewnątrz emocje buchały płomieniami niestrawności, jak zwykle, gdy zmierzała na rodzinne spotkanie. [niespójne, bo zdaniu złożonym mamy dwie sprzeczne informacje: emocje-wrzody i spokój, lepiej wyrazić ekspresję na twarzy, np.: Mówiła spokojnie, choć twarz zmieniła się nie do poznania, lewa warga zadrżała jak osika na wietrze – czy coś w tym guście]

Informacje są lekko sprzeczne (chociaż wcale się nie wykluczają), dlatego autor użył spójnika “choć”.

czy później zacznie paplać o nieocenionym wkładzie Fibonacciego, lub kogoś tam, w rozwój sztuki i nauk przyrodniczych. Bla, bla, bla. [ narrator sugeruje ze nie zna się na matematyce ani nie kojarzy nazwisk, stad nie ma sensu popisywać sie znajomością nazwiska matematyka, raczej nielogiczne]

Znowu – nie narracja, tylko wypowiedź bohaterki. Nie tyle nie zna się na matematyce, co nie potrafi przewidzieć, o kim konkretnie będzie mówił szwagier. Nie wiem, czy popisuje się znajomością, czy zwyczajnie podaje temat ostatniego wykładu. I co tu widzisz nielogicznego?

Magdalena ugryzła słodką bułkę,drobinki lukru wpadły za dekolt, co nie uszło uwadze Jana, mimo że prowadził samochód. [nic nie wnosi do fabuły ani nie jest ważne z punktu widzenia opisu otoczenia]

Ale mówi coś o Janie, który prowadząc samochód, nie spuszcza z oczu biustu narzeczonej.

 

Czego właściwie Sethrael miał się nauczyć na tych “błędach”?

Babska logika rządzi!

Ok, nie mam dalszych uwag, życzę powodzenia i sukcesów, wszak wiemy wszystko. 

Ubiegłaś mnie Finklo. Może nie dokładnie te słowa, ale z ust mi wyjęłaś. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zupełnie mnie nie zrozumiałeś. No, trudno.

Sethraelu, i po co Ci mój rozbudowany komentarz? Jeszcze Ci mało wybrzydzania? Przyjmij, że niektórzy użytkownicy, a między innymi ja, po prostu chcą się, czytając różne opowiadania, rozerwać, a nie analizować każde zdanie. Twoje opowiadanie mnie rozbawiło i to powinno cię usatysfakcjonować. Pozdrawiam.

Spoko, zainteresowałem się tekstem, bo wisi na głównej stronie jako rekomendowany. Na pewno masz większą wiedzę warsztatowa ode mnie, więc postaram się nie ingerować w twoje teksty żadnym komentarzem w przyszłości. Oboje wiemy, że pisanie jest niewdzięcznym i bardzo pracochłonnym zajęciem, nie przynoszącym wielkich profitów oprócz ewentualnego uznania, więc i tak szacunek, jeszcze raz życzę powodzenia. 

Z żadnej, to polonista; popatrz, jak sprawnie popija z gwinta.

Pięknych fragmentów jest wiele, ale ten szczególnie przypadł mi do gustu (i oczywiście ten o kwietnym wianku). Zgodzę się z SzyszkowymDziadkiem w gustach odnośnie żartów o dewotkach – kopiesz leżącego, Sethraelu, wyśmiewając się z Eleonory.:) Choć motyw śmiechu zwycięzcy był całkiem całkiem. Ogółem przeczytałam z przyjemnością, smaczki – jak rodzynki – pyszne. Masz bardzo indywidualny styl, który jak widać niektórych gryzie, mnie – odpowiada. Rodzina na obrazku może i się czubi, ale płaszczyznę porozumienia umiała znaleźć, choć na chwilę – jak w życiu.

Nie jest to rodzaj opowiadania, które lubię czytać, natomiast bez wątpienia można powiedzieć, że jest to opowiadanie bardzo dobrze napisane. Plus za błyskotliwość niektórych dialogów i za ciekawą reflekję. Ja osobiście troszkę nudziłem się momentami podczas lektury, ale doceniam starania i dobry warsztat.

Nie ma to jak wyjechać, pozbawić się dostępu do normalnego komputera, a potem się rozchorować i nie mieć sił, by odpisywać. O wątpliwej przyjemności z pisania komentarzy przy pomocy telefonu nie wspominając.

IHomerze, Twój komentarz nieco mnie zaskoczył. Rozważałem udzielenie odpowiedzi informującej Cię, że z żadną Twoją uwagą się nie zgadzam, niemniej dziękuję za analizę i poświęcany czas. Druga opcja przewidywała odniesienie się do każdego z zarzutów z osobna, bo każda uwaga jest cenna.

Ocho, Regulatorko, dziękuję za delikatne zasugerowanie IHomerowi, że być może nie ma racji. ;)

Finklo – Ty jak zwykle, bezlitośnie konkretnie, zrealizowałaś opcję nr 2. :D Dzięki.

Ryszardzie, przyjąłem do wiadomości, obiecuję nie spodziewać się w przyszłości czegokolwiek. A skoro twierdzisz, że powinienem czuć się usatysfakcjonowany, to jakże mógłbym czuć się inaczej. ;)

Rooms, powiem Ci szczerze, że cytowane przez Ciebie zdanie jest jednym z moich trzech ulubionych w tym tekście. Co do kopania leżącego – wydawało mi się, że przedstawiciele wszystkich grup zostali lekko poturbowani, być może moja wrażliwość na dewotów z opcji katolickiej jest stępiona bardziej, niż sądziłem. ;) Niezbyt mi to jednak przeszkadza.;) Fajnie, że się podobało. Dzięki za opinię.

Vyzarcie, przykro mi, że się momentami nudziłeś; pozostała część Twojej wypowiedzi zamazała jednak uczucie przykrości. Dziękuję za te słowa.

Sorry, taki mamy klimat.

Nie ma sprawy, nikt nie jest nieomylny, niemniej mam uprzejmą prośbę, czy zauważasz różnicę pomiędzy IHomer , a iHomer? Kojarzy się z nieustającą erekcją, a idąc z duchem czasu i modnym ruchem gender, tak wielki rozmiar przedniej literki, może być nieświadomie traktowany jako element nad wyraz falliczny przez inne interlokutorki. Wyprzedzając sprośności w dalszej części polemiki, dopowiem wam o zamyśle pisania z małej literki, oczywiście mowa o kompleksie Homera :))

Świetne opowiadanie. Brawo, Seth. Podobało mi się od pierwszego do ostatniego zdania i o dziwo żaden fragment mnie nie znużył:) A czyta się tak lekko i płynie, że pochłonęłam w mig przy porannej kawce. Dialogi pierwszorzędne – błyskotliwe i z humorem.

 

Przy niej, jeśli nic się nie zmieniło, dreptać będzie Ignacy – mąż i podłokietnik. ” –  podłokietnik brzmi zacnie ;) Do tej pory myślałam, że mąż może być jedynie podnóżkiem, a tu proszę… Kolejne zastosowanie ;)

 

popatrz, jak sprawnie popija z gwinta.”  – a to nie lada sztuka ;)

 

W ten oto sposób Magdalena straciła brwi, za to zyskała wyjątkowo krótką grzywkę.” – Przypomniało mi się jak moja koleżanka odpalała papierosa od palnika kuchenki… Efekt był podobny ;)

 

To, że Word podkreśla, nie przesądza sprawy.” – pewnie, że nie. Ostanie słowo zawsze należy do wyroczni – wujka Google ;)

 

Błagamy, oświeć nas, pijany mistrzu, kolejną mądrością” – mega ;)

 

Jeden mankament:

Dobrze że rodzice Magdaleny nie przyjechali, bo, tradycyjnie w jesiennym terminie, wykupili rejs superluksusowym statkiem z Europy do Stanów…” – popraw przecinki :P

 

Reasumując, tekst na piątkę z plusem. Prawie tak dobry jakbym sama pisała ;) Pzdr.

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

Niech się stanie wola Twoja, iHomerze. Od dziś będziesz jedynym użytkownikiem tego portalu, do którego będę się zwracać, pisząc nick małą literą! ;)

 

Wiwi, co do zdania z mankamentem, to – jak sądzę – pijesz do braku przecinka między dobrze a że, tak? Bo nie wiem teraz, czy popraw przecinki napisałaś tak przypadkiem w liczbie mnogiej, czy jednak celowo, hm?

Superancko, że się podobało i humor przypasował. Dzięki, Wiwi!

 

Sorry, taki mamy klimat.

Tak, do tego piłam;)

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

No to ów brakujący przecinek już jest jak Janek – wstawiony. ;) Thx.

Sorry, taki mamy klimat.

Podczas lektury “Misterium” nie umarłem (ani razu). Przykro mi, nie zabiłeś mnie. Ale to tylko taka niepoważna dywagacja na temat figury retorycznej, która pojawiła się w komentarzu Tenszy. Mała zmyłka na początek, żeby zbudować napięcie, rozumiesz ;-) Tak naprawdę podobało mi się, bo ładnie to napisane. Ładnie napisane i zabawne :-) Rodzinka, którą zaprezentowałeś – zajefajna ;> W trakcie czytania przez większość czasu się uśmiechałem, chwilami szeroko. A o to Ci wszak, Sethraelu, chodziło, o uśmiech i odrobinę refleksji, prawda? Niektóre kawałki naprawdę celne i dowcipne. Wybacz, że żadnego z nich nie przytoczę – moi poprzednicy już wyłapali najlepsze fragmenty.

 

Ale poczekaj, dam Ci pod rozwagę parę technicznych dupereli!

Poznawanie krewnych ukochanej, na trzeźwo, to jedno z najgorszych przeżyć, które może spotkać mężczyznę.

Raczej:

Poznawanie krewnych ukochanej na trzeźwo to jedno z najgorszych przeżyć, które mogą spotkać mężczyznę.

Bo przecież chodziło Ci o:

jedno z najgorszych przeżyć spośród tych, które mogą spotkać mężczyznę,

a nie:

jedno z najgorszych przeżyć w ogóle, wyróżniające się z tego ogółu tym, że może spotkać mężczyznę.

Drugi kłopot (kłopocik) z zacytowanym zdaniem: nie wiem, po co wsadziłeś "na trzeźwo" między przecinki. Jeżeli chciałeś wyróżnić te słowa jako wtrącenie, nadałeś im tym samym sens: "ale uwaga: na trzeźwo!" i w takim przypadku dopisałbym dla wyrazistości przekazu słówko "przynajmniej”:

Poznawanie krewnych ukochanej, przynajmniej na trzeźwo, to jedno z najgorszych przeżyć, które mogą spotkać mężczyznę

Jeżeli nie, to powinieneś z tych przecinków zrezygnować.

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że większość ludzi tak czy owak odbierze Twoje zdanie, jakby przecinków w nim nie było. Nooo, ale teraz mam pretekst, żeby inkryminować zwyczaj wpychania przecinków wszędzie, gdzie się da. Stawiania ich ot, na wszelki wypadek. Zwyczaj niestety dość częsty wśród portalowych autorów. Przyznam, że czytanie tekstów z dużą ilością sztucznych wtrąceń nieco mnie czasem irytuje. (Gwoli jasności – Ciebie to, Sethraelu, nie dotyczy. Tutaj nawet nie upieram się przy zmianie, niemniej jednak zalecam ją).

 

Gdzieś tam masz "licznymi śladami” i zaraz potem “licznymi świerkami”. Być może chciałbyś ten kawałek jeszcze trochę docyzelować. Szczerze mówiąc, dla mnie możesz zostawić tak, jak jest. Ale w końcu jesteśmy na portalu, gdzie regułki typu “powtórzenia są zakazane” bezmyślnie się absolutyzuje i doprowadza czasem do absurdu ;-) (przepraszam, musiałem :P).

 

Się rozpisałem.

 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Seth, na twoje osobiste życzenie: 

 

będzie się wpatrywać w swego męża jak w ikonę, ale nic w tym dziwnego, bo on rzeczywiście wygląda na zdjętego z ikony – czyli przypomina białoruskiego chłopa.

Cudowne porównanie. Ostatnio bardziej spodobało mi się tylko, że cośtam lepiej się trzyma niż Excalibur skały ;)

Nie wiem czy poprawienie makijażu jest aż potrzebą fizjologiczną, no ale może Jan tak miał… ;P

to polonista; popatrz, jak sprawnie popija z gwinta – ahahha :D

– Boże kochany – wyszeptała, łamiąc drugie przykazanie. – Trzymajcie mnie, bo zatłukę kiedyś tę ryżą dupodajkę – dodała, ponownie gwałcąc zakaz numer osiem, a potencjalnie również numer pięć

Cudne.

po chwili z otartych drzwi – znaczy, wymagały malowania? ;)

– I takie właśnie rady cenię – powiedział Jan, po czym chwycił butelkę, nalał do szklanki i wypił zawartość duszkiem, kończąc definitywnie kilkuminutowy, trudny okres abstynencji.

Trudny to okres, oj trudny…

 

Przyjemne opowiadanko. Może nie będę go pamiętać za 10 lat, ale czytało się je zacnie. Fragmenty lepsze od całości i poczucie humoru jak zwykle na najwyższym poziomie.

 

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Jerohu, dziękuję za przeczytanie i uwagi.

Poznawanie krewnych ukochanej na trzeźwo to jedno z najgorszych przeżyć, które mogą spotkać mężczyznę.

Przyznaję rację i poprawiam na mogą. Dzięki

Jeśli chodzi o wydzielenie przecinkami “na trzeźwo”, to chciałem wyróżnić te słowa jako wtrącenie, nadając im tym samym sens: "ale uwaga: na trzeźwo!", bo jak już się nawalisz, to jest ci owo poznawanie obojętne. Zastanowię się, czy dodawać “przynajmniej”, bo z przecinków w tym miejscu nie zrezygnuję.

Co do powtórzenia “licznymi” to tak, jest takie, lecz oddalone od siebie na tyle, że mi nie przeszkadza. Może wpadnie mi coś do głowy i wtedy to zmienię. Dzięki.

A o to Ci wszak, Sethraelu, chodziło, o uśmiech i odrobinę refleksji, prawda?

Trudno lepiej to ująć, drogi Jerohu.

Dziękuję raz jeszcze za obszerny i wnikliwy komentarz.

 

 

Cet, dzięki że wpadłaś, choć wiem z tajemnych źródeł, że zostałaś do tego skłoniona szantażem! ;)

Literówkę w otwartych drzwiach poprawię niezwłocznie.

Fragmenty lepsze od całości.

Nie wiem, czy mam się z tego powodu cieszyć, czy martwić. Zastanowię się jeszcze, bo to ciekawa uwaga.

Jak to, nie będziesz pamiętać mojego opowiadania za dziesięć lat? Niewyobrażalne! Wiesz zatem, co się szykuje…? ;)

Hej ho!

 

Sorry, taki mamy klimat.

Kolejny okrutny szantaż? Mrrr, nie mogę się doczekać ;)

Hej ho!

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Bardzo mi się. Cudnie oddany klimacik rodzinnych spotkań (oczywiście nie mej własnej:)), miejscami powalające dialogi (wynotowano już chyba wszystko, to powtarzać się nie będę).

Dzięki za pożywkę dla uśmiechu.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Żebyś wiedziała, Cet, żebyś wiedziała. Tylko ten będzie okrutniejszy! ;) Hej ho!

 

Alex, co tu dużo gadać – cieszę się niezmiernie, że i Ty się cieszyłaś podczas lektury. Dzięki!

Sorry, taki mamy klimat.

“Olbrzymia posesja otoczona była kamiennym murem, na którym czas zademonstrował swoją siłę, znacząc budowlę licznymi śladami. Tuż za ogrodzeniem rosły rzędy iglastych drzew, mających chronić właścicieli posiadłości i ich gości przed niepożądanymi spojrzeniami intruzów.“

A to sam mur nie wystarczał, by chronić przed spojrzeniami…?

 

Przeczytałam. Jako że juroruję, na razie bez komentarza ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Joseheim, niektórzy są w stanie wzrokiem mur przeniknąć, a z tymi drzewami trudniej, bo igły kłują w oczy;)

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

Jose, mam nadzieję, że doczekam się komentarza, gdy konkurs się już skończy. Nie chciałbym być zmuszony do stosowania pisanych środków przymusu jakiejkolwiek perswazji. ;)

Jeśli chodzi o mur – ostatnio widziałem taki: stary, kamienny, o wysokości mniej więcej stu dwudziestu – stu trzydziestu centymetrów. I taki sobie wyobrażałem, opisując ten w tekście. Nie chciałem podawać jego wysokości, bo uznałem, że niszczyłoby to klimat. Hmmm… Może się myliłem, zastanowię się. Dzięki.

 

Czekam… ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Wiwi! ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Coś mi się zdaje, Sethrealu, że lepiej zrozumiałam twój zamysł niż ty sam;)

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

Kobietom, droga Wiwi, ta sztuka udaje się dość często. :D:D

<uchyla się przed ewentualnym ciosem Ochy>

Sorry, taki mamy klimat.

Sethraelu, dlaczego robisz ze mnie takiego potwora? ;(

To wszystko z powodu bolesnych doświadczeń sympatii! ;)

No dobra, już Ci kiedyś, Ocho, pisałem, że lubię Cię niezobowiązująco prowokować. Jak widać, nic się w tej kwestii nie zmieniło. ;)

Ps. No i Twój awatar też z pewnością w jakiś sposób świadczy o charakterku, co? ;)

Hej ho!

Sorry, taki mamy klimat.

Dołączam do grona usatysfakcjonowanych z lektury. Dialogi dowcipne – już po pierwszym akapicie odstawiłam kubek z herbatką, bo uznałam to za niebezpieczne. 

A najbardziej mi się podobało, że ze smutnych dziadów zrobiłeś wesolutkie. Na groby nie wylewałam, ale do Ciebie przepiję pigwóweczką – jakoś ostatnio polubiłam ten trunek.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Ja się teraz poważnie zastanawiam jak mój awatar świadczy o mnie… ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Ceterari, od razu pomyślałam “Kowalski!” :)

“dodała, ponownie gwałcąc zakaz numer osiem, a potencjalnie również numer pięć“ – no właśnie, “zakaz”?

 

(tak przy okazji)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Zakaz, zakaz… Bo niby czym są przykazania?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

bemik – Dziady nie były smutne. Wręcz przeciwnie.

Cet – jak dla mnie Szeregowy :D

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Byłam pingwinkiem przed tymi z Madagaskaru, przy mnie to są hipsterzy ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Dzięki, Bemik. A pigwówka to również moja ulubiona nalewka. Szkoda, że tegoroczna dopiero się robi, a zeszłoroczna skończyła się już w marcu… Narobiłaś mi smaku, ale nic to – przybijam ratafią!

Cet, na podstawie awataru można powiedzieć, że jesteś pozornie milusią, a tak naprawdę lekko – i w prawie sympatyczny sposób – złośliwą brunetką/szatynką rasy białej, lubiącą śnieg. True? ;) Hipsterzy… :D:D

Jose, bo osiem z dziesięciu to tak naprawdę zakazy (poza trzecim i czwartym, które są nakazami).

Rybosławie, otóż to!

Krajemarto, dziady bywają smutne; przeważnie wystarczy jednak trochę alkoholu i już się cieszą. ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Zdaje się, że czas na błyskawiczną, błyskotliwą ripostę już mi minął, więc sobie tym razem odpuszczę. ;)

Oj tam, zawsze możesz udać, że byłaś offline, a nie przyznajesz się od razu, że nie wymyśliłaś nic od ponad siedmiu godzin. ;)

I nie, ja tego nie stosuję, ja naprawdę jestem offline, gdy nie umiem zripostować! :P:P

Sorry, taki mamy klimat.

Seth, jesteś pewien, że się nie znamy osobiście i to od dawna? :D

A picie alkoholu z przodkami jest jak najbardziej żywą tradycją i daleko wcale nie trzeba szukać. Prawosławni, Romowie…

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Seth, jesteś pewien, że się nie znamy osobiście i to od dawna? :D

Nie, nie jestem. A Ty? ;)

 

Sorry, taki mamy klimat.

 

Dobranoc ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Rybosławie, dobrze się czujesz? ;);)

Sorry, taki mamy klimat.

Tak tylko sobie abstrakcyjnie nawiązywałem do przykazań i zakazów ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Przyznaj się lepiej, że byłeś pod wpływem! Co? ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Chyba jednego piwa… Wpływ jak diabli! ;-) Wiesz, Seth, znajomi mi mówią, że nie ma różnicy, czy jestem pod wpływem, nad wpływem czy w spływie… Prawie – podobno tylko trochę bardziej jestem bełkotliwy, ot, cała tajemnica ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Daję wiarę słowom Twoich znajomych! No nie wiem dlaczego… ;)

Sorry, taki mamy klimat.

To trzeba, proszę ja ciebie, empirycznie zweryfikować. Zdecydowanie. Najlepiej przy okazji jakiegoś Misterium. ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Bardzo dobre opowiadanie, świetnie napisane, czyta się lekko, a lektura sprawia jedynie przyjemność. Bez natłoku przymiotników, zgrabne porównania, niewymuszone poczucie humoru, kolorowe postacie, naturalne dialogi. Interesujący przekaz bez mentorskiej puenty. Błędów nie wychwyciłam :-) Pozdrawiam serdecznie autora. 

Saro, dziękuję za opinię, zwłaszcza taką. Cieszę się bardzo, a może nawet jeszcze bardziej, że sprawiłem lektura mojego tekstu sprawiła Ci jedynie przyjemność! ;) Dzięki.

Pozdrawiam!

Sorry, taki mamy klimat.

Powiadasz, Rybosławie, że napić się trzeba? :)

 

Sorry, taki mamy klimat.

Koniecznie! Człowiek nie wielbłąd… ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Wielbłąd też musi ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Ludzie nie powinni pić wody jak zwierzeta… ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ludź też zwierzę, taka Ryba na przykład ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

O wypraszam sobie, Ryba pływa, jak na śledzika przystało, w odpowiednim procencie! :-D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

I co dodać do tego mrowia komplementów? Pozostaje tylko przybić pieczęć: potwierdzam / data, podpis.

Adamie, Misterium to jeden z czterech moich tekstów, do których zajrzałeś (kiedyś odniosłem wrażenie, że mojej pisaniny unikasz; nadal nie wiem, czy wrażenie nie było słuszne) i drugi, który Ci się spodobał. Statystycznie sprawa przedstawia się więc coraz lepiej. ;) W związku z tym nie pozostaje mi nic innego jak podziękować (dziękuję), dodać, że nie lubię wstawek w nawiasach (nie lubię wstawek w nawiasach) i przybić pieczęć radosnego wzruszenia! <przybija pieczęć, a na wirtualnej karcie pojawia się uśmiechnięta łza>

Hej ho!

Sorry, taki mamy klimat.

To ja się wtrącę nieznacznie – ostatni dziadowski tekst przeczytany :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Oj, Panie! Niechybnie święta blisko!  ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Sethi, jesteś moim faworytem w tym konkursie. Opowiadanie przezajebiste, IMO. Zapamiętam na długo:)

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

Wiwi, na jak długo? Dziesięć lat? Powiedz, że tak, nie mów, że nie; nie zbywaj okrutnym milczeniem. I taaaak, pisz do mnie w ten sposób jeszcze; moje ego jest łase na zasłużone komplementy! O! ;)

Dzięki wielkie za dobre słowo.

Hej ho!

Sorry, taki mamy klimat.

Sethraelu, jestem przekonany, że jeszcze nie pod jednym i nie pod dwoma Twoimi tekstami “przystawię pieczątkę”.

To, że w tej chwili, jak twierdzisz, mamy pół na pół, najprawdopodobniej wynika z tematyki oraz charakteru Twoich opowiadań. Trafiają do mnie – albo nie… Żeby “zarezonować” z tekstem, a właściwie z jego autorem, sporo warunków musi być spełnionych – albo spełnienia bliskich – a o to niezbyt łatwo, jak wiesz chociażby z praktyki.

Unikanie Twojej pisaniny? Może prędzej odkładanie na potem, a potem wiadomo, skleroza, coś innego, nowego przyciągnie uwagę… Ale co by to kiedyś tam nie było, spróbuję się poprawić. :-)

Być może na baaardzo dluuugo;) a jeśli twoje wygłodniałe ego łaknie więcej komplementów to nie pozostaje ci nic innego jak napisać kolejny świetny tekst, bo coś ostatnio posucha u Ciebie… Osiadłeś chyba trochę na laurach mój drogi ;P

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

Sethraelu, ale tego drabla o… królewskich problemach chyba do statystyk nie liczysz? :)

Co prawda będę go pamiętać jeszcze dłużej niż Wiwi  “Misterium”. ;)

No dobrze, Adamie, Twoja wypowiedź satysfakcjonuje mnie i cieszy, a nawet sprowadza pewien rodzaj ulgi. Szczególnie podoba mi się subtelność charakteryzująca sugestię o winie tematyki, poważnie. Dzięki i… trzymam za ostatnie zdanie! ;)

Wiwi! Poprzednio wrzuciłem coś w lutym, a ostatnio proszę – aż dwa teksty, w tym jeden zacny, niedoceniony przez świat drabble, po którym, powiadasz, osiadłem na laurach (?)… ;)

…a o którym z taką radością wspomina Ocha. ;) Liczę go statystyk jak najbardziej; wyprodukowałem owo arcydzieło twórczości stusłówkowej, opublikowałem, mój umysł krytykę przerobił na stado dzikich komplementów, te zaś uznał za uzasadnione, nie widzę więc powodów, by wypierać się własnych żartów, choćby niezbyt oryginalnych, choćby tak kloacznych, że aż gównianych, o! ;) Ale, ale! Ocho, dlaczego zakładasz, że Wiwi niebawem zapomni o “Misterium”? ;) 

Hej ho!

Sorry, taki mamy klimat.

Och, ocho, nie licytowałabym się… ;P Może pamięć mam wybiórczą, ale za to znakomitą:D

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

To po ile były te botki na wystawie, wiwi? 

 

:-D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A kto by do tego przywiązywał wagę, psychofishu:) Cena nie gra roli – liczy się oszałamiający efekt;) No bo kto biednemu zabroni bogato żyć? ;) No powiedz kto?

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

Ja! :-D

 

No, żeby formalnościom stało się zadość:

Bardzo uniwersalny obraz dużej rodziny, polskiej należy nadmienić. Zręcznie, dość zabawnie pokazujesz jakim piekłem ideologiczno-religijnym może się okazać taki zjazd z okazji Święta Zmarłych, kpiąc sobie przy tym z różnych obyczajowych i światopoglądowych postaw, które możemy dziś podziwiać w naszym cudnym kraju. I o ile owe postawy mogą za chwilę, z racji ich przesłanek, przestać być aktualne, a więc w pełni zrozumiałem dla czytelnika, to nie zmienia to bardzo dobrego ujęcia sedna: spotkania ludzi, którzy z własnej woli prawdopodobnie nie chcieliby przebywać w swoim towarzystwie, a którzy – w imię rodziny – to robią.

Finałowa pointa ociupinkę cuchnie mi niewiarą w życie po życiu, ale i jednocześnie zwraca uwagę, by nie marnotrawić naszego czasu na zadry z przeszłości ani bliżej nieokreślone miraże w przyszłości, bo mamy  tu i teraz, na którym chyba powinniśmy się skupić.

 

Uch. Wybacz, Seth, ale musiałem trochę dłużej, mój poprzedni komentarz, generalnie, mógł nie spełniać warunków formalnych. ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Widzisz, Wiwi, a Rybcio pamięta ceny wszystkich białych kozaczków z każdej możliwej wystawy. ;)

Uprzedzam ewentualny atak: nie, nie dlatego, by mi je kupić! ;)

 

Rybosławie, dobra, wybaczę Ci łaskawie bardzo konkretny, sympatyczny komentarz i nominację. Wspaniałomyślny jestem, co? ;) A tak poważnie – dzięki wielkie za jedno i drugie.

Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że postawy prezentowane przez poszczególne postacie mogą być za chwilę nieaktualne, a przez to nieczytelne. Wzorce zachowań moich bohaterów należą bowiem, moim zdaniem, właśnie do najstarszych i najmniej podatnych na zmiany. :/

I jak to finałowa pointa pachnie niewiarą w życie po życiu? Toż duchy przylazły i mądrości wygłaszały! Prawda?! Duchy! A że ostrzegały przed piekłem innym niż to z diabłami i kotłami? Cóż, pozostanę nastawiony sceptycznie wobec średniowiecznych straszydeł, mających ułatwić trzymanie mas za mordki. ;)

Hej ho!

 

Sorry, taki mamy klimat.

He he… Seti, Psycho, białe kozaczki to nie część garderoby, to stan umysłu ;)

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

Coś w tym jest, Wiwi, oj, coś w tym niewątpliwie jest! ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Sethraelu, gratuluję jeszcze raz! Bardzo! ;-D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czego mu gratulujemy?

I czy będzie biba? ;-)

 

Wiwi :-D

 

Sethrael – ano o ten przekaz od duchów właśnie mi chodziło… ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki, Regulatorko!

Rybosławie, jak to czego? Tego, że zebrałem się na odwagę i wystartowałem w konkursie, w którym w Jury siedział Beryl. ;) Mogłem się przecież skazać na wieczne czekanie na rozstrzygnięcie, a tu proszę, niespodzianka, kolejna miła.

Z bibą to trzeba poczekać, bo chory teraz jestem totalnie. :/

Hej ho!

Sorry, taki mamy klimat.

Bardzo dobre opowiadanie. Nie czytałem innych opowiadań, więc nie wypowiem się, czy zasłużona wygrana, ale podobało mi się bardzo. Postacie ciekawie przerysowane, humor i pasujące, satysfakcjonujące zakończenie.

Nie pozostaje mi nic innego, Zygfrydzie, jak podziękować za lekturę i bardzo miły komentarz, który sprawił, że humor od rana mam lepszy niż gorszy! :)

Sorry, taki mamy klimat.

Bardzo dobre opowiadanie. Idealnie wpasowało się w tematykę konkursu. Dziady są, ale na wesoło. O dziwo to przejście w humor, przerysowanie sytuacji i postaci sprawiło, że tekst ma niestandardowy charakter. Najbardziej podobało mi się nawiązanie do "Dziadów" Mickiewicza. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Morgiano, nie wyobrażasz sobie, jak miło jest zobaczyć pod własnym tekstem – zwłaszcza po takim czasie od chwili publikacji – komentarz. I do tego taki sympatyczny! Dziękuję ślicznie, ciesząc się, że przypadło do gustu.

Sorry, taki mamy klimat.

Nowa Fantastyka