- Opowiadanie: smuga - Umówione spotkanie

Umówione spotkanie

Taki tekścik, nijak nie związany z Nową Ziemią, pomysł wpadł mi do głowy podczas podróży autokarem, kiedy jechałam i mijałam billboardy reklamowe i billboardy reklamowe, i jeszcze trochę billboardów...

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Umówione spotkanie

– Czy już się zdecydowałaś? – Mona, siedemnastolatka z kruczoczarną grzywką, pochyliła się nad stolikiem, niemal przewracając kubek CloudyCoffee. Odpowiedziało jej spłoszone spojrzenie Luizy. Przyjaciółka zerknęła na nią pospiesznie i wbiła wzrok w blat, udając, że interesują ją migoczące na powierzchni hasła. Zamiast odpowiedzieć, przygryzła kosmyk jasnych włosów.

Dziewczęta siedziały w rogu powietrznego tarasu Cloudy. Tego dnia nazwa kawiarni okazała się szczególnie adekwatna: zasłona gęstych chmur wisiała nisko nad metropolią. Może dlatego podniebne spoty reklamowe zdawały się Luizie przygnębiające, jakby poszarzałe. W lokalu siedziało zaledwie kilka osób w ich wieku i wszyscy skromnie zajęli boczne stoliki.

Mona westchnęła głośno. Poprawiła fryzurę, starając się ukryć twarz w ciemnych puklach i naciągnęła na dłonie przydługie rękawy swetra Kashmir.

– Ja już nie mogę się doczekać – oznajmiła. – Chcę aplikować do ColorfulLife, może też do Kashmiru… – Omiotła spojrzeniem własną garderobę. – Boję się tylko, że z moimi pospolitymi rysami twarzy dostanę się co najwyżej do Shop&Drop

– Nie żartuj! – Luiza na chwilę ocknęła się z marazmu, bezbłędnie wyczuwając moment, w którym należy podnieść na duchu przyjaciółkę. – Ciebie przyjmą wszędzie, nawet do Modern&Luxury!

– Gdyby to było możliwe… – Brunetka westchnęła, rozglądając się z tęsknotą po sali. Obie dziewczyny potrafiły bezbłędnie rozpoznać firmy, dla których pracowali poszczególni goście. Stoliki w centrum lokalu, ustawione na podwyższeniach, słusznie przyciągały uwagę. Zgrabne kobiety prezentowały skąpe stroje i tatuaże, pokrywające nieraz całe ciało. Skomplikowane wzory zdawały się pozostawać w ciągłym ruchu, rozmigotane, lśniące, najmodniejsze. Tylko wokół ich ulubionego miejsca jak zwykle było nieciekawie: reklamy noży, wiertarek, jakiś gruby facet, reprezentujący opony i para nastolatków, nie reklamująca niczego. Mona zniżyła głos do teatralnego szeptu:

– Najgorzej byłoby trafić do którejś z tych małych firm, prawda? – Rozmawiały już o tym tysiące razy, więc Luiza tylko z roztargnieniem skinęła głową. Mona mówiła coraz ciszej. – Wczoraj śniło mi się, że musiałam do końca życia reklamować psią karmę…

Blondynka uśmiechnęła się po raz pierwszy tego wieczoru.

Jamjam czy Chic-chien?

– Gorzej: KlugenHunden! – Obie przyjaciółki zmarszczyły nosy, udając obrzydzenie.

– Czy podać paniom coś jeszcze? – Kelnerka w srebrno-szarym uniformie Cloudy zjawiła się przy nich niepostrzeżenie. Uprzejmy uśmiech ani przez chwilę nie znikał z jej ładnej twarzy. Ładnej – jednak nie dość wyjątkowej, by pracować w Kashmirze. Mona przyglądała się delikatnym tatuażom, pokrywającym dłonie i policzki kelnerki. Nasuwały skojarzenie z oparami dymu, unoszącymi się nad gorącą kawą.

– Jeszcze dwa razy specjalność Cloudy – zadecydowała za siebie i za przyjaciółkę. – To nasz szczególny dzień, następnym razem spotkamy się dopiero po wynikach rekrutacji.

– Ach tak, te dwa tygodnie oczekiwania są najgorsze. – Kelnerka pokiwała głową ze zrozumieniem. Wystudiowany uśmiech na chwilę zniknął. – Dobrze pamiętam moją rozmowę kwalifikacyjną, jakie to były nerwy… Ale na szczęście wszystko skończyło się dobrze i od roku pracuję dla Cloudy. Nie można wymarzyć sobie lepszej firmy-matki. – Mimowolnie dotknęła miejsca na nadgarstku, gdzie kończył się tatuażowy wzór.

 

– A co z tobą? – Mona musiała powtórzyć to pytanie dwukrotnie, zanim zdołała skupić na sobie uwagę Luizy. – Rozumiem, że się denerwujesz, ale nie przesadzaj… Jesteśmy śliczne, ambitne, mamy za sobą finały miejskiego konkursu piękności, nie pamiętasz? Na tym świecie dobra praca czeka na najatrakcyjniejszych… Po prostu nie ma szans, żeby coś poszło nie tak.

Luiza jednak wpatrywała się w niebo, jakby naprawdę śledziła wyświetlaną właśnie reklamę UniversalGrass.

– Pamiętasz jak byłyśmy małe? – zapytała niespodziewanie. – U nas przed domem był trawnik, chociaż nie Universal, rodzice kupili SportyGrass specjalnie po to, żebyśmy mogły grać w MiniTenis’a

– Pamiętam nawet faceta, który przywiózł trawę. Był cały zielony, a ja wtedy mało wiedziałam o świecie dorosłych i pomyślałam, że to strasznie głupie. – Mona wzruszyła ramionami. – Ale czemu o tym rozmawiamy?

– Jakoś tak… – Luiza niespiesznie zbierała myśli. Uśmiechnęła się nieśmiało, zdając sobie sprawę, że najpewniej mówi coś niemądrego. – Chciałabym cofnąć się w czasie o parę lat, znowu bawić się w ogrodzie i nie podejmować dorosłych decyzji…

Mona machnęła ręką, jednym gestem przekreślając wszystkie przemyślenia przyjaciółki.

– To tylko nostalgia – oznajmiła autorytatywnie. – Zobaczysz, jak będziemy się cieszyć po otrzymaniu wyników! Ty zostaniesz twarzą galerii sztuki, ja będę reklamować ubrania… Oby się udało! – Zacisnęła dłonie w pięści. Jednak Luiza nie wydawała się przekonana.

– Myślałam o tych ludziach, którzy nigdy nie decydują się na podpisanie kontraktu z firmą-matką – wypaliła nagle. – Zachowują swoje ciało dla siebie, nie mają tatuaży…

– I żyją poza społeczeństwem, jak zwierzęta – dopowiedziała Mona. – Mój brat ma takich znajomych… Poważnie, kilka razy nawet zaprosił ich do naszego domu… Jeden taki chłopak… – Urwała. Po chwili mówiła dalej, z jeszcze większym zacięciem. – Ale daj spokój! Jak można niczego nie reklamować? Nic wtedy nie masz: ani konta, ani komunikatora, nawet dostępu do platformy… Poza tym wyobraź sobie starszego człowieka z taką gładką skórą, jak u dziecka… Okropność!

– Chyba masz rację – przytaknęła Luiza bez większego przekonania. – To musi brzydko wyglądać.

 

Winda jechała powoli w górę, wioząc Luizę na rozmowę kwalifikacyjną. Dziewczyna przyglądała się swojemu odbiciu w lustrzanych ścianach. Wokół szczupłej postaci, jak rój motyli, unosiły się animowane emblematy SmartArt’u, wyświetlane wprost na lustrach. Mama pomogła jej dobrać jasny kostium ColorfulLife i buty Kashmir na niewysokich koturnach. Rozpuszczone włosy powinny spotkać się z dobrym przyjęciem w firmie, a cały strój łączył w sobie drogą elegancję z artystyczną nonszalancją. Według konsultantki, którą Luiza odwiedziła w ostatnich miesiącach kilkakrotnie, galerie sztuki poszukiwały w tym sezonie przede wszystkim ludzi z klasą, nietuzinkowych, inteligentnych i dowcipnych, potrafiących się zachować… Chociaż na pierwszym miejscu, jak wszędzie, była uroda.

„Tatuaże” – myślała dziewczyna, czując jak winda unosi ją w górę. – „Na całym moim ciele pojawią się wspaniałe wzory któregoś z artystów, może to będzie Duczamp albo nawet Varholle… Ciekawe, co zrobią z moimi włosami i czy chirurg będzie coś poprawiał przy twarzy…” – Dotknęła lekko swojego odbicia w lustrze. Nagle, chociaż musiało to trwać zaledwie kilka sekund, Luizie zdało się, że przed oczami przemyka jej całe dotychczasowe życie. To było dziwne, przecież nie czekała na nią nagła śmierć, wprost przeciwnie: wszystko dopiero miało się zacząć… Nagle przypomniała sobie, jak razem z Moną bawiły się lalkami HappyCompany i jak podglądały sąsiadkę, która nie wychodziła z domu, odkąd bezmyślnie podpisała kontrakt z Sedes’em. A ten szczeniak z ciemnym emblematem LittlePets na grzbiecie, którego dostała na Dzień Choinki? Była tak mała, że wzięła logo firmy za łatkę. Potem, nie wiedzieć czemu, pomyślała o znajomych brata Mony: o ludziach bez tatuaży. Gładka skóra u dojrzałego człowieka stanowiła wybryk przeciw naturze… Luiza uczyła się o wzorach, pokrywających ciała plemiennych wojowników, o tatuażach mafijnych i więziennych, o subkulturach… O wrodzonym ludzkości dążeniu do łączenia się w grupy i ozdabiania ciała. Firma-matka zaspokajała obie potrzeby. Luiza powtarzała sobie te znane prawdy bez przekonania. A gdy automatyczne drzwi windy otworzyły się na najwyższym piętrze centrali SmartArt’u, poczuła nagle, że nie może się ruszyć, jakby wrosła w podłogę.

„Nie chcę przez całe życie reprezentować jakiejś firmy” – ta myśl uderzyła ją tak nagle, że Luiza nie była pewna, czy naprawdę do niej należy. Drzwi windy zasunęły się z powrotem i po chwili przywołana przez kogoś kabina zaczęła zjeżdżać w dół. Dziewczyna oddychała gwałtownie. Z luster patrzyły na nią rozszerzone strachem jasne oczy. Czy to nie to uczucie od paru tygodni usiłowało przebić się na powierzchnię jej świadomości? Nie pracować dla żadnej firmy… Zachować własne ciało, własną skórę… Ale z drugiej strony, po co miałaby to robić? Dokąd prowadzi życie poza społeczeństwem? Czy mogła, kierując się kaprysem, odkładać decyzję w nieskończoność, jak ci ludzie, którzy boją się dorosnąć? Uwiesić się na rodzicach, korzystać z ich kont i kart dostępu i czekać, podczas gdy jej wartość na rynku będzie spadać z każdym miesiącem? Siedzieć w pokoju, podczas gdy wokół wszyscy ciężko pracują?

„Pamiętaj, spotykamy się wieczorem po ogłoszeniu wyników” – przed oczami stanęła jej uśmiechnięta twarz Mony. Przyjaciółka mówiła z mocą, pełna entuzjazmu. „Zajmiemy stolik na samym środku Cloudy i zamówimy Coffee z procentami”. Co powiedziałaby Mona, gdyby Luiza przyszła na spotkanie bez pierwszych tatuaży na palcach dłoni?

Winda zatrzymała się na parterze i drzwi otworzyły się, wpuszczając do środka wysoką kobietę koło trzydziestki. Musiała już od kilku lat pracować w galerii, bo całe jej ciało, niemal nagie, pokrywał niesamowity obraz, przedstawiający krzyczącą twarz.

– Wracasz z rozmowy kwalifikacyjnej? – zapytała uprzejmie. Luiza spojrzała na krzyczące usta, otwierające się wprost na torsie kobiety i wzięła głęboki wdech.

– Dopiero idę na rozmowę. Trochę się denerwuję, dlatego jeżdżę windą w kółko – zażartowała lekko, mając nadzieję, że trafiła w styl SmartArt’u. Chyba się udało, bo kobieta posłała jej przyjazny uśmiech.

– Trafiłaś do najlepszej galerii w kraju. Życzę powodzenia – powiedziała. Luiza poczuła, jak winda znów rusza w górę.

 

Niebo nad horyzontem przybrało różowawą barwę. Z powietrznego tarasu kawiarni widać było kolorowe światła i neony, wieżowce, przykryte wielkimi tablicami reklamowymi i sunące po autostradach auta w firmowych kolorach. Luiza ze SmartArt’u spoglądała na miasto z góry, zadowolona, że energetyczna klimatyzacja chroni ją przed chłodem jesiennego wieczoru. Przyszła do Cloudy przed czasem i, inaczej niż zawsze, skierowała się pewnie ku stojącym w centrum stolikom. Teraz wszyscy goście mogli podziwiać jej obszerną białą bluzę ze szkicem Bekona®. Na nogach, jeszcze gładkich, miała lśniące rajstopy z emblematami firmy-matki. Czuła na sobie spojrzenia innych gości i zazdrosny wzrok dzieciaków, kryjących się po kątach lokalu. Jakaś kelnerka, sądząc po tatuażach, długo już pracująca w Cloudy, podbiegła do niej pospiesznie.

– Jest nam niezmiernie miło, że wybrała pani Cloudy. Powiem pani na ucho, że wprost uwielbiam SmartArt. Co mogę podać?

– Dwie Cloudy+, czekam na przyjaciółkę.

Kelnerka uśmiechnęła się uprzejmie i po chwili na blacie stolika stanęły dwa identyczne kubeczki. Luiza leniwie obracała w dłoniach swoją Cloudy, czekając. Mona zawsze była punktualna. Ale dzisiaj Luiza musiała czekać na przyjaciółkę. I czekała. Czekała. Kwadrans po umówionej godzinie dziewczynie z najwyższym trudem udawało się ukryć zdenerwowanie. Dlaczego Mona tak się spóźniała? Czy wstydziła się podpisanego kontraktu? Poza tym Luizę martwiło coś jeszcze. Dopiero co została nową twarzą SmartArt’u, a wyglądało na to, że pierwszy wieczór na mieście spędzi siedząc samotnie w kawiarni. To nie robiło dobrej reklamy firmie. Jeśli Mona natychmiast się nie pojawi, Luiza będzie musiała wypić obie Cloudy+, udając, że od początku były tylko dla niej i powoli, z gracją, opuścić lokal. Być może po drodze ktoś zapyta ją o Bekona®, chociaż wśród klienteli Cloudy trudno o koneserów sztuki, powinna była wybrać się do WielkiegoPawia

– Przepraszam panią – Luiza rozpoznała kelnerkę, nachylającą się nad stolikiem. Ta sama dziewczyna obsługiwała je ponad dwa tygodnie temu. Kelnerka mówiła cicho, niemal szeptem. – Mam dla pani wiadomość. – Podsunęła jej złożoną wpół karteczkę. Luiza otworzyła liścik, starając się opanować drżenie palców. Rozpoznała pełne zawijasów pismo Mony.

„Kochana! – napisała jej najbliższa przyjaciółka – Przepraszam cię za to, że nie zjawię się w Cloudy. Wybacz nabazgrany liścik, ale mój komunikator jest już odłączony od sieci. Nie wiem, czy pamiętasz, jak wspominałam ci o pewnym chłopaku bez tatuaży. Sama nie wiedziałam jeszcze, co czuję.” Dalej następowało kilka zdań, zapisanych i starannie wykreślonych, jakby opis emocji przerósł możliwości Mony. „To był trudny wybór – pisała dalej – ale czułam, że muszę kierować się głosem serca. A jak to powtarzali nasi pradziadowie: serce nie sługa. Wiem, że ty będziesz potrafiła mnie zrozumieć. Całuję cię najmocniej, jestem pewna, że dobrze wybrałaś swoją przyszłość i wyglądasz przepięknie. Kocham Cię, Mona.”

 

Twarz siedzącej przy stoliku zgrabnej blondynki nie wyrażała żadnych emocji. Gdyby ktoś spojrzał z naprawdę bliska, może dostrzegłby zaciśnięte mocno kąciki ust. Ale w pobliżu nikogo nie było. Dziewczyna sięgnęła po drugi kubek Cloudy+ – musiała naprawdę lubić tę kawę – i wypiła ją bardzo powoli.

 

 

Koniec

Komentarze

Kurczę, Smugo, wymyśliłaś straszliwy świat. Jest paskudny, a najgorsze wydaje się to, że wcale nie wykluczony. Uch… Ale świetnie go opisałaś.

Jak można nieczego nie reklamować?

Literówka.

Babska logika rządzi!

Dziękuję! Za miłe słowo i za nominację (czy jak to się zwie) do biblioteki :). Tym razem świat na opowiadanie, nie na powieść, tak paskudnej powieści nie chciałabym pisać… Literówkę już naprawiam.

Pomysł na świat ciekawy, sprawnie napisane, ale fabuła dość uboga i mocno przewidywalna.

Ciekawy pomysł, ale nie bardzo rozumiem sensu tatuowania reklam na ciele. A jak jakiś przystojniak reklamujący coś tam bardzo macho i bardzo logo się roztyje? Wydaje mi się również, że taka ilość bodźców reklamowych wokół wywołałaby raczej zobojętnienie i ich pewną przeźroczystość. Ale to tylko tak mi się wydaje i w sumie nie mam się co czepiać, bo w końcu przy takim założeniu nie dałoby się napisać tego ciekawego tekstu. :)

No i jeszcze końcówka. Kto zamawia, czekając na kogoś w kawiarni, od razu dwie kawy? Kawa przecież szybko stygnie. Chyba że to taka nigdy-nie-stygnąca-kawa.

 

Ale generalnie podobało mi się.

Podobało mi się, pomysł ciekawy i nietuzinkowy, choć podobnie do ochy, uważam go za trochę nierealny. Bez sensowny. Tyle że ja już teraz nie zwracam najmniejszej uwagi na reklamy, a przecież pełno ich dookoła…

Generalnie na duuuuży plus :)

 

EDIT: Poprawki – zapomniałabym.

 

reklamę UniwersalGrass.

Wolałabym “UniversalGrass” skoro już stosujesz angielskie nazwy.

 

Uśmiechnęła się niepewnie, zdając sobie sprawę, że najpewniej mówi coś niemądrego.

Semipowtórzenie.

 

buty Kashmir na niewysokim koturnie.

niewysokiej?

Tylko nie "Tęcza"!

Zgadzam się z Finklą. Przerażające jest, że to do czego ludzie dążą aktualnie może przerodzić się w przyszłości w coś takiego.

Mnie się podobało. Pozdrawiam. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

@Bellatrix: Fabułę starałam się okroić do minimum, żeby napisać krótki tekścik, a nie początek powieści (do kolekcji początków). Nie wiem, czy jest przewidywalna, moi znajomi twierdzili, że zakończenie zaskakuje, no ale znajomi to znajomi, wiadomo ;)

 

@Ocha: Przy zamawianiu kawy było jeszcze takie milczące założenie, że dziewczyny zawsze były punktualne (tacy ludzie podobno się zdarzają). Może powinnam o tym wspomnieć w jednym zdaniu… A świat jest w dużej mierze naszym światem, już dziś niektóre stanowiska pracy wymagają nienagannej prezencji i właściwego wyglądu… Myślałam też o bokserach, którzy często występują obklejeni reklamami… No, o różnych rzeczach myślałam, mam nadzieję, że chociaż część z tego udało się przekazać w tekście.

 

@Tensza: dziękuję za poprawki! Dałyście mi do myślenia uwagami o “nierealności” świata. Co prawda nie do końca się zgadzam, ale widzę, że różne rzeczy mogą być dyskusyjne.

Koturn – chyba jednak “ten koturn”, nie “ta koturn”… Jeszcze się upewnię. O, patrz, słownik mówi, że najpoprawniej będzie: na niewysokich koturnach… Już poprawiam :)

Swoją drogą, nawet nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak “semipowtórzenie”. Muszę na nie uważać w przyszłości…

@Morgiana: o, bardzo się cieszę…! I również pozdrawiam (pełna obaw o przyszłość świata wink)

Co innego oblepianie sportowców reklamami, co innego tatuaże na całe życie. Istnieje przecież coś takiego jak target. Marka odzieży przeznaczonej dla nastolatek, uwieczniona na pani siedemdziesięcioletniej, raczej dziewczyn nie zachęci. 

Ale to tylko na marginesie, bo może nie powinno się tego tekstu rozbierać tak marketingowo i logicznie. :)

Na marginesie – ale trafnie.

Myślę, że w takim świecie istniałyby duże, a przynajmniej pewne, możliwości modyfikowania tatuaży (zwłaszcza, że muszą być modne i na topie…) i inne techniki ich wykonania, pewnie też w którymś momencie pracownicy udawaliby się na emeryturę… Za krótki tekst, żeby to wszystko uwzględnić, ale masz rację, że są to kwestie do rozważenia.

(A na pewno byłyby, gdybym planowała rozwinąć tę miniaturkę – chociaż zupełnie o tym nie myślę wink). Tak czy inaczej, cieszę się, że w sumie tekst Ci się podobał smiley.

Pomysł całkiem ciekawy, choć absurdalny. Myślę jednak, że niejeden chętny by się znalazł na taki w sumie łatwy zarobek;) Tylko niestety zyski z reklamy w sezonie jesienno-zimowym byłyby raczej marne. Co prawda można sobie coś i na czole wytatuować, ale powierzchnia reklamowa jest tu niewielka;)

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

I na czole, i na całej twarzy, i ciuszki założyć reklamujące swoją firmę też można, nawet należy… I do klimatyzowanego klubu/kawiarni/galerii się przespacerować… Nawet zimą reklama na mieście nie zginie. 

Spoko, rozumiem twój zamysł, smugo;)

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

uwieczniona na pani siedemdziesięcioletniej

Ocha, a ja myślałam, że to ja właśnie za bardzo analizuję pewne rzeczy :) Ja to trochę inaczej odebrałam – założyłam, że w tym świecie jest taki postęp technologii i medycyny, że ciało się nie starzeje, tak jak my to znamy: 

Poza tym wyobraź sobie starszego człowieka z taką gładką skórą, jak u dziecka

Gładką potraktowałam nie tylko jako wolną od tatuaży, ale też bardziej dosłownie. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ponieważ głupota ludzka jest większa od Kosmosu, wizja może się spełnić. Nie dokładnie tak, jak przedstawiłaś, ale w części mówiącej o nowym typie segregacji, stratyfikacji społeczeństw, neofeudaliźmie, jeśli wolisz.

Tylko to zakończenie… Roumiem, młode “toto”, z marzenia do marzenia się przerzuca, ale żeby tak radykalnie, o sto osiemdziesiąt stopni…

A jednak podumaj nad rozbudową – pomysł na psychologiczny thriller “jak trza”.

Czyli co, upierdliwiam? ;) No dobra, już nie będę. :)

Piękne, przejmujące w swej wymowie opowiadanie. jestem pod wrażeniem. Pozdrawiam.

Bo ja wiem, czy zaraz upierdliwa? Zresztą napisałam, że sama bardzo analizuję, chociaż nie zawsze to komentuję :) Za to taki głos w dyskusji zmusza do głębszego przemyślenia i do innego spojrzenia – na problem, na dno (pierwsze, drugie itd.), na styl, pomysł… I przynajmniej jest o czym popisać w komentarzach :)

 

PS. mam nadzieję, że smuga wybaczy tę moją dygresję nie na temat opowiadania :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Pomysł oryginalny, wykonanie porządne, pięć gwiazdek się należy. Już teraz niektórzy bokserzy podczas walk mają ciała pokryte logami sponsorów (nie mniej jednak są one najprawdopodobniej usuwane zaraz po gali :D )

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

@śniąca: Ciekawy pomysł z tymi niestarzejącymi się ciałami… Chociaż zupełnie nie kombinowałam w tę stronę. Co i rusz zaskakuje mnie jakiś komentarz… Bardzo to wszystko inspirujące.

 

@AdamKB: zgadzam się w kwestii głupoty, ostatnio zadziwia mnie nie tylko ludzka, ale i moja własna (to dygresja). Co do zakończenia, to starałam się zasygnalizować, że w życiu Mony szykowała się już jakaś zmiana, chociaż ona sama przed sobą nie chciała się do tego przyznać – w rozmowie z Luizą wspomina o “jednym takim chłopaku” i szybko zmienia temat. Aczkolwiek zakończenie miało być zaskakujące dla biednej Luizy i, jak miałam nadzieję, również dla czytelników.

 

@Ryszard: Dziękuję za tak miły komentarz smiley

 

@Wicked G: Też myślałam o bokserach… Raczej nie oglądam walk i pamiętam, że byłam mocno zaskoczona, gdy zobaczyłam ten nowy sposób na reklamę. Dzięki za gwiazdki!

Siemka! Jeśli chodzi o sam tekst, to za mało akcji jak dla takiego przepełnionego testosteronem samca alfa jak ja^^, ale całość mocno in plus. Jeśli chodzi o klimat, odnalazłem tu takie swoiste połączenie “Plotkary” (da, czytałem – nawet kilka tomów. Miało to swój urok) z “Wszczepem“ M.T. Andersona, którą to książkę – mimo że Sci-fi powodujące/pogłębiające depresję – polecam każdemu, kto odnalazł się w “umówionym spotkaniu”.

Zakończenie, choć byłem pewien, że nie obejdzie się bez niespodzianek, zastało mnie z lekko uniesioną brwią, za co osobna pochwała.

 

A teraz najprzyjemniejsze:

smugo, Ty w swoim opowiadaniu zmieniłaś rzeczywistość na gorszą, a ja, mimo to, zmienię teraz – choć oczywiście nie sam – rzeczywistość tego opowiadania. Na lepszą, mam nadzieję.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Ooooo, jaka radość! Odtańczyłam taniec zwycięstwa wokół laptopa smiley

Dzięki, Cieniu Burzy. Cieszę się, że parę osób uznało opowiadanie za warte polecenia.

 

ps. Znalazłam opis “Wszczepu” na sieci… Chyba sama się skuszę i przeczytam, jeśli nikt nie podciągnie mi tego jednego jedynego egzemplarza z biblioteki uniwersyteckiej…

Pozdrawiam!

Byłoby jeszcze przyjemniej, gdybyś wypełniła reprezentacyjny “fragment”. Pojawiłaby się notka na głównej…

Babska logika rządzi!

Dziękuj albo wszystkim, albo nikomu. A najprędzej samej sobie, bo uczciwie zasłużyłaś. Ja tylko dopełniłem formalności. I również sprawiło mi to frajdę, a jeśli dodać do tego przyjemność z czytania, wychodzi, że nadal to ja jestem u Ciebie pod kreską.

 

Jak Ci podciągną z uniwersytetów, to służę egzemplarzem prywatnym. Cokolwiek zabazgrany życzeniami, datami i takimi tam, a przez to nadzwyczaj cenny, ale książki są po to, żeby je czytać, więc za obietnicą zwrotu chętnie wypożyczę każdemu chętnemu płci wszelakiej.

Swoją drogą, może warto by uruchomić tutaj na portalu taki mały pchli targ? Ja mam kilka książek, część z nich chętnie pożyczę lub oddam w dobre ręce, sam bym też przytulił kilka tytułów, których brak w wiejskiej mojej bibliotece. Wiadomo, że koszty przesyłu, ryzyko zdradzania swojego adresu (choć tu mogą pomóc te paczkomaty, jeśli dobrze rozumiem system ich działania) i takie tam, ale to naprawdę mogłoby się udać. Aż chyba normalnie zagadam do kogoś z kompetencjami, czy tego typu akcja nie stałaby w sprzeczności z polityką portalu i w ogóle. No, ale w tej chwili to już spam.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Gdzieś w HP jest wątek na ten temat – wymiana książek itp., ale nie pamiętam dokładnego tytułu.

Babska logika rządzi!

Więc, jak widać, nie działa tak jak powinien. Szkoda.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Oj tam, że ja nie korzystam i słabo kojarzę, to jeszcze nie znaczy, że zły.

Smugo, przepraszamy za offtop.

Babska logika rządzi!

@Finkla: Tak, gapa ze mnie. Wypełniłam już pole z fragmentem, ale nie wiem, czy nie po czasie…  Dopiero się uczę obsługi portalu, nie doczytałam wszystkich instrukcji…

 

@Cień Burzy: Mam nadzieję, że moja biblioteka okaże się łaskawa, ale dziękuję (znowu!) za (nieczęsty w dzisiejszych brutalnych czasach…wink) gest życzliwości.

 

 

Oj tam, że ja nie korzystam i słabo kojarzę, to jeszcze nie znaczy, że zły.

Niby prawda, ale fakt, że ja w ogóle nie kojarzę, już owszem.

 

I tak,

Smugo, przepraszamy za offtop.

Zdecydowanie przepraszamy.

 

A gest… No cóż, gest jak gest, nic wartego dodatkowych komentarzy. Może poza tym jednym, że musimy dbać o siebie na wzajem, bo my, Czytacze, jesteśmy gatunkiem wymierającym.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Offtopujcie sobie na zdrowie i na dowolnie wybrane tematy smiley

Znakomity pomysł, bardzo dobre wykonanie. Gratuluję Smugo!  

 

Luiza spoj­rza­ła na krzy­czą­ce usta, otwie­ra­ją­ce się wprost na tor­sie ko­bie­ty i wzię­ła głę­bo­ki od­dech. – Oddech, to wdech i wydech. Nie można wziąć oddechu.

Proponuję: Luiza spoj­rza­ła na krzy­czą­ce usta, otwie­ra­ją­ce się wprost na tor­sie ko­bie­ty i wzię­ła głę­bo­ki wdech/ nabrała głęboko powietrza/ głęboko odetchnęła

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję, Regulatorzy! I poprawiam oddech na wdech.

;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

I co… ja jednak nie skomentowałam? A miałam zamiar! :P

No to się niniejszym poprawiam! :)

Plusem w komentowaniu Twojego opowiadania tak późno jest to, że zyskałam dla Ciebie dodatkowy komplement – nie zapomina się jego treści. Ja w każdym przypominam sobie większość z tego, co tam się wydarza. Podobało mi się kiedy to czytałam kilka miesięcy temu – i dalej mi się podoba. Dobry język, zawartość treści w treści, są kwestie do przemyślenia… niebanalne zakończenie – dużo plusów! :))) Pozdrawiam :)

Nowa Fantastyka