- Opowiadanie: belhaj - Miedzianobrody

Miedzianobrody

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Miedzianobrody

Jeńcy opuszczali płonące miasto w nierównych szeregach. Złorzecząc, przeklinając, wzywając imię Boga, Jezusa, Ducha Świętego i wszystkich świętych, starali się zmienić swój los. Nadaremno. Janczarzy byli zbyt dobrze wyszkoleni i doświadczeni, żeby zdobycz wymknęła im się z rąk. Konsekwentnie, przykładnie karząc próbujących ucieczki, prowadzili rozwrzeszczany tłum w stronę plaży. Tam czekały na nich łodzie, mające przetransportować jeńców na czekające w zatoce okręty berberyjskiej floty.

Hajraddin Barbarossa jeszcze raz rzucił okiem na płonące miasto. Kolejne spalone gniazdo niewiernych. Uśmiechnął się pod nosem, gęsta, miedziana broda ukryła go przed wzrokiem stojących nieopodal mężczyzn.

 – Wracamy na statki – powiedział swoim grzmiącym głosem. – Po dostarczeniu tych ludzi nasze ładownie będą pełne.

– Tak jest bejlerbeju – odpowiedział Dragut, jeden z admirałów floty. – Mamy już tylu ilu nam potrzeba.

Tym razem uśmiech Barbarossy był aż nadto widoczny. Schodząc ze wzgórza Hajraddin i jego świta przechodzili obok pędzonego tłumu. Nagle Miedzianobrody zatrzymał się i zawołał do stojącego nieopodal janczara:

– Hej! Żołnierzu! Widzicie tą czarnowłosą pannę w trzecim szeregu. Zabierzcie ją na mój statek, umyjcie i przyprowadźcie do mej kajuty. Ktoś musi grzać mi łoże do czasu powrotu do Algieru.

Barbarossa roześmiał się tubalnie, a na dźwięk jego rechotu jeńcy skulili się w sobie i podążali w stronę plaży o wiele posłuszniej. Zostali sprawnie załadowani na czekające łodzie. Kilka godzin później jedynym śladem obecności w Patras berberyjskich piratów było nadal płonące miasto.

 

***

 

Widok na największy piracki port w znanym świecie zapierał dech w piersi. Dziesiątki galer, galeot, karak, kog, barek i łodzi wypełniały go aż po horyzont.  Żagle bieliły się we wczesnowiosennym słońcu, a mający służbę załoganci uwijali się na pokładach dokonując prac konserwujących. Potęga tej ogromnej floty każdego wprawiłaby we wspaniały nastrój. Nie inaczej było z Hajraddinem Barbarossą który obserwował port ze swojego pałacu. Pirat odwrócił się i opuścił taras. W ogromnej sali czekali na niego podwładni.

– Mówcie – Barbarossa szerokim gestem zaprosił mężczyzn w stronę stołu obficie zastawionego owocami. – Jakie wieści?

– Flota dopłynęła bez większych przeszkód – Dragut jako pierwszy rozpoczął swój raport. – W drodze powrotnej okręty Mehmeda Ohiliego natknęły się na konwój handlowy z Genui. Bez trudu dogonili go, dokonali abordażu, a także przejęli sześć okrętów. Wszystkie to typowe genueńskie wielowiosłowe galery. Większość jeńców przetrwała rejs i zostali umieszczeni w obozach wybudowanych pod miastem.

Hajraddin z zadowoleniem kiwnął głową, sięgnął ze stołu po pomarańczę i powoli zaczął obierać ją ze skóry. Skinął głową w stronę drugiego z mężczyzn.

– Łucznicy spod góry Atlas przybyli do miasta trzy dni temu– Erol Sardar, głównodowodzący wojskami lądowymi wyprostował się mimowolnie przed majestatyczną postacią Barbarossy.  – Janczarzy którzy byli z wami bejlerbeju, zgodnie z rozkazami dostali wolne i odpoczywają. Wojska z Tlemcen i południowego Maghrebu powinny dotrzeć najpóźniej jutro. Przybył też długo wyczekiwany gość przysłany przez sułtana Sulejmana.

– Ten mag – Miedzianobrody kilkoma kęsami zjadł pomarańczę, a ręce wytarł o szatę. – Rozmawialiście z nim. Jak się nazywa?

– Shahanshah ze Smyrny. Owszem rozmawiałem – Sardar wzdrygnął się na wspomnienie oczu przybysza z Turcji. – Oczekuje na Ciebie.

– Nie dajmy mu więc czekać – Barbarossa chwycił ze stołu kolejną pomarańczę i ruszył na spotkanie.

 

***

 

Sala audiencyjna nie wyglądała zbyt okazale, więc liczba osób mogących się w niej zmieścić nie była duża. Kiedy Miedzianobrody wkroczył do komnaty, stojący przy drzwiach herold zawołał:

– Hajraddin Barbarossa! Bejlerbej Maghrebu oraz kapudan pasza tureckiej floty!

Stojący po prawej stronie sali członkowie świty Shahanshaha skłonili głowy w uprzejmym geście. Pirat dziarskim krokiem wkroczył do komnaty i bez zwłoki skierował się w ich stronę. Uważnie zlustrował stojącą grupę, ale jego wzrok przyciągnęła jedna postać. Mag był bardzo wysoki oraz przeraźliwie chudy, krwistoczerwona szata w którą był ubrany wisiała na nim luźno. Oczy przybysza wyglądały na martwe, a groźnego wyglądu nadawał mu przyczepiony do pasa ceremonialny nóż w bogato zdobionej pochwie.

– Witaj. – powiedział zbliżając się do maga Hajraddin. – Jak minęła podróż? Bez przeszkód?

– Nauczony jestem zwalczać przeszkody. Przywożę ci list od panującego nam sułtana Sulejmana, który radziłbym ci bezzwłocznie przeczytać.

 Shahanshah wręczył piratowi zalakowany dokument. Barbarossa odszedł kilka kroków, przełamał pieczęć i zaczął czytać. Kiedy skończył złożył list na pół i schował do jednej z licznych kieszeni swojego stroju.

– Sułtan Sulejman przysyła mi Ciebie abyśmy mogli dokonać tego co planujemy wspólnie od wielu lat. Obydwaj pragniemy zawiesić zieloną chorągiew proroka na barbarzyńskich murach Rzymu. Więc mów magu? Jak możesz mi pomóc?

– Czy zgodnie z wolą Sulejmana, już teraz nazywanego Wspaniałym, gromadziłeś niewiernych jeńców.

– Tak – odpowiedział Barbarossa uważnie przyglądając się magowi.

– Ilu ich jest?

Miedzianobrody skinął głową w stronę Erola Sardara, który był odpowiedzialny za spis więźniów.

– Około czterdziestu tysięcy, w zdecydowanej większości mężczyźni. – odpowiedział zapytany.

– Dobrze – Shahanshah skinął aprobująco głową. – Zrobimy z nich armię?

– Co!? – Hajraddin parsknął śmiechem. – Nie słyszałem o czarach które zmuszą niewiernych do walki ze swoim współwyznawcami.

– Pozwól więc na małą demonstrację.

Na twarzy maga wykwitł tajemniczy uśmiech. Skinął ręką w stronę swoich akolitów. Dwóch z nich opuściło salę. Po chwili wrócili prowadząc ze sobą trzecią osobę. Był to mężczyzna, niewierny, jednak jego ruchy były dziwnie sztywne i niepewne. Kiedy podprowadzili go bliżej Hajraddin ujrzał, że ma poderżnięte gardło, a jego twarz znaczą ślady rozkładu.

– Zawołaj jednego z niewolników bejlerbeju – nieznoszącym sprzeciwy tonem powiedział mag.

Barbarossa skinął ręką w stronę stojących pod przeciwległą ścianą służących. Jeden z nich podszedł bliżej niosąc tacę z owocami cytrusowymi. Nagle niewierny rzucił się na niego i przegryzł mu gardło. Prawą rękę wbił w brzuch niewolnika rozrywając go.

– Starczy! – krzyknął Shahanshah, a nieumarły powrócił na miejsce w którym stał wcześniej. – Teraz rozumiesz w jaki sposób podbijemy miasto. Zrobimy z twoich jeńców wojowników doskonałych, nie znających strachu ani bólu. Nie potrzebują jedzenia ani broni. Nie da się ich zabić, ponieważ już nie żyją. Kiedy ich ciało zostanie rozczłonkowane, każda część będzie walczyła dalej.

Na twarzy Miedzianobrodego wykwitł niezdrowy uśmiech. Podszedł do wskrzeszeńca uważnie my się przyglądając.

– Potrafisz ich kontrolować?

– Oczywiście. Ja i każdy z moich akolitów.

– Wspaniałe. Teraz nikt nam się nie oprze. Zaczynaj magu. Niech moi ludzie zaprowadzą cię do obozów jenieckich. Ja zajmę się przygotowaniem okrętów.

Shahanshan skłonił się z szacunkiem i opuścił komnatę razem ze swoim orszakiem. Hajraddin odwrócił się w stronę pozostałych w pomieszczeniu mężczyzn. Swoich dowódców i admirałów.

– Przygotować broń, prowiant i okręty! – zagrzmiał. – Wyruszamy na Rzym!

– Na Rzym!!! – odpowiedzieli chórem.

Koniec

Komentarze

Ale Rzym zdobyty nie został. Napisane potoczyście, ale ta scenka nie wywołała u mnie najmniejszych emocji. Pozdrawiam.

Hmmm. Scenka, z licznymi szczegółami i zakończeniem otwartym na przestrzał. To by się lepiej sprawdziło w roli prologu niż samodzielnego opowiadania.

Janczarzy którzy byli z wami bejlerbeju,

Wołacze, Belhaju, oddzielamy od reszty zdania przecinkami. Obustronnie. W ogóle interpunkcja Ci mocno kuleje. Przejrzyj tekst pod tym kątem.

nieumarły powrócił na miejscy w którym stał wcześniej.

Literówka, a po niej jeden z wielu zjedzonych przecinków.

Babska logika rządzi!

Przepraszam za nieprawidłowy szyk zdania w komentarzu – niemiecka naleciałość. Powinienem napisać – “Ale Rzym nie został zdobyty”.

Widzicie czarnowłosą pannę w trzecim szeregu. – tę.

 

Brakuje kilku przecinków.

 

Ale oprócz tego napisane całkiem sprawnie. Tylko że na razie wiele z tego nie wynika. Armia wskrzeszeńców? No dobra, a co dalej?

Mea culpa. Z przecinkami od zawsze miałem problem. A jeśli chodzi o to co dalej, sam jeszcze nie wiem. Na ten moment powstało opowiadanie na konkurs. Jeśli się spodoba, może powstanie ciąg dalszy. Chciałbym również zaznaczyć, że główny bohater opowiadania Hajraddin Barbarossa to postać autentyczna. Pirat ten siał postrach na Morzu Śródziemnym w latach 1504-1544.

Zbyt krótkie to opowiadanie, by powiedzieć cokolwiek więcej o samej treści, niż tylko “obiecująca“. No i może jeszcze to, że zupełnie nie trafił do mnie opis wyboru branki. Jakiś taki… miałki. Co do wykonania, to nie wracam do wcześnie wspomnianych już błędów interpunkcyjnych, ale pozwolę sobie zasugerować, byś pozmieniał wszystkie duże litery w zaimkach typu: “ciebie”. Taka forma obowiązuje wyłącznie wtedy, kiedy zwracasz się bezpośrednio do odbiorcy, np. w liście czy komentarzu na NF. W prozie jest już jednak błędem.

 

Kontynuuj tę historię, bo coś mi mówi, że jest warta opowiedzenia. Wolałbym co prawda, żebyś najpierw poprawił nieco warsztat, ale do tego potrzebna jest praktyka, więc pisz. Po prostu.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dzięki za komentarz. Cały czas pracuje nad warsztatem, w miarę możliwości czasowych oczywiście. Cieszę się, że treść opowiadania określiłeś jako “interesującą”. Właśnie taka w zamierzeniu miała być. Niestety brak czasu sprawił, że jest o wiele krótsze niż zamierzałem.

Tak jak już ktoś napisał – mógłby to być wstęp do jakiejś dłuższej opowieści. Opowiadanie kończy się tam, gdzie na dobrą sprawę cała historia powinna nabrać rumieńców. 

 

– Witaj. – powiedział zbliżając się do maga Hajraddin.

Zły zapis dialogu; zbędna kropka po “witaj”.

Myślę, jak większość komentujących przede mną, że ten zbiór scenek sprawdziłby się jako prolog do opowieści o wyprawie na Rzym. Sam w sobie i dla siebie wzięty pozostawia niedosyt.

Barbarossa był słynnym piratem i choć uczyniłeś go bohaterem swojej opowieści, Miedzianobrody, moim zdaniem, chyba nie jest pirackim opowiadaniem. :-(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O, reg. Jak odkopałaś ten skamieniały tekst? :)

Po czasie również dochodzę do wniosku, że to bardziej wstęp, prolog niż pełnoprawne opowiadanie. Szukając inspiracji na piracki konkurs, nie chciałem iść na łatwiznę i opisywać kolejnych piratów szabrujących Karaiby (bo to chyba najpopularniejszy motyw i pierwsze skojarzenie) więc zacząłem grzebać w historii. Wygrzebałem Barbarossę, który wiódł bardzo ciekawe, choć niespokojne życie. Nawet w głowie tli mi się rozwinięcie tej historii, ale na razie czasu brak.

Ano, w dniach posuchy, kiedy brakuje nowych opowiadań, wracam do tych starych tekstów, z którymi nie uporałam się, kiedy były nowe. ;-)

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za odwiedziny, choć szkoda, że tekst niezbyt ci się spodobał. Ale to stare dzieje, mam nadzieję, że teraz pisze o wiele lepiej ;)

O tak, Belhaju. Postęp jest zauważalny. W czasie, który upłynął od napisania Miedzianobrodego, zyskałeś więcej doświadczenia, że o umiejętnościach nie wspomnę. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cieszę się i dziękuję za pochwałę :)

Może kiedyś wrócę do tego pomysłu, ale to ewentualna melodia przyszłości.

Zapamiętaj nutki, byś kiedyś mógł ją zaśpiewać pełnym głosem. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Haha :) Tak zrobię :)

Nowa Fantastyka