- Opowiadanie: bartek - Krzyk

Krzyk

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Krzyk

Z pieśni i bajęd osiedlowego łazęgi bajęda pierwsza, czyli o krzyku

 

Na początku był krzyk. Wobec pustki, każdy szept jest za głośny. Wobec szeptu każde słowo jest światełkiem zrozumienia. Jeżeli jest ktoś, kto skorzysta z blasku. Krzyk wobec słowa jest nieskończonością. Co innego zostaje wobec niej?

Św. Bajdurzyn, Podania oddane

 

Każdy dzień, w którym Dziadek odprowadzał Błażeja do przedszkola zaczynał się Krzykiem. Od nadspodziewanie mocnych dźwięków wyrzucanych z małego gardziołka włos jeżył się na głowach szacownych pań woźnych i przedszkolanek. Choć powinny od dawna podlegać znieczulicy i nie reagować na wrzaski, zawsze, mimowolnie, ich pulchne ciała pełne bladego tłuszczu przebiegał dreszcz. Krótkie iskierki niepokoju, kiedy z głównego holu rozlewało się rozpaczliwe wołanie: „Ja nie chcę!”. Jakby dziadek prowadził Błażeja do tortorni mistrza Mikołaja, albo własnoręcznie, tępym nożem pozbawiał go skóry. Miałby święty Bartłomiej czeladnika. Jeśli nie święci skórę garbują, to Błażej może podoła.

Ale. Ale Dziadek tylko sprawnymi ruchami silnych dłoni stolarza pozbawiał wnuka kurteczki, przyodziewał w fartuszek i gestem nie dającym nadziei na możliwość sprzeciwu kierował wrzask ku pierwszemu piętru.

Po pełnych patosu pożegnaniach mały skazaniec zapewniony, że katorga skończy się po podwieczorku w smętnej ciszy oddawał się w opiekę uspokojonych pań wychowawczyń. Potem było już tylko gorzej. Co prawda Błażej nie wiedział, czym jest nieskończoność, bo kto wie, ale byłby zapewne skłonny utrzymywać, że czas do podwieczorku ma w przybliżeniu taką właśnie wartość. Ale jako się rzekło ogarniała go „smętna” cisza, więc już nie krzyczał.

Na podwórku też nie krzyczał. Aczkolwiek, gwoli ścisłości należy zaznaczyć, że nie krzyczał zawsze. Trzeba się cenić. Szczególnie wyróżniał się Błażej wstrzemięźliwością w pewnej bardzo specyficznej sytuacji: nie krzyczał pod oknem.

MAMA, MAMA! Popołudnia rozdzierane krzykami dzieci. MAMA, MAAAMAAA! Nigdy do ojca. Może nigdy go nie było? Zawsze do matki. Wołanie trzepotało echem wśród szarych ścian i wracało zwielokrotnione. Rozpaczliwe. MAAMAA,MAAMAA! Wrzeszczeli chłopcy i dziewczynki jakby byli porywani i wywożeni gdzieś daleko, gdzie tylko święty Bartłomiej wiedziałby co się z nimi dzieje.

Czasem ktoś wołał babcię. Ale rzadko, chyba dlatego, że trudniej skandować. Bo jak? Bab-cia, Bab-cia, Ba-bcia? W każdym razie, rozpaczliwym krzykom ogłuszonych szarością męczenników odpowiadało współczujące CO?! Po czym następowała litania do serca matki litościwej, patronki zabawek i igrów naszych, moich przecież też, ale także naszych historii. Litanie rozpoczynała suplikacja, rzuć mi…, reska, pistolet, misia, łopatkę, grabki, wiaderko, dżiajdżoła, miecz, nóż, no ten indiański, tomahołka, samolot, statek, koparkę, lalkę, tą bez nogi, nie tą drugą, czapkę z daszkiem, tą czerwoną ze znaczkiem Orlando, no, żołnierzyki, rękawiczki, dźwig, plecak, karabin, klucze do piwnicy, pieniądze, itd., itd.

Był jeszcze inny Krzyk. Nie próbował nigdzie wzlecieć i, nieco niedowidzący, odbijał nosem o okienka piwnic, jak ślepy pies. Czasem tylko ciężko wtaczał się przez okna. Najbardziej lubił kuchenne. W nich najlepiej było słychać Krzyk starszego pana, który trzymając ręce w kieszeniach pod kufajką chłapnięciami gumo filców klepał chodnik i wołał ziem-niaa-kii, kaar-toooflee-, cee-bu-laaa! Mógł tak długo i często słyszało się gdzieś milknące –ki, -lee, -aaa, by przy innej bramie dopadły do uszu cee-, kaaar-, ziem-niaaa-! Z czasem pan (czy panowie) zamilkli. A może ich słychać jeszcze gdzieś?

Błażej nie krzyczał. Zazwyczaj nie wychodził z domu z pustymi rękoma, lub wychodził w jednym, ale jasno określonym celu i nie potrzebował prosić o cuda. Poza tym, ani on ani mama, nie lubili krzyków rozbijających się o okna lotem koszącym ciszę popołudnia. Jeśli czas nie pozwalał i zamknął Krzyk w szarym pudle osiedla, po co go nadwerężać? Cudów nie ma.

Błażej wiedział, gdzie Krzyk będzie miał godne siebie warunki. Wiedział, że w piątek po południu poddając się falom pagórków autobus dojedzie do wsi, z której przyszła mama. A on po ucałowaniach się i uściskach szorstkich dłoni będzie mógł usiąść pod drzewami przy drodze. Będzie patrzył na północ, zerkał na zachód, odwrócony od wschodu plecami, od południa podpierany przez pień drzewa. Słońce, które będzie słabło gdzieś pod krzewami po drugiej stronie drogi. Będzie wlewał w tył głowy miękkie skłony wzgórz i adorował wykołysaną przez nie nieskończoność. Tutaj Krzyk zmaleje, rozpłynie się, spełznie z ust w szum traw. I czasem tylko pod wieczór, kiedy jakby tak wszystko wokół szumiało jak trawy, Krzyk zerwie się do lotu spłoszony przez samochód.

Koniec

Komentarze

Hmmm. A gdzie się podziała fantastyka?

Fabularnie, tekst na kolana nie rzuca.

Babska logika rządzi!

Czyżby krzyk wypłoszył fantastykę?

Przykro mi, ale nie bardzo wiem, co Autor miał nadzieję opowiedzieć. :-(

 

Jakby dzia­dek pro­wa­dził Bła­że­ja do tor­tor­ni mi­strza Mi­ko­ła­ja… – Co to jest tortornia?

 

…lalkę, bez nogi, nie drugą, czap­kę z dasz­kiem, czer­wo­ną ze znacz­kiem Or­lan­do… – …lalkę, bez nogi, nie drugą, czap­kę z dasz­kiem, czer­wo­ną ze znacz­kiem Or­lan­do

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jak w Krakowie krzyczeli, to stanowczo TĄ :)

 

Tortornia vel męczennica to po protu izba tortur.

 

Nie wiem co mysleć o tym tekście. Trochę poetycki, sentymentalny, ale nie bardzo wiem, o czym opowiada. O zgiełku? O tym, że dzieciakowi miasto było chaosem a wieś ukojeniem?

 

 

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

A mi się podobało, baaaaaaaardzo. Ewolucja krzyku, interesujące. A jaki język! Jestem pod dużym wrażeniem. Ukłon w stronę autora. Pozdrawiam.

A mi się nie podoba nic z tego tekstu oprócz cytatu na początku, który mi się podoba:) reszta jest dla mnie nijaka i podobnie jak krajemar nie bardzo wiem w czym rzecz;/

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

No dobra, ale, o co chodzi? Że ludzie wrzeszczą? No wrzeszczą takie ich prawo.

 

Cóż, tekst zdecydowanie frapujący, poetycki i niosący jakieś ciekawe przesłanie. Niesjety istota tego przesłania jakoś mi umknęła. Wybacz.

Cytat wiele obiecuje, lecz tekst obietnicy nie spełnia, niestety. Krzyk jako taki właściwości nadzwyczajnych nie ma, więc pozostaje Krzykiem Pospolitym, nie Fantastycznym, I Błażej taki normalny, jak każdy dzieciak…

Mam nadzieję, że bajęda druga zagości na poletku fantastyki.

Nowa Fantastyka