- Opowiadanie: śniąca - I-MAX

I-MAX

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

ryszard

Oceny

I-MAX

– 3D?! 3D?! Czy wyście poszaleli! – Karolina,  drobna, wyglądająca na wychudzoną, mysia blondynka, wpadła w jakąś dziwną histerię.

– Co cię ugryzło? Fajna technologia, oglądasz film trójwymiarowo, jakbyś tam była, w samym środku wydarzeń. – Rudowłosa dziewczyna w popielatym sweterku i jasnych jeansach, próbowała uspokoić koleżankę.

– Film to obraz. Obraz nie może być trójwymiarowy, obraz jest płaski, P Ł A S K I! Trójwymiar to już jak rzeźba! Rzeźba nie jest obrazem! Moje ciało jest trójwymiarowe i nie jest obrazem! Nie chcę, żeby z obrazu coś wyłaziło!

– Kaśka, zrób coś z nią, zabrałaś tę wariatkę, to teraz się nią zajmij. – Krzywe miny reszty grupki mówiły wszystko – że to Kasia jest odpowiedzialna za zepsucie tego wypadu do kina.

Z westchnieniem Kasia objęła ramieniem koleżankę, przeklinając się w duchu za ten odruch litości. Po prostu było jej żal, że dziewczyna jest wiecznie sama, gdy więc dostała podwójną wejściówkę do kina, a chłopak nie mógł jej towarzyszyć, zaprosiła Karolinę. Obiecywała sobie teraz, to jednak pierwszy i ostatni raz.

– Słuchaj, Karolcia, – przemawiała jak do małego dziecka – to jest zwykły film, który dzięki przesuniętym odpowiednio dwóm obrazom, płaskim obrazom, a także dzięki specjalnym okularom, będziesz oglądała jak rzeczywisty świat.

– To nie jest naturalne – już nie krzyczała, ale mówiła nerwowo.

– Ależ oczywiście, że to jest naturalne. Przecież swoimi własnymi oczyma widzisz świat dokoła trójwymiarowo, tak?

– No, niby tak… Ale mówię ci, taka technika jest wbrew naturze. Wychodzące z ekranu potwory… – wzdrygnęła się.

– To tylko złudzenie optyczne, Karolcia, tylko złudzenie. No chodź, reszta już weszła na salę, za chwilę zaczyna się seans.

Karolina z oporami i niechętnie wzięła od pracownika kina ciemne okulary i ruszyła prowadzona za łokieć przez koleżankę po podświetlonych schodkach. Miały miejsca w samym środku widowni – środkowy rząd, fotele idealnie pośrodku rzędu. Środek – jak w oku cyklonu. To był dla niej kolejny omen. Mamrotała cichutko, by już nie denerwować reszty grupy, jednak cały czas nerwowo zaplatała i rozplatała palce rąk. Przygryzała też na przemian kąciki ust, raz lewy, raz prawy. Nic dziwnego, że nie miała przyjaciół, bo takie miny każdego odstraszały z obawy przed osobą bardzo niezrównoważoną psychicznie.

– Będzie nieszczęście… potwory wychodzące z ekranu…

Skuliła się na swoim fotelu, od czasu do czasu poprawiając na nosie nieco za duże okulary.

 

Miała rację, że to straszne. Chociaż, nie, nie straszne. Dużo gorsze. Jej uszy wypełniała okrutna kakofonia dźwięków – muzyczne tło filmu, wykrzykiwane kwestie bohaterów, brzęk stali, uderzenia kufli o drewno stołów, kwiczenie i muczenie zwierząt, do tego śmiechy, mlaskanie, szelest opakowań i czasem dźwięk telefonu, dochodzące z widowni. A z ekranu co rusz wysuwały się przedmioty i skierowane w widownię ręce. Okropne przeczucia Karoliny nasilały się z każdą sekundą filmu.

Aż nadeszła scena, gdy do biesiadnej sali wdarł się Grendel. Wojownicy rzucili się ku niemu z mieczami i toporami, jednak potwór był olbrzymi i bardzo silny. Nie musiał mieć broni. Gołymi rękami rozrywał przeciwników na strzępy. Tułowia wojów przegryzał jednym kłapnięciem silnych szczęk. Koło twarzy widzów zaczęły przelatywać urwane kończyny, rozbryzgując litry posoki.

Śmiechy na widowni ucichły, za to zabrzmiało gdzieś kilka okrzyków i pisków. Karolina zamarła bez ruchu i bez głosu. Nieświadomie wbijała pobielałe z wysiłku palce w skraj siedziska. Chciała zacisnąć powieki, żeby nie musieć tej rzeźni oglądać, ale nie była w stanie tego zrobić. Oczy miała wręcz nienaturalnie szeroko otwarte, serce waliło jak oszalałe, a po głowie krążyła jej tylko jedna myśl: „On zaraz tu wyjdzie, jak tylko się zorientuje, że tu jesteśmy, tacy bezbronni. Łatwy łup.”

Na sali rozlegało się coraz więcej krzyków przerażonych widzów. Twórcy ekranizacji skandynawskiej legendy nie poskąpili pieniędzy na wyjątkowo krwawe i realistyczne efekty specjalne. Całość działała na wyobraźnię. Ktoś wyraźnie poczuł podmuch przelatującej obok urwanej, zakrwawionej głowy. Ktoś inny poczuł na udzie chlapnięcie, gdy bryzgnęła jucha. Rozległy się pojedyncze, nerwowe śmiechy, które zamieniły się w okrzyki grozy, gdy na kolanach i ramionach widzów zaczęły lądować poszarpane wnętrzności.

Grendel, cały pokryty krwią wrogów, stanął na pobojowisku i ryknął. Skończyli mu się przeciwnicy, a on dopiero ledwie posmakował ludzkiego mięsa. Potwór spojrzał prosto w kamerę.

Czerwona łapa wyłoniła się z ekranu i chwyciła jakiegoś chłopaka z pierwszego rzędu. W ciemnej sali kinowej nie było tego widać, ale zwieracze dzieciaka puściły. W najbliższym otoczeniu bardzo wyraźnie dało się to odczuć. Reszta widowni zamarła i wstrzymała oddech. Olbrzymie palce zacisnęły się na wątłym ciele i po chwili we wszystkie strony trysnęła czerwona, ciepła i słodko pachnąca ciecz. Grendel odrzucił wyciśnięte szczątki i wychylając się dalej nad rzędami siedzeń sięgnął po kolejną ofiarę.

Ludzie z wrzaskiem rzucili się do ucieczki, tratując po drodze innych.

Grendel już w całości stał przed ekranem przyciskając do uszu dłonie. Zaryczał wściekle i rzucił się uciszyć sprawiający mu ból hałas.

Na fotelach i między nimi przelewały się purpurowe kałuże, strzępy mięsa i wnętrzności zalegały prawie każdy skrawek pomieszczenia.

I tylko w samym środku tego chaosu siedziała nieruchoma, milcząca postać. W końcu Grendel zwrócił na nią uwagę. Wielka dłoń zamknęła się wokół sparaliżowanej strachem dziewczyny. Po chwili jej wystająca ponad palcami głowa znalazła się tuż przed brzydką twarzą potwora. Grendel spojrzał na nią uważnie i zaskrzeczał swym ochrypniętym głosem:

– To ty. Grendel umie wyczuć magię, bo jego mama jest czarownicą. Twoja wiara sprowadziła tu Grendela. Będziesz amuletem Grendela. Będziesz dalej wierzyć…

 

***

Z sali wybiegło z krzykiem i obłędem w oczach kilka osób. Przez chwilę, zanim drzwi się znowu zamknęły, słychać było rumor. Grupka nastolatków obejrzała się za uciekającymi.

– Te, zobacz. Ten film musi być zajebisty.

– No, jeszcze nie widziałem, żeby tamta laska tak się bała.

– Co?

– No, ta ruda co leciała przed chwilą.

– Wszyscy jacyś tacy rudzi byli… Zlot wiewór?

– Ta w szaro-czerwonym swetrze i spodniach w czerwone plamy. Znam ją. To moja sąsiadka Kaśka, uwielbia horrory i w ogóle jak się flaki wypruwa.

– To co, idziemy na ten film?

– Spoko.

 

***

Sprzątacz z westchnieniem zanurzył mopa w wiadrze w wodą. Coraz brudniej w tym kinie, coraz więcej śmieci ludzie zostawiają. A teraz jeszcze to, jakaś czerwona farba, którą widzowie wynoszą na ubraniach i butach z sali. Efektów 4D im się zachciewa. I jak on ma to teraz sam posprzątać?

 

Koniec

Komentarze

Autorko.

Ten tekst zrobiłby na mnie wrażenie gdyby nie to, że już naczytałem się na portalu setek opowiadań z wyprutymi flakami. Nawiasem pisząc, do takich realistycznych, interaktywnych filmów jest nam coraz bliżej. Za kilka lat będziemy w środku akcji takiego filmu i będziemy wpływać na jego fabułę. Ale czy to będzie obojętne dla naszego psychicznego zdrowia, to mam grube wątpliwości. Pozdrawiam.

Ho, ho, ho… Co tam 4D. Są już kina 5D, 6D!

Coś zbyt realistyczne są te Twoje sny, Koleżanko Śniąca. Aż strach się bać, co nam wyśnisz następnym razem… ; )

...always look on the bright side of life ; )

Drogi ryszardzie, pozwól, że zacytuję słowa, które bardzo mi się kiedyś spodobały i idealnie pasują w odpowiedzi na Twój komentarz:

Oczywiście, tego opowiadania nie traktuję, jako arcydzieła literackiego, bo bym go nie dodawał na stronę. Szukałbym innych możliwości publikacyjnych. Traktuję to opowiadanie jako warsztatowe ćwiczenie.

Gdyby patrzeć pod kątem, że wszystko już było, to… aż strach pomyśleć :)

jacek001 – sny miewa się różne, chociaż ja osobiście wolę te z krainy łagodności i baśni :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Prawie wyjątkowo zaliczam “krew i flaki” do pozytywów tekstu. Bez nich, tych ujętych w cudzysłów, opowiadanie obejść się nie może.

Nie wiem, czy dobrze pamiętam tytuł filmu Allena, więc nie podaję go – w nim, filmie, też ktoś wychodzi z ekranu, ale problemów stwarza potem mniej… :-) Aha, i Bułyczow napisał opowiadanko tego typu, ale bez potwora w roli głównej.

Przyszłość w realu? Gdy na sali kinowej padnie setny trup, zapanuje rozsądek.

Ach, autorko. Oddałaś celny strzał i położyłaś mnie trupem. Pozdrawiam serdecznie.

Lubię krew i flaki ;) Pod tym względem bardzo mi się podobało. Przerażające to 4D. Na 5D bym do kina nie poszła. Chyba. A już na pewno nie na horror.

Mam tylko jedno zastrzeżenie, cały tekst jest napisany (czyta się) jednym tempem. Gdy jest akcja, wyłazi potwór, krew się leje, dla lepszego efektu tempo należy zmienić. Czasami nawet dodać więcej równoważników zdań. Tak mnie przynajmniej uczono. Być może nie mam racji. Pozdrawiam

Och, ryszardzie, nie chciałam, byś padł trupem – powstań z martwych i wróć do nas, proszę!

 

Adamie, ja osobiście lepiej pamiętam odwrotny filmik – gdy gadającego przez telefon w kinie widza za karę wciągnęło w ekran i każdy go tam chciał za ten telefon zabić :)

Sama za filmami 3D nie przepadam, bo źle się po nich czuję, raz na rok mogę obejrzeć, ale na stałe nie dałabym rady. W tym przypadku “inspiracją” był film Boewulf w 3D – kto widział, ten wie o co chodzi :)

lisette1 – wszystko zależy od fabuły. Najstraszniejszy film jaki widziałam (nie pamiętam tytułu), to taka podróż z duchem po opuszczonym szpitalu psychiatrycznym. I jeśli liczyć wrażenia dotykowe jako czwarty czynnik, a ruch krzeseł jako piąty – to było kino 5D. I chociaż nie było krwi i flaków, to cały czas miałam gęsią skórkę i krzyczałam, gdy mnie coś dotykało po nogach.

I nie ma się co później dziwić, że takie sny nocą nawiedzają :)

 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Nawet przyjemnie się czytało. Ja to bym poszedł do kina 4D, aby zobaczyć na żywo tesserakt! :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Tekścik sympatyczny.

A tam, horror w 3D. Kiedyś byłam na seansie, podczas którego pokazywano między innymi stado gołębi robiących to, co tym ptaszyskom wychodzi najlepiej. W tym momencie widzów leciutko pokropiono wodą. To dopiero robi wrażenie! ;-) Bo flaki i krew na ekranie to już pewnie każdy, kto przestał chodzić do przedszkola, widział.

Babska logika rządzi!

Adamie, czy to był film “Purpurowa róża z Kairu”? Bo jeszcze coś było z Bogartem… :)

Zlot wiewiór mnie ujął i końcowe domysły o farbie, ale poza tym jakoś tak bez wzruszeń. A jeśli chodzi o kino 3D, to – podobnie jak Finkla – źle się po nim czuję, więc nie przepadam. Ale czasem utrafienie w seans 2D bez dubbingu graniczy z cudem :)

EDIT: :-O Faktycznie, Finklo, nie wiem już teraz, skąd to wywnioskowałam, że źle się czujesz na 3D.  Zahaczyłam o jakąś alternatywną rzeczywistość najwyraźniej. :) Tak to jest jak się robi kilka rzeczy na raz… niezłe kwiatki… Cofam zatem!

Moment, pisałam, że źle się czuję po 3D? Film jak film. Za to ten moment zrozumienia, jak to działa – bezcenny… Ale, niestety, zdarza się tylko raz.

Babska logika rządzi!

Krew się leje, urwane członki śmigają na widowni, publiczność panikuje, a mnie jakoś zupełnie nie ruszyło. Bardzo beznamiętnie zostało to opowiedziane. :-(

 

Ka­ro­li­na, drob­na, wy­glą­da­ją­ca na wy­chu­dzo­ną, blon­dyn­ka o my­sich wło­sach – Albo blondynka, albo o mysich włosach.

 

Ru­do­wło­sa dziew­czy­na, ubra­na w po­pie­la­ty swe­te­rek, pró­bo­wa­ła uspo­ko­ić ko­le­żan­kę. – Taki wybiórczy opis sprawia, że widzę rudowłosą dziewczynę, ubraną jedynie w sweterek. ;-)

 

Z wes­tchnie­niem Kasia ob­ję­ła ra­mie­niem ko­le­żan­kę, prze­kli­na­jąc sama sie­bie w duchu za ten od­ruch li­to­ści. – Wolałabym: Westchnąwszy, Kasia ob­ję­ła ra­mie­niem ko­le­żan­kę, prze­kli­na­jąc się w duchu za ten od­ruch li­to­ści.

 

Ich miej­sca wy­pa­da­ły w samym środ­ku wi­dow­ni – środ­ko­wy rząd, miej­sce ide­al­nie po­środ­ku rzędu. Śro­dek – jak w oku cy­klo­nu. – Wolałabym: Miały miej­sca w samym środ­ku wi­dow­ni – środ­ko­wy rząd, fotele ide­al­nie po­środ­ku rzędu. Śro­dek – jak w oku cy­klo­nu.

Domyślam się, że wszystkie środki są celowe.

 

Przy­gry­za­ła też na prze­mian ką­ci­ki dol­nej wargi, raz lewy, raz prawy. – Ani warga dolna, ani górna, solo, nie mają kącików. Kąciki mają usta, czyli obie wargi. ;-)

 

…sze­lest opa­ko­wań i cza­sem dźwięk te­le­fo­nu, do­cho­dzą­ce z wi­dow­ni. – …sze­lest opa­ko­wań i cza­sem dźwięk te­le­fo­nu, do­cho­dzą­cy z wi­dow­ni. Lub: …sze­lest opa­ko­wań i cza­sem dźwięki te­le­fo­nu, do­cho­dzą­ce z wi­dow­ni.

 

Okrop­ne prze­czu­cia Ka­ro­li­ny po­więk­sza­ły się z każdą se­kun­dą filmu. – Czy przeczucia mogą się powiększać?

Proponuję: Okrop­ne prze­czu­cia Ka­ro­li­ny nasilały się z każdą se­kun­dą filmu.

 

Koło twa­rzy wi­dzów za­czę­ły prze­la­ty­wać ury­wa­ne koń­czy­ny, roz­bry­zgu­jąc do­ko­ła litry po­so­ki. – Powtórzenie. Jeszcze nie urwane, nie mogły latać. ;-)

Proponuję: Koło twa­rzy wi­dzów, ­bry­zgając litrami po­so­ki, za­czę­ły prze­la­ty­wać urwane koń­czy­ny.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy – bardzo dziękuję za uwagi, na takie rzeczowe właśnie czekałam, nie zawiodłam się na Tobie :)

chodziło o mysi blond

tak, wszystkie środki są zamierzone

inne zaraz będę poprawiać

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Bardzo się cieszę, że mogłam pomóc. No i że nie zawiodłam. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Finklo, przepraszam, zedytowałam komentarz, żeby nie wprowadzać w błąd. :)

Nie przypadlo mi do gustu. Moze nastepnym razem.

Sorry, taki mamy klimat.

Cóż, to, w którą stronę pójdzie ten tekst, można było dość szybko przewidzieć. Nie powiem, by czytało się miło, bo to określenie nieadekwatne do ilości posoki, jaka wylewa się z tego opowiadania, ale niewątpliwie czytało się ciekawie. Uważam też, że obrócenie wszystkiego trochę w żart na samym końcu wyszło tekstowi na dobre, tak więc ode mnie mały plus.

Bardzo dobrze czytało mi się ten tekst, mam tylko jedno zastrzeżenie. Czy słodko pachnąca ciecz, to krew? Jeśli tak, to nie powinna być słodko pachnąca. Leciała mi kiedyś krew z nosa i można by wymyślić kilka przymiotników na określenie jej zapachu, ale słodki? Raczej nie. Najbardziej “rzuca się w nos” zapach “metaliczny/żelazisty”, co ma zresztą naukowe uzasadnienie.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Może to indywidualna kwestia wrażliwości zmysłów, ale dla mnie krew jest słodka (no, może poza paroma wyjątkami, ale nie będę wchodzić w szczegóły) – ma słodki smak, więc i zapach :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Wampir.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

No cóż… devil

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Czytało się przyjemnie, ale latające wnętrzności to nie mój ulubiony typ horroru.

Pozdrawiam ;).

Nowa Fantastyka