- Opowiadanie: bemik - Fryderyk Frączek i przyjaźń (3)

Fryderyk Frączek i przyjaźń (3)

Kolejna (druga) odsłona mojego softbizarro

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Fryderyk Frączek i przyjaźń (3)

Samotność w sieci, czyli jak znaleźć swoje miejsce

 

Pan Fryderyk Frączek czuł się samotny. Właściwie to nie tylko czuł się, ale był samotny. Dysponował wprawdzie osobistą małżonką, jednak chyba wolałby jej nie mieć. W starej części miasta zajmowali dwupokojowe mieszkanie z maleńkim aneksem. Większy pokój, zwany szumnie salonem, w którym umieszczony był na poczesnym miejscu ogromny telewizor – prezent na dwudziestolecie ślubu – okupowali z reguły wspólnie oraz mniejszy, który przeznaczony został na małżeńską sypialnię. Tak było do momentu, kiedy Genuchna uznała za stosowne zastosować separację od łoża. Wtedy też pan Fryderyk wylądował w maleńkiej pakamerze, służącej dotychczas za składzik niepotrzebnych rzeczy i po niewielkiej adaptacji stał się pomieszczeniem dla niepotrzebnych ludzi.

Prawdę powiedziawszy pan Fryderyk odetchnął z ulgą. Przez jakieś pięć lat, kiedy jego małżonkę opanowała obsesja posiadania potomka, nie znał dnia ani godziny, kiedy mógł zostać zaatakowany przez swoją ślubną. Działo się to w bardzo dziwnych momentach, na przykład w trakcie oglądania meczu finałowego Ligi Mistrzów. Genuchna wychodziła na chwilę do łazienki, po czym wracając, odkładała gdziekolwiek termometr, rzucała się na pana Fryderyka w miłosnym uniesieniu, żądając natychmiastowego spełnienia obowiązków małżeńskich. To było fantastyczne za pierwszym razem. Fajne za drugim. Do zrealizowania za trzecim. Do wytrzymania za czwartym. Za piątym było już gorzej, o szóstym i siódmym nie wspominając. Przy ósmym pan Fryderyk zażądał środka wspomagającego w postaci kieliszeczka żytniówki. Potem, przez dłuższy czas, dopalacz w postaci czyściochy, był rytuałem. Później nawet to przestało działać, za to pan Fryderyk nabawił się nerwicy, o alkoholizmie nie wspominając. Widząc małżonkę wkraczającą energicznym krokiem do pokoju, z czymś cienkim, imitującym w nikłym nawet stopniu termometr, czyli mógł to być długopis, papieros lub chociażby nóż czy widelec, pan Frączek dostawał drgawek, oblewały go poty, jedyny na głowie włos stawał dęba, podczas gdy coś innego opadało całkowicie. Pięć lat w takim napięciu najsilniejszą jednostkę zredukowałoby do rzędu ameby czy innego pełzaka. Pan Fryderyk wytrzymał, ale ponieważ efekt jego działań był mizerny, został zesłany do składziku.

Odetchnął wtedy z ulgą, tym bardziej że termometr wylądował na swoim stałym miejscu, czyli w apteczce w łazience. Przez wiele następnych lat sam jego widok wywoływał w panu Fryderyku dreszcze, tym bardziej, że nie wiedział, jaką rolę w dążeniu do posiadania potomka odgrywał ów przedmiot. Dopiero niedawno z telewizji śniadaniowej dowiedział się prawdy. Nie była to magiczna różdżka – jak początkowo sądził. Wyjaśnienie naukowe trzepnęło go po łysinie – ciepłota ciała pani Frączkowej wyznaczała świetlisty szlak dla jego nasienia. Niestety, ani czynniki naukowe, ani magia nie wspomogły słabego ciała pana Fryderyka. Genuchna nie dorobiła się potomka, ponieważ na drodze do tego stanęła neurotyczna natura pana Fryderyka oraz cherlawe plemniki.

W każdym razie zesłanie do składziku zostało powitane z ulgą. Rekonwalescencja stanu psychicznego postępowała wolno acz ciągle. Po kilku latach pan Frączek poczuł, że znów jest normalny, może się socjalizować i bardzo chętnie sprawiłby sobie przyjaciela w postaci psa. Już widział siebie – oczami wyobraźni – pielęgnującego i karmiącego niemalże własną piersią, wyprowadzającego na spacerki słodkiego szczeniaczka. Ale wtedy do sielankowych obrazków wdarł się większy, niepozwalający się zignorować wizerunek małżonki. Pan Fryderyk, chcąc zachować całość czaszki, a w szczególności szczęki, postanowił uzgodnić wszystko z drugą połową.

– Czy ciebie już całkiem pojebało? – zadała nie całkiem retoryczne pytanie Genuchna. – A kto będzie po tym bydlaku sprzątał? Tyyyy? – Wycelowała palcem wraz z umalowanym na czerwono paznokciem w pana Fryderyka. – A skąd weźmiesz pieniądze? Myślisz, że karmę rozdają za darmo, a weterynarz czekać będzie na wycieraczce? Po moim trupie!

Pan Frączek nie miałby nic przeciwko temu, ale wolał nie wyrażać tej opinii na głos. Spuścił głowę i powędrował do pakamery. Ułożył się na łóżku i smętnie spoglądał w niebo przez umieszczone wysoko w ścianie niewielkie okienko.

* * *

Po jakimś tygodniu, wracając do rodzinnych pieleszy, pan Frączek spodziewał się jak zwykle ujrzeć rozwścieczoną twarz małżonki. Z ogromnym wysiłkiem opracował odpowiednią wymówkę, włożył gumową szczękę, nieco zużytą, ale nadal funkcjonującą, którą dostał od zaprzyjaźnionego boksera. Sportowiec, wzruszony losem Fryderyka, a także litrową butelką Szopena, podarował mu ten przedmiot, gwarantując, że dzięki niemu nie straci zębów choćby przyjmował na twarz najtwardsze ciosy. Sprawdziło się to w domowej praktyce. Więc, przygotowawszy się odpowiednio, pan Frączek z niemałym trudem wsunął klucz w zamek, przekręcił i otworzył.

– Właź szybko i zamykaj drzwi! – Usłyszał.

Nauczony wieloletnim doświadczeniem, zadziałał błyskawicznie.

– Przecies nie scemy, zeby nasa kiciunia uciekła, pjawda? – Pytanie padło, ale mężczyzna nie był w stanie zareagować.

Po jego biednej, skołatanej głowie krążyły nieznane dotąd słowa, a i ton wypowiedzi był całkowicie obcy. Ostrożnie zajrzał do salonu i ujrzał małżonkę tulącą do piersi małą, białą kulkę futra.

– Zobacz, jaką mamy prześliczną córeczkę. To Priscilla.

Pan Fryderyk potrząsnął głową, albowiem nie dowierzał, iż może to być owoc jego lędźwi. Po chwili umknął do swojego zacisza.

 

* * *

Przez jakiś czas pan Frączek błogosławił istnienie kota. Ale niezbyt długo. Potem zaczął nienawidzić. Miseczkę ustawioną na stole jeszcze by zniósł, ale nie wylizywanie odbytu w czasie obiadu. Wybaczyłby wyrywanie kartonu z mlekiem, bo przecież ma zostać dla Priscilli. Ale nie wybaczył zaanektowania osobistego fotela. Nie pomogło zrzucanie sierściucha w czasie nieobecności Genuchny. Nie pomogły wieloznaczne spojrzenia i westchnienia, kiedy Genuchna była obecna. Stracił swoje miejsce. Nieodwracalnie.

Wracał więc pan Fryderyk do siebie z bolącym kręgosłupem i ścierpniętym od siedzenia na dywanie tyłkiem, kładł się na wąskiej leżance i wpatrywał w ten niewielki fragment nieba, przeznaczony wyłącznie dla niego. Może nawet się modlił. Nawet na pewno się modlił.

I kiedyś ta jego modlitwa została wysłuchana. Dobry Ktośtam zesłał mu przyjaciela. Malutkiego, najmniejszego z możliwych, ale jednak przyjaciela. W rogu okna pojawił się pajączek i utkał delikatną pajęczynę. Pan Fryderyk poczuł wzruszenie i radość. I odpowiedzialność. Postanowił, że będzie dbał o Teodora, karmił go i patrzył jak rośnie. Może nawet kiedyś uda mu się go pogłaskać.

Przyjaźń to piękna rzecz – dodaje sił, pewności siebie, sprawia, że chce nam się żyć. Pan Fryderyk czerpał z niej pełnymi garściami, a w zamian przynosił garście pełne much. I patrzył jak Teodor z dnia na dzień rośnie, a wraz z nim jego pajęczyna. Po jakimś czasie pan Frączek stwierdził, że muchy są mało odżywcze. Dla takiego pajęczego nastolatka konieczna jest wysokokaloryczna dieta, więc zaczął kupować w sklepie zoologicznym najpierw noworodki myszek, potem małe myszki, później dorosłe myszki, następnie młode szczury, a na koniec dorosłe szczury. Teodor rósł jak na drożdżach, a właściwie jak na gryzoniach. Dawał się głaskać, a w porywach dobrego humoru pozwalał się nawet smyrać pod paszkami, sześcioma. Z niewiadomych względów dwie paszki pozostawały dla pana Fryderyka niedostępne, ale mężczyzna nie tracił nadziei, że dzięki cierpliwości i miłości wkrótce dostąpi tego zaszczytu.

* * *

Pan Frączek bardzo kochał swojego pajączka. Pilnował, by regularnie jadł i mył się. Pilnował także, by drzwi od ich wspólnego azylu pozostawały zawsze zamknięte. Przede wszystkim z obawy przed małżonką, której skóra by ścierpła, gdyby zobaczyła pajęczynę grubości kołdry. Ale także ze względu na Priscillę. Pan Fryderyk obawiał się o swojego pupila.

Jednak któregoś dnia doszło do konfrontacji. Genuchna nakarmiła małżonka brokułami. Mimo że pan Fryderyk oponował, zostały zastosowane wobec niego środki przymusu bezpośredniego i skonsumował całą porcję obrzydliwych witamin. Efekt był taki, że pan Frączek niecałe pół godziny później wylądował w toalecie. Nie skończyło się na jednym razie – rwanie i szarpanie wnętrzności nasilało się. Pan Frączek biegał jak szalony w tę i z powrotem. Wreszcie wycieńczony padł na łóżko i zasnął, zapomniawszy całkiem o drzwiach.

Obudził go dziki pisk i szamotanina w rogu pokoju. Kokon, który oplótł Priscillę był całkiem duży, ale na szczęście absolutnie szczelny i nieprzezroczysty. Pan Fryderyk martwił się tylko, jak wytłumaczy małżonce zniknięcie ukochanej kotki.

Pan Frączek myślał przez chwilę, a potem szeroki uśmiech rozjaśnił jego twarz. Chwycił foliową torbę, zwinął ją w dość luźny rulonik, nadmuchał odrobinę i przez moment ugniatał. Następnie schował za plecami i powędrował na balkon, gdzie jego połowica paliła papierosa.

– Skarbeńku, masz może coś na powstrzymanie biegunki? – spytał cicho.

– Ta, jasne, kwas solny – stoi w słoiku na szafce – odpowiedziała małżonka i zachichotała.

– Skarbie, spójrz, nasza ukochana Priscilla wyskoczyła za ptaszkiem! – krzyknął pan Fryderyk, wyrzucając jednocześnie reklamówkę.

Zanim Genuchna zorientowała się, w którą stronę wskazuje jej małżonek, siatka, popychana podmuchami wiatru, odleciała na tyle daleko, że nie sposób było rozpoznać w niej czegokolwiek.

– Wybrała wolność – stwierdził filozoficznie pan Frączek. Zarobił z liścia i poczłapał do pakamery, by w spokoju i miłej atmosferze oddać się rozmyślaniom.

Tak dobrze jest mieć przyjaciela. Dzięki niemu pan Frączek będzie mógł spokojnie zjeść obiad i pooglądać telewizję, siedząc w ulubionym fotelu.

Pan Fryderyk rozmarzył się: gdyby odpowiednio podkarmić Teodora i gdyby niechcący do pokoju wkroczyła Genuchna…

Koniec

Komentarze

Wszelkiego rodzaju softy do mnie przemawiają. Oj, niedobra Bemik, kociarze inaczej będą na Ciebie od tej pory patrzeć. :) Sama należę do tego klubu (”chcesz może wędlinkę? Bo Kikunia jej nie chciała”), ale też rozumiem chęć posiadania własnego miejsca w świecie. Jednakowoż pajączek bardzo bardzo skojarzył mi się z kotkiem Joseheim, który mignął mi ostatnio w komentarzach.

Cieszę się ogromnie z powrotu Pana Fryderyka. Choć, z niejasnych powodów cień smutku pada na serce me nieczułe, po lekturze tego, zabawnego przecie, tekściku. I nie chodzi o kota. A tak z innej beczki, jak Fryderyk i Teodor zmieścili się razem w ciasnej pakamerze?

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Rooms, ja też mam kota i koteczkę.

Thargone – zmieścili, zmieścili – im ciaśniej – tym serdeczniej.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

W imieniu mojego Drakuli – A FE!!!! Niegrzeczny pajączek, niegrzeczna bemik! A fuj!

I, że tak powiem, miniratki sympatyczniejsze były ;)

 

 

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Coraz bardziej lubię pana Frączka. A świetlisty szlak dla plemników, to literacka rewelacja. Pozdrawiam owinięty w pajęczynę Twego opowiadanka.

Biedny pan Fryderyk… Dobrze, że chociaż przyjaciela sobie znalazł.

Nie bardzo zrozumiałam patent z reklamówką.

Tak było do momentu, kiedy Genuchna uznała za stosowne zastosować separację od łoża.

To celowe?

– Właź szybko i zamykaj drzwi! – Usłyszał.

‘Usłyszał’ małą?

Babska logika rządzi!

Nie powinno być wolno pisać o Kotach w ten sposób!

O panu Fryderyku, jak najbardziej. ;-)

 

…rzu­ca­ła się na mał­żon­ka w mi­ło­snym unie­sie­niu, żą­da­jąc na­tych­mia­sto­we­go speł­nie­nia obo­wiąz­ków mał­żeń­skich. – Powtórzenie.

 

…tym bar­dziej, że nie bar­dzo wie­dział… – Powtórzenie.

 

Zo­bacz, jaką mamy prze­ślicz­ną có­recz­kę. To Pri­scil­la. – Brak półpauzy na początku wypowiedzi.

 

…a w za­mian przy­no­sił gar­ście pełne much. – Wolałabym: …a w za­mian przy­no­sił w gar­ściach pełno much.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

; (((

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Urocza historia, podobała mi się nawet bardziej niż mini-ratki… Ciekawa jestem następnych części. 

“Większy pokój, zwany szumnie salonem, w którym umieszczony był na poczesnym miejscu ogromny telewizor – prezent na dwudziestolecie ślubu – okupowali z reguły wspólnie oraz mniejszy, który przeznaczony został na małżeńską sypialnię”. – czy w tym zdaniu czegoś nie brakuje? 

Bemik, świetny ten Twój tekst! Zrywałam nie licho boki, a i łza pociekła, gratuluję genialnego poczucia humoru! Zgadzam się z ragulatorzu w kwestii traktowania kotów, ale ponieważ mój kocur ma na imię Teodor ha ha ha w pełni wybaczam świetokractwo. Historia przezabawna, apeluję o Bobliotekę do Władz Sprawczych! :-)

Ps. Co ciekawe, użyłam gadajacego pająka jako symbolu sumienia głównego bohatera w książce, którą piszę, więc miałyśmy podobne pomysły. :-) Tekst– rewelacja, Twój facet się z Tobą nie nudzi, mając za żonę babkę z takim poczuciem humoru :-) przybijam wirtualną piątkę!

Dzięki wszystkim i oznajmiam, że przy tworzeniu tekstu żadne zwierzę nie ucierpiało – ani kot, ani pajączek.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jednakowoż pajączek bardzo bardzo skojarzył mi się z kotkiem Joseheim, który mignął mi ostatnio w komentarzach.

No, to i kotek się doigrał.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

wink

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Zaczynam przekonywać się do pana Fryderyka i jego niecodziennych przygód :) Drugi tekst, w mojej opinii, znacznie lepszy od pierwszego. Gorzki, smutny, zabawny i komiczny jednocześnie.

Pozdrawiam.

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Dzięki

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Słodki pajączek, też bym posmyrała :)

Cieszę się bardzo! Z klika oczywiście też!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dzięki ostatniemu anonimowemu klikoczyńcy!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nowa Fantastyka