- Opowiadanie: Dzikowy - Świat według arcybiskupa

Świat według arcybiskupa

W okresie gorączki przedkonwentowej zdarzają się dni, gdy mam po kilka spotkań. Jednego takiego dnia Luba przechwyciła mnie po powrocie ze SpOrga i przed wyjściem na kolejny.
- A wiesz, co Michalik palnął? – I pokazała mi artykuł z wypowiedzią arcybiskupa, który stwierdził, że (cyt.) “dziecko lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze drugiego człowieka wciąga. Dzisiaj otrzymujemy z instancji międzynarodowych instrukcję, że mamy zaczynać wprowadzać dzieci w życie seksualne już w przedszkolach. To jest horrendalna rzecz, przecież trzeba pomóc dziecku i wzmocnić rodzinę, a nie iść po linii najmniejszego oporu”.

Miałem 45 minut czasu przed kolejnym spotkaniem, dlatego szybko machnąłem tekścik, zadzwoniłem do Błarza, że będzie materiał dla GOREktywu. Opko wrzuciłem na bloga, a kilka dni później pojawiło się nagranie, chyba moje ulubione.

Jak ja lubię sytuację, gdy rzeczywistość wyprzedza nawet najbardziej chore wykwity mózgownicy.

Smacznego

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Świat według arcybiskupa

Ja akurat jestem w komfortowej sytuacji. Cały kompleks, czyli plebania, kościół i garaż, otoczony jest murem. Pracownicy firm cateringowych i życzliwi chrześcijanie dostarczają mi jedzenie, ubrania i kosmetyki. Przez większą część roku nie muszę nigdzie wychodzić, a do kurii, równie dobrze zabezpieczonej, jeżdżę samochodem. Na szczęście one są słabe, więc szyby pancerne nie są potrzebne, ale zderzak zastąpiłem solidnym orurowaniem.

Wszystko zaczęło się kilkanaście lat temu, a od pewnego czasu robi się coraz gorzej. Najpierw rozwody, które wyzwalały w dzieciach chore żądze, a potem jeszcze ta edukacja seksualna, a raczej wsadzanie implantów w mózgi, propaganda, warunkowanie. Kiedyś dzieci rozwodników tylko napastowały. Uwarunkowane od razu po napaści biegną do mediów i na policję, czasami do nauczycieli. Wielu moich kolegów już odeszło przez nie ze stanu duchownego, niektórych zamknęli.

A teraz muszę wyjść odwiedzić parafian, zmówić z nimi modlitwę. Z roku na rok wiernych jest mniej, właśnie przez te bachory, ale nadal są owieczki, które dla spokoju duszy potrzebują mojej obecności.

Wykąpałem się i włożyłem bieliznę. Po chwili namysłu włożyłem jeszcze jedną parę gatek, na wszelki wypadek. Kiedyś były suspensoria, pasy cnoty itd. Teraz może powrócą, skoro jest popyt? Sutannę dodatkowo spinam agrafkami, wkładam ciężką kapę, na nią jeszcze płaszcz. Z szafy w zakrystii wyciągam stary pastorał, od lat nieużywany; z szuflady stołu pod tabernakulum wyjmuję ogromny mahoniowy różaniec. Jeszcze krótka modlitwa, zawierzenie duszy i cnoty wszystkim świętym i wychodzę.

Mijający mnie przechodnie czasem odwracają wzrok, czasem kłaniają się, jeszcze inni pozdrawiają „niechbędziepochwalony”. Odpowiadam, ale cały czas się rozglądam. Pierwsze dziecko dostrzegam po kilku krokach. Mimo chłodu ubrane jest w krótkie spodenki na szelkach. Zalotnie spogląda spod zmierzwionej blond czupryny. Krótkie, pulchne rączki zaciska w piąstki. Zatrzymuję się, gdy rusza do szarży. Zasłaniam się pastorałem, ale metr ode mnie dzieciak rzuca się na ziemię i przywiera do mojej nogi. Wspina się coraz wyżej, macając mnie po łydce, udzie, przywiera dłońmi do pośladków. Ustami szuka rozporka. Odrzucam pastorał i biję dziecko różańcem po plecach i głowie. Po każdym ciosie trochę słabnie, szaleństwo w jego oczach znika. W końcu odpada ta ludzka pijawka, a ja schylam się po laskę i zadaję jeszcze dwa ciosy, dla pewności. Odbiegam na bezpieczną odległość i opieram się o słup elektryczny, żeby złapać oddech. Trzeba zacząć trenować.

Nie mam dużo czasu na odpoczynek. Za plecami słyszę odgłos małych kroków na śniegu. Odwracam się, żeby w ostatniej chwili dostrzec kilkuletnią dziewczynkę, która odbija się od ziemi i szybując w nieludzko długim skoku, rozpina koszulkę. Robię zamach kijem. W ostatniej chwili zamykam oczy, żeby nie widzieć, jak zakręcony pręt uderza ją w skroń. Słyszę tylko chrupot pękających kości czaszki. Znowu się udało!

Do pierwszego mieszkania doszedłem bez dalszych przygód. Zakrwawiony pastorał ukryłem pod schodami na klatce schodowej. Podszedłem do drzwi, sprawdziłem jeszcze, czy numer mieszkania zgadza się z zanotowanym na kartce, i nacisnąłem przycisk dzwonka. Przez chwilę słyszę za drzwiami jakieś szuranie. Potem drzwi otwierają się na oścież, ale nikogo po drugiej stronie nie ma, tylko pusty korytarz zakończony drzwiami do toalety. Zaskoczony przez chwilę zastanawiam się, co się dzieje. Dopiero po kilku sekundach spoglądam w dół… za późno. Ten moment wystarcza, żeby mały chłopiec podbiegł, chwycił mnie za rękę i wepchnął ją sobie w majtki. Patrzę w jego wypełnione szałem oczy, on patrzy w moje. On wie, że ja też już wiem.

Zaczyna płakać i krzyczeć. Za jego plecami pojawia się matka zasłaniająca usta dłońmi.

Warszawa, październik 2013 r.

Koniec

Komentarze

Nie przeczytałam, ale wysłuchałam. Bardzo fajne słuchowisko – dobry lektor i efekty. Tekst mnie zdołował – bardzo dobry.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Z szafy w zakrystii wyciągam stary pastorał

To Ty nie wiesz, że pastorał jest atrybutem biskupów i że zwykli księża nie trzymają ich na parafiach? 

Tak, tekścik idealnie wpisuje się w główny nurt prezentowany w mediach, i o ile też mnie razi wypowiedź Michalika, o tyle na jej podstawie budujesz obraz szkalujący kler, używając rozbuchanego absurdu. 

Ale słuchowisko niczego sobie. 

Szort jest bezpośrednią ekstrapolacją wypowiedzi Michalika. Nie jest bardziej absurdalny niż sama wypowiedź. A odnośnie do szkalowania… pojechałem faceta, który usprawiedliwia gwałcicieli dzieci. Jeszcze raz: USPRAWIEDLIWIA GWAŁCICIELI DZIECI!

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Wow, na poziomie.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Kler sam sobie jest winien, gdyby jego przedstawiciele nie dobierali sie do dzieciakow i nie byli tak gorliwie i zalosnie zarazem kryci przez zwierzchnikow, ten szort nie mialby racji bytu. A niestety ma.

Sorry, taki mamy klimat.

Mało wyrafinowana ta ekstrapolacja. Raczej takie tupanie dziecięcą nóżką (nomen omen) niż dojrzałe podejście do problemu. Rozumiem, że pod wpływem emocji, że na szybko, że absurd rodzi absurd. Ale szkoda, bo można było dać do myślenia.

Ależ to nie jest żadne “opowiadanie“ tylko zwykły paszkwil. Trochę przykro, że rozgarnięty człowiek traci czas na takie rzeczy. Pzdr.

...always look on the bright side of life ; )

Absurdalne, ale cóż… Takie były przesłanki.

Ciekawa reakcja.

Babska logika rządzi!

O! Kolejny tekst zainspirowany bezdenną głupotą. Tym razem raczej z miernym skutkiem. :-(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Jacek

 

Raczej pamflet: nie jest anonimowo, nie wymieniam nazwiska. Cieszę, że wzbudza emocje. Taki był cel.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

@Dzikowy: Spoko. Starałem się zrozumieć intencje Autora. Mój komentarz, podobnie jak Twój tekst, miał wzbudzić emocje. Więc jest remis ; )  Pozdrawiam.

...always look on the bright side of life ; )

Jacku, szort wylądował na blogu serwisu informacyjnego, na którym coraz częściej wrzucam teksty fabularne, coraz rzadziej publicystyczne. Niemniej staram się utrzymać w klimatach serwisu-gospodarza i po prostu komentuję aktualne wydarzenia w sposób sfabularyzowany. Korzystam również z samego serwisu do łapania inspiracji. Paszkwil też tam wrzuciłem i to mocniejszy niż “Świat…”. W zasadzie tamto  drugie jest skrzyżowaniem porno z gore i snuff. Chciałem się przekonać, jak tekst musi być mocny i wulgarny, żeby mi go na główną nie podlinkowali?

 

Pozdrowienia

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

A ja uważam, że każda forma podniesienia tematu pedofilii w mediach ma znaczenie, bo społeczeństwo go unika, szczególnie, jeśli osoba roszcząca sobie prawo do miana nauczyciela duchowego szarzy takie herezje, bo głupota to za mało powiedziane. Poza tym nie widzę tu obrazy sacrum, bo niestety od dawna jest to profanum, a nie sacrum. Kolejny powód dla którego jestem wrogiem religii jako instytucji– obrzynanie głów,  policja muzułmańska krążąca po moim mieście, zakłamanie i ciemnota, przepisy i nakazy zamiast etyki i błogosławionej umiejętności myślenia i świadomości. Coś co miało wywindować ludzkość do nieba, ciągnie ją w dół, dzieli i uwstecznia. Mamy 2014 rok, a ludzie mordują się o to,  który z tych absurdalnych dogmatów jest bardziej słuszny, równie dobrze mogliby zabijać z powodu wiary w niebieskie jednorożce! Więc może pora pościągać sukienki, pozwijać dywaniki i zacząć po prostu myśleć? Tekstu nie uważam za obraźliwy, w przeciwieństwie do wypowiedzi biskupa. (Czytaj menagera parafii) Pozdrawiam autora i gratuluję odwagi cywilnej. 

Saro Leiss, lubię Cię.

Sorry, taki mamy klimat.

Sethrael – sądziłam, że swoją wypowiedźią raczej narobię sobie wrogów niż zjednam przyjaciół, a tu proszę, taka niespodzianka :-) 

Tekst przeczytałem już jakiś czas temu, ale nie skomentowałem. No cóż, niespecjalnie przypadł mi do gustu – wydaje mi się, że można było na tym motywie zagrać lepiej. Ale można było też gorzej ; )

 

Ale nie sposób nie odnieść się też do komentarzy – S. Leiss, nie wiem co odważnego jest w atakowaniu KK, szczególnie w internecie, gdzie jest to normalne.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Opowiadanie – powiedzmy – już nie na topie, bo rzeczona wypowiedź rzeczonego arcybiskupa już dawno przeszła do medialnego lamusa, co nie zmienia faktu, że tekścik jest w sumie przyjemnym pastiszem całego jej absurdu. A to zawsze plus.

Nowa Fantastyka