- Opowiadanie: sfun - Wcielenia

Wcielenia

Mistrzem autoreklamy, jak pewnie już się przekonaliście nie jestem. Tym bardziej dziękuję wam za odwiedziny i komentarze!

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Wcielenia

Dwunasty kwietnia dwa tysiące pięćdziesiątego pierwszego roku.

 

Jestem obiektem kpin, żartów, czasem nieszkodliwych, czasem brutalnych. Jestem popychadłem, szarą myszą – bardziej szczurem – którego nikt nie zauważa, dopóki na niego nie wpadnie z gorącą kawą. To nic, że zostaję poparzony, to nic, że ubranie nadaje się do prania, w końcu to nic, że to nie moja wina, to nie ja, nie patrzę pod nogi. To nic, bo to ja. NIKT. Ale mi to odpowiada, mogę po pracy robić co chcę w laboratorium. Przetrwam lekceważenie, znieważanie, niesmaczne aluzje. Przetrwam to wszytko, bo mam cel. Meta jest już blisko, na wyciągnięcie ręki.

Ostatnie, co muszę zrobić, to dokładne sprawdzenie przeszłości i wybranie dnia. To trudne, ciągły zapis tła wprowadzono dopiero osiem lat temu a najmniejsza pomyłka…

 

Mówili, że to niemożliwe… ja ich pytałem, które prawo fizyki tego zakazuje. Milkli, by potem wyniośle mnie ignorować, stawałem się w ich oczach dziwakiem. Ale wiedziałem, przeczuwałem. Skoro coś nie jest zakazane, musi być dozwolone, prawda? Wtedy zasłaniali się paradoksami. Och, wymyślili masę paradoksów, czasem były nawet logiczne i zrozumiałe, czasem oni sami ich nie ogarniali rozumem. Inni z kolei obalali paradoksy, robiąc obliczenia tak skomplikowane i długie, jak jelito wieloryba. To wywoływało znowu wśród konserwatystów opór… i tak się to kręci. Ale wiecie co? Oni wszyscy się mylą!

 

– Pinezka! Znowu odpłynąłeś? Miałeś przygotować mój wykład, nie widzę go w Ceretis! – Surowy głos dziekana przerwał mi kontemplację własnych myśli. Pora znowu zmierzyć się z rzeczywistością…

– Jest już ułożony, zaraz prześlę, tylko… – odparłem, przymykając powieki. Przejrzałem szybko, ułożony dla szefa wykład, wprowadziłem drobne poprawki. Następnie wysłałem go do Ceretis dziekana, który zmrużył oczy, sprawdzając efekt pracy. Po dłuższej chwili w końcu zamruczał, niczym grube kocisko dostające szamanko.

– No! Pinezka, taki z ciebie niby miernota, ale jak cię przycisnąć do roboty… Chłopie, marnujesz się, z tymi swoimi mrzonkami… Wiesz, osłaniam cię przed kolegami, jesteś dobrym wykładowcą, studenci cię lubią, ale jak nie przestaniesz zajmować się tymi bzdurnymi teoriami…

– O pracach Einsteina swego czasu też tak mówiono – wtrąciłem, przerywając znaną mi tyradę szefa. Może i chciał dobrze, ale doskonale wiedziałem, że za moimi plecami obgaduje mnie tak samo jak inni… “koledzy”. To wszystko nie ma znaczenia. Miny im zrzędną, jak zobaczą efekty…

– Ale ty nie jesteś Einsteinem! Może i masz przebłyski geniuszu, ale to tylko przebłyski! Wierzyłem w ciebie, gdy twierdziłeś, że opracowałeś Teorię Wszystkiego… Bóg mi świadkiem, jak gorąco pragnąłem, byś miał rację, nasza uczelnia w końcu trafiłaby do światowej ligi! Chwalimy się, że jesteśmy drugą, trzecią, a czasem, w złych latach piątą uczelnią w kraju, ale wszyscy wiemy, że jesteśmy na szarym końcu światowej listy! Ty, tą jedną teorią wywindowałbyś nas na szczyt! Ale… ale.

– To był mały błąd w obliczeniach! Poprawiłem go, teraz teoria jest dobra i co więcej umożliwi stworzenie…

– Dość! Nie chcę tego dłużej słuchać! Przestań marnować czas na głupoty, przestań ośmieszać nasz wydział, albo… sam wiesz. – Szef uznał rozmowę za skończoną. Odszedł w kierunku swojego gabinetu, mamrocząc niezrozumiale po drodze.

– Pamiętaj, grasz o swoją przyszłość! – krzyknął, już z oddali, wywołując zdumienie pozostałych pracowników.

– Raczej o przeszłość, dziekanie… o przeszłość…

 

Jeśli coś nie jest wyraźnie zakazane, istnieje możliwość, że jest dozwolone…

Podróże w czasie… temat niezliczonych powieści, filmów, gier już od dwustu lat z okładem. Marzenie milionów, dobrych i złych ludzi. Temat tabu, wyśmiewany bezlitośnie w czasach mojej młodości, potem nieco zrehabilitowany i przywrócony do łask dzięki teorii strun. Ale nie w pełni, na to nikt jeszcze nie jest gotów. Zasłaniają się jednokierunkowym przepływem czasu, paradoksem dziadka-który-jest-wnuczkiem. Nieliczni argumentowali, że podróże są możliwe. Ale to ja wpadłem na rozwiązanie, które nie wywoła paradoksów… no, tak sądzę, to zależy – jeśli teoria jest poprawna – od dokładnego sprawdzenia przeszłości i wybrania możliwie najlepszych koordynat czasoprzestrzennych. Kiedy, to tylko jedno z wielu pytań. Pozostałe brzmią: gdzie byłem?, co robiłem?, z kim?

Tylko znając odpowiedzi na te pytania, mogę bezpiecznie podróżować…Na szczęście ustaliłem już wszystko, podczas tego pracowitego roku. Trzeci września tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego pierwszego, godzina siedemnasta. Jak ustaliłem z rodzinnych nagrań leżałem tego dnia w łóżku, zmorzony ospą wietrzną, podarowaną mi wspaniałomyślnie przez kuzyna…

Pora uruchomić sender strumienia świadomości. Tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąt… zaraz! To była trójka, czy dziewiątka?

 

***

 

Gdzie jestem? Co to za miejsce? Wygląda trochę jak mostek z USS Enterprise! Ale… brudniejszy. Nieważne! Muszę sprawdzić, gdzie… jak się tu znalazłem? Tam chyba są drzwi… nie ma klamki! No tak, znowu jak na filmie… tu chyba trzeba przyłożyć dłoń. Tak, to działa! Co to za ludzie? Ale oni wszyscy są grubi i tłuści! Noszą białe fartuchy, więc albo lekarze, albo… naukowcy? Porwali mnie, jak w tym filmie? Zaraz… Trzeci kontakt? Nie, tłumoku! “Bliskie spotkania trzeciego stopnia”, oglądałeś przecież w tamte wakacje! Nie, to też nie to! Nie panikuj! W filmach zawsze, jak ktoś wpada w panikę, to już po nim! A może to tylko mi się śni? Lepiej jeszcze nie wychodzić, rozejrzę się. Pełno tu wielkich, przezroczystych i cienkich jak szkło ekranów, ale gdzie przyciski? Zaraz! Dlaczego patrzę na wszystko z góry? Dlaczego jestem taki wysoki? O tam jest lustro…

***

Ale miałem koszmar! Będzie co chłopakom opowiadać! Ale… dlaczego leżę na podłodze?

 

– Pinezka! Hej, panie kolego, co panu jest?

– Kim pan jest? Co ja tu robię?!

– Jak to, kim jestem?! Kompletnie pan zdurniał? Aj! Dlaczego mnie pan uderzył… hej! łapcie go!

 

***

– No już, już dobrze, wszystko w porządku!

Co jest? Dlaczego nie mogę się obudzić z tego koszmaru? Cccooo sssssię dddzieejjjeee…

– Fale delta dostrojone. To go powinno uspokoić na dłużej. Ale… panie dziekanie, podejrzewam początki schizofrenii…

– Mój Boże! Ale… w sumie, to było do przewidzenia. Już od jakiegoś czasu dziwnie się zachowywał, ale to… szkoda, był… znaczy jest świetnym wykładowcą, a jego teoria zespolenia… ech, taka strata! Co teraz?

– Ma rodzinę?

– Z tego co wiem, jakąś ma, ale nie utrzymywał kontaktów. Rodzina i znajomi odcięli się od niego jakiś czas temu… gdy zaczęła się ta jego obsesja na punkcie podróży w czasie. Twierdził, że znalazł lukę, umożliwiającą obejście paradoksów… chciał przesyłać świadomość…

 

***

Otwieram oczy. To nie laboratorium, tyle wiem już po pierwszym spojrzeniu. Ale co? Jakiś chłopczyk przede mną, siedzi pochylony w ławce, nad zeszytem. Z prawej i lewej – rozglądam się – to samo. Chłopcy i dziewczęta, na oko dziesięciolatki siedzą w ławkach, zapisując w ciszy kartki w zeszycie. Sprawdzian? Wypracowanie? Wniosek pierwszy, optymistyczny: udało się. Wniosek drugi, niepokojący: nie całkiem. To musi być moja klasa, takich rzeczy nigdy się nie zapomina. Miejsce więc już znam, teraz czas. Rok, który wybrałem na dotykowym ekranie egoscelera – moja własna nazwa, trochę łaciny nigdy nie zaszkodzi – wydaje się zgadzać. Miałem wtedy właśnie dziesięć lat, kiedy zachorowałem na ospę. Ale miesiąc… jaki mamy miesiąc? Zapytać? Nie, ośmieszyłbym się. Wpadające do klasy przez okna promienie słoneczne są jeszcze dość ostre, to musi być więc wrzesień… najwyżej październik. Tak, miesiąc chyba też ustalony. A dzień? Hmm, na tablicy jest napisane: “Lekcja 7 – ma. “Jak wyobrażasz sobie świat za pięćdziesiąt lat” No! niezłe jaja! Ale mniejsza z tym… lekcja siódma, czyli uwzględniając sobotę i niedzielę musi być dziewiąty września… mniej – więcej. O żeż kurwa! Pomyliłem najwidoczniej trójkę z dziewiątką… ech, trzeba była zdecydować się na te implanty wzroku!

Moja stara klasa! O, tam siedzi Michał, obok niego Jacek… tam Paweł… a ja? dlaczego siedzę sam, z tyłu? A! no tak, pewnie coś wtedy przeskrobałem… O, tu, wyryte cyrklem, w drewnie ławki moje inicjały! Jakie świeże! O, a tam…

 

O kura ma pióra! Czy mogłabym się dowiedzieć Michale, co cię tak pochłania, że od dziesięciu minut rozglądasz się maślanym wzrokiem po klasie? Zostało już tylko pięć minut do dzwonka, a ty nie napisałeś jeszcze ani jednego zdania w wypracowaniu! Chcesz dostać mierny?

 

Pięć minut? Z palcem w… żaden problem, wystarczy, by napisać takie wypracowanko, że wszystkie pióra ci wypadną!

 

– Dyrektorze! Niech pan zobaczy… to Pine… to Michała z piątej B!

– Co znowu zbroił?

– Nie zbroił… napisał wypracowanie… niesamowite, jak na piątą klasę! Tak piszą w liceum… ba, niektórzy piszą tak dopiero po studiach!

– Krysia, co też… wygadujesz mi tu, Pinezka? Ten leń patentowany? Niemożliwe…

– Sama widziałam! Stałam przy nim, nic nie napisał, dosłownie było za pięć dwunasta, jak zabrał się do pracy, i zapisał sześć kartek bardzo dobrego, wybitnego wypracowania, można to nawet mini powieścią nazwać! Przeczytam:…

 

“Przyszłość. Czym jest? Dla niektórych to dzień jutrzejszy, dla innych czas odległy o millenia. Dla mnie przyszłość była teraźniejszością, przybyłem z niej, by udowodnić, że podróże w czasie są możliwe. Chciałem też, przy okazji wrócić do czasów swojej młodości, raz jeszcze poczuć klimat utraconych lat. Dla Was podróże w czasie to literacko – filmowa mrzonka, w moich czasach obiekt żartobliwych rozważań teoretycznych, nie traktowanych poważnie przez większość fizyków. W Waszych czasach żył jeszcze Stephen Howking, postać wybitna i dla wielu wyrocznia. Mylił się jednak, mówiąc, że podróże w czasie są niemożliwe, ponieważ nie widzimy nigdzie czasowych turystów, przyglądających się wielkim wydarzeniom historycznym. Mylił się, ponieważ takim podróżnikiem może być każdy z Was. Ty, twój sąsiad, koleżanka, żona. Opracowałem teorię, która przewiduje chwilowe pożyczanie umysłów osób z epoki, którą chce się odwiedzić. Z kolei – jak to już w naturze, która nie znosi próżni – bywa, świadomość oryginału przenoszona jest w czasy turysty. Jakie to ma skutki? Tego w żaden sposób przewidzieć nie mogę, ale postanowiłem mimo wszystko spróbować. I udowodnić kolegom, że jest to możliwe. Teraz jednak nie bardzo wiem, jak miałbym udowodnić coś, czego za bardzo udowodnić się nie da. Macie jakieś pomysły? Nie? Tak myślałem. Ale, pewnie zastanawiacie się, jak będzie wyglądał świat za ponad pięćdziesiąt lat. Powiem wam: gówniano! Wierzyliście w postęp? Ja też. Ale postęp nie uratuje świata przed ludzką głupotą. Mój uniwerek znajduje się w Poznaniu, który obecnie… znaczy, w moich czasach, leży zaledwie sto kilometrów od Bałtyku. Za najwyżej dalsze sto lat znajdzie się pewnie pod wodą. Choroby, które opanowaliście antybiotykami znowu zbierają śmiertelne żniwo. Bakterie uodporniły się, bo nadmiernie stosowaliście antybiotyki. Ale jest pewna nadzieja, nanotechnologia odnosi coraz większe sukcesy. Są też oczywiście dobre strony przyszłości. Wybudowano w końcu bazę na Księżycu, konstruują kosmiczną windę, istnieje już dziesięć tysięcy kilometrów linii kolei magnetycznej. Samochody, dzięki wbudowanym w jezdnie nadprzewodnikowym magnesom poruszają się na magnetycznych poduszkach, sunąc parę centymetrów nad powierzchnią. Mógłbym wymieniać więcej dobrych i złych aspektów życia, jakie przyniesie wam przyszłość, ale właśnie skończył mi się czas, słyszę dzwonek na przerwę”

 

– Michał to napisał? Niewiarygodne! Toż to jest…

– Genialne? Też tak myślę… i mówię ci, Krzysiu, stałam cały czas przy nim. A wcześniej nie robił nic, obserwowałam go przez dobre dziesięć minut, gapił się tylko rozmarzonym wzrokiem po klasie…

– Co z nim robimy? Trzeba to dobrze rozegrać… może jakieś testy na inteligencję?

 

Cholera, co też mnie podkusiło! Żebym jeszcze pamiętał dokładnie, co napisałem, ale musiałem przesadzić… Kura siedzi u dyrektora dwadzieścia minut, a nauczyciele zostali zwołani na naradę, pewnie zastanawiając się, jakim cudem taki leń napisał tak dobre wypracowanie… Po polaku, na przerwie starzy – obecnie – kumple chcieli zwiać na wagary, ale nie potrafiłem z nimi rozmawiać. Byłem nieobecny, wciąż zastanawiając się nad możliwymi konsekwencjami tego, co właśnie zrobiłem. No i tych testów na inteligencję. Z mojej obecnej perspektywy niezwykle prościutkie, ale prawdziwym testem dla mnie, było to, co zrobić, by nie namieszać w przyszłości. Za słabo – źle, za dobrze – też źle. Ale, czy już samo moje wypracowanie nie namieszało? Co, do kurwy z syfem sobie myślałem?! Oczywiście dawni kumple obrazili się na mnie..

Zajęcia skończone, kumple sobie poszli, zostałem więc sam. I co teraz mam robić? Bez dostępu do Ceretis czuję się dziwnie. Jakoś tak… niepełnie. Ceretis umożliwia szybką wymianę myśli, tu nawet starego, poczciwego Internetu nie uświadczysz. Ha, nawet słowo “komputer” brzmi pewnie tu obco, chociaż w bogatszych krajach nie były już wtedy niczym niezwykłym. Zresztą, czy umiałbym się posługiwać tamtymi systemami?… Więc, co tu do cholery robić? “Zwiedzanie” swojej dawnej podstawówki, z czasów gdy pałace były jeszcze porządnie utrzymane a park nie zarośnięty, odwiedzanie “starych śmieci” to zajęcie na godzinkę, dwie. Tymczasem minęły już trzy. Pójść do domu? Pewnie martwią się już o mnie, kto wie, czy nie dostanę bury… Ale, jak o tym pomyśleć… spotkać nieżyjących starych, siostrę i brata, z którymi obecnie nie utrzymuję kontaktu? Nie, jeszcze nie teraz… może nigdy, ustawiłem automatyczny powrót na pięć godzin, cztery już minęły. Jeszcze tylko godzinka…

 

***

Gabinet. Biurko ze złotą tabliczką “prof. zw.dr hab. M. Pinkowski. Dziekan”. Przede mną, przed biurkiem chudy wysoki mężczyzna, nieogolona twarz, niedbały wygląd, rozbiegane, ale inteligentne oczy. Coś mi właśnie tłumaczy, słucham, udając zaciekawienie, coraz bardziej rozdrażniony:

 

– Więc, jak już mówiłem, opracowana przeze mnie teoria wszystkiego, łącząca cztery podstawowe siły rządzące wszechświatem, zawiera w swoim jądrze równania umożliwiające teoretycznie podróże w czasie, ale tylko pod warunkiem, że będą to podróże bezcielesne, tylko samego strumienia świadomości… 

 

Słucham tego pajaca doznając przez chwilę deja vu. Nie, to niemożliwe, nigdy bym o czymś takim nawet nie pomyślał. Układam już w myślach reprymendę dla tego niepoprawnego marzyciela…

 

 

 

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Sfunie, przeinaczasz. To Ty powiedziałeś, że masz pomysł, ale jesteś za cienki. A ja stwierdziłam, że cieniasy są ciency, a Ty chyba nim nie jesteś. O! Tak to było. :D

I nie martw się, ja tu niebawem przyjdę… Jeśli nie dzisiaj, to jutro na pewno.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Faktycznie, całkiem zmieniłeś punkt widzenia. No i po co wobec tego piszesz, że poprawiona wersja? I naprawdę – zrób coś z tym tytułem. “Paradoks”, “Back to the Past”, “Czy Hawking ma rację?”… Cokolwiek.

A pomysły to Ty masz ciekawe. Spodobał mi się końcowy twist. Wykonanie chyba się poprawia.

bardziej szczurem – ,którego nikt nie zauważa

Przecinek, IMO, zbędny.

O pracach Einstaina

Kogo?! Popraw w podskokach i przeproś pana. Chyba jeszcze w jednym miejscu tak dałeś ciała.

Rodzina i znajomi odcieła

Literówka. A w ogóle, skoro rodzina i znajomi, to raczej liczba mnoga. Tak sądzę.

milenia => millenia

Nieznane wam choroby, które opanowaliście antybiotykami

To jak opanowali, skoro nieznane? Panaceum ktoś opracował?

Po poprawieniu wszystkich wyżej wymienionych usterek otagować i zameldować. Grzecznie proszę.

Babska logika rządzi!

Poprawione, grzecznie donoszę. Wielbłąd z Albertem sprawił, że aż się schowałem pod biurko, mój 16mies siostrzeniec był zachwycony, myślał, że to nowa zabawa…

Sądzę, że tytuł z Hawkingiem byłby bardzo dobry, ale, że to nie mój pomysł wymyśliłem “Wcielenia” Sądzę, że lepiej oddaje charakter opowiadania.

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Tak naprawdę moim pierwotnym zamiarem było wywołanie wspomnień lat dziewięćdziesiątych, tamtych realiów, braku techniki, spędzania przez dzieciaki całych dni na dworze. Niestety to już druga próba podejścia do tematu, kiedy zamiary całkiem się zmieniają… bo ta historia, którą przedstawiłem jakoś bardziej przypadła mi do gustu a nie potrafię odtworzyć tamtych czasów. W zamierzeniu miałoby to być zabawne, ale choć sądzę, że mam poczucie humoru, to żartobliwe opowiadania, jak potrafi na przykład Sara pisać nijak mi nie wychodzą. Najlepiej czuję Sci Fiction, horrory, trochę fantasy, ale wszystko na poważnie:(

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Finklo, dałaś mi punkcik? Po rękach chyba będę Cię całował!:P

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Zgoła niewiele wspólnego mają Wcielenia z tekstem, który był punktem wyjścia do tej historii. No i poradziłeś sobie ze wszystkim całkiem nieźle i napisałeś bardzo porządne opowiadanie. Przeczytałam je z przyjemnością i zupełnie nie rozumiem, dlaczego narzekasz, że nie wykazałeś się poczuciem humoru. Nic straconego. Masz jeszcze do napisania całe mnóstwo opowiadań i którymś z pewnością wszystkich rozśmieszysz.  

 

„Dwu­na­sty kwie­cień dwa ty­sią­ce pięć­dzie­sią­te­go pierw­sze­go roku”.Dwu­na­sty kwie­tnia dwa ty­sią­ce pięć­dzie­sią­te­go pierw­sze­go roku.

 

„Mia­łeś przy­go­to­wać mój wy­kład, nie widzę go w moim Ce­re­tis! – Moje roz­my­śle­nia bru­tal­nie prze­rwa­no”. – Nadmiar zaimków.

 

„Jest już uło­żo­ny, zaraz prze­ślę, tylko… – od­par­łem, przy­my­ka­jąc po­wie­ki. Przej­rza­łem szyb­ko uło­żo­ny dla szefa wy­kład…” – Czy wykład był szybko ułożony, czy bohater szybko go przejrzał? ;-)

Może w ostatnim zdaniu: Szyb­ko przejrzałem przygotowany dla szefa wy­kład

 

„Chło­pie, mar­nu­jesz się, z tymi two­imi mrzon­ka­mi…”Chło­pie, mar­nu­jesz się, z tymi swo­imi mrzon­ka­mi

 

„…nasza uczel­nia w końcu tra­fi­ła by do świa­to­wej ligi!” – …nasza uczel­nia w końcu tra­fi­łaby do świa­to­wej ligi!

 

„Temat tabu, wy­śmie­wa­ny bez­li­to­śnie w cza­sach mojej mło­do­ści, potem nieco zre­ha­bi­li­to­wa­ny do łask dzię­ki teo­rii strun”. – Temat tabu, wy­śmie­wa­ny bez­li­to­śnie w cza­sach mojej mło­do­ści, potem nieco zre­ha­bi­li­to­wa­ny, dzię­ki teo­rii strun. Lub: Temat tabu, wy­śmie­wa­ny bez­li­to­śnie w cza­sach mojej mło­do­ści, potem nieco przywrócony do łask, dzię­ki teo­rii strun. Albo: Temat tabu, wy­śmie­wa­ny bez­li­to­śnie w cza­sach mojej mło­do­ści, potem nieco zre­ha­bi­li­to­wa­ny i przywrócony do łask, dzię­ki teo­rii strun.

 

„Kiedy, to tylko jedno z pytań. Po­zo­sta­łe to: gdzie byłem?, co ro­bi­łem? z kim?” – Wolałabym: Kiedy to tylko jedno z pytań. Po­zo­sta­łe brzmią: gdzie byłem? co ro­bi­łem?  z kim?

 

„Na szczę­ście ta praca zo­sta­ła już wy­ko­na­na w ciągu tego pra­co­wi­te­go roku”. – Wolałabym: Na szczę­ście ta praca zo­sta­ła już wy­ko­na­na w ciągu ostatniego, pra­co­wi­te­go roku.

 

„Trze­ci wrze­sień ty­siąc dzie­więć­set dzie­więć­dzie­sią­te­go pierw­sze­go…”  –Trze­ci wrze­śnia ty­siąc dzie­więć­set dzie­więć­dzie­sią­te­go pierw­sze­go…

 

„Nie, tłu­mo­ku! “Bli­skie spo­tka­nie trze­cie­go stop­nia”, oglą­da­łeś prze­cież w tamte wa­ka­cje!” – Tytuł filmu brzmi: „Bli­skie spo­tka­nia trze­cie­go stop­nia”.

 

Pełno tu wiel­kich, prze­zro­czy­stych i cień­kich jak szkło ekra­nów…” – Pełno tu wiel­kich, prze­zro­czy­stych i cienkich jak szkło ekra­nów…

 

„Ro­dzi­na i zna­jo­mi od­cie­li się od niego jakiś czas temu…”Ro­dzi­na i zna­jo­mi od­cię­li się od niego jakiś czas temu

 

„…czyli uwzględ­nia­jąc so­bo­tę i nie­dzie­lę musi być dzie­wią­ty wrze­sień… O żesz kurwa!” – …czyli, uwzględ­nia­jąc so­bo­tę i nie­dzie­lę, musi być dzie­wią­ty wrze­śnia… O żeż kurwa!

 

„Zo­sta­ło jesz­cze pięć minut do dzwon­ka, a ty nie na­pi­sa­łeś jesz­cze ani jed­ne­go zda­nia w wy­pra­co­wa­niu!” – Wolałabym: Zo­sta­ło tylko pięć minut do dzwon­ka, a ty nie na­pi­sa­łeś jesz­cze ani jed­ne­go zda­nia wy­pra­co­wa­nia!

 

„Niech pan zo­ba­czy… to Pine… to Mi­cha­ła z 5 – tej B!” – Niech pan zo­ba­czy… to Pine… to Mi­cha­ła z piątej B!

 

„Tak piszą w li­ceum…ba, nie­któ­rzy piszą tak do­pie­ro po stu­diach!” – Brak spacji po wielokropku.

 

„Dla was po­dró­że w cza­sie to li­te­rac­ko – fil­mo­wa mrzon­ka…” – Dla was, po­dró­że w cza­sie to li­te­rac­ko-fil­mo­wa mrzon­ka…

 

„Mylił się jed­nak, mwiąc, że po­dro­że w cza­sie są nie­moż­li­we…” – Literówki.

 

„Mylił się, po­nie­waż takim po­dróż­ni­kiem może być każdy z Was”. – Mylił się, po­nie­waż takim po­dróż­ni­kiem może być każdy z was.

Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

„…jak bę­dzie wy­glą­dał świat za pięć­dzie­siąt ponad lat”.Wolałabym: … jak bę­dzie wy­glą­dał świat za ponad pięć­dzie­siąt lat?

 

„Bak­te­rie uod­por­ni­ły się, na sku­tek nad­uży­wa­nia far­ma­ceu­ty­ków”.O, bakterie nadużywały i wyszło im to na dobre! ;-)

Proponuję: Bak­te­rie uod­por­ni­ły się, bo nad­miernie stosowaliśmy far­ma­ceu­ty­ki.

 

„Sa­mo­cho­dy jeż­dżą bez kie­row­ców na ma­gne­tycz­nej po­dusz­ce, dzię­ki wbu­do­wa­nym w jezd­nię ma­gne­som”. Teraz kierowcy nie są na magnetycznych poduszkach, a samochody też jeżdżą, mimo braku magnesów. ;-)

Pewnie miało być: Sa­mo­cho­dy, dzię­ki wbu­do­wa­nym w jezd­nię ma­gne­som, jeż­dżą/ poruszają się na ma­gne­tycz­nych po­dusz­kach, bez kie­row­ców.

 

„Za słabo – źle,za do­brze – też źle”. – Brak spacji po przecinku.

 

„Oczy­wi­ście dawni kum­ple ob­ra­zi­li się na mnie..Jeśli na końcu zdania miała być kropka, jest o jedną kropkę za dużo; jeśli miał być wielokropek, brakuje jednej kropki.

 

„…tu nawet sta­re­go, po­czci­we­go in­ter­ne­tu nie uświad­czysz”. – …tu nawet sta­re­go, po­czci­we­go In­ter­ne­tu nie uświad­czysz.

 

Biur­ko ze złotą ta­blicz­ką “prof. zw.dr hab. M. Pin­kow­ski. Dzie­kan. – Biur­ko ze złotą ta­blicz­ką „prof. zw. dr hab. M. Pin­kow­ski. Dzie­kan.

 

„…rów­na­nia umoż­li­wia­ją­ce teo­re­tycz­nie po­dro­że w cza­sie…” – Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytałam. Podróży w czasie nie lubię, bo sama się zapętlam, ale pomijając to, fajnie napisany tekst.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Zwolnili wszystkich i zwołali naradę bo jeden uczeń napisał błyskotliwe wypracowanie (przytoczony tekst nie zająłby raczej sześciu stron w zeszycie)? O.o serio? Ja wiem, że tekst jest s-f, ale to trochę przesada :p No i ta teoria jednak nie była taka dobra – w 2051 roku kolega Pinezka doznał ataku ‘schizofrenii’ z powodu zamienienia się na umysł z sobą w wersji dziecięcej, a po paru godzinach już jest dziekanem? Zmienił *bardzo* dużo, a miał nie wywoływać paradoksów ;P

Przyznaję, dość “śliski” fragment. Na obronę powiem, że to nie dotyczyło “zwykłego” ucznia, ale: lenia, obiboka, zdolniachę, łobuza… Sześć stron… zależy jak kto pisze, mi nie wystarczyłoby pewnie i więcej stron, takie walę czasem kulfony:P Ale zgoda, trzeba zmienić.

A teoria jest (moim zdaniem) dobra, przecież sam bohater wspomniał pare razy, że “Wydaje mi się, że to nie wywoła paradoksów”, [potem jeszcze “ Mimo wszystko postanowiłem zaryzykować”

Czasem jest tak, że robimy coś pod wpływem impulsu, wbrew włanym planom. Chciałem możliwie najlepiej oddać to w tekście, stąd celowo napisałem fragment wspominkowo-wątpliwościowy, kiedy bohater pyta sam siebie “Co ja też najlepszego zrobiłem? Gdybym jeszcze pamiętał co napisałem” Potem jeszcze te testy na inteligencję. Kto z nas, obecnie wiedziałby jak wczuć się w tą sytuacje? Rozwiązanie testów celowo za słabo wywołałoby poważne reperkusję, ale rozwiązaie ich za dobrze…

Ten drobny błąd boharera, spowodowany impulsem, emocjami wystarczył, by całkowicie zmienić przyszłość/terażniejszoć.

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Tzn. rozumiem zamysł. Niemniej w efekcie powstało coś w rodzaju ‘skrzydeł motyla’ – a teoria jawiła się być nowatorska i inna od tych co już były – przynajmniej w zapowiedziach bohatera ;) Zgadzam się – zabezpieczyłeś się w tekście stwierdzeniami, że Pinezka nie był sam pewien czy to działa tak jak miało, po prostu ja, jako czytelnik, widząc jeszcze w tagu ‘fizyka kwantowa’ liczyłam na coś bardziej oryginalnego :)

Niemniej co do fragmentu szkolnego – będę się upierać, że zupełnie nierealny. Miałam w ogólniaku kolegę, który oceny dostawał mocno poniżej przeciętnej a jak raz na polskim napisał wypracowanie, to podejrzewam, że na tym portalu dostałby z miejsca bibliotekę albo i piórko :) Poza tym, że dostał 6 i polonistka zaczęła patrzeć na niego przychylniej, nic się nie wydarzyło – ba, musiał się przenieść do innej szkoły, ze względu na kłopoty z innymi przedmiotami.

Zupełnie jakby ktoś napisał moją biografię cool

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Cóż, pisanie, że coś jest genialne, a potem przytaczanie tego – ryzykowna sprawa. Moim zdaniem bez przesady z genialnością, reakcja nauczycieli przesadzona, ale czytało się nawet przyjemnie. Ergo – widać postępy, sfunie ;) A tu parę baboli:

 

też tak mówiono – Wtrąciłem,

małe w

w końcu trafiła by

trafiłaby

Pozostałe to: gdzie byłem?, co robiłem? z kim?

Raz przecinek, a raz nie?

ta praca została już wykonana w ciągu tego pracowitego roku.

Pora uruchomić sendera strumienia świadomości.

sender – bez a na końcu

Zostało jeszcze pięć minut do dzwonka, a ty nie napisałeś jeszcze

jeszcze jeszcze

Wybudowano w końcu bazę na Księżycu, konstruują kosmiczną windę, wybudowano już dziesięć tysięcy kilometrów linii kolei magnetycznej. Samochody jeżdżą bez kierowców na magnetycznej poduszce, dzięki wbudowanym

budu budu budu

Tylko nie "Tęcza"!

Jutro poprawię, miałem wcześniej, ale… Ale:) Dzięki! Swoimi punktami daliście mi niezłego kopa w rzyć, aż przyjemnie żyć! (ok stare, ale bardzo lubię tę grę językową)

 

W przyszłości budują bardzo solidnie:P

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Poprawione, trochę zmienione, uwzględniłem uwagi Bellatrix i Tenszy. Dzięki, w przyszłości obiecuję poprawę:P

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Drogi Sfunie, jeśli o mnie chodzi, to czytanie Twojego opowiadania zbiegło się nieco w czasie z lekturą innego – zapewne Ci znanego ; ) Od razu pomyślałem: „podobnie, a przecież jednak zupełnie inaczej…”. Piękna to rzecz: mówić o tych samych rzeczach – w zupełnie inny, ale wciąż trafny sposób. Sentymentalna wędrówka w czasie, ubrany w fantastyczno-naukowe szaty powrót do lat dzieciństwa, próba zmierzenia się z upływającym czasem – to wszystko jest w Twoim opowiadaniu bardzo ciepłe, może nawet ocierające się trochę o naiwność, ale właśnie ta naiwność protagonisty wydaje mi się w tej historii najprawdziwsza, zwyczajnie szczera. Dobrze jest czasami wyrzucić z głowy te wszystkie p… wyznaczniki „mądrego pisania” i zagłębić się w świat autentycznej, spontanicznej fantazji. Pozdrawiam : )

...always look on the bright side of life ; )

Dziękuję za krytykę i miłe komentarze, to dla mnie zachęta do dalszej pracy. Uczę się dzięki Wam panować nad niecierpliwością, chęcią jak najszybszego wrzucania tekstów:)

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Michale!!! Gratuluję Biblioteki, w pełni zasłużona ! Bardzo mi  było miło przeczytać Twój dłuższy tekst  i muszę przyznać, ze  byłam bardzo pozytywnie zaskoczona! Pomysł super fajny, tak jak powiedział Jacek, Twój tekst jest pełen nostalgii, ciepłych wspomnień, ale jest to rownież kawał  dobrego s-f ! Brawo! Wiesz, myślę sobie, że gdybyśmy chodzili razem do jednej klasy to pewnie bylibyśmy dobrymi przyjaciółmismileya tak na marginesie, to życzę Ci żebyś uwierzył trochę bardziej we własne siły, bo piszesz naprawdę dobrze. We mnie znalazłeś wierną czytelniczkę! 

Ps. Poprawność językowa jest niezwykle ważna, w sumie od tego wszystko się zaczyna, zrozumiałam to na tym portalu, ale tego można z pomocą innych, mądrzejszych i bardziej doświadczonych się nauczyć i myślę, że wprawne oko, które widzi błędy przychodzi z doświadczeniem. Pracuję teraz nad tym. Natomiast aby zbudować klimat, przekazać emocje i "urobić” czytelnika zgodnie z zamiarem potrzebny jest też talent i takie nieuchwytne "coś”. I za to “coś” ode mnie 6 punktów :-) bo to "coś "  nie każdy może mieć, czasem warsztat jest świetny, ale opowiadanie nie ma … Duszy… Nie wiem jak to nazwać. Twoje ma. :-D

Dzięki:) Prywatnie uważam, że najważniejsza jest historia/problem, dopiero potem otoczka SF. Łatwo napisać, trudniej wpaść na pomysł historii. Miłość? eee oklepane. Zemsta? no nie, to już było miliard razy. Świadomość? ech, szkoda palców na klawiaturę… Szukam właśnie takich tematów, które mają przynajmniej małe szanse bycia nie eksploatowanymi jeszcze. Nostalgia jest jednym z takich tematów, ale prywatnie uważam, że nie zabrałem się najlepiej do tego pomysłu, potencjał na zabawne i wzruszającą historyjkę jest jeszcze ogromny IMO. Zderzenie nas teraźniejszych z tymi cholernymi smart, ajfonami, tabletami, googlami z nami sprzed dwudziestu/trzydziestu lat, kiedy życie było zupełnie inne. Nie lepsze, inne… Owszem opowiadanie wyszło mi całkiem fajne, jak widać nawet zostało ciepło przyjęte, ale… ale dla mnie to jeszcze nie to. Drugi pomysł to moja własna ciekawość, jak w przyszłości wyglądałby hazard/rozrywka (ok temat poruszany, ale nie tak często). Opowiadanie powstaje w bólach niestety, wątki się rozrastają i końca nie widać a sam zaczynam się w tym wszystkim gubić:(

Korzystam przy pisaniu (i gorąco polecam autorom SF) z ksiązki Micho Kaku “Fizyka rzeczy niemożliwych”. Zaskakująco mało rzeczy jest (według naszej obecnej wiedzy) zupełnie niemożliwe. Problemem jest tylko (aż!) niezbędna energia. Mając źródło niewyobrażalnej dziś energii (np antymaterię) bylibyśmy praktycznie bogami a technologia byłaby nieodróżnialna od magii. Zaraz, ktoś już chyba o tym pisał…:)

Hmm. Mówisz, że potrafię zbudować klimat? Miło:) Może pomaga mi w tym wykształcenie z klimatologi? No suchar, ale nie mogłem się powstrzymać. Dzięki za komentarze i powodzenia w pisaniu książki!

 

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Z jednej strony to fajnie, że masz apetyt na więcej, doskonale to rozumiem, kiedy czytam historie,  które napisałam miesiąc temu, myśle: eeeee, teraz napisalabym to lepiej. Jednak z drugiej strony oczekiwanie od siebie perfekcyjności potrafi zabić przyjemność tworzenia… Lubię rzeczy niedoskonałe z charakterem i nawet genialne teksty mają swoje wady, np jedna z moich ukochanych książek “Blaszany bębenek “ albo “Mistrz i Małgorzata" ale na tym właśnie polega ich urok.  Ponoć Bułchakow wprowadzał poprawki jeszcze na łożu śmierci, więc może przejawiasz  po prostu jedną z cech wielkich autorów :-) Ps. Klimatolog?  :-D

Wybieg formalny całkiem całkiem – materii nie przesyłamy, więc paradoksów być nie powinno. Ale – przeważnie zawsze w paradę włazi jakieś “ale” – czy przesył energii nie wywoła zmian, niepożądanych z punktu widzenia i eksperymentatora, i osób nic o eksperymencie nie wiedzących? Ktoś kiedyś zrównał energię z materią… – a jakiś nośnik przesyłanych w obie strony świadomości istnieć musi… Bierz się za kombinowanie, co jest medium pośredniczącym, i pisz od nowa. :-) Będzie więcej i ciekawiej, a jeśli napiszesz bez takiej ilości byczków, będzie siedemnaście razy lepiej. :-)

Tak “we w ogóle”, pomijając szczegół, dobre!

Mi też się podobało, lubię temat podróży w czasie, a tutaj był na dodatek pewien powiew świeżości (choć sam też bawiłem się “transportem” samej świadomości), więc: brawo! :) Nie zgodzę się jednak z Tobą w kwestii wyeksploatowanych motywów: póki ma się ciekawy, niesztampowy pomysł, to nawet miłość i zemsta się nadają. ;) Wszystko jest remixem, od tego się uciec nie da, kwestią jest, jak dobrze ktoś to potrafi zrobić i jak dużo da od siebie. Jak już mówimy o wykonaniu: było ciut gorzej niż z pomysłem. Pojawiło się parę byków (Regulatorzy jak zwykle dała do pieca :D ) i odniosłem wrażenie, że pomysł/natchnienie/muza stała nad Tobą z batem i krzyczała: “Pisz, Michał (jak się zbyt spoufalam, to przepraszam :) ), bo z głowy wyleci!”. Czytając czułem coś jakby “pęd”: było lekko, dynamicznie, ale chwilami miło by było zatrzymać się na jakimś doszlifowanym opisie. Trochę w tym hipokryzji, bo też tak mam, że pędzę, ale jeśli mogę coś poradzić: dobrze, jak opowiadanie sobie poleży chwilę. Kiedy mija pierwsza gorączka, to w oko wpadają babole, a czasami nawet przychodzi chęć na zmianę całych fragmentów.

Ogólnie: jest git, a następne opowiadanie na pewno będzie lepsze. Gratuluje biblioteki! Pozdrawiam!

 

Szczerość kolego nie powinna być mylona z hipokryzją. Jak widzisz walę niesamowite ilości baboli w tekstach a cierpliwość Regulatorzy i innych jest wręcz niesamowita. Ha, niedawno odiwedziłem swój pierwszy zamieszczony tu tekst i… o Jezusie, o matko! Teraz dziwię się sobie nie tyle w kwestii tego, że miałem odwagę coś takiego zamieścić, ale że sprzeczałem się z komentatorami! A idąc za radą jednej z piszących tu koleżanek sam krytykuję inne opowiadania, bo to jest bardzo dobra metoda nauki.

Może źle zgaduję, ale przypuszczam, że większość tutejszych autorów była dobra z polaka, ja miałem – z własnej winy, lenistwo – dostateczny od podstawówki do liceum. I teraz to się mści.

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Nie chciałem, żebyś musiał aż tak się bronić z tymi błędami. Starałem się udzielić jakichś drobnych rad, lepszych czy gorszych, a nie wyliczać, ile jest baboli, bo te bledną na tle bardzo dobrego opowiadania.

Nie czytałem Twoich wcześniejszych dzieł, ale zgadzam się w pełni ze sposobem działania, jaki przyjąłeś: nauka przez doświadczenie, wyciąganie wniosków z niepowodzeń, nie poddawanie się.  A jakimiś ocenami z polskiego bym się tak bardzo nie przejmował, bo to nie zawsze jest determinujący wszystko wyznacznik. Ważne, że masz chęci i jest coraz lepiej. Gratuluję determinacji i pozdrawiam! :)

Pokrętny tekst. Pokrętny, ale jak się człowiek przyłoży, to można się w tym wszystkim odnaleźć i dostrzec całkiem ciekawą fabułę. Stylistycznie też jest dobrze. Coraz lepiej, powiedziałbym nawet.

Fajny tekst. Uwielbiam temat podróż w czasie. Nawet oryginalnie do tego podszedłeś. Raczej paradoksów się w ten sposób nie uniknie, ale to raczej naiwność bohatera a nie błąd tekstu. Konia z rzędem temu, kto wymyśli podróż w przeszłość, która nie spowoduje torsji osi czasu.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Przyznam, że miałem problem, żeby ogarnąć ostatni fragment – i chyba dalej nie jestem pewien, czy dobrze zrozumiałem, o co chodziło :P

Warsztatowo nie jest źle, choć za podróżami w czasie (oprócz kilku wyjątków) nie przepadam. Natomiast dla wyeliminowania paradoksów wystarczy dopuścić koncepcję pierwszej przyczyny. Coś trochę jak palec Boży.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Podobało mi się :)

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka