- Opowiadanie: Bellatrix - Dziewczynka z Księżyca

Dziewczynka z Księżyca

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

Finkla, Cień Burzy, Użytkownicy II

Oceny

Dziewczynka z Księżyca

– Ivien? – Matka uniosła jedną brew w wyrazie zdziwienia i dezaprobaty. Dziewczynka zacisnęła pięści i potrząsnęła głową.

– Nie mamusiu, proszę. Nie polecę. Nie tym.

Głos matki przeszedł w spokojny, wyrozumiały ton.

– Codziennie setki ludzi latają z Księżyca na Ziemię i z powrotem. Nic złego się nie dzieje. Awarie Wind zdarzają się niezwykle rzadko.

Samo wspomnienie Windy, jednoosobowego promu o kształcie trójwymiarowej ósemki, połyskującej na tle kosmicznej czerni złowrogim, metalicznym poblaskiem, wywołało dreszcz i gęsią skórkę.

– Nie – powtórzyła uparcie.

– Masz już czternaście lat, jesteś duża. Nie zachowuj się jak dziecko.

Usta w podkówkę i zacięta mina dobitnie wskazywały iż ten argument nie podziałał. Matka westchnęła tylko ciężko.

– Pomyśl, zwiedzisz wreszcie Ziemię. Zawsze cię interesowało, jak naprawdę wygląda błękitne niebo, czy morskie fale. Będziesz miała okazję zobaczyć wszystko z bliska, na własne oczy.

Wizja prawdziwej Ziemi, mnogości barw, zapachów, znana Ivien tylko z filmów zabrzmiała kusząco. Ale kilka przebłysków ze snów na przestrzeni ostatnich lat, srebrzysta ósemka obracająca się powoli, niewielka rysa w najwęższym punkcie, rosnąca i pokrywająca nagle pajęczyną całą Windę, to wszystko spowodowało iż obraz podsuwany słowami matki stracił jakąkolwiek moc.

– Nie polecę.

– Musisz. – Głos nabrał surowości. – Bilans porównawczy dla czternastolatki musi być przeprowadzony na Ziemi i dobrze o tym wiesz. Tu nie chodzi tylko o ciebie. Gdy się nie pojawisz, Komisja może uznać nas za złych rodziców i nałożyć duże kary.

Usta Ivien zaczęły drżeć a oczy napełniły się łzami.

– Mamo, proszę. Ja nie mogę wsiąść do Windy.

 

***

 

– Jak to: nie chce. – Ojciec zerwał się z miejsca zbyt gwałtownie i odbił na kilkanaście centymetrów od posadzki. Większość dorosłego życia spędził na Ziemi i choć sztuczna grawitacja była kilkukrotnie silniejsza od naturalnej, księżycowej, to jednak wciąż pozostawała nieco słabsza od ziemskiej. Podobno tak było wygodniej inżynierom, budowniczym i wszystkim tym, którzy wznosili księżycową cywilizację.

– Boi się podróży Windą. Mówi, że ma sny w których Winda pęka a ona w niej umiera. Może lepiej będzie jak załatwimy badania tu, na Księżycu i złożymy wniosek o dokończenie części na Ziemi za parę miesięcy.

– Chyba sobie żartujesz, kobieto! Wszystko jest już opłacone, łącznie z jej miesięcznym obozem treningowym na Ziemi. Nie wyrzucę pieniędzy w próżnię, bo ona ma złe sny.

Matka pokręciła głową.

– To dla niej naprawdę trudne. Nie wsiądzie dobrowolnie do Windy.

Westchnął ciężko, przejeżdżając dłońmi po łysej czaszce. Miała dopiero czternaście lat, ale wiedział już, że upór odziedziczyła po nim. Windy były bezpiecznym i tanim środkiem transportu, korzystał nie raz i nie dwa, bez żadnych problemów. Ostatnia awaria zdarzyła się ponad dekadę temu i nic nikomu się nie stało. Niemniej zdawał sobie sprawę, że do Ivien racjonalne argumenty nie trafią.

– Mam pewien pomysł – zakomunikował wreszcie. Uśmiechnął się do siebie, pełen podziwu dla własnego geniuszu.

 

***

 

– Mamo, tato, naprawdę musimy tam iść? – Ivien, ubrana w swój najlepszy, seledynowy kombinezon, ociągała się tym bardziej, im było bliżej Stacji.

– Zobaczysz z bliska Windy, podróżujących ludzi. Może to pozwoli ci przełamać strach. – Matka uśmiechnęła się ciepło. – Prędzej czy później będziesz musiała nauczyć się nimi podróżować. Zaczniemy od małych kroczków.

Przełknęła nerwowo ślinę. Na stacji dokującej stało kilkadziesiąt srebrzystych ósemek. Wyglądały jak dziesięciokrotnie powiększone kręgle, ustawione do gigantycznej partii. Jedna z Wind oderwała się bezszelestnie i, obracając powoli względem dłuższej osi, popłynęła majestatycznie w kierunku migoczącej błękitem Ziemi.

Rysa na przegięciu.

Ivien potrząsnęła głową. Znów ta wizja, podchodzący do gardła lęk.

– Zobaczmy jedną z bliska – zaproponował ojciec, nieświadomy, że umysł córki właśnie przeżywał po raz kolejny tę samą katastrofę. Pociągnął ją za sobą, gdyby nie to, nie zrobiłaby ani kroku.

Przez Stację przewijało się mnóstwo osób. Ludzie wokół przechodzili jak gdyby nigdy nic. Kilka Wind płynnie zadokowało, wypuszczając z wnętrza następnych podróżników, część udawała się z pasażerami w dół.

Oplatająca srebro pajęczyna.

– Nie ma tu nic groźnego, spójrz. – Matka dotknęła gładkiej, srebrzystej powierzchni.

Rysa. Pęknięcie.

Ivien cofnęła się instynktownie.

Tym razem pęknięcie było prawdziwe, odsłoniło z cichym sykiem niewielką, oświetloną zielonym światłem kabinę we wnętrzu.

– Możesz wejść do środka i zobaczyć, że nie ma się czego bać – dodała matka.

Nie, zdecydowanie nie chciała wejść do środka, miała dość, pragnęła znaleźć się jak najdalej od tego miejsca, gdy wtem silne pchnięcie rzuciło ją prosto w objęcia przerażającej zieleni. Zanim oszołomiona zdołała się wydostać, ściana na powrót stała się gładka. Ostatnią rzeczą, jaką zarejestrowały jej szalejące ze strachu zmysły, były dwa potwory, stojące na Stacji i zadowolone z siebie.

Coś pękło. Łzy bólu, zawodu i upokorzenia stoczyły się po policzkach.

Srebrzysta ósemka odłączyła się od Stacji, przechyliła i rozpoczęła lot w stronę Ziemi.

 

***

 

– Zobaczysz, będzie nam jeszcze wdzięczna. Osiem godzin strachu, potem badania i miesiąc wakacji na Ziemi. – Ojciec promieniał z dumy. Matka była nastawiona bardziej sceptycznie.

– Ona naprawdę się bała. A jak coś się stanie?

– Co niby ma się stać? Wierzysz w te bzdurne sny?

Umilkła. Nie chciała wyjść przed mężem na przesądną babę, choć intuicja wyła na alarm.

 

***

EPILOG

 

Do stacji dokującej podpłynęła Winda numer pięćdziesiąt trzy. Z kabiny wysiadła sprężystym krokiem młoda dziewczyna. Matka odetchnęła z ulgą widząc córkę całą i zdrową. Ojciec pokiwał z zadowoleniem głową i wyciągnął do niej ręce.

– Widzisz, mieliśmy rację. Nie było się czego bać. Jak minęły wakacje na Ziemi?

– Świetnie – wyszczerzyła się. – Jutro tam wracam. Wpadłam tylko po kasę, stary. Dawaj ją szybko i znikaj z moich oczu.

Radosny wyraz zszedł z jego twarzy.

– Jak ty się zwracasz do…

– Tak jak chcę. – Ivien uśmiechnęła się złośliwie. – Nic gorszego już mi nie zrobisz. A forsę dasz, bo badanie bilansu wykazało przybycie w szoku i silne znerwicowanie. Nie będę miała problemów z przekonaniem Komisji, że rodzicami jesteście fatalnymi. A to będzie was kosztować nieco więcej.

 

Koniec

Komentarze

Wcale się nie dziwię, że tak im się odgryzła. 

Tekścik, że tak powiem, dopasowany do wymogów portalu. Równie dobrze mogłaby to być podróż samolotem na wakacje w Hiszpanii. Ale obserwacja niezła i reakcja dziewczyny jak najbardziej prawdziwa. Sama nie wiem, czy nie byłabym dla nich gorsza, gdybym osiem godzin wyła ze strachu.

Trochę problemów z przecinkami, jakgdyby – jak gdyby

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

– Świetnie – wyszczerzyła się. <> kropka po ‘świetnie’, ‘wyszczerzyła’ dużą.

Nie licząc epilogu, dobre opowiadanko o sile wyobrażenia, nudzącego lęki.

Dlaczego nie licząc epilogu? Do tego stopnia kontrastuje pod każdym względem, że traci wiarygodność. Prawdopodobniejsze byłoby wyrachowane zachowanie się Ivien. Zimne, stanowcze, ale zachowujące przyjęte w rodzinie formy.

Zgadzam się z Adamem, że ostatni fragment odstaje od reszty tekstu. Jakoś psuje wcale dobre wrażenie wywołane przez całą resztę opowiadania. Teraz mi się wydaje, jakby a) zasadniczą część opowiadania i epilog pisały dwie różne osoby, b) bohaterka w zasadniczej części opowiadania i epilogu diametralnie się zmieniła. Za duży kontrast.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

To, że bohaterka w epilogu diametralnie się zmieniła to akurat celowy zamysł. Moim zdaniem zimne i wyrachowane zachowanie nie pasuje do czternastolatki, która dość brutalnie przekonała się, że nie może ufać własnym rodzicom. Dzięki za komentarze!

Czy lecąc na Ziemię, dziewczynka pozbyła się strachu przed podróżowaniem Windą, czy tylko chęć zemsty spowodowała taką metamorfozę Ivien, że teraz postanowiła latać w tę i z powrotem?

Skoro panna wróciła po miesiącu, to znaczy, że badania bilansu porównawczego odbyły się i wypadły pomyślnie. W jaki sposób dziewczynka chce teraz przekonać Komisję, że nagle rodzice stali się źli?

Czy po badaniach stała się dorosła i mogła sama decydować, czy będzie mieszkać na Ziemi, czy na Księżycu?

Fajnie się czytało, ale faktycznie, epilog rodzi zbyt wiele pytań.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Moim zdaniem zimne i wyrachowane zachowanie nie pasuje do czternastolatki“

No, to autorze nie znasz niestety młodzieży. Zwłaszcza tej obecnej, rozkapryszonej i roszczeniowej. Już dwunastolatki potrafią być niezwykle wyrachowane, mściwe i pamiętliwe.

 

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Ponieważ dla mnie ten tekst jest czymś w rodzaju humoreski, nie czepiam się ani pomysłu, ani fabuły. Ponadto bohaterka jako nastolatka jak najbardziej zdolna jest do opisanej metamorfozy. Coś takiego spotkać można i w realnej rzeczywistości. Pozdrawiam autora vel autorkę.

Podobało się. Epilog wcale tak bardzo nie odstaje, jak dla mnie był dobry.

Pisz tylko rtęcią, to gwarantuje płynność narracji.

Bardzo dobrze się to czyta, ciekawy pomysł, a rodzice Ivien – okropni. No i tytuł szorta bardzo intrygujący. 

Podobało się. :-)

I dobrze im tak. Nie wolno okłamywać dzieci.

Czy przemiana jest wiarygodna? Hmmm. Wydaje mi się, że tak. Dziewczynka przeżyła bardzo dużo nowości w ciągu tego miesiąca. Nawet grawitacja inna…

No właśnie – kilkakrotnie większa niż normalna księżycowa, a i tak zauważalnie mniejsza od ziemskiej. To mi zgrzytnęło, różnica w końcu nie jest aż tak duża.

Babska logika rządzi!

No i coś pękło…

Również zwróciłam uwagę na grawitację. Niestety nawet niewielka zmiana przyciągania ziemskiego ma ogromny wpływ na ciążę, uniemożliwiając jej donoszenie (potwierdzone naukowo), więc nie tylko wychowywanie się, ale i przyjście na świat byłoby w takich warunkach niemożliwe…

Podobał mi się zamysł i zastąpienie wypadku, traumą. Zmiana wdł mnie również ciut zbyt ostra na końcu. Czyta się dobrze, fajnie napisane, interesujący wątek. Poza tymi dwoma detalami opowiadanie oceniam bardzo pozytywnie :-)). 

“Oryginalna” księżycowa jest sześć razy mniejsza od ziemskiej – warunek spełnia “zmieniona” na 4x/5x większą – facet ważący na Ziemi 100kg byłby lżejszy w takich okolicznościach o jakieś 35kg.

No właśnie. I to wystarczy, żeby przy gwałtownym powstaniu podskakiwał na kilkanaście centymetrów?

Babska logika rządzi!

Z czystego lenistwa chyba usunę tę linijkę, sięganie po trzecią zasadę dynamiki Newtona, rozrysowanie sił i wektorów, coby to sprawdzić… ech trochę mi się nie chce ;)

Mi się aż do epilogu podobało, ale mam to samo odczucie, co wiele osób wcześniej – dziewczyna na końcu to inna dziewczyna. Przemiana przemianą, ale moim zdaniem przesadna, odstająca na tle ładnego tekstu niczym nabrzmiały purchel. 

Tylko nie "Tęcza"!

Do epilogu – rewelacja. Potem – niestety, piękna katastrofa. To akurat świetny przykład jak zakończenie może wpłynąć na odbiór całego tekstu. Oczywiście, IMO.

...always look on the bright side of life ; )

Mnie rodzice załatwili kiedyś niemal dokładnie w ten sam sposób, w jaki starzy Ivien postąpili z biedną dziewczyną. Były jednak trzy zasadnicze różnice:

Miałem cztery lata, a nie czternaście.

Moje wakacje trwały nie miesiąc, a dwa miesiące.

Nie wepchnęli mnie do promu kosmicznego, tylko zostawili w poskomunistycznym szpitalu, różniącym się od tego z filmu Silent Hill 2 jedynie tym, że tam piguły poruszały się zupełnie swobodnie…

Ergo, bardzo mi się to opowiadanie podobało.^^

 

Epilog też w żaden sposób nie wydaje mi się oderwany od rzeczywistości. Czy taka trauma może człowieka skrzywić? O kurwa, i to jak! Popatrzcie na mnie.

A jeśli to wciąż za mało, by uwierzyć w taką odmianę bohaterki, to wyobraźcie sobie, że macie (z powrotem, albo już) czternaście lat i przychodzi Wam spędzić miesiąc wakacji na takiej Ziemi, jaką ona będzie za te X lat (biorąc przy tym poprawkę na kierunek, w którym zmierza nasza cywilizacja, zwłaszcza w aspekcie kulturalnym), z daleka od rodziców; małomiasteczkowych purytan, którzy trzymają Waszą kipiącą energią młodość na krótkim łańcuchu.

Generalnie rodzice Ivien mają szczęście, że (albo raczej: jeśli) nie zostali dziadkami uzależnionego od hery niemowlaka, którego spłodził największy Casanova w dziejach świata – NN (skojarzenie z Autorem/Autorką opowiadania niezamierzone).

 

Zacząłem się już bać, że zapadłem na Beryliozę, bo co zajrzę do jakiegoś opowiadania, to jestem na NIE. Ale może jeszcze jest dla mnie nadzieja. Dzięki choćby i za to, Anonimie.

 

Peace!

 

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Tekst napisany dobrze. Fabularnie wszystko mi pasowało. Epilog zadowalający. Niestety, nie jest to opowiadanie, które na dłużej zapadnie mi w pamięć.

Większość dorosłego życia spędził na Ziemi i choć sztuczna grawitacja była kilkukrotnie silniejsza od naturalnej, księżycowej, to jednak wciąż pozostawała nieco słabsza od ziemskiej.

Nie wiem, czy na dłuższą metę życie w takich warunkach byłoby w ogóle możliwe. Siła, z jaką ludzie serce pompuje krew, jest dostosowana do grawitacji ziemskiej (1G), a w mutację ewolucyjną z pokolenia na pokolenie na skalę populacji zamieszkującej Księżyc nie jestem w stanie uwierzyć. No, chyba że w grę wchodzą jakieś manipulacje genetyczne – wtedy spoko :)

 

EDIT: Tytuł podobał mi się bardziej niż treść ;)

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Tekst napisany dobrze. Potknięć niewiele, zamysł ciekawy. Epilog wydaje mi się zupełnie niepotrzebny, a nawet jeśli nie niepotrzebny, to na pewno niepotrzebnie przerysowany. Wydaje mi się niesamowicie mało wiarygodny, ale – jak wiadomo – ludzie postrzegają rzeczywistość przez pryzmat własnego charakteru i doświadczeń, więc to, co dla mnie jest mało wiarygodne, dla kogoś innego może być wręcz odwrotne. Ot, gusta i guściki.

Tekścik krótki, w zasadzie nie opowiada żadnej historii. Przeczytałem. I tyle ; )

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Wspaniałe!

I ja z przerażeniem stwierdzam, że pod tym tekstem wypowiedziała się śmietanka portalu… Jeżu Kolczasty, toż to AdamKB i beryl i Bemik i vyzart… :O ale trafiłem, opad szczęki.

No, tekst napisany gładko, czytało się płynnie, chyba najpłynniej spośród tekstów, które ostatnio przeczytałem na portalu, Bellatrix, naprawdę.

Piękna opowieść o zemście.

Ode mnie masz kolejny klik do biblioteki.

Bardzo dziękuję za odgrzebanie, przeczytanie, miły komentarz i klika :) Z tego co pamiętam, opublikowałam to jako anonim i “odanonimizowałam” po czasie, gdy już nikt tu nie zaglądał :)

Nie ciesz się przedwcześnie, Bellatrix, bo pomimo moich najszczerszych chęci, tekst jednak nie dostał jeszcze drugiego klika do biblioteki. Nie wiem dlaczego. Może za mało uzasadnienia zrobiłem w komentarzu albo ktoś tam zaspał i to tylko kwestia czasu.

Liczy się, że Ci się podobało i dałeś “klika” mentalnie, fizyczna manifestacja klika to tylko dodatek ;)

Cieszę się, że tak uważasz. Ja się długo już uczę większego dystansu do własnej twórczości.

Może za mało uzasadnienia zrobiłem w komentarzu

A może nie może tylko właśnie tak?

 

Merytoryki w Twoim komentarzu jak na lekarstwo, Piotrze. Wysil się odrobinę bardziej :)

Więc tak, podobał mi się opis windy, takie srebrne to i połyskliwe, i takie pęknięcie się pojawiło, i wepchnęli dziewczynkę do środka – czyli dramat.

Pomysł kolonizacji księżyca nie nowy, ale jest już fantastyka. Emocje bohaterów, rzecz dla mnie chyba najistotniejsza w tekstach, ukazane wspaniale. A potem wzmianka o nerwicy natręctw!

No miód, nie dość, że dziewczyna się usamodzielniła, to okazało się, że pod powierzchnią kryje się o wiele więcej. Na podstawie krótkiej scenki, w zasadzie żartu, nie da się powiedzieć wiele, dopóki nie przyjdzie zakończenie, taka przysłowiowa kropka nad “i”.

Pozdro szejset!

Nowa Fantastyka