- Opowiadanie: Emelkali - Przypowieść o stereotypach. Nieco szowinistyczna, ale z morałem

Przypowieść o stereotypach. Nieco szowinistyczna, ale z morałem

Bawiłam się świetnie pisząc ten tekst. Mam nadzieję, że inni też będą, czytając.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Przypowieść o stereotypach. Nieco szowinistyczna, ale z morałem

Piąty raz w kreatorze pojawiła się jasnowłosa głowa i piąty raz Jasiek jęknął głucho.

– No, masakra – podrapał się po łepetynie, ni to w rozpaczy ni w zamyśleniu. – Sto tysięcy poszło się… – nie dokończył, wpatrując się w regularne rysy leżącej w komorze dziewczyny. – Niech to jasna cholera. Znowu coś pomyliłem? Niemożliwe, kurde, niemożliwe. – Ponownie podrapał się po gęstej czuprynie i pochylił nad poradnikiem. – Dwie krople eumelaniny. Jak byk! No, przecież dałem dwie krople… – Uniósł głowę i niewidzącym spojrzeniem przesunął po idealnie kształtnym ciele blondynki. – Nieeee… na pewno dałem dwie. – Sięgnął po pipetkę i obejrzał ją z obu stron. – No, na pewno. Przy trzynastym chromosomie też drgnąłem. Tak jak Mistrzunio napisał. – Wziął do ręki poradnik i tęsknie zapatrzył się na okładkę. Przemknął wzrokiem po tytule, a potem łagodnie przesunął palcami po obrazku tuż pod nim. Westchnął i z namaszczeniem odłożył książkę na stół. Powoli obszedł mebel, w pamięci powtarzając kolejność działań, które piąty raz doprowadziły do porażki prostego – przynajmniej tak mówił podręcznik Mistrzunia – doświadczenia.

Idąc, szeptał i liczył na małych, grubych paluchach. Jak zaklęcia powtarzał słowa przepisu, składnik po składniku, ilość po ilości. W głębokim zamyśleniu mijał stojące przy ścianie cztery nagie i piękne blondynki – dzieła kreacji i jego niestety ułomnego, jak się okazało, geniuszu. Żadnej nie poświęcił nawet chwili. Nie tego pragnął. Nie tego…

Przecież wiadomo, że blondynki są…

No wiadomo, jakie są.

Jan Bystrzalski nie może mieć głupiej żony. Matka jego dzieci musi być mądrą, sprytną kobietą. Razem przekażą doskonałe geny, stworzą istoty perfekcyjne. Ba! Może nawet mądrzejsze niż on. Tak, to nie będzie łatwe, ale z odpowiednim materiałem genetycznym… wszystko jest możliwe.

No ale nie z tym! – Zatrzymał się, krytycznie spoglądając na wysokie, szczupłe piękności o długich kędziorach miodowej barwy. Krzty rozumu w tych wielkich niebieskich oczach! No krzty!

Odsunął się od swoich dzieł i wrócił do stołu. Ponownie przeliczył składniki. W myślach zsumował stan wszystkich posiadanych kont bankowych. Tak, kreacja nie była tania. Pięć nieudanych eksperymentów kosztowało go już prawie wszystkie oszczędności. Zatroskał się naraz. A co, jeśli znów się nie uda? NIE! To niemożliwe! Mistrzunio dokładnie określił składniki, ilości i czas, jaki powinien towarzyszyć kreacji.

A Mistrzunio nigdy się nie myli.

Najwyraźniej ktoś sprzedał Jaśkowi przeterminowany towar! Tak! Tak musiało być! Przeterminowana eumelanina! – Wściekle pchnął menzurki, zrzucając je na podłogę. Już on się policzy z tym oszustem. Flaki mu, cholera, wypruje! Gnojowi jednemu!

Z tym oto złowieszczym zamiarem, najmądrzejszy potomek rodziny Bystrzalskich wybiegł z laboratorium, trzaskając przy tym drzwiami, aż framuga zadrżała.

 

Pierwsza blondynka westchnęła smutno i usiadła na jedynym w laboratorium krześle, zmysłowo zakładając nogę na nogę.

– I co teraz? – zapytała miękkim, śpiewnym głosem.

Druga podeszła do stołu i wzięła z niego książkę Mistrzunia. Obejrzała z zastanowieniem okładkę. Przyjrzała się fotografii brodatego mężczyzny – łysego brzydala z wielkim czerwonym nosem – jakby autor wielbionego przez Jaśka poradnika nie rozstawał się z butelką ziemniaczanego trunku. Zerknęła na krótki życiorys Mistrzunia, a potem otworzyła podręcznik i zaczęła czytać.

Trzecia przez chwilę przyglądała się fiolkom, menzurkom, słoiczkom, kroplomierzom, pęsetom i pozostałym przedmiotom leżącym na stole. Błękitne oczy rozbłysły ciekawością, kiedy wreszcie wzięła do ręki jedną z próbówek i obejrzała ją pod światło. Uśmiechnęła się i spojrzała na Drugą.

– I jak? – zapytała, wskazując na książkę.

– Pewnie same pierdoły – odpowiedziała zamiast Drugiej, Czwarta.

Druga przytaknęła bez słowa.

– Więc… Co teraz? – ponowiła Pierwsza. – Co z nami będzie?

– Przede wszystkim nie możemy pozwolić, żeby dalej przepieprzał kasę – odpowiedziała jej Czwarta. – Stworzył już piątkę. Musi wziąć dupę w troki i zadbać o naszą przyszłość. Koniec zabawy w kreatora! Koniec wydawania naszych pieniędzy na pierdoły. I koniec pieprzonego Mistrzunia! – Wyrwała z rąk Drugiej podręcznik i z impetem wrzuciła go do wielkiego metalowego kosza. Później rozejrzała się i szybko sięgnęła po jedną z butelek. Wylała jej zawartość na książkę i podpaliła.

Ogień buchnął radosnym płomieniem. Błyskawicznie objął stronice przeglądane z taką czułością przez pana Bystrzalskiego. Bielą, czerwienią i odrobiną błękitu tańczył pomiędzy kartkami, zmieniając ich niedościgłą mądrość w czarne, poskręcane i straszące ostatecznością kawałki. Potem zajął się okładką. Błyszcząca tektura zaskwierczała jak żywa, gdy piekło płomieni paliło oblicze Mistrzunia i skonała z sykiem pochłonąwszy złote litery: CIEMNE WŁOSY DEFINIUJĄ ROZUM KOBIETY.

– I dobrze – warknęła Czwarta.

– Będzie zły – wystraszonym, acz niewątpliwie zmysłowym głosem szepnęła Pierwsza, wpatrując się w popiół, który jeszcze przed chwilą stanowił Biblię Jana Bystrzalskiego.

– Jakoś przeżyje. – Wzruszyła ramionami Czwarta. Rozejrzała się wokoło. Wszędzie walały się resztki próbówek, rozbitych przez Jaśka po kolejnych doświadczeniach. Podłoga była upstrzona plamami z białka, lipidów, czy węglowodanów użytych w kreacji. Zamiast dywanu tu i ówdzie leżały kawałki tektury z niecierpliwie rozrywanych pudeł.

Co tu dużo gadać, w laboratorium panował nieprawdopodobny bałagan.

– Żony mu się, cholera, zachciewa! Rodziny! Dzieci chce, dupek jeden, płodzić! – warczała Czwarta rozglądając się za miotłą. – A syfu nie ma komu posprzątać! Jak chce, kretyn, o rodzinę zadbać, skoro o siebie nie potrafi! – Pod kupą kartonowych śmieci znalazła wreszcie szufelkę i maleńką zmiotkę. Wręczyła ją Drugiej. Pierwsza w tym czasie znalazła gumowe rękawiczki i duży worek. Rozłożyła go na środku pomieszczenia i, wciągnąwszy rękawiczki na szczupłe dłonie, zabrała się do usuwania z podłogi śmieci. Druga zmiatała kawałki szkła. Czwarta – nie przestając warczeć – wyszukała drucianą szczotkę, mydło i wzięła się za szorowanie stołu, podczas gdy Trzecia – uprzedzając jej działania – zbierała szybciutko sprzęt laboratoryjny i odkładała z namaszczeniem na stojący w kącie regał.

Piąta przeciągnęła się i po raz pierwszy otworzyła oczy. Usiadła w komorze kreatora, ślizgając się w resztkach krwi i skóry. Skrzywiła się z niesmakiem i błyskawicznie wysunęła z urządzenia. Stanęła przed nim, kontemplując aluminiowy połyskujący walec z dziesiątkami migoczących diod. Czarne, fikuśne litery na obłym boku kiedyś zapewne układały się w napis WOMANIZER2.25. Teraz jednak po “W” pozostał jedynie jaśniejszy cień na obudowie. Kobieta uśmiechnęła się krzywo. To tłumaczyło śluz w komorze. 2.25 nie miały funkcji samooczyszczania. Przeczesała włosy palcami i odwróciła się. Kleiste tkanki przylgnęły do jej ciała, ale to nie było teraz priorytetem. Uśmiechnęła się do pozostałej czwórki. Krótko podziwiała precyzję i szybkość, z jaką kobiety doprowadzały pokój do porządku. Przyszło jej do głowy, że jest coś dziwnego w czterech perfekcyjnych istotach, kompletnie nagich – jeśli nie liczyć gumowych rękawiczek, czyszczących stoły, czy zamiatających na czworakach.

Nie wiedziała, biedulka, bo przecież dopiero została wykreowana i to przez zawodnego geniusza, że właśnie spełniał się niejeden męski, nie całkiem suchy sen.

Przeciągnęła się raz jeszcze. Strzepnęła pyłek, który w szale zamiatania zabłądził na jej kształtną łydkę, a potem bez zastanowienia podeszła do komputera Bystrzalskiego. Leżał zakurzony, całkiem zapomniany, wciśnięty pomiędzy stare podręczniki medycyny, na ostatniej półce zagraconego regału. Tu sprzątające blondynki jeszcze nie dotarły. Z wieka matrycy starła grubą warstwę pyłu i otworzyła laptopa.

Żółte diody zapłonęły z niejakim ociąganiem.

Wpisała hasło. MISTRZUNIO.

Matryca rozbłysła błękitem, sczerniała i ponownie zajaśniała. Pulpit straszył fotką łysego czerwononosego brodacza trzymającego w objęciach wyjątkowo brzydką brunetkę.

Piąta uśmiechnęła się.

Uruchomiła Mozillę. Wpisała www.newallegro.pl.

– A teraz prysznic – powiedziała, gdy skończyła.

 

Ziutek Gliński miał zapamiętać ten dzień do końca życia.

A zapowiadał się tak zwyczajnie. Przeciętnie. Jak każdy. W jego zawodzie nie zdarzały się niesamowite rzeczy. Każdego dnia te same brzydkie baby w starych, porozciąganych dresach. Pięć włosów na krzyż. Przynajmniej na głowie, bo zdarzało się, że nad wąskimi ustami było ich znacznie więcej. O przepoconych pachach chciałby móc zapomnieć.

Cóż, wiedział, na co się pisze, zakładając salon fryzjerski w dzielnicy dla jajogłowych. Zero inwencji, żadnej przyjemności, za to kasa pewna.

Tego ranka, nim zdarzyło się to, co nie pozwalało mu zasnąć przez wiele następnych nocy, a jeśli już zasnął, przynosiło szalone, niesamowite sny… więc tego ranka, w salonie Ziutka siedziały już trzy klientki. Dwie chude i jedna tłusta jak pączek z piekarni Starego Wojtka, dwie przecznice dalej. Nie lubił pączków. Nawet tych od Wojtka, chociaż wielbiono je w całym mieście. Wpadał jednak do słynnej cukierni i każdego dnia kupował lukrowanego brązowego tłuściocha, bo podawała go najładniejsza panna, jaką widział w życiu.

Aż do tego dnia.

Kiedy tak bowiem patrzył na cięcioszczotki obrabiające marne owłosienie jego klientek – sprytne maszynki uwijały się błyskawicznie, robiąc coś z niczego, bez szans na zadowalający efekt –  i marzył o ekspedientce z burzą rudych włosów, w jego eleganckim salonie fryzjerskim bezszelestnie otworzyły się szklane drzwi, a dźwięk srebrzystych dzwoneczków oznajmił gości. Mężczyzna odwrócił się, bardziej odruchowo niż z ciekawości. Zapewne kolejny babochłop na strzyżenie, albo trwałą ondulację, wykonaną przez posłusznego robota.

Ziutek Gliński nie był astmatycznym chuchrem, co to mdleje z byle powodu. Dałby sobie jednak rękę uciąć, że w chwili, gdy jego drogie, sprowadzone zza oceanu, drzwi się rozsunęły, nogi zaczęły mu drżeć. Chwycił kant marmurowego blatu – piętnaście tysięcy za metr! – i zacisnął na nim palce.

– Matko Boska – wyszeptał nabożnie.

Bo nic innego powiedzieć nie zdołał, gdy pięć jasnowłosych ślicznotek, ubranych jedynie w kuse męskie koszule i przyciasne na piersiach t-shirty, przekroczyło próg jego salonu.

 

Jasiek wspinał się ociężale po schodach.

Biegnąc do hurtownika, żeby – jak zamierzał – wypruć mu flaki, zapomniał chłopina, że wielki brat czuwa. Prawdziwie WIELKI brat, siedzący na zapleczu hurtowni i trzymający w ogromnych łapskach równie ogromny kij.

Bolało.

Nie dość, że ledwie zdołał uciec, to jeszcze stracił dostawcę. A w dzisiejszych czasach znalezienie nowego hurtownika nie będzie łatwe. Westchnął smutno, wchodząc na ostatni stopień. Oj, nie miał udanego dnia. Cóż. Trzeba odpocząć. Jutro napisze do Mistrzunia. Może on pomoże. Fakt, nie odpowiedział na piętnaście poprzednich listów, a ostatni nawet wrócił z adnotacją „ADRESAT NIEZNANY”, ale nie można się poddawać. Mistrzunio przecież radził: „proście do skutku, bo skutek jest zawsze”. Jasiek nie całkiem wiedział, co te słowa znaczą, ale poddawać się nie zamierzał. Ostatecznie miał cel: stworzenie lepszego człowieka. Najpierw jednak musiał wykreować zestaw doskonałych genów…

Wszedł do laboratorium i zamarł. Cofnął się, spojrzał na numer na drzwiach – dwadzieścia siedem – no jego, jak nic! Co więc się stało?

Pokój lśnił. Dosłownie. Aluminiowy blat stołu – jasna cholera, rzeczywiście, był aluminiowy! – połyskiwał w świetle popołudniowego słońca, wpadającego przez czyściuteńkie szyby małego okienka. Naczynia poukładane na stole równiutko, w rzędach po pięć, również odbijały światło, niczym w infantylnej reklamie płynu do mycia naczyń. Nigdzie nie został choćby ślad kurzu.

Zrobił krok, potem drugi… Jezus, Maryja! Podeszwy przestały się kleić do podłogi!

No i ten zapach! Lekki, świeży!

– Co tu się dzieje, do jasnej cholery? – wyszeptał zdezorientowany, rozglądając się niepewnie.

W chwili, w której drzwi łazienki skrzypnęły cicho, Jasiek zauważył, że jego ukochany, najwspanialszy, najcudowniejszy, kupiony za bezcen na internetowej aukcji i nieco zużyty OMANIZER2.25 zniknął. Z rozwartych do krzyku ust nie wypłynął jednak żaden dźwięk.

Bystrzalski zdębiał.

Stał, jak zaczarowany, nie mogąc oderwać wzroku od pięciu kobiet wchodzących do pokoju. Pięciu ciemnowłosych kobiet.

Przez chwilę zdumienie plątało mu myśli. Wkrótce jednak pojął. Udało mu się! Stworzył nie jeden, lecz pięć idealnych zestawów genetycznych! Pięć! Najwyraźniej musiał minąć czas, by eumelanina zadziałała. Niepotrzebnie się martwił.

Był geniuszem! To jasne!

Zaskoczony i szczęśliwy nie przejął się urodą kobiet. Skoro włosy ściemniały, to i uroda minie. To drobiazg.

Kiedy ruszyły ku niemu, chichocząc, z kroplami wody połyskującymi na jasnej skórze, zaczął się rozbierać… I nim się zbliżyły, stanął nagi i dumny, gotów, by tworzyć nowych, lepszych ludzi.

Kobiety zatrzymały się w pół kroku, ze zdumieniem wpatrując się w uniesione narzędzie tworzenia.

– Ale… – szepnęła Pierwsza.

Druga uniosła brwi i zamrugała.

– Ale, przecież… – powtórzyła Trzecia łamiącym się głosem.

Piąta uśmiechnęła się krzywo.

– Ale, do cholery, przecież jesteś niski! – warknęła Czwarta kompletnie zniesmaczona.

Koniec

Komentarze

Dobre, ale to dalej nie są szczyty Twoich możliwości, autorko.

Infundybuła chronosynklastyczna

Postaram się… w przyszłości :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Podłoga przestała się kleić do podeszw! <> a nie do podeszew? Ba! – myślę nawet, że odwrotnie, podeszwy przestały kleić się do podłogi…

:-) Szowinistka, jak nic… :-)

stefan.kawalec ma rację, niestety. Ale jako humoreska sprawdza się, przynajmniej dla mnie.

Spóźnione uwagi:

Idąc, szeptał i liczył na małych grubych paluchach.

Idąc, szeptał i liczył na małych[,+] grubych paluchach.

 

Sam koncept z fryzjerem – przedni ;-) Na tym zaparkowałbym finał, bo ładnie podkreśla efekt skupienia.

 

Ale ten finałowy dowcip, bez dodatkowego wyjaśnienia – nie gra :(

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

“Ale ten finałowy dowcip, bez dodatkowego wyjaśnienia – nie gra :(“ – Jeśli dodatkowo zacznę wyjaśniać, zepsuje się cały dowcip.

Sądziłam, że to dosyć popularny stereotyp…

A tu i Tensza i Psycho ni hu hu…

Cóż….

 

Nie mogłam skończyć na fryzjerze, bo:

  1. nie byłoby morału – KTO MIECZEM WOJUJE, OD MIECZA GINIE
  2. nie wiadomo byłoby o co z tym fryzjerem chodzi… nie każdy by zrozumiał, że dziewuszki IQ poszły podnieść…

Adam – ano, szowinistka i dodatkowo BLONDYNKA :-) :-P

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Ja tam kawał znam, jest też wersja z nosem i rozmiarem buta. :) Broń Cię Boże przed wyjaśnianiem. A swoją drogą, strzelacie tymi efektami (tj.nazwami błędów poznawczych) jak z rękawa, a ja ledwie ogarniam. :)

Uśmiechnęłam się, WOMANIZER szczególnie mi przypadł do gustu. Miła humoreska, nie ma jak pośmiać się ze stereotypów.  Pisałam to ja, szatynka :P

Dzięki rooms. Cwaniaczysz, bo żaden wyżej opisany stereotyp Cię nie tyczy :P

A rozmiar buta i nos też kojarzę :D

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

E tam, czasem się farbuję na czekoladę ;)

Bez wyjaśnienia też bym się nie zorientowała, że poszły się przefarbować :p

Fajne!

Oj, te stereotypy…

Bez podpowiedzi w komentarzach też nie zrozumiałabym końcówki.

Ciekawa jestem, kto pierwszy opowie jakiś dowcip o blondynkach. Albo brunetkach. ;-)

Powodzenia w konkursie.

Cóż, wiedział na co się pisze zakładając salon fryzjerski w dzielnicy dla jajogłowych.

Przecinki po wiedział i pisze.

Babska logika rządzi!

Dzięki Finkla. Za punkcik też :)

Serio sądziłam, ze to popularny stereotyp… Chyba coś ze mną jest nie tak. Za dużo w TYM temacie informacji przyswajam, czy co… ;)

Przecinki dodane.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Fajne:)

Te bardziej podstępne farbują się na rudo.

Finałowy dowcip dla mnie jasny (znam nawet taką “pokazywankę” z kciukiem i palcem wskazującym):D

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

O, ja też, jeden kolega mi go udostępnił.

I nie, nie konus, 195 cm superciacha :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Przyjemnie się czyta, momentami zabawne, ale nic ponadto.  

Bo też, widzisz domku, ja nigdy nie miałam ambicji, by pisać coś ponad przyjemne i zabawne :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

:-) Przytkało mnie. Tyle i takich osób nie skojarzyło fryzjera z przemalowaniem? Koniec świata przyspieszony o dwa lata… :-)

Adamie, odniosłam wrażenie, że to nie fryzjer stanowił główny problem :)

EDIT: TAK! Pokazywanka! Też ją znam :)

Hmmm… rooms… a ja odniosłam wrażenie, że i Adam zna ową pokazywankę :P

 

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

przyjdzie przyznać się do IQ i przefarbować :)

Czekaj, czekaj… może się pomyliłam, Adam się przyzna i nie będziesz musiała…

 

A, swoją drogą, wiesz co to odrost u farbowanej blondynki?

Oznaka, że mózg walczy ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

haha… dobre. Tylko jak w tym całym kontekście odczytać siwe włosy? Komórki nerwowe obumierają? :)

Siwe włosy? A co to? Nie mam, nie miałam i mieć nie będę :P

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

U szatynek bardziej widać :)

Siwe włosy? A co to? Nie mam, nie miałam i mieć nie będę :P

Chłe, chłe, chłe… Mieć nie będę…

I tak macie lepiej, łysienie spowolnione i opóźnione…

<>

Do czego miałbym się przyznać?

Do końcówki. ;-p

Babska logika rządzi!

Nie, no, Finkla…

 

Chłe, chłe, chłe… Mieć nie będę… – A nie będę!!! Jeśli odpowiednio wcześnie kupię farbę… nim odrosty wylezą :P

 

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

No co? Źle zrozumiałam, że Adam miał się przyznać, co skumał z końcówki i jakie pokazywanki zna? Ale, jak się okazuje, chłopina idei fryzjera tak do końca nie ogarnia… Albo udaje… ;-)

Babska logika rządzi!

Bo Ty tak o końcówkach… do faceta… no dyć, FUJ!

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Pokazywanki. :-) A mówi się, że tylko nam jedno na myśli… :-)

Jeśli o fryzjera chodzi, mogę czegoś “nie ogarniać”, ponieważ dla mnie, dla nas, wizyta u koafiurzysty sprowadza się do “Dzień dobry, panie Jurku, jak zwykle poproszę. Dziękuję, ale dlaczego znów o dwa złote drożej?”.

A mnie się podobało i ubawiłam się.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dziękuję :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Dobrze się czytało, bo opowiadanko zabawne, lekkie i nieskomplikowane. Właśnie takie, jak zapowiadał tytuł. ;-)

Nie zauważyłam natomiast morału. :-(

 

Po­wo­li ob­szedł mebel, w pa­mię­ci po­wta­rza­jąc ko­lej­ność dzia­łań, która piąty raz do­pro­wa­dzi­ła do po­raż­ki pro­ste­go – przy­naj­mniej tak mówił pod­ręcz­nik Mi­strzu­nia – do­świad­cze­nia.Po­wo­li ob­szedł mebel, w pa­mię­ci po­wta­rza­jąc ko­lej­ność dzia­łań, które piąty raz do­pro­wa­dzi­ły do po­raż­ki…

Sama kolejność niczego nie spowoduje. Natomiast działania, wykonywane w określonej kolejności, i owszem.

 

Prze­tar­ła wieko ma­try­cy z gru­bej war­stwy pyłu i otwo­rzy­ła lap­to­pa. – Czy rzeczywiście wieko było z grubej warstwy pyłu? ;-)

Proponuję: Z wieka ma­try­cy starła gru­bą war­stwę pyłu i otwo­rzy­ła lap­to­pa.

 

Fakt, nie od­po­wie­dział na po­przed­nie pięt­na­ście li­stów… – Wolałabym: Fakt, nie od­po­wie­dział na pięt­na­ście po­przed­nich li­stów

 

…a ostat­ni nawet wró­cił do Jaśka z ad­no­ta­cją… – …a ostat­ni nawet wró­cił z ad­no­ta­cją

Listy wysyłał Jasiek, więc skoro ostatni wrócił, to wiadomo do kogo.

 

Naj­pierw jed­nak mu­siał wy­kre­ować do­sko­na­ły ze­staw genów… – Wolałabym: Naj­pierw jed­nak mu­siał wy­kre­ować zestaw do­sko­na­łych genów

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki regulatorzy. Zaraz poprawię.

A morał jest… jeno w domyśle.

Kto mieczem wojuje, od miecza ginie.

Stereotypy, którym tak przyklaskiwał Jasiek, sprawiły, że dziewczęta, mając większe nadzieje, wzgardziły swoim twórcą. ;-)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Skoro tak twierdzisz. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czytając bawiłem się dobrze, choć śmiechu nie było. Może nie jest to odkrywcze opowiadanie, ale za to przyjemne i dobrze napisane. Miło było. :) Na koniec pozwolę sobie rzucić dobrze znanym tekstem: blondynka to stan umysłu. ;)

Dziękuję Timon.

W imieniu wszystkich blondynek ;)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Temat jest, wykonanie jest, problematyka wymagana w konkursie – jest. Ale mimo wszystko, czegoś mi brakuje. Jakiejś takiej werwy, oryginalności, ogólnego pomysłu. Daruj, Emelkali, ale nie poruszyło mnie. Kilka razy się uśmiechnąłem, ale tak to siedziałem podparty, czytałem… no i właśnie. Tego czegoś mi zabrakło.

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Daruję, gnoom, a czemu by nie ;)

Blondynka jestem, ale dość bystra, więc wiem, że nie jest to najbardziej poruszające spośród moich opowiadań :)

Jak to już Adam zauważył – to taka humoreska. Test czy potrafię :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Jak na humoreskę to trochę mało zabawny tekst, moim zdaniem przynajmniej. Zły jednak nie jest. Dobry niestety również nie. Taka paplanina.

Zaskoczony i szczęśliwy nie przejął się urodą kobiet. Skoro włosy ściemniały, to i uroda minie. To drobiazg.

Cytowany fragment całkiem fajny, gdyby reszta tekstu została najeżona takimi smaczkami, byłbym zapewne usatysfakcjonowany lekturą.

Ps. Zmieniłaś coś w zakończeniu, że już teraz nie wymaga wyjaśniania? Pytam, bo nie rozumiem, czego tu można było nie zrozumieć.

Sorry, taki mamy klimat.

Nie, niczego nie zmieniałam… Po prostu nie wszyscy znają ten stereotyp.

P.S. Zdecydowanie wolę opinię Adam – sorki ;)

 

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Nie dziwię się ;)

Sorry, taki mamy klimat.

A ja się świetnie bawiłam! Przednie poczucie humoru! Dla mnie wszystko było jasne i zrozumiałe od samego początku do “smętnego” końca cha cha cha, nie wiem, być może jako blondynka jestem za bardzo subiektywna w swej ocenie, ale w tym momencie przybijam piątkę Autorce :-) Napisane bardzo zabawanie, idea świetna. Stereotyp odczułam na własnej skórze tyle razy, że do porzygania się: “blondynka, 177 cm, szczupła, myśli– znajdź jedno słowo, które nie pasuje do pozostałych”. Czasem mam wrażenie, że ludziom mało mózgi nie eksplodują, jeśli mają połączyć ze sobą te dwa słowa: blond i inteligencja :-) Brawo Emelkali, dla mnie bomba! Twoje poczucie humoru zupełnie do mnie trafia, a Panami się nie przejmuj :-) zdziwiłabym się, gdybyś dostała od nich TYLKO pozytywne komentarze.

PS. Timon– ja Ci dam stan umysłu! ;-)

Dzięki S.Leiss.

Z racji tego, iż moje dziewuszki okazują się od Naukalnego Jaśka mądrzejsze, a i jeszcze lepiej wyposażone… ja też bym się zdziwiła, gdyby wszystkim panom się podobało ;)

 

Bo ja babskie kawałki piszę. Tak mam :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Przepraszam, ale NMSP:

W radiowym wywiadzie o niezwykłym powodzeniu dowcipów o blondynkach padało pod adresem indagowanych o tytułową kwestie także pytanie, dlaczego te dowcipy są głupawe albo i całkiem głupie, proste jak konstrukcja cepa. Słuchałem, chwilami chichotałem – w pewnym momencie jak zacząłem się śmiać, do do bólu brzucha. Odpowiedź brzmiała: Pani redaktor, powód jest szalenie prosty, te dowcipy muszą być zrozumiałe dla brunetek.

Odpowiadała, oczywiście, blondynka.

<>

Mam nadzieję, że żadna z Koleżanek Brunetek nie naśle na mnie asasynów…

Autocytat:

Ciekawa jestem, kto pierwszy opowie jakiś dowcip o blondynkach. Albo brunetkach. ;-)

Wygląda na to, że padło na Adama. :-)

Babska logika rządzi!

Babskie, ale z ikrą! Mnie rozśmieszyło co drugie zdanie w Twoim tekście :-) “Mistrzunio” – bomba! W dodatku zawierający kolejny stereotyp, że jajogłowi są brzydcy. Kiedy poznaję kogoś i zapytana o zainteresowania, odpowiadam :antropologia, filozofia, literatura, muay thai w najlepszym wypadku otrzymuję godne politowania spojrzenie, w najgorszym gromki śmiech i komentarz: och, dziewczynko…

Tak… “śmieje się z blizny, kto nie zaznał rany”, jak napisał Shakespeare…

AdamKB– postuluję za tym, aby przyjąć Cię, jako honorowego członka do Klubu Blondynek :-D

Ach, to stąd KB! ;-) Przepraszam, Adamie, NMSP.

Babska logika rządzi!

antropologia, filozofia, literatura, muay thai

 

Hmmmmm…

Skąd jesteś? *wink wink nudge nudge*

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Muay thai to rodzinna tradycja :-) Mój brat jest  zawodnikiem, żeby przeżyć, jako młodsza siostra nie miałam w zasadzie wyboru :-))) A potem jakoś to wchodzi w krew i bez tego bólu i siniaków człowiek żyć nie może :-D, lubię to uczucię po prostu :-) Na treningach poznałam mojego chłopaka, który też walczy amatorsko i tak jakoś sobie trenujemy razem: ja i chłopaki 

A pozostałe zainetersowania, też z domu wyniosłam, rodzice kładli  spory nacisk na naukę, czytanie ogólnie,  szerzej pojętą edukację, za co jestem im teraz wdzięczna  :-) 

PS. A jestem z Mulheim :-) W Niemczech, trenuję w Martial Arts Academy, Muay Thai i Kali (noże), jeśli kiedyś będziesz w pobliżu, zapraszam na trening.

PS. Przepraszam za offa pod opowiadaniem. W razie pytań, pisz na privat :-)

---> Finklo, nie padło na mnie, bo to nie dowcip jako taki, lecz o dowcipach, poza tym cytat.

---> Saro, propozycja zaszczytna, lecz zwykłe członkostwo to jak gdyby ciut za mało. Wicewiceprezesem się widzę… :-) :-)

---> Finklo, takie rozwinięcie akronimu uszłoby dopiero po mianowaniu mnie jak powyżej. :-) (I nie masz za co przepraszać, tez pomysł, żebym miał o taki żarcik pretensje…)

AdamKB– No nie wiem, no nie wiem… Oferta kusząca, ale muszę to z Emelkali omówić :-D 

Dziewczyny, zażądajcie, żeby Adam podesłał kosmyk włosów. Stanowisko wicewice to już nie przelewki, nie można brać ludzi bez odpowiedniego sprawdzenia.

A gdyby potem stawał okoniem, to od czego sekcja Wrednych Czarownic? Zrobią piękną laleczkę… ;-)

Babska logika rządzi!

Okoń? Ktoś wzywał okonia do stawiania? Krwawo ma być, zaporowo czy dywanowo, ten okoń? Postawiony znaczy się?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Finklo! Dobrze radzisz! :-D Chyba właśnie zmieniła się kandydatura na fotel wiceprezesa :-D

PsychoFish– nie wiem jak reszta, ale ja tam lubię “na krwawo” :-) Najpierw po pysku tym Okoniem, a potem na dywan i kopa,  i kopa :-)))) Oj chyba się trochę zagalopowałam pryyyyyyy…..

Opowiadanie jak mówiłam, bardzo ładne i prześmieszne. 

I więcej już raczej nie powiem, buzia w ciup, rączki w małdrzyk :-D

Pozdrawiam!

Aleście się kochani rozgadali, aż żal, ze spać wcześnie poszłam :)

Adama na wice? Nie ma sprawy, pod warunkiem, że będzie dwóch prezesów – ja (no przecież, że ja, a kto inny???) i Sara.

 

P.S. Public Relations zrobimy Psycho, OK? – Media nam nie podskoczą :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Zgoda ;-D, podoba mi sie ta idea!!!

O kurczę, stołki już rozdane…

 

Adamie, wiesz, jakbyś potrzebował wspparcia, to dywanowy nalot stawiających się okoniów moge zorganizować ;-)

A specjalnie dla Sary, zorganizuję KOK – Krwawe Okoniowe Komando… ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

:-) :-) :-)

Może świat nie skończy się tak szybko, skoro istnieje grupa osób, które śmieją się nie tylko z cudzej przewrotki na skórce banana. :-)

To coś innego może bawić? Szok!

Sorry, taki mamy klimat.

Tak, Seth – jak się wywali na śniętej rybie, to jest dopiero radocha. A jeśli jeszcze ktoś inny dostanie tym śledziem po twarzy to już totalny odlot. ;-)

Babska logika rządzi!

No! Ty, Finklo, wiesz co to humor. ;)

Sorry, taki mamy klimat.

Bardzo śmiesznie jest, gdy się stara baba przewróci na ulicy. Wiem, co mówię, bo się wywaliłam i śmiechu było co niemiara. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ale ale, regulatorzy, czy zdradziecki ichtios, jak sugeruje Finkla, był przyczyną upadku Twego? Gdyż albowiem jeśli tak, można podejrzewać celowy sabotaż, piątą kolumnę a nawet zaplutych karłów reakcji tudzież cichociemne stonki ziemniaczane – wtedy śmiechu nie tylko jest co niemiara, ale i wniebogłosy ;-)

 

Finklo, alez ty masz fetysz, śledziem w twarz! No no, ja nie poznaję koleżanki, że tak sobie sparafrazuję… ;)

 

Adamie – może i świat się skończy, ale przynajmniej będzie grupa osób, która  tej dramatycznej, przepełnionej smutkiem chwili, roześmieje się na myśl, że np. ci zabawnie gibający się Obcy będą teraz mieli przez millenia zagwozdkę nad zrozumieniem systemu ubezpieczeń społecznych na podstawie szczątkowych artefaktów pisemnych… Ot, taka zemsta zza grobu, która pożre ich moce obliczeniowe, przez co doprowadzi do marnacji cennych zasobów… ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ależ PsychoFishu, ja nie upadłam! Ja się tylko przewróciłam. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak, PsychoFishu, taka zemsta zza grobu byłaby okrutna. Odpowiednio okrutna. :-)

regulatorzy! To nie jest śmieszne,Tobie nie może się nic stać, bo co wtedy z nami będzie?! Aż boję się myśleć: wylęgarnia byków i kołtuństwa, anarchia interpunkcyjna, ortogrficzna ignorancja jednymi słowem zniszczenie. Pożoga, katastrofa, śmierć… Więc proszę na siebie uważać! :-)

Psychofish– tak krótko się na znamy, a Ty już wiesz jak mnie podejść :-) krwawe okonie… Piszę się na to!

Bo widzisz, Sara, Psycho to taki piskorz, co wszędzie się wsunie… Szczególnie dobrze z babami mu wychodzi to wsuwanie…

 

A fuj! Wstydzilibyście się! Ja umysł miałam na myśli :P

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Sympatyczne opowiadanko. Dawno nie widziałem w opowiadaniu bohatera tak fajnie uszczęśliwionego jak ten Twój fryzjer :) Powodzenia w konkursie.

Heeeej, S.Leiss, z tym stanem umysłu to było na Waszą, blondynek, obronę! :) Chciałem przypomnieć, że nie liczy się kolor włosów, ale ile pod nimi jest, a dokładnie rzecz biorąc: jak bardzo pofałdowane jest “mięsko”. Zabawne, im mniej równo pod sufitem, tym lepiej. ;)

Wiesz Timon, może gdybym nie była blondynką to bym to pokrętne tłumaczenie kupiła;-) Emelkali– wstydzę się :-) i również trzymam kciuki za konkurs! :-)

No, no! Się podobało!

Lekkie, zabawne, sprawnie napisane, do tego z morałem. Miałem już faworyta w konkursie, a teraz, po przeczytaniu Przypowieści…, mam dylemat ;)

Ale mniejsza o konkurs.

Pisanie humorystycznych historii to, w mojej opinii, umiejętność niebłaha – sam przyzwoity warsztat tu nie wystarczy, trzeba mieć jeszcze to coś (talent?); coś, co w tym taksie znalazłem, chociaż nie umiem tego ani nazwać, ani też wskazać. Co do warsztatu – ostatnim z Twoim tekstów, który przeczytałem, było opowiadanie Przemiany, i zmuszony jestem przyznać, że poczynione przez Ciebie postępy dostarczyły mi sporą dawkę motywacji! Brawo!

Dziękuję za mile spędzoną chwilę. Pozdrawiam.

 

Szczegóły:

Niemożliwe, kurde, niemożliwe – ponownie podrapał się po gęstej czuprynie i pochylił nad poradnikiem.

Kropka po “niemożliwe”, “ponownie” z dużej litery.

– I jak? – zapytała wskazując na książkę.

Przecinek po “zapytała”.

– Pewnie same pierdoły – odpowiedziała zamiast Drugiej, Czwarta.

“Powiedziała, zamiast Drugiej, Czwarta.” – wtrącenie.

– Jakoś przeżyje – wzruszyła ramionami Czwarta.

Podobnie jak w pierwszym przykładzie: (…) przeżyje.Wzruszyła (…).

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Dziękuję Bogusławie.

Co do Przemian – minęły od nich cztery lata, a – wierz mi – nic tak nie uczy, jak publikacje w fantastyka.pl.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Wierzę :) Publikacja na stronie uświadomiła mi, żeby w przyszłości trzymać się z dala – jeśli chodzi o tworzenie, rzecz jasna, nie o czytanie – od klimatów SF. Swoją drogą – Przemiany także mi się podobały, ale o tym pisałem już gdzie indziej :)

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Przemiany to prolog całkiem sporej (ponad 300 stron) powieści. Im głębiej w las, tym lepiej, ale i tak Przemiany są do…przemiany ;) Pracuję nad tym, z pomocą przyjaciół :) więc może kiedyś… kto wie… :)

Ja od klimatów sci-fi trzymałam się z dala w obu kwestiach (i czytaniu i pisaniu) bardzo długo. Ostatnio, głównie przez tych paskudnie dobrych autorów z fantastyka.pl, zaczęłam czytać. Pisać nie zamierzam :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

O proszę! A można gdzieś tę powieść – chociaż próbkę – poczytać? :)

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Można. W naszej miejskiej bibliotece, chociażby :)

 

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Regulatorzy… Padłaś, powstałaś… Wypisz, wymaluj, Wańka-wstańka ;-)

Adamie – ;-) 

Saro – czyżbyś lubiła steki na krwisto? ;-)

Emelkali – no co mnie denuncjujesz, no co! Całe piskorzenie i wsuwanie polega na zaskoczeniu, a ty mnie tak wydałaś… Teraz będzie mi trudniej. Wsuwać się i wślizgiwać, znaczy się ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Kochany, bo co łatwo przychodzi…

Im trudniej, tym ciekawiej. Ja to wszystko dla Ciebie :*

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Bardzo sympatyczne opowiadanko.

Ja jestem bardzo ciemna baba, więc za blondynkę można mnie brać tylko przez telefon :D

Pozdrawiam,

B. 

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka