- Opowiadanie: S. Leiss - Pewnej ciemnej, listopadowej nocy...

Pewnej ciemnej, listopadowej nocy...

To opowiadanie miało być na konkurs “ślepopisanie”, ale jest za krótkie, więc publikuję je ot tak, poza. Wybrałam błąd poznawczy, który został już opisany przez E.H. Porter. O którym efekcie jest mowa? Mam nadzieję, że to będzie wynikało z treści. Bardzo dziękuję regulatorzy i bemik za wskazanie błędów i niedociągnięć. :-)

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Pewnej ciemnej, listopadowej nocy...

Ob­ser­wo­wał go z ukry­cia. Wto­pio­ny w czerń ciem­nej bramy był pra­wie nie­wi­dzial­ny. Bez naj­mniej­sze­go ruchu zwi­sał łysą głową w dół i zza pół­przy­mknię­tych po­wiek wpa­try­wał się w przy­szłą ofia­rę. Przy­po­mi­nał śpią­ce­go na stry­chu nie­to­pe­rza. Szmer od­de­chu, cie­pło ciała ani bicie serca nie mogły zdra­dzić jego obec­no­ści, bo czar­ne i zimne jak noc serce nie biło od sied­miu­set dwu­dzie­stu dzie­wię­ciu lat. Męż­czy­zna, któ­re­go sobie upa­trzył, miał około sześć­dzie­siąt­ki. Nosił oku­la­ry w dru­cia­nej opra­wie, nie­mod­ny ka­pe­lusz z filcu i sfa­ty­go­wa­ną, szarą ma­ry­nar­kę. Krót­ką szyję owi­nął weł­nia­nym sza­li­kiem, no­gaw­ki miał do po­ło­wy mokre od li­sto­pa­do­we­go desz­czu. Szedł, nie­zdar­nie prze­bie­ra­jąc krót­ki­mi, wal­co­wa­ty­mi nóż­ka­mi. Był okrą­glut­ki i ru­mia­ny, wy­glą­dał jak mała świn­ka upie­czo­na na rusz­cie, go­to­wa, by ją schru­pać. Za­pach zbli­ża­ją­cej się ko­la­cji zmo­bi­li­zo­wał noc­ne­go łowcę do dzia­ła­nia. Nos­fe­ra­tu sfru­nął lekko na chod­nik i po­czął bez­sze­lest­nie skra­dać się za ofia­rą.

– Aaa… psik! – kich­nę­ło je­dzon­ko i wy­tar­ło pulch­ną łapką usmar­ka­ny nos. Na­stęp­nie za­trzy­ma­ło się i za­czę­ło szpe­rać w kie­sze­ni ma­ry­nar­ki, szu­ka­jąc chu­s­tecz­ki. My­śli­wy rów­nież przy­sta­nął, po­zo­sta­jąc w pew­nej od­le­gło­ści za nim. Kiedy gru­ba­sek wy­tarł nos do sucha, po­drep­tał dalej, w ciem­ną li­sto­pa­do­wą noc.

– Od pra­wej, czy od lewej? – roz­wa­żał wam­pir, wbi­ja­jąc wzrok w owi­nię­ty sza­li­kiem kark. Prze­krę­cił łysą głowę, jakby w za­mia­rze ugry­zie­nia, ale w tym samym mo­men­cie po­ten­cjal­ny po­si­łek wy­ko­nał zwrot i za­py­tał:

– Prze­pra­szam naj­moc­niej! Usły­sza­łem, dwie mi­nut­ki temu, że ktoś za mną idzie i po­my­śla­łem sobie, że spy­tam uprzej­me­go pana, czy aby nie ma chu­s­tecz­ki?

 Wam­pir, po­cząt­ko­wo zbity z tropu nie­spo­dzie­wa­nym zwro­tem akcji, nie wie­dział co ma zro­bić, ale dość szyb­ko od­zy­skał rezon, ro­zej­rzał się do­oko­ła, czy oby na pewno nie ma ni­ko­go w po­bli­żu i pre­zen­tu­jąc kły, wiel­kie jak u ty­gry­sa, syk­nął na ko­la­cję, kuląc jed­no­cze­śnie szpi­cza­ste uszy:

– Ksss­sy­y­yy.

– Ach! Pan rów­nież jest prze­zię­bio­ny! No widzi pan! Pada co naj­mniej od go­dzi­ny i pięt­na­stu minut, zimno jak licho, a au­to­bus nie przy­je­chał… Ta ko­mu­ni­ka­cja kie­dyś mnie wy­koń­czy, jak Boga ko­cham! Jeśli mają ocho­tę to przy­ja­dą, a kiedy nie mają na­stro­ju, to nie przy­ja­dą i tyle. Można by cze­kać na nich do śmier­ci. A potem nic dziw­ne­go, że czło­wiek ma katar!

– Ksssss­sy­y­yy…

– No, ale gło­sik to pan ma sła­biut­ki… Gdzie żeś się pan tak za­ła­twił? Bez le­ka­rza to się chyba nie obę­dzie.

– Ksss­sy­y­y­y­yy!!!

– Gar­deł­ko boli, tak? A pro­szę sta­nąć, o tu, pod lampą i po­ka­zać język. No, nie wsty­dzić się! Aaaaa… Sze­ro­ko buzia, sze­ro­ko! – Onie­mia­ły wam­pir ze zdu­mie­nia otwo­rzył usta.

– Bo widzi pan, ja je­stem le­ka­rzem. Prak­ty­kę mam, o tu, nie­da­le­ko. – Męż­czy­zna wska­zał gru­bym pal­cem za róg ulicy, a potem jed­nym zwin­nym ru­chem do­padł do mon­strum i otwo­rzył mu prze­mo­cą pasz­czę.

– Oooo. Nie­do­brze to wy­glą­da, nie­do­brze! Wszyst­ko aż fio­le­to­we, den­ty­sta też by się przy­dał, jeśli pan po­zwo­li.

– Ksy! Ksy! Ksy!

– Oj bido! No masz! Toż to już bron­chi­tis jest! Nie ma co! Wra­ca­my do mnie, do ga­bi­ne­tu. Tam sobie pana spo­koj­nie obej­rzę, płuc­ka osłu­cham i ser­dusz­ko…

– Kssy­y­yy…?

– No, tylko bez ta­kich mi tu! To nic ta­kie­go, ot, drob­na ludz­ka przy­słu­ga. Pan by na moim miej­scu zro­bił to samo.

– Ksy.

– A wie pan? – Le­karz chwy­cił wam­pi­ra pod ramię i przy­tu­lił się mocno do jego boku. – Nawet się cie­szę, żem pana spo­tkał. Jest tak nie­przy­jem­nie na tej ulicy, kto wie, co też mo­gło­by mnie spo­tkać, może co złego? A tak, zna­leź­li­śmy się w tej za­wie­ru­sze, pan mnie, a ja pana… – cią­gnął dok­tor, za nic sobie mając wy­trzesz­czo­ne oczy świe­żo upie­czo­ne­go pa­cjen­ta oraz jego nie­udol­ne próby uwol­nie­nia łok­cia z po­ufa­łe­go uści­sku.

– Dzi­siaj my po­mo­że­my kró­li­ko­wi, jak ma­wiał mój świę­tej pa­mię­ci dzia­dek we­te­ry­narz, a jutro kró­lik nam po­mo­że! – mó­wiąc to, gru­ba­sek roz­pro­mie­nił się jak małe sło­necz­ko i jesz­cze moc­niej przy­tu­lił do ra­mie­nia Nos­fe­ra­tu.

Prak­ty­ka rze­czy­wi­ście znaj­do­wa­ła się tuż za ro­giem. Nad wej­ściem wi­siał spo­rej wiel­ko­ści szyld, nie­ustan­nie po­ru­sza­ny po­dmu­cha­mi zim­ne­go, póź­no­je­sien­ne­go wia­tru. Na me­ta­lo­wej pły­cie, wiel­ki­mi, ozdob­ny­mi li­te­ra­mi, na­pi­sa­no: Pola & Anna, Prak­ty­ka Le­kar­ska, prof. dr nauk me­dycz­nych Hen­ryk Prze­piór­ka. Oczy wam­pi­ra za­trzy­ma­ły się na wy­wiesz­ce, a po sze­ro­kich ple­cach prze­biegł zimny dreszcz, lecz Syn Nocy zi­gno­ro­wał to dotąd nie­zna­ne sobie uczu­cie. Do­szedł do wnio­sku, że w ga­bi­ne­cie ła­twiej skon­su­mu­je dok­to­ra, bo będą tam tylko we dwóch, on i jego świn­ka. Po­si­li się ka­me­ral­nie i bez stre­su, bez żad­nych zbęd­nych świad­ków. Le­karz wi­dząc, że jego nowy pa­cjent wpa­tru­je się w szyld, wy­ja­śnił: – Pola i Anna to moje uko­cha­ne córki – i się­gnął do kie­sze­ni po klucz. Na­stęp­nie otwo­rzył cięż­kie, drew­nia­ne drzwi i wszedł do środ­ka. Ru­szył ciem­nym ko­ry­ta­rzem w głąb po­miesz­cze­nia, jed­nak Nos­fe­ra­tu zo­stał na ze­wnątrz. Dok­tor szedł jakiś czas po omac­ku, ale chwi­lę póź­niej zo­rien­to­wał się, że gość wciąż stoi za drzwia­mi.

– Na co pan cze­kasz? Chcesz się pan jesz­cze bar­dziej prze­zię­bić na tej plu­sze? Właź pan do środ­ka!

Ksią­żę Ciem­no­ści tylko na to cze­kał. Gdy usły­szał ofi­cjal­ne za­pro­sze­nie, prze­stą­pił próg i jed­nym, zwin­nym ru­chem rzu­cił się na go­spo­da­rza jak nie­to­perz na ko­ma­ra, przy­du­sza­jąc ha­bi­li­to­wa­ne­go do ścia­ny.

– Och… – stęk­nął Prze­piór­ka – masz ci los. Do tego wszyst­kie­go się pan po­tknął i o mało co nie prze­wró­cił.

Wład­ca Mroku nie słu­chał już co mówił do niego le­karz, był zbyt za­ję­ty od­wi­ja­niem sza­li­ka z jego gru­biut­kiej, ape­tycz­nej szyi.

– Jesz­cze by tego bra­ko­wa­ło, żeby mi się pan tu po­tur­bo­wał! Cze­kaj pan… –  męż­czy­zna sap­nął i po­ma­cał ścia­nę, po­szu­ku­jąc włącz­ni­ka. W ciągu se­kun­dy po­miesz­cze­nie wy­peł­ni­ło fio­le­to­we świa­tło.

– O cho­le­ra! – wy­krzyk­nął dok­tor. – Nie ten włącz­nik! To świa­tło jest na bak­te­rie. Ul­tra­fio­let. – wy­ja­śnił pro­fe­sor Hen­ryk Prze­piór­ka, a potem, zdu­mio­ny, ro­zej­rzał się po pu­stym ga­bi­ne­cie.

– Pro­szę pana? Pro­szę pana? Gdzie on się do licha po­dział? 

Nikt mu nie od­po­wie­dział. Na pod­ło­dze leżał czar­ny, je­dwab­ny płaszcz.

Koniec

Komentarze

Ha! Byłem święcie przekonany, że w gabinecie nastąpi spotkanie z demonicznymi córkami doktora. To mogło by być całkiem udane spotkanie – dla wszystkich zainteresowanych stron. Kssssyyy!

...always look on the bright side of life ; )

A tam były nie córki a inna suprajza :-P

Sympatyczny tekst, przyjemnie się czytało. I zaskoczenie na końcu jak się patrzy!

Szkoda, że zabrakło Ci trochę znaków do limitu, ale faktycznie, rozwinięcie tego szorta mogłoby mu zaszkodzić.

Babska logika rządzi!

Dziękuję Finklo :-)

Masz rację, dokładnie tak było, nie szło wydłużyć tego opowiadania… Ale nic to :-)

Też jestem tego zdania.

Gdyby opowiadanie było dłuższe, smakowałby jak rozwodniona zupa, a takie jak teraz, jest bardzo smaczne. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

ha ha smaczne dzięki Tobie, regulatorzy! Bez Twojej pomocy bykami można było się udławić :-D 

Ale to Ty rozprawiłaś się z byczkami. Należycie je ugotowałaś, pięknie oddzieliłaś mięso od kości i o udławieniu się już nie ma mowy. ;-)

No i jak zwykle, cieszę się, że mogłam pomóc. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dla mnie również była to bardzo przyjemna lektura. Żal mi  się w sumie zrobiło, że tak szybko się skończyło. Byłem ciekawy kolejnych przejawów kompletnej ślepoty doktora i bawiła mnie konsternacja wampira.  No i genialne: – Aaa… psik! – kichnęło jedzonko(…) Banan na twarzy! :D

Dzięki Timon! Fajnie, że udało mi się wywołać banana na Twojej twarzy  :-D

Talent, talent i… jeszcze raz talent. Świetnie piszesz, masz dobre pomysły a i w odróżnienu od piszącego ten komentarz uczysz się na błędach. Do ulubionych:)

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

Udany tekst i szkoda, że jest limit znaków w konkursie!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Podobała mi się swoboda i lekkość z jaką przedstawiłaś tę krótką, sympatyczną historyjkę. A doktorka grubaska od razu polubiłem ;-)

Bardzo zabawne i świetnie napisane. A zakończenie – palce lizać.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Dziękuję Wam! laugh

 

Ksssyyyy!

...always look on the bright side of life ; )

Jacek 001 – Ksyyyyyyy! Ksy! Ksy! smiley

Ksssssy!

Ależ zabawny, mięsisty szorcik. :-) Jest dobrze jak jest, końcowy twist jak się patrzy, no i jowialny, życzliwy dla świata doktorek – brawo ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dziękuję PsychoFish!! smiley

czarne i zimne jak noc serce, nie biło ---> co tu robi przecinek? Znaczy, wiem, on po prostu jest, ale lepiej, żeby go nie było.

Nad wejściem, wisiał sporej wielkości ---> jak wyżej.

w szyld, wyjaśnił ---> gdy zamykamy zdanie zapowiedzią wypowiedzi, stawiamy dwukropek. Przynajmniej powinniśmy tak czynić… :-)

I sięgnął do kieszeni po klucz. ---> rozumiem, że spójnik wziął się z zamiaru kontynuacji, nadania ciągłości czynnościom, ale dość marnie w tym przypadku to wyglada, “i” na otwarcie… Może by tak “Po czym”? Albo bez niczego przed “sięgnięciem”?

oficjalne zaproszenie przestąpił próg ---> no tak, bilans musi wyjść na zero. Tam zbędny przecinek, tu go brakuje… :-)

jednym, zwinnym ruchem, rzucił się ---> myliłem się, nie wyjdzie na zero. Wiesz, dlaczego?

– Proszę pana? Proszę pana? Gdzie on się do licha podział? – Nikt mu nie odpowiedział. Na podłodze leżał czarny, jedwabny płaszcz. ---> zmieniłbym na dwa akapity, jak niżej:

– Proszę pana? Proszę pana? Gdzie on się do licha podział?

Nikt mu nie odpowiedział. Na podłodze leżał czarny, jedwabny płaszcz.

<><><>

Wampiry nie należą do moich ulubionych postaci literackich, rzekłbym nawet, że należą do nieulubionych z różnych powodów, ale bywają wyjątki. Jak w Twoim przypadku.

Dziękuję za kilka minut przyjemności czytania.

Zaraz to ogarniam smiley

Dziękuję AdamKB za rady :-) , przecinki dodane/usunięte. Mam nadzieję, że tereaz jest poprawnie. Jeżeli chodzi o “I sięgnął do kieszeni po klucz.“ jest tak dlatego, bo wcześniej “wyjaśnił“ “I sięgnął do kieszeni po klucz.“ . Nie chaciałam napisać : “po czym sięgnął do kieszeni po klucz.“ bo wtedy jest to powtórzenie: po czym po… Ale teraz sama nie wiem.

Bardzo mi miło, polecam się na przyszłość. :-)

Służę trzecią wersją, generalnie “załatwiającą” kłopot.

Oryginał:

[…] bez żadnych zbędnych świadków. Lekarz widząc, że jego nowy pacjent wpatruje się w szyld, wyjaśnił:

– Pola i Anna to moje ukochane córki. – I sięgnął do kieszeni po klucz. Następnie otworzył ciężkie, drewniane drzwi i wszedł do środka. Ruszył ciemnym korytarzem {…].

“Niewierna kopia”:

[…] bez żadnych zbędnych świadków. Lekarz widząc, że jego nowy pacjent wpatruje się w szyld, wyjaśnił: – Pola i Anna to moje ukochane córki – i sięgnął do kieszeni po klucz. Następnie otworzył ciężkie, drewniane drzwi i wszedł do środka. Ruszył ciemnym korytarzem […]. 

Nie ma zakazu umieszczania pojedynczej (i nie tylko takiej) partii dialogowej w jednym ciągu z narracją, wplatania w narrację bez tworzenia nowego akapitu. Oczywiście długi dialog z atrybucjami, zapisany w ten sposób, trochę dziwnie wygląda i nie zawsze płynnie się czyta, ale dwie, trzy wypowiedzi nie stwarzają problemów żadnego rodzaju. Zaletą jest dynamizacja tekstu; akapit to przeskok, przy takim zapisie masz płynność.

Adamie, miło znowu czytać Twoje komentarze. :-) I można się czegoś dowiedzieć…

A ja bym to napisała tak:

 

Lekarz zauważył, że jego nowy pacjent wpatruje się w szyld.

– Pola i Anna to moje ukochane córki – wyjaśnił i sięgnął do kieszeni po klucz.

 

Albo możesz, zamiast sięgania po klucz napisać: po czym wyjął/ wygrzebał/ wyciągnął… klucz(e) z kieszeni.

 

Możliwości mnóstwo. :-)

Babska logika rządzi!

AdamKB: zrobione! Dziękuję za czas, który poświęciłeś temu opowiadaniu, bardzo to miłe. Mój kot, Teodor mówi, że teraz jest dobrze, a jak on tak mówi, to znaczy, że jest :-)

Finklo: również dziękuję za celne uwagi. To prawda, że dzięki pomocy innych można się tu bardzo dużo nauczyć, np regulatorzy pokazała mi wiele rzeczy, których sama nigdy bym nie była w stanie się nauczyć, pomimo,  że bardzo dużo czytam. 

S. Leiss, już się tak nie podlizuj. ;-)

Następnym razem też Ci pomogę, tym bardziej, że w porównaniu z pierwszym opowiadaniem (ach, co się dzieje z moim ulubionym rycerzem, o wdzięcznym imieniu Za Wszy i Czarny…) piszesz coraz lepiej. I tylko sobie możesz to zawdzięczać. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy: To nie ma nic wspólnego z podlizywaniem się! No właśnie, jeśli spojrzysz na moje pierwsze opowiadanie to zobaczysz różnicę, i tak jak napisłam, sama bym tego nie ogarnęła, u nas w domu nawet polskiej telewizji nie mamy…  :-( Kiedy czytam to wszystko jest jasne, ale kiedy mam sama coś napisać, to często mam wątpliwości (głównie ortograficzne) i wstyd się przyznać, ale gdyby nie program korygujący, to czasem nie jestem pewna czy w wyrazie powinno być “p” czy “b”. Nie znam nikogo kto jest ekspertem od języka polskiego, (mój brat robi jeszcze więcej byków niż ja :-), a mój chłopak mówi po polsku cztery wyrazy i do tego same brzydkie :-) a, mówi jeszcze “indyki” bo mi się to słowo podoba i tak go nauczyłam, ale żeby coś więcej niż “indyki” to nie, chodzi i mówi “indyki, indyki” i brzydkie słowo jakieś , a ja się potem tarzam ze śmiechu, ale to jest cała artykułowana polszczyzna  jakiej na codzień doświadczam :-)

PS. Za Wszy i Czarny w przygotowaniu :-) oj będzie się działo, ale będzie rozrabiał :-) Pracuję też nad “poważnym” tekstem. Czapka błazna zawsze dobrze na mnie leżała, ale chciałabym się zmierzyć z dojrzałym tematem,  zobaczymy jak to wyjdzie, bo zawsze kiedy chcę napisać coś wyważonego i dojrzałego, to mi to nie wychodzi,  sama nie wiem dlaczego… Widzę Nosferatu, groźnego i mrocznego, ale zaraz potem, nie wiedzieć skąd pojawia się Henryk Przepiórka, prof nauk medycznych i bęc! Groza przepadła, wampir wyparował, Przepiórka cały, ale zdezorientowany i ja razem z nim :-)

Hah, bardzo przyjemny szorcik!

Jedzonko było takie kochane, że spodziewałam się po wampirze odstąpienia od początkowego planu. Nie dostał tej szansy :D

 

Dałabym do biblioteki, niestety nie leży to w mojej mocy ;)

Pisz tylko rtęcią, to gwarantuje płynność narracji.

Dziękuję Mela! :-)

Cudne! “Ksssyyy” rozłożyło mnie na łopatki:) Jaką gamę emocji Nosferatu jest w stanie wyrazić tym jednym odgłosem paszczowym! I w dodatku biega po mieście w stroju klasycznego flashera. ;) Czapka błazna bardzo Ci pasuje, masz świetne wyczucie – piszesz lekko i bez przesady.

Czy tylko mi brakuje dwukropka przed dialogami w poniższych przypadkach?

ale w tym samym mo­men­cie po­ten­cjal­ny po­si­łek wy­ko­nał zwrot i za­py­tał [+:]

- Prze­pra­szam naj­moc­niej!

syk­nął na ko­la­cję, kuląc jed­no­cze­śnie szpi­cza­ste uszy [+:]

– Kssssyyyy.

Podobało mi się bardzo, niech ktoś jeszcze kliknie Bibliotekę, bo autorka zasłużyła!

Kssssyyy!

Dziękuję rooms! W pewnym sensie błaznowanie to już moje przeznaczenie, zobaczymy jak będzie z “poważniejszą“ twórczością… Jeśli chodzi o “Ksssyyyy” to nasz kot taka gada na 100 sposobów, dzieki temu idzie go zrozumiec o co mu się rozchodzi :-) a “Nosferatu – symfonia grozy” to jeden z moich ulbionych filmów! Totalny odlot! Polecam wszystkim.

Fajne:) Ale jak on zapalenie oskrzeli rozpoznał patrząc w gardło? Mistrz jakiś.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Dziękuję :-) rozpoznał po "ksy,ksy,ksy" :-D można też przypuszczać, że pomimo tytułów był kiepskim lekarzem, z całą pewnością można było u niego zaobserwować błąd poznawczy ( efekt Polly&Anny) co mogło wpłynąć na diagnozę :– D

Ooooo, jak fajnie w Bibliotece :-D Dziękuję wszystkim!!

Gratulacje! Coś czułem, że opko wyląduje w Bibliotece. Serio.

No to teraz nie masz wyjścia – trzeba napisać coś… równie dobrego, albo i lepszego!

Kssssy…devil

...always look on the bright side of life ; )

Ale fragmentu reprezentatywnego nie było, więc c… bombki strzelił i na głównej nie nie ma. Szkoda. Mea culpa, mogłam przypomnieć.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Fragment dodany, niestety nikt mi nie powiedział o tym fragmencie a ja sądziłam, że trafię do Biblioteki :-), chyba do reszty ogłupieję z nadmiaru szczęścia :-)

Nareszcie smieszne opowiadanie o wampirach. 

Dzięki lea10! :-)

jacek001: kiedy zobaczyłam, że jestem w Bibliotece, to chciałam napisać: “Widziałeś, Jacek, widziałeś?” :-) ale nie napisałam… :-) Masz rację, teraz presja będzie duża. Chcę dokończyć jedno “poaważne” opowiadanie i kolejny odcinek o Za Wszy i Czarnym, więc zobaczymy jak to wyjdzie :-)

Nie mam niestety żadnych celnych uwag, napiszę więc tylko krótko, że przyjemny i zabawny szorcik wystukałaś. :)

Dziękuję ocha.

Jeden szorcik i człowiek od rana ma uśmiech od ucha do ucha :)

Brawo!

Dr Przepiórka sympatyczny, ale, na swój sposób, przerażający! Ciekawe ile jeszcze innych wilkołaków, krwiożerczych mutantów i zombie miało pecha spotkać go na swej drodze?

Trzymam kciuki za “poważniejszy” tekst – zawsze warto spróbować zmierzyć się z czymś nowym – choć nie omieszkam umilić sobie czas oczekiwania lekturą pozostałych Twoich opowiadań :)

Gratuluję Biblioteki, dziękuję i pozdrawiam.

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Prze­krę­cił łysą głowę, jakby w za­mia­rze ugry­zie­nia, ale w tym samym mo­men­cie po­ten­cjal­ny po­si­łek wy­ko­nał zwrot i za­py­tał

Ja bym dał na końcu dwukropek.

 

– Prze­pra­szam naj­moc­niej! Usły­sza­łem, dwie mi­nut­ki temu, że ktoś za mną idzie i po­my­śla­łem sobie, że spy­tam uprzej­me­go pana, czy aby nie ma chu­s­tecz­ki? – Wam­pir, po­cząt­ko­wo zbity z tropu nie­spo­dzie­wa­nym zwro­tem akcji, nie wie­dział co ma zro­bić, ale dość szyb­ko od­zy­skał rezon, ro­zej­rzał się do­oko­ła, czy oby na pewno nie ma ni­ko­go w po­bli­żu i pre­zen­tu­jąc kły, wiel­kie jak u ty­gry­sa, syk­nął na ko­la­cję, kuląc jed­no­cze­śnie szpi­cza­ste uszy

Ja bym dialog ofiary odzielił od reakcji wampira akapitem. Z nowej lini jakoś lepsze w odbiorze, by to było. I oczywiście brak kropki;-)

 

Jeśli mają ocho­tę to przy­ja­dą, a kiedy nie mają na­stro­ju, to nie przy­ja­dą i tyle. 

Ja zrezygnowałbym z tego drugiego przyjadą:

Jeśli mają ocho­tę to przy­ja­dą, a kiedy nie mają na­stro­ju, to nie i tyle. 

 

– cią­gnął_dok­tor

Nie wiem, czy można nazwać to literówką, ale wyszło… zabawnie.

 

Czytałem do tej pory tylko twoje Wykopki chyba, niestety nie przemówiły do mnie. Podchodziłem więc do tekstu bez entuzjazmu, choć te gwiazdki (same 4 i 5!) budziły nadzieje, i muszę przyznać, że tutaj jest o wiele lepiej! Brawo!

Nie powaliło mnie, finał też nie zmiażdzył, ale muszę przyznać, że w swej twórczości ruszyłaś galopem i to właściwym traktem. Oby, tak dalej!

Pozdrawiam!

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

BogusławEryk: dziękuję za miły komentarz i mam nadzieję, że antybajka o rycerzu Za Wszy i Czarnym również przypadnie Ci do gustu :-). Pozdrawiam

Nazgul: dziękuję za komentarz i uwagi, zmiany wprowadzone :-). Jestem wdzięczna wszystkim, którzy pomogli mi dopracować ten tekst, wielkie dzięki!

Wyświetlają mi się w tekście reklamy po niemiecku:( Ktos jeszcze tak ma?

Sorki S.Laiss za offtop.

Przed czytaniem skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą. Lub psychologiem.

:-( Mieszkam w Niemczech, tego typu reklamy są tu bardzo agresywne i wyświetlają się na wszystkich stronach online… Nie jestem w stanie nic z tym zrobić, mam nadzieję, że czytelnicy będą w stanie jakoś to ignorować… 

Ja myślałem, że to tylko aluzja bym… Zaczął dbać o siebie:-)

 

Najlepsze jest ostatnie. Jego opis:

82 letni starzec chwilę przed tym jak jego pies zabił kota.

Mhhrooooook!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

cha cha cha, no pewnie Nazgul, że to specjalnie dla Ciebie! Przecież widać na Twoim awatarze, że przydałoby Ci się zrzucić parę kilogramów cha cha cha swoją drogą żenujące są te bewerbungi… Ja nie zwracam na nie uwagi, ale i tak mi wstyd przed innymi użytkownikami, że czytając moje teksty są jednocześnie narażeni na tyki syf. Ps. Do teraz byłam przekonana, że tylko ja widzę.

Ja czytałem tekst dzisiaj i jeszcze tego nie było.

 

Ale ogólnie to mi to nie przeszkadza. Ja mieszkam w Polsce i tego typu reklamy są nie mniej agresywne;-)

Przyzwyczaiłem się już.

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

;-)

kichnęło jedzonko

boskie xD

 

Wampir, początkowo zbity z tropu niespodziewanym zwrotem akcji, nie wiedział co ma zrobić, ale dość szybko odzyskał rezon, rozejrzał się dookoła, czy oby na pewno nie ma nikogo w pobliżu i prezentując kły, wielkie jak u tygrysa, syknął na kolację, kuląc jednocześnie szpiczaste uszy:

 

Trochę długawe to zdanie. Rozbiłabym na dwa.

 

Przyjemnie się czytało, ale na koniec jakieś dziwne zdjęcia i krzaki ci się wdarły. Chyba? No, nie wiem co ja widzę, ale nie wygląda właściwie.

Ni to Szatan, ni to Tęcza.

Nie jestem w stanie nic z tym zrobić, mam nadzieję, że czytelnicy będą w stanie jakoś to ignorować… 

Wystarczyło kliknąć “edytuj” i to po prostu usunąć. Ja to zrobiłem bez problemu.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Gdyby to było takie proste, brajcie… Teraz te raklamy są pod komentarzem Tenszy :-(.

I mnie się bardzo podobało. Pozdrawiam :)

To był tylko obrazek, który sama wkleiłam, żeby pokazac o co mi chodzi ;) Nie czytałam komentarzy, to nie wiedziałam, że inni tez to widzą.

Obrazek już usunęłam.

Ni to Szatan, ni to Tęcza.

Dobrze wiedzieć, będę się starać wywalać te reklamy. Zygfrydzie89: miło mi i również pozdrawiam!

“mokre od listopadowego deszczu“ “w ciemną listopadową noc“ – już z tytułu wiemy, że to listopad, więc powtórzenia są pustakami.

“Przekręcił łysą głowę“ – kolejny pustak – od pierwszego zdania wiemy, że nie ma włosów.

“czy oby na pewno“ – aby

“i prezentując kły, wielkie jak u tygrysa, syknął na kolację” – coś nie tak z przecinkami. Moim zdaniem lepiej będzie tak: “i, prezentując kły wielkie jak u tygrysa, syknął na kolację”

“wskazał grubym palcem za róg ulicy“ – strasznie długi miał ten palec :D

 

Zabawne. Fajne.

Dziękuję tfurco za odwiedziny i komentarz :-) 

Lekki tekst napisany z odpowiednią dozą humoru. Bardzo podoba mi się kreacja doktora, sposób w jaki mówi. Nie znam się na interpunkcji i innych błędach stylistycznych. Jedno co mogę powiedzieć, to szkoda, że takie krótkie. Zapraszam też do zapoznania się z moim tekstem pt: MUCHY. Jestem tu nowa i nawet nie wiem czy warto wyskakiwać z takim tekstem jak mój.

Nowa Fantastyka