- Opowiadanie: Timon - Fotele uliczne

Fotele uliczne

To mój pierwszy krok na portalu. Do napisania opowiadania natchnął mnie kolega, autor poniższego wiersza (stworzonego później), bo kiedy pewnego razu rozmawialiśmy, z głowy uciekło mu proste słowo: “ławka”.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Fotele uliczne

W fotelach ulicznych siedzą wciąż widzowie

Każdy coś ogląda, lecz nikt nic nie powie

Jak marni statyści przez życie przebrnęli

I teraz za karę w fotelach utknęli

Wzrok mają pusty i zagubiony

Wspominają wciąż fragmenty czasów utraconych

Nie żałują swych czynów ni rzeczy minionych

Brakuje im jedynie marzeń niespełnionych

Brakuje im tego, czego nie zrobili

Co mogli uczynić, lecz się rozmyślili

Widzą, że niepotrzebnie innych obwiniali

Za to, że swe życie tak już zmarnowali

Teraz już za późno nic ich nie ocali

Ten uliczny fotel prawdę im pokazał

I teraz już wiedzą, że nie pracy nawał

Nie kupa pieniędzy na koncie złożona

Nie piękne mieszkanie czy też próżna żona

Najważniejszą rzeczą jest na całym świecie

Czy już sami wiecie? Czy już wszystko wiecie?

Czy wiecie, dlaczego warto żyć na ziemi?

Dlaczego nie zniszczyli wszystkiego wojnami?

Dlaczego Bóg nas przed końcem ocalił?

Bo na dnie serca każdego człowieka

Leży szczera miłość, na odkrycie czeka

Bo nie statystami, ni miliarderami

Bo trzeba być po prostu prostymi sługami

Służyć dobrą radą wsparciem i pomocą

Rozjaśniać drogę tym, co w ciemność kroczą

Trzeba pomagać odkopać nadzieje

Znaleźć cząstkę miłości, co niesie nadzieje

Oby kiedyś statyści szczęścia doświadczyli

I do innych ludzi miłość obudzili…

 

M.P.

 

 

Boli. Wszystko, wszędzie. Niektóre miejsca bardziej, ale, psiakrew, czuję, że zaraz zejdę. Umrę, to pewne. Nie odratują mnie, niemożliwe, ocalała chyba sama głowa.

Wypadek, cholera. Nie ma, dopóki się nie wydarzy. No przecież tak dobrze jeżdżę. Świetnie prowadzę. Niech to szlag, prawie jak Dustin Hoffman w "Rainmanie".

Śmiech to jednak zły pomysł, nowa fala bólu. Z drugiej strony wzrok mi się przejaśnia, sprzed oczu znikają ciemne plamki, w uszach jakoś mniej gwiżdże i helikopter zmniejsza obroty. Nie będę się śmiał. Może z tego wyjdę.

Najpierw jednak trzeba się uwolnić z samochodu,  bo wychodzeniem, a tym bardziej wysiadaniem bym tego nie nazwał. A tak, pasy. Odepną się czy nie? Odpięły.

Szczęście w nieszczęściu, bo chyba dachowałem. Rypnąłem o to, co zostało z deski tym, co zostało z moich kości. Nadal boli jak cholera, ale chyba przesadzam. W końcu mogę się jakoś poruszać. Albo to wszystko przez szok. Słyszałem, że ludzie będąc w szoku albo pod wpływem adrenaliny, potrafią cuda wyprawiać, nawet ranni czy połamani. Może mnie jednak poskładają albo zrobią ze mnie Robo-copa. Cholera, miałem się nie śmiać.

Szkła więcej niż po porządnym weselu. Przynajmniej jest się którędy wyczołgać. Byłem w wojsku, wiem jak to się robi, chociaż w wojsku nie kazali nam najpierw dachować.

Wszystko przez te przeklęte fotele. Zagapiłem się, moja wina, ale kto do ciężkiej cholery stawia fotele przy drodze, w środku miasta? I to nie takie na śmietnik. Nowe, ładne mebelki. Może ktoś ma za dużo pieniędzy, może się nosić nie chciało. O, albo jaki meblowóz jechał i mu wypadły.

Jeszcze metr i się wygrzebię. W sumie to mógłby mi ktoś pomóc albo co najmniej się zainteresować. Zwykłe: "O mój Boże” chociaż. Gdzie są ci ludzie, jak ich trzeba? Może ogłuchłem? Nie, niemożliwe, siebie słyszę. Uciekli, tchórze. Taki ranny to tylko problem przecież. Połamany, cały w krwi i na dodatek umrzeć sobie może, ot tak, w każdej chwili. A weź tu człowieku usta-usta rób! Takie rzeczy to na amerykańskich filmach.

Jest! Jest! Idzie jakiś człowieczek. Po drugiej stronie, ale nie może nie zauważyć. Wołam. No prawie, bo w klacie rypie, a w płucach pary brakuje. W każdym razie staram się okazywać znaki życia. Czuję, że dam radę, aby niech mnie do szpitala zawiozą.

Zobaczył samochód i mnie. Dobra, dzwoń pań po karetkę. Wyglądasz na takiego, co może mieć telefon. W sumie teraz to każdy ma, oprócz mnie. Jak przeżyję, to sobie kupię.

Nie dzwoni. Nie podchodzi. Idzie dalej. Serce mi w piersi zamiera. To mi się chyba śni. To przecież jakiś obłęd, wynaturzenie, znieczulica totalna! Tak nie wolno, to niemoralne, nie godzi się przecież tak postępować! Nieludzkie po prostu!

Wołam tak, jak mogę najgłośniej. Nadal nic. Puszczam w ślad za potworem soczystą wiązankę przekleństw, której nie powstydziłby się stary wilk morski. Znowu brakuje mi tchu. Po chwili wracam do czołgania, bo co mam niby innego robić? Przystaję i zerkam na faceta.

Bezduszny i bezczelny sukinsyn! USIADŁ NA FOTELU! Zabiję go. Jak tylko wyzdrowieję, to go znajdę i zabiję. To jest przecież karalne, takie wstrzymanie się od udzielenia pomocy! Jeśli nie ja, to dopadnie cię sprawiedliwość, popaprańcu…

Może jaki szalony albo niespełna rozumu, niepełnosprawny, czy ki czort? Pijany albo naćpany też mógłby być, ale nie zataczał się i spojrzenie też miał w porządku. Nieważne, nie chce pomóc, kutas, to nie. Bóg, Kriszna, karma czy inny kebab go już dopadnie.

Czołgam się dalej. Jestem już jakieś dwa metry od samochodu. Rozglądam się w nadziei, że nie rozbiłem się na jakimś przeklętym pustkowiu. Przecież to środek miasta, do cholery, gdzie się wszyscy podziali?!

Jest! Wreszcie idzie jakaś kobiecina. Teraz już na pewno się zainteresuje, jestem widoczny jak na dłoni. Wołam, dla pewności. Nie… Co jest, kurwa, grane?! Przeszła obok, idzie… USIADŁA! Na drugim fotelu, zaraz obok tamtego. I gapią się, jak w telewizor. To musi być jakiś koszmar. Uszczypnę się i obudzę się w łóżku. Nie piję już wieczorem. Koniec z wódką. Koniec!

Nie budzę się. Nadal leżę na ulicy, dokładnie w tym samym miejscu, poraniony, poobijany, obolały. I przyłapałem się na płaczu. Mówią, że chłopaki nie płaczą, ale ile, do cholery, można wytrzymać? Już mi wszystko jedno i tak umrę. W wypadku. Nawet nie wiem dlaczego, za co. Nie jestem jakimś świętym, ale złym człowiekiem bym siebie też nie nazwał. Może tamtych dwoje to duchy albo diabeł i anioł, albo sędziowie moi. Może już nie żyję. Na pewno tak. Oczywiście! Jedyne rozsądne wytłumaczenie.

Dziwne, inaczej sobie śmierć wyobrażałem. Czemu boli? Może powinno na czas sądu. Zaraz przestanie. Ważcie mi tę duszę i wysyłajcie, gdzie trzeba, tu się cierpi!

Może by tak jednak spoważnieć, to przecież nie przelewki. Wieczność to wieczność, czyli tak na zawsze, bez końca. W głowie się nie mieści, a takie myślenie tylko do szaleństwa prowadzi albo do bólu. Łeb mi zaraz pęknie.

Moment, chwila. To nie to. To hałas jakiś. Wyje aż uszy więdną. Czym sobie… Boże drogi, to przecież syrena karetki! Żyję! Majaczyłem tylko! Żyję i będę żył dalej! Zabiorą mnie do szpitala, poskładają i się wyliżę. Mocny, zdrowy chłop jestem. A wam sukinsyny…

Już czworo się zebrało! Widowisko sobie znalazły, hieny zasrane! Niedoczekanie, jadą po mnie, słyszycie?! O, słychać, jak samochód hamuje!

Odwracam się. Jest biały ambulans! Drzwi się otwierają i wyskakują ratownicy w czerwonych uniformach. Uśmiecham się przez łzy. Zaraz się wszystko skończy, zaraz mnie załadują i zawiozą. Będę żył! Już wyciągają nosze…

To nie nosze.

To fotele.

Dowieźli.

Fotele…

 

Koniec

Komentarze

Na poezji, mimo wszystko, się nie znam, ale chyba ładne.

 

Co do tekstu. Z początku mnie nie porwało. A chyba powinno, bo sytuacja już na początku niby intrygująca. Za to później opek jest coraz lepszy. Te fotele…

:-)

Czarny humor w najlepszym wydaniu. Bardzo dobre. No i z puentą.

 

Witam na portalu i… dobrze, że się tutaj pojawiłeś;-)

Pozdrawiam.

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Co do wiersza – nie wypowiem się. Jeśli chodzi o tekst: fajny pomysł, nieźle zrealizowany, z mocnym zakończeniem.

Witam na portalu, publikuj i komentuj na zdrowie! :)

Szort bardzo mi się podobał, dobry klimat, cudne dawkowanie emocji i świetne zakończenie. Gratuluję debiutu!

Jest parę niedociągnięć, ale to drobiazg w porównaniu z fajnym pomysłem i niezłym wykonaniem.

Wiersz, moim zdaniem, niepotrzebny. Dużo w nim -li i po co te przecinki na końcu wersu?

Ten ulicz­ny fotel praw­dę im po­ka­zał,

I teraz już wie­dzą, że nie pracy na­wa­ła,

chyba miał być “nawał” (do rymu pasuje)

No przecież tak dobrze jeżdżę. Dobrze prowadzę.

Czy to powtórzenie jest potrzebne? Zgrzyta trochę…

Najpierw jednak trzeba z samochodu. Wyswobodzić się, bo wychodzeniem, a tym bardziej wysiadaniem bym tego nie nazwał.

też wyszło niezręcznie… Nie mam pomysłu, może “uwolnić się”, w każdym razie pierwsze zdanie prosi się o czasownik :)

Słyszałem, że ludzie będąc w szoku albo pod wpływem adrenaliny [+,] potrafią cuda wyprawiać

Szkła więcej jak po porządnym weselu.

Wolę “niż”

W sumie to mógłby mi ktoś pomóc, [-,] albo co najmniej się zainteresować.

W paru miejscach ten błąd się powtarza. Gdy spójnik albo występuje pojedynczo, nie stawiamy przed nim przecinka.

Zwykłe: "O mój Boże”, [-,] chociaż.

Bóg, Kriszna [+,] karma czy inny kebab go już dopadnie.

Do­wieź­li.

Fo­te­li…

Jak na mój gust dowozi się coś, a nie czegoś.

 

 

Był i czarny humor, i absurd. 

Dobre.

Ciekawy tekst. Przeczytałem z zainteresowaniem.

 

Pozdrawiam

Mastiff

Witamy na portalu.

Oryginalny pomysł, absurd w przyswajalnych dawkach.

Z początku wydawało mi się, że wiersz niepotrzebny, ale już nie jestem tego pewna. W jakiś sposób wprowadza w nastrój, sygnalizuje, o co chodzi.

Jest w wierszu jakiś błąd ortograficzny, ale się nie czepiam, bo, jak rozumiem, to nie Twój byk. Ty tylko cytujesz.

Babska logika rządzi!

Podoba mi się Twój styl. Nawet bardzo. Humor też jest. Nawet taki, przy którym da się uśmiechnąć. :)

Powtórzę za kimś: dobre!

Pisz tylko rtęcią, to gwarantuje płynność narracji.

Niezły debiut, nawet bardzo niezły. ;)

Za to wiersz nie przypadł mi do gustu.

Sorry, taki mamy klimat.

Ciekawe i absurdalne w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Humor też ładnie wpleciony.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Hmmm… Mam kłopot z tym opowiadaniem, bo z jednej strony tekst wydaje się przemyślany i posiada naprawdę fajne przesłanie, z drugiej – ten wiersz na początku i samo, samiutkie zakończenie jakoś do mnie nie przemówiło. No bo właściwie jaki jest sens w dostawianiu przez ratowników kolejnych foteli, skoro one już tam wcześniej były? Dla mnie opowiadanie byłoby mocniejsze, gdyby np. lekarz z karetki stwierdził zgon bohatera. Ale to tylko moje, zbereźne zachciewajki ;|)

No dobrze, nie mam zamiaru się czepiać, bo sam pomysł jest naprawdę dobry i zasługuje na uwagę. Jak na debiut – bardzo dobrze. Ale uważam, że stać Cię na… więcej.

...always look on the bright side of life ; )

Bardzo dziękuję za tak miłe przyjęcie! :) Wiersz nie jest mój, wkleiłem go w takiej formie, jakiej dostałem. Wrzuciłem go, bo uznałem, że to nie w porządku nie uhonorować pomysłodawcy.

Dziękuję za wszelkie uwagi, szczególnie Tobie, Rooms. Wziąłem je sobie do serca i wprowadzę do tekstu poprawki. Bardzo mi miło, że mimo usterek wszystkim Wam się podobało! :D

@Jacek001: Ratownicy dostawili kolejne fotele, bo w moim zamyśle były dwa, może trzy i po chwili zabrakłoby miejsc dla kolejnych gapiów. Wiem, że nigdzie nie ma o tym wzmianki, ale pomysł tłukł się po głowie, wylewał na papier i nie przemyślałem takich szczegółów. 

Mam pytanie do ogółu. Zacząłem od wklejenia tego krótkiego opowiadanka, bo zazwyczaj mam problem z krótką formą i objętość tekstu rośnie w zastraszającym tempie. W mojej “szufladzie” siedzą jeszcze dwa inne opowiadania, ale mają po 29 i 52 strony. Co z tym fantem zrobić? Wkleić kawałek? Jeśli tak, to ile? Istnieją na forum jakieś ograniczenia (chociażby zdroworozsądkowe)?

No i na sam koniec: czy wolno dodawać posty w starych tematach, czy jest to uznawane za “kickowanie” zamkniętych wątków (gdzieniegdzie zjawisko zwane “nekroposting” :P )?

Nie wrzucaj kawałków. Wielu ludzi ma tu alergię na prologi i części pierwsze. Z drugiej strony, kobylastym tekstem pewnie mnóstwa czytelników nie przyciągniesz… Ale jeśli najpierw dorobisz się grupki fanów, to jakoś łykną. ;-)

Można komentować stare wątki. Niektóre pewnie straciły na aktualności (jeśli przyłączysz się do życzeń świątecznych, to tylko zdziwisz odbiorców ;-) ), ale autorom opowiadań zawsze miło, że ktoś jeszcze czyta.

Babska logika rządzi!

Że tak zacytuję jednego kambiona – ciekawe, bardzo ciekawe.

Wiersz mi zgrzytał, ale rozumiem jako źródło inspiracji.

Gratuluję całkiem udanego debiutu. Z ewentualnych błędów – Rooms wypisała wszystko, co rzuciło mi się w oczy. Masz możliwość edycji, więc przemyśl poprawki. Dodaj tagi, i – jeśli tego nie zrobileś – uzupełnij fragment reprezentacyjny, a jak dasz znać – przyklepię Bibliotekę (to taki przedsionek do przedsionka przedsionków literackich niebios;))

 

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Mi się podobało bo… lubię Masłowską :-) Niestety ten tekst mnie nie zaskoczył, bo za bardzo przypomina mi fragment “Wojny posko-ruskiej pod flagą…”, uderzająco podobny do momentu, w którym Silny leży w śpiączce i ma fazę, że występuje w telewizji, w jakimś show, narracja również wdł mnie taka sama. Ale to być może tylko moje odczucie, za dużo czytam, a potem wszystko mi się ze wszystkim kojarzy. Podobnie miałam z innym tekstem na tym portalu, “Za blisko, za daleko”– pierwsze skojarzenie z “Nostalgią anioła” albo “Pretty bones”, jak kto woli, ale ja już tak mam. Gdyby nie to, dałabym 5 gwiazdek :-).

Podobało mi się, choć w zakończeniu wolałabym, żeby te fotele to po prostu jakiś samochód (z meblowego?) dowiózł, a bohater w omamach pomylił go z karetką.

Bo w tym zakończeniu to jak dla mnie już absurd zbyt duży. Fanką wierszy nie jestem, więc tak wzrokiem przeleciałam. Ogólnie – jako że to debiut – na spory plus :) Oby tak dalej, albo i lepiej.

Tylko nie "Tęcza"!

Ode mnie też plusik.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Czarny humor, pewien absurd, finał ok, ale brakuje zasygnalizowania zbliżających się gapiów -– ja myślałem, że ratownicy dla siebie te fotele niosą. Wiersz na początku treściowo pasuje, ale szału nie ma. Jest za to błąd, ortograficzny: "niepotrzebnie" razem.

 

Reasumując: udany debiut, poprawić błąd, a ja przyklepię Bibliotekę:-)

 

EDIT: poprawiłem własny komentarz. Pisanie go na komórce to był błąd…

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Serdecznie dziękuję kolejnym zadowolonym z lektury komentującym!

@S. Leiss: nie znam “Wojny posko-ruskiej pod flagą…” ani nawet Masłowskiej (jeśli to wstyd, to się spalam), więc w tym przypadku 0% rip-offu (lub niezamierzony). To nie jest wyrzut, w żadnym wypadku! Rozumiem zgrzyt, bo czasami też tak mam. ;)

@AlexFagus & PsychoFish: naniosłem poprawki, dodałem tagi i fragment reprezentacyjny, ale za chorobę nie wiem, czy zrobiłem to dobrze (ach te pierwsze razy :D ). Szukałem po stronie jakichś informacji, ale nie znalazłem na ten temat zbyt wiele. Jeśli jest źle, to proszę o naukę, pokutę i dalsze szkolenie.

Wiesz, na pomysł stworzenia radia wpadło dwóch naukowców w tym samym czasie, zupełnie o sobie nie wiedząc, a potem wszyscy się zastanawiali kogo wpisać do encyklopedii jako pierwszego wynalazcę :-) jeśli jeszcze nie czytałeś Masłowskiej, to koniecznie przeczytaj, myślę, że Ci się spodoba, podobna narracja i balans na krawędzi absurdu. Bardzo lubię taką literaturę– dowcipna, inteligentna i kompletnie bez sensu, a do tego z ukrytym morałem, czego chcieć więcej :-) Ten tekst za bardzo mi się kojarzył (mi się wszystko kojarzy z przeczytanymi książkami, to jedno z moich natręctw :-)) ale jeśli napiszesz coś jeszcze, z pewnością to przeczytam :-)

PsychoFish (chyba) wyprzedził mnie z Biblioteką (grrr, ładnie to tak?)

Fragment na głównej jest, więc wszystko gra i buczy.

 

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Zakończenie “przesolone”. Albo ratownicy przywożą fotele dla siebie, albo przyjeżdża mały meblowóz, pomylony przez bohatera z karetką. Wiem, powtarzam za poprzednikami, ale dlatego, że podzielam ich zdania.

Nadal nie poprawiony ostatni wyraz – błędny przypadek.

Jako że nie przepadam za absurdami, zachwytów – pomimo zrozumienia pointy – nie podzielam. Dobry tekst, i tyle…

Poprawione. Dziękuję za konstruktywną krytykę. Pisząc zakończenie nie zastanawiałem się nad ilością absurdu. Takie powstało w mojej głowie i przelałem je na papier.

Zakończenie jest świetne i imho to najmocniejszy punkt tekstu. Zaskakujące a przy tym w absurdalny sposób logiczne :)

Taka słodka dawka surrealizmu do filiżanki kawy smakuje znakomicie, więc popijanie kawy podczas czytania podbijało pozytywne doznania. Musze cię zapamiętać.

 

umrzeć sobie może, od tak, w każdej chwil – powinno być “ot tak”

wiersz nie dorównuje

Bellatrix, Tfurco, bardzo dziękuje za odwiedziny i pozytywne opinie. Bardzo się cieszę, że Wam się podobało. :) Błąd już poprawiam. Mam nadzieję, że utrzymam poziom i ponownie umilę komuś czas jakimś tekstem. Pozdrawiam! :)

Fotele uliczne – super pomysł:) ja bym to określiła jeszcze "lożą szyderców" ;) naprawdę bardzo fajne opowiadanie. Przeczytałam z przyjemnością:)

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

Ha, dobre określenie, nadaje się na tytuł, ale fraza kolegi zbyt mocno wryła mi się w mózgownicę i nie myślałem o żadnym innym. :) Dziękuję za odwiedziny, Wiwi, miło mi, że Ci się podobało. Pozdrawiam!

Cała przyjemność po mojej stronie:)

Każdy koniec daje szansę na nowy początek...

Bardzo fajny tekst z odpowiednią dawką absurdu. Za pierwszym czytaniem to zakończenie mi zgrzytało, ale przy drugim już nie :) Co do wiersza, to nigdy nie przepadałam za nimi w liceum, zawsze miałam problem ze stwierdzeniem co autor miał na myśli, ale ten jest idealnym preludium do Twojego tekstu.

Zbyt mało wiem, by być niekompetentnym.

Jeśli chodzi o wiersz – dobrze że powstał, bo był inspiracją. A opowiadanie – całkiem sensowne choć pełne nonsensu. Przeczytałam z dużą przyjemnością. ;-)

Szkoda, że nie ma Twoich kolejnych opowiadań. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ciekawe :)

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka