- Opowiadanie: Reinee - Uroboros

Uroboros

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Uroboros

El poprowadziła konia w las. Oplatujące ją ramiona słabły. Nie zgubi pogoni, znaczą swoją trasę krwią. Jej towarzysz miał więcej grotów w plecach niż minut życia przed sobą.

 

*

 

– Wszystko będzie dobrze, Sven, obiecuję! – Kobieta ułożyła omdlewającego mężczyznę na leśnym mchu. – Zaraz będziemy w domu!

Przełknęła ślinę i pociągnęła nosem, powstrzymała płacz. Szybko podciągnęła rękaw, odkrywając najbardziej zaawansowane urządzenie tego świata – srebrną bransoletę z kilkoma małymi przyciskami. Przytrzymała dwa.

– Oddział Uroboros Alfa, cel zlikwidowany, misja zakończona powodzeniem! – wykrzyczała do nadgarstka. – Ciężko ranny Wędrowiec, natychmiastowy powrót!

Wcisnęła inną kombinację przycisków, robiąc to samo na bransolecie mężczyzny. Przypadkiem poczuła, jak chłodna jest jego skóra. Potem zniknęli w krótkim błysku jaskrawego światła. Po minucie w tym miejscu stali strażnicy miejscy. Ścigali dwójkę morderców.

 

*

 

Mężczyzna i kobieta pojawili się na okrągłej platformie w sterylnie białym pokoju. Byli znów w Mieście Wędrowców leżącym poza czasem i przestrzenią.

– Udało się, kochany! – powiedziała El przez łzy, jeszcze nim podbiegł do nich zastęp medyków. Mężczyzna nie odpowiedział. Zostawił swoje życie w lesie.

 

*

 

El nie płakała już, nie miała sił. Leżała tylko w swoim pokoju wpatrując się w sufit. Odwiedził ją admirał Yorsen, dowódca miasta. Na stole położył list. Ostatnią wiadomość od Svena, napisaną wiele lat temu. Gdy admirał wyszedł, El rzuciła się, by ją przeczytać.

 

El, kocham cię, zawsze będę.

Zrób to szybko, nie popadaj w żałobę.

Sven

 

Tylko przez sekundę dziwiła ją lakoniczność listu. Potem zrozumiała, że długie miłosne wywody tylko bardziej pogrążyłyby ją w smutku. Była gotowa. Korytarzami miasta pobiegła do magazynu, założyła ciuchy z odpowiedniej epoki i popędziła do platformy startowej. Poczekalnia jak zwykle pełna była Wędrowców szykujących się na swoje misje. Część w zbrojach rycerskich, inni we frakach, kobieta w todze, mężczyzna z samą tylko przepaską biodrową, dwójka astronautów, czterech awanturników z karabinami laserowymi przewieszonymi przez plecy. Na widok El wszyscy zamilkli, oderwali się od swoich zajęć. Wstali i w milczeniu rozsunęli się, tworząc dla niej przejście. Przeszła ten dystans powoli. Nigdy nie przyzwyczaiła się do dziwnej czci, jaką darzą ją tu wszyscy. I jaką darzyli Svena. Brama do komory startowej rozsunęła się bezszelestnie. Biały pokój, okrągła platforma. Przy potężnej konsoli stał Rimond, inżynier, uśmiechnął się na jej widok. Obok niego admirał Yorsen wpatrywał się w zegarek na łańcuszku. Na widok El schował go.

– Pięć minut i trzydzieści trzy sekundy – powiedział patrząc na nią, jakby była zjawą. – Dokładnie jak poprzednio… Ruszaj, dziecko.

Czuła się jak bogini. Jakby za jej osobą spełniała się przepowiednia. Miasto Wędrowców miało wiele legend, ona była jedną z nich. Odetchnęła głęboko i stanęła na platformie.

– Rimond – zwróciła się do operatora konsoli – ustaw na linię czasową A101, rok dwa tysiące…

– Ustaw na Czas Spotkania – przerwał jej Yorsen. – Alternatywa czasowa dwieście osiemdziesiąt jeden.

Zarumieniła się. Jak zawsze, gdy ktoś używał tej slangowej nazwy. Mimo to kiwnęła dziarsko głową. Rimond z uśmiechem nastawił wehikuł, ostatnim przyciskiem wysłał ją w podróż jej życia.

 

*

 

Szybko znalazła odpowiednie miejsce. Kawiarenka w przedwojennej kamieniczce, niewielka, z dwoma stołami na zewnątrz. Przy jednym siedział on. Przetarła pojedynczą łzę, obserwując go zza ulicy. Jeszcze kilka godzin temu towarzyszyła mu, gdy umierał, była na szybkim pogrzebie. Teraz Sven siedzi tam, młodszy o kilkanaście lat, popija kawę zaczytany w książkę. El położyła dłoń na sercu. Powinna zrobić to teraz, Sven obiecał jej, że się uda. Zadziałało przecież wtedy, gdy go poznała. Upalnego letniego dnia pojawił się znikąd i powiedział jej to, co ona ma powiedzieć teraz. Nigdy nie zapomni tamtego dnia. Ten ma być równie ważny. Przeszła przez ulicę i stanęła przy chłopaku.

– Przepraszam, nie znamy się, ale cię kocham.

Podniósł głowę. Przez chwilę widziała w jego oczach zdziwienie. A potem patrzył na nią już tak, jak przez ostatnie dwanaście lat. Zaprosił ją do stolika. Te słowa znów ich połączą, tak jak łączyły ich niezliczone razy wcześniej. I będą ich łączyć po wieki, zawsze, gdy spotkają się na nowo. Ona niedługo pokaże mu Miasto, on zostanie Wędrowcem. Na misje znów wyruszy legendarny odział Uroboros, który od stuleci składa się z dwojga tych samych ludzi. Sven pozna ich tajemnicę, ich drogę nieśmiertelności. Będą tracić się i poznawać na nowo, tworzyć dla siebie dziesiątki światów i linii czasowych, wszystko, by ich miłość była wieczna. El zawsze będzie stała przy tamtej budce z lodami, Sven siedział przy stoliku kawiarni. Oboje czekają na proste słowa zabierające ich do wieczności.

 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Myślałem że to opowiadanie jakiegoś debiutanta, o dziwo masz już dwa w bibliotece :) Tym bardziej się dziwie, bo to powyższe jest wg mnie źle napisane, jest nudne, a końcówka sztampowa niczym kolejne romansidło dla podlotek, tych “bardziej”. 

Przykro mi to mówić, bo zdarza mi się to naprawdę rzadko ale pod względem fabuły w ogóle mi się to nie podoba…tylko pomysł miasta wydaje mi się całkiem interesujący, mimo iż nie jest to odkrycie roku.

Pod względem pisanym, wg mnie jak już powiedziałem wcześniej, wydaje się źle napisane, ale czekaj na opinię innych czytelników.

Ogólnie nie podoba mi się przykro mi ;(

A mi się spodobało. W ciekawy sposób wykorzystałeś warunki konkursu. Te magiczne słowa nabrały niezwykłej mocy.

Babska logika rządzi!

Napięcie się stopniuje. Wcale; tak; tak, bardzo. Mi się spodobało naprawdę bardzo. Pomysł świetny, że się tak wyrażę, z odrobiną nieuchwytnej poetyckości, podszedł mi niezwykle.

Jest spędzona razem wieczność, nieśmiałość pierwszego wyznania, smutki, które jednak się rozpraszają wobec tych pozytywnych chwil. Naprawdę piękny tekst.

Gdzieś już to widziałem, gdzieś już to czytałem, a jednak miałem dreszcze.

Piękna idea. Nieśmiertelność, choć tylko pozorna, bo przecież zarówno Sven jaki i El, a przynajmniej ich kolejne wersje, umierają, zabierając do grobów swoje wspomnienia, wiedzę, poglądy i emocje, a jednak ich kolejne wersje zyskują okazję – nieskończenie wiele okazji! – by na powrót poukładać te utracone puzzle… No, może trochę mnie poniosło, ale opowiadanie naprawdę wywarło na mnie ogromne wrażenie. Dzięki!

Pozdrawiam.

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

który od stuleci składa się z dwójki tych samych ludzi – ja napisałabym “dwojga”

Podoba mi się pomysł, a i wykonanie również.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Proste, ładne, romantyczne. Bardzo mi się podobało.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Widocznie tylko ja jestem z kamienia i nie odczuwam tej romantyczności ;(

Nie z kamienia, ino z Marsa. Jak to facet :)

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Ale mężczyznom przede mną się też podobało, więc sam nie wiem… ;P 

 

“El poprowadziła konia w las. Oplatujące ją ramiona słabły. Nie zgubi pogoni, znaczą swoją trasę krwią. Jej towarzysz miał więcej grotów w plecach niż minut życia przed sobą.”

Ale wracając do tekstu każdy się zachwyca, a mnie już to pierwsze zdanie nie podoba się, jest takie hmm… nie wiadomo jakie, mało zrozumiałe.  

A tak, pierwsze zdanie nie porywa, cały akapit to taka jedna z tysiąca podobnych opowieści (znaczą swoją trasę krwią – znacząc?). A potem okazuje się, że to naprawdę jest  jedna z tysiąca opowieści o nieśmiertelnych kochankach. Kurczę, można by z tego pomysłu książkę machnąć, albo i cykl – Uroboros :-) JA myślałem, że coś na końcu się popsuje miedzy nimi, coś innego niż zwykle się wydarzy. Ale to tylko taka ekspozycja legendy była. No, a w tej nienapisanej książce coś więcej musiałoby się na pewno wydarzyć, jakaś intryga byłaby konieczna  ;-) W każdym razie – podobało mnie się. 

w sowim pokoju

hooh hoooh sowo!

 

Baaaardzo fajny pomysł. Bardzo ciekawy. Zazwyczaj nie lubię podróży w czasie, ale ten shorcik mnie totalnie oczarował :)

Tylko nie "Tęcza"!

Dzięki za wszystkie komentarze, zwłaszcza, że w większości tak pochlebne. Idaho, rozumiem, że opowiadanie może się nie podobać, ale tak to już chyba jest z opowieściami o miłości, jeśli do czytelnika nie przemawia przekaz będzie się tylko nudził.

 

Janie, masz nosa, gdyż opowiadanie jest małą częścią większej serii, jaka nienachalnie chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Nie są to jednak przygody tylko El i Svena, ale wszystkich co ciekawszych Wędrowców. 

Szkoda pomysłu na szorta.

Osobiście opisałbym to od drugiej strony, czyli zacząłbym od sceny, w której do siedzącego w kawiarni chłopaka podchodzi piękna nieznajoma i mówi “Przepraszam, nie znamy się, ale cię kocham.” Potem pozwoliłbym zaintrygowanemu czytelnikowi powoli odkrywać prawdę, wraz z bohaterem. Szort znalazł się w szóstce moich konkursowych ulubieńców, ale zabrakło mi punktów w głosowaniu. Na szczęście inni nie pożałowali. :)

 

Tak na marginesie – wierzcie lub nie, kiedyś dawno temu, jak jeszcze byłem piękny i młody, miałem podobną sytuację.

Reinee ja nie mówię, żę nie podoba mi się pomysł Wędrowców, bo samo w sobie to jest ciekawe. Nie podoba mi się tylko postacie El i Svena, gdyby tylko zmienić ich i ich historię na coś innego to nawet by mi się mogło podobać ;) 

 

A tak niestety już chociażby w serialu Smallville był niemal identyczny motyw, w sumie co jakiś czas na taki motyw natrafia się w ksiażach/filmach wiec może stą moja niechec ;) 

Nieźle to Unfall wykombinował, a ja mam nosa, ha! Identycznych motywów było sporo, to popularny motyw i ludziska to lubią. A jak lubią, to czemu nie?

Niczym “Czas na miłość”. 

Chwytając się kurczowo, toną w rozmokłym brzegu. Wiatr przebiega brunatną ziemię. - T. S. Eliot

Pomysł jest wtórny – nie pamiętam teraz tytułu opowiadania, ale było takie – a może cała książka? – właśnie o strażnikach czasu, którzy naszą Ziemię co rusz usypiali, przerzucali ludzi między nieprzyjaznymi epokami (nazywali to”zasiewem”) etc. Tam też była miłość, poplątana przez czasowe alternatywy i bardzo ciekawy rytuał wejścia w szeregi strażników.

 

Wykonanie niezłe, skupione na zasadach konkursu.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Początek trochę mi się z Grzędowiczem kojarzył, ale potem czekało przyjemne zaskoczenie.

Podobało się.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Zgadzam się z przedpiścami – bardzo ciekawy pomysł, piękna historia miłosna, aż się dziwię, że to wyszło spod ręki mężczyzny :D

 

Fajnie, że masz zamiar tworzyć dalsze historie w tym uniwersum, na pewno ma duży potencjał.

 

Podobał mi się też pomysł Unfalla na początek opowiadania :)

Unfall, myślałem nad takim przedstawieniem historii, ale postawiłem na prostotę, nie chciałem przekombinować. Już i tak cięko było zmieścić wszystko w limicie, a i czas gonił – dowiedziałem się o konkursie bardzo późno.

 

Iluzjo, bardzo cieszy mnie Twój komentarz, ale napawa pewnym niepokojem… Zauważyłem, że to jak dotąd moje najczęściej – i głównie pozytywnie – komentowane opowiadanie. Zaś moje pierwsze, jakie znalazło się w bibliotece też jest o miłości. Zaczynam obawiać się, czy to właśnie romanse z domieszką fantastyki nie chcą moją mocną stroną :/ Wolałbym coś bardziej męskiego…

Fajny pomysł, który z powodzeniem można wykorzystać w dłuższej formie. Myślę, że warto.

Podobało mi się.

Unfall dobrze mówi, można tu poszaleć. Nawet jeśli już było, to i tak brzmi ciekawie. Rozwiń, zamieszaj, pomyśl o innych bohaterach.

Faktycznie początek jest mało czytelny:

El poprowadziła konia w las. Oplatujące ją ramiona słabły. Nie zgubi pogoni, znaczą swoją trasę krwią. Jej towarzysz miał więcej grotów w plecach niż minut życia przed sobą.

Czekaj, czyje te ramiona? Wracałam do pierwszego zdania, zanim przeczytałam ostatnie, które wszystko wyjaśnia. Proponuję zmianę kolejności, może mniej w tym tajemnicy, ale przynajmniej wiadomo, czyje ręce, czyja krew..:

El poprowadziła konia w las. Jej towarzysz miał więcej grotów w plecach niż minut życia przed sobą. Oplatujące ją ramiona słabły. Nie zgubią pogoni, znaczą swoją trasę krwią. 

Psychofish, to “Palimpsest” Strossa, długie opowiadanie (mikropowieść?), które po polsku ukazało się w Krokach w Nieznane 2011. BTW świetne.

Co do tego szorta – niezły, niezły. Może rzecz nie jest wybitnie oryginalna ani szczególnie wyrafinowana, ale jest całkiem przyjemna w odbiorze, nie powiem. 

 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Ha, dziękuję Jerohu, tak mnie gryzło, gdzie to czytałem i jaki tytuł – oczywiście, że w “Krokach…”! ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Z całym szacunkiem, ale dla mnie to jest absurdalnie niepojęta sytacja, że to opowiadanie ma tak wielu zwolenników i znalazło się w blibliotece ;) Jak dla mnie to jest jedno z najgorszych opowiadan, które czytałem na tym portalu, pod wzgledem fabularnym fabułe, a mimo to wszyscy (pomimo intelgencji) łykają to jak pelikan rybę ;) O stronei gramatycznej nic nie mowie, bo w sumie tylko peirwszy akapit mi sie nie podoba ;p Gratulacje dla autora za stworzenie tego potworka  :)

Nie wiem czy dobrze rozumuję, ale wygląda na to, że El nie po raz pierwszy cofnęła się w czasie by odnaleźć ukochanego w konkretnej kawiarni. Z tekstu wynika (przynajmniej dla mnie), że historia się powtarza. Sven w “linii czasowej A101, roku dwa tysiące…“ powinien być zawsze w tym samym wieku, czyli dwanaście lat lat młodszy niż w momencie śmierci. Co w takim razie z El? Ona raczej nie młodnieje i przy każdym kolejnym skoku w przeszłość jest o te dwanaście lat starsza! Frapujące … ;)

Koeijo obstawiam, że później on ją ratuje i tak w koło macieju. 

koeijo, ale ona mniej więcej przy co drugim kolejnym takim cyklu ginie, więc się aż tak nie starzeje. Mi się podobało. ;-)

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Romans w stylu science-fiction. Miałem ten sam problem co koeijo, ale na szczęście brajt i Idaho przyszli z pomocą. Cóż, nie jestem w stanie się do niczego przyczepić. Sprawnie napisane, prosta i przekonująca fabuła. Poruszyło mnie. Brawo, Reinee! Więcej takich opowiadań.

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Ładny i przyjemny tekst. Rzeczywiście bardziej nadawałby się na porządne opowiadanie; wtedy możliwe by było pełne wyeksponowanie emocji towarzyszących we współdziałaniu przy wykonywaniu tych zadań (oby były niebanalne), potem żalu w związku z tym, że druga strona jednak straci wszystkie wspomnienia z ostatnich lat, no a potem ekscytacja i odrobina niepewności, czy tym razem znów zaiskrzy – zdecydowanie temat na długą historię ; )

I po co to było?

Mnie się podobało :)

Przynoszę radość

Wzruszające i pełne nadziei. Przeczytałam z przyjemnością. Dużą przyjemnością. :-)

 

Opla­tu­ją­ce ją ra­mio­na sła­bły. – Raczej: Opla­tają­ce ją ra­mio­na sła­bły. Lub: Oplą­tu­ją­ce ją ra­mio­na sła­bły.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka