- Opowiadanie: LadyBlack - Przywołanie

Przywołanie

Wakacyjnie testuję tutejszy nowy edytor. Przyjazny;)!

Opowiadanie napisane na konkurs na forum NF, bardziej żartem niż serio.

Miłego czytania.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Przywołanie

Zawsze mu stawał na jej widok. Nawet na samą myśl o niej. Nieraz wystarczyło, że poczuł jej zapach w szatni – też mu sztywniał. Nie da się ukryć, że coś w niej było. Czasami zachowywała się jak wredna suka, a czasami jak najlepszy kumpel z pracy. Bardzo dziwne połączenie.

Czekał na nią przed bramą cmentarza. Znowu mieli robotę. Jakieś zlecenie od kolejnego niezadowolonego krewnego. Nie przepadał za tą pracą, ale dobrze płacili. Najczęściej czuł się jak tania dziwka, właściwie był swego rodzaju dziwką, ale na pewno nietanią. I to go pocieszało. I dlatego wciąż trzymał się tej firmy. I oczywiście dlatego, że pracował z nią.

Zanim w końcu usłyszał jej pospieszne kroki, zdążył z nudów zjeść całe opakowania gumimisiów. Jej bliskość jak zwykle wprawiła go w dygot. Zrobiło mu się niedobrze i od stresu, i od nadmiaru żelek.

– Cześć młody! Długo czekasz? Wchodzimy? – Miała dość niski przyjemny głos.

– Cześć. Możemy iść. – Starał się wyglądać na znudzonego, pewnego siebie zawodowca, tymczasem pociły mu się dłonie a zęby chciały głośno i manifestacyjnie podzwaniać, chociaż zaciskał je rozpaczliwie.

– Oki. Tylko jeszcze krótkie wprowadzenie. – Uśmiechnęła się przelotnie. – Pracujemy jak zwykle w krypcie starego Jonathana "Jacka" O'Neilla. To nawet po śmierci miły staruszek, więc z jego strony nie będzie niespodzianek. Do przywołania mamy jakiegoś Rona Mayhue. Znowu chodzi o sprawy majątkowe. Możliwe, że pojawi się w licznym towarzystwie, więc zachowuj się profesjonalnie. – Przyjacielsko wbiła mu łokieć w żebra i zaśmiała się ochryple. – Liczę, że dasz dzisiaj popis, potrzebuję dużo energii.

– Postaram się – wymamrotał przez zaciśnięte zęby. Słowa zawierały coś, co tylko w ciemnościach mogło ujść za entuzjazm.

Przeszli przez łukowato sklepioną bramę i bocznymi alejkami doszli do krypty rodu O'Neill. W głębi cmentarza było ciemniej niż na ulicy, ale wystarczająco jasno, by dotrzeć na miejsce bez błądzenia. W pobliżu zauważyli wielkiego, kudłatego psa, z pyska przypominał trochę wilka, ale był zdecydowanie masywniejszy. Patrzył na nich przenikliwie, ale bez agresji, raczej z ciekawością.

– Dobre psisko – Patryk pogładził kudłaty łeb. Sam nie wiedział, dlaczego poczuł taką potrzebę.

– Zdurniałeś! – skarciła go. – Nie głaszcze się obcych psów, jesteś mi jeszcze potrzebny w całości.

– Nic się nie stało, nie marudź.

Karina wyciągnęła klucz, przekręciła w zamku wiekowych drzwi i weszli do środka. Szybko i sprawnie przygotowali pomieszczenie do rytuału. Jack i jego rodzina spali snem wiecznym, i w większość również spokojnym, w swoich trumnach ustawionych na półkach pod ścianami. Środek był prawie pusty, znajdował się tam tylko niewielki stół i dwa krzesła. Kobieta zapaliła pięć czerwonych świec, ustawiła je na rogach wyrysowanego na blacie pentagramu. Obok położyła niewielką książkę oprawioną w papier w różyczki, ewidentnie pozostałość po jakichś imieninach lub urodzinach.

Patryk usiadł na jednym z krzeseł i przyglądał się krzątaninie Kariny. Przerysowywała z książeczki magiczny wzór. Podziwiał jej płynne, zgrabne ruchy, a przynajmniej podziwiałby, gdyby nie był zapatrzony w jędrny tyłek opięty w skórzanym, czarnym kombinezonie i smukłe silne uda. Gapił się też na jej duże piersi, których nawet obcisłemu wdzianku nie udało się dostatecznie spłaszczyć.

Wyrysowała na podłodze ostanie linie wzoru i popatrzyła na chłopaka. Spojrzała na jego rozporek.

– Młody, tylko spokojnie, nie zaczynaj beze mnie – skarciła go ze śmiechem. Ze wszystkich sił starał się nie zarumienić. Tyle razy tu był, a wciąż było mu nieco wstyd.

Rozejrzała się, z zadowoleniem skinęła głową i uklękła w środku wyrysowanego kręgu.

– Chodź. Szkoda czasu, jeśli się uwiniemy, to jeszcze trochę pośpimy tej nocy. – Zdjęła z nadgarstka gumkę, spięła długie ciemne włosy i rozpięła suwak uniformu, pogłębiając znacznie dekolt. – No chodź.

Chłopak podszedł i stanął przed Kariną. Bezceremonialnie rozpięła mu spodnie, wyjęła jego nabrzmiałego już penisa i zaczęła pieścić ustami. Robiła to zdecydowanie fachowo, dość pośpiesznie, mocno, ale z wyczuciem. Chwyciła go za pośladki i przyciągnęła bliżej. Jęknął mimowolnie, gdy poczuł jak ciepły, wilgotny język pracowicie liże jego żołądź. Na chwilę wypuściła go z buzi i zaczęła pieścić ręką.

– Więcej ciężkich oddechów, młody! Jęki i westchnienia mile słyszane, musisz ich zaciekawić. – Znowu zaczęła pracować ustami.

Czuł, że mięknął mu kolana. Jak wiele razy wcześniej, odłożył na bok dumę i zaczął głośno manifestować swoje zadowolenie. Niech dostaną to, po co przychodzą! Karina z poświęceniem mu obciągała, a on z poświęceniem dochodził w tych mało romantycznych okolicznościach. Jak przez mgłę pamiętał, że musi jeszcze trochę wytrzymać, że musi zrobić się naprawdę gorąco, żeby zwabić jak najwięcej spragnionych rozrywki duchów, nieumarłych i innych paranormalnych zboczków. Im więcej napalonej ektoplazmy, tym lepiej.

Pieszczenie Patryka sprawiało jej swoistą przyjemność. Jego zawstydzenie i entuzjazm były podniecające. Starał się jak mógł. Czuła, że długo już nie wytrzyma, ale też nie było takiej potrzeby. Wkoło wyczuwała wystarczające zagęszczenie widzów, aż śmierdziało rozkładem i chucią. Zrobiła kilka ostatnich ruchów głową. Wypuściła go z ust.

– Teraz! Najlepiej jak umiesz! – Klepnęła go w pośladek. Chłopak okręcił się na pięcie i z głośnym stęknięciem zbryzgał spermą największy kawałek magicznego wzoru, jaki mu się udało. Niby niewiele, ale Karina spojrzała z zadowolenie na jego pracę.

– Dobra robota – pochwaliła spoconego i zasapanego współpracownika. – Teraz wyjdź z kręgu.

Wycofał się posłusznie. Poprawił ubranie i usiadł na krześle pod ścianą, w pobliżu generała O'Neilla, którego towarzystwo napawało go otuchą. Kobieta pozostała w środku wzoru, nadal klęczała, opuściła głowę i czekała. Patryk nie wyczuwał tego, co ona, w końcu to Karina była nekromantką i medium w jednym. On był tylko zwykłym grabarzem. W sumie to w dzień był grabarzem a nocą asystentem nekromantki. Zakład pogrzebowy, w którym pracował świadczył usługi całodobowo i w szerokim asortymencie. Oferta obejmowała też przesłuchanie przodka w wybranej sprawie. I tym zajmowali się z Kariną. On był przynętą, a właściwie jego podniecenie i energia życiowa, a ona łowiła wybranych delikwentów i przepytywała. Wredna robota, ale miała swoje plusy. Największy plus, oprócz kasy, był taki, że zabawiała go oralnie kobieta, która w innych okolicznościach nawet by na niego nie spojrzała.

Uspokoił oddech. Obserwował jej twarz, niby zwyczajną, ale tak charakterną, że aż pociągającą, patrzył na kształtne ciało, na gęste włosy, na skórzany kostium, który niby wszystko zasłaniał, ale w sumie nic nie ukrywał. Kiedyś zapytał, dlaczego takie wdzianko zakłada do nocnej roboty, to odpowiedziała mu, że jest po prostu ciepłe, praktyczne, wygodne i kojarzy się z sado-maso, a duchy to lubią. Musiał przyznać, że coś w tym było. Nieraz fantazjował, że przykuwa go kajdankami do łóżka, poniewiera za pomocą pejcza z miękkiej skóry, a potem pozwala mu się przelecieć z wdzięcznością przyjmując pchnięcia jego rozentuzjazmowanego fiuta, który w końcu mógłby odpłacić jej się pięknym za nadobne. Niestety mógł sobie tylko pomarzyć.

Miała zamknięte oczy i płytki oddech. Drżała lekko. Było mu jej szkoda, ale nie mógł pomóc. Wiedział, że się męczy, ale on i tak nic by nie wskórał. Musiała sama sobie poradzić. Nagle otoczył ją zielonkawy dym, przez chwilę spazmatycznie łapała powietrze, jakby się dusiła, a po chwili krzyknęła i upadła. Tak to się zazwyczaj kończyło. Za pierwszym razem się wystraszył, ale teraz siedział spokojnie, czekając, aż się pozbiera. Zastanawiał się czasem, czy ona go tylko podnieca, czy może już się w niej podkochuje. Jeszcze nie potrafił się zdecydować.

W krypcie pochłodniało. Znikło napięcie i podniecenie. Koniec rytuału. Karina usiadła na podłodze i zaczęła rozcierać skronie.

– Pieprzona robota – mruknęła ze złością.

– Nie da się ukryć. – Patryk uśmiechnął się. – Dobrze się czujesz?

– W porządku.– Nie miała zamiaru mu opowiadać, że paranormalna zgraja zboczeńców znowu ją wymacała i zerżnęła, niby nie fizycznie, ale jednak odczuwalnie, i że znowu dała im tą satysfakcję, że doszła, choć wcale nie miała na to ochoty. Ale coś, za coś. Mayhue się pojawił, informacji udzielił i za to jej zapłacą. Im więcej oddaje energii, tym chętniej współpracują z nią zaświaty. I tak miała szczęście, że jej dar związany był z seksem i energią wyzwalaną w trakcie orgazmu. Ona przywoływała ciepłem, podnieceniem i płynami ustrojowymi związanymi z prokreacją. Jej koleżanka miała mniej szczęścia i musiała przywoływać za pomocą krwi, fekaliów, strachu i energii wywoływanej przez ból i umieranie. Kaśka mocno przeżywała zarżnięcie każdego królika, rozdeptanie każdego karalucha i wybeszenie każdej myszki. Długo opłakiwała stworzenia użyte podczas rytuału, dlatego rzadko godziła się na dodatkową pracę. Ale dzięki temu więcej roboty przydzielano Karinie, która początkowo pracowała sama, korzystała z wibratora, doprowadzała się do orgazmu i własnymi sokami smarowała wzór. Kosztowało ją to jednak za dużo siły, potem nie zawsze udawało jej się spętać potrzebnego ducha. Dlatego zaproponowała współpracę Patrykowi. Najbardziej lubiła w nim to, że mało mówił. Poza tym był miły, czysty i z tej samej branży. Podczas pierwszego wspólnego przywołania było jej strasznie głupio, ale potem jakoś się przyzwyczaiła.

Jeszcze chwilę posiedzieli w krypcie, w końcu uspokoili się, pozbierali rzeczy i wyszli. Karina starannie zamknęła grobowiec. Pies siedział tam, gdzie go zostawili. Na ich widok przyjacielsko machnął ogonem. W milczeniu doszli do bramy. Ona, on i pies. Pożegnali się krótko i rozeszli, każde do swego domu. Jutro spotkają się w pracy. On znów będzie kopał nowe groby i spuszczał do nich trumny w akompaniamencie mniej lub bardziej szczerych szlochów rodziny. Ona będzie miłą, poważną recepcjonistką w klasycznej ciemnej garsonce. Ale nie będą rozmawiać o tym, co się wydarzyło w nocy. Nigdy nie rozmawiali. Mimo wszystko czuli się niezręcznie, choć nie przyznaliby się do wstydu. Po prostu taka praca.

 

***

 

Tymczasem zwiadowca sił międzygwiezdnych Zjednoczenia Syriusza zdawał raport swoim przełożonym na temat oryginalnych praktyk seksualnych dwunożnych z udziałem energii martwych przodków. Dowódcy poszczekiwali zadziwieni.

Koniec

Komentarze

Przyznam, że to dość oryginalny pomysł, ale czy przypadł mi do gustu? Nie bardzo. Nie ze względu na tematykę, która mi nie przeszkadza, tylko ze względu na to, że po prostu nie widzę celu w pisywaniu podobnych rzeczy. Raczej przymuję to jako ciekawostkę – w sensie ciekawy sposób na praktyki nekromanckie. Natomiast wątek z psem i ten ostatni akapit uważam za zbędne, czyniące z całości kiepski żart. Bez tego całość podobałaby mi się nieco bardziej.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Może i pomysł interesujący, ale jak na horror, to trochę za słabe. Ale gdybyś nad tym trochę dłużej posiedziała, to kto wie, może i by się człowiek zaczął bać. A tak. Za szybko się zakończyło.

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Pewne rzeczy pisze się po prostu dla zabawy ;)

Dzięki za przeczytanie. To miłe:)

po prostu nie widzę celu w pisywaniu podobnych rzeczy

Brajt patrzy na listę tagów… CMENTARZ DUCHY EROTYKA NEKROMANCJA OBCY 

 

Zawsze warto! ;-)

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Słusznie Brajtsmiley

A tak w ogóle, tagi to całkiem fajny wynalazek, naprowadzają, zachęcają lub też zniechęcają do zaglądnięcia do tekstu;) A sam tekst wygląda ślicznie! I to nawet nie jest podlizywanie się, tylko stwierdzam fakt, że bardzo mi się podoba, jak tekst wygląda na stronie. Estetycznie.

 

No i, napisać coś, czego się nigdy wcześniej nie pisało, zabawić się konwencją, zabawić się gatunkiem, zawsze warto.

 

A mnie się spodobało – ciekawie napisane, sceny erotyczne na granicy mojej tolerancji, czasem odrobinkę ją przekraczające w niesmaczną stronę. A zakończenie mnie rozśmieszyło.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dziękuję, Bemik :).

W scenach erotycznych walczyłam sama ze sobą, żeby nie wyszło “po babsku” tylko w miarę… hmm… rzeczowo;).

 

Spodziewałam się zapowiedzianego horroru, a otrzymałam scenę erotyczną z duchami w tle. Dobrze że przynajmniej Autorka, pisząc ten tekst, miała zabawę. Mnie opowiadanie raczej nie rozbawiło i z pewnością nie pozostanie w pamięci.

 

…gdyby nie był zapatrzony w jędrny tyłek opięty w skórzanym, czarnym kombinezonie – …gdyby nie był zapatrzony w jędrny tyłek, opięty skórzanym, czarnym kombinezonem

 

…łapała powietrze, jakby się dusiła, a po chwili krzyknęła i upadła. Tak to się zazwyczaj kończyło. Za pierwszym razem się wystraszył, ale teraz siedział spokojnie, czekając, aż się pozbiera. Zastanawiał się czasem, czy ona go tylko podnieca, czy może już się w niej podkochuje. Jeszcze nie potrafił się zdecydować. – Nadmiar zaimków zwrotnych.

Proponuję: …łapała powietrze, jakby się dusiła, a po chwili krzyknęła i upadła. Taki był zazwyczaj finał. Za pierwszym razem był wystraszony, ale teraz siedział spokojnie, czekając, aż się pozbiera. Rozmyślał czasem, czy ona go tylko podnieca, czy może już się w niej podkochuje. Jeszcze nie potrafił tego rozstrzygnąć.

 

On znów będzie kopał nowe groby i spuszczał do nich trumny w akompaniamencie mniej lub bardziej szczerych szlochów rodziny. – Wolałabym: On znów będzie kopał nowe groby i spuszczał do nich trumny przy akompaniamencie mniej lub bardziej szczerych szlochów rodziny.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie spodobało mi się. Nie przepadam za takimi historiami. Zakończenie trochę od czapy i jeszcze bardziej udziwnia tekst. Jak to mówią po światowemu – nie jestem targetem.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Ooo, jak miło, że ktoś jeszcze przeczytałsmiley

Dziękuję.

Autorka nie postawiła sobie poprzeczki zbyt wysoko i ją przeskoczyła.

Mistrzostwo świata w skoku wzwyż do jednego metra wysokoścismiley

Miał być żart i jest. Taki w stylu “Nagiej broni”smiley W tym kontekście niesmaczne znaczy dobre!

Nowa Fantastyka