- Opowiadanie: Schizophrenic - ...

...

Czy to dobry początek?

Oceny

...

 Lodowaty podmuch wiatru przeszył Michała na wskroś. Przenikający mrok rozświetlała jedynie latarka , której światło padało na brzozy, otaczające gęsto porośniętą trawą ścieżkę. Las białych drzew wyglądał nadzwyczaj spokojnie. Ciszę przerywał kojący szum wiatru, poruszający koronami drzew oraz szybkie zgrzytanie zębów do złudzenia przypominające stukanie dzięcioła. Podczas marszu stracił poczucie czasu. Uniósł głowę ku granatowemu niebu, na którym wyraźnie rysował się niezwykle duży Księżyc.

Zdrętwiałą dłonią wytarł cieknący nos, którego już prawie nie czuł. Zakasłał. Z jego sztywnej ręki wypadła latarka, bezszelestnie upadając w trawę. Spróbował rozgrzać zgrabiałe kończyny pocierając nimi energicznie o siebie, po czym podniósł swoje jedyne źródło światła z ziemi. Latarka ubrudziła się, ale działała bez zarzutu.  

Marsz dłużył się w nieskończoność, a z każdą chwilą było coraz gorzej. Marzył jedynie o gorącej kąpieli oraz o kubku herbaty z cytryną, które w tamtym momencie wydawały się nierealne jak pogawędka z papieżem.

 Pogrążony w myślach początkowo nie zauważył, że idzie w zupełnej ciemności. Wydał z siebie stłumiony jęk. Postukał dłonią w szkiełko latarki, z której wydobyło się jedynie kilka przerywanych snopów światła. Cicho zaklął pod nosem, po czym cisnął nią w krzaki.  

 Dyszał. Do oczu napłynęły mu łzy. Zacisnął powieki starając się nie tracić głowy. Musiał zachować spokój, jednak to nie było łatwe. Osunął się na ziemię i zapłakał.  

 Ciszę rozdarło pełne złości: ,,Kurwa mać!”. Ryk przepłoszył ptaki, które nocowały na drzewach. Wymierzył sobie potężny policzek. Podniósł się ocierając brudne spodnie. Rozejrzał się dookoła. Z niedowierzaniem dostrzegł w oddali słabe światło. Uznał, że śni, lecz był święcie przekonany, że widzi je naprawdę. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Otarł łzy i popędził przed siebie. Potknął się kilkukrotnie, ale to go nie powstrzymało. Wreszcie wybiegł na niedużą polanę, na środku, której stał drewniany domek. Uradowany pognał do drzwi. Zapukał, lecz nikt mu nie otworzył. Nacisnął klamkę. Drzwi nie były zamknięte. Bez chwili namysłu wszedł do środka…

Koniec

Komentarze

Nie mam pojęcia, jak pasuje do zakończenia, więc nie odpowiem na pytanie z przedmowy.

 Pogrążony w myślach początkowo nie zauważył, że idzie w zupełnej ciemności. Wydał z siebie stłumiony jęk. Postukał dłonią w szkiełko latarki, z której wydobyło się jedynie kilka przerywanych snopów światła. Cicho zaklął pod nosem, po czym cisnął nią w krzaki.

No to bystrzak z niego, skoro się w końcu zorientował. Kilka snopów światła z jednej latarki? Niósł latarnię morską? Cisnął nią w krzaki? A co mu krzaki zrobiły?

Scenka, pozbawiona fantastyki. Wrzuć raczej jakiś skończony tekst.

Babska logika rządzi!

Tak sobie…

Wiatr może być albo lodowaty i przeszywający, albo kojący… A lodowaty kojarzy się raczej ze śniegiem wokół, a nie trawą.

I nie da się nie zauważyć nagłego zgaśnięcia latarki w absolutnej ciemności.

Schizophrenicu, zaprosiłeś mnie do restauracji, pozwoliłeś przeczytać menu i pytasz czy obiad był smaczny. Tak się nie robi.

Oto mój komentarz: …?

 

„Przenikający mrok rozświetlała jedynie latarka , której światło padało na brzozy, otaczające gęsto porośniętą trawą ścieżkę”. – Co to jest przenikający mrok? Jeśli ścieżka jest gęsto porośnięta trawą, to raczej nie ma ścieżki. Ścieżka jest wtedy, gdy wydepczą ją ludzie lub zwierzęta.

 

„Las białych drzew wyglądał nadzwyczaj spokojnie”. – Czy przy przeszywających podmuchach wiatru, jedynie w świetle latarki, nożna stwierdzić, że las wygląda nadzwyczaj spokojnie?

 

„Ciszę przerywał kojący szum wiatru, poruszający koronami drzew oraz szybkie zgrzytanie zębów do złudzenia przypominające stukanie dzięcioła”. – Co koił lodowaty wiatr?

Wątpię by Autor kiedykolwiek słyszał stukanie dzięcioła, bo zgrzytanie zębów, w najmniejszym stopniu nie przypomina rzeczonego stuku.

Podejrzewam, że Autor miał na myśli szczękanie zębami. ;-)

 

„Uniósł głowę ku granatowemu niebu, na którym wyraźnie rysował się niezwykle duży Księżyc”. – …rysował się niezwykle duży księżyc.

 

„Pogrążony w myślach początkowo nie zauważył, że idzie w zupełnej ciemności”. – A niezwykle duży księżyc?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nic z tego nie wynika. Lepiej zaprezentować całe opowiadanie. Zdania na początku są zle zbudowane – niby chceszspokojny opis, a dajesz dużo czasownikow.

I po co to było?

Nowa Fantastyka