- Opowiadanie: Nazgul - Chłód

Chłód

Może i tekst nie zawiera elementów stricte fantastycznych, ale sama tematyka i realia, mam wrażenie, że wpisują się idealnie w kanon gatunku.

 

Najdłuższa rzecz jaką tu publikuję. A skoro ilość błędów rośnie wprost proporcjonalnie do objętości...

O, matulu! ;)

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Chłód

Królewna wyszła na balkon. Chłodny powiew potargał jej długie, rozpuszczone włosy.

Dłonie oparła o kamienną barierkę, która w dotyku była zimna, wręcz lodowata. Mocno zacisnęła na niej palce. Pragnęła przejąć choć odrobinę tego chłodu.

 Całe królestwo płonęło, a jej ciało i dusza wraz z nim.

– Córko. – Usłyszała za sobą znajomy głos. – Wejdź do środka. Nie musisz na to patrz…

– Muszę! – krzyknęła odwracając się do niego. W jej orzechowych oczach pojawiły się łzy, ale w głosie dźwięczały siła i gniew. – Muszę ojcze. Ale nie dziwię się, dlaczego ty nie chcesz na to spojrzeć!

– Tallano…

– Nie odzywaj się do mnie! – Rozpłakała się. Miała już dwadzieścia lat, była kobietą, ale teraz wyglądała jak małe, skrzywdzone dziecko. – Nie… wybaczę… ci… tego. – Szloch był tak silny, że nie pozwalał jej płynnie mówić.

Król podszedł do niej. Wyciągnął ręce, próbując ją przytulić. Odepchnęła go.

– Nie dotykaj mnie! – Wybiegła, zostawiając go samego.

Mężczyzna westchnął ciężko, jakby dźwigał na barkach jakiś olbrzymi ciężar i mimo chęci nie był w stanie go zrzucić.

Mimowolnie spojrzał na panoramę widoczną z balkonu.

Na północy, za Wilczym lasem  niebo malowała krwistoczerwona łuna pożaru. Ogień trawił tam wioski drwali. Na wschodzie, pośród bezkresnych traw ciągnęły armie nieprzyjaciela. Zbita, ciemna masa zalewała tereny przed murami miasta. Przesunął wzrok na zachód na niezdobytą ścianę wzniesioną przez samą matkę naturę – pasmo gór boga Htrae. Strome zbocza wznosiły się wysoko, zakończone ośnieżonymi szczytami.

Myślał, że może choć ten widok go uspokoi. Mylił się.

Zza gór, w najbardziej wysuniętym ku lasom miejscu, wznosiły się ciemne słupy dymów. To płonęła Octama.

– Czas to zakończyć – powiedział na głos, jakby próbując przekonać samego siebie do słuszności tego zamiaru.

Odwrócił wzrok. Przyszło mu to łatwiej niż myślał. Po czym odszedł, zostawiając za plecami ogień i śmierć.

 

Tallana ostrożnie dotknęła rękojeści. Lekko wysunęła klingę ze skórzanej pochwy. Metal błysnął odbitym światłem.

Zacisnęła mocno palce na uchwycie i dobyła miecza. Uśmiechnęła się jak małe dziecko, które w końcu dostało upragnioną zabawkę.

Zamarkowała kilka nieumiejętnych cięć. Roześmiała się głośno, nie mogąc dłużej pohamować radości.

Dotknęła ostrza. Tak jak to sobie wyobrażała, było zimne. Kochała chłód, a także wszystko co go dostarczało.

Nagle rozległo się pukanie do drzwi.

Królewna szybko schowała miecz do pochwy. Spanikowana objęła go próbując ukryć w ramionach. Rozejrzała się nerwowo po komnacie. W końcu uklękła przy łóżku i wsunęła pod nie broń.

– Proszę! – Starała się, by uśmiech znikł z jej twarzy zastąpiony zimnym, pozbawionym wyrazu grymasem. – Można wejść!

 

 

Król Teodor postanowił wyruszyć osobiście, pomimo, że wszyscy mu to odradzali.

– Chcę spojrzeć diabłu w twarz. – Tymi słowami kontrargumentował wszystkie sprzeciwy.

– To niepodobieństwo, by władca pełnił funkcję posłańca! – Próbował przemówić mu do rozsądku członek królewskiej rady Vegrat. – Wasza miłość, tak się nie godzi. Wasz brat Bregon nigdy, by…

– Mój brat nie żyje – odparł zimno król. – Zginął w boju broniąc tego wszystkiego. W przeddzień jego wyprawy prosił mnie, bym z nim wyruszył. Odmówiłem. Jeśli teraz zginę może choć tak odkupię ten błąd. – Zamilkł na chwilę wpatrzony w łunę pożaru, która nawet teraz, w świetle poranka nic nie straciła ze swej intensywności. – Ale jeśli wrócę to tylko na kolanach, a wraz ze mną będziecie musieli uklęknąć wszyscy.

Nikt więcej już się nie odezwał.

Król Teodor dosiadł karego wierzchowca. Razem z nim ruszyło tylko dwóch ludzi ze straży królewskiej. Ubrani byli w kolczugi, szkarłatne płaszcze i złote hełmy.

Władca na przyprószone siwizną włosy wcisnął tylko koronę. Umieszczone w niej drogocenne kamienie rozbłysły jaskrawo.

Jedni mówili, że to na znak pomyślności wyprawy, inni przeciwnie, widzieli w tym ostatnie iskierki dogasającego życia.

 

 

Król Teodor wkroczył do namiotu władcy barbarzyńców – Herkina.

– Złóżcie broń! – rozkazał jeden ze strażników.

– Przybyłem tu jako poseł, ale jestem także królem – rzekł zimnym, stanowczym głosem. – Mogę złożyć przysięgę, że nie dobędę broni, ale jej nie oddam.

Roześmiał się ktoś w głębi namiotu.

Teodor spojrzał w tamtą stronę. To rechotał siedzący na wielkim tronie Herkin. Jego długie włosy opadały do ramion, ciemna broda sięgała pasa, a na głowie spoczywała korona. Z tej odległości i przy słabym świetle wyglądała jakby była zrobiona z drewna.

– Zostawcie go – rozkazał Herkin. – Niech ma ten swój mieczyk.

Posła, wraz ze swoją strażą podprowadzono bliżej. Zatrzymano ich dopiero kilka kroków przed barbarzyńskim władcą.

– Witam cię Herkinie Śmiały w imieniu własnym i mych poddanych…

– W dupie mam twoje powitania – przerwał mu. – Do rzeczy królu umierającego królestwa, do rzeczy!

– Przybyłem prosić cię o zawieszenie broni…

Herkin roześmiał się głośno.

– Pojebało cię! – odparł nadal rozbawionym głosem. – Teraz to możesz prosić, ale najwyżej o lekką śmierć!

– Okaż łaskę, a ofiaruję ci to miasto i całe moje królestwo.

– Przecież ono już należy do mnie! – wrzasnął barbarzyńca. – Ślepyś ciulu, czy jak?! Nie wiesz co oznaczają te pożary? Co oznacza ta armia przycupnięta przy twych murach?

Teodor zacisnął pięści próbując zapanować nad wzbierającą wściekłością.

– Głupiś, żeś tu przyszedł, pośle w koronie – podjął po chwili spokojniejszym głosem. – Nie zostało ci nic co mógłbyś mi zaoferować.

– Jest jedna taka rzecz.

Herkin poprawił się na tronie.

– Mów!

– Ręka mojej córki – wypowiedział te słowa, choć nie mógł uwierzyć, że jego desperacja sięgnęła tak daleko.

Jeden z jego strażników drgnął słysząc tą propozycję, ale szybko się uspokoił.

Władca barbarzyńców wstał. Opuścił spodnie odsłaniając zwisającą męskość. Natychmiast pojawiły się dwie kobiety, uklękły przy nim i zaczęły się przepychać, by móc ją possać.

– Mam tysiąc dziwek – rzekł surowym głosem. – Nie potrzebuję kolejnej kurwy!

Teodor położył dłoń na rękojeści miecza.

Tuzin strażników otoczyło Herkina dobywając broni.

– Spieprzać! – Władca barbarzyńców przecisnął się między nimi. Spodnie miał już podciągnięte. – Gówno twe przysięgi warte. – Zatrzymał się tuż przy nim. Spojrzeli sobie w oczy. – Powinienem kazać obciąć ci tą pieprzoną łapę!

Teodor odsunął rękę, ale jeden z jego strażników dobył broń, zamachnął się na Herkina. Któryś z barbarzyńców rzucił się ofiarnie, przyjął cios.

Ostrze gładko przeszło przez szyję odejmując głowę. Krwawy czerep poturlał się po podłodze.

Strażnicy Herkina zareagowali natychmiast. Otoczyli swego władcę, a jeden z nich dźgnął nagle odrętwiałego zamachowca w pierś.

– I kto tu, kurwa jest barbarzyńcą! – wrzasnął Herkin. – Ja nigdy nie posyłałem skrytobójców z poselstwem!

Ranny strażnik upadł na ziemię. Miecz nadal spoczywał w jego trzewiach.

Teodor przyklęknął przy nim.

– Chłopcze, dlaczego to zrobiłeś? – Ostrożnie podniósł jego głowę i położył na swych kolanach.

– Poselstwo skończone, tak jak twoje królestwo.

Król ściągnął hełm z głowy umierającego i natychmiast pobladł.

– Tallana… – wydusił z trudem przez zaciśnięte gardło.

 

 

Tallana czuła wyraźnie tkwiący w jej ciele miecz. Jego ostrze było zimne niczym lodowy sopel.

Uśmiechnęła się.

Kochała chłód, a także wszystko co go dostarczało.

 

 

 

Koniec

Komentarze

Dzień dobry / dobry wieczór.

Przybyłem, zobaczyłem, przeczytałem. Jeżu kolczasty…

Muszę tu brak przecinka ojcze.

Miała już dwadzieścia lat, była już kobietą, ale teraz wyglądała jak małe, skrzywdzone dziecko. nie za wielu „jużów”?

Wyciągnął ręce tu brak przecinka próbując ją przytulić.

Wybiegła tu brak przecinka zostawiając go samego.

Po czym odszedł tu brak przecinka zostawiając za plecami ogień i śmierć.

<> Zastanawiam się, wcale często, dlaczego tak trudno niektórym z piszących zapamiętać taką prostą regułę… <>

Tak jak to sobie wyobrażała tu brakuje… było zimne.

Kochała chłód, a także wszystko tutaj też… co go dostarczało.

Spanikowana objęła go i tutaj… próbując ukryć w ramionach.

Król Teodor postanowił wyruszyć osobiście, pomimo, o, a tutaj nadmiarowy mamy! że wszyscy mu to odradzali.

– Chcę spojrzeć diabłu w twarz. – Tymi słowami kontrargumentował wszystkie sprzeciwy. –> atrybucja wyraźnie określa, że chodzi o tak zwany „paszczodźwięk”, toteż po twarzy kropka zbędna, tymi małą literą. Kontrargumentował? Bo długie, ciekawie brzmiące? Odpierał. Odpowiadał na sprzeciwy.

– To niepodobieństwo, by władca pełnił funkcję posłańca! – Próbował przemówić mu do rozsądku członek królewskiej rady Vegrat. –> taki sam błąd w zapisie partii dialogowej.

Wasz brat Bregon nigdy, by… –> o, jeszcze jeden przecinek do przeniesienia w lepsze miejsce.

Zginął w boju czego tu brak? broniąc tego wszystkiego.

W przeddzień jego wyprawy prosił mnie, […]. –> hiperzaimkoza.

Jeśli teraz zginę coś bym to wstawił może choć tak odkupię ten błąd.

[…] która nawet teraz, w świetle poranka i tu też bym cos dołożył… nic nie straciła ze swej intensywności.

Ale jeśli wrócę hm, co by się tu przydało; może przecinek? to tylko na kolanach […].

Ubrani byli w kolczugi, szkarłatne płaszcze i złote chełmy. –> że nie włożyli butów, to pal diabli, ale że nałożyli chełmy, to już rewelacja.

 

Resztę, na podstawie danych tropów, popraw samodzielnie. A jest co poprawiać, jest…

:-)

Przecinki, przeklinam was! Przeklinam!

 

AdamKB zaczyna się rozkręcać! ;)

A tak na poważnie, ja mam po prostu…

PRZECINKOFOBIĘ!

 

Dziękuję AdamKB .

Spróbóję to  ogarnąć. Że też Word nie wstawia przecinków!

Ale dzięki mnie wyszedł ci całkiem dowcipny komentarz;)

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

:-) No, Word jest, jak wiadomo, dziełem programistów, a oni na przecinkach znać się nie muszą – a przynajmniej tak się im wydaje – albo przerasta to ich możliwości… – więc programu w tę mądrość nie wyposażyli. :-)

 

Przerwałem nanoszenie poprawek i… Zerknąłem do słownika ortograficznego!

( tak, tak nawet Nazgul takowy posiada ).

I co?

Cholercia, o przecinkach są… 3 strony!

3!

Przytoczę mój “ulubiony” fragment:

“Jeśli dwa człony zdania są jednorodne składniowo, ale równorzędne znaczeniowo, nie stawia się między nimi przecinka.”

Co? Co?

Jak? Jak?

Trzeba być polonistą, by to ogarnąć.

 

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Przeczytałam, ale, wybacz Nazgulu, nie wiem co przeczytałam.

Zrozumiałam tylko, że król Teodor długo akceptował fakt, że wróg niszczy jego kraj, ale pewnego dnia przestało mu się to podobać i postanowił poprosić barbarzyńcę, by już nie pustoszył zrujnowanego królestwa i żeby poszedł sobie precz. Król barbarzyńców jest źle wychowany i brzydko się wyraża, a nawet obnaża. Córka Teodora, Tallana, towarzyszy ojcu, ale nikt nie wie, że to ona, bo jest przebrana. W pewnej chwili Tallana postanawia zamachnąć się na barbarzyńskiego króla, ale ginie ugodzona wrażym mieczem i jest jej miło, bo czuje chłód.

O co tu chodzi, Nazgulu?

 

„Miała już dwadzieścia lat, była już kobietą, ale teraz wyglądała jak małe, skrzywdzone dziecko”. – Chyba wystarczy: Miała dwadzieścia lat, była już kobietą, ale teraz wyglądała jak małe, skrzywdzone dziecko.

 

„Król podszedł do niej. Wyciągnął ręce próbując przytulić”. – Może: Król podszedł i wyciągnął ręce, by ją przytulić.

 

„Odepchnęła go. – Nie dotykaj mnie! – Wybiegła zostawiając go samego”. – Może: Odsunęła się/ Odskoczyła. – Nie dotykaj mnie! – Wybiegła, zostawiając go samego.

 

„Strome zbocza wznosiły się wysoko, zakończone ośnieżonymi szczytami”. – Wolałabym: Strome zbocza sterczały wysoko, kończąc się ośnieżonymi szczytami.

Dwa zdania dalej wznoszą się słupy dymu.

 

„W przeddzień jego wyprawy prosił mnie, bym z nim wyruszył”. – Może wystarczy: W przeddzień wyprawy prosił, bym z nim wyruszył.

 

„Ubrani byli w kolczugi, szkarłatne płaszcze i złote chełmy”. – No tak, jak już zauważył AdamKB, chełmy walą prosto w oczy i dają prosto w łeb, aż mózg puchnie. ;-)

 

„Roześmiał się ktoś w głębi namiotu”. – Wolałabym: Ktoś, w głębi namiotu, roześmiał się.

 

„Posła, wraz ze swoją strażą podprowadzono bliżej. Zatrzymano ich dopiero kilka kroków przed barbarzyńskim władcą”. – Wolałabym:  Posła, wraz z jego strażą, podprowadzono bliżej. Przystanęli kilka kroków przed barbarzyńskim władcą.

 

„Co oznacza ta armia przycupnięta przy twych murach?” – Gdyby mnie zapytano, co robi armia przycupnięta przy murach, pomyślałabym, że armia załatwia grubszą potrzebę fizjologiczną. ;-)

Proponuję: Co oznacza ta armia obozująca przy twych murach?

 

„Teodor zacisnął pięści próbując zapanować nad wzbierającą wściekłością.

– Głupiś, żeś tu przyszedł, pośle w koronie – podjął po chwili spokojniejszym głosem”. – Z tego zapisu wynika, że Teodor, opanowawszy się, zaczął mówić spokojniej.

 

„Jeden z jego strażników drgnął słysząc propozycję, ale szybko się uspokoił”.Jeden z jego strażników drgnął, słysząc propozycję, ale szybko się uspokoił.

 

„Tuzin strażników otoczyło Herkina dobywając broni”.Tuzin strażników otoczył Herkina, dobywając broni. Lub: Dwunastu strażników otoczyło Herkina, dobywając broni.

 

„Powinienem kazać obciąć ci pieprzoną łapę!”Powinienem kazać obciąć ci pieprzoną łapę!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję bardzo regulatorzy :) (uśmieszek za trud pracy)

 

Wiem, że historia jest trochę słabo nakreślona.

Ale głównym tłem opowiadania miało być zestawienie trzech różnych postaci.

Tallana – infantylna, kapryśna; taka niedojrzała kobieta.

Teodor – człowiek nie potrafiący radzić sobie z problemami. Nawet z własną córką. Osobka bezradna, nieporadna, nie umiąca podejmować właściwych decyzji. Taki nieudacznik.

Herkin – wulgarny, prostacki, arogancki typ. Po prostu… Barbarzyńca;)

 

Opowiadanie miało być lekcją budowania różnych, nie klepanych na jedną modłę postaci.

Może przez zbyt płytką fabułę i ten pomysł upadł, ale przyznajcie, że Nazgul coraz ambitniejsze zadania przed sobą stawia;)

 

Narazie ciągle jestem czytelnikiem. Ale może kiedyś… Może kiedyś będę mógł się tytułować… Pisarzem;)

Choćby amatorskim.

 

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

“Ale może kiedyś…“

A może już niebawem. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Aha, taka wprawka miała być? No dobrze. Barbarzyńca wyszedł Ci naprawdę barbarzyński. Ale za to jaki ma duży namiot!

Gdzie, IMO, kuleje logika:

Złote hełmy – zawsze to lepiej niż chełmy, ale nie wytwarza się broni ze złota. Za miękkie. Może pozłacane, jeśli ma być na bogato?

Królowi można jeszcze zostawić broń, ale jego gwardii? No bez przesady.

Czego właściwie chciał Herkin? Rozróby? Ja tam bym nie paliła krainy, którą zamierzam przejąć.

Gdzie właściwie mieszkał król z córką? Jeśli to pałac, to dlaczego barbarzyńca po prostu nie wszedł i nie wziął sobie insygniów władzy. A jeśli zamek, to skąd się wziął balkon? Ale to już chyba czepiactwo z mojej strony.

No i jak idzie lektura zaszyfrowanych trzech stron?

Babska logika rządzi!

Dziękuję Finkla za przeczytanie.

 

Z tymi hełmami to miały być… Barwy złota.

 

Herkin palił tą krainę, bo to barbarzyńca był! ;)

A na poważnie. Ludzie, pomimo braku  pomocy ze strony króla, sami się bronili. Więc wróg musiał zdobyć  miasta ogniem i mieczem.

Z tym mieczem zostawionym strażnikom – pierwotnie myślałem, by miecz wyszarpnięto Teodorowi, ale też mi to nie grało. Pomyślałem, że Herkin skoro jest taki pewny siebie to zostawi im miecze. Wiem, że poszedłem na łatwiznę.

Co do tego balkonu.

Cholercia, tu mnie masz;)

Zastanawia mnie jednak, czy wokół pałaców ne wzosiło się murów? Albo nawet miast.

A po za tym nie wiem jaka była tam architektura. Może budowali tam zamki z… Balkonami;)

Sam jestem ciekaw jak to było, ale autor samolubnie, nic o tym nie wspomina;)

 

Co do  “przecinkowej lektury”, było u mnie jak z “Iliadą” – przeczytałem do końca, zrozumiałem połowę:(

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

To bardzo fajnie, że starasz się pisać tego typu wprawki. Jeśli masz dobrze przemyślanych i poprowadzonych bohaterów, to umieszczenie ich nawet w wątłej fabule może dać interesujące wyniki.

Tylko właśnie – to muszą być wówczas naprawdę świetnie skonstruowane postaci. Ty masz tutaj troje: królewnę (piszesz, że infantylna i rozkapryszona – a mnie się raczej skojarzyła z mickiewiczowską Grażyną), króla (tu dobrze że wyjaśniłeś jego działania, bo ja – podczas czytania – w ogóle nie rozumiałam jego poczynań; jego motywacje były dla mnie tak niejasne, że aż niewiarygodne), Herkina (no, barbarzyńca, przeklina jak dres z osiedla i jest rozwiązły).

Czy tworzysz jedną postać, czy troje – to jeżeli na nich ma opierać się siła tekstu, musisz mieć tych bohaterów rozpracowanych od a do zet. Musisz znać ich charakter, motywacje, słabości, może i przeszłość (nawet jeśli tego nie wykorzystasz w tekście, to Twoja znajomość własnych bohaterów uwiarygodni ich działania, będziesz wiedzieć, jak w danej sytuacji się zachowają).

No, może trochę przesadzam, ale to na pewno nie zaszkodzi. :)

Dzięki ocha!

Już wiem, że tworzenie “nie papierowych” ;) postaci to nie bułka z rodzynkami;)

 

Chyba jeszcze dużo opowiadań minie, nim moje teksty osiągną przyzwoity poziom:(

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Pomysł jest właściwie dobry. Gdyby odrzec poczatek z tych bajkowych nalecialosci, całości madac taki bardziej naturalistyczny rys i chropowaty charakter, to wyszlaby naprawdde fajna i ostrą miniaturka. Prafuj, pracuj ;)

I po co to było?

Bafdzo dzięfkuje!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Nowa Fantastyka