- Opowiadanie: Alisa - Za zasłoną

Za zasłoną

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Za zasłoną

Alicja schodząc po szerokich, kamiennych schodach Akademii Sztuk Pięknych przez chwilę walczyła z paskiem od torby starając się przerzucić go przez głowę, gdy w końcu osiągnęła swój cel uśmiechnęła się do siebie i zaczęła subtelnie zeskakiwać ze stopni trzymając się grubej, rzeźbionej poręczy. Była dumna, że zdobyła się na odwagę i złożyła papiery na wydziale malarstwa i rzeźby. Bezgłośnie z dziecięcą radością skoczyła z ostatniego schodka i tanecznym krokiem skierowała się do wyjścia.

Ciężkie, drewniane drzwi trzasnęły za nią, a ciepły, letni powiew wiatru rozwiał jej kasztanowe włosy, zaczesała je do tyłu i związała różową gumką. Omiotła wzrokiem parking, na którym stały ciasno zaparkowane samochody. Kobieta w średnim wieku, z zaciętą miną starała się dostać do auta, nie mogąc zmieścić się w wąsko otwartych drzwiach Mercedesa krzyknęła – Co za idiota, tak blisko stanął!

Alicja obeszła szerokim łukiem parking i ruszyła w stronę parku. Szła lekko, niemalże w podskokach wysoko zadzierając głowę ku słońcu. Skręciła w wąską alejkę. Gałęzie drzew uginały się pod naporem wiatru, a samotny liść kołysząc się spadł miękko na trawę. Kolejny powiew był nieco silniejszy rozwiał sukienkę Alicji unosząc ją do góry. Dziewczyna szybko ujarzmiła niesforną tkaninę i odwróciła się sprawdzając, czy nikt tego nie zauważył. Zdawało jej się, że kątem oka widzi postać mężczyzny, który niczym zjawa zniknął w głębi parku. Zadrżała z niepokoju.

 

Już drugi raz dzisiejszego dnia poczuła to nieprzyjemne uczucie, które wywoływało ścisk w dołku żołądka i duszenie w gardle. W Akademii czuła się obserwowana, miała wrażenie, że ludzie stojący przy oknie nie spuszczają z niej wzroku i rozmawiają na jej temat. Wysoki brunet z długimi, związanymi w kitkę włosami, która wyglądała niczym cienki, obślizgły wąż wijący się na jego plecach; uśmiechnął się do niej szyderczo. Była niemal całkowicie przekonana, że z niej drwi. Dreszcz przeszedł po jej ciele, niczym armia małych robaków pośpiesznie uciekająca przed agresorem. Wzdrygnęła się, jakby chciała zrzucić z siebie robactwo i wtedy została zawołana do dziekanatu, zapominając po chwili o nieprzyjemnym incydencie.

 

Widząc znikający cień mężczyzny ponownie poczuła się obserwowana. Choć zdawało jej się to niedorzeczne, nie potrafiła zapanować nad rodzącym się w niej lękiem. Rozejrzała się nerwowo, w oddali ujrzała przytulającą się parę siedzącą pod rozłożystym dębem. Wzięła głęboki wdech starając się zapanować nad irracjonalnym strachem, który powoli zalewał jej świadomość. Szła przed siebie wolno i spokojnie, starając się uwolnić od napięcia, gdy nagle usłyszała kroki. Miarowy stukot butów. Powolny, rytmiczny. Ktoś za nią szedł. Serce Alicji zaczęło łomotać w piersi, a oddech stał się płytki i urywany. Przyśpieszyła. Stawiała długie kroki, wymachując przy tym energicznie rękoma. Nie miała odwagi obejrzeć się za siebie, nie chciała wiedzieć czy podąża za nią prześladowca, czy przypadkowy człowiek, jedyne o czym teraz myślała to, aby jak najszybciej opuścić park. Kiedy z niego wyszła, czym prędzej zmieszała się z tłumem ludzi. Beznamiętne, puste twarze przechodniów migały przed jej oczyma. Starsza kobieta obdarzona obfitymi krągłościami, stęknęła boleśnie, czując na żebrach napierający łokieć dziewczyny. Alicja nie zważając na to nadal się rozpychała. Gdy skręciła w boczną uliczkę rzuciła pospieszne spojrzenie za siebie. Upewniwszy się, że nikt jej nie śledzi odetchnęła głęboko.

Ulica była opustoszała, jakby wszyscy ludzie podążali w jednym kierunku i zapomnieli o wąskich alejkach, i bajecznie pięknych kamienicach, ozdobionych freskami i płaskorzeźbami.

 

Przechodząc codziennie obok tych wiekowych kamienic wyobrażała sobie sceny jakie odbywały się niegdyś na maleńkich, okrągłych balkonikach, czy zza grubymi zasłonami. Jednak dziś nie podziwiała budynków, patrzyła przed siebie maksymalnie skoncentrowana. Chciała znaleźć się już w domu, który był za kolejnym zakrętem, kiedy go zobaczyła odetchnęła z ulgą. Zwolniła. Poczuła się na tyle pewnie, że przystanęła i spojrzała za siebie. Nikogo nie było. Tylko rudy, tłusty kot skoczył z parapetu okna i przebiegł na druga stronę jezdni. Pokiwała głową, śmiejąc się z siebie. – O Boże! Co za paranoja! – Oddech delikatnie spowolnił.

 

W domu przywitał ją znajomy, przyjemny zapach lawendy. Zamknęła drzwi na wszystkie zamki, po czym przetarła dłońmi oczy rozmazując czarny tusz. Ściągnęła buty i boso skierowała się do kuchni czując chód kafelek. Włączyła gaz i postawiła czajnik. Usiadła przy małym, okrągłym stoliku. Wpatrując się w niebiesko-fioletowy ogień manipulowała woreczkiem herbaty, gdy szarpnęła zbyt mocno jego zawartość wysypała się na podłogę. – Co się dzisiaj ze mną dzieje? – Pomyślała przyciskając dłońmi skronie i rozmasowując pulsujący ból.

 

Wychodząc z kuchni w jednej ręce trzymała kubek gorącej herbaty, w drugiej paczkę ciastek. Szła długim przedpokojem, gdy ciszę przeszył dziwny szelest. Zamarła. Stanęła przy zamkniętych drzwiach salonu. Nadsłuchiwała ściskając kubek w dłoni. Była niemalże pewna, że on tam jest. Mężczyzna, który ją śledził. Przysunęła ucho do drzwi, czując przyjemny chłód na rozpalonym policzku. Wstrzymała oddech. Ponownie usłyszała ten sam dźwięk dobiegający z wnętrza pomieszczenia. Strach przeszył ją na wskroś, ręce zadrżały i w tym samym momencie paczka ciastek spadła na podłogę, a z kubka, który gwałtownie zatrząsł się, wylała się gorąca herbata parząc jej bosą stopę. Zacisnęła zęby, by w ostatniej chwili zatrzymać krzyk. Niefortunnie zatrzasnęły się na końcówce języka i z ust wydobył się cichy jęk, kubek wyślizgnął się z dłoni i z hukiem trzasną o marmurową posadzkę. Ponownie wstrzymała oddech, zaciskając zęby z bólu i przerażenia. Stała nieruchomo czekając na ruch nieproszonego gościa. Spięła wszystkie mięśnie, aby nawet nie drgnąć, aby już żaden dźwięk nie zdradził jej obecności.

– To na pewno on, ten co mnie śledził, to on, śledził mnie, a teraz tu jest, jest w moim domu… – natłok myśli bombardował umysł dziewczyny sprawiając, że poczuła fizyczne kręcenie w głowie i mdłości. Przez dłuższą chwilę z wewnątrz salonu nie dobiegał żaden dźwięk. – Czy ktoś na pewno tam jest? Może mi się tylko wydawało. Na pewno przesłyszało mi się. – Uspokajała się, po czym znów usłyszała dziwny odgłos przypominajacy darcie gazety – Jest! O Boże on tam jest! Na pewno tam jest, to on. Wie o mnie, wszystko wie, on wie. – kolejna fala jazgoczących myśli zaatakowała zwoje jej mózgu. Z całych sił ścisnęła klamkę, powoli milimetr po milimetrze wciskała ją w dół, by niemalże bezdźwięcznie otworzyć drzwi.

 

Zerknęła do środka. Siedział tyłem na ogromnym, skórzanym fotelu. Widziała czubek jego głowy, a raczej czarną czuprynę, krótkich sterczących włosów. – To nie ten chłopak z uczelni, to nie on. Jest ich więcej? Kto to?– Przerażenie sparaliżowało Alicję. Stała w bezruchu z oczami szeroko otwartymi i rozdziawioną buzią. Nie mogła ani nic powiedzieć, ani się ruszyć. Stała niczym posąg w zastygłej pozie z przestraszoną miną. Zauważyła skórzaną teczkę. Leżała na komodzie, na wyciągniecie ręki od Alicji, lekko uchylona, jakby mężczyzna zostawił ją specjalnie dla niej. Mimowolnie sięgnęła w stronę teczki i cichutko przebierając drobnymi palcami otworzyła ją szeroko, by zobaczyć co jest w środku. Kolejny raz zacisnęła zęby czując jak powietrze, które miało wydobyć się z jej ust w postaci krzyku, rozsadza jej gardło. W teczce były jej zdjęcia, dokumenty, listy. Alicja przez moment wpatrywała się z niedowierzaniem.

– Witaj Alicjo – Alicja wzdrygnęła. Owładnęło nią przerażenie, prehistoryczny strach zaczął bulgotać w jej żyłach. Mężczyzna wstał, powoli, z gracją odwrócił się ukazując swoją twarz. Tym razem krzyk niemalże wyrywając płuca Alicji wydobył się z jej gardła. Twarz mężczyzny była jasna, tak jasna, że dziewczynie zdawało się, ze dostrzega wszystkie żyłki, które pulsują pod jego cienką skórą. Przekrwione oczy wpatrywały się w nią spokojnie. Świdrujące spojrzenie, które wkradało się w umysł, otwierało wrota jej wnętrza, przeszywało na wskroś, paraliżując dziewczynę. Wiedziała, że on o wszystkim wie, czyta jej myśli, kradnie jej intymność.

 

***

 

Elżbieta wysunęła swoją wychudzoną nogę z auta. Wątłą, pokrytą pajęczyną zmarszczek dłonią złapała za górną część drzwi i z wysiłkiem podciągnęła się i wyszła ze starego Golfa. Zdawało się, że najmniejszy podmuch wiatru złamie ją w pół. Podkrążone oczy pozbawione były blasku, przesycone zmęczeniem i brakiem nadziei. Uginała się pod ciężarem bawełnianych torebek, pełnych jedzenia. Ciągnąc nogę za nogą, sunęła z miną przegranego człowieka. Po kliku metrach, które zdawały się być drogą nie do pokonania, stała u progu swojego domu. Wyciągnęła ogromny pęk kluczy i drżącą dłonią, wsunęła największy z nich do zamka.

– Aaaa – przeraźliwy krzyk jej córki dobiegł z wnętrza. Nie wahając się ani chwili, niemalże odruchowo, rzuciła torby i pośpiesznie wdrapała się po schodach do góry. Jakby nadprzyrodzona siła wypełniła tę schorowaną kobietę. Siła, którą zna tylko matka słysząca, że jej dziecko jest w niebezpieczeństwie.

 

W korytarzu dostrzegła stłuczone odłamki kubka i pokruszone ciastka pływające w kałuży herbaty. Depcąc po nich wbiegła do salonu. Zobaczyła swoją córkę, ubraną w zwiewną sukienkę, stojącą boso na białym dywanie, który powoli stawał się coraz bardziej czerwony od krwi, sączącej się z poranionych stóp. Jej twarz była wykrzywiona od lęku, a nieobecne spojrzenie miała zawieszone na pustej ścianie. Kobieta przez chwilę wpatrywała się w córkę, starając się zrozumieć co się stało. Nagle zrozumiała. Zrozumienie przyszło niczym piorun rozświetlający czarne niebo, gwałtownie, nagle. – Nieee. Tylko nie to, proszę nie.– Pomyślała z przytłaczającym uczuciem rozpaczy i żalu. Słaniając się z nóg chwyciła się framugi drzwi. Niby powinna być przygotowana na najgorsze. Przerabiała to już tysiąc razy ze swoim mężem. Nie była gotowa, nikt nigdy nie jest gotowy na chorobę dziecka. Mimo to musiała poskładać się w całość. Otrząsnęła się. Musiała być silna. – Alicjo Kochanie, już dobrze, już wszystko dobrze Skarbie. – Mówiła spokojnie podchodząc do niej powoli. Położyła rękę na jej ramieniu, po czym przytuliła. – Mama jest przy Tobie, córeczko. Obronię cię. – Alicja wzdrygnęła, chcąc odskoczyć, ale matka już ją obejmowała. Dziewczyna zaczęła szarpać się w kościstych ramionach matki, krzycząc – Uciekaj mamo, uciekaj!- Uwolniła jedną rękę, uderzając ją łokciem w twarz. Kobieta upadła od ciosu – Nie dasz rady. On nas zabije Mamo, uciekaj!- Alicja nagle zamarła, przyglądając się z niedowierzaniem matce. Spojrzała na nią przerażona, po czym jej oczy zalała fala rozpaczy – Ty też?! Ty też jesteś przeciwko mnie. Spiskujesz z nimi!? – Alicja skuliła się w kłębek i zaczęła płakać. Płakała coraz głośniej zanosząc się coraz intensywniej. Matka przytuliła ją najmocniej jak potrafiła, łzy spłynęły po jej policzku wypełniając głębokie zmarszczki – Nie! Nie jestem z nimi. Jestem po twoje stronie! – Zapewniała córkę, bo zdawało jej się, że jest to jedyna droga by dotrzeć do niej, by zrozumieć jej nowy świat, świat do którego tylko ona miała dostęp, który tak trudno i boleśnie było zrozumieć najbliższym.

 

 

 

Koniec

Komentarze

Przykro mi, że muszę zmartwić Autorkę. Budowa zdań sprawia, że chwilami trudno się czyta. Niedbała interpunkcja dokłada swoje…

<>

Małe studium początków obłędu? Czy opętania?

Pomysł jakiś był, ale nie został  wykorzystany.

Nie wiem czy nagle i bez ostrzeżenia można dostać choroby psychicznej, tak jak to dzieje się w tym opowiadaniu, ale Autorka niczym nie umotywowała gwałtownego załamania Alicji, nie przygotowała czytelnika na nic. Suchy opis poczynań dziewczyny, nie przemawia do mnie, nie pozwala przejąć się losem bohaterki.

Przykro mi to mówić, ale opowiadanie czyta się fatalnie, albowiem jest bardzo źle napisane. Pod każdym względem. Wypisałam to, co najbardziej pokaleczyło mi oczy, ale poprawić należy niemal wszystko. Przed Autorka jest mnóstwo pracy.

 

„…zaczęła subtelnie zeskakiwać ze stopni trzymając się grubej, rzeźbionej poręczy”. – Co to znaczy, że zeskakiwała subtelnie?

Może: …zaczęła z gracją zeskakiwać ze stopni

 

„…ciepły, letni powiew wiatru rozwiał jej kasztanowe włosy, zaczesała je do tyłu i związała różową gumką”. – Czy Alicja na ulicy układała fryzurę? Powtórzenie.

 

„Omiotła wzrokiem parking, na którym stały ciasno zaparkowane samochody”. – Powtórzenie.

 

„…nie mogąc zmieścić się w wąsko otwartych drzwiach Mercedesa…” – …nie mogąc zmieścić się w wąsko otwartych drzwiach mercedesa

Marki pojazdów piszemy małą literą.

 

„Alicja obeszła szerokim łukiem parking i ruszyła w stronę parku. Szła lekko…” – Powtórzenie.

 

„Już drugi raz dzisiejszego dnia poczuła to nieprzyjemne uczucie, które wywoływało ścisk w dołku żołądka i duszenie w gardle. W Akademii czuła się…” – Paskudne powtórzenia.

W którym miejscu żołądek ma dołek?

 

„Nie miała odwagi obejrzeć się za siebie…”Nie miała odwagi obejrzeć się… Lub: Nie miała odwagi spojrzeć za siebie

Obejrzeć się za siebie jest masłem maślanym. Nie można wszak obejrzeć się przed siebie.

 

„…wyobrażała sobie sceny jakie odbywały się niegdyś…” – …wyobrażała sobie sceny, które rozgrywały się niegdyś

 

„Tylko rudy, tłusty kot skoczył z parapetu okna…” – Wystarczy: Tylko rudy, tłusty kot skoczył z parapetu

Wiadomo, że parapety są pod oknami.

 

„Ściągnęła buty i boso skierowała się do kuchni czując chód kafelek”.Ściągnęła buty i boso skierowała się do kuchni, czując chód kafelków.

Kafel, kafelek, jest rodzaju męskiego.

 

„Pomyślała przyciskając dłońmi skronie i rozmasowując pulsujący ból”. – Można rozmasować skronie. Bólu masować się nie da.

 

„Owładnęło nią przerażenie, prehistoryczny strach zaczął bulgotać w jej żyłach”. – W jaki sposób bulgoce w żyłach prehistoryczny strach?

 

„…z wysiłkiem podciągnęła się i wyszła ze starego Golfa”. – …z wysiłkiem podciągnęła się i wyszła ze starego golfa.

 

„Zdawało się, że najmniejszy podmuch wiatru złamie ją w pół”.Zdawało się, że najmniejszy podmuch wiatru złamie ją wpół.

 

„…pośpiesznie wdrapała się po schodach do góry”. – Wolałabym: …pośpiesznie wdrapała się po schodach. Lub: …pośpiesznie wdrapała się na piętro.

 

„W korytarzu dostrzegła stłuczone odłamki kubka…” W korytarzu dostrzegła odłamki stłuczonego kubka

Stłukł się kubek, nie odłamki.

 

„Kobieta przez chwilę wpatrywała się w córkę, starając się zrozumieć co się stało. Nagle zrozumiała. Zrozumienie przyszło…” – Powtórzenia.

 

„Słaniając się z nóg chwyciła się framugi drzwi”.Słaniając się, chwyciła framugę drzwi.

Jeśli już, to słaniamy się na nogach.

 

„Alicjo Kochanie, już dobrze, już wszystko dobrze Skarbie”. – Dlaczego kochanieskarbie napisano wielkimi literami?

 

„Mama jest przy Tobie, córeczko”.Mama jest przy tobie, córeczko.

Zaimki piszemy wielką, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

„Alicja wzdrygnęła, chcąc odskoczyć…”Alicja wzdrygnęła się, chcąc odskoczyć… Lub: Alicja zadrżała, chcąc odskoczyć

 

edit.

W opowiadaniu nie znalazłam, niestety, ani grama fantastyki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oprócz licznych błędów na przestrzeni całego tekstu, rzuca się w oczy jeszcze nadmiar pieczołowitych opisów rzeczy i czynności oczywistych. Nie trzeba czytelnikowi wykładać faktury czajnika czy też temperatury płomienia palnika gazowego w kuchence. Nie trzeba pisać, że deska była gruba na tyle i tyle centymetrów. To naprawdę nie wiele wnosi do fabuły, a tylko gmatwa i psuje czytelność tekstu.

Niestety, dotrwałem w walce ze złymi zdaniami, gdzieś do połowy tekstu. Przykro mi. Nie podoba mi się tego typu pisanie. Szlifuj warsztat.

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

W korytarzu dostrzegła stłuczone odłamki kubka i pokruszone ciastka pływające w kałuży herbaty.

Druga część zdania jest ładna. 

 

Większość zdań, jak zauważyli poprzednicy, napisana jest w sposób zbyt zagmatwany. Lepiej by było porozbijać te zbyt długie na krótsze. 

 

Czyżby pierwszy epizod schizofrenicznego spadku po tatusiu albo babci? ; )

I po co to było?

Hmmm, czekałam, aż skończą się drobiazgowe opisy i zacznie się coś dziać, a tu koniec. Zgodzę się ze wszystkimi przedpiścami i dodam, że ciastka w paczce nie powinny się tak łatwo rozsypać po podłodze. No i nie wiem, czy kałuża z kubka herbaty będzie wystarczająco głęboka, żeby cokolwiek mogło w niej pływać.

A gdzie tu jest fantastyka?

Babska logika rządzi!

Bardzo dziękuję za Wasze komentarze i czas, który poświęciliście na przeczytanie mojego tekstu. Biorę się więc do rzetelnej pracy nad warsztatem.

Wykonanie pozostawia wiele do życzenia; budowa zdań często nieprawidłowa, błędy w zapisie niektórych słów itp. Pomimo tych uchybień przeczytałem bez bólu, nawet jakieś zainteresowanie udało Ci się we mnie wzbudzić. Popracuj nad warsztatem, koniecznie. 

Nowa Fantastyka