- Opowiadanie: Eivrel - Uczta Serowa

Uczta Serowa

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

Finkla, vyzart

Oceny

Uczta Serowa

Mijała siódma godzina ciągłej gry na komputerze. Zacząłem odczuwać głód. Jak zwykle przy tej okazji przekląłem w duchu brak guzika wyłączającego nieprzyjemne doznanie. Przeszukałem pogniecione opakowania oraz puszki w poszukiwaniu zjadliwych resztek. Nie znalazłem, wszystko puste. Cholera, tyle śmieci, nic użytecznego!

Wstałem i ściągnąłem z lodówki przypięte magnesem ulotki. Pizza jest rozwiązaniem! Teraz tylko wyszukać odpowiednią…

Po starannym przewertowaniu makulatury wyłoniłem zwycięzcę. Pozycja nazywała się „Uczta Serowa”. Składniki: sos, ser, rokpol, camembert, extra ser. Wooow! Trochę się obawiałem. Lubię ser, ale czy to nie przesada? Ostatecznie uznałem, że trzeba chwytać życie. Zaryzykuję. Restauracja oferowała możliwość dokonania płatności kartą, co zwalniało z obowiązku wychodzenia po gotówkę. Dodatkowo można jeść grając. Nie jest to wygodne, ale możliwe. W praktyce oznaczało ograniczenie spędzonego czasu bez komputera do absolutnego minimum. Uśmiechnąłem się i poczerwieniałem. To znak, że się cieszę. Tak mam.

Nadszedł decydujący etap. Zamówienie. Chwyciłem telefon, przećwiczyłem w myślach dialog (tylko siedem razy; uznałem, że spróbuję na żywioł) i wykręciłem numer. Z ulgą przyjąłem fakt, że nie odebrał właściciel domu pogrzebowego, czy pracownik masarni. Krótko mówiąc – ulotka okazała się aktualna. Rozmowa przebiegła nad wyraz sprawnie.

– To będzie jakieś pięćdziesiąt minut – podsumował pracownik.

– Dziękuję, Muchos Gracias, senor!

– Yyy… Dziękuję, do widzenia.

To że odpowiedziałem po włosku (tak mi się wydaje), świadczy o tym, jak byłem zadowolony. Pracownik nie musiał być Włochem, w pizzeriach pracują ludzie różnych narodowości (tak również mi się wydaje).

Wróciłem do grania. Po połowie godziny wpadłem na rozsądny pomysł. Do pysznego dania mógłbym dodać coś dla zdrowia! Pomyślałem, że przyrządzę do popicia herbatę oraz wezmę na deser banana.  Nie będę ukrywał, na co dzień rzadko przejmuję się wartością odżywczą jedzenia. Skoro jednak tak dobrze się wszystko układało, a za oknem piękny dzień (co zauważyłem w kuchni, gdyż nie opuściłem tam żaluzji), czemu by nie wprowadzić nowych zwyczajów?

Poszedłem zagotować wodę, aby napój zdążył przestygnąć do czasu, kiedy odbiorę pizzę. Chciałem również zanieść banana do pokoju, abym nie zapomniał później go zjeść. Okazało się, że nie posiadałem bananów jak i żadnych owoców. No trudno, na razie wystarczy herbata. Poprawi trawienie. To nawet lepiej, gdyż zorientowałem się, że nie miałem ochoty na nic innego. Tylko duży placek po brzegi pokryty serami różnych gatunków. To nasunęło mi lepszy plan. W lodówce ostało się kilka plasterków goudy. Pewnie już na skraju świeżości. Dorzucę!

Usiadłem w fotelu, wyczekując upragnionego sygnału domofonu. Zadzwonił. Wpuściłem doręczyciela. Zacząłem kręcić się po pokojach w oczekiwaniu, aż wejdzie na trzecie piętro. Pukanie do drzwi.

– Dzień dobry.

– Dzień dobry.

– Dwadzieścia siedem złotych i siedemdziesiąt groszy – powiedział.

Facet wyglądał na około trzydzieści lat. Łysy i dosyć masywny.

– Zbliżeniowa – odpowiedziałem, wręczając kartę. Wziąłem rozgrzane pudło.

Przystawił kartę do urządzenia i czekaliśmy, aż transakcja zostanie zaakceptowana.

– Odłożę pizzę. – Wszedłem do kuchni, która jest na lewo, patrząc z progu. Położyłem na stole. Pomyślałem, że od razu dorzucę własny ser, aby roztopił się, zanim placek ostygnie. Tak zrobiłem. Obłożyłem całą pizzę i zostały jeszcze dwa plastry, więc schowałem je. Wróciłem do pracownika. Zauważyłem, jak dziwnie mi się przygląda.

– A coś ty tam schował? – zapytał.

Lodówka stoi przy samym wejściu do kuchni tak, że mógł ją widzieć.

– Ser – odparłem wesoło. – Dołożyłem sobie, hehe. Lubię ser…

Dokończyłem niepewnie, gdyż wpatrywał się, jakbym co najmniej popełnił zbrodnię. Nagle wepchnął się do środka, zamknął za sobą drzwi i wszedł do kuchni.

– Co pan robi!? – protestowałem.

Otworzył pudełko. Oparł ręce na blacie. Wyglądał raz jak ktoś wściekły, raz jak załamany. Cholera, wariat! Pomieszczenie wypełniał boski, serowy aromat.

– Dlaczego pan wtargnął do mojego mieszkania, proszę się tłumaczyć!

Sytuacja coraz mniej mi się podobała.

– Och, więc dorzuciłeś sobie serek do pizzy? – Wypowiedź aż ociekała ironią.

– Tak i co w tym złego?

– Co w tym złego!? – Zapowietrzył się, jakbym wymówił herezję. – Do „Uczty Serowej” dokładasz ser? Do pizzy prawie w całości złożonej z sera, ty dodajesz więcej sera!?

– I co z tego, to moja pizza…

– Moja pizza! Człowieku, nie masz rozumu?! – krzyczał. – Nasi ludzie godzinami siedzieli, ustalali proporcje. Komponowali, aby wszystko wyszło idealnie. A ty sobie dorzucasz na sam szczyt „UCZTY SEROWEJ jakąś goudę?!

Chciałem załagodzić sytuację:

– Nie wiedziałem, że to taka osobista sprawa.

Kolejny raz poczęstował mnie pobłażliwym spojrzeniem.

– Ty naprawdę nic nie pojmujesz. To nie jest osobista sprawa. Nie można sobie tak dokładać sera wedle woli.

Wyjął komórkę i zatelefonował:

­– Halo? Tak, to ja. Słuchaj, mam tutaj E148. Tak. Tak. Nie, już się stało. Jakiś dzieciak, chyba nierozgarnięty. Nie wiem, czy rozumie w ogóle, co zrobił. Załatwię, ale przyślij mi kogoś, żeby pomógł posprzątać bałagan. Ok. Dobrze. Ok, na razie!

Stanowczo nie podobała mi się ta konwersacja.

– Jak pan śmie, w moim mieszkaniu…! – Nie dokończyłem. Przerwał mi:

– Tu się ważą twoje losy, głupcze! Myślisz, że serowe bóstwa przełkną zniewagę?

Co on… Ale dziw przeganiał dziw. Doręczyciel pochylił się i zaczął recytować nieznane formuły. Brzmiały niczym mroczne zaklęcia w antycznym, dawno zapomnianym języku:

 

Si Amélie préfère vivre le pizze dans le rêve et rester du cheese une jeune fille garlic sosen introvertie zum hellum, c’est son droit mozzzarelllla!! Car rater uno spaghetti sa vie est un droit inalienable!!”

 

W końcu przerwał straszną, tajemniczą wypowiedź. Przeszedł mnie dreszcz.

 – Czujesz Stres? Boisz się?

–  Trochę… – przyznałem. Ale kto by się nie bał?

–  Trochę, powiadasz? A strach. Taki silny, paraliżujący. Wiesz coś o nim?

Odkryłem, że nie myli się. Rzeczywiście, czułem strach. I kiedy przyznałem… O Boże! Przerażenie niemal zwaliło mnie z nóg. Skąd on wie?

– To serowe bóstwa. Wiedzą, co zrobiłeś. Dobrały się do twoich emocji.

– Czego chcą?

– Zapewne bawią się. Zanim przejdą do rzeczy. Do mordowania.

Byłem biały jak kreda. Mózg musiał nieuważnie oprzeć neuron o panel z potencjometrami i rozregulować ustawienia. Ledwo łapałem oddech, serce postanowiło uciec z klatki piersiowej, niszcząc żebra.

– Co mogę zrobić?

– Ty nic. Miej nadzieję. Postaram się ich przebłagać.

Rozpoczął kolejne, niosące trwogę zaklęcie. Słowa przywodziły na myśl najgorsze skojarzenia:

 

„Les temps le pizze essen sont durs pour comumberus les gouda reveurs!!”

 

Zamilkł. Ciągle było strasznie, ale najczarniejsza groza jakby rozproszyła się. Trwaliśmy w milczeniu. Nie wiem ile czasu, ale czułem, jakby minęła wieczność. Potem doręczyciel odezwał się i na powrót wkroczyłem w krainę rozpaczy:

– Nic z tego.

– Jak to nic z tego?!

– Nie słuchają. Nie chcą słuchać.

– Musi być jakieś wyjście!!

– Jest. – Spojrzał mi w oczy. – Ale nie spodoba ci się.

Odwrócił się i wyciągnął ze znajdującego przy zlewie stojaka nóż.

– Bóstwa potrzebują ofiary. Zrozum, jeżeli nie zginiesz, zginiemy wszyscy. Nie mam wyjścia.

– Nie!! – krzyczałem żałośnie w panice. – Ja nie chciałem nic złego!! Nie wiedziałem, że tak nie można! – Podbiegłem do pizzy. – Nie chcę tego sera!

Rozpocząłem próżne próby zdjęcia dodatkowych plastrów. Jako, że ser roztopił się, nie było szans. Ciągnął się. Wszystko rozbabrałem. Zaniosłem się płaczem.

– Więc żałujesz? – pytał facet.

– Tak. – Taksował mnie uważnie, gdy odpowiadałem.

– Być może jest nadzieja. Daj rękę!

Wahałem się, ale przekonała mnie pewność głosu. Wyciągnąłem dłoń. Rozciął. Wrzasnąłem jak zarzynany wieprz. Wcale tak nie bolało, ale chwila mnie przerosła. Skroplił placek krwią.

– Jeżeli twoje intencje są szczere, być może krew przekona bóstwa. Pozostaje nam tylko czekać.

Tym razem nie wytrzymałem w spokoju. Skuliłem się pod oknem, objąłem kolana i wyłem. Myślę, że nie minęła wieczność, gdyż na nią nie starczyłoby mi łez. Jednak czas dłużył się, przeciągając katusze.

– Tak! Odpuścili! – wykrzyknął.

Kamień spadł z serca. Dostawca zadzwonił:

Cześć, odwołaj Krzyśka. K547. Tak. Poradziliśmy sobie. Nie, myślę, że nie ma potrzeby. Więcej tego nie zrobi. No. No. No. Tak. Ha! No właśnie. Tak. No, na razie.

Rozłączył się.

– Miałeś niesamowite szczęście, że bogowie okazali łaskawość, koleś.

– Tak – przyznałem ze skruchą.

– Ufam, że będziesz już ostrożniejszy z serem.

– Oczywiście! – zapewniłem.

Uśmiechnął się, ale za moment przybrał poważną minę:

– Jednak musisz ponieść karę.

Wyszedł z kuchni i poszedł do mojego pokoju. Zobaczyłem, jak niesie nowe głośniki dwa plus jeden, o mocy osiemdziesięciu watów.

– Zabieram to, a ty uważaj na siebie, chłopcze. Dowidzenia.

– Dowidzenia – odparłem.

 

Epilog

Leżałem przybity. Kiedy emocje opadły, organizm zaczął wysyłać sensowne sygnały. Przekonałem się, że głód bynajmniej nie minął. A serowy zapach unosił się w całym mieszkaniu.

Nie chciałem, ale mięśnie poruszały się automatycznie. Decyzja została podjęta na poziomie podświadomości. Nie miałem nic do gadania. Wziąłem pizzę i zanurzyłem zęby. Była pyszna! Przepyszna! Doskonała. Z początku omijałem poplamione krwią fragmenty. Potem pomyślałem, no co, w końcu to moja krew. Jadłem, jak leci. W życiu nie spożywałem lepszej rzeczy! Bogata paleta niebiańskich smaków znalazła się na podniebieniu. Wypełniłem się, aż nie mogłem wcisnąć nic więcej. Zalała mnie fala przyjemnego gorąca. Na krótko. Zastąpiły ją wzbierające rozgoryczenie i paraliżujący wstyd.  

Zatęskniłem za głośnikami. Dobrze, że przynajmniej nie zabrał laptopa. Zreflektowałem się: mogło umrzeć wielu (nawet nie wiem ilu, wszyscy?) ludzi, a ja się martwię marnymi przedmiotami. Oczami wyobraźni obejrzałem się z boku. Obżarty i żałosny. Tego dnia już w nic nie grałem. Nie miałem nerwów, nie byłem w stanie wycelować w nic kursorem. Położyłem się, czując odrazę do siebie. Mogłem przeżyć piękny dzień, racząc się pyszną potrawą. Jednak przez wstrętną zachłanność omal nie doprowadziłem do tragedii. Myślałem o sobie z obrzydzeniem. Leżałem i płakałem długi czas.

Trapiłem się, czy bogowie rzeczywiście mi wybaczyli? Może to właśnie ich kara – pozostawić ze świadomością win? Żałowałem, że nie zostałem zabity na miejscu.

Podołałem trwać, starając się nie tworzyć nadmiarowych analiz. Jednak nigdy nie odzyskałem szacunku do siebie. Nie potrafiłem czerpać radości nawet z gry na komputerze.

Po linii najmniejszego oporu przepychałem egzystencję z jednego dnia w drugi. Póki niewydolność serca nie wyciągnęła mnie z tego bagna.

Koniec

Komentarze

– Tu się ważą twoje losy, głupcze! Myślisz, że serowe bóstwa przełknął zniewagę?

 

Literówka

 

Na początku tekst sprawia wrażenie troszeczkę przegadanego. Jeśli chodzi o moje wrażenia to mam mieszane myśli. Serowe bóstwa to dla mnie czysta abstrakcja, ale też jestem przeciwny wzbogacaniu pizzy na własną rękę.

Podobało mi się. Zwłaszcza oryginalność tematyki. Serowe bóstwa… Nie jedno, ale wiele bóstw. Kto by pomyślał… Uch, zgłodniałam. ;-)

Edit: Ale fantasy nie wydaje mi się właściwą kategorią. Chyba raczej “inne”. Ale Ty jesteś Autorem.

Otagować, po wykonaniu zameldować.

Babska logika rządzi!

Myślę, że masz rację, zmieniłem kategorię. Na tagi nie miałem pomysłu, ale wybrałem coś z listy, już są. Dzięki za komentarze! ;)

Skromny fp: www.facebook.com/Eivrelinho

To aż smutne, jak bohater przeżywa zamówienie pizzy…

Swoją drogą kiedyś zamówiłam pizzę o nazwie Serowa (bez "Uczty") i była paskudna… nigdy więcej.

Mózg musiał nieuważnie oprzeć neuron o panel z potencjometrami i rozregulować ustawienia.

Używałam potencjometru i mnie to porównanie nie przekonuje. Może:

Potencjometr w jego mózgu rozregulował się, dopuszczając zdecydowanie za dużo napięcia do neuronów.

Jest też parę innych potknięć – jakiś brak spacji, przecinka, ogonka. Wybacz jednak, tak mnie dziś łeb nap… boli, że nie miałam siły wypisywać. Poza tym czyta się płynnie i raczej przyjemnie – choć to opko to nawałnica krótkich zdań.

Ogólnie – nie jestem przekonana. Dla mnie dwóch wariatów spotkało się na łące – jeden, co świata nie zna, a drugi, co idiotyczne kawały stroi. I tak ten drugi pierwszego w trąbę zrobił, pizze mu rozwalił, krwi upuścił, wstydu narobił, a tamten żałośnie przytaknął na to szaleństwo i ze spuszczoną głową pokornie poszedł umierać. Jak już, to opowiadanie jest dla mnie smutne – nie wesołe. A do tego pozbawione fantastyki i przesłania.

Tylko nie "Tęcza"!

Dziwne.

Czyta się przyjemnie, acz z nieco ogłupiałym wyrazem buźki :)

Serowe bóstwa… rany Boskie!

 

 

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Mam mieszane uczucia. Czytało się bez bólu, pomysł serowych bóstw oryginalny, ale ostatecznie też widziałam w tym tylko wkręcanie nerda.

Pozdrawiam:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Swoją drogą kiedyś zamówiłam pizzę o nazwie Serowa (bez "Uczty") i była paskudna… nigdy więcej.

Przyznam, że “Uczta Serowa” jest rzeczywistą pozycją. Zbierałem się do jej zamówienia, ostatecznie zmieniłem wybór. Uznałem, że tyle gatunków na raz może być ryzykowne (smakowo) ;) 

 

Używałam potencjometru i mnie to porównanie nie przekonuje. Może:

Potencjometr w jego mózgu rozregulował się, dopuszczając zdecydowanie za dużo napięcia do neuronów.

Z elektroniki fachowcem nie jestem, myślałem tutaj o takich pokrętłach, jak są np. w gitarach. Dodatkowo chciałem upersonifikować mózg, neuronom przypisując cechy kończyn, w nawiązaniu do popularnego motywu “centrum dowodzenia” w OUN. Być może nie do końca wyszło. Ale raczej nie będę już mieszał, a uwagę zapamiętam jako przestrogę, by ostrożniej dobierać słowa.

Jest też parę innych potknięć – jakiś brak spacji, przecinka, ogonka. Wybacz jednak, tak mnie dziś łeb nap… boli, że nie miałam siły wypisywać.

Zdrówka! ;) 

Jak już, to opowiadanie jest dla mnie smutne – nie wesołe.

Takie też może być. “Humor” dopisałem ze względu na jego elementy, jednak nie chciałem narzucać jednoznacznej wymowy. 

 

Dzięki za pozostałe uwagi, pozdrawiam również ;)

Skromny fp: www.facebook.com/Eivrelinho

Do widzenia, a nie dowidzenia; po linii najmniejszego oporu, a nie po najmniejszej linii oporu.

To poważniejsze błędy, jakie zauważyłam.

 

Mnie się, szczerze pisząc, niezbyt podobało. A to przede wszystkim dlatego, że zachowanie bohatera jest tak absurdalnie głupie, że aż niewiarygodne. 

Poszedłem zaparzyć wodę, aby napój zdążył przestygnąć –  wodę się gotuje, a zaparza herbatę

A ja przeczytałam z uśmiechem – faktycznie jest absurdalnie głupie i przez to zabawne. A może ja mam nieco spaczone poczucie humoru?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Pomysł może i był, ale nie jakiś rewelacyjny. Wykonanie też pozostawia sporo do życzenia.

Opowiadanie nie zachwyciło mnie, ale może dlatego, że nie lubię serów. Żadnych. Nigdy nie będę wyznawczynią serowych bóstw.

Mam nadzieję, że następne danie będzie smaczniejsze. ;-)

 

„Uśmiechnąłem się i zrobiłem czerwony”. – Co czerwonego zrobił bohater? Barszczyk…? Kapturek…? ;-)

Proponuję: Uśmiechnąłem się i poczerwieniałem.

 

„Chwyciłem za telefon, przećwiczyłem w myślach dialog…”Chwyciłem telefon, przećwiczyłem w myślach dialog

 

„…co zauważyłem w kuchni, gdyż nie zasłoniłem tam żaluzji…” – Żaluzje się opuszcza, nie zasłania. To żaluzja zasłania okno. Żaluzje można zasłonić, np. firanką.

 

„…czemu by nie wprowadzić nowych nawyków?” – …czemu by nie wprowadzić nowych zwyczajów?

 

„Dokończyłem niepewnie, gdyż wpatrywał się co najmniej, jakbym popełnił zbrodnię”.Dokończyłem niepewnie, gdyż wpatrywał się, jakbym co najmniej popełnił zbrodnię.

 

Oh, więc dorzuciłeś sobie serek do pizzy?”Och, więc dorzuciłeś sobie serek do pizzy?

 

„Odwrócił się i wyciągnął ze znajdującego przy umywalce stojaka nóż”. – W kuchni nie montuje się umywalek. W kuchni jest zlew/ zlewozmywak.

 

„Taksował uważnie, gdy odpowiadałem”. –Co taksował dostawca?

 

„Podołałem trwać, starając się nie tworzyć nadmiarowych analiz”. – Co Autor chciał wyrazić tym zdaniem?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A może ja mam nieco spaczone poczucie humoru?

To pewnie tylko kwestia przyjętego odniesienia ;) 

Co Autor chciał wyrazić tym zdaniem?

Że główny bohater dał radę dalej żyć, bo nie analizował swych doświadczeń, kiedy nie było to konieczne.

 

Dzięki za łapanki, poprawiłem ;)

Skromny fp: www.facebook.com/Eivrelinho

Może wszyscy mamy spaczone poczucie humoru…  Dlatego każde jest specyficzne, czasem wręcz osobliwe. I całe szczęście, bo gdyby w tej materii wprowadzono unifikację, to… Wolę nie myśleć. ;-)

 

„Podołałem trwać, starając się nie tworzyć nadmiarowych analiz”.  – Czy nie można powiedzieć tego prościej? Np.: Przetrwałem, bo zbytnio nie analizowałem przeszłości.

 

Jeśli pomogłam, to bardzo się cieszę. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak jak zostało wspomniane – początek wydaje mi się zbyt długi.

 

Zgadzam się z Tenszą – opowiastka o dwóch takich, co z pizzą wojowali ;) Mam wrażenie, że pomysł na opowiadanie zrodził się z… braku pomysłu :D

 

Może to i dobrze, a może nie do końca.

 

Do mnie opko nie trafiło, ale tym niemniej czekam na kolejne teksty, bo jestem ciekawa, co upichcisz ;)

Czy mam rozumieć, że całe zagranie dostawcy pizzy i wzbudzenie strachu w graczu było ostatecznie tylko próbą oszukania go i okradzenia, czy należy sądzić, że  w realiach tekstu serowe bóstwa rzeczywiście istnieją?

Ciekawy tekst. Mogłoby się wydawać, że będzie nudny prze takie nagromadzenie codzienności na początku, ale można przeczytać go bez bólu, a nawet z zaciekawieniem.

Znam gościa, który zachowywał się tak, jak bohater na początku opowiadania ; p Na szczęście mu przeszło, czyżby serowi bogowie?

A co do opowiadania: odpadam ;p Lubię absurd, ale nie taki.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Vyzart, kwestia jest otwarta.

Skromny fp: www.facebook.com/Eivrelinho

Nowa Fantastyka