- Opowiadanie: Dreammy - Zawsze zły

Zawsze zły

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Zawsze zły

Pacjent uspokajał się. Gonitwa myśli zwalniała, krzyk wypełniający czaszkę powoli ustawał. Lekarz włączył lampę i gabinet wypełniło kojące nerwy, zielone światło.

– Ale panie doktorze, czy to na pewno jest bezpieczne? – spytał pacjent, wodząc wzrokiem za postacią w białym fartuchu i masce, manipulującą przy przewodach i przyciskach. 

– Jak najbardziej, panie Fereira – odparł lekarz, zwiększając nieznacznie moc promieniowania. – Eksperymenty na myszach zakończyły się sukcesem. Oczywiście terapia na ludziach ciągle jest w fazie testów, ale nie ma powodów do obaw. Wszystko jest pod kontrolą. Zresztą, nie jest pan pierwszy. Pan de Souza bardzo sobie tę terapię chwalił.

I o mały włos mnie nie wydał, pomyślał doktor. Co za nierozważny idiota. Szkoda, że to właśnie na idiotach najlepiej się eksperymentuje.

– Czy to nie zostanie uznane za doping? Mundial zaczyna się za trzy dni, jeśli podobna sytuacja jak w meczu z Getafe się powtórzy… Bento mi tym razem nie daruje. – Głos pacjenta stawał się coraz bardziej bełkotliwy wskutek działania promieni na mózg.

Światło zamigotało. 

– Panie Fereira – zirytował się lekarz. – Skoro mówię, że wszystko jest pod kontrolą, to znaczy że tak jest. Zajmuję się tymi badaniami od dwudziestu pięciu lat. Niech się pan nie martwi. Niech pan myśli o pokoju na świecie, który wkrótce nastanie. O ludziach raz na zawsze wyleczonych z agresji i przemocy. Dzięki panu.

– Czy to ma jakieś skutki uboczne?

– Yyy – zająknął się lekarz, wyrwany z marzeń o odbieraniu Nagrody Nobla. – Właściwie… u niektórych myszy wystąpiły po pewnym czasie pewne dodatkowe, niekontrolowane objawy, ale krótkotrwałe i szybko udało się je wyeliminować. Jeszcze raz powtarzam: proszę się nie martwić.

– Ja się nie martwię – wymamrotał sennie pacjent i zamknął oczy.

 

***

 

Obudził go huk. Jak w zwolnionym tempie pan Fereira zobaczył żarówkę wybuchającą mu prosto w twarz i sam nie wiedział, jakim cudem zdążył zeskoczyć na podłogę, kiedy okruchy grubego szkła wbiły się w leżankę. Nie zdążył zastanowić się dłużej nad tym zjawiskiem, bo gabinet wypełnił gryzący zielony dym. 

– Panie doktorze! – Lekarz leżał bezwładnie na podłodze, z szeroko otwartymi, szklistymi oczami. Metr dalej, w urwanej ręce wciąż tkwiła dźwignia, którą widocznie nacisnął tym razem odrobinę za mocno.

Trzeba było uciekać.

 

***

Doktor Nuno Antonio Fernando Pereiro dos Santos Madeira, światowej sławy fizyk został znaleziony martwy w swoim laboratorium w Queluz. Według wstępnych ustaleń policji do wybuchu mogło dojść wskutek działań osób trzecich. Doktor Madeira od lat prowadził doświadczenia w zakresie promieniowania gamma. Osierocił trójkę dzieci.

– Ej, Pepe – Cristiano Ronaldo trącił go w ramię. – Weź się przesuń, muszę do kibla.

– Znowu, do cholery! Czy ty musisz tak wędrować po całym samolocie? – Képler Laveran Lima Ferreira zamknął gazetę i ze złością uderzył nią o oparcie fotela.

– Pepe, uspokój się. – Trener popchnął w stronę łazienki urażonego Cristiano Ronaldo, już szykującego się do słownej utarczki, a sam stanął nad siedzeniem najlepszego obrońcy w swojej drużynie. 

– On mnie potrącił! Walnął mnie ręką! Łazi i łazi do tego kibla! Niech włoży pampersa! – Złość buzowała w Pepe, myśli przyspieszyły, miał ochotę coś zmiażdżyć, coś rozwalić…

– Przecież nie zrobił tego specjalnie. – Trener kojąco położył mu dłoń na ramieniu i usiadł obok na wolnym fotelu. – Co się z tobą dzieje, chłopaku? Zachowujesz się jak dziecko. Przecież ostatnio wszystko było w porządku. Ta nowa terapia radzenia sobie z agresją dała znakomite efekty. Psycholog bardzo cię chwalił. 

– Ja… – Pepe zwinął gazetę. Spojrzał na swoje dłonie, które nie przestawały dygotać i zwinął gazetę w rulon. – Przepraszam, trenerze. Wszystko jest w porządku.

Wziął głęboki wdech i przymknął oczy. Niepotrzebnie zadał się z tym Madeirą, niepotrzebnie ukrył to przed psychologiem, trenerem, kolegami z drużyny… Ale teraz to było nieważne. Mecz z Niemcami, to jedyne o czym powinien teraz myśleć.

 

***

 

Müller wyrósł jak spod ziemi. Jego irytujący uśmieszek zawsze działał mu na nerwy. W dodatku ten idiota wyraźnie go prowokował. Odepchnął go dłonią jak natrętnego owada. No i mógł to, do cholery, przewidzieć.

Niemiec teatralnie padł na ziemię, trzymając się za twarz. Przez palce upewnił się, czy sędzia na pewno go widzi i zaczął jęczeć, jakby przynajmniej właśnie został wykastrowany.

– Zamknij się do cholery! – ryknął Pepe. Bruno Alves nadbiegł z drugiego kąta boiska, jak zawsze gotowy do wykłócania się z sędzią. Zupełnie jakby wykłócanie się z sędzią przyniosło kiedykolwiek w historii futbolu jakikolwiek pozytywny efekt. Cristiano Ronaldo przewrócił oczami zniesmaczony, chociaż sam miał na sumieniu sporo podobnych scenek odgrywanych na innych boiskach.

Sędzia sięgnął po kartkę.

– COOOOO? – wrzasnął Pepe. To była rażąca niesprawiedliwość. On nic nie zrobił. Müller oszukiwał. Ci przeklęci Niemcy. Ci przeklęci… ci przeklęci… ludzie…

– Pepe? – spytał niepewnie Raul Meireles. – Wszystko OK? Nie wyglądasz dobrze. Jesteś jakiś zielony na twarzy.

Pepe spojrzał na niego czarnymi jak węgiel oczami pozbawionymi białek. Meireles kwiknął i ogarnięty irracjonalnym lekiem rzucił się do panicznej ucieczki w stronę szatni. 

– Raul? – Pepe spojrzał w stronę kolegi, ale zamiast słów z gardła wydobył się tylko dziki ryk. 

Müller otworzył szeroko usta, widząc jak koszulka Portugalczyka pęka pod naporem rosnących gwałtownie mięśni. Potężniejąca sylwetka pojawiła się na wszystkich telebimach. Tłum na trybunach zamarł. Cristiano Ronaldo zaszlochał.

Pepe skierował swoje spojrzenie na tego, kto go sprowokował. Niemiec zerwał się i rzucił do ucieczki, ale przerażająco silna ręka przygwoździła go do ziemi. Z oczu pociekły mu łzy.

– To nie był faul – powiedział Pepe, jak mógł najspokojniej. Nie rozumiał, dlaczego Thomas Müller wrzeszczy i wyrywa się, a oczy wychodzą mu z orbit. Przecież nie chciał zrobić mu nic złego. Doktor Madeira nauczył go, jak radzić sobie z agresją na boisku. To tylko te skutki uboczne… ale one zaraz miną…

Zwrócił wzrok w stronę sędziego, zapominając o Müllerze, który spadł na ziemię bezwładny jak szmaciana lalka. Przerażony arbiter stał jak wmurowany w boisko, w wyciągniętej ręce ciągle trzymał czerwoną kartkę.

 

***

Potem, kiedy Pepe leżał już w celi, skuty łańcuchami, odurzony litrami środków nasennych, zastanawiał się, czemu właściwie jego gol nie został wtedy uznany.

Może dlatego, że oprócz piłki do bramki wpadła też głowa sędziego.

Koniec

Komentarze

Trochę pokręcone, ale podobało się ;)

Salute laugh

Ogół nie chce wiedzieć, że jest myślącą masą złożoną z bezmyślnych jednostek

No popatrz, a ja to wszystko przegapiłam. Jestem ciekawa, jak to możliwe, ale pewnie wyszłam do kuchni. Szkoda, bo przegapiłam zielonego Hulka-Pepe.

Fajne.

Masz obok siebie irytujący uśmieszek i owada i trochę błędów w zapisie dialogów.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Hehe, dobre. Inkredibelny Pepe ;-)

i<->e?

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Mi się bardzo podobało. Choć cały czas myślałem, że na końcu Pepe dostanie snickersa.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Wiedziałam! Pepe zawsze był jakiś inny!

 

P.S. Nie wiem czy to zamierzone, ale rzuciło mi się w oczy:

 

Zupełnie jakby wykłócanie się z sędzią przyniosło kiedykolwiek w historii futbolu jakikolwiek pozytywny efekt. Cristiano Ronaldo przewrócił oczami, zupełnie jakby sam nie miał na sumieniu podobnych scenek odgrywanych na innych boiskach.

Niekonsekwentnie zapisujesz nazwisko tego Niemca. Chyba że ich było dwóch, nie znam się.

No właśnie – za dużo tu rzeczy, o których nic nie wiem, żebym mogła docenić urok opka.

Babska logika rządzi!

Cieszę się, że się podobało ;-) Dziękuję wszystkim za wytknięcie błędów, już mam nadzieję poprawione. Czas przypomnieć sobie prawidłowy zapis dialogów.

A na snickersa nie wpadłam, hyhy ;-) 

 

EDIT

 

@Finkla – umlaut mi umknął ;-) No i niestety tak to jest z wszelkiej maści fanfikami, że nie dla każdego wszystkie sceny będą jasne. Ale po wczorajszym meczu ten tekst po prostu musiał powstać.

Tekst ok, choć fanem Hulka nie jestem. Podobała mi się konkluzja – głowa sędziego wpadająca do siatki była zdecydowanie najmocniejszym akcentem. Niemniej jako osoba w miarę zorientowana w temacie piłki kopanej doceniam wartość artystyczną szorta.

 

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Bruno Alves nadbiegł z drugiego kąta boiska

Jakoś kąt kojarzy mi się z czymś co istnieje w 3D a nie tylko w 2D

ogarnięty irracjonalnym lekiem

Ogonek.

spadł na ziemię bezwładny jak szmaciana lalka. Przerażony arbiter stał jak wmurowany w boisko

Może dałoby się te dwa porównania jakoś urozmaicić.

EDIT: i jeszcze

spojrzenie na tego, kto go sprowokował

Chyba: tego, który

 

Fajny szort, choć nieco hermetyczny, jak to fanfik.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Jako obojętny na uroki(?) tego sportu(?) ograniczam się do zameldowania, że czytałem, nie sprawiło mi to trudności, a nawet cztery razy się uśmiechnąłem.

Raz dwa trzy, w bibliotece będziesz Ty.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Ciekawe. 

 

Coś te brajtowe czary nie działają ;)

EDIT: No i dalej kicha, chyba pora na wsparcie ;)

Pan Wysokiego Domu

Drobna poprawka w bazie danych i mogą zadziałać. ;P

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Miejscami miałam wrażenie że jest trochę zamieszania z podmiotami (co, kto i komu robi). Ogólnie – interesująca wizja ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

jakim cudem zdążył zeskoczyć na podłogę, kiedy okruchy grubego szkła wbiły się w leżankę. Nie zdążył zastanowić się dłużej

Ogólnie rzecz biorąc, wydaje mi się, że mogłaś to lepiej napisać :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Ogólnie rzecz biorąc, masz rację ;-) ale to była potrzeba chwili ;-)

Och Pepe… Jak mogłeś… ;-) Dobre! ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Przecież nie chciał zrobić mu nic złego. Doktor Madeira nauczył go, jak radzić sobie z agresją na boisku. To tylko te skutki uboczne

Skoro Pepe był spokojny, a jego mutacja była skutkiem ubocznym, to czemu głowa arbitra wylądowała w siatce? :)

Fajny tekścik :)

Skoro Pepe był spokojny, a jego mutacja była skutkiem ubocznym, to czemu głowa arbitra wylądowała w siatce?

czerwona kartka w ręku sędziego mogła mieć z tym coś wspólnego ;-)

Miło że się podobało :) Szkoda tylko, że Portugalia odpadła…

Zabawne, ale brak głębszego zainteresowania piłką nożną, chyba pozbawił mnie urokliwych smaczków.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Bardzo pokręcony tekst. Ale dobry, to znaczy bardzo dobry. Podobało mi się :)

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

No i szkoda Portugalii, ale taka jest piłka :)

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Dziękuję za zajrzenie i miłe słowo :) A Portugalia… ech.

Ciekawe :)

Znam tylko pięć liter ;)

Przeczytałam, ale nazwiska użyte w opowiadaniu nic mi nie mówiły. No, może jedno… Pewnie dlatego lektura nie sprawiła mi wielkiej przyjemności, tylko niewielką. :-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka