- Opowiadanie: Morgiana89 - Pogromca smoka

Pogromca smoka

Nie jest idealne.

Pomysł może nieco banalny.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Pogromca smoka

Zbroja błyszczała w porannym słońcu. Kolczuga, którą założył była niewygodna, ale spełniła swoje zadanie. Udało się! Pokonał smoka!

W niewielkim oddaleniu obok skał, leżało wielkie, bezwładne cielsko. Co rusz zerkał w tamtym kierunku, chcąc się upewnić, czy aby na pewno stwór na powrót nie rzuci się na niego. Ciało smoka górowało nad nim. Gdyby nie to, że smok nie oddychał, a na łbie miał ciemnoczerwoną plamę krwi, ktoś mógłby pomyśleć, że zwierzę wygrzewa się jedynie w porannych promieniach słonecznych. Gadzi łeb był podłużny, z lekko wystającymi kłami. Prawa strona nie została zniszczona i można było dostrzec idealnie prostą linię szczęki. Smok miał delikatne, białe wstawki w okolicach oczu i czarne jak łuski kolce, idące od szyi w głąb grzbietu. Ciało ułożyło się pod nienaturalnym kątem, przez co wielkie skrzydła były ledwo widoczne. Rycerz pamiętał, jak jeszcze parę chwil temu, górowały nad nim w powietrzu.

Cały się trząsł na samą myśl tego co zaszło. Nie opuszczało go wrażenie, że przez chwilę, jakby w głąb jego umysłu usłyszał głos: Błagam nie rób mi krzywdy! Zostaw mnie! Było to, jak mniemał, nim zadał ostateczny cios, który zwalił stwora na ziemię.

Po stoczonej walce dopiero teraz zmęczenie i ciężar jaki dźwigał na barkach, dawały o sobie znać. Nie przejmując się ewentualnym zniszczeniem, rzucił miecz wbijając go w ziemię. Oparł się o skałę i osunął na piach, zdejmując hełm, który sprawiał, że od porannego słońca robiło mu się niedobrze.

Szybko poszło – pomyślał.

Nie przypuszczał, że fortuna się do niego uśmiechnie. Miał nadzieje, że wygra, ale wielu przed nim próbowało i do tej pory nikt nie zabił potwora. Tak jak pozostali śmiałkowie on też pragnął chwały. 

Smok żył tu wiele lat. Wygoda sprawiła, że osiadł na stałe. Bliskość miasteczka z twierdzą królewską, zapewniła stałe pożywienie.Nie miało znaczenia, czy je ludzi, czy zwierzęta. Najważniejszy był pełny brzuch. Samotny stwór zapewniał sobie przetrwanie. Atakował owce, krowy i kozy wypasane na polach. A jak jakiś pasterz się trafił, to i nim nie pogardził. Z czasem ogłoszono nagrody za zabicie potwora i na początku kolejki chętnych do stanięcia w szranki ze smokiem ustawiały się ogromne. Gdy ludzie zaczęli ginąć, zapał ochotników nieco zelżał, ale napaście nie ustąpiły. Od czasu do czasu pojawiał się jakiś śmiałek, próbujący swych sił, ale zazwyczaj słuch o nim ginął. Jedynie o próbie pozbycia się problemu, mogła świadczyć góra kości i żelastwa porozrzucana koło legowiska doskonale widoczna z daleka. Czasem z daleka widać było tylko płomień i dym. Niektórzy ciekawscy zapuszczali się na tamtą stronę, narażając własne życie, by podejrzeć jak smok niweczy wszelkie nadzieje na zwycięstwo. Coraz częściej zdarzały się zakłady o wygraną. Z czasem częstotliwość stawiających na człowieka, zaczęła się zmniejszać. Przez co przestały przynosić zadowalający, łatwy zysk.

Wieść o smoku rozeszła się w dolinie i spowodowała ucieczkę z ziem rdzennych mieszkańców. Ludzie zostawiali dobytki, gdyż niebezpieczeństwo ataku było zbyt bliskie.

Rycerz w końcu, po chwili odpoczynku, podniósł się z piachu. Dla pewności pochwycił miecz i zadał ostatni cios, by mieć pewność, że stwór jest martwy. Ciężar stali, w którą był ubrany, ciążył niemiłosiernie, a gdy odchodził brakowało mu sił. Kroki były niepewne i powolne, ale perspektywa zdjęcia zbroi nie wchodziła w grę. Nie byłby w stanie, ciągnąć jej lub dźwigać. Wolał zostawić ją na sobie. Niezbyt wygodne, ale najlepsze rozwiązanie. Ruszył w kierunku wsi, obiecując sobie postój nad strumieniem. Jeśli szczęście się uśmiechnie, może z wdzięczności mieszkańców zje dziś ciepły posiłek.

Droga minęła zaskakująco szybko. Wcześniej, gdy szedł na spotkanie z przeznaczeniem, miał wrażenie, że wszystko odbywa się powoli, a odległość nawet od wody jest ogromna. Pokładał to na karb zmęczenia i poświęconego wcześniej czasu na obserwacje. Gdy dotarł na miejsce, ze zdumieniem spostrzegł znaczną ilość krzewów, dających błogie schronienie w cieniu przed palącym słońcem. Zdjął zbroję i powoli zanurzył się w chłodnej wodzie. Muł okalający podłoże i ocierał się o umęczone stopy. Miał nadzieje, że nie złapie pijawek. Nie uśmiechało mu się spędzać kolejnych minut, na oczyszczaniu skóry.

Chciał jedynie się odświeżyć, ochłonąć i morze zdrzemnąć w cieniu. Jednak nie dane mu było zaznać tych wygód. Odwrócony plecami do ścieżki, ze wzrokiem skierowanym na las usłyszał krzyki, dobiegające zza jego pleców. Nie zamierzał reagować. Miał dość sensacji jak na jeden dzień, a zmęczenie wręcz ścinało go z nóg. Wołanie nie ustawało. Był nieco urywane, ale w końcu zrozumiał słowa, jakie wydawał z siebie człowiek. Gdy odwrócił się, spostrzegł, że to pulchny jegomość biegnący w jego kierunku. Brzuch bujał mu się na wszystkie strony.

– Niech pan poczeka! Proszę zostać na miejscu! – wykrzykiwał.

Teraz miał już pewność, że mężczyzna woła do niego. Niezadowolony wyszedł z chłodnej wody. Gdy dobiegł, nie mógł złapać tchu. Nadprogramowe kilogramy dawały o sobie znać. Cierpliwie czekał, aż tamten będzie w stanie powiedzieć, o co chodzi. 

– Wszystko… Wszystko… – próbował coś powiedzieć łapiąc się za serce. Rycerz zauważył, że mężczyzna młodość już ma daleko za sobą. Włosy miał siwe i przerzedzone. Jedynie szara broda z nielicznymi, ciemniejszymi włosami była cały czas gęsta.

– Spokojnie niech pan złapie oddech – odezwał się, gdy tamten nadal próbował coś powiedzieć.

Po kilku minutach mężczyzna w końcu przemówił

– Wszystko widziałem! – powiedział. – Widziałem, że nie żyje! Musi pan iść ze mną! Jest pan bohaterem!

Nie czekając na zgodę, a tym bardziej na zażalenie. Podszedł do rzeczy leżących na trawie i chwycił je w tłuste ramiona.

– Pomogę panu to nieść. – Zarzucił sobie jego worek na plecy i nie zwracając uwagi na zaskoczonego rycerza, ruszył przed siebie, uśmiechając się szeroko.

 

***

 

Mężczyzna towarzyszący mu był prostym chłopem. Należał do tych ciekawskich, którzy wyglądali na smoka i ewentualnego przeciwnika. Później mogli zdawać z tego relacje innym mieszkańcom, a im bardziej krwawa, tym większy zyskiwała posłuch. Nazywał się Świętopełk. Paplał całą drogę radośnie, dając do zrozumienia jak wielkie uznanie zdobył w jego oczach rycerz.

– Mości Dobromirze to naprawdę odmieni nam życie. Nareszcie pozbyliśmy się tego przebrzydłego gada! Dzięki nam staniesz się bohaterem! – wykrzykiwał raz po raz.

Nie uskarżał się nawet na ciężar jaki niósł. Widać było, że tryska radością. Gdyby tylko mógł, rycerz był święcie o tym przekonany, żeby podskakiwał. Dobromir niewiele się odzywał. Nie pokazywał zainteresowania choć w głębi duszy cieszył się, że może dostąpić prawdziwej rycerskiej chwały. W końcu dla niej narażał swe życie.

Gdy dotarli do wioski z zadowoleniem stwierdził, że jeszcze nikt o niczym nie wie. To na pewno wydłuży możliwość odpoczynku. Świętopełk skierował się w kierunku głównego budynku w miejscowości. Niezbyt wysokiego z eleganckim obejściem. Różniącego się pozostałych na głównej drodze. Drzwi były wielkie i drewniane. Świętopełk poprosił go o zaczekanie na zewnątrz, aby mógł należycie zawiadomić mieszkańców i przyszykować mu miejsce na odpoczynek. Po czym raźnym krokiem z całym naręczem należącym do rycerza wkroczył do środka zamykając za sobą drzwi.

Nie trwało to długo. W tym czasie Dobromir podziwiał okolicę. Widział ludzi przechodzących drogą i ciekawie na niego spoglądających. Patrzył na domy ustawione rzędem koło siebie w jednakowym stylu, nieróżniące się praktycznie niczym. Jedynie budynek przy, którym stał górował nad okolicą. Z daleka widać było, że należy do kogoś ważnego. Przypuszczał, że mieszka w nim zarządca wsi. Nie pomylił się i gdy zaproszono go do środka przywitał go starszy mężczyzna z nienaganną postawą i w eleganckim odzieniu. Uśmiechnął się na widok Dobromira, ale był to uśmiech surowy. Gestem zaprosił go do środka.

– Witamy jakże osławionego bohatera – przywitał się mężczyzna.– Moja żona przygotuję panu miejsce do spania. Zapewne woli pan wypocząć przed długą podróżą do królestwa.

Dobromir przyglądał się mu uważnie. Uśmiech na twarzy starca nie obejmował oczu, które pozostały zimne niczym lód. Nie takiego powitania się spodziewał. Przypuszczał, że wybawienie wsi od potwora, wywoła radość taką samą jak u tego grubaska – Świętopełka.

Czyżby zabicie smoka spowodowało jakieś straty dla niego? Czy może nie odpowiedni człowiek dokonał na smoku zwycięstwa? – rozmyślał w trakcie dosyć powściągliwej wymiany zdań z gospodarzem.

Nim się obejrzał był już odprowadzany przez jego syna Bogumiła na górne piętro domostwa. Kierowali się do komnaty przygotowanej dla niego. Gdy gestem tamten zaprosił go do środka, rycerz spostrzegł, że w pomieszczeniu nie było mebli poza łóżkiem, lustrem wiszącym na gołej ścianie i misą wypełnioną czystą wodą.

– Rozgość się – powiedział grubym głosem jego towarzysz. – Później jak się wyśpisz, zawołamy cię na obiad i opowiesz nam co się wydarzyło.

Dobromir przytaknął skinieniem głowy i odwrócił się do niego plecami. Oparł rękę na ścianie, aby się podeprzeć. Nie wiele zabrakło by prawie się przewrócił i uderzył w nią z głuchym łoskotem.

– Grube te mury – rzekł.

– Jak to w celi. – Ku zdumieniu Dobromira uśmiechnął się i zamknął za sobą drzwi. Po czym usłyszał ciche klaśnięcie, a później wolne kroki na korytarzu.

Jakiej celi? Czyżby go zamknęli? – podszedł do drzwi i złapał za klamkę.

– Ej! Co jest do cholery! – krzyknął, ale nikt nawet nie poruszył się na korytarzu ani w domu. Jakby wszystko w domu zamarło.

Może nie chcą, aby chodził im po domu – pomyślał, gdy szarpał i walił w drzwi, klnąc przy tym, na czym świat stoi.

W końcu zrezygnowany i zmęczony po ciężkim dniu, położył się. Nawet nie obmywając się, w naszykowanej misie. Pył na ciele swędział niemiłosiernie, ale nie miał siły już się podnieść. Ostatnią myślą, jaka wkradła się przed zapadnięciem w sen ,dotyczyła osoby, która go tu sprowadziła. Co się stało z tym miłym i wesołym wiejskim chłopem – Świętopełkiem? Dziwne, że tak nagle znikł. Nawet nie minęli się w drzwiach, gdy wchodził do domu zarządcy.

 

***

 

Zbudzony został o świcie. Nie mógł uwierzyć, że spał prawie pół dnia. Był zadowolony, że przynajmniej nie musiał się dobijać, aby go wypuścili, bo w drzwiach czekał już na niego syn gospodarza. Po pośpiesznie zjedzonym śniadaniu i niezbyt chętnie rzucanych w jego kierunku spojrzeniach właściciela domu oraz ignorowania ze strony rodziny zarządcy, został odprawiony i czym prędzej wyruszył w powozie na dwór królewski. Nikt nic nie chciał wyjaśnić i nie wiele się do niego odzywano. Jak przez mgłę pamiętał pogardliwe spojrzenia.

Pokrótce opowiedział historię zwycięstwa, ale to tylko spowodowało jeszcze większe niezadowolenie malujące się na twarzach domowników. Dobromir nie rozumiał co się dzieje.

Czyżby nie wierzono w jego opowieść?– rozmyślał. – Gdyby tylko chcieli mógłby im pokazać miejsce oraz ciało.

Gdy siedział w powozie z niewielkimi oknami, wcale nie żałował, że opuścił miasteczko. Ludzie zachowywali się tam tak jakby jego czyn był zły i niegodny. Przecież pragnął chwały, którą opłacił latami ciężkiej pracy. Ciężko pracował, by zasłużyć na miano rycerza. Jedyną nadzieją była nagroda, którą może uda mu się otrzymać i chwała na zamku królewskim, do którego zmierzał. Droga na pewno będzie długa i męcząca, ale może okaże się warta zachodu. Ręce trzymał ułożone na kolanach, co chwila spoglądając przez okno. Siedział sam, jedynie woźnica raz po raz popędzał konia. Próbował przed wyjazdem jeszcze protestować, że wystarczy osiodłać konia. Sam świetnie dał by sobie radę, ale nikt nie chciał go słuchać. Poczuł się jakby był kulą u nogi i wcale mu się to nie podobało.

Ze zdumieniem spostrzegł, że nie ma swojego miecza oraz zbroi. Widocznie w pośpiechu zapomniał ich zabrać. Choć do końca nie był pewien co się z nimi stało.

Podróż dłużyła się niemiłosiernie. Próbował zagadywać do woźnicy krzycząc przez jedno z mniejszych okienek. Ten jednak albo go nie słyszał albo nie miał ochoty z nim rozmawiać. Dlatego też Dobromir ucieszył się, gdy zobaczył mury głównego miasta. Górował na nim zamek. Rycerz zastanawiał się czy nie jest położony specjalnie na lekkim wzniesieniu. Mury zamkowe mogły okazać się po prostu bardzo wysokie. Trzy wielkie wieże ze strony drogi były od razu widoczne. Postawione zostały w strategicznych punktach i nawet ze sporej odległości dostrzec można było kręcących się tam ludzi. To byli zapewne strażnicy miejscy. Gdy w końcu znaleźli się w środku mijali uliczki miejskie, ludzi ciekawie spoglądających w ich kierunku, a gdy dojechali przed bramę zamkową wyszedł do nich gwardzista. Niestety Dobromir nie słyszał co mówił do woźnicy. Po chwili jednak brama się otworzyła, a oni wjechali do środka.

Gdy woźnica zatrzymał się przed wielkimi schodami, przed głównym wejściem ktoś już na nich czekał. Drzwi karety zostały otwarte. Do pomieszczenia zajrzał wysoki i barczysty mężczyzna.

– Kogoż my tu mamy? – zapytał z uśmiechem.

– Dobromir. Ja zabiłem smoka – odrzekł z niekłamanym zachwytem rycerz po czym mimo chęci zrobienia dobrego efektu nieco niezdarnie wygramolił się z powozu.

– Doszły mnie już te słuchy mości Dobromirze. – odpowiedział tamten. – Gratuluję zwycięstwa!

Wziął Dobromira za rękę i poprowadził do głównych zamkowych wrót. Gdy weszli przywitał go widok złotych zbroi, ciężkich obrazów przedstawiających władców i krzątającą się służbę. Na widok gościa uśmiechali się dobrodusznie.

– Najpierw pójdziesz porozmawiać z księżniczką – rzekł mężczyzna. – Później zobaczymy co dalej. Ja jestem Jan. Jeśli byś czegoś potrzebował to zapytaj o mnie. Drogę do komnat wskażę ci Elwira.

Jakby znikąd pojawiła się chuda kobieta w prostej sukni.

– Tędy proszę – powiedziała i nie czekając na reakcje Dobromira ruszyła korytarzem. Jan widząc jego przerażoną minę uśmiechnął się do niego i jeszcze raz uścisnął mu dłoń po czym ruszył w przeciwnym kierunku.

Skoro musiał stanąć przed księżniczką zrobi to. Choć obawiał się, że po tak męczącej podróży nie wywrze na niej odpowiedniego wrażenia. Przynajmniej ludzie traktowali go tu inaczej. Nie czuło się już wszechobecnej wrogości, jak od mieszkańców miasteczka.

Gdy dotarli na wyższy poziom, kobieta nazywana Elwirą wskazała drzwi i otworzyła je bez pukania, gestem nakazując mu wejść. Gdy wszedł do pomieszczenia zobaczył najcudowniejszą kobietę na ziemi. Jej alabastrowa cera odbijała się na tle ciemnych gęstych pukli opadających na blade ramiona. Na sobie miała błękitno – niebieską suknię podkreślającą jej idealnie zaokrągloną figurę. Wzrok miała zwrócony do okna, ale gdy tylko usłyszała poruszenie, odwróciła się w kierunku Dobromira. On nie myśląc nad tym co robi, padł przed nią na kolana.

– Och, jaki jestem szczęśliwy mogąc cię ujrzeć o pani. Twoja uroda jest zachwycająca. – Zdziwienie jakie malowało się na twarzy księżniczki było ogromne. Jednakże dostrzegł niewielki rumieniec pokrywający jej policzki i dekolt.

– Proszę się nie wygłupiać. Niech pan wstanie – powiedziała cicho, ale wystarczająco stanowczo i Dobromir usłuchał.

– To zaszczyt mogąc cię poznać królewno – prawił komplementy. – Wyglądasz olśniewająco. Jestem na zawsze ci oddany!

Nie spodziewał się, że jest tak piękna. Plotki chodziły po królestwie, że matka ziemia nie poskąpiła jej urody, ale nie mógł uwierzyć w te zapewnienia. Ludzie często gadają. Zrobią wszystko, aby uzyskać zysk. W tym przypadku chodziło o pokonanie smoka. Nie miał wcześniej zamiaru korzystać z nagrody jaką oferowano. Była nią ręka księżniczki. Lecz gdy ją ujrzał, nie był wstanie myśleć o niczym innym. Sława i dobre imię odeszły na dalszy plan. To było niczym grom z jasnego nieba.

– Będę cię wielbił do końca mych dni. Jakże cieszę się na to spotkanie – powiedział.

– Usiądź proszę porozmawiajmy – odpowiedziała. – Chciałabym, abyś mi opowiedział o tym co się wydarzyło.

On jak dziecko usłuchał. Usiadł na krześle. Nie pomijał niczego. Chciał, aby wiedziała, ile wysiłku go to kosztowało i jak bardzo się starał, aby ochronić ludzi przed tym czarnym diabłem. Rozprawiał o ogromnych skrzydłach rzucających się na niego. O wielkich szponach, które gdyby nie zbroja rozerwałyby go na strzępy, o czarnych jak smoła oczach patrzących wrogo. Opowiedział jak smok zionął ogniem i jak przypalał wszystko wokół próbując go zabić. Wyraził ubolewanie nad zabitymi rycerzami i radość nad udanym ostatecznym atakiem, które powstrzymało bestię. Gdy tak opisywał swą historię znów poczuł się bohaterem, jakby wcześniejsze chłodne przyjęcie przez ludzi nie miało znaczenia. Prawie nie słyszał jak gdzieś w jego umyśle kołatał się głos: Zabiłeś człowieka Darku, to nie był smok. Rozumiesz? To nie był smok!

 

***

 

Kobiety w białych fartuchach stały na korytarzu. Jedna trzymała w ręce notatnik, a druga opierała się o ścianę. Widać humor im dopisywał. Gdy na korytarzu pojawiła się młoda lekarka ubrana w jasnobłękitny kombinezon, zamilkły na chwilę. Gdy je minęła szybkim krokiem, a jej plecy zniknęły za rogiem, starsza z pielęgniarek z przyprószoną już obficie zmarszczkami twarzą szepnęła do drugiej.

– To ona. – Uśmiechnęła się znacząco, a tamta odpowiedziała wymuszonym uśmiechem. – Nie przejmuj się, kochanieńka. Nic ci nie powie. Chyba trochę się wstydzi tego co zaszło.

Młodsza z kobiet niepewnie się uśmiechnęła.

– Zobaczysz, Ala, to nie pierwsza taka sytuacja, ale chyba jedna z zabawniejszych. Biedny ten chłop. Kompletnie postradał zmysły. – Wzruszyła nieznacznie ramionami. – Jesteś nowa, ale szybko przyzwyczaisz się do dziwaków. – Wskazała nieznacznie na wielkie białe drzwi, zza których dochodziły głosy.

Alicją podeszła do nich i spojrzała przez szybę. Musiała lekko stanąć na palcach, by zobaczyć co się tam dzieje. Widziała w pomieszczeniu stoliki i podobnie ubranych do niej sanitariuszy. Wokół kręcili się też inni ludzie, zarówno starsi jak i młodsi. Ubrani jednakowo w szare stroje. Niektórzy siedzieli w zwartych grupkach razem, inni stali i mówili sami do siebie, pozostali nic się nie odzywali i patrzyli tępo w przestrzeń. Pielęgniarka zdawała sobie sprawę, że to ci niegroźni. Oni mogli przebywać razem. Ten korytarz za jej plecami prowadził do izb i pokojów zamkniętych.

Starsza kobieta podeszła do niej i tak samo jak ona spojrzała przez szybę. Na jej twarzy nie było widać zainteresowania, jedynie znudzenie.

– Zaczynasz tutaj Ala, a kończysz tam wraz z wiekiem i doświadczeniem. Oczywiście jeśli wytrwasz – powiedziała, wskazując na oddział zamknięty. – Zobaczysz czasem jest wesoło.

– Nie mogę uwierzyć pani Basiu, że tak się to skończyło – powiedziała Alicja. – Naprawdę zabił człowieka roztrzaskując mu głowę i przebijając brzuch?

– Niestety tak – odpowiedziała starsza kobieta.

– Przecież powinien być w zamkniętym zakładzie karnym!

– Tak kochanieńka, ale niestety jest chory i dlatego trafił tutaj. Biedaczysko myślał, że zabija smoka. Później oczekiwał nagrody. – Uśmiechnęła się na samą myśl. Po czym dodała: – Najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że myślał, że nasza pani doktor Kosińska jest jego nagrodą. Cudowna księżniczka z dalekiej krainy. – Zaśmiała się znowu. – Żałuj, że nie było cię tu gdy Kosińska miała być odebrana przez męża, a nasz wielki bohater prawie się na niego rzucił. Teraz przebywa w części zamkniętej i chyba prędko z niej nie wyjdzie.

Gdy młoda dziewczyna popatrzyła na nią, nie bardzo wiedziała, czy ma się śmiać, czy nie. Słyszała całą historie już kilka razy i za każdym razem robiło to na niej duże wrażenie. W końcu nie co dzień ma się do czynienia z bohaterami i ich problemami.

Koniec

Komentarze

W niewielkim oddaleniu,obok skał leżało wielkie bezładne cielsko.

Przed “bezładne” przecinek

stwór na powrót nie rzuci się na niego. Cielsko smoka górowało nad nim.

Powtórzenie. Poza tym, drugie zdanie nie brzmi zbyt dobrze.

a na łbie miał ciemnoczerwoną plamę krwi to, ktoś mógłby pomyśleć,

Przecinek przed “to”.

Było wielkie i budziło strach, ale nie można mu było odmówić piękna. Gadzi łeb był podłużny z lekko wystającymi kłami. Prawa strona nie została zniszczona i widać było idealnie prostą linie szczęki, delikatne białe wstawki w okolicach oczu i czarne jak łuski kolce idące od szyi w głąb grzbietu. Wielkie smocze skrzydła były

To BYŁO powtórzenie. ;)

Miał nawet wrażenie, że przez chwilę jakby w głąb jego umysłu dobiegał go głos

???

Było to jak mniemał nim zadał ostateczny cios, który zwalił stwora na ziemie.

Przecinek po “to” oraz po “mniemał”. W dodatku chyba powinno być ziemię.

Nie przejmując się ewentualnym zniszczeniem rzucił miecz wbijając go ostrą częścią w ziemie.

Przecinek po “rzucił” i znowu ta ziemia.

Oparł się o skałę i osuną na piach zdejmując hełm, który sprawiał, że od porannego słońca robiło mu sięniedobrze.

osunął i przecinek po “piach”

Szybko poszło – pomyślał.

Myśli zapisuje się chyba po przecinku, ale nie mam pewności.

Szybko poszło – pomyślał. Nie przypuszczał, że fortuna tak szybko się do niego uśmiechnie.

Powtórzenie.

Dzięki stoczonej walce miał szanse jej dostąpić.

Jeśli miał tyle szans, to spoko laugh

Atakował wioski, atakował pola

A ciebie atakują powtórzenia.

ale gdy ludzie zaczęli ginąć zapał ochotników nieco zelżał,

Przecinek po “ginąć”

Jedynie o podjęciu wyzwania mogła świadczyć góra kości i żelastwa porozrzucana koło legowiska smoka.

Jedynie o podjęciu? O niczym innym?

Czasem gdy jakiś śmiałek stawał do walki widać było tylko płomień i dym.

Przecinek przed “gdy”.

Tak dobrze była widoczna z daleka. Czasem gdy jakiś śmiałek stawał do walki widać było tylko płomień i dym.

Być albo nie być! Oto jest pytanie.

 

 

Przepraszam, ale tego nie da się dalej czytać. Serwujesz nam starą jak skarpetki wikinga historię o zabijaniu smoków. Może później stanie się coś bardziej oryginalnego, ale dotychczasowe fragmenty nie zachęciły mnie kompletnie do zajrzenia do nich. W dodatku tyle błędów… Spróbuj może trochę dłużej posiedzieć nad tekstem, ponieważ widzisz, jakie są efekty. sad

Salute laugh

Ogół nie chce wiedzieć, że jest myślącą masą złożoną z bezmyślnych jednostek

Morgiano. Przeczytałam. Całość.

 

Pomysł może nie jest wcale taki banalny, a przynajmniej mógł być przedstawiony w naprawdę interesujący sposób. Niestety w tekście jest dużo błędów, w zasadzie każdego rodzaju. Na przykład:

 

Zbroja błyszczała mu w porannym słońcu.

Mu? Niepotrzebne, czytelnik jest domyślny.

W środku czuł, że jeszcze trochę i promienie słoneczne poparzą mu skórę.

W środku siebie? W środku kolczugi? Znowu “mu”. No i chyba bardziej chodziło o ogólne wrażenie gorąca, duchoty, ciężkości zbroi, a nie tego, że słońce przeniknie przez stal i poparzy mu skórę… W dodatku wcześniej piszesz, że słońce było “poranne”. Czy to możliwe, aby rankiem dawało “czadu” aż tak mocno?

W niewielkim oddaleniu, obok skał, leżało wielkie bezładne cielsko.

Chyba bezWładne?

 

Musisz popracować na konstrukcją zdań i najlepiej dać komuś tekst do przeczytania zanim opublikujesz. Komuś, kto ma jakie takie pojęcie o pisaniu.

 

No i jeśli to Twoje początki, to 20 tys. znaków to kawał tekstu. Pisz krócej, ćwicz, potem twórz dłuższe formy. A przede wszystkim dużo czytaj.

 

Powodzenia :)

Dzięki za opinie. Tekst jak znajdę chwilkę to na pewno poprawię. Na razie nie jestem gotowa, aby nawet komuś z rodziny coś pokazać. Zawsze łatwiej gdy jest to ktoś obcy. Podziękowania dla Ciebie Iluzjo w szczególności, gdyż przeczytałaś cały tekst.:)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

O samym pomyśle wypowiem się neutralnie: do nowych nie należy, ale do kompletnie wyeksploatowanych też nie.

Realizacja – no, tu już gorzej, bo nie da wyśrodkować żadnym sposobem. Więc dwutorowo. Pierwsza wiadomość jest zła – ilość i rodzaj błędów, w znakomitej większości do wyeliminowania podczas spokojnej, uważnej lektury po odleżeniu tekstu przez kilka dni, uroku tekstowi nie dodaje, a i Autorkę każe podejrzewać o lenistwo lub niedbalstwo… Druga wiadomość należy do dobrych. Autorka przedstawiła wizję wydarzeń od strony bohatera bez zbędnych udziwnień, wysilonych efektów; tak widział wydarzenia i ludzi człowiek niezdrów na umyśle, przeniósł je oraz ich, jak umiał, do świata fantazji. Czyżby był fanatycznym wielbicielem fantasy? Możliwe… Daje się ta transpozycja, mimo że początkowo budzi zdumienie, rozumieć – i to jest zasługą Autorki.

Podzielam zadanie przedpiśców. Tekstowi brakuje kilkukrotnego przeczytania i wyłapania błędów. A że jest ich sporo, to już wiesz.

Niemniej jednak, pomysł nie jest banalny, o czym piszesz, bo można i warto pisać, to co się lubi, zawsze znajdą się otwarte dusze, które to polubią i kupią. Pomysł może nie jest idealny, bo zresztą nic na świecie nie jest idealne. Pomysł jest Twój, i ja go kupuję. Podoba mi się. I chętnie ujrzałbym i przeczytał ten tekst poprawiony. Także do roboty. Pisz, ćwicz i publikuj.

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Dziękuję za wszystkie uwagi. Tekst po przeczytaniu go po pół roku nadal ma masę błędów. Coś poprawiłam, ale sporo jest jeszcze do zrobienia. Bardzo dziękuję za poświęcony mi czas na przeczytanie i skomentowanie.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

 

A po roku : ) ?

 

przyczepiam się do:

 

idealnie prostą linie szczęki.

ę

 

Atakował wioski i pola z wypasanymi zwierzętami,

Zwierzęta wypasa się na pastwiskach : )

 

Kolejki do walki ustawiały się ogromne, ale gdy ludzie zaczęli ginąć, zapał ochotników nieco zelżał, ale ataki nie ustąpiły.

2x ale

 

Od czasu do czasu pojawiał się jakiś śmiałek, próbujący swych sił w walce, ale zazwyczaj słuch o nim ginął.

Trzeci raz ale. Nie dziwię się, że lubisz ale, ja też lubię, zwłaszcza pale ale :D

 

Jedynie o próbie pozbycia się problemu, mogła świadczyć góra kości i żelastwa porozrzucana koło legowiska.

Trochę nie ten szyk

 

Jedynie o próbie pozbycia się problemu, mogła świadczyć góra kości i żelastwa porozrzucana koło legowiska. Doskonale widoczna z daleka. Czasem gdy ochotnik stawał do walki ,widać było tylko płomień i dym. Niektórzy ciekawscy zapuszczali się na tamtą stronę. Narażając własne życie, aby podejrzeć jak smok niweczy wszelkie nadzieje na zwycięstwo.

W moim odczuciu zwariowane kropki : >

 

Z czasem częstotliwość stawiających na człowieka, zaczęła się zmniejszać.

Nie pasuje mi ta częstotliwość tutaj, ale popatrz na definicję i oceń sama, bo nie jestem pewny.

 

Wieść o smoku rozeszła się w dolinie i powodowała ucieczkę z ziem rdzennych mieszkańców.

Może się czepiam, ale jeśli chodzi o ucieczkę rdzennych mieszkańców z ich ziem to zmieniłbym szyk. Może usunąć "ziemie" po prostu?

 

Po krótkim odpoczynku z trudem, dzielny rycerz podniósł się z piachu.

Przeczytaj to zdanie jeszcze raz i zastanów się nad szykiem i interpunkcją

 

Nie uśmiechało mu się spędzać kolejnych minut, na oczyszczaniu skóry.

Z przecinkami nie znamy się zbyt dobrze, ale ten tu jest chyba niepotrzebny?

 

Chciał jedynie się odświeżyć, ochłonąć i morze zdrzemnąć w cieniu.

może (!)

 

Niech pan poczeka! Proszę zostać na miejscu!

To tylko mała sugestia, ale zmieniłbym trzecią osobę liczby pojedynczej na drugą liczby mnogiej

 

Spokojnie niech pan złapie oddech

Przecinek

 

wyglądali na smoka i ewentualnego przeciwnika.

Tu mi zabiłaś ćwieka. Napisałbym "wyglądali za smokiem i ewentualnym przeciwnikiem" jeśli upierać się przy tym czasowniku, ale nie mam nic na potwierdzenie, że moja wersja jest lepsza. Po przeczytaniu całości zacząłem się zastanawiać, czy to nie była zamierzona gra słów.

 

Jedynie budynek przy, którym stał górował nad okolicą.

Nie wiem gdzie tu postawić przecinek, ale na pewno nie po "przy"

 

Czy może nie odpowiedni człowiek dokonał na smoku zwycięstwa?

Zwycięstwo raczej odnosi się nad kimś niż dokonuje na kimś.

 

Nie wiele zabrakło

Niewiele razem

 

W końcu zrezygnowany i zmęczony po ciężkim dniu położył się, nawet nie obmywając, w naszykowanej misie twarzy.

Drugi przecinek zbędny

 

Rycerz zastanawiał się czy nie jest położony specjalnie na lekkim wzniesieniu.

W okresach, gdy wznoszono tego rodzaju budowle obronne w istocie budowanie ich na wzniesieniu było raczej regułą niż wyjątkiem, więc o ile te przemyślenia rycerza nie zostaną inaczej sformułowane, to bije z nich dziwny brak doświadczenia wojennego

 

Trzy wielkie wierze ze strony drogi były od razu widoczne.

Nie wierze ;-)

 

Postawione zostały w strategicznych punktach i nawet ze sporej odległości dostrzec można kręcących się tam ludzi.

Chyba brakuje "dało się dostrzec" albo "można było dostrzec”, żeby zachować czas narracji.

 

Nie zwracając na uwagi na woźnice

niepotrzebne "na”. Woźnicę ę

 

Później zobaczymy co dalej.

przed "co dalej" przecinek

 

To zaszczyt mogąc cię poznać królewno

Przecinek, a jeszcze lepiej “móc cię poznać”

 

Jednakże, gdy ją zobaczył nie był wstanie myśleć o niczym innym.

w stanie, chyba że to podtekst jakiś :P

 

Usiądź proszę porozmawiajmy

Chyba przecinek

 

Chciałabym, abyś mi opowiedział o tym co się wydarzyło.

Przed “co” raczej przecinek

 

Gdy tak opisywał swą opowieść.

Inny czasownik: wiódł, snuł itp.

 

Kobieta nazywana Alicją podeszła do nich

No to Alicją, czy Alą? Ala to może być też Alina, Alfreda i parę innych imion ;)

 

Zobaczysz czasem jest wesoło.

Przecinek?

 

Słyszała całą historie

ę

 

 

Dobra puenta, niezły pomysł. Pomyślałem, że fajnie gdyby wcześniej pojawiło się nieco więcej podpowiedzi związanych ze stanem psychicznym rycerza, ale w sumie to chyba ja jestem mało domyślny, bo kilka wskazówek jest.

Osobiście bardziej mi się podobało niż Smoczy Zew, niemniej jeśli chodzi o warsztat, to do perfekcji jeszcze odrobinę. Koniec końców, to było rok temu. A w ciągu roku można się dużo nauczyć.

 

PS Błędy ortograficzne!!!

 

 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Nevazie, zadziwiasz mnie. Jest mi niezmiernie miło, ale chyba następnym razem aż pousuwam moje gniotliwe teksty. Kurczę, na czymś musiałam się nauczyć. ;) Ale mam teraz poprawiania i tu i tu. No cóż dzięki. Aż normalnie wstydzę się za siebie jak nie wiem co!

Bardzo Ci dziękuje, że w tak słabym tekście dostrzegasz jakieś plusy. :) Co do błędów ortograficznych, to jedynie co mogę napisać na swoją obronę, że jestem dyslektykiem. I nawet teraz zauważam, że w nowych tekstach popełniam naprawdę przedziwne błędy. Jednakże na pewno dużo więcej czytam i zwracam uwagę, na takie mankamenty. Dlatego coś mam zawsze szansę poprawić.

Przynajmniej teraz, czyli rok później. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

O, jeszcze tu przecinek:

 

Och, jaki jestem szczęśliwy mogąc cię ujrzeć , o pani.

 

Myślę, że każdy aspirujący pisarz zapoznał się/zapozna się z tym rodzajem zawstydzenia, o którym piszesz. Mnie w każdym razie jest ono dobrze znane. Nie przesadzaj, że ten tekst jest “tak słaby”. Ma kilka mocnych punktów – historia, którą stworzyłaś dobrze nadaje się do formy opowiadania, jako czytelnik poczułem się zaciekawiony dlaczego nikt nie cieszy się ze śmierci smoka i – choć podkreślę jeszcze raz, że bywam nieszczególnie domyślny w tych sprawach ;) – spodobała mi się puenta, która do końca nie była dla mnie wcale oczywista. Z dwojga złego chyba łatwiej wyrobić sobie warsztat pisarski niż kreatywność i wyobraźnię, a przynajmniej tak sobie bez przerwy powtarzam, w zadufaniu przyjmując, że kreatywność i wyobraźnię już mam! Koniec końców – lubisz pisać, to pisz, nie lubisz, to nie pisz :D nie widzę w tym jakichś wielkich dylematów.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dzięki, raz jeszcze. Nieco jednak Cię zawiodę, bo poprawki wprowadzę zarówno w tym tekście, jak i wcześniejszym dopiero w lipcu. Zaczął mi się gorący okres i niestety, ale nie mam czasu. Bardzo jednak Ci dziękuję i na pewno dokonam zmian. Tak jak mówiłam, jest mi strasznie wstyd. :P

 

Ps. Myślałam, że w pierwszej kolejności będziesz chciał skończyć swój tekst…

 

 

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Łatwiej czytać niż pisać :D czasem mam wolną chwilę na czytanie jak jadę do pracy albo wracam to mogę sobie przeczytać opko ;)

Mnie to zbytnio nie boli jeśli nie wprowadzasz zmian, które sugeruję, żaden ze mnie korektor!

Lepiej napisz coś nowego, to chętnie przeczytam. Oczywiście jak już skończy ci się gorący okres ;-)

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Ujmę to tak: zrobiłaś duże postępy od czasu napisania tego opka. ;-)

Zbroja błyszczała w porannym słońcu. Czuł, że jeśli pozostanie w niej dłużej, to promienie słoneczne poparzą skórę.

Zbroja była przezroczysta czy tamtejsza gwiazda naparzała promieniowaniem gamma? ;-)

Trzy wielkie wierze ze strony drogi były od razu widoczne.

Nie wierzę!

Babska logika rządzi!

Kobieto, gdzie Ty zawędrowałaś? Szkoda życia na takie teksty. Wisi na moim profilu, bo ja nie z tych co usuwają, jak dostaną nieprzychylną opinię. Lepiej czytaj coś lepszego, a przynajmniej nowszego. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Prawie wszystkie najnowsze już mam przeczytane. :-)

Babska logika rządzi!

Właśnie… Prawie…

:P 

 

Dzięki za odwiedziny, ale naprawdę polecam przeczytać coś lepszego. Może jakiś nowszy tekst, który kiedyś napiszę… ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

A bo horrorów to nie lubię, czytam tylko niektóre.

Napisz, to przeczytam. :-)

Babska logika rządzi!

No cóż, Morgiano, mam zwyczaj najpierw czytać opowiadanie, a dopiero potem komentarze, więc o Twoim zaleceniu, aby czytać inne teksty, dowiedziałam się już po lekturze Pogromcy smoka.

Ponieważ o jakości opowiadania powiedziano już wiele, od siebie dodam, że dziś piszesz znacznie lepiej. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, Regulatorko, to zawsze jakieś pocieszenie. ;) Przykro mi, że straciłaś czas na lekturę tej marności, ale nie mam w zwyczaju usuwać tekstów, nawet jeśli pozostawiają wiele do życzenia.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Masz dobry zwyczaj Morgiano, a ja nie uważam, że straciłam czas. Dzięki temu, że przeczytałam tę, jak ją nazywasz marność, mogłam stwierdzić, że poczyniłaś znaczne postępy. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zbroja błyszczała w porannym słońcu.

Coś tu nie kontaktuje – czyją zbroję facet widzi? Gdzie ona jest? Chyba nie wozi ze sobą całej zbrojowni?

 Kolczuga, którą założył była niewygodna

Wtrącenie: Kolczuga, którą założył, była.

 W niewielkim oddaleniu obok skał, leżało

Może raczej: Niedaleko, pod skałą, leżało?

 upewnić, czy aby na pewno

Aż tak chce się upewnić?

 stwór na powrót nie rzuci się na niego

"Na powrót" odnosi się raczej do czegoś, co miałoby dać trwały efekt (na powrót zamknęłam szafkę laboratoryjną, na powrót obudowałam klomb murkiem). I coś tu jest nie tak z rytmem.

 ktoś mógłby pomyśleć, że zwierzę wygrzewa się jedynie w porannych promieniach słonecznych

Jakieś to nie teges. Może lepiej: wygrzewa się po prostu?

 Prawa strona nie została zniszczona

W jakim sensie – zniszczona?

 białe wstawki w okolicach oczu

Hę? Co to są białe wstawki? To smok mechaniczny, steampunkowy?

 czarne jak łuski kolce

Zgaduję, że łuski tego konkretnego smoka są czarne – ale zwykle łuski nie muszą takie być, więc tu człowiek się potyka.

Ciało ułożyło się pod nienaturalnym kątem, przez co wielkie skrzydła były ledwo widoczne

No, nie wiem. Może opisz, jak on leży – przewrócony na brzuch, np.

 Rycerz pamiętał, jak jeszcze parę chwil temu, górowały nad nim w powietrzu.

To nie jest wtrącenie, a skrzydła nie górują – może rzucały na niego cień?

 Cały się trząsł na samą myśl tego co zaszło

Na samą myśl o tym, co zaszło.

jakby w głąb jego umysłu

Jakby w głębi umysłu. To jasne, czyjego.

 Błagam nie rób

Błagam, nie rób.

 Było to, jak mniemał, nim zadał

Ja dałabym: Zdawało mu się, że usłyszał go, biorąc zamach do ostatecznego ciosu.

 Po stoczonej walce dopiero teraz zmęczenie i ciężar jaki dźwigał na barkach, dawały o sobie znać.

Składnia: Dopiero teraz, po stoczonej walce, zmęczenie i ciężar, jaki dźwigał na barkach, dały o sobie znać. Ciężar?

 Nie przejmując się ewentualnym zniszczeniem, rzucił miecz wbijając go w ziemię.

Uciąć, skrócić i wyrzucić. Miecz rzucony wbija się w ziemię tylko w kreskówkach.

 hełm, który sprawiał, że od porannego słońca robiło mu się niedobrze.

Hę?

 Tak jak pozostali śmiałkowie on też pragnął chwały.

Tak, jak pozostali śmiałkowie, on też pragnął chwały. Trochę przegadany ten tekst.

 Bliskość miasteczka z twierdzą królewską, zapewniła stałe pożywienie

Tu nie powinno być przecinka.

 Samotny stwór zapewniał sobie przetrwanie.

I po co Ci to zdanie?

 kolejki (…) ustawiały się ogromne

Trochę to składnia Yody.

 Gdy ludzie zaczęli ginąć, zapał ochotników nieco zelżał, ale napaście nie ustąpiły.

Coś tu nie ryksztosuje – napaście smoka na bydło, czy ludzi na smoka? I napaście nie ustępują, a najwyżej ustają.

 śmiałek, próbujący swych sił,

Naprawdę nie musisz dawać tutaj imiesłowu – ja napisałabym: jakiś śmiałek przybywał, żeby spróbować swoich sił.

 Jedynie o próbie pozbycia się problemu, mogła świadczyć góra kości i żelastwa porozrzucana koło legowiska doskonale widoczna z daleka.

Mole książkowe pogryzły to zdanie: Jedynym świadectwem ich przybycia pozostały sterty kości i żelastwa otaczające smocze leże.

 podejrzeć jak smok niweczy

Podejrzeć, jak smok. To niweczenie jakoś mi nie brzmi.

Coraz częściej zdarzały się zakłady o wygraną.

A może: Coraz częściej zakładano się o wynik walki?

 Z czasem częstotliwość stawiających na człowieka, zaczęła się zmniejszać. Przez co przestały przynosić zadowalający, łatwy zysk.

Nie po polsku: Z czasem coraz rzadziej obstawiano zwycięstwo kolejnego rycerza. Zakłady stawały się coraz mniej opłacalne. Poza tym: czy to jest największy problem miejscowych? Jeśli budujesz świat, to konsekwentnie.

 spowodowała ucieczkę z ziem rdzennych mieszkańców

Co było rdzenne i właściwie dlaczego?

 Ludzie zostawiali dobytki, gdyż niebezpieczeństwo ataku było zbyt bliskie.

Dobytek jest singularis tantum. "Bliskie niebezpieczeństwo"? I kładziesz mi łopatą do głowy, że smok jest wielki, żarłoczny i zostawia za sobą pas spalonych kmiotków – dobrze. Ale mogłabyś to bardziej pokazać.

w końcu, po chwili odpoczynku,

To ile się byczył?

 Dla pewności pochwycił miecz

Naprawdę nie mógł go chwycić?

Ciężar stali, w którą był ubrany, ciążył niemiłosiernie

Ciężar ciążył?

 a gdy odchodził brakowało mu sił

A gdy odchodził, brakowało mu sił. Może to pokaż? Idzie chwiejnie, to już coś, ale wzmocnij to.

 Nie byłby w stanie, ciągnąć jej lub dźwigać.

Bez przecinka. Ciągnąć ani dźwigać. Rycerz (nie jestem specjalistką – zgłoś się do naszych historyczek po szczegóły) po pierwsze miał dwa konie – bojowego i jucznego, do taszczenia zbroi poza walką. Mogę przyjąć, że smok je zeżarł i spieszył naszego rycerza – ale zaznacz to. Poza tym zbroja nie była aż taka ciężka (facet musiał się w tym ruszać!) a rycerz po to w niej ćwiczył, żeby się taka nie wydawała.

z wdzięczności mieszkańców zje dziś ciepły posiłek.

Ciepły posiłek można ugotować na gwoździu, ale na pewno nie z wdzięczności: Może mieszkańcy odwdzięczą mu się ciepłym posiłkiem. Tak w ogóle, to niewdzięczni ci mieszkańcy – rycerz smoka ubił, a oni mu polewki skąpią. Gdzie minstrele? Gdzie piwo? Gdzie ogólne hurra aż do wieczora?

 odległość nawet od wody jest ogromna

Ale dlaczego "nawet"? Strumień nie musi być blisko.

 Pokładał to na karb zmęczenia i poświęconego wcześniej czasu na obserwacje.

Nie po polsku: Zrzucił to na karb zmęczenia i czasu, jaki poświęcił wcześniej na zwiad.

 ze zdumieniem spostrzegł znaczną ilość krzewów, dających błogie schronienie w cieniu przed palącym słońcem.

Zobaczyłby je z daleka. I gdzie jest to palące słońce? Sypie Ci się składnia.

 Muł okalający podłoże i ocierał się o umęczone stopy

??? Co to znaczy "okalać"? I co się ocierało?

 Miał nadzieje, że nie złapie pijawek. Nie uśmiechało mu się spędzać kolejnych minut, na oczyszczaniu skóry.

Bathos. I przecinek błędny.

 morze zdrzemnąć

Wstyd!

 sensacji jak

Sensacji, jak.

 zmęczenie wręcz ścinało go z nóg

Przecież siedzi?

 Był nieco urywane

Hę?

 Gdy odwrócił się

Składnia: Gdy się odwrócił.

 Niech pan poczeka!

Zbyt nowoczesne. Nie stylizujesz? Dopisek później – jeśli to ma wskazywać zakończenie, to dobrze, ale pisz tak konsekwentnie, bez mościów.

 Niezadowolony wyszedł z chłodnej wody. Gdy dobiegł, nie mógł złapać tchu.

Kto tu jest podmiotem?

 coś powiedzieć łapiąc

Coś powiedzieć, łapiąc.

 mężczyzna młodość już ma daleko za sobą. Włosy miał siwe i przerzedzone.

Cóż za spostrzegawczość.

była cały czas gęsta.

Anglicyzm: była nadal gęsta.

 Spokojnie niech pan

Spokojnie, niech pan.

a tym bardziej na zażalenie. Podszedł

Zażalenie? I nie rozumiem, czemu rozdzieliłaś to zdanie?

jego worek

Od kiedy rycerz ma worek?

 Mężczyzna towarzyszący mu był

Wystarczyłoby: jego towarzysz. Może: jego przygodny towarzysz.

 ciekawskich, którzy wyglądali na smoka

"Wyglądać na smoka" znaczy "wyglądać jak smok".

im bardziej krwawa, tym większy zyskiwała posłuch

Była bowiem piratem.

 Nazywał się Świętopełk.

Ten posłuch?

 dając do zrozumienia jak wielkie uznanie

Dając do zrozumienia, jak wielkie uznanie. Oj, łopata.

 Mości Dobromirze to naprawdę odmieni nam życie

Nagle archaizujesz? Mości Dobromirze, to naprawdę odmieni nam życie.

 Gdyby tylko mógł, (…), żeby podskakiwał

Toby podskakiwał.

 Nie pokazywał zainteresowania choć

Nie okazywał zainteresowania, choć .

 dostąpić prawdziwej rycerskiej chwały. W końcu dla niej narażał swe życie.

Skoro takie ma motywacje, to żaden z niego rycerz. Nie musisz pisać, czyje życie narażał, bo to jasne.

 stwierdził, że jeszcze nikt o niczym nie wie

Skąd mieli wiedzieć? I na jakiej podstawie to stwierdził? Nie lepiej opisać senną wiochę?

 wydłuży możliwość odpoczynku

Że jak?

 głównego budynku w miejscowości

Skąd on wie, że to "główny" budynek?

 Niezbyt wysokiego z eleganckim obejściem

Co to jest "obejście"?

 Różniącego się pozostałych na głównej drodze.

Ni przypiął, ni przyłatał. Opisz tę wieś.

raźnym krokiem z całym naręczem należącym do rycerza

Nie spiesz się tak. Z naręczem rzeczy rycerza.

 wkroczył do środka zamykając

Wkroczył do środka, zamykając. Gościa nie trzyma się na dworze, nieważne, że w środku nieposprzątane.

 domy ustawione rzędem koło siebie w jednakowym stylu, nieróżniące się praktycznie niczym

Primo – to nie pruskie osiedle robotnicze. W Średniowieczu każdy klecił sobie chałupę sam, a nawet, jak mu szwagier pomagali, to nie znano wtedy projektów standardowych. Secundo – nawet, gdyby, to ludzie lubią mieszkać trochę inaczej, niż wszyscy. Tu pomalują po swojemu, tam postawią bieluń w donicy (jakieś dziecko to zje i będzie nieszczęście, ja Wam to mówię).

 budynek przy, którym stał górował

Zbędny przecinek. Przed chwilą budynek był niewysoki?

 Witamy jakże osławionego bohatera

Mam wrażenie, że osiągnęłaś mniejszą ironię, a większą zjadliwość, niż chciałaś.

 długą podróżą do królestwa.

To są poza królestwem?

 Uśmiech na twarzy starca nie obejmował oczu, które pozostały zimne niczym lód.

Coś mnie tu uwiera.

 wybawienie wsi od potwora, wywoła

Zbędny przecinek. Oho. Sapkowska ekonomia, co?

 taką samą jak

Taką samą, jak.

 zabicie smoka spowodowało jakieś straty dla niego

Dla smoka na pewno: Czy stracił na śmierci smoka?

 nie odpowiedni

Łącznie.

dokonał na smoku zwycięstwa

Nie po polsku: zwyciężył potwora.

 dosyć powściągliwej wymiany zdań

https://sjp.pwn.pl/szukaj/powściągliwy.html

 obejrzał był już odprowadzany

Obejrzał, był już odprowadzany. Unikaj strony biernej. I – syn Bogumił niewiele mówi. Opisz chłopaka. Poza tym imię jest tu wtrąceniem i trzeba je wydzielić przecinkami.

 Kierowali się do komnaty przygotowanej dla niego.

I to nie jest oczywiste?

 Gdy gestem tamten zaprosił go do środka

Składnia: Gdy tamten gestem zaprosił…

 Później jak się wyśpisz, zawołamy cię na obiad i opowiesz nam co się wydarzyło.

Później, jak się wyśpisz, zawołamy cię na obiad i opowiesz nam, co się wydarzyło. A ten chmyz z nim co, kury pasał?

 przytaknął skinieniem głowy

Można inaczej?

Oparł rękę na ścianie, aby się podeprzeć.

A w jakim innym celu miałby to uczynić?

 Nie wiele zabrakło by prawie się przewrócił

Powtarzasz informację: Niewiele zabrakło, a byłby się przewrócił.

uderzył w nią z głuchym łoskotem.

W kamienną ścianę?

 Jakiej celi? Czyżby go zamknęli?

Oj, mało bystry ten rycerz.

 Co jest do cholery!

Co jest, do cholery!

 nikt nawet nie poruszył się na korytarzu

Skąd on to wie?

 Może nie chcą, aby chodził im po domu

… oj, mało bystry ten rycerz.

 pomyślał, gdy szarpał i walił w drzwi, klnąc przy tym, na czym świat stoi. W końcu zrezygnowany i zmęczony po ciężkim dniu, położył się

No, droga Autorko, czy to się trzyma kupy? Psychologicznie? Powiedz uczciwie.

 Nawet nie obmywając się, w naszykowanej misie.

Położył się w misie? I po co ten przecinek?

 Pył na ciele swędział niemiłosiernie, ale nie miał siły

Samoświadomy, kosmiczny pył, który sam się podnosi i swędzi.

 Ostatnią myślą, jaka wkradła się przed zapadnięciem w sen ,dotyczyła osoby, która go tu sprowadziła.

Niegramatycznie: Ostatnią myślą przed zapadnięciem w sen była konstatacja, że jego przewodnik nagle zniknął. (Moja wersja też jest słaba, przepraszam, jestem ciut zmęczona.)

 Zbudzony został o świcie

Może lepiej: obudzono go o świcie.

 Był zadowolony, że przynajmniej nie musiał się dobijać, aby go wypuścili

Ja dałabym: Na szczęście nie musiał się już dobijać, żeby go wypuszczono.

 niezbyt chętnie rzucanych w jego kierunku spojrzeniach właściciela domu

Właściciel nie chciał na niego patrzeć, znaczy się?

ignorowania ze strony rodziny zarządcy

To się nie łączy gramatycznie – i w ogóle, co tu robi? Czemu tego nie opiszesz?

 został odprawiony

To znaczy, że rozkazano mu odejść. Chłopstwo – rycerzowi. No, weź.

 nie wiele

Łącznie.

 Jak przez mgłę pamiętał

Pamiętać je mógł z perspektywy czasu – a teraz mógł je dostrzegać.

 Pokrótce opowiedział historię zwycięstwa

Ale teraz już jedzie do stolicy?

 spowodowało jeszcze większe niezadowolenie malujące się na twarzach domowników.

Spróbuj to skrócić.

nie rozumiał co się dzieje.

Nie rozumiał, co się dzieje.

 Gdyby tylko chcieli mógłby

Gdyby tylko chcieli, mógłby. Czemu on myśli o sobie w trzeciej osobie?

 zachowywali się tam tak jakby

Zachowywali się tam tak, jakby. Ilu ich spotkał?

 pragnął chwały, którą opłacił latami ciężkiej pracy

To zła motywacja dla rycerza – ale też nikt nie jest doskonały.

 Ręce trzymał ułożone na kolanach

Złożone.

 Siedział sam, jedynie woźnica

Coś tu nie gra. A w ogóle, skąd we wsi kareta?

 Próbował przed wyjazdem jeszcze protestować, że wystarczy osiodłać konia

Woźnica? I powtórzyłaś konia.

Poczuł się jakby był

Poczuł się, jakby był. Może: poczuł się jak?

 do końca nie był pewien co się z nimi stało.

Składnia: nie do końca wiedział, co się z nimi stało.

 zagadywać do woźnicy

Zagadywać woźnicę; albo: rozmawiać z woźnicą. I ciężko się rozmawia, krzycząc.

Górował na nim zamek.

Nad nim. Nad Dobromirem?

 Rycerz zastanawiał się czy nie jest położony specjalnie na lekkim wzniesieniu.

… jak większość zamków.

 nawet ze sporej odległości dostrzec można było kręcących się tam ludzi

Na wieżach?

 Gdy w końcu znaleźli się w środku mijali uliczki miejskie

Gdy w końcu znaleźli się w środku, mijali… Czemu tego nie opiszesz?

 Niestety Dobromir nie słyszał co mówił

Przecinki i consecutio temporum: Niestety, Dobromir nie słyszał, co mówi.

 z niekłamanym zachwytem

A co on tam widzi takiego zachwycającego?

 rycerz po czym mimo chęci zrobienia dobrego efektu nieco niezdarnie wygramolił się z powozu

Oj, niezgrabnie: rycerz, po czym zrujnował dobre wrażenie, jakie chciał zrobić, niezdarnie gramoląc się z powozu.

 słuchy mości Dobromirze

Przecinek przed wołaczem (tu – przed "mości").

 ciężkich obrazów przedstawiających władców

Ciężkich obrazów? Znaczy, malowanych na deskach?

i krzątającą się służbę. Na widok gościa uśmiechali się dobrodusznie.

Malowani służący? To Hogwart?

 zobaczymy co dalej

Zobaczymy, co dalej. Niegościnny zamek, ani kąpieli, ani nowych szat, ani napoju i jadła.

 Jeśli byś czegoś potrzebował to zapytaj o mnie

Gdybyś czegoś potrzebował, zapytaj o mnie.

 wskażę

Literówka.

 powiedziała i nie czekając na reakcje Dobromira ruszyła

Wtrącenie: powiedziała i, nie czekając na reakcję Dobromira, ruszyła.

 Jan widząc jego przerażoną minę uśmiechnął się do niego

Jw.: Jan, widząc jego przerażoną minę, uśmiechnął się.

 dłoń po czym

Dłoń, po czym.

 musiał stanąć przed księżniczką zrobi to

Musiał stanąć przed księżniczką, zrobi to.

 alabastrowa cera odbijała się na tle ciemnych gęstych pukli

Mogła się odbijać w lustrze, ale z puklami kontrastowała.

 błękitno – niebieską

Znaczy się, jaką?

 idealnie zaokrągloną figurę

O, historyczne standardy piękna :P

 Wzrok miała zwrócony do okna

A może: spoglądała w okno?

 On nie myśląc nad tym co robi

On, nie myśląc nad tym, co robi. Nie miał raczej tego zwyczaju.

 szczęśliwy mogąc cię ujrzeć o pani.

Szczęśliwy, mogąc cię ujrzeć, o pani.

 Zdziwienie jakie malowało się na twarzy księżniczki było ogromne

Zdziwienie, jakie malowało się na twarzy księżniczki, było ogromne.

 Jednakże dostrzegł niewielki rumieniec pokrywający jej policzki i dekolt.

No, doprawdy. To nie róż. I czemu "jednakże"? Skoro ją zaskakuje komplementami, to młoda dama powinna się zarumienić.

 To zaszczyt mogąc cię poznać królewno

To zaszczyt móc cię poznać, księżniczko. Królewna to córka króla, księżniczka – księcia. Komplementy rycerza mało zręczne, ale może po prostu tak go zaskoczyły wdzięki damy. Zresztą, nie pokazałaś wielkiego intelektualisty.

 Jestem na zawsze ci oddany!

Składnia: Jestem ci na zawsze oddany!

 Plotki chodziły po królestwie, że matka ziemia nie poskąpiła jej urody, ale nie mógł uwierzyć w te zapewnienia.

Składnia: Chodziły po królestwie plotki, że matka ziemia nie poskąpiła jej urody, ale nie wierzył w nie dotąd. Następne kilka zdań jest dziwnych – o co chodzi?

 nie był wstanie

Nie był w stanie.

 Usiądź proszę porozmawiajmy

Wtrącenie: usiądź, proszę, porozmawiajmy.

 On jak dziecko usłuchał

Czemu jak dziecko?

 skrzydłach rzucających się na niego

Tak autonomicznie?

 które gdyby nie zbroja rozerwałyby

Wtrącenie: które, gdyby nie zbroja, rozerwałyby.

 Opowiedział jak smok

Opowiedział, jak smok.

 wokół próbując

Wokół, próbując.

 ubolewanie nad zabitymi rycerzami

Raczej: nad śmiercią poprzedników.

 radość nad udanym ostatecznym atakiem

Radość z ataku.

 które powstrzymało bestię

Do czego to się odnosi? Jeśli do ataku, to jest niegramatyczne.

nie słyszał jak gdzieś w jego umyśle kołatał się głos

Raczej tak: nie słyszał głosu szepczącego gdzieś w głębi umysłu.

 Widać humor im dopisywał.

Po czym niby to widać? Kurrczaki, kolejny tekst niby to fantastyczny, a w rzeczywistości o wariatach. Dziewczyny, ja rozumiem, że Alice Sheldon wielką pisarką była, ale nawet ona napisała jedno takie opowiadanie. Jedno i chwatit.

 lekarka ubrana w jasnobłękitny kombinezon

Od kiedy lekarki noszą kombinezony?

 przyprószoną już obficie zmarszczkami twarzą

Co to znaczy "prószyć" i czemu jest tu nieodpowiednie?

 Nie przejmuj się, kochanieńka. Nic ci nie powie.

Hę?

 Musiała lekko stanąć na palcach

Musiała się wspiąć na palce.

 zobaczyć co się tam dzieje

Zobaczyć, co się tam dzieje.

 podobnie ubranych do niej sanitariuszy

Składnia: sanitariuszy, ubranych podobnie jak ona.

 Ubrani jednakowo w szare stroje

Ubrani w jednakowe, szare stroje. I przykleiłabym to do poprzedniego zdania.

tam wraz z wiekiem i doświadczeniem

Wiek i doświadczenie idą z tobą do wariatów, hmm?

 Zobaczysz czasem

Zobaczysz, czasem.

Niestety tak

Niestety, tak.

 Tak kochanieńka

Tak, kochanieńka. Facet jest całkowicie (i nierealistycznie, ale o to mniejsza) niepoczytalny. W jego przypadku kara nie ma sensu.

 Żałuj, że nie było cię tu gdy Kosińska miała być odebrana przez męża

Składnia: Żałuj, że cię tu nie było, kiedy po Kosińską przyjechał mąż.

 

Nie zniechęcaj się – ale musisz przysiąść fałdów. I zgadzam się w stu procentach z niekasowaniem słabszych opowiadań – kiedyś, kiedy będziesz wielką pisarką, będą Ci przypominać, że nie jesteś doskonała, jak ten facet, co stał za Cezarem na rydwanie. A to bardzo dobra rzecz.

Powodzenia!

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Nowa Fantastyka