- Opowiadanie: KPiach - Wiedza

Wiedza

Rzutem na taśmę...

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Wiedza

Promienie porannego słońca zakradły się do sypialni. Przez chwilę sunęły przez pokój, aż w końcu, jakby nieśmiało, musnęły powieki Awego. Złote smugi nabrały odwagi i delikatny dotyk zmienił się w pieszczotę. Mężczyzna mruknął i powoli otworzył oczy. Już po chwili wstał i raźnym krokiem wymaszerował z sypialni. Wyszedł na ganek, oparł ręce na balustradzie i przymykając oczy z lubością wciągnął powietrze. Poczuł zapach łąki i woń pobliskiego sadu. I jeszcze nutę żywiczną docierającą na skrzydłach wiatru z lasu porastającego stoki wzgórza, na którym stał ich dom. Uniósł głowę i przez wpółprzymknięte powieki ujrzał doskonały błękit przetykany białym puchem obłoków. Chmury powoli płynęły w kierunku przeciwległego pasma wzgórz. Podążając za nimi wzrokiem, Awe dotarł do zielonych stoków upstrzonych białymi klockami domków. Dwukolorowy deseń ścielił się aż na dno doliny, składając hołd budowli, która dominowała w krajobrazie. Monumentalna konstrukcja zwieńczona ażurową kopułą, przywodzącą na myśl splątane gałęzie drzew. Biblioteka.

– Dzień dobry, kochanie!

Od strony sadu zbliżała się piękna kobieta, niosąc naręcze owoców o niezwykle głębokiej, czerwonej barwie.

– Witaj, Mado! O, widzę, że już dojrzały. Nadałaś im w końcu nazwę?

– Nie, wciąż się zastanawiam. – Kobieta weszła na ganek i objęła ukochanego. –  Spróbuj jakie soczyste.

– Mmm! Pyszne! – Sok popłynął po brodzie Awego.

– Co będziesz dzisiaj robił?

– Pójdę do biblioteki. Chciałbym dalej studiować geometrię, naprawdę mnie to pasjonuje, a Bibliotekarze obiecali mi pomoc. A ty?

Mada cmoknęła go w policzek.

– Będę w szklarni. Mam pomysł na nową hodowlę. – Ugryzła owoc i z pełnymi ustami zapytała. – Pójdziemy po południu nad jezioro?

– Świetna myśl!

 

Awe od dłuższego czasu siedział w czytelni, obłożony księgami. Usiłował pojąć obliczenia dotyczące stosunku objętości kuli do objętości walca opisanego na niej. Nie szło mu i był coraz bardziej przekonany, że bez obiecanej pomocy jednego z Bibliotekarzy, nic z tego nie będzie. Gdy po raz kolejny wpatrywał się we wzory, usłyszał kroki i z nadzieją podniósł głowę. W istocie, przy stole zatrzymał się, sądząc po szatach, jeden z gospodarzy przybytku wiedzy, ale Awe ze zdziwieniem skonstatował, że go nie zna. A sądził, że zna wszystkich.

– Witaj Awe. – Nowoprzybyły uśmiechnął się. – Dość skomplikowane, nieprawdaż? – Wykonał gest w kierunku schematów i wzorów widniejących na kartach otwartych ksiąg.

– Tak, nie radzę sobie. – Znużenie pobrzmiewało w głosie adepta geometrii.

– Wiesz co, myślę, że mogę ci pomóc. Chodź ze mną.

Lekko zdziwiony Awe wstał i pospieszył za nieznajomym, który oddalał się zamaszystym krokiem. Wyszli z głównej sali i przez dłuższy czas podążali labiryntem pustych korytarzy, raz za razem mijając drzwi. Niektóre były ponumerowane, inne opatrzone znakami, które mogły być literami jakiegoś obcego alfabetu. Gdy minęli kolejny załom, Awe przystanął.

– Wybacz Bibliotekarzu, ale chyba nie powinienem tu przebywać. Zawsze prosicie, aby nie wchodzić do wewnętrznych kręgów Biblioteki.

– A wy zawsze jesteście posłuszni. Nieprawdaż?

Awe, ze zdziwieniem, stwierdził, że w głosie mężczyzny pobrzmiewały nuty ironii.

– To chyba nic złego? Myślę, że to kwestia szacunku. Dzięki wam mamy dostęp do wiedzy, możemy rozwijać zainteresowania. Wiedza pozwala lepiej i mądrzej korzystać z tego wszystkiego co nas otacza. Sprawiacie, że jesteśmy lepsi i szczęśliwsi. I nigdy niczego nie żądacie w zamian. Jeżeli więc waszym życzeniem jest aby tu nie wchodzić, to my to szanujemy.

– Wiedza… – Bibliotekarz odwrócił się i długo patrzył w oczy Awego. – Ja również pragnę dać ci wiedzę. Nie lękaj się, już niedaleko.

Kilka chwil później obaj mężczyźni zatrzymali się przed drzwiami podobnymi do tylu innych, które już minęli. Bibliotekarz przekręcił gałkę i pchnął skrzydło – otwarło się bezszelestnie. Za progiem panował półmrok, w którym majaczyły szczyty dwóch regałów z książkami, tworzących wąski korytarz. Mężczyźni weszli do środka i podążyli wzdłuż półek. Awe z zaciekawieniem przyglądał się mijanym grzbietom. Grubym i chudym. Z tłoczonymi tytułami i całkowicie anonimowym. Wielu tytułów nie był w stanie przeczytać, wszystko wskazywało na to, że są zapisane w obcych językach. Niektóre jednak, z trudnością, ale odcyfrowywał. Tyle, że nie rozumiał większości słów. Niosły za sobą jakieś obce pojęcia. Awe był podekscytowany! To musiała być prawdziwa skarbnica wiedzy. Poczuł, że zagadnienia, które zgłębiał dotychczas były ledwie pierwszym, maleńkim krokiem na niezwykle długiej drodze. Nie wiedział co jest na jej końcu, ale był pewien, że jest tam bezcenna nagroda, do której warto podążać. Musi jednak być cierpliwy i wytrwały. To będzie długa podróż, ale czas nie gra roli. Z rozmyślań wyrwał go głos Bibliotekarza.

–  Idź dalej prosto. Nie zbaczaj z drogi. Na jej końcu znajdziesz księgę. Księgę, która jest kluczem do wszelakiego poznania. Księgę, która otworzy przed tobą horyzonty, o których nawet nie śniłeś. Przekonasz się, że to będzie nowy początek.

Głos cichł, jakby w oddali. Awe z przerażeniem stwierdził, że sylwetka obcego, za którym podążał, rozpłynęła się w otaczającym go półmroku. W pierwszym odruchu, podyktowanym strachem, Awe odwrócił się zdecydowany uciec drogą, którą przybył. Jednak stanął przed ścianą nieprzebytej ciemności. Miał wrażenie, że to wręcz fizyczna przeszkoda. Mężczyzna powoli, z namysłem, powtórnie odwrócił się i stanął twarzą do znajomego już półmroku, który teraz wydał mu się niemal  przyjazny. Krok. Z wahaniem, bez przekonania. Kolejny krok. Z niepokojem. Jeszcze jeden. Początek nowej drogi? Krok. Ekscytacja. Krok. Dużo pewniejszy. Krok – ku wiedzy.

 

Półki ciągnęły się w nieskończoność. Awe zaczynał mieć wątpliwości czy ta droga będzie miała jakikolwiek kres. Dawno przestał zwracać uwagę na tysiące ksiąg wyłaniających się przed nim i ginących mu z oczu gdy je mijał. Wreszcie nadszedł moment, w którym stwierdził, że półmrok powoli rozprasza się. Jeszcze kilka kroków i stanął na środku niewielkiego okrągłego pomieszczenia. Osiem korytarzy, podobnych jak dwie krople wody do tego, który go tu przyprowadził, wybiegało promieniście z salki. Mężczyzna wahał się tylko przez moment, a następnie pewnym krokiem ruszył przed siebie. I znów wąskie, niekończące się przejście pomiędzy tysiącami tomów. Awe zastanawiał się jak długo już tak wędruje. Czy zdąży pójść z Madą nad jezioro? Bieg jego myśli przerwało drżenie podłogi. Z początku ledwie wyczuwalne, potężniało z każdą chwilą. Półki zaczęły trzeszczeć złowieszczo. Huk gdzieś z przodu oznajmił, że jakieś tomiszcze runęło na podłogę. Teraz posadzka wręcz kołysała się, a z regałów spadało coraz więcej książek. Awe zatrzymał się i zaparł ręce o drewniane konstrukcje. Hałas wzmagał się coraz bardziej. Mężczyzna cofnął się o krok i drugi. Nagle, tuż przed jego nosem przeleciał jeden z tomów. Upadając otworzył się i Awe u stóp ujrzał przepiękną rycinę. Nie, to nie była rycina. To było coś zdumiewającego. Mężczyzna z niedowierzaniem patrzył na wizerunek niezwykle kolorowego motyla. Widać było najdrobniejsze szczegóły. Był jak prawdziwy. Awe wstrzymał oddech i czekał, aż owad zatrzepocze skrzydłami i poderwie się do lotu. Nic takiego się nie stało. Jednak widok niezwykłego obrazu stał się bodźcem. Teraz zaciśnięte usta człowieka zdradzały determinację. Ruszył po chybotliwej podłodze nie zważając na spadające książki. Parł uparcie do przodu.

 

Mężczyzna po raz setny zadawał sobie pytanie jakim cudem te korytarze mieszczą się wewnątrz Biblioteki? Szedł krok za krokiem. Wytrwałość toczyła ciężką walkę ze znużeniem. Najbardziej martwiło Awego, że nawet jeżeli postanowiłby przerwać wędrówkę, to i tak nie miał pojęcia jak wrócić. Tak więc szedł, przed siebie, nie zbaczając z drogi. Z marazmu wyrwało go spostrzeżenie, że korytarz stał się szerszy. Jeszcze kilka kroków i już nie mógł dotknąć jednocześnie półek po lewej i prawej stronie. Może to wreszcie koniec? Kolejna zmiana to delikatne jasność, dochodząca gdzieś z góry. Początkowo wątła, ale z każdym krokiem coraz wyraźniej dominująca nad półmrokiem. W końcu, z bijącym sercem, mężczyzna stanął na progu obszernej, zalanej światłem sali. Zmrużył oczy. Zdał sobie sprawę z tego, że dotarł do samego środka Biblioteki. Nad jego głową wznosiło się centrum monumentalnej kopuły. Pod nią, z posadzki wyłożonej szlifowanymi kamieniami, wyrastał czarny, niski, rzeźbiony pień, który rozrastał się w koronę drzewa. Artysta z niezwykłym pietyzmem przedstawił liście i gałęzie rośliny. Zwieńczenie było spłaszczone tworząc pulpit, na którym spoczywała księga. Awe powoli zbliżył się do niej. Czarna okładka została ozdobiona złotym okręgiem wpisanym w trójkąt. Poza tym nie było na niej żadnych liter ani innych symboli.

– Witaj Awe!

Mężczyzna drgnął i oderwał wzrok od księgi. Dopiero teraz zauważył, że nie jest sam. Pod ścianą stały trzy osoby. Znał je. To byli najbardziej szanowani Bibliotekarze.

– Witajcie – szepnął.

– Co zamierzasz?

– Przeczytać księgę! – Tym razem głos Awea zabrzmiał dużo pewniej.

– Nie powinieneś. Wiemy, że pożądasz wiedzy, ale na każdą naukę jest odpowiedni czas. Wszak nie zaczynałeś nauki matematyki od skomplikowanych zagadnień geometrycznych, tylko od elementarnych podstaw. Żeby unieść wiedzę, która spoczywa w tej księdze, trzeba mieć fundament. Opokę, na której mógłbyś oprzeć ogromny ciężar.

– Ciężar? Wszak jeżeli nie zrozumiem księgi, to zdobędę nowy cel: posiąść wiedzę, która pozwoli mi pojąć księgę. Taki cel to nie ciężar, to radość, to sens istnienia.

Zapadła cisza. Awe patrzył na czarną oprawę. W końcu wyciągnął rękę i położył dłoń na woluminie. Wówczas rozległ się donośny głos Bibliotekarza.

– Awe, ja Mika’el, proszę cię z całego serca, odstąp od księgi!

I zaraz drugi.

– Awe, ja Geber’el, proszę cię z całego serca, odstąp od księgi!

I trzeci.

– Awe, ja Rapha’el, proszę cię z całego serca, odstąp od księgi!

Po trzykroć wezwany mężczyzna, patrząc na opiekunów Biblioteki, drżąc na całym ciele, otwarł księgę. Opuścił głowę i jego wzrok padł na pierwsze zdanie: Na początku by…

Awe osunął się na posadzkę.

 

Mężczyzna mruknął, odwrócił się na plecy i wówczas do jego świadomości dotarł potworny huk. Usiadł na łóżku w jednej chwili kompletnie rozbudzony. Hałas przebrzmiał, ale pokój wypełniał jednostajny szum dochodzący z zewnątrz. Spojrzał przez okno i nie zrozumiał. Powinien wstawać pogodny dzień, a zamiast tego panowała jedynie szarość. Przerażony zerwał się z posłania, wybiegł z sypialni i szarpnięciem otwarł drzwi wejściowe. Potężny błysk zupełnie go oślepił. Uderzenie serca później domem wstrząsnął kolejny huk. Awe opadł na kolana. Nigdy czegoś takiego nie widział. Krajobraz, tak dobrze mu znany, przesłaniała kurtyna wody lejącej się z nieba. Potworny wiatr, zamiast jak zwykle gładzić trawę, łamał drzewa w pobliskim sadzie. Mężczyzna usłyszał kroki za plecami. W progu stanęła Mada, uklękła obok ukochanego i drżącym głosem zapytała:

– Awe, kim jesteśmy? Kto nam dał istnienie? Po co?

Koniec

Komentarze

Warunki konkursu spełnione.

Duch – brak.

Język – trochę literówek, zapewne wynikających z pośpiechu, ‘nieśmiało’ powtórzone w pierwszym akapicie, ale nie jest źle. Wydaje mi się, że imię bohatera powinno się inaczej odmieniać.

Pomysł nienowy, ale odświeżony przez odwrócenie schematów. Fajne imiona. Tylko zbyt szybko wszystko staje się jasne. Pierwszy znak to nieznajomość nazwy, od bibliotekarza prowadzącego w zakazane rejony to już tylko czekanie na nieuniknioną puentę. Jeśli ktoś w ogóle potrafi obliczyć objętość kuli, to i ze stosunkiem do walca nie powinien mieć żadnego problemu.

Babska logika rządzi!

– A, wy zawsze jesteście posłuszni. Nieprawdaż?

 

Bez przecinka.

 

Wielu napisów nie był w stanie przeczytać, wszystko wskazywało na to, że są napisane w obcych językach.

 

Powtórzenie.

 

Poczuł, że zagadnienia, które zgłębiał dotychczas były ledwie pierwszym, maleńkim krokiem na niezwykle długiej drodze. Nie wiedział co jest na końcu tej drogi, ale był pewien, że jest tam bezcenna nagroda, do której warto podążać.

 

Powtórzenie. A może: Nie wiedział, co go czeka na jej końcu…

 

Mężczyzna powoli, z namysłem, powtórnie odwróciła się

 

Odwrócił :)

 

Żeby unieś wiedzę,

 

Unieść.

 

Tekst czytało mi się przyjemnie, bardzo podobał mi się opis poranka. Wędrówka Awea była moim zdaniem nieco zbyt długa. Imiona – świetny pomysł, ale zgadzam się z Finklą, odmiana jest mocno podejrzana.

Odwrócenie ról – bomba :)

Finklo, Iluzjo dzięki za komentarze.

Jestem winien przeprosiny wszystkim Czytelnikom. Brakło mi czasu na doszlifowanie opowiadania (niespodziewana, kilkudniowa delegacja), stąd dość głupie mankamenty typu literówki i powtórzenia. I tak całe szczęście, że termin został przesunięty.

@Finkla

Duch – brak.

Jak by się tak zaparł, to może by i znalazł ;-)

Jeśli ktoś w ogóle potrafi obliczyć objętość kuli, to i ze stosunkiem do walca nie powinien mieć żadnego problemu.

To było nawiązanie do pracy Archimedesa O kuli i walcu. Archimedes ponoć uznawał, że odkrycie, iż ten stosunek wynosi 2:3 było największym w jego życiu. Zachował się przekaz Cycerona z 75 r. p. n. e. mówiący o tym, że filozof widział nagrobek Archimedesa z wyrytym walcem opisanym na kuli.

 

Co do uwagi, że sprawa stała się zbyt szybko oczywista, to może to Twoja wina? Po prostu jesteś zbyt domyślna ;-) A bardziej serio, to często mam problem ze sposobem podawania kluczy w tekście. Boję się z jednej strony, że potraktuję czytelnika jak idiotę, a z drugiej, że powstanie tekst, który będzie nie do zinterpretowania zgodnie z moim zamysłem. Ot, problem z balansem. A, na marginesie: mogło być gorzej, wpadł mi do głowy tytuł, który bardzo mi się podoba, a którego nie użyłem, bo od razu wszystko byłoby jasne – Boskie déjà vu.

 

@Iluzja

Wędrówka Awea była moim zdaniem nieco zbyt długa.

No, a ja się bałem, że w tym fragmencie zostanę oskarżony o pójście na skróty.

 

I na koniec odmiana, o której obie wspominacie. Fakt, miałem z tym problem. W czasie edycji nawet zmieniałem ją (znaczy odmianę) i rezultaty mi się nie podobały. Zostało tak jak widać, a ja nadal nie jestem pewien jak byłoby poprawnie.

 

Jeszcze raz dziękuję za uwagi i dobre słowo!

 

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

„Promienie porannego słońca nieśmiało zakradły się do sypialni. Przez chwilę sunęły przez pokój, aż w końcu, jakby nieśmiało, musnęły powieki Awea…” – No, zaiste, strasznie nieśmiałe te promienie…

 

Jeśli on ma na imię Awe, to czy nie odmienia się raczej: Awego, a nie Awea? Bardzo nienaturalna ta odmiana. Trochę jak z Joe – Joe'go. A jeśli to jest takie właśnie angielskie „awe”, to i tak przydałby się apostrof, Awe'a.

 

Nie wspominając, że sztuczka z imionami taka sobie, jak tylko przeczytałam „Witaj, Mado”, domyśliłam się, o co chodzi ; p Aczkolwiek doceniam zabieg odwrócenia ról, umieszczenie całości w całkiem nowej scenerii i ogólnie tematykę, bo taką lubię. Szkoda jednak, ze tak szybko idzie zgadnąć o co chodzi i do czego zmierza, oraz że język odrobinę szwankuje.

 

Pozdrawiam!

 

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

 pobiegła! – szepnął

 szepnął i wykrzyknik? 

 W progu zawahał się na moment. W końcu ruszył do drzwi wejściowych.

Czemu się wahał? Moim zdaniem kawałek zupełnie zbędny.

Mężczyzna powoli, z namysłem, powtórnie odwróciła się

Mężczyzna odwróciła się?:P Niedobra mężczyzna!

 

 ruszył dokładnie przed siebie. 

Zbędne dokładnie. Bo czyż można ruszyć niedokładnie?:P (wiem, że można ale to i tak brzmi głupio)

 

 Żeby unieś wiedzę

hm?

 

I nie odmieniałabym imienia głównego bohatera. Obecnie te Awea aż kłują w oczy.

Same wrażenia – może być, choć finał przewidywalny i początek średnio wciąga. Całość określiłabym jako “przyjemne” ;) 

Ni to Szatan, ni to Tęcza.

Oj, niedobra mężczyzna! :-(

Dzięki, Tensza!

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Zamiana Drzewa na Księgę Wiadomości Dobrego i Złego – plus, duży.

Zamiana ról pierwszej pary – plus.

Łatwość odgadnięcia, kto jest i kim i co dalej – malutki minusik. Malutki, podkreślam – bo trudno o pełny kamuflaż w przypadku tych postaci i tego wydarzenia.

Per saldo – nieźle, jak dla mnie.

Sympatyczne. Pomysł bardzo fajny. Co prawda, jak zauważyli komentujący przede mną, szybko – za szybko – idzie się domyślić, dokąd rzecz zmierza.

Opowiadanie trochę się dłuży. Myślę, że dałoby się sporo powycinać bez szkody dla treści. Na przykład pierwszy akapit jest zupełnie zbędny. Właściwie mógłbyś zacząć od “Awe od dłuższego czasu siedział w czytelni“, dzięki czemu opóźniłbyś również wystąpienie istotnej wskazówki. To jedno słowo – i jedyne, które we wstępie ma istotne znaczenie dla całości. Nie piszę go wprost, bo niektórzy zaczynają (choć nie powinni ;-) od czytania komentarzy.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Dzięki chłopaki za opinie.

Mam drogi jerohu wątpliwości jeśli chodzi o wyrzucanie początkowej sceny. Po pierwsze chciałem mieć klamrę narracyjną złożoną z dwóch kontrastujących opisów. Choć oczywiście nie będę się upierał, że ten zabieg podnosi wartość tekstu. Jednak spodobał mi się. I po drugie, może nawet dla mnie ważniejsze, ta scena służy do przekazania kilku informacji o świecie przedstawionym, który jest częścią pomysłu na opowiadanie. Innymi słowy ta interpretacja, która jest – jak się okazuje – aż nazbyt oczywista, to jest, że się tak wyrażę: zagadnienie główne. A jeszcze można pobawić się sprawami drugorzędnymi. Pytanie do pozostałych Czytelników: jeroh ma rację?

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

No ale jakie ważne informacje przekazujesz, opisując, jak bohater budzi się, wstaje, wychodzi z sypialni, waha na progu, wychodzi na ganek? To do tego fragmentu – może nie wyraziłem się dość dokładnie – mam największe zastrzeżenia. Jeżeli chciałeś zaprezentować wspaniałe “okoliczności przyrody”, ogólną sielankę, to dalej i tak to czynisz. Całkiem ładnie, ale nie aż tak pasjonująco, żebym nie poczuł się tym lekko znużony. Niech sobie będzie kontrast, jednak IMO mogłeś skrócić ten przedbiblioteczny fragment. A nawet – to akurat miała być tylko luźna sugestia – zrezygnować z niego.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Fakt, te pierwsze zdania nie są w żaden sposób kluczowe. Jeszcze można rzec, że te otwierające miały budować atmosferę. Te kolejne, aż do wyjścia na ganek zapewne można wyciąć bez żadnej szkody. Co przy okazji byłoby zgodne z jedną z sugestii Tenszy.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Zacny pomysł i wykonanie niezłe.

Mnie także niespecjalnie podobają się pierwsze zdania, opisujące złote smugi nieśmiałych promieni, pieszczotą budzące Awe. Jakaś mało męska ta pobudka.

Jest troszkę potknięć, o czym już wiesz; szkoda, że niczego nie poprawiłeś.

 

Po drugiej stronie progu panował półmrok… – Wolałabym: Za progiem panował półmrok

 

…panował półmrok, w którym majaczył początek dwóch regałów z książkami, tworzących wąski korytarz. – Czy dwa regały miały jeden, wspólny początek? ;-)

Proponuję: …panował półmrok, w którym majaczyły szczyty dwóch regałów z książkami, tworzących wąski korytarz.

 

Półki ciągnęły się w nieskończoność. Awe zaczynał mieć wątpliwości czy ta droga będzie miała jakikolwiek koniec. – Proponuję: Półki ciągnęły się w nieskończoność. Awe zaczynał mieć wątpliwości czy ta droga będzie miała jakikolwiek kres.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, regulatorzy!

A. korzystając z okazji, ponieważ jestem tutaj kompletnym świeżakiem, mam pytanie: jak to jest z poprawianiem tekstów. Normalnych i konkursowych. Są jakieś zwyczaje, regulacje? Wychowałem się na forum, na którym edycja tekstów była niedopuszczalna…

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Hm… byłem pewny że kliknąłem gotowe pod moim komentarzem tymczasem… ups? ^_^

 

Tak więc opowiadanie dość solidnie napisane (co miało być wytknięte to już zostało w postach wyżej), miło się je czytało i generalnie przypadło mi do gustu.

Czego mi zabrakło to jakiegoś napięcia, czegoś co by wciągnęło mnie zaraz na początku lub przynajmniej trochę dalej, żebym przeczytał tekst nie z siły rozpędu czy dlatego że mi się go dobrze czyta ale dlatego że interesuje mnie co będzie dalej. Nie zostawiło po sobie żadnego oryginalnego wrażenia.

 

/ Jaaf

Tak KPiachu, opowiadania poprawiać można, a nawet trzeba. Te zwykłe jak i konkursowe, tym lepiej się prezentują, im mniej w nich błędów i wszelkich niedoskonałości. Skoro jest możliwość edycji, należy z niej korzystać. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, Jafieli za opinię i regulatorzy za informację!

 

Edit: wprowadziłem poprawki do tekstu.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Hmm. Z jednej strony sądzę, że przedstawione tu wydarzenia można by opisać dużo krócej, nadać opowiadaniu formę bardziej zwartą. Ale z drugiej strony zastanawiam się, czy taki zabieg nie odebrałby tekstowi klimatu i uroku? Trudna rozkmina, że tak powiem. 

Dzięki vyzart za odwiedziny! Cóż, od tego typu dylematów nigdy się nie uwolnimy. No, ale wątpliwości wątpliwościami, a ja tu czytam, że tekst ma przynajmniej trochę klimatu i uroku. Dzięki!

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Czytałem, musiałbym powtórzyć komentarz AdamaKB z jedną uwagą – nieco skrócić, bardziej uprościć język początkowej sceny. Ja, może przez późną porę, połapałem się przy Księdze. Przyjemna lektura, dziękuję.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Podobało mi się :)

Przynoszę radość :)

Dzięki! To jeśli o mnie chodzi zostało Ci jeszcze jedynie jedno starsze opowiadanie. I kilka trochę nowszych, w tym jedno piórkowe ;-)

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Wiem, dojdę i do piórek :)

 

Przynoszę radość :)

Nowa Fantastyka