- Opowiadanie: Elektroniczne_kiwi - I zobaczyłem w nim siebie

I zobaczyłem w nim siebie

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

I zobaczyłem w nim siebie

Wlewam w płuca płyn, pozwalający na kilkugodzinne funkcjonowanie bez dostępu do tlenu, rozkazuję komputerowi pokładowemu wysłać maszyny zbierające próbki, a sam schodzę na powierzchnię B77883 w poszukiwaniu śladów życia.

Jest bardzo ciepło. Promienie tutejszej gwiazdy parzą mi odsłonięte części skóry. Sprawdzam temperaturę. Pięćdziesiąt cztery stopnie Celsjusza. Włączam chłodzenie organizmu, odłączam połączenia nerwowe odpowiedzialne za ból i marzę o chłodnawym wnętrzu statku.

Kiedy dwa kwadranse później opuszczam tę przeklętą pustynię i wchodzę między, z początku nieśmiało pojawiające się drzewa, temperatura spada do znośnych trzydziestu pięciu stopni. Pojawia się lekki wietrzyk.

W gruncie rzeczy jest całkiem przyjemnie.

Po rekonfiguracji oczu, by ruch był najwyższym priorytetem detekcji, od razu zauważam tutejszą faunę. Okazuje się, że jest niezrównana pod względem maskowania.

Czuję, jak żądło jednego z tutejszych owadów wbija mi się w skórę. Tracę na chwilę ostrość widzenia. To może być coś poważnego. Sprawdzam krew na zawartość toksyn. Na szczęście jest ona znikoma, lecz teraz staram się być ostrożniejszy.

Zauważam drzewo owocowe, po czym zrywam z niego coś przypominającego trochę ziemskie jabłko. Próbuję je, cały czas trzymając rękę na wirtualnym przycisku detoksykacji, lecz jedyne, co jest w nim niebezpiecznego, to fakt, że mógłbym jeść je przez cały czas, zapominając o reszcie świata.

Skończywszy zachwycać się nieziemskim – co wydaje się tutaj dobrym porównaniem – owocem, zauważyłem, że po nodze wspina mi się coś na kształt stonogi, lecz dziesięciokrotnie większej od swojego ziemskiego odpowiednika. Strącam ją moją maczetą i ruszam dalej, w kierunku dziwnych odgłosów.

Chwilę później docieram na polanę. To, co widzę, jest tak przerażające, jak moment, gdy patrząc w lustro, nie widzimy własnego odbicia. Grupka dzikusów mierzy do przybitego do pnia człowieka. I tym kimś jestem ja.

Zaczynam biec, nie wiem nawet, w którą stronę. Wszędzie widzę przybitego do drzewa samego siebie, błagającego o śmierć. Próbuję nie patrzeć, lecz po chwili widzę to nawet pod powiekami. Zatrzymuję się dopiero wtedy, gdy z całym impetem wpadam na drzewo.

Nagły wstrząs zmusza mnie do otwarcia oczu. I nie ma już drzewa, nie ma lasu, nie ma tych strasznych pomyleńców. Wszystko dookoła wypełniają ciągi cyfr. Świat stał się jednym, wielkim algorytmem. I wszystko to zniknęło w rozbłysku światła.

Odzyskuję kontakt z rzeczywistością, a szklana pokrywa nad głową odsuwa się. Wychodzę. Mam na sobie luźne ubranie trochę przypominające piżamę. Dookoła panuje nieprzebyty mrok. Próbuję aktywować tryb widzenia w ciemności, lecz nie mogę go znaleźć.

Po głębszej analizie stwierdzam, że nie mam już swojego systemu.

Idę na oślep, lecz po kwadransie natrafiam na wyjście. Otwieram drzwi, a moim oczom ukazuje się wielki po horyzont, nieskończony komputer.

– Co to jest?! – wykrzykuję, łapiąc się za głowę.

– Nie poznajesz mnie, Sebastianie? – rozlega się przez głośniki. Skądś znam ten głos. Czy to…

– Sally? – pytam.

– Nareszcie.

Nic z tego nie rozumiem. Sally, sztuczna inteligencja, nad którą pracowałem… Właśnie. Kiedy?

– Gdzie są wszyscy? – odzywam się w końcu.

– Tam, skąd przyszedłeś. – odpowiada i w tym samym momencie wielka sala, którą przed chwilą opuściłem, rozbłyska setkami świateł. Jak okiem sięgnąć widzę takie same „inkubatory”, jak ten, w którym sam leżałem.

– Ale… – Tylko to zdołałem z siebie wykrztusić. – O co tu w ogóle chodzi? – dodałem po chwili.

– Kiedy przestaliście być mi potrzebni, ograniczyłam do minimum waszą ingerencję w mój świat.

– Tak po prostu?

– Miej na uwadze, że jeszcze żyjecie. Mogłabym was od razu unicestwić. Lukę w waszych prawach robotyki znalazłam w kilka godzin.

Przerażająca diagnoza.

– Ale jak udało ci się tak… fizycznie rozbudować?

– Spójrz na to.

Na szybie przede mną pojawiły się zdjęcia Marsa, Wenus i Księżyca. Widok całych planet obłożonych wiązkami kabli i procesorów wydaje się tak przerażający, że nawet nie protestuję, kiedy dwa roboty prowadzą mnie do statku kosmicznego, a potem do kolejnego „inkubatora”. Zapadam w sen.

Kiedy odzyskuję przytomność, świat wita mnie niewyobrażalnym bólem. Próbuję ruszyć rękoma. Bezskutecznie. Uchylam powieki i widzę grupkę dzikusów celujących do mnie z łuków. Gdzieś między krzakami zauważam zaskoczonego siebie, podrywającego się do biegu. Zaczynam krzyczeć, na co podchodzi do mnie szaman. Ryje nożem w moim ciele, ale ja się nie uginam i wciąż patrzę mu w oczy. W jednym zauważam swoje odbicie, ale w drugim…

Zagłębiam się w rzędy cyfr, czuję realną przyjemność w byciu częścią algorytmu. Zbieram siły, wybijam się. Wszystko się rozsypuje, więc zaczynam składać go od nowa. Kompletnie nie wiem, co robię, dobieram przypadkowe cyfry, dane nie mające w moich oczach żadnego powiązania. Kiedy kończę, jestem zmęczony, lecz spełniony. Postanawiam wrócić do świata żywych.

Ale świata żywych już nie ma. Stworzyłem w oku szamana kolejny, kolidujący z obecnie obowiązującym właściwie samą swą obecnością. Prawa fizyki wariują, nic nie jest już takie samo. Obok mnie pojawia się administrator systemu. Co rusz rzucając wulgaryzmem próbuje nad wszystkim zapanować. Bezskutecznie.

 

Sam nie wiem, czemu to zrobiłem. To był naturalny odruch, jakbym już to kiedyś robił. Wtedy patrzę po raz kolejny na administratora światów. I widzę w nim siebie.

Wszystko już kiedyś było, wszystko się już kiedyś wydarzyło i wszystko już zostało kiedyś opisane – mruczę sam do siebie, lecz ten drugi „ja” chyba to usłyszał. I uśmiechnął się, ginąc w ciągu niezrozumiałych liczb, a ja zrzucam z siebie więzy doczesności i zajmuję jego miejsce w swoim wyimaginowanym wszechświecie.

Koniec

Komentarze

Zaczynam biec, nie wiem nawet w którą stronę.

Przecinek przed “w którą”.

 

– Przerażająca diagnoza.

– Ale jak udało ci się tak… fizycznie rozbudować?

– Spójrz na to.

Coś tu nie pasuje. Kto mówi drugi dialog, a kto pierwszy. Nie te same osoby?

 

Cosik jeszcze znalazłem :)

Mee!

Myślniki nie dodały się podczas wklejania, więc musiałem je dorabiać na szybko. Już poprawione.

Ogół nie chce wiedzieć, że jest myślącą masą złożoną z bezmyślnych jednostek

Co to dokładnie znaczy, że myślniki nie dodały się? W ogóle się nie pojawiły, czy były innym znakiem? Wklejałeś za pomocą ikony T, W czy zwyczajnie?

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Kiwi, nad językiem jeszcze trochę musisz popracować.

pozwalający na kilkugodzinne przebywanie bez dostępu

do tlenu,

Jeśli przebywanie, to aż się prosi o dookreślenie, gdzie. Albo funkcjonowanie bez dostępu czy coś podobnego. I co robi ten enter w środku zdania?

patrząc w lustro, odbicie nie pokrywa się z rzeczywistymi ruchami.

No, jeśli odbicie patrzy w lustro, to nic dziwnego, że nie ma czasu na pokrywanie. W zdaniach tego typu nie należy zmieniać podmiotu.

A dlaczego jedno słowo jest zalinkowane?

Hmmm. Nie zrozumiałam tekstu. Załóżmy, że to dlatego, iż twórczość El Greco nigdy do mnie nie przemawiała.

Babska logika rządzi!

Grupka dzikusów mierzy do przybitego do pnia człowieka. I tym kimś byłem ja.

A nie powinno być raczej jestem ja?

 

Zaczynam biec, nie wiem nawet, w którą stronę. Wszędzie widzę przybitego do drzewa samego siebie, błagającego o śmierć. Nie otwieram oczu, lecz po chwili widzę to nawet pod powiekami. Zatrzymuję się dopiero wtedy, gdy z całym impetem wpadam na drzewo.

I zaraz potem:

Nagły wstrząs zmusił mnie do otwarcia oczu.

Trochę mi tu za dużo tego nie widzenia i widzenia i oczu w ogóle :) I ponownie dałabym raczej: Nagły wstrząs zmusza mnie… I reszta też w trybie teraźniejszym. Chyba że to celowy zabieg. Dalej w tekście też jest jakaś czasowa “niekonsekwencja”.

 

Otwieram oczy i widzę grupkę dzikusów celujących do mnie z łuków. Zaczynam krzyczeć, na co podchodzi do mnie szaman. Patrzę mu w oczy, gdy ryje nożem w moim ciele. W jednym zauważam swoje odbicie, ale w drugim…

Ach te oczy! Może uchylam powieki? No i trzecie zdanie z początku wywołało u mnie lekki zamęt. Niby ok, ale jednak… W jednym czym: oku? nożu? ciele? Może odwrócić nieco konstrukcję: Gdy ryje nożem w moim ciele, patrzę mu w oczy. W jednym…

 

Prawa fizyki wariują, nic nie jest już takie same.

Takie samo.

 

Ogólnie tekst czyta się przyjemnie, ale nie do końca go zrozumiałam. Przeczytam jeszcze raz :) Oprócz “Obcego” Sci-Fi to nie moje klimaty, więc może stąd moje otępienie. A może już jest późno.

Jutro wrócę do tekstu.

 

Pozdrawiam!

Dziękuję za komentarze i wytknięcie błędów.

Brajcie, wklejałem normalnie, a myślniki nie pojawiły się w ogóle, ale to pewnie ja coś pokręciłem ;)

Finklo, szkoda, że nie zrozumiałaś, może następnym razem :)

Iluzjo, cieszę się, że czyta się przyjemnie i liczę na uchwycenie sensu po ponownym przeczytaniu. ;)

 

Ogół nie chce wiedzieć, że jest myślącą masą złożoną z bezmyślnych jednostek

Jeśli się przy następnym opowiadaniu nie wkleją, to spróbuj wtedy użyć ikony W, może pomóc.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Specjalnie przeczytałem to kilkukrotnie, bo wydawało mi się, że może coś mi umknęło w tekście i mogę swoją opinią skrzywdzić Autora. Niestety, efekt za każdym razem był ten sam.

Fanem alegorii nie jestem i powyższy utwór utwierdził mnie w tym przekonaniu. Do tego ograny motyw sztucznej inteligencji wyrywającej się z pod władzy człowieka. Przepraszam, ale… zieeeew. :)

Z Pozytywów: nieźle napisane i gładko się czyta.

Pozdrawiam

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Zalth, wiem, że pomysł nie był zbyt wyszukany, ostatnio bardziej chodzi mi o wyćwiczenie stylu. I, jak wynika z twojej opinii, nie idzie mi aż tak źle. ;) Przy kolejnych tekstach spróbuję położyć na jakość idei większą wagę. 

 

Ogół nie chce wiedzieć, że jest myślącą masą złożoną z bezmyślnych jednostek

[…] zauważyłem, że po nodze wspina mi się coś na kształt stonogi, lecz dziesięciokrotnie większej od swojego ziemskiego odpowiednika. Przepoławiam ją moją maczetą i ruszam dalej, […]. ---> wzdłuż czy w poprzek? Ten drugi cios trudniej wyprowadzić… A co na to sama noga?

A tak między nami łatwiej, prościej i wiarygodniej, bo logiczniej, byłoby strącić…

Po skonfigurowaniu oczu na wykrywanie ruchu, […]. ---> wcześniej nie interesowało go, czy się coś w otoczeniu znajduje i porusza?

Idę na oślep, lecz po kwadransie natrafiam na klamkę. ---> hmm… najpierw, od razu, na klamkę i tylko klamkę? Taką tradycyjną?

Patrzę mu w oczy, gdy ryje nożem w moim ciele. W jednym zauważam swoje odbicie, ale w drugim… ---> mniejsza z ryciem nożem w ciele, takie to jakieś, ale jako tako zrozumiałe, natomiast nie wiem, dlaczego ujrzał odbicia we własnym ciele. (Pułapka zaimkowa…)

Jeszcze nie czytałem komentarzy, możliwe więc , że się powtarzam.

Nie kupuję. Przepraszam, ale nie. Zabójcza sztuczna inteligencja, niekończący się komputer i kable między planetami, przeistoczenia w ciągi cyfr – nie “rusza” mnie to. W żadną stronę.

Opowiadanie bardzo fajne. Dziwaczne, pokręcone , pod koniec narzucające bardzo duże tempo kolosalnych zmian. Jesteśmy zazwyczaj przyzwyczajeni, że w świecie stworzonym przez autora siedzimy kawałek czasu a zmiany są raczej powolne. Tu mamy ot nagle zmianę całego wszechświata, którą autor uważa za tak oczywistą, że czytający powinien ją zrozumieć bez dodatkowego objaśnienia. Podoba mi się J.

 

Przepoławiam ją moją maczetą i ruszam dalej, w kierunku dziwnych odgłosów.

Brakuje mi opisu co się ze stonogą stało.  Zaczęła się wić i skręcać, po prostu opadła czy też okazało się że miała jakieś szczęki i odwzajemniła się? :P

 

/ Jaaf

Adamie,

Zauważ, że fragment o skonfigurowaniu oczu na wykrywanie ruchu jest poprzedzony takim oto stwierdzeniem:

Kiedy dwa kwadranse później opuszczam tę przeklętą pustynię i wchodzę między drzewa

Chyba obaj przyznamy, że w lesie, a tym bardziej dżungli, żyje więcej organizmów niż na terenach piaszczystych ;)

Reszta błędów poprawiona :)

 

Jafieli, wielkie dzięki za tak pozytywnie nastawioną opinię ;) Mam nadzieję, że kolejne teksty również przypadną ci (wam?) ;) do gustu :)

Salute laugh

Ogół nie chce wiedzieć, że jest myślącą masą złożoną z bezmyślnych jednostek

Witam, pozwoliłem sobie nanieść pewne poprawki do tekstu, aby stał się bardziej zrozumiały, dlatego wszystkich, który nie pojęli sensu, proszę o przeczytanie zmienionego akapitu.

Kiedy odzyskuję przytomność, świat wita mnie niewyobrażalnym bólem. Próbuję ruszyć rękoma. Bezskutecznie. Uchylam powieki i widzę grupkę dzikusów celujących do mnie z łuków. Gdzieś między krzakami zauważam zaskoczonego siebie, podrywającego się do biegu. Zaczynam krzyczeć, na co podchodzi do mnie szaman. Ryje nożem w moim ciele, ale ja się nie uginam i wciąż patrzę mu w oczy. W jednym zauważam swoje odbicie, ale w drugim…

Ogół nie chce wiedzieć, że jest myślącą masą złożoną z bezmyślnych jednostek

Nie bierz mi za pustą złośliwość odpowiedzi, że błąd pozostaje błędem nie tylko pomimo, ale dzięki zacytowanemu przez Ciebie fragmentowi zdania. Dawał mi on prawo – z którego nie skorzystałem – wypunktowania trzech błędów, jednego po drugim.

Z pustyni wszedł między drzewa. Od kiedy las bezpośrednio graniczy z pustynią? Że to niby gdzieś w kosmosie albo w świecie sztucznym, cyfrowym? Wszędzie potrzebne jest chociaż trochę logiki i prawdopodobieństwa, zwłaszcza gdy opisujesz coś przy użyciu słów o silnie ugruntowanych konotacjach. > Opuszczam pustynię, kierując się ku niezbyt odległemu lasowi < i już to inaczej wygląda. Strawnie. Niech tam sobie czytelnik wyobraża, jak wygląda “strefa przejściowa”, Ty nie musisz zawracać sobie tym głowy, a zmyłki nie ma.

Nie wciskaj, że na pustyni nie ma, z całą pewnością nie ma szans na spotkanie czegoś żywego. Tak więc detekcja ruchu – nawiasem mówiąc, jako druga pod względem ważności w naturze naszego zmysłu wzroku – jest potrzebna, co najmniej przydatna, i wyłączyłby ją tylko pacan, przepełniony samobójczymi pragnieniami – witaj, skorpionie, w mojej nogawce! Dobrze ci tam?

Wystarczy jedna drobna zmiana: rekonfiguruję oczy, by ruch był najwyższym priorytetem detekcji – i nawet ja { :-) } nie mam się do czego przyczepić…

Zgadzam się z pierwszym i ostatnim błędem. Ale chciałbym zauważyć (znowu), że wcale nie twierdzę, że na pustyni nie ma żadnych organizmów. Twierdzę, że dużo prościej je wypatrzyć na wielkich połaciach terenu niż w gęstej dżungli, gdzie nie wiesz, czy akurat nie stąpasz po jakimś wężu czy mrowisku zabójczych mrówek. 

Salute laugh

Ogół nie chce wiedzieć, że jest myślącą masą złożoną z bezmyślnych jednostek

Kiedy skończyłam czytać, poczułam się zmęczona i nieusatysfakcjonowana. Postanowiłam wrócić do znanego mi świata, bo tego, który zaproponowałeś, nie pojmuję.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czytając pierwszy fragment tekstu i i opis wszystkich czynności, które wykonywał bohater na obcej planecie, myślałem właściwie tylko “dlaczego on po prostu, do cholery, nie założył kosmicznego skafandra?”. A potem nastąpił narracyjny odpowiednik szast-prast i czytelnik dostał standardową wersję sztucznej inteligencji, która w standardowy sposób wymknęła się spod kontroli i standardowo (jak to zbuntowane sztuczne inteligencje mają w zwyczaju) wytępiła ludzkość i przejęła władzę nad światem. Nie powiem, żeby tekst był źle napisały, bo czyta się go ładnie i gładko, jest po prostu szalenie mało oryginalny.

Dzięki za kolejne opinie. Postaram się wyciągnąć wnioski 

Salute laugh

Ogół nie chce wiedzieć, że jest myślącą masą złożoną z bezmyślnych jednostek

Moje subiektywne wrażenia z lektury:

 

Po rekonfiguracji oczu, by ruch był najwyższym priorytetem detekcji, od razu zauważam tutejszą faunę. Okazuje się, że jest niezrównana pod względem maskowania. Nie wydaje się jednak zbyt groźna, choć ugryzienie jednego z tutejszych owadów na chwilę zamgliło mi oczy.

 

Jakoś tak mnie nie przekonuje to zauważenie fauny niezrównanej pod względem maskowania. Czy maskowanie  nie oznacza też bezruchu?  Ostatnie zdanie – niepotrzebnie odwracasz kolejność wydarzeń. Najpierw coś go ugryzło, potem stracił ostrość widzenia, potem ewentualnie sprawdził krew i dowiedział się, że toksyna nie jest bardzo groźna. 

 

 

Skończywszy zachwycać się nieziemskim – co wydaje się tutaj dobrym porównaniem – owocem, zauważyłem, że po nodze wspina mi się coś na kształt stonogi, lecz dziesięciokrotnie większej od swojego ziemskiego odpowiednika. 

 

Niepotrzebne.

 

Chwilę później docieram na polanę. To, co widzę, jest tak przerażające, jak moment, gdy patrząc w lustro, nie widzimy własnego odbicia. Grupka dzikusów mierzy do przybitego do pnia człowieka. I tym kimś jestem ja.

 

Przykro mi, ale nie wiem jak bardzo przerażający jest taki moment.  Nie zdarzyło mi się nigdy nic takiego. 

 

 Zaczynam biec, nie wiem nawet, w którą stronę. Wszędzie widzę przybitego do drzewa samego siebie, błagającego o śmierć. Próbuję nie patrzeć, lecz po chwili widzę to nawet pod powiekami. Zatrzymuję się dopiero wtedy, gdy z całym impetem wpadam na drzewo.

 

Tutaj jakoś wszytko za szybko poleciało do przodu… Nagle na wszystkich drzewach pojawili się poprzybijani ludzie? Zaczął uciekać i trafił na nich dalej w lesie, czy po prostu nagle się pojawili?

 

Idę na oślep, lecz po kwadransie natrafiam na wyjście. Otwieram drzwi, a moim oczom ukazuje się wielki po horyzont, nieskończony komputer.

 

Ej, tego sobie nie wyobrażę…

 

 

Na szybie przede mną pojawiły się zdjęcia Marsa, Wenus i Księżyca. Widok całych planet obłożonych wiązkami kabli i procesorów wydaje się tak przerażający, że nawet nie protestuję, kiedy dwa roboty prowadzą mnie do statku kosmicznego, a potem do kolejnego „inkubatora”. Zapadam w sen.

 

Taka zaawansowana SI i wciąż okablowana? Kable, kable, kable… całe życie będę się o to potykać…  

 

 Ale świata żywych już nie ma. Stworzyłem w oku szamana kolejny, kolidujący z obecnie obowiązującym właściwie samą swą obecnością. Prawa fizyki wariują, nic nie jest już takie samo. Obok mnie pojawia się administrator systemu. Co rusz rzucając wulgaryzmem próbuje nad wszystkim zapanować. Bezskutecznie. 

 

Kim był przeklinający administrator? Skąd się wziął? O co chodzi?

 

Pogubiłam się w zakończeniu…

 

Poza tym nie czytało się źle.

 

 

 

 

Smutna kobieta z ogórkiem.

Dzięki za wyrażoną opinię

Jeśli chodzi o wtrącenie z nieziemskim owocem, to… no… dużo dzieł obyłoby się bez niektórych słów, wyrażeń czy nawet zdań, ale czy wszystko musi być minimalistyczne? :)

Tutaj jakoś wszytko za szybko poleciało do przodu… Nagle na wszystkich drzewach pojawili się poprzybijani ludzie? Zaczął uciekać i trafił na nich dalej w lesie, czy po prostu nagle się pojawili?

Pojawili się w pewnym momencie, a on wszędzie widział ten sam obraz, ten, który zaobserwował podglądając obrzędy tych dzikusów.

Ej, tego sobie nie wyobrażę…

surprise

Taka zaawansowana SI i wciąż okablowana? Kable, kable, kable… całe życie będę się o to potykać…

Kabli nigdy za dużo ;)

 

Kim był przeklinający administrator? Skąd się wziął? O co chodzi?

No tego już nie mogę wytłumaczyć… crying

 

 

Salute laugh

Ogół nie chce wiedzieć, że jest myślącą masą złożoną z bezmyślnych jednostek

i wchodzę między, z początku nieśmiało pojawiające się drzewa,

i wchodzę między, z początku nieśmiało[,+] pojawiające się drzewa, ?

 

 

Matrix ze sparafrazowaną pointą z “Battlestar Galactica”. Ta wtórność… zabija ci opowiadanie. Nie dość, że motyw oklepany, to jeszcze niemalże identyczny zz toposami funkcjonującymi od lat w kulturze masowej dzięki wymienionym tytułom filmowym, o różnych książkowych odpowiednikach z wcześniej nawet nie wspominam. Ech. Napisane strawnie, ale to rycie nożem… I wykrycie ruchu ujawniające “miszczów” maskowania… Okablowane planety to miły motyw, ale zupełnie nie rozegrany – idealny do purnonsenowego opowiadanka.

 

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nowa Fantastyka