- Opowiadanie: Iluzja - Zakładzik?

Zakładzik?

Drugi tekścik, jeszcze nie drabble, ale zdecydowanie krótszy od mojego debiutu :)

Nie zamieszczam go po to, żeby mieć w konkursie aż dwa teksty i niecnie zwiększyć swoje szanse.

Po prostu pomysł był natrętny, przyszedł w nocy, nie dał mi spać, więc musiałam dziada zrealizować dla świętego spokoju.

Czekam na komentarze i uwagi.

Miłego czytania!

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Zakładzik?

Można powiedzieć, że chłopcy przyjaźnili się od zawsze. Wykazywali się ponadprzeciętną inteligencją, dlatego pozostali Nowicjusze szybko przestali ich lubić. Niechęć rzadko jednak przybierała formy jawnej agresji, zwłaszcza odkąd chłopcy zademonstrowali, że potrafią skutecznie obronić się przed każdym atakiem.

Cieszyło ich własne towarzystwo. Często spędzali czas, prowadząc wielogodzinne dysputy, o tyle interesujące, co bezowocne, gdyż każdy z nich był przekonany o słuszności swoich racji. Gdy robiło się zbyt poważnie, zaczynali stroić do siebie miny i wygłupiać się jak dzieci. Uwielbiali też rywalizować. Nie o dziewczyny, czy oceny. Prawdziwym wyzwaniem było rzucanie czarów, w dodatku znacznie wykraczających poza program nauczania. Dlatego właśnie, spragnieni wiedzy, zaczęli ukradkiem odwiedzać pewne miejsce. Jedyne, do którego oficjalnie jeszcze nie mieli wstępu: bibliotekę dla Wtajemniczonych.

 

Wciśnięci głęboko w kąt między ostatnim, wypełnionym książkami, regałem a zimną ścianą, czekali w napięciu, aż Gruby Tom skończy obchód w tej części ogromnego gmachu. Stary strażnik szedł właśnie w ich kierunku i był już w połowie alejki, gdy John, chudy chłopiec z lokami w kolorze złota, zachichotał nerwowo. Zasłonił usta dłońmi, ale przytłumione dźwięki, przypominające nieco chrumkanie świni, wciąż zakłócały ciszę.

 – Co jest? – syknął, zaniepokojony dziwnym zachowaniem kolegi, Luke.

 – Pu… puściłem bąka – wydukał John, a kolega spojrzał na niego z dezaprobatą. Dlaczego teraz? Cichacze były najgorsze. Smród wzmagał się, szybko stając się trudnym do wytrzymania, ale obaj młodzieńcy zamarli na dźwięk zbliżających się kroków.

Gruby Tom rozejrzał się podejrzliwie, unosząc pochodnię w kierunku brudnego, wąskiego okienka, którym się tu dostali. Powoli podszedł do niego i zamknął, nie zauważając ukrytych za regałem chłopców. Luke niemal wybuchnął śmiechem widząc, jak po chwili starzec, kręcąc nosem, otwiera ponownie okno i szybkim krokiem oddala się w stronę schodów prowadzących na piętro. Gdy tylko niebezpieczeństwo minęło, spoważniał jednak i zwrócił się do przyjaciela.

 – Znowu żarłeś jabłka? Stary, ile razy ci mówiłem, żebyś tego nie robił przed akcją. Wiesz, że nie wolno ci ich jeść. Zawsze potem masz gazy.

 – Kiedy ja tak lubię… – John, zakłopotany, wbił wzrok w podłogę. Luke nie potrafił długo gniewać się na przyjaciela.

 – Dobra, chodź wybierzemy jakąś książkę, bączku.

 

Konstrukcje, dekonstrukcje i rekonstrukcje. Luke wiedział, że stara księga była lekturą obowiązkową dopiero w Piątym Kręgu, dlatego przez chwilę zawahał się, czy nie odłożyć pozycji na miejsce. Byli zdolni, owszem, ale najpotężniejsze zaklęcia, których do tej pory się uczyli, były z poziomu Kręgu Trzeciego. No nic, spróbujemy, pomyślał i otworzył księgę na przypadkowej stronie, podczas gdy John stał na czatach. Zaklęcie nosiło nazwę „Coś z niczego” i od razu wydało mu się skomplikowane. Złożone z wielu etapów, z pewnością zabierało dużo czasu. Westchnął, niezadowolony.

 – Stary, wybierz coś innego, to dla nas za trudne – zwrócił się do towarzysza.

 – Pokaż mi to. – Z miną fachowca John podszedł do rozłożonej na bladoróżowym dywanie księgi i przyklęknął obok kolegi. Burza blond loków kontrastowała z ciemną czupryną Luke’a.

 – Co za problem? Pominie się kilka końcowych etapów, doda coś od siebie i jakoś wyjdzie – oznajmił pewnym tonem chłopiec, ledwo zapoznawszy się z treścią czaru. Musiał zrehabilitować się po „bąkowej” wpadce. W przeciwieństwie do przyjaciela lubił zaklęcia konstrukcji, więc wierzył, że przy odrobinie szczęścia jakoś to będzie.

 – Głupi jesteś – burknął krótko czarnowłosy. – To się nie uda.

John wstał i uśmiechnął się prowokująco.

 – Zakładzik?

Drugiemu Nowicjuszowi nie trzeba było lepszej zachęty. Skoro przyjaciel tak bardzo chciał się zbłaźnić, no to jego wola. Luke postanowił dolać nieco oliwy do ognia.

 – Ok, ale pod warunkiem, że ukończysz zaklęcie w siedem dni.

 – W siedem? – John parsknął drwiąco. – Stary, ja to zrobię tak szybko, że siódmego dnia to już sobie będę odpoczywał!

Koniec

Komentarze

Brakuje mi czegoś w tym tekście. Wydaje mi się że jest skupiony na detalach ale nie niesie ze sobą historii, akcji lub refleksji.

Napisany poprawnie i czyta się dość płynnie, właściwie nie ma się czego przyczepić, ale pozostawia niedosyt.

 

/ Jaaf

Wykazywali się ponadprzeciętną inteligencją, przez co pozostali Nowicjusze szybko przestali ich lubić. ---> jaki śliczny kolokwializm!

Dowcip z bąkiem – dolna strefa stanów niskich.

To tacy nieprzeciętnie inteligentni zostawiają uchylone okienko, by od razu było widać, że ktoś tu tędy wlazł albo tędy stąd wylazł?

No to już wiadomo, czemu nasz świat taki porąbany…

Dziękuję za komentarze. Wyciągnę wnioski :)

Adamie – bąk został zastosowany jak najbardziej celowo. Może za dużo napisałam o ich wybitnej inteligencji i to jakoś wszystkim zapadło w pamięć. Tak naprawdę to w końcu młodziaki i ten wiek rządzi pewnymi prawami. Np. lekkomyslnością i głupimi nieraz żartami.

 

“No to już wiadomo, czemu nasz świat taki porąbany…“ – dokładnie to chciałam przekazać :D

Co mi przypomina ciekawą dyskusję o kolokwializmach w narracji.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Przyczepiłbym się do tych bąków, ale nie chciałbym powtarzać przedmówców. ;)

Powiem tylko, że problem kryjówki potraktowałaś trochę po amerykańsku. 

Powoli podszedł do niego i zamknął, nie zauważając ukrytych za regałem chłopców.

Tym bardziej, że, jak wynikało z kontekstu, nie zachowywali się zbyt profesjonalnie :)

Ogół nie chce wiedzieć, że jest myślącą masą złożoną z bezmyślnych jednostek

No cóż… głupi ma zawsze szczęście, jak mawiają ;) Każdy z nas był pewnie kiedyś w opałach, z których wyszedł obronną ręką tylko dzięki sprzyjającym w danej chwili okolicznościom.

Być może przydałoby się jednak dodać gdzieś w tekście, że np. strażnik był ślepy na jedno oko ;) albo chociaż niezbyt rozgarnięty. Przemyślę tę kwestię.

Lol ; P Przyznam, że zostałam zaskoczona ; )))

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Warunki konkursu spełnione.

Duch – brak.

Język – w pierwszym akapicie 'chłopcy' za bardzo się powtarzali, poza tym w porządku.

Kolejny ciekawy pomysł. O uczniach czarnoksiężnika już nieraz czytałam, lecz puenta zaskakująca. Dowcip niskich lotów, ale za to wyjaśnia, dlaczego jabłka zostały szczególnie potraktowane.

Babska logika rządzi!

Jak dla mnie – byyyłoooo:(

Mam chwilowo przesyt tekstów o stwarzaniu świata. Chyba ze cztery ostatnio na portalu czytałem. Może więcej, może mniej, nie mam teraz siły szukać.

Żadna w tym Twoja wina, Iluzjo, ale temat wydaje mi się wyeksploatowany – choćby dlatego, że wciąż wałkowany jest z perspektywy judeochrześcijańskiej.

Samo opowiadanie… fakt, zaskoczyłaś mnie z opuszczoną gardą, takiego zakończenia się nie spodziewałem. Mimo to tekst podoba mi się niezazbytnio. Pozdrawiam:)

Bardzo wszystkim dziękuję :)

Tintin – być może to się trochę wiąże z konkursem o Apokalipsie, tylko “na odwrót”. Nie czytałam wszystkich opowiadań, ale z pewnością wątki, o których wspomniałeś, przewijają się tam w masowych ilościach. Moim zamiarem było ukazanie “Biblioteki” i wydarzeń, które się w niej rozgrywają w sposób, który nie będzie się wiązał ze czyjąś śmiercią.

Tak przewrotnie miało być ;) Cieszę się, że udało mi się was zaskoczyć.

 

Też, na pewno. Choć zajrzyj na przykład tutaj

Racja… ale Pomysł jak przyszedł w nocy to się upierał, że jest taki wyjątkowy i odkrywczy i żeby go przelać na papier. Kłamczuch jeden!

 

Cieszę się, że nie pokusiłam się o drabble’a, bo pierwotnie chciałam spróbować. Dopiero by było :O

 

Oni wszyscy tak mówią…

Wiesz, temat jest duży i znany większości Polaków, więc łatwy w obróbce: zawsze znajdzie się nowy sposób podejścia. Mnie akurat się trochę już przejadł, ale opko napisałaś przecież przyjemnie:)

Celna puenta, bardzo dobre wykonanie, czuć ten klimacik bąka, tylko… No właśnie.

Mam wrażenie, że środek tekstu nie współgra z zakończeniem. Chyba, że to taki celowy zabieg, żeby czytelnikowi gazem w oczy, kilka celnych na korpus, a później jeb! Prawym dowcipem sierpowym prosto w szczękę. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

tintin – wiem, wiem, mam nadzieję, że następnym razem zjawi się ten jedyny i oryginalny Pomysł :) Będę na niego czekać jak na księcia z bajki. I dziekuję za miłe słowa.

 

Zalth – hahaha rozwaliłeś mnie :) Przejrzałeś na wskroś: broń biologiczna miała ogłuszyć czytelnika, bo mój prawy sierpowy to nie jest za mocny bez “wsparcia” :D Uśmiałam się :)

Nie ukrywam, że drugi tekst konkursowy twojego autorstwa dużo bardziej mi się podobał. Ale w tamten włożyłaś sporo więcej wysiłku, więc nic w sumie dziwnego ;)

Masz ciekawe pomysły (oby tak dalej!). Finałem strasznie zaskoczona nie byłam, ale ze względu na długość tekstu, a nie jego treść. To musiało się skończyć przewrotnie, inaczej nie byłoby takie krótkie. No i ten tytuł… Jasne, nie wiedziałam czym będzie owa niespodzianka, ale przeczuwałam jej nadejście.

 

Na plus, ale tyci :P co byś się nie rozbestwiła.

Tylko nie "Tęcza"!

Mimo że pomysł jakiś był, że zrealizowany został całkiem nieźle, to całość mnie nie urzekła. Zaś epizod z bączkiem, który wydostał się na wolność, żałosny. :-(

Pozostaje nadzieja, że w przyszłości może być tylko lepiej. ;-)

 

Wykazywali się ponadprzeciętną inteligencją, przez co pozostali Nowicjusze szybko przestali ich lubić. – Wolałabym: Wykazywali się ponadprzeciętną inteligencją, dlatego pozostali Nowicjusze szybko przestali ich lubić.

 

…zaczęli potajemnie odwiedzać bibliotekę. Jedyną, do której oficjalnie jeszcze nie mieli wstępu: bibliotekę dla Wtajemniczonych. – Proponuję: …zaczęli cichaczem/ skrycie/ ukradkiem/ po kryjomy odwiedzać pewne miejsce. Jedyne, do którego oficjalnie jeszcze nie mieli wstępu: bibliotekę dla Wtajemniczonych.

 

Stary, wybierz coś innego, to dla nas za trudne… – Nie wydaje mi się, by adepci sztuki czarnoksięskiej, zwracali się do siebie stary; to jakby całkiem inna bajka. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tensza – bardzo dziękuję :) ale pewnie i tak się rozbestwię, bo pomysłów mam bez liku, a i czasu aktualnie sporo… Dopracuję jednak pewne kwestie tak “na przyszłość “ :) Aktualnie w mojej głowie snują się tajemnicze wizje tajemniczych drabbli ;P Więc będzie jeszcze krócej.

 

regulatorzy – bardzo dziękuję, korekty wprowadzone (oprócz ostatniej). Bączek… Coś czuję, że jego smrodek jeszcze przez jakiś czas się za mną powlecze, no ale cóż… Kto nie ryzykuje, ten nic nie ma ;) Żałosność była zamierzona, ale bardziej mi chodziło o żałosność bohaterów. Najwyraźniej źle to ukazałam, następnym razem na pewno się poprawię.

:-) Aktualnie, Koleżanko iluzjo, popracuj nad wyeliminowaniem tego słowa ze swego podstawowego i aktualnego słowozbioru. :-)

Tak, jest, herr Wilku Adamie ;) Dodam to do listy rzeczy, którymi aktualnie muszę się zająć ;)

Brawo. Najlepsza puenta, jaką czytałem od dawna. Choć podszedłem do opowiadania z rezerwą, okazało się, że końcówka wszystko rekompensuje.

Chętnie złoiłbym skórę gówniarzowi. Nie za puszczanie bąków, ale za to, jak spartolił robotę ;)

Mam mieszane uczucia. Niby się podobało, napisane przyjemnie, ale… mi też ten środek z bączkiem wydawał się trochę z d… Puenta niby fajna, ale ostatnio jestem znieczulona przeróbki genesis.

Wiem, marudzę:)

Pozdrawiam

 

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

vyzart – bardzo dziękuję, cieszę się, że Cię zaskoczyłam :)

 

Unfall – oj ja też, ja też… tak to się niestety kończy, jak komuś się zachciewa eksperymentów ;)

 

AlexFagus – każdy może sobie pomarudzić, sama też to lubię ;) Następnym razem nie będzie już bączków, obiecuję. Ani genesis. 

Już jakiś czas po publikacji i samym konkursie.

Tekst mnie raczej nie przekonał, Iluzjo. Wydał mi się niedokończony. Napisany sprawnie i przyjemnym językiem, to prawda… Ale jakoś czegoś brakuje. Może efektów owego zasugerowanego genesis.

Mocno mi też zgrzyta Gruby Tom wnoszący pochodnię do pełnej drewnianych regałów i książek biblioteki. Myślę, że lampa oliwna byłaby znacznie mniej niebezpieczna dla otoczenia.

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

…a w dodatku po takim bączku po bibliotece powinno rozlać się morze ognia, powietrze powinno stanąć w płomieniach i nastąpić katastrofa, KA-TA-STRO-FA! ;-)

 

Sympatyczna, zaskakująca pointa ratująca całość opowiadania, żarcik z bączkiem no… taki bawiący po drugim, może trzecim piwie… Sprawnie napisane, trochę dziur jak z tym Tomem, okienkiem, pochodnią – generalnie dobre, ale szału nie robi ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Jak na tekst o stworzeniu świata w skutek źle zastosowanego zaklęcia w bibliotece, trochę za dużo o bąku i za mało o zaklęciach i stwarzaniu świata w skutek ich złego zastosowania w bibliotece.

W króciutkim tekście bardzo spodobały mi się dwa pierwsze akapity – dawały nadzieję, na ciekawy rozwój akcji, kusiły tajemnicą. Natomiast ani rozwinięcie (czyli puszczenie bąka), ani puenta nie spodobały mi się : >. Żeby to jeszcze był głośny, radosny bąk, od którego zatrzęsły się półki, i woluminy pospadały stróżowi na głowę… ale cichacz? Takich bąków nie lubię najbardziej. 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Kurde! Jakbym czytał rozdział z Brenta Weeksa. Już wtedy byłaś niezła. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

To czemuś na Bibliotekę nie kliknął?

Babska logika rządzi!

Bo… tak. :)

Klikam.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

No proszę… Czyli ten smrodek nadal się za mną ciągnie :D Hahaha :)

Najpierw odniosę się do starych komentarzy – gnoomie, Fishu, Nevazie, mam nadzieję, że mój rozwój poszedł w dobrym kierunku. Więcej bąków nie pamiętam, za wszystkie bardzo żałuję ;)

Zalth – bardzo dziękuję, akurat Weeksa nie znam, ale zawsze jest to do nadrobienia :D

Finklo – po amerykańsku “aaawwww” :)

Nie, kuźwa, może Weeks’a to nie już czytaj. Dobrze jest, jak jest :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Hahah, wiesz ostatnio porywam się dla beki nawet za gnioty (mam nadzieję, że nikogo nie urażę, jeśli jest fanem, w razie czego przepraszam) pokroju Guya N. Smitha :D Ileż mam przy tym śmiechu, to moje ;)

Fajnie się czytało, zgłaszam więc tekst do biblioteki :)

No dobra, żeby mój głos bo biblioteki ważył, no, ile powinien, pragnę nakreślić kilka zdań komentarza, a zacznę od końca:

 

Podobało mi się jako całość, a zakończenie jest naprawdę niezłe… czyżbyś napisała “Stworzenie Ziemi: historię prawdziwszą”?

 

Wiele do komentowania nie ma, bo tekst jest krótki, ale… nie znalazłem żadnych byków, a to już plus, zdania ładnie napisane, wręcz bardzo ładnie, nic nie zgrzytało w mej czaszce podczas czytania.

 

Pozdrawiam :)

Piotrze – bardzo dziękuję za wizytę, jeszcze bardziej za ostatecznego klika do Biblioteki :)

W ogóle ten tekst chyba należy do rekordzistów jeśli chodzi o długość oczekiwania na “Klika Ostatecznego” ;)

 

Cieszę się niezmiernie, że Ci się spodobało, a w czaszce nic nie zgrzytało (i nie czuję, że rymuję).

Wydaje mi się, że były opowiadania dłużej kiszące się jako czwórki. Zalth dał czwartego klika całkiem niedawno.

Babska logika rządzi!

Wiem, a nawet pamiętam, kto go do tego “popchnął” odrobinienieczkę ;)

Dziękuję, Finklo :)

Nmzc

Nowa Fantastyka