- Opowiadanie: gnoom - Zapach książki

Zapach książki

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Zapach książki

Ktoś otworzył szklane drzwi. Korzystając z nadarzającej się okazji, Karol wślizgnął się do środka.

Biblioteka III Kampusu Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie nigdy nie wzbudzała w nim szczególnej sympatii. Okrągły blok szkła i betonu, który z zewnątrz przypominał bardziej audytorium lub salę konferencyjną.

Postąpił kilka kroków i wszedł do długiego, szerokiego korytarza po prawej. Po jego lewej stronie znajdowały się cztery rzędy niedużych, blaszanych szafek poustawianych jedna na drugiej. Lubił to, że oprócz numerków kluczyki do szafek miały też własne kolory – cztery różne, zależnie od tego do którego bloku należały. „Skrytki depozytowe”, jak brzmiała ich fachowa nazwa, nie były co prawda obligatoryjne, ale wolał je od plastikowych koszy koloru wściekłej pistacji. Z nich właśnie trzeba było skorzystać, jeżeli tylko student pragnął wnieść na teren biblioteki przedmiot większy od wypożyczonej książki.

Zawsze zastanawiało go czemu służył ten system. Wnioskując po bramkach ustawionych przed wejściem do umiejscowionych na parterze i piętrze dwóch czytelni, prawdopodobnie chodziło o względy bezpieczeństwa. Wnoszenie plecaków i toreb ułatwiało wynoszenie książek.

Karol, jako jeden ze studentów, czuł się odrobinę urażony podejrzliwością sztabu dziekańskiego. Choć z drugiej strony – czy faktycznie warto wierzyć w ludzką uczciwość? Niemniej, traktowanie wszystkich uczniów przybywających do tej skarbnicy wiedzy jak potencjalnych kryminalistów było najzwyczajniej w świecie niemiłe. Takie podejście przyczyniło się tylko do pogorszenia jego negatywnej opinii o tym miejscu.

Głównym zarzutem było jednak to, że najzwyczajniej w świecie brakowało mu „klimatu”. Ludzie odpowiedzialni za wygląd tej części uczelni wyraźnie kładli nacisk na to, co najwyraźniej w opinii rektora, doktora habilitowanego Wojciecha N., było najważniejsze – przepych. Impregnowane regały, gablotki wypełnione publikacjami sztabu pedagogicznego wydziałów dziennikarstwa, kultury, psychologii stosowanej i filologii angielskiej czy też drobnymi dziełami poświęconymi historii uczelni – wszystko to składało się na wielką konstrukcję krzyczącą „Jesteśmy UJ-otem! Jesteśmy zajebiści!”. W owym samozachwycie zatraciła ona jednak przytulność i skromną godność tak charakterystyczną dla mniejszych biblioteczek czy antykwariatów. Najgorszą jej zbrodnią był jednak brak najpiękniejszego i najistotniejszego elementu: zapachu.

Ta wypożyczalnia nie pachniała książkami.

Przeszedł pomiędzy drewnianymi wykrywaczami i skręcił w lewo, kierując się w stronę schodów prowadzących na piętro. Mimowolnie rzucił okiem na siedzących poniżej studentów. Każdy ze wzrokiem utkwionym we własnym laptopie lub jednym z lokalnych pecetów – ciekawiło go ilu z nich faktycznie się uczyło, a ilu przeglądało swojego facebooka, Twittera, onet czy inne badziewie.

Nawet najstarsze uczelnie w Polsce powoli ulegały wszechobecnej internetyzacji.

Przekroczył ostatni stopień i zamarł. Przez ułamek sekundy wydawało mu się, że ma przywidzenia. Mrugnął kilkukrotnie, lecz to co ujrzał pozostało na swoim miejscu. Zafascynowany, podszedł kilka kroków bliżej.

Przed sobą miał trzy nieduże alejki. W środkowej, najmniej oświetlonej, stał duch. Z daleka wyglądał jak łysiejący pan po pięćdziesiątce. Gdyby nie jego półprzezroczyste ciało i ubranie, Karol wziąłby go za jednego z bibliotekarzy.

Zjawa przeglądała półkę, wyraźnie czegoś szukając. Wodziła wzrokiem po tytułach, niemniej nie dotykała żadnego z nich. Ilekroć próbowała jakichś pochwycić, eteryczna dłoń przenikała przez wolumin.

Student rozglądnął się uważnie. Kilka osób przemykało tu i ówdzie, poszukując lektur lub opracowań. Nie odniósł jednak wrażenia, żeby ktokolwiek inny poza nim zdawał sobie sprawę z obecności niezwykłego gościa. Może tylko ja jestem w stanie go dostrzec?

Jakby w odpowiedzi na pytanie na końcu utworzonego z regałów korytarzyka pojawiła się Aga, koleżanka z roku. Trzymając pod pachą dwa spore tomiszcza, przeszła prosto przez stojące widmo, które swobodnie przez nią przeniknęło nie zwracając na jej osobę najmniejszej uwagi. Dziewczyna uśmiechnęła się na powitanie. Następnie skrzywiła się na widok niewzruszonego miłym gestem kolegi i powiodła wzrokiem w miejsce punktu, w który się wpatrywał. Popatrzyła parę sekund na gapiącego się w pustą alejkę chłopaka, po czym poszła dalej, wyraźnie zdziwiona.

Karol z początku nie miał pojęcia jak zareagować. W końcu ciekawość wzięła w nim górę.

– Przepraszam, szuka pan czegoś? – zapytał, podchodząc nieśmiało.

Duch drgnął w sposób, w jaki drgają ludzie, których ktoś nagle przestraszył. Z bliska dało się rozróżnić poszczególne części garderoby – sweter, kamizelkę i spodnie, niegdyś wykonane najpewniej z wełny i sztruksu. Do tego okulary w drucianych oprawkach. Jakby sama idea bibliotekarza była zaklęta w tej osobie.

Upiór obrócił się niepewnie i spojrzał na zagadującego go młodziaka. Na twarzy starca odmalowało się niedowierzanie, jakby po raz pierwszy widział podobną istotę.

– Ty mnie widzisz?

Cichy i łagodny głos pytającego dodał Karolowi pewności siebie.

– Tak, widzę pana całkiem wyraźnie. Na tyle, że jestem prawie pewny, że czegoś pan szukał.

Przez świecącą delikatną bielą twarz przemknął cień.

– W zasadzie tak. Mam problem ze znalezieniem pewnego tytułu. „Zapach książki” Lucjana Bezgłowego. Natknąłeś się może na taką pozycję?

Karol skrzywił się ze zdziwieniem. Nigdy nie słyszał nawet o podobnym tytule. Zapach książki…

– Które z działów zdążył pan już sprawdzić?

 

***

 

Z początku pytał o wspomnianą książkę bibliotekarki ze wszystkich wydziałów. Żadna z nich nie słyszała o tak zatytułowanym dziele. Duch był jednak przekonany, że książka musi gdzieś tam być. Karol postanowił więc rozpocząć poszukiwania na własną rękę.

Przez cały tydzień przeszukiwali wspólnie wszystkie regały, półki i wszelkie zakamarki. Przemierzając wszystkie dostępne dla studentów miejsca, wsłuchiwał się w snutą przez swojego spektralnego towarzysza historię.

– Lucjan Bezgłowy to ja. Jakiś czas temu pracowałem w gmachu Biblioteki Jagiellońskiej.

– Jak dawno temu? – zapytał cichym głosem młodziak, nie chcąc wzbudzać większych podejrzeń u reszty znajdujących się w obu czytelniach uczniów, co i rusz spoglądających w jego kierunku.

Lucjan zamyślił się na chwilkę.

– Który mamy rok?

– 2014.

– Och. Cóż, nie pamiętam dokładnie. Kilkadziesiąt lat w każdym razie. Rozumiesz, w zaświatach czas płynie troszkę inaczej. Straciłem rachubę.

– Ok. Co pan w takim razie…

– Daj spokój z tym panem. Mów mi Lucek – przerwał mu Bezgłowy, rozglądając się po otaczających ich półkach.

– W porządku, Lucek. Skoro byłeś bibliotekarzem w głównym gmachu, co robisz w naszej bibliotece?

– To ostatnia, która mi została. Nie pamiętam dokładnie jak dawno temu powróciłem do waszego świata, ale zdążyłem przez ten czas przeszukać pozostałe.

Karol zatrzymał się przy jednym, interesującym tytule. Niestety, nie okazał się tym właściwym.

– Zastanawia mnie – czemu szukasz swojej książki po UJ-otowskich gmachach?

– Ponieważ nie wiem czy w ogóle istnieje.

– Co? – Niemal krzyknął Karol, zatrzymując się nagle w miejscu. Na jego szczęście w okolicy nie było nikogo, kto mógłby podejrzewać go o chorobę psychiczną. Student popatrzył na Bezgłowego z niedowierzaniem.

– Chcesz mi powiedzieć, że szukamy czegoś, co być może w ogóle nie istnieje?

Cień, który pojawił się na twarzy Lucjana w dniu, kiedy widzieli się po raz pierwszy powrócił.

– Nie chciałem ci mówić od razu. Nie wiedziałem czy zechcesz mi pomóc. Prawda jest taka, że nigdy nie dokończyłem „Zapachu”. – Świetlista figura jakby nagle się skurczyła. Duch wydał się mniejszy, a jednocześnie blask bijącej od niego aury odrobinę przygasł.

– Byłem w trakcie kończenia mojego projektu. Niestety, pijany kierowca ciężarówki ukrócił moje pisarskie zapędy. Dopiero dzisiaj dowiedziałem się, jak wiele czasu spędziłem tam, po drugiej stronie. Pamiętam jednak doskonale, że powróciłem na Ziemię z bardzo konkretnego powodu – muszę znaleźć „Zapach książki”. Upewnić się, że ktoś go wydał.

– Kto miałby to zrobić? Miałeś jakąś rodzinę? Przyjaciół?

Lucek pokręcił smutno głową.

– Byłem jedynakiem. Moi rodzice umarli, kiedy byłem w twoim wieku. Nigdy nie zawarłem żadnej bliższej relacji.

– Jak to w ogóle możliwe?

Bezgłowy wzruszył ramionami.

– Wszyscy jakby unikali mojego towarzystwa. Chociaż może to ja unikałem ich? Tak czy inaczej samotność zawsze była moją jedyną towarzyszką. Dlatego też pokochałem książki. – Lucjan spojrzał ze zrezygnowaniem na skonsternowanego młodziana. – Mimo to miałem nadzieję, że być może jakimś cudem ktoś ją odnalazł. Przeczytał fragment, zainteresował się. Nie uznał za kolejny śmieć z mieszkania denata… – Spuścił głowę. Głos zaczął mu się załamywać.

– Ok. Lucek, spokojnie. – Karol chciał z początku położyć mu rękę na ramieniu, ale szybko zorientował się w bezsensowności tego gestu. – Może po prostu jest w innej biblio?

– Nie. Jeżeli faktycznie istnieje, jest w jednej z jagiellońskich wypożyczalni.

– Skąd to wiesz?

– Nie mam pojęcia. – Martwy bibliotekarz popatrzył smutno znad szkieł swoich okularów. – Po prostu wiem.

Student westchnął lekko.

– No dobra. Szukajmy więc dalej.

 

***

 

Poszukiwania nie przyniosły jednak oczekiwanych rezultatów. Nigdzie na terenie uczelnianej skarbnicy wiedzy nie udało się znaleźć zaginionego woluminu. Lucjan był załamany.

– Jesteś pewny, że nie może znajdować się gdzieś indziej?

Duch pokręcił głową.

– Jeżeli nie ma jej tutaj, to nie ma jej nigdzie.

Karol westchnął. Pomimo zapewnień Lucka popytał w pozostałych gmachach oraz największych bibliotekach w mieście. Niestety, tamtejszy personel nigdy nie słyszał o „Zapachu książki”.

Nie wiedział jak mógłby pomóc strapionemu staruszkowi. Chyba, że…

– Więc napiszmy ją na nowo.

Siedzący w kącie Bezgłowy popatrzył na niego zaskoczony.

– Co?

– Pamiętasz co chciałeś w niej umieścić, prawda?

Widmo zamyśliło się na krótką chwilę.

– Tak myślę – odparł niepewnie.

– Świetnie. – W oczach studenta pojawił się błysk determinacji. – Tak więc zróbmy. Nie udało mi się odnaleźć twojej książki, ale mogę pomóc ci ją napisać.

 

***

 

Od tego dnia przychodził do biblioteki niemal codziennie. Siadał zawsze z tyłu, przy ostatnim stanowisku komputerowym na parterze. I pisał, zamieniając myśli Lucjana na dokument tekstowy. Wyjaśnienie staremu bibliotekarzowi idei komputerów było jedną z zabawniejszych rozmów jakie w życiu odbył.

– Zawsze zastanawiała mnie jedna rzecz – zagaił pewnego dnia Bezgłowy, tuż przed tym jak Karol miał zabrać się do pracy. – Dlaczego zdecydowałeś się mi pomóc?

Młodziak uśmiechnął się życzliwie, choć dobry obserwator zauważyłby w jego minie również nutę smutku.

– Pomogłem ci, ponieważ w dniu kiedy cię zobaczyłem również czegoś poszukiwałem.

– Czego? – Lucjan wyglądał na zaintrygowanego. W odpowiedzi student wzruszył delikatnie ramionami.

– Wielu rzeczy. Przede wszystkim sensu. Widzisz, Lucek, nie jestem przekonany czy ścieżka, którą obrałem jest tą właściwą. Studia na które uczęszczam nieszczególnie mnie pasjonują. Nie mam żadnej pasji ani niczego, czemu w tym momencie mógłbym chcieć poświęcić życie. Podobnie jak ty, chodziłem i szukałem, nie wiedząc nawet co tak naprawdę staram się odnaleźć.

Głos miał spokojny i cichy. Niemal szeptał.

– Nasza wspólna misja czegoś mnie jednak nauczyła. Może w życiu nie chodzi o to, żeby odnaleźć własną ścieżkę. Istnieje szansa, że optymalne rozwiązanie w rzeczywistości nie istnieje. Jeżeli tak jest w istocie, pozostaje tylko jedno wyjście – stworzyć własne.

Po tych słowach na kilka sekund zapadła cisza, jakby obaj rozmówcy kontemplowali to, co właśnie zostało powiedziane. Pierwszy odezwał się Lucjan:

– Mam nadzieję, że ścieżka, którą stworzysz, okaże się tą właściwą.

Karol usiadł do komputera.

– Też mam taką nadzieję. Zaczynamy?

 

***

 

Dokładnie rok później „Zapach książki” został ukończony. No, prawie.

– Takie rzeczy powinno się w zasadzie załatwiać na początku pisania – powiedział Lucjan rzeczowym tonem. – Niemniej, chciałbym dodać jeszcze jeden element. Doszedłem do wniosku, że jest absolutnie niezbędny.

Karol przyglądał mu się z uwagą, siedząc na obrotowym fotelu przy swoim stałym stanowisku.

– Cóż to takiego? – zapytał z zaciekawieniem. W odpowiedzi Bezgłowy uśmiechnął się tajemniczo.

– Dedykacja.

Student kiwnął głową ze zrozumieniem.

– W porządku. Dyktuj.

W tym miejscu zjawa zrobiła krótką pauzę, by następnie przemówić uroczystym tonem:

Tą książkę dedykuję mojemu przyjacielowi Karolowi. Chcę mu serdecznie podziękować za wytrwałość, cierpliwość i nieocenioną pomoc przy jej tworzeniu. Nie mam wątpliwości, że gdyby nie on, „Zapach” nigdy by nie powstał.

Chłopak wstukał ostatnią kropkę, po czym obrócił głowę w kierunku, gdzie jeszcze przed chwilą stał jego widmowy przyjaciel.

– Nie trzeba było… – urwał w środku zdania. Tuż za nim stał wysoki student, wpatrując w niego badawczo.

– Słucham?

– Nie nie… – bąknął Karol. Rozglądnął się po najbliższej okolicy. – Nic.

– Wszystko w porządku? – zapytał nieznajomy głosem zdziwionym i odrobinę zatroskanym. – Szukasz kogoś?

– Nie – odpowiedział skonfundowany młodzieniec, wyciągając z portu pendrive'a. – Nie szukam nikogo.

Wstał i pośpiesznie opuścił miejsce swojej pracy. Dogłębne poszukiwania nie przyniosły żadnych rezultatów. Lucjan zniknął, zostawiając swoje jedyne dziedzictwo w jego rękach.

Karol nie potrzebował jednak dalszych instrukcji. Wiedział, co trzeba zrobić.

Pociągnął nosem – i poczuł coś, czego się nie spodziewał.

Myliłem się, Lucek. Teraz go czuję.

 

 

***

 

– Czy jest „Zapach książki” Lucjana Bezgłowego? – zapytała Ania, opierając drobne dłonie o kontuar.

– Poczekaj chwilkę, zaraz sprawdzę – odpowiedział Karol, wstając z krzesła. Lubił Anię. Nie należała do najładniejszych dziewcząt, ale była bezdyskusyjnie najbystrzejszą, najbardziej rezolutną i najsympatyczniejszą studentką, jaką III Kampus miał zaszczyt gościć. Przynajmniej w przeciągu ostatnich kilkunastu lat. Lubił, kiedy czasem zostawała aż do zamknięcia, by później wdawać się z nim w długie dysputy o literaturze. Dla uczniów takich jak ona warto było podjąć tę pracę.

– Jest. – Powrócił po krótkiej chwili, trzymając w dłoni mocno zużyte tomiszcze. – Ostatni egzemplarz.

Dziewczyna skinęła z wdzięcznością. Obróciła się i już miała wyjść. Coś jednak sprawiło, że zatrzymała się w pół kroku i ponownie popatrzyła na siedzącego za ladą siwego staruszka.

– Zawsze mnie to ciekawiło – zaczęła z charakterystyczną dla niej pewnością siebie. – Jak to się stało, że został pan bibliotekarzem?

Karol wzruszył ramionami.

– Sam się nad tym zastanawiałem – odparł, patrząc badawczo pomiędzy regały, jakby to tam mógł znaleźć bardziej satysfakcjonującą odpowiedź. Po chwili jego wzrok spoczął z powrotem na dziewczynie. – Myślę, że po prostu lubię zapach książek.

 

Koniec

Komentarze

Hmm,

Jakbym miał znaleźć jedno słowo, powiedziałbym: miłe.

A później dodał: nieco takie myszkowate, w pozytywnym sensie.

Jak na Alemognozyka… ;)

Choć ja chyba bardzie takie cyberowate…, to podobało mi się :)

Pan Wysokiego Domu

Nie podejrzewałbyś Alemognozyka o myszkowatość?

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Warunki konkursu zdecydowanie spełnione.

Duch – obecny.

Język – są pewne usterki. Na przykład „z bliższa”, „nie szczególnie”, „tą pracę”…

Pomysł tak mocno trzyma się kryteriów konkursowych, że aż staje się to oryginalne. Podobało mi się.

Babska logika rządzi!

Poprawione. Dzięki, Finklo. :)

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

„facebooka, Twittera, onet czy inne badziewie.” – czemu Twitter wielką, a reszta małymi?

 

„Przez cały tydzień przeszukiwali więc wspólnie wszystkie regały, półki i wszelkie zakamarki.”

Trochę to dziwne i nielogiczne. A nawet bardzo. Szukasz książki – sprawdzasz w katalogu biblioteki. Jak nie ma, szukasz w innych bibliotekach a także w Internecie. Ale takie szukanie na pałę i przeglądanie grzbietu za grzbietem niezależnie od działu? Nawet chłopak nie zapytał ducha, czy to romans, przygodowe czy traktat filozoficzny, żeby zawęzić krąg poszukiwań, tylko ot tak rzucił się w wir poszukiwań? Nie szkoda mu było czasu na tak bezsensowne działania?

Wiem, że nie na co dzień obcuje się z duchem, ale logika pozostaje logiką ; P Najpierw wywiad środowiskowy, potem szukanie… A tu chłopak dopiero po tygodniu dowiaduje się, że być może książka w ogóle nie istnieje…

 

„Wielu rzeczy. Przede wszystkim sensu.” – Którego w szukaniu jednej książki na pałę nie ma ; P

 

„Studia na które uczęszczam nieszczególnie mnie pasjonują.” – Co dobrze ilustruje fakt, że najpierw przez tydzień szukał książki, a potem zaczął przesiadywać w bibliotece, by ją pisać ; P A zajęcia, ćwiczenia, zaliczenia? Nie wspominając o rodzinie/znajomych? ; P

 

„– Nie trzeba było… – urwał się w środku zdania.” – Urwał się?

 

Przeczytałam. Wrażenie: zaiste miłe. Pomysł sympatyczny, zakończenie niezłe. Tylko to, co do niego prowadzi (czyli logika) mi nieco szwankuje… ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Przeszedł pomiędzy drewnianymi wykrywaczami i skręcił w lewo, kierując się na schody prowadzące na piętro. Mimowolnie rzucił okiem na siedzących na dole studentów.

Może się czepiam, ale rzuciło mi się w oczy. Może “kierując się w stronę schodów…” i “siedzących poniżej”?

 

Następnie skrzywiła się na widok niewzruszonego miłym gestem kolegi i powiodła wzrokiem w miejsce punktu w który się wpatrywał.

punktu, w który się wpatrywał.

 

Duch drgnął w sposób, w jaki drgają ludzie których ktoś nagle przestraszył.

ludzie, których

Zwróć uwagę na przecinki przed która, które itd.

 

Karol postanowił więc rozpocząć poszukiwania na własną rękę.

Przez cały tydzień przeszukiwali więc wspólnie wszystkie regały,

Drugie więc niepotrzebne :)

 

Jak dawno temu? – zapytał cichym głosem młodziak, nie chcąc wzbudzać większych podejrzeń u reszty znajdujących się w obu czytelniach uczniów, co i rusz podejrzliwie spoglądających w jego kierunku.

 

Czytało mi się przyjemnie. Kojarzy mi się reklama “jak ciepły letni deszcz” :) Pomysł fajny, happy end jest. Sympatyczne.

 

Widzisz gnoomie, nie wiem jak to sie w psychologii nazywa,  ale ja nazwałbym to bramkowanie ;)  

Pan Wysokiego Domu

@jose – Tylko Twitter ma nazwę zaczynającą się od dużej litery. Pozostałe portale nie.

 

Co do nielogiczności – Duch objaśnił potem, dlaczego książki nie można znaleźć gdzie indziej.  Co nie zmienia faktu, że Karol wywiad zrobił – w pozostałych bibliotekach, jak napisałem. Faktem jest, że nie wytknął duchowi bezsensowności na początku. Cóż, może po prostu był miły. ;)

Rozumiem jednak twój punkt.

 

@Pan – Bramkowanie?

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Karol jako jeden ze studentów czuł się odrobinę urażony podejrzliwością sztabu dziekańskiego.

Karol[,+] jako jeden ze studentów[,+] czuł się odrobinę urażony podejrzliwością sztabu dziekańskiego. ?

 

Duch drgnął w sposób, w jaki drgają ludzie których ktoś nagle przestraszył.

Duch drgnął w sposób, w jaki drgają ludzie[,+] których ktoś nagle przestraszył. ?

 

– Mam nadzieję, że ścieżka którą stworzysz okaże się tą właściwą.

– Mam nadzieję, że ścieżka[,+] którą stworzysz[,+] okaże się tą właściwą. ?

 

 

Prosta, ale całkiem oryginalna, dobrze napisana i pozytywnie zakończona historia. Przyjemny kwadrans lektury, dziękuję i oby więcej takich!

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Lepiej późno niż wcale.

Zgadzam się z joseheim – duch czy nie duch, podstawowa logika powinna być zachowana.

Co do dużych liter w nazwach portali – czy powtarzanie cudzych błędów (lub celowych, ale głupich, odstępstw od ortografii) dodaje tekstowi uroku i powagi?

Zgadzam się z konkluzją Psychofisha.

Adamie, Fishu – dziękuję za przeczytanie, wypunktowanie błędów i cenne uwagi. Z tego punktu dziękuję też wszystkim pozostałym, którym podziękować powinienem, a jeszcze tego nie zrobiłem, za poświęcenie czasu na zapozonanie się z moją raczkującą twórczością.

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Też zgrzytał mi brak logiki, lecz opowiadanie okazało się tak sympatyczne i przyjemnie napisane, że łaskawie wybaczam:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Całkiem przyjemne, choć tak samo mnie gruchnęło nielogicznością tu i ówdzie o sicanę. Od razu miałam takie “ale ej, czemu oni nie spytają bibliotekarki…?”. Poza tym – jak ten duch miał się dokopac do wszystkich zbiorów, jak mu łapki przelatywały przez wszystko?

No nie klei się wiele rzeczy. I to wcale nie jakiś ciężkich do sklejenia. Ale lektura miła :)

Tylko nie "Tęcza"!

Z początku pytał o wspomnianą książkę bibliotekarki ze wszystkich wydziałów.

 

Z całym należnym szacunkiem, odnoszę wrażenie, że nie czytałaś bardzo uważnie, Tenszo. ;)

Duch miał problemy, jak słusznie zauważyłaś, dlatego zaprzęgnął studenta do pomocy.

Co do fabuły, to trochę naciągnąłem, przyznaję.

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Hm, fakt było to ujete w taki sposób, że mi umknęło. Bo wiesz – napisałeś, że one nie słyszały o tytule – to sugeruje, że powiedziały tak z głowy “niet”, a powinny poszukać w bazie ;)

No, nieważne. Byłam, przeczytałam, a teraz uciekam. 

Tylko nie "Tęcza"!

Oj, nie uciekaj. Ja nie chciałem… ;(

Bardzo się cieszę, że czytałaś i w ogóle. Polecam się na przyszłość.

 

Tak w ogóle, dzięki Alex.

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Sympatyczne, ale objawiający się chwilami brak zdrowego rozsądku sprawia, że opowiadanie zdało mi się nieco naiwne.

Wypisałam usterki, ale nie wiem po co, skoro do dziś nie poprawiłeś tych, które wskazali wcześniej komentujący.

 

co naj­wy­raź­niej w opi­nii Rek­to­ra, dok­to­ra ha­bi­li­to­wa­ne­go Woj­cie­cha N. – Dlaczego rektor napisałeś wielką literą?

 

brak naj­pięk­niej­sze­go i naj­istot­niej­sze­go ele­men­tu: za­pach. – …brak naj­pięk­niej­sze­go i naj­istot­niej­sze­go ele­men­tu: za­pachu.

 

W końcu cie­ka­wość wzię­ła nad nim górę.W końcu cie­ka­wość wzię­ła w nim górę.

 

Z bli­ska dało się roz­róż­nić po­szcze­gól­ne czę­ści gar­de­ro­by – swe­ter, ka­mi­zel­kę i spodnie, nie­gdyś wy­ko­na­ne naj­pew­niej z wełny, filcu i sztruk­su. – Co było wykonane z filcu?

 

Upiór ob­ró­cił się nie­pew­nie i spoj­rzał na za­ga­du­ją­ce­go go mło­dzia­ka. Na jego twa­rzy od­ma­lo­wa­ło się nie­do­wie­rza­nie… – Na twarzy upiora, czy młodziaka? 

 

– Co? – Nie­mial krzyk­nął Karol… – Literówka.

 

Na jego w szczę­ście w oko­li­cy nie było ni­ko­go… – Dwa grzybki w barszczyku.

 

Mar­twy bi­blio­te­karz po­pa­trzył smut­no spod szkieł swo­ich oku­la­rów. – Martwy czy żywy, spod okularów z pewnością by nie zerknął. Mógł spojrzeć zza szkieł, mógł także znad szkieł, ale trzeciej możliwości nie ma.

 

dobry ob­ser­wa­tor za­uwa­żył by w jego minie… – …dobry ob­ser­wa­tor za­uwa­żyłby w jego minie

 

Stu­dia na które uczęsz­czam nie­szcze­gól­nie mnie pa­sjo­nu­ją. Nie mam żad­nej pasji ani ni­cze­go… – Nie brzmi to najlepiej.

 

pa­trząc ba­daw­czo po­mię­dzy re­ga­ły, jakby bar­dziej sa­tys­fak­cjo­nu­ją­ca od­po­wiedź znaj­do­wa­ła się gdzieś po­mię­dzy nimi. – Powtórzenie.

Może: …pa­trząc ba­daw­czo po­mię­dzy re­ga­ły, jakby bar­dziej sa­tys­fak­cjo­nu­ją­ca od­po­wiedź znaj­do­wa­ła się gdzieś tam właśnie.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ojej, ktoś tu jeszcze zagląda. Dziękuję, regulatorzy. Błędy poprawione. Opowiadanie może i miejscami naiwne, ale moim zdaniem dobrze pasowało do charakteru głównego bohatera, który sam w sobie był naiwny i zagubiony. Różni ludzie różne dziwne rzeczy czasem robią.

"Nie wierz we wszystko, co myślisz."

Nie ma za co, Gnoomie. Tak sobie czasem wędruję po starszych opowiadaniach.

I zgadzam się z Tobą, że czasem robi się dziwne rzeczy – wiem coś o tym. ;-)

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka