- Opowiadanie: zwencik - Utraceni w płomieniach

Utraceni w płomieniach

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Biblioteka:

Finkla

Oceny

Utraceni w płomieniach

Po­ra­nek był chłod­ny i po­nu­ry, pra­wie tak bar­dzo jak jego humor. Dawid prze­tarł brud­ną twarz i wes­tchnął cięż­ko. Le­d­wie stał na no­gach, wie­lo­go­dzin­na walka wy­pru­ła go ze wszyst­kich sił. Spoj­rzał na tłum ga­piów, re­por­te­rów i Bóg wie­dział, kogo jesz­cze, gro­ma­dzą­cych się nie­opo­dal miej­sca zda­rze­nia. Do­oko­ła pa­no­wał roz­gar­diasz; ktoś coś krzy­czał, ktoś prze­kli­nał, gdzieś w od­da­li sły­chać było sy­re­ny ko­lej­nych, nad­jeż­dża­ją­cych w nie­skoń­czo­ność wozów. Spoj­rzał w górę na wciąż wzno­szą­ce się słupy czar­ne­go dymu, a potem na zglisz­cza bu­dyn­ku. Ocią­ga­jąc się, wszedł po sze­ro­kich scho­dach, szkło chrzę­ści­ło pod jego bu­ta­mi. W miej­scu, gdzie do nie­daw­na znaj­do­wa­ło się głów­ne wej­ście, teraz stra­szy­ły po­czer­nia­łe ramy, wcze­śniej oszklo­nych drzwi. Tuż obok roz­ma­wia­ła grupa stra­ża­ków.

 – Bu­dy­nek na­da­je się już chyba tylko do roz­biór­ki – po­wie­dział za­chryp­nię­tym gło­sem jeden z męż­czyzn. – Dawno już ta­kie­go ognia nie wi­dzia­łem.

 – Istne pie­kło – zgo­dził się inny.

 – Tylna część bu­dyn­ku jakoś prze­trwa­ła, ale cho­le­ra, nawet nie wiem czy to wszyst­ko nie runie nam zaraz na głowy.

 – Jedna ekipa już jest w środ­ku. Mu­si­my do nich do­łą­czyć i spraw­dzić, czy komuś udało się prze­żyć.

 – Oby wszyst­kim to się udało.

 – Nie­zły ba­ła­gan, co? – Jeden ze stra­ża­ków, ob­da­ro­wa­ny gę­stym za­ro­stem zwró­cił się do Da­wi­da, gdy go zo­ba­czył.

 – Tak… – wes­tchnął męż­czy­zna. – Wia­do­mo ile osób było w środ­ku?

 – Po­li­cja spraw­dza wszyst­kich pra­cow­ni­ków, o któ­rych w tej chwi­li wia­do­mo, ale zaj­mie to tro­chę czasu. A ty masz po­ję­cie, kto mógł tam wtedy być?

Dawid za­sta­na­wiał się przez chwi­lę nic nie mó­wiąc.

 – Pan Emil… – po­wie­dział wresz­cie. – Stróż nocny, razem z nim po­win­na być jesz­cze jedna, czy dwie osoby, nie wię­cej. O tej porze mało ludzi za­glą­da­ło do środ­ka, więc być może ni­ko­go wię­cej tam nie było.

 – Zna­łeś tych ludzi, praw­da? – za­py­tał stra­żak, wi­dząc po­smut­nia­łą twarz roz­mów­cy.

 – To może zbyt wiele po­wie­dzia­ne. Za­mie­ni­łem od czasu do czasu kilka zdań, za­wsze na po­wi­ta­nie: dzień dobry, ale nic ponad to. Tak czy ina­czej, mam na­dzie­ję, że są cali i zdro­wi.

 – Nic nie jest prze­są­dzo­ne. Jak my­ślisz, któ­reś mogło nie przyjść do pracy?

 – To moż­li­we, cho­ciaż mało praw­do­po­dob­ne, w sto­sun­ku do pana Emila. – Za­sta­no­wił się Dawid. – Nie było dnia by nie zja­wił się w pracy. Przy­naj­mniej tak mó­wi­li. I rze­czy­wi­ście, kiedy wie­czo­ro­wą porą przy­cho­dzi­łem by wy­po­ży­czyć jakąś książ­kę, za­wsze go spo­ty­ka­łem.

 – Ro­zu­miem.

 – Wy­da­wa­ło się, jakby nigdy nie cho­ro­wał, że nic nigdy mu nie do­le­ga­ło, był zdrów jak ryba. Poza tym, o ile mi wia­do­mo, był osobą sa­mot­ną, nie miał żad­nej bli­skiej ro­dzi­ny. Ta praca wiele dla niego zna­czy­ła. Je­stem pra­wie pe­wien, że był w środ­ku.

 – Trze­ba być do­brej myśli.

 – Ty za­wsze je­steś, co Marku?

 – Żebyś wie­dział. Ech… Czeka nas jesz­cze wiele go­dzin cięż­kiej pracy, żeby to sprząt­nąć.

 – Zga­dza się – po­twier­dził Dawid.

 – Lu­bi­łeś to miej­sce, co?

 – Wciąż mam jesz­cze kilka nie od­da­nych ksią­żek – wes­tchnął Dawid.

 – To już chyba nie ma zna­cze­nia.

 – Za­le­ży, w jakim kon­tek­ście.

 – Praw­da – uśmiech­nął się Marek.

 – Dobra lu­dzie! – krzyknął ten z zachrypniętym głosem. – Wcho­dzi­my do środ­ka! Pa­trzeć mi pod nogi i po­sta­raj­cie się ni­cze­go nie prze­oczyć. Uwiń­my się jak naj­szyb­ciej, nie mamy żad­nej gwa­ran­cji, że w środ­ku jest bez­piecz­nie. Jasne?

 – Tak jest! – zgro­ma­dze­ni za­wo­ła­li chó­rem.

Wcho­dząc do środ­ka, Dawid uświa­do­mił sobie, że stoi po­środ­ku nie­daw­nej re­cep­cji. Był to sze­ro­ki hol, z ko­lum­na­mi usta­wio­ny­mi po obu stro­nach, pod któ­ry­mi znaj­do­wa­ły się wcze­śniej biur­ka bi­blio­te­ka­rzy, przy któ­rych ob­słu­gi­wa­no od­wie­dza­ją­cych. Teraz miej­sce było puste i nie­przy­jem­ne; białe wcze­śniej ko­lum­ny pro­wa­dzą­ce do dal­szej czę­ści bu­dyn­ku, były teraz ob­skur­ne, i w znacz­nej czę­ści po­zna­czo­ne przez ogień. Stra­ża­cy po­wo­li parli do przo­du, prze­szu­ku­jąc każdy za­ka­ma­rek, ni­kogo jed­nak nie znaj­du­jąc.

Sze­ro­kie drew­nia­ne drzwi, pro­wa­dzą­ce do cen­tral­nej czę­ści bi­blio­te­ki, prak­tycz­nie prze­sta­ły ist­nieć. Dawid pierw­szy prze­szedł przez pro­sto­kąt­ną dziu­rę w ścia­nie i ze smut­kiem pa­trzył na ob­szer­ne po­miesz­cze­nie. Przed po­ża­rem roz­cią­ga­ły się tutaj licz­ne re­ga­ły o łu­ko­wych kształ­tach. Za­wsze wy­da­wa­ły się mu bar­dzo stare, ale jed­no­cze­śnie trwa­łe i so­lid­ne. Roz­ta­cza­ły się pół­ko­lem, pierw­sze z brze­gu, nie­wiel­kie – się­ga­ły nieco po­wy­żej pasa do­ro­słej osoby i znaj­do­wa­ły się na nich cza­so­pi­sma i ko­mik­sy. W miarę jak po­su­wa­no się wgłąb po­miesz­cze­nia, re­ga­ły stop­nio­wo rosły coraz więk­sze i więk­sze, w naj­dalszej czę­ści bu­dyn­ku się­ga­jąc już nie­mal wy­so­kie­go su­fi­tu. Dawid w swo­jej pa­mię­ci, przy­wo­łał do­kład­ny obraz tego wszyst­kie­go, a zaraz za nim wspo­mnie­nia.

 

 – Spójrz na to miej­sce – po­wie­dział jego brat, gdy przy­pro­wa­dził go tu po raz pierw­szy – czy nie jest wspa­nia­łe?

 – Ma w sobie coś urze­ka­ją­ce­go – po­twier­dził wtedy Dawid.

 – Kie­dyś lu­dzie będą przy­cho­dzi­li, by szu­kać tutaj dzieł na­pi­sa­nych prze­ze mnie.

 – Ma­rzy­ciel.

 – Ty za to je­steś pe­sy­mi­stą. Nie wie­rzysz, że kie­dyś od­nio­sę suk­ces?

 – Uwie­rzę, z dniem, kiedy wresz­cie zdo­łasz coś skoń­czyć, za­miast po­rzu­cać i brać się za nowy pro­jekt. Tylko wtedy.

 – Nic na to nie po­ra­dzę, mam głowę pełną po­my­słów, muszę je re­ali­zo­wać, ina­czej tracę zapał i nic z tego nie wy­cho­dzi.

 – Nie mógł­byś ich za­pi­sy­wać i zo­sta­wiać na potem? To z pew­no­ścią uła­twi­ło­by ci życie.

 – To by za­bi­ło we mnie po­czu­cie ar­ty­zmu.

 – Po­czu­cie ar­ty­zmu… Dobre sobie.

 

Dawid uśmiech­nął się na myśl tych wspo­mnień. Za­wsze byli od sie­bie cał­ko­wi­cie różni; on cier­pli­wy, dba­ją­cy o szcze­gó­ły, zaś Ad­rian z głową pełną fan­ta­zyj­nych po­my­słów. Mimo czę­stych sprze­czek, po­tra­fi­li świet­nie się do­ga­dy­wać.

Po raz ko­lej­ny, w wy­obraź­ni Da­wi­da ry­so­wał się obraz licz­nych ale­jek, bie­gną­cych mię­dzy re­ga­ła­mi i licz­nych bocz­nych uli­czek oraz za­ka­mar­ków. Pierw­sze kilka razy, gdy wraz z bra­tem od­wie­dza­li to miej­sce, czuł się jak od­kryw­ca ja­kie­goś dzie­wi­cze­go i nie­zba­da­ne­go lądu, ale za­miast aro­ma­tu nie­zna­nych ro­ślin, w po­wie­trzu uno­sił się za­pach sta­rych tomów.

Czy­tał wtedy na­praw­dę dużo, nie­mal każdą wolną chwi­lę po­świę­cał swo­je­mu hobby. Zanim Ad­rian za­ra­ził go swoją pasją do ksią­żek, rzad­ko po co­kol­wiek się­gał. Sam się sobie dzi­wił, jak bar­dzo dał się po­rwać temu za­ję­ciu. Jaki wpływ miał na niego brat.

Naj­bar­dziej przy­pa­dły im do gustu książ­ki przy­go­do­we, ale rów­nież fan­ta­sty­ka, hor­ro­ry, kry­mi­na­ły. Teraz ze smut­kiem w oczach, spo­glą­dał na to, co zo­sta­ło z ich ulu­bio­ne­go miej­sca. Z miej­sca, które w pew­nym sen­sie stało się dru­gim domem. Wspo­mi­nał go­dzi­ny, które spę­dził w czy­tel­ni, ludzi, ja­kich po­znał dzię­ki temu miej­scu na prze­strze­ni lat. Oczy­wi­ście oni nie znik­nę­li, wciąż mieli się do­brze, mógł z nimi po­roz­ma­wiać, po­śmiać się, jed­nak teraz pa­trząc na to wszyst­ko, czuł dopadające go przygnębienie. Wszyst­ko to, co po­ko­chał po pro­stu prze­sta­ło ist­nieć. Mógł pójść gdzie­kol­wiek, były dzie­siąt­ki bi­blio­tek, księ­gar­ni, gdzie zna­la­zł­by te same utwo­ry, a jed­nak to nie by­ło­by to samo. Uśmiech­nął się smuto na myśl, jak to czło­wiek po­tra­fi przy­wią­zać się do kon­kret­ne­go miej­sca, czy przed­mio­tu, nie­mal jak do dru­giej osoby. Prze­ra­ża­ło go to, jak łatwo można utra­cić jedno i dru­gie. Wy­star­czy chwi­la, jeden mo­ment by jakaś nie­okieł­zna­na siła zruj­no­wa­ła wszyst­ko, co dro­gie sercu.

 

 – Wiesz, chyba wresz­cie udało sku­pić mi się na pi­sa­niu jed­ne­go tylko opo­wia­da­nia – po­wie­dział kie­dyś Ad­rian. Było to nie­dłu­go przed wstą­pie­niem Da­wi­da do stra­ży.

 – Tak? – za­py­tał wtedy z nie­do­wie­rza­niem. – I nie po­rzu­cisz go tak jak in­nych?

 – Mu­siał­bym być sza­lo­ny! – za­wo­łał Adrian.

 – Więc, o czym bę­dziesz pisał?

 – Zo­ba­czysz! Ale bę­dziesz mu­siał mi w tym pomóc.

 – Ja? A to niby w jaki spo­sób?

 – Na­pi­sze­my tę po­wieść wspól­nie.

 – Chcesz żebym razem z tobą, pisał twoją książ­kę?

 – Wła­śnie tak! Pa­mię­tasz? Prze­cież Już kie­dyś to ro­bi­li­śmy.

 – No tak, ale to było w pod­sta­wów­ce. Co to ma do rze­czy?

 – Po­słu­chaj, ostat­nio zna­la­złem na stry­chu, ten ze­szyt, w któ­rym pi­sa­li­śmy różne hi­sto­ryj­ki, i opi­sy­wa­li­śmy wspo­mnie­nia.

 – Ten ze­szyt jesz­cze się ucho­wał? – Zdzi­wił się Dawid.

 – Tak, po­czy­ta­łem sobie, co nieco, w więk­szo­ści bzdu­ry, ale jedno z opo­wia­da­nek za­in­spi­ro­wa­ło mnie.

 

Po­su­wa­li się coraz bar­dziej w głąb znisz­czo­nej bi­blio­te­ki, jak dotąd nie zna­leź­li ani za­gi­nio­nych, ani żad­nych ciał. Dawid za­trzy­mał się przy reszt­kach jed­ne­go z re­ga­łów, wciąż ula­ty­wał z niego szary dym, który za­bie­rał ze sobą mi­lio­ny słów, ma­ją­cych roz­pro­szyć się teraz bez­ład­nie po świe­cie. Pa­trzył bez­na­mięt­nym wzro­kiem na ko­piec po­pio­łu i desek, który był teraz gro­bow­cem wszyst­kich spa­lo­nych ksią­żek.

To tutaj – po­my­ślał Dawid. – Tutaj ją wtedy zo­sta­wi­łem.

 

Kiedy Ad­rian za­pro­po­no­wał, by wspól­nie na­pi­sa­li po­wieść, Da­wi­do­wi po­mysł ten wy­da­wał się nie­do­rzecz­ny. Jako, że obaj pi­sa­li ra­czej do szu­fla­dy, a jego brat nigdy tak na­praw­dę nie ukoń­czył żad­ne­go z opo­wia­dań, wąt­pił w od­nie­sie­nie suk­ce­su. Lecz póź­niej, za na­mo­wa­mi Adriana dał się prze­ko­nać. W końcu nie o sławę tutaj cho­dzi­ło, ale o sa­mo­speł­nie­nie i dobrą za­ba­wę. Nie­waż­ne było czy ktoś prze­czy­ta ich po­wieść, czy nie, ważne było je­dy­nie to, że pi­sa­li ją dla sie­bie.

Hi­sto­ria nie była ory­gi­nal­na, lecz każdy sta­rał się prze­ka­zać coś cie­ka­we­go.

I tak za­czę­li prace nad pierw­szym ty­tu­łem. Po­wieść o przy­jaź­ni, po­szu­ki­wa­niu szczę­ścia i speł­nia­niu ma­rzeń. Wy­bra­li nie­ty­po­wy spo­sób pracy; każ­de­mu przy­pa­dał ko­lej­no jeden roz­dział. Sta­no­wi­ło to nie­ma­łe wy­zwa­nie. Za każ­dym razem, gdy jeden z nich pisał, drugi mu­siał przy­go­to­wać się na nie­spo­dzian­ki i przy­sto­so­wać się do nowej sy­tu­acji. By­wa­ło to uciąż­li­we, tym bar­dziej, że pi­sząc prze­ka­zy­wa­li sobie tylko szcząt­ko­we in­for­ma­cje. Wie­dzie­li, że utrud­nia­ją sobie w ten spo­sób spra­wę, jed­nak mo­bi­li­zo­wa­li się wza­jem­nie do cięż­szej pracy. Nie bra­ko­wa­ło rów­nież współ­za­wod­nic­twa i kłót­ni, ale tak na­praw­dę cała ta sy­tu­acja spra­wia­ła im ogrom­ną ra­dość. Ko­niec koń­ców, za­wsze z dumą pre­zen­to­wa­li sobie ko­lej­ne przy­go­dy swo­ich bo­ha­te­rów.

W pew­nym mo­men­cie Dawid po­sta­no­wił roz­dzie­lić przy­ja­ciół i rzu­cić każ­de­go z nich w wir wy­da­rzeń i kon­flik­tów, po­zor­nie nie­po­wią­za­nych ze sobą. Finał po­wie­ści przy­padł w pi­sa­niu Ad­ria­no­wi. Mło­dzie­niec długo pra­co­wał nad za­koń­cze­niem. Za­da­nie rzu­co­ne przez brata nie było łatwe, sta­rał się więc roz­wią­zać wszyst­ko w jak naj­cie­kaw­szy spo­sób. Ukoń­czo­ną zaś książ­kę, pra­gnął po­da­ro­wać swo­je­mu bratu na uro­dzi­ny. I to się udało.

Dawid jed­nak nigdy nie do­koń­czył czy­tać po­wie­ści. Nie po­tra­fił. Dwa dni po wrę­cze­niu bratu książ­ki, Ad­rian wy­je­chał do po­ża­ru. W jed­nym z ho­te­li na­stą­pił wy­buch, ogień szyb­ko roz­prze­strze­nił się, wię­żąc wielu gości w środ­ku. Pod­czas akcji ra­tow­ni­czej, wszedł, wraz z in­ny­mi stra­ża­ka­mi do bu­dyn­ku. Zdo­ła­li ura­to­wać wiele osób, jed­nak trzech przy­pła­ci­ło to ży­ciem. W tym Ad­rian. Chło­pak był taki dumny, że mógł pójść w ślady swo­je­go star­sze­go brata i ojca. Nie­ste­ty szczę­ście nie trwa­ło długo. Przez wiele mie­się­cy Dawid nawet nie za­glą­dał do książ­ki, scho­wał ją na dnie szu­fla­dy, by nie przy­po­mi­na­ła mu o bra­cie. Bał się też po­znać dal­sze lo­sy dwóch przy­ja­ciół, gdyż nie był go­to­wy na osta­tecz­ne po­że­gna­nie z Ad­ria­nem. Coraz czę­ściej prze­sia­dy­wał w znisz­czo­nej teraz bi­blio­te­ce, rzad­ko coś czy­tał, po pro­stu sie­dział i wal­czył z my­śla­mi.

Po po­licz­ku spły­nę­ła mu łza. Sam nie mogąc prze­czy­tać książ­ki, miał na­dzie­ję, że ktoś inny pozna za­war­te na kar­tach księ­gi słowa Ad­ria­na. Za­niósł utwór do bi­blio­te­ki i umie­ścił wśród po­zo­sta­łych po­wie­ści. Być może sam też miał na­dzie­ję na to, że kie­dyś na­bie­rze wy­star­cza­ją­co dużo sił by się­gnąć po opowieść i prze­czy­tać to, co Ad­rian na­pi­sał spe­cjal­nie dla niego.

Przy­kuc­nął wresz­cie, oparł­szy ko­la­no na zniszczonej podłodze i za­czął przekopywać górę popiołu. Sam już nie wie­dział, po co, jed­nak nie do­szu­ki­wał się w tym sensu. Stał do­kład­nie w tym miej­scu, w któ­rym stał ów regał, z tak dro­go­cen­ną książ­ką.

Wes­tchnął smutno, wie­dział, że nie może bić się z my­śla­mi, z góry był ska­za­ny na po­raż­kę.

 

W końcu po­wró­cił do prze­szu­ki­wa­nia bu­dyn­ku. Pierw­sze zwło­ki zna­leź­li przy­kry­te reszt­ka­mi spa­lo­nych desek. Dawid, ani nikt inny nie był w sta­nie roz­po­znać, kim była ta osoba. Ciało było do­szczęt­nie spa­lo­ne, nie­mal do sa­mych kości. Kilku z młod­szych, nie­do­świad­czo­nych jesz­cze ko­le­gów, oddaliło się by nie pa­trzeć. Dawid do­brze ich ro­zu­miał, sam też od­wró­cił wzrok. Nie­szczę­śnik za bar­dzo przy­po­mi­nał mu brata. Kiedy jedni za­ję­li się zwło­ka­mi, on ru­szył na dal­sze po­szu­ki­wa­nia. Do­tar­li nie­mal do sa­me­go końca bu­dyn­ku, gdzie mie­ści­ły się po­miesz­cze­nia sa­ni­tar­ne i ar­chi­wa.

Razem z pozostałymi, skru­pu­lat­nie prze­szu­ki­wa­ł jeden pokój za dru­gim, nie tra­fia­jąc na żad­nych ludzi. Da­wi­do­wi prze­szło przez myśl, że poprzedniego wieczoru bi­blio­te­ka mogła zo­stać wcze­śniej za­mknię­ta, a w środ­ku znaj­do­wał się je­dy­nie nie­szczę­sny pan Emil. Wzdry­gnął się uświa­da­mia­jąc sobie, iż może to być naj­bar­dziej opty­mi­stycz­ny teraz sce­na­riusz. Mimo, że wy­da­wa­ło się to okrop­ne, miał na­dzie­ję, że tak wła­śnie było.

W pew­nym mo­men­cie usły­szał przy­tłu­mio­ne głosy, spo­strzegł, że nie tylko on. Do­bie­ga­ły zza nie­da­le­ko znaj­du­ją­ce­go się win­kla. Wraz z dwoma in­ny­mi stra­ża­ka­mi po­biegł w to miej­sce, mając na­dzie­ję, że to ocaleni z po­ża­ru.

Rów­nież tutaj pło­mie­nie od­ci­snę­ły swoje pięt­no.

 – Hej! Jest tu kto? – za­wo­łał jeden z ratowników.

Znowu do­bie­gły ich głosy, teraz wy­raź­niej­sze. W ko­ry­ta­rzu, do któ­re­go wbie­gli, znaj­do­wa­ło się przej­ście do piw­nic.

 – Tam na dole są lu­dzie! – za­wo­łał młody stra­żak.

 – Bie­gnij po po­zo­sta­łych! – po­le­cił mu Dawid. – My zej­dzie­my na dół.

 – Robi się!

Mło­dzie­niec w mgnie­niu oka wy­ko­nał po­le­ce­nie, a jego po­krzy­ki­wa­nia nio­sły się po całym bu­dyn­ku.

Tym­cza­sem Dawid, wraz z dru­gim ra­tow­ni­kiem ze­szli po scho­dach do ciem­nej piw­ni­cy.

 – Jest tu ktoś? – za­wo­łał – Uga­si­li­śmy pożar! Je­ste­ście bez­piecz­ni!

Pró­bo­wa­ł za­pa­lić świa­tło, jed­nak żadna z lamp nie dzia­ła­ła.

 – Na­de­szła pomoc! – Usły­sze­li, a z ciem­no­ści po­wo­li za­czę­ły wy­ła­niać się syl­wet­ki ludzi.

Po­miesz­cze­nie wy­peł­ni­ło się od­gło­sa­mi licz­nych stóp, za chwi­lę na dole po­ja­wił się cały plu­ton ludzi. Wy­stra­sze­ni i nieco zdez­o­rien­to­wa­ni oca­le­ni, w asy­ście ra­tow­ni­ków, po­wo­li po­wra­ca­li do ja­sno­ści. Widok, jaki za­sta­li, ry­so­wał się prze­ra­że­niem na ich twa­rzach. Jed­nak oto­cze­ni ty­lo­ma du­sza­mi, pra­gną­cy­mi zapewnić im opiekę, mogli za­po­mnieć o całym kosz­ma­rze.

Oca­la­łych było sze­ścio­ro.

Wciąż roz­trzę­sio­na, star­sza bi­blio­te­kar­ka Anna, roz­po­zna­ła twarz Da­wi­da.

 – Pan Emil? – za­py­ta­ła.

Dawid po­krę­cił głową, zo­ba­czył łzy w jej oczach.

 – Nie mie­li­śmy dokąd uciec – wy­szep­ta­ła – To Emil za­pro­wa­dził nas do pod­zie­mi.

 – Ale dla­cze­go nie zo­stał z wami?

 – Usły­sze­li­śmy krzyk dziec­ka, mu­siało być nie­da­le­ko. Emil kazał nam tam zo­stać, po­wie­dział, że le­piej bę­dzie jak tylko jedna osoba tam wróci. A on znał tę bi­blio­te­kę, jak nikt inny. Nie po­win­ni­śmy byli pusz­czać go sa­me­go.

 – To nie wasza wina. – Dawid, nie wie­dzieć czemu, ale mi­mo­wol­nie objął sta­rusz­kę. – Pan Emil zro­bił, co uwa­żał za słusz­ne. Na pewno trafi w dobre miej­sce, za swoje uczynki.

 – A dziec­ko? – wy­chli­pa­ła ko­bie­ta. 

 – Nie zna­leź­li­śmy go.

 – Daj Boże by było całe i zdro­we.

 – Z pew­no­ścią tak jest. – Dawid oddał ko­bie­tę w ręce sa­ni­ta­riu­szy. Sam nie wie­rzył w swoje za­pew­nie­nia, nikt, kto prze­by­wał w tamtym czasie na górze, nie mógł prze­żyć.

 

Uzbro­je­ni w la­tar­ki raz jesz­cze ze­szli do piw­nic, by upew­nić się, że nikt tam nie zo­stał. Na dole nie było wielu po­miesz­czeń i nie­mal wszyst­kie były puste i nie­uży­wa­ne. Poza jed­nym. Była to swego ro­dza­ju prze­cho­wal­nia, stało tu kilka sta­rych mebli i stosy nad­gry­zio­nych zębem czasu ksią­żek.

 – Coś tam jed­nak oca­la­ło – po­wie­dział Marek sto­jąc w drzwiach.

 – Kilka sta­rych, za­po­mnia­nych utworów – wes­tchnął Dawid i wziął pierw­szy lep­szy tom do ręki. Kart­ki po­sy­pa­ły się na pod­ło­gę.

 – Wy­glą­da na to, że przy­no­si­li tutaj to, co nada­wa­ło się już tylko na roz­pał­kę.

 – Na to wy­glą­da – zgo­dził się Dawid, kła­dąc pustą okład­kę na jed­nej z książ­ko­wych wież.

 – Mo­żesz wy­po­ży­czyć coś po raz ostat­ni – uśmiech­nął się Marek – nikt ra­czej nie bę­dzie miał o to pre­ten­sji, a być może humor ci się nieco po­pra­wi.

 – Może, ale wąt­pię żebym od­na­lazł utwór, któ­re­go szu­kam.

 – To znajdź inny i nie wy­brzy­dzaj. Tylko się po­śpiesz, le­piej nie ma­ru­dzić tu zbyt długo.

 – Tak wiem.

 – Ja w każ­dym razie za­mie­rzam wyjść stąd jak naj­prę­dzej. Wi­dzi­my się na ze­wnątrz.

 – Zaraz do was do­łą­czę.

Dawid w ciszy przy­glą­dał się nie­wiel­kie­mu po­miesz­cze­niu. Chciał się po­że­gnać, po­sta­no­wił za­brać ze sobą na pa­miąt­kę jedną, przy­pad­ko­wo wy­bra­ną książ­kę. Już się­gał po jedną z po­zy­cji, gdy po­czuł, że ktoś szar­pie go za bok kom­bi­ne­zo­nu. Gdy się od­wró­cił, zo­ba­czył przed sobą na oko dzie­się­cio­let­nią dziew­czyn­kę, o jasnych lokach, ubraną w nie­bie­ską su­kien­kę .

 – Co tutaj ro­bisz? – za­py­tał za­sko­czo­ny. – Ach, nie ważne, do­brze, że je­steś cała. Byłaś tu przez cały czas?

Dziew­czyn­ka po­twier­dzi­ła.

 – Dla­cze­go nie po­de­szłaś do nas, kiedy tu ze­szli­śmy?

 – Po­de­szłam, ale nie zwra­ca­li­ście na mnie uwagi.

 – Jak mo­gli­by­śmy cię nie za­uwa­żyć? – Dawid klęk­nął przy dziew­czyn­ce i po­czo­chrał ją po wło­sach. – A tamci, któ­rych ura­to­wa­li­śmy, też cię nie wi­dzie­li?

Mała po­krę­ci­ła prze­czą­co głową.

 – Nie­do­rzecz­ne. Co tam wła­ści­wie trzy­masz? – Dawid spoj­rzał na przedmiot w rę­kach dziew­czyn­ki.

 – Pre­zent.

 – Pre­zent? Dla kogo?

 – Dla cie­bie. – Z tymi sło­wa­mi dziew­czyn­ka wrę­czy­ła mu pa­ku­nek.

 – Dla mnie? Co ty opo­wia­dasz? Zresz­tą nie­waż­ne, chodź, muszę cię stąd za­brać.

Po­wstrzy­ma­ła go ge­stem dłoni.

 – Od­pa­kuj – po­wie­dzia­ła. – To ważne.

 – Za chwi­lę, naj­pierw…

 – Od­pa­kuj – po­wtó­rzy­ła dziew­czyn­ka. – Wtedy oboje bę­dzie­my mogli pójść dalej.

 – No do­brze. – Dawid wes­tchnął i za­czął roz­wi­jać ma­te­riał.

 – Taki jeden miły strażak pro­sił mnie, żebym ci to dała. Po­wie­dział, żebyś się nie mar­twił, że ma się do­brze i, że czuwa nad tobą.

Dawid nie mógł uwie­rzyć wła­snym oczom. W jego rę­kach le­ża­ła ta naj­cen­niej­sza książ­ka. Do­kład­nie ta sama, którą przez tak wiele lat pi­sa­li wraz z bra­tem. Prze­su­nął palcami po okład­ce, i nie mógł się na­dzi­wić, jakim cudem znów ma ją w dłoniach. Ledwo po­wstrzy­mu­jąc drże­nie ciała, zajrzał do środka, na pierw­szą stro­nę. Uj­rzał tytuł: „Na dwóch mo­rzach”, a pod nim de­dy­ka­cję: „Dla mo­je­go zbyt do­sko­na­łe­go brata, który jednak, nie ma za grosz ta­len­tu do pi­sa­nia”.

Uśmiechnął się, a w oczach poczuł łzy, które ledwo po­wstrzy­my­wał.

 – Muszę już iść – po­wie­dzia­ła nie­spo­dzie­wa­nie dziew­czyn­ka – mama na mnie czeka, bę­dzie się mar­twić, jeśli zaraz nie wrócę.

 – Za­cze­kaj! – zwo­łał Dawid. – Skąd wzię­łaś tę książ­kę?

Mała nic nie od­po­wie­dzia­ła, od­wró­ciw­szy się tylko, lek­kim kro­kiem ru­szy­ła w stro­nę scho­dów. Stra­ża­ko­wi wy­da­wa­ło się jakby nie tyle bie­gła, co pły­nę­ła przez pomieszczenie. Po chwi­li ruszył jej śladem na górę.

Przez chwi­lę bez­rad­nie roz­glą­dał się po bi­blio­te­ce, lecz po roz­mów­czy­ni nie było śladu. Za­gad­nię­ty jeden z ra­tow­ni­ków, po­wie­dział, że przed chwi­lą ją za­bra­li. Mężczyzna wydawał się dziw­nie po­nu­ry. Dawid szyb­kim kro­kiem po­dą­żył w stro­nę wej­ścia i wtedy ją zo­ba­czył. Szła po­wol­nym kro­kiem, trzy­ma­jąc za rękę jakąś ko­bie­tę. Co naj­dziw­niej­sze, nikt spo­śród obec­nych nie zwra­cał na nie naj­mniej­szej nawet uwagi. Zanim prze­kro­czy­ły próg, dziew­czyn­ka od­wró­ci­ła się i z uśmie­chem na twa­rzy po­ma­cha­ła mu po raz ostat­ni. Zmieszany nieco, od­wza­jem­nił gest. Po chwi­li obok niego prze­szli sa­ni­ta­riu­sze, wi­dział ich po­sęp­ne miny. Nie­śli ze sobą ko­lej­ne dwa ciała za­mknię­te w wor­kach; jedno więk­sze, za­pew­ne do­ro­słej osoby, dru­gie bez wąt­pie­nia dziec­ka.

Nie ro­zu­miał, co tak na­praw­dę za­szło tam­te­go dnia, wszyst­ko wy­da­wa­ło się tak dziw­ne i nie­re­al­ne.

Raz jesz­cze obejrzał się za ko­bie­tą i dziew­czyn­ką.

 – Dzię­ku­ję – wy­szep­tał.

Koniec

Komentarze

Ej, ale Ty czytałeś główny wątek konkursowy? Przedłużyliśmy termin o jeden dzień, więc nie ma pośpiechu. ;-)

Rodzaj + gatunek dodane właściwie, tym się nie przejmuj.

Jeśli chcesz, aby tekst miał szansę trafić do biblioteki, dodaj choć jeden tag.

A jeśli chcesz, aby przy dodaniu do biblioteki trafił na stronę główną, uzupełnij pole fragment.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Opowiadanie naprawdę fajne. Początek trochę chrzęścił, dialogi wydawały mi się nienaturalne, zdania jakby złożone zbyt starannie. Później opowiadanie wciąga, tak mniej więcej od momentu w którym pojawiają się informacje o Adrianie.

Zastanowiło mnie dlaczego ludzie byli w piwnicach. Teoria głosi, że jeśli to możliwe to na zewnątrz a jak nie to do góry. Jeśli budynek jest jedno-piętrowy, to z oczywistych względów do góry się nie da, jednak dziwne że od każdego okna też byli odcięci, szczególnie jeśli p. Emil mógł ich prowadzić gdzieś, czyli nie wszystko się paliło i nie byli zamknięci od początku w piwnicach. Biblioteka została ze wszystkich stron podpalona?

Oczywiście, żaden ze mnie strażak, po prostu kręciło mi się po głowie w czasie czytania.

Dziwiło mnie także, dlaczego Dawid porusza się tak wolno. Skoro wiadomo, że ktoś mógł przeżyć to czemu marnuje czas na przekopywanie góry popiołu? Chyba, że wchodzi w momencie kiedy nikt już nie miał prawa przeżyć, ale z opowiadania wynika, że iskierka nadziei była.

Pan Emil biegnący po dziecko. A Dawid nawet nie przykłada się żeby ich szukać jak już dowiedział się, że byli w budynku. I trochę kiepsko przekonywał kobietę że może jeszcze przeżyli skoro nawet nie ruszył się energiczniej żeby ich poszukać.

Trochę zamotały mnie dwa worki na sam koniec. Z początku wziąłem kobietę i dziecko za jakieś duchy – czyli ciała tych duchów były w workach. Ale jednocześnie brakuje zamknięcia wątku p. Emila i dzieciaka którego on szukał. Przeżył czy nie? Jak nie, to czy odnaleźli ciało? Jeśli był jakkolwiek ważny dla bohatera, ten powinien o tym wiedzieć.

 

 

W miejscu, gdzie do niedawno

W miejscu, gdzie do niedawna

 

Nieszczęśnik zbyt bardzo przypominał mu brata.

Zbyt bardzo?

 

Zanim Adrian zaraził go swoją pasją do książek, rzadko cokolwiek po cokolwiek sięgał.

Zdecyduj się na któreś cokolwiek :P

 

 

/ Jaaf

Brajcie – rzeczywiście przeoczyłem wiadomość dotyczącą przedłużenia terminu. Dziękuję również za wskazówki.

Jafieli – co do przebywania ludzi w piwnicach, może niefortunnie to wyszło. Uznałem po prostu, że ogień bardzo szybko się rozprzestrzenił, a ludzie wpadli w panikę. Pan Emil zabrał ze sobą wszystkich, których wtedy spotkał, ale drogę odnalazł tylko jedną. Co do Dawida, sam jakoś nie czułem żeby poruszał się jakoś powoli, ale jak się zastanowić, to masz rację. Jeśli chodzi o poszukiwania Emila i dziewczynki, Dawid mógł po prostu zostać wysłany z powrotem do piwnic, by je jeszcze sprawdzić. Poszukiwanym dzieckiem była dziewczynka, która wręczyła Dawidowi książkę, a w workach rzeczywiście znajdowały się ciała jej, oraz matki. Niezidentyfikowane ciało miało należeć do stróża, jednak nie postarałem się za bardzo, by naprowadzić czytelnika na ten trop.

 

W każdym razie, dziękuję za przeczytanie i komentarze :)

Warunki konkursu spełnione.

Duchy – obecne.

Język – oj, chyba ktoś się zbyt spieszył przy wstawianiu tekstu. „[…] jednak teraz patrząc na to wszystko dopadła go pewna nostalgia.” Ta nostalgia… Nie dosyć, że na wszystko patrzyła, to jeszcze przecinek zeżarła. Duł?! Stup?!

Całkiem dobry tekst, podobał mi się. Gdyby jeszcze nie te paskudne orty… Ale jak poprawisz błędy i błędziki, to byłabym skłonna kliknąć na Bibliotekę.

Babska logika rządzi!

Prawda że, wszystko robione trochę w pośpiechu, niestety całej winy zrzucić na to nie mogę.

 

Duł?! Stup?! – o ja nieszczęsny :D

Z nostalgią rzeczywiście jakoś kulawo wyszło, mam nadzieję, że teraz jest lepiej. 

Dzięki za wytknięcie błędów i ciesze się, że mimo wszystko, tekst się podobał.

Przeczytałam. Dość miło wyszło.

Język miejscami sztywny i niewprawny, zgadzam się też, że trochę nielogicznie wyszło to, o czym pisał Jafieli… ogólnie też w sumie niezbyt porywająca wydaje mi się ta historia dwóch braci piszących jedną książkę. Poza tym powiedz, czy oni tę książkę wydali w jednym egzemplarzu, czy jak? Że Dawid miał co przynieść do biblioteki? Tak czy owak głupio zrobił, że wyniósł z domu tak cenną pamiątkę, bo w miejscu publicznym każdy mógł ją prędzej czy później odnaleźć – przypadkiem, przy jakichś porządkach itp. Sam był sobie winny straty ; P

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Joseheim – egzemplarz istniał tylko jeden. Później, kto wie? Może spróbowaliby szczęścia i poszukali wydawcy.

Co do wyniesienia książki, to fakt, Dawid sam był sobie winien, ale zrobił to wtedy pod wpływem chwili, gdy wspominał brata. Sam nie bardzo wiedział co robić, a sama książka jakoś mu tam pasowała. Racja, że popełnił błąd, ale wtedy nie zdawał sobie z tego sprawy.

Mnie jakoś opowiadanie specjalnie nie porwało. Przeczytałam bez przykrości, ale nie podobała mi się specyficzna podniosłość, nadmierna powaga, tekstu. Nawet gdy bracia pisali książkę, nie czułam, że tworzą z radością, że wspólna praca sprawia im przyjemność. Zostałam natomiast przekonana, że powieść powstawała w bólu i męce, a Adrian i Dawid dodatkowo utrudnili sobie zadanie, obierając dość szczególny sposób współtworzenia dzieła. Może to kwestia sztywności języka, o czym już wspomniano, ale właśnie ona trochę mi przeszkadzała.

Wydaje mi się, że zawód Adriana powinien być znany czytelnikowi znacznie wcześniej, a nie dopiero w chwili, gdy starszy brat ginie. Trzy razy przeczytałam fragment o pożarze hotelu, nim wszystko stało się w miarę zrozumiałe.

Mam nadzieję, że przyszłe opowiadania będą coraz lepsze. ;-)

 

„…wielogodzinna walka wypruła go ze wszystkich sił”. – Wolałabym: …wielogodzinna walka wypruła z niego wszystkie siły. Lub: …wielogodzinna walka wyzuła go ze wszystkich sił. Albo: …wielogodzinna walka pozbawiła go wszystkich sił.

 

„Spojrzał na tłum gapiów, reporterów i Bóg wiedział, kogo jeszcze…” Spojrzał na tłum gapiów, reporterów i Bóg wie, kogo jeszcze

 

„Budynek nadaje się już chyba tylko do rozbiórki – powiedział zachrypniętym głosem jeden z mężczyzn. – Dawno już takiego ognia nie widziałem”. – Powtórzenie.

Proponuję: Budynek nadaje się chyba tylko do rozbiórki – powiedział zachrypniętym głosem jeden z mężczyzn. – Już dawno nie widziałem takiego ognia.

 

„I rzeczywiście, kiedy wieczorową porą przychodziłem by wypożyczyć jakąś książkę…”I rzeczywiście, kiedy przychodziłem wieczorem, by wypożyczyć jakąś książkę

 

Wchodząc do środka, Dawid uświadomił sobie, że stoi pośrodku niedawnej recepcji”. – Czy wchodząc, jednocześnie stał? ;-)

 

„…pod którymi znajdowały się wcześniej biurka bibliotekarzy, przy których obsługiwano odwiedzających…” – Powtórzenie.

Proponuję: …pod którymi znajdowały się wcześniej biurka bibliotekarzy, obsługujących czytelników/ klientów

 

„…białe wcześniej kolumny prowadzące do dalszej części budynku…” – Kolumny raczej nigdzie nie zaprowadzą. ;-)

Proponuję: …białe wcześniej filary, wytyczające drogę do dalszej części budynku

Ponieważ chwilę wcześniej mówisz o kolumnach, tu sugeruję filary.

 

„Strażacy powoli parli do przodu…” – Wolałabym: Strażacy powoli parli dalej

Trudno jest przeć do tyłu. ;-)

 

„Przed pożarem rozciągały się tutaj liczne regały…” – Nie umiem sobie wyobrazić rozciągających się regałów. ;-)

Proponuję: Przed pożarem było tu mnóstwo regałów

 

Roztaczały się półkolem, pierwsze z brzegu, niewielkie – sięgały nieco powyżej pasa dorosłej osoby i znajdowały się na nich czasopisma i komiksy. W miarę jak posuwano się wgłąb pomieszczenia, regały stopniowo rosły coraz większe i większe, w najdalszej części budynku sięgając już niemal wysokiego sufitu”. – Roztaczających się regałów, także nie widzę. ;-)

Proponuję: Ustawione półkolem – pierwsze z brzegu, niewielkie i niskie, z wyłożonymi czasopismami i komiksami, sięgały nieco powyżej pasa dorosłej osoby. Kolejne regały, w miarę posuwania się w głąb pomieszczenia, były stopniowo coraz większe i wyższe, w najodleglejszej części sali, dotykając już niemal sufitu.

Nie przypuszczam, by regały były ustawione w całym budynku biblioteki. ;-)

 

„Dawid w swojej pamięci, przywołał dokładny obraz tego wszystkiego…”Dawid przywołał w pamięci dokładny obraz tego wszystkiego

Czy mógł przywołać w cudzej pamięci?

 

„Dawid uśmiechnął się na myśl tych wspomnień”. – Wolałabym: Dawid uśmiechnął się, wspominając to.

 

„Wspominał godziny, które spędził w czytelni, ludzi, jakich poznał dzięki temu miejscu na przestrzeni lat”.Wspominał godziny spędzone w czytelni, ludzi, których na przestrzeni lat poznał dzięki temu miejscu.

 

„Mógł pójść gdziekolwiek…”Mógł pójść dokądkolwiek

 

„Wiesz, chyba wreszcie udało skupić mi się na pisaniu…” – Wolałabym: Wiesz, chyba wreszcie udało mi się skupić na pisaniu

 

„Więc, o czym będziesz pisał? – Zobaczysz! Ale będziesz musiał mi w tym pomóc”. – Powtórzenie.

Proponuję: Więc o czym napiszesz? – Zobaczysz! Ale będziesz musiał mi w tym pomóc.

 

„…w którym pisaliśmy różne historyjki, i opisywaliśmy wspomnienia”. – Powtórzenie. Proponuję: …w którym notowaliśmy różne historyjki i opisywaliśmy/ zapisywaliśmy  wspomnienia.

 

„…drugi musiał przygotować się na niespodzianki i przystosować się do nowej sytuacji”. – Może: „…drugi musiał być przygotowany na niespodzianki i przystosować się do nowej sytuacji. Lub: …drugi musiał przygotować się na niespodzianki i przystosować do nowej sytuacji.

 

„…że pisząc przekazywali sobie tylko szczątkowe informacje. Wiedzieli, że utrudniają sobie w ten sposób sprawę…” – Powtórzenie.

Wolałabym: …że pisząc, przekazywali sobie tylko szczątkowe informacje.  Wiedzieli, że ten sposób utrudnia sprawę

 

„Ukończoną zaś książkę, pragnął podarować swojemu bratu na urodziny”.Ukończoną zaś książkę, pragnął podarować bratu na urodziny.

Czy mógłby chcieć podarować książkę cudzemu bratu?

 

„Chłopak był taki dumny, że mógł pójść w ślady swojego starszego brata i ojca”. – Zrozumiałam, że starszy brat był także ojcem chłopaka. ;-)

Proponuję: Chłopak był taki dumny, że mógł pójść w ślady ojca i starszego brata.

 

„Coraz częściej przesiadywał w zniszczonej teraz bibliotece, rzadko coś czytał, po prostu siedział i walczył z myślami”. – Wolałabym: Wtedy coraz częściej przesiadywał w, zniszczonej teraz, bibliotece. Rzadko coś czytał, po prostu siedział i walczył z myślami.

 

Stał dokładnie w tym miejscu, w którym stał ów regał…” – Powtórzenie.

Może: Stał dokładnie w tym miejscu, w którym był ów regał… Lub: Znajdował się dokładnie w tym miejscu, w którym stał ów regał

 

„W pewnym momencie usłyszał przytłumione głosy, spostrzegł, że nie tylko on”. – Wolałabym: W pewnym momencie doszły go przytłumione głosy, spostrzegł, że inni też je słyszą.

 

„…za chwilę na dole pojawił się cały pluton ludzi. (…) Ocalałych było sześcioro”. – Cały pluton, to może być także ponad dwieście osób.

Proponuję: …za chwilę na dole pojawiło się kilkoro ludzi.

 

„Na dole nie było wielu pomieszczeń…”Na dole nie było wiele pomieszczeń

 

„…postanowił zabrać ze sobą na pamiątkę jedną, przypadkowo wybraną książkę. Już sięgał po jedną z pozycji…” – Powtórzenie.

Proponuję: …postanowił zabrać ze sobą na pamiątkę jedną, przypadkowo wybraną książkę. Już sięgał po którąś z pozycji

 

„…gdy poczuł, że ktoś szarpie go za bok kombinezonu. Gdy się odwrócił, zobaczył przed sobą na oko dziesięcioletnią dziewczynkę…” – Powtórzenie.

Proponuję: …gdy poczuł, że ktoś szarpie kombinezon. Odwrócił się i zobaczył na oko dziesięcioletnią dziewczynkę

Gdy na coś/ kogoś patrzymy, z reguły mamy to/ go przed sobą.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Po pierwsze szkoda, że regulatorzy mogła się wykazać rewolucyjną czujnością, co jest Jej specjalnością. { :-) }

Po drugie szkoda, że, jak wykazała joseheim, motyw wspólnego dzieła braci został nienajfortunniej rozegrany.

Po trzecie i po czwarte – tekst spodobał mi się dzięki położeniu nacisku na skontrastowanych charakterologicznie braci, na przeżycia Dawida, wywołane podwójną stratą, brata i książki, oraz taki, rzekłbym, sympatyczny postępek ducha dziewczynki.

Pomysł na tekst – mocne cztery, reszta – cóż, trochę mniej. Nie chodzi nawet o błędy językowe czy interpunkcję, bo z tym jest generalnie ok. Po prostu podczas lektury odnosi się wrażenie, że autor nie jest wprawiony w rzemiośle pisarski.  Sam styl opisów nie jest zły, ale dialogi sprawiają wrażenie bardzo sztucznych. Przynajmniej dla mnie.

Niezły pomysł na rozegranie historii dwóch odmiennych, a jednak mocno związanych ze sobą braci. Brak rozegrania motywu powieści, nielogiczności wymienione wcześniej.

Język sztywny, nieplastyczny – przez to gawęda nie porywa.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nowa Fantastyka