- Opowiadanie: J2M2 - Don't worry, be happy

Don't worry, be happy

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Don't worry, be happy

Najpierw podniosły się zasłony, potem rozbrzmiał dźwięk budzika, który ucichł dokładnie w momencie, kiedy Madox otworzył oczy.

– Wybiła ósma, pora wstać – zakomunikował robot gospodarczy przez głośnik wbudowany w ścianę.

Po komunikacie, gdy mężczyzna usiadł na łóżku, a sypialnię wypełniły dźwięki przeboju „Don’t worry, be happy” , do pomieszczenia wbiegł Alex. Chłopiec wskoczył na materac i powiedział:

– Tato, to już dziś.

Mężczyzna przetarł zaspaną twarz, a potem pokiwał głową.

– Dasz ją mamie? – zapytał Alex, pokazując obrączkę.

– Skąd ją masz? – zdziwił się Mad.

– Leżała na stole w kuchni.

Madox przypomniał sobie, że wczoraj wieczorem rzeczywiście ją tam zostawił. Po chwili uśmiechnął się i pogładził syna po głowie:

– Oczywiście, że dam – powiedział.

Niedługo potem spojrzał na zdjęcie ukochanej, które stało w ramce na stoliku. To już dziś, naprawdę dziś – pomyślał i popatrzył przez okno na błękitne niebo. Jak dobrze, że urząd zdecydował się przełożyć planowany opad deszczu na przyszły tydzień. Tak, nic nie mogło zepsuć dzisiejszej uroczystości.

Po szybkim, porannym treningu Madox usiadł do śniadania. Lubił ten stan, to pozytywne zmęczenie, po którym każdy mięsień ciała, zdawał się być jakby atrakcyjniejszy. Wszystko szło zgodnie z planem. Jeszcze dwa cykle z trenerem i cel zostanie osiągnięty. Teraz mężczyzna siedział przy stole i wpatrywał się w ekran wbudowany w drzwiczki kuchennej szafki. Jajecznica przygotowana przez Anię – robota gospodarczego klasy C5R8 – jak zwykle była bardzo smaczna.

– Podać coś jeszcze? – zapytała gospodyni.

– Dziękuję – odparł Madox.

Jak co dzień oglądał przy śniadaniu Poranne Dyskusje. Tym razem goście rozmawiali w programie o Światowym Dniu Rozwoju:

– Pogoń za komfortem była zawsze paliwem rozwoju tej cywilizacji – zabrała głos dziennikarka.

– Zgadzam się, lecz… – wtrącił inny uczestnik dyskusji.

– Mogę skończyć? – przerwała mu kobieta. – Czy panowie zgodzą się ze mną, że dziś słowo cierpienie straciło swój pierwotny, brutalny wymiar? – po chwili ciszy kobieta sama odpowiedziała na pytanie. – Dlatego twierdzę, że żyjemy w szczęśliwym świecie. Do tego dążyliśmy i powinniśmy być z tego…

Madox wstał i podniósł ze stołu pusty talerz.

– Tato, jeszcze tabletka – upomniał go syn.

– Zapomniałbym… – odparł ojciec.

Po chwili gdy połknął  tabletkę przeciwbólową, usłyszał:

– Cieszę się, że wujek przyjechał.

Mad uśmiechnął się, a potem odpowiedział:

– Jedz szybciej, bo będą przed nami na basenie.

 

*

 

Ogród na sześćdziesiątym ósmym piętrze apartamentowca od rana tętnił życiem. Co chwilę wśród rozbawionych krzyków dzieci rozbrzmiewał plusk wody. Wylegujące się na leżakach, wokół basenu, nasmarowane olejkami ciała lokatorów lśniły w blasku słońca. W pewnym momencie Madox głośno parsknął śmiechem, a z wrażenia aż przysiadł na hamaku.

– Dobre, dobre – rzucił.

Brat Ksawery szeroko się uśmiechnął, a potem odpowiedział:

– Wam też się uda. Zobaczysz…

– Mam nadzieję – odparł Madox, po czym spojrzał na zegarek. – Chyba powinniśmy się już zbierać.

– Spokojnie, jest jeszcze trochę czasu.

Ksawery poprawił poduszkę pod głową, znów opuścił ciemne okulary na nos, a nogi wyciągnął przed siebie.

– Dobrze, że przełożyli ten deszcz – oznajmił. – Przynajmniej można odpocząć.

Madox pokiwał głową ze zrozumieniem.

– Wiesz, że jeszcze w dwudziestym ósmym roku były sześćdziesiąt cztery dni deszczowe? – wspomniał.

– Współczuję – rzucił Ksawery.

Madox uśmiechnął się pod nosem, a potem popatrzył wokół. Tak, kiedyś świat był inny, on jeszcze to pamiętał. Teraz prawie wszystkie twarze znaczył lekki uśmiech, zwyczajowo podkreślany przy wymianie spojrzeń. Prawie wszystkie. Mad zatrzymał wzrok na starszym, siwym mężczyźnie w garniturze, który siedział po przeciwnej stronie basenu.  

– Czy on tak musi? – zapytał brata.

Ksawery spojrzał na ojca.

– Taki już jest – odparł.

– Jeśli to go tak boli, nie może wziąć tabletki?

– Wiesz, że jest uparty.

– Wódką bólu nie zapije – Mad pokręcił głową z niezrozumieniem. – Czasem mam wrażenie, że robi to specjalnie – dodał.

– Przesadzasz.

Po dłuższej chwili milczenia Madox zwrócił się do brata:

– Będę miał prośbę.

– Tak? – odparł Ksawery.

– Zajrzysz do restauracji i sprawdzisz czy wszystko gotowe? Ja z małym pojechałbym od razu po kwiaty.

– Jak chcesz.

– Wziąłbyś ojca? Spotkalibyśmy się już przed kościołem.

– Nie ma problemu – Ksawery pokiwał głową.

Niedługo potem Madox wstał i zawołał:

– Alex, koniec zabawy, pora się szykować!

 

*

 

Robot gospodarczy przywiózł kolejny garnitur.

– Ten może być – powiedział Mad, patrząc na ciemnofioletową marynarkę dla syna.

– Tato, a kiedy zagrają tę piosenkę, którą wybraliśmy? – zapytał chłopiec, zakładając białą koszulę.

– Kiedy będziemy szli do ołtarza.

Alex uśmiechnął się.

– Szybciej, mały, bo się spóźnimy – dodał Mad.

- A będę mógł po powrocie zagrać w Dinozaury?

– Jak będziesz grzeczny.

Madox jeszcze raz z uwagą popatrzył w lustro. Poprawił krawat, a potem wypiął pierś do przodu. Marynarka wreszcie leżała dobrze. Na koniec przejechał dłonią po starannie uczesanych włosach. Chyba był już gotowy. 

– Jak wyglądam? – zapytał syna.

– Super – odpowiedział chłopiec.

Mad mrugnął do niego okiem. Potem odwrócił się z zamiarem wyjścia z pokoju.

– Tato, pomożesz mi założyć pas? – zatrzymał go syn.

– Oczywiście – Mad od razu się cofnął.

Po chwili obwiązał biodra chłopca pasem neuronowym, dzięki któremu Alex mógł chodzić.

– Dobrze leży? – zapytał Madox, gdy zatrzasnął klamrę. – Nie uwiera?

– Nie – odparł Alex, a pogładzony czule po głowie, znów się uśmiechnął.

Wkrótce Madox wyszedł z pokoju. W salonie zastał tylko ojca. Siwy mężczyzna, o smukłej, pomarszczonej twarzy, siedział przy szklance i otwartej butelce wódki. Zmęczonym, jakby zrezygnowanym spojrzeniem wpatrywał się w ścianę.

– Szykują się? – zapytał Mad.

– Tak – odparł ojciec, nie spoglądając jednak na syna.

– Tato, tylko się nie spóźnijcie – poprosił Madox.

– Dobrze.

– To dla mnie ważne.

– Na pewno?

Madox zmarszczył brwi i zapytał:

– O co ci chodzi?

– Pytam tylko, czy to na pewno dla ciebie tak ważne?

– Znów się upiłeś?

Ojciec jakby prowokacyjnie wziął kolejny łyk. Wówczas Madox nie wytrzymał:

– Nie rozumiem, czemu to robisz? Znów chcesz wszystko zepsuć?

– Nie mam takiego zamiaru.

– Myślisz, że Alex nie pyta, czemu tak się zachowujesz? Co mam mu powiedzieć?

– Powiedz prawdę.

– To znaczy?

Ojciec nie odpowiedział. Po dłuższej chwili milczenia Mad rzucił więc niecierpliwie:

– Zresztą, jak tam sobie chcesz.

Gdy ruszył w kierunku wyjścia, usłyszał jednak:

– Pamiętasz co powiedział nam ksiądz po śmierci matki?

Mad odwrócił się, przez moment popatrzył na ojca, a potem pokręcił głową:

– Nie pamiętam – oznajmił i wyszedł.

 

*

 

Sky–car leciał trzydziestym czwartym korytarzem powietrznym, pomiędzy wieżowcami centrum miasta.  

– Do celu pozostały cztery kilometry – zakomunikował autopilot.

Madox patrzył zamyślonym wzrokiem w boczną szybę pojazdu. Wokół krążyły sky-cary, a z potężnych telebimów, zawieszonych na ścianach budynków, świeciły kolorowe reklamy. Tak naprawdę czemu skłamał ojcu? Przecież pamiętał słowa księdza, słowa o cierpieniu, które jest prawdziwą miarą miłości. Wtedy, zrozpaczony na grobem matki, tak dobrze je rozumiał.  Ale teraz nie było cierpienia. I te uśmiechy, które rozświetlały miasto z ulicznych reklam. Przecież taki był ich świat. Byli szczęśliwi, szczerze szczęśliwi. Czy to źle? Mężczyzna jeszcze raz popatrzył na plastikowe opakowanie środka przeciwbólowego, które trzymał w ręku, na umieszczony na nim obrazek, przedstawiający skuloną, małą dziewczynkę, która kryła twarz w dłoniach i płakała. A może miał na to pozwolić? Może miał pozwolić by Alex cierpiał? Po chwili zaśmiał się pogardliwie pod nosem. Nie, to niedorzeczne. Spojrzał na zegarek. Do rozpoczęcia uroczystości pozostawała już tylko godzina.

– Alex, pora wziąć leki – powiedział.

– Te miętowe? – zapytał chłopiec.

– Tak.

Alex wyciągnął łapczywie dłoń, a Madox wysypał z pudełka trzy pastylki. Dwie zatrzymał dla siebie, a jedną podał dziecku. Niedługo potem znów się uśmiechnął. 

– Tato, jedziemy do kwiaciarni pani Ari? – zapytał po chwili Alex.

– Tak – odparł Madox, po czym znów rzucił okiem na zegarek.

Powinni zdążyć.

 

*

 

Kwiaciarnia była pełna pięknych, różnokolorowych bukietów. Madox uwielbiał ten zapach, zapach wiosny. Znów wziął głęboki wdech. Tak, czuł się dobrze. Czuł się tak, jak powinien się czuć. Chyba wręcz na chwilę zapomniał o tym, co go zaraz czeka. 

– To dla żony? – zapytała ekspedientka, układając kwiaty.

– Tak.

– To już dzisiaj?

– Za niecałą godzinę.

– Pewnie się pan cieszy, że przełożyli ten deszcz…

– Zdecydowanie, ale nie powinna mi pani dziękować. To nie moja zasługa – Mad mrugnął okiem. 

Dziewczyna, czując na sobie to nieobojętne spojrzenie, które tak kochają kobiety, nieśmiało się uśmiechnęła. Miała długie blond włosy, ładne niebieskie oczy i urocze dołki w policzkach. Trochę przypominała mu Martę. Nawet podobnie się śmiała. To zabawne – pomyślał. Może gdyby okoliczności były inne… Nie, teraz nie powinien nawet o tym myśleć. Po chwili podniósł z blatu kwiaty.

– Życzę szczęścia – powiedziała kobieta.

– Przyda się – Mad odwzajemnił uśmiech, a potem dodał: – Dziękuję.

 

*

 

Chciał, by właśnie tak to wszystko wyglądało. Nawę główną i ołtarz dekorowały bukiety białych róż. Wszystkie ławy były pozajmowane. Madox ponownie spojrzał na zegarek. Już zaraz się zacznie. Popatrzył przed siebie. Marta już tam była. Czekała na niego. Nie, teraz się nie uśmiechał. Jego twarz wyrażała należytą powagę. Ukradkiem mrugnął do syna. Stali obok siebie. Już gotowi. Po chwili, gdy rozbrzmiała znana melodia, ruszyli w kierunku ołtarza, skupiając na sobie spojrzenia zebranych. Szli tak jak powinni: wolnym, uroczystym krokiem. Madox niósł w ręku kwiaty, Alex – obrączkę na bogato zdobionej poduszce. Zatrzymali się tuż przed nią. Trumna była piękna. Wykonana z czarnego hebanu, ze lśniącymi po bokach złotymi uchwytami. Madox, jako mąż, złożył pierwszy wieniec u stóp żony. Następnie zgodnie ze zwyczajem powierzył jej obrączkę, symbolicznie wyrażając wieczność swego uczucia. Kiedy ksiądz rozłożył szeroko ręce, rozpoczęło się nabożeństwo żałobne.

Niedługo potem, gdy kondukt pogrzebowy ruszył za trumną, Alex zapytał ojca:

– Tato, kochałeś mamę?

Mad kiwnął głową, a potem odparł:

– Bardzo.

Alex znów uśmiechnął się, po czym dopytał:

– Tato, a co to znaczy bardzo?

 

 

Koniec

Komentarze

Ciekawy pomysł, nieźle napisany tekst. Skłania do refleksji.

Babska logika rządzi!

Zaskakujący tekst – prawie do samego końca myślałam o ślubie.  

Przecież pamiętał słowa księdza, słowa o cierpieniu, które jest prawdziwą miarą miłości. Wtedy, zrozpaczony na grobem matki, tak dobrze je rozumiał.  Ale teraz nie było cierpienia.  – do tych słów potrzebowałabym trochę wyjaśnień. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Efekt zaskoczenia na końcu z pewnością udało Ci się osiągnąć.

Podobało mi się. Może tekst jest troszkę niedopracowany, ale zasiewasz ziarno zaciekawienia, do końca nie zdradzasz, o co w tej ogólnej radości chodzi, no i… i jest dobrze ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Świetne. Treściwe, konkretne, przemyślane i sprawnie napisane opowiadanie. Chylę czoła i wyrażam zapotrzebowanie na więcej podobnie wysokiej jakości tekstów.

na emeryturze

Aaa.. Dobre!

Nie zaskoczyło mnie zakończenie – dużo nawiązań do cierpienia wyklucza weselne dzwony (przynajmniej z mojego doświadczenia :)) i nie uważam tego wcale za wadę opowiadania. W moim odczuciu nie zaskoczenie jest tu najważniejsze, a refleksja co by było gdyby. Zdecydowanie dałam się uwieść pięknie przedstawionemu światu, w którym rządzi uśmiech i tabletka na każdą boleść. Pokazane przez ciebie konsekwencje radykalnego podejścia do problemów, plusy i minusy ostatecznego rozwiązania inspirują do rozmyślań na funkcją i zasadnością żałoby, w ogóle negatywnych emocji i uczuć. Takie opowiadania bardzo lubię.

 

Pozwolę sobie na drobne uwagi:

Wybiła ósma, pora wstać – zakomunikował robot gospodarczy przez głośnik wbudowany w ścianę.

zaczęłabym od myślnika

pozytywne zmęczenie, po którym każdy miesień ciała, zdawał się być jakby atrakcyjniejszy

mięsień i bez przecinka po ciała, ale poza tym aaw… pozwolisz, że sprzedam to mężowi? ;)

Jajecznica przygotowana przez Anię – robota gospodarczego klasy C5R8, jak zwykle, była bardzo smaczna 

 bez przecinka po zwykle i albo: Anię – robota (…) C5R8 – jak zwykle… albo: Anię, robota (…) C5R8, jak zwykle… 

 

Poranne Dyskusje – zaczęłam zastanawiać się nad zapisem nazw programów telewizyjnych np. TVP zapisuje je jak tytuły książek (Kawa czy herbata?, Pytanie na śniadanie), a taki TVN – jak tytuły czasopism (Rozmowy w Toku). Interesujące. Od siebie dodałabym cudzysłów lub kursywę.

 

Po chwili gdy połknął proszek przeciwbólowy

Proszek to nie to samo co tabletka, vide: http://pl.wikipedia.org/wiki/Posta%C4%87_leku

Co chwilę, wśród rozbawionych krzyków dzieci, rozbrzmiewał plusk wody. Wylegujące się na leżakach, wokół basenu,  nasmarowane…

przecinki nie są potrzebne

Wiesz, że jeszcze w dwudziestym ósmym roku były sześćdziesiąt cztery dni deszczowe? 

tricky, gryzło mnie (dałabym "było"), ale poczytałam http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=14838

i siedzę cicho w swoim kątku :)

fioletowo-ciemną marynarkę dla syna

ciemnofioletową 

Zmęczone, jakby zrezygnowane spojrzenie miał zwieszone na ścianie. 

 zawiesić spojrzenie na czymś, a nie: mieć zawieszone spojrzenie na czymś

Ojciec, jakby prowokacyjnie, wziął kolejny łyk

optowałabym za usunięciem przecinków

Myślisz, ze Alex nie pyta czemu tak się zachowujesz

przecinek po pyta

Sky – car leciał trzydziestym czwartym korytarzem

Sky-car (bez spacji)

Czuł się tak jak powinien się czuć. Chyba wręcz na chwilę zapomniał o tym co go zaraz czeka.

 …tak, jak … o tym, co..

Nie, ale teraz nie powinien nawet o tym myśleć.

Bez ale. I tu uwaga, flirt z kwiaciarką mnie rozłożył, bardzo pasuje do klimatu, ale to zdanie bym wyrzuciła, jak i późniejszy dialog (bo to takie pitu pitu): To wszystko… aż do Dziękuję – odpowiedział… i np. od nowego zdania: Mężczyzna podniósł kwiaty z blatu (potem bez jeszcze raz)

Chciał by właśnie tak to wszystko wyglądało

Tak właśnie chciał, by to wszystko wyglądało lub: Chciał, by właśnie tak…

Ukradkiem mrugnął okiem do syna.

puścił oko lub mrugnął (bez "okiem" – spróbuj mrugnąć inną częścią ciała :))

Madox niósł w ręku kwiaty, Alex obrączkę

myślnik po Alex

Następnie, zgodnie ze zwyczajem, powierzył jej obrączkę

bez przecinków

 

Zwyczajnie mnie poniosło… Znak, że zrobiło na mnie wrażenie :)

Jedyną autentyczną postacią jest ojciec Madoxa. Nie łyka, jak zrozumiałem, tabletek na wszystkie bóle ciała i duszy. Świat szczęśliwych manekinów? Dziękuję, postoję z boku…

Mimo wszystko nie wydaje mi się to realne by wszyscy dawali się szprycować. Ale uznając to za narzędzie przekazu, stwierdzam, że powiadanie mi się podobało :) Szczególnie, że miałam zaskok. To znaczy – domyślałam się podświadomie, że to raczej nie będzie ślub, chyba mi cos o rozwodzie kołatało pod czaszką, ale ten pogrzeb mnie uderzył. I za to uderzenie duży plus.

Co do uwag technicznych – za często jak dla mnie powatzrasz się z “Madox” i “Mad”. Czasami już lepiej nie dawać przy dialogu dopisku “powiedział Madox”, niż pisać jego imię niemal co drugie zdanie. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Tylko nie "Tęcza"!

Nie wszyscy będą dawali się szprycować. Prawie wszyscy;) A tak poza tym, miło że tekst się podoba… I znów się uśmiechnąłem;)

Dość, dość  :)

Biblioteczka.

Pan Wysokiego Domu

To opowiadanie potrzebuje gwiazdek. Wiesz, takich które oddzielają od siebie poszczególne fragmenty tekstu. Tak, gwiazdki zdecydowanie by się przydały.

Sam tekst jest ciekawy, choć muszę przyznać, że zakończenie trochę mnie rozczarowało. Powiedzmy sobie szczerze, gdy autor prowadzi narrację w ten sposób, oczywistym jest, że tekst nie będzie zmierzał ku finałowi oczywistemu (tu oczywistym skojarzeniem był ślub), a ceremonia pogrzebowa była wysoko na liście rzeczy, których się spodziewałem. Ale tu nawet nie o to chodzi. Po prostu sądzę, że nakreśliłeś pomysł na tyle ciekawie i kompetentnie, że z zakończenia można by wycisnąć trochę więcej. Jest dobrze, mogło być bardzo dobrze.

No i co ja mam mądrego dodać?

Spodziewałem się, że nie ślub – szczerze mówiąc, myślałem o jakiejś wspólnej eutanazji, podczas której wszyscy uśmiechają się, szczęśliwi i bez bólu. Nieźle wykreowane otoczenie, dobry kontrast z autentycznym, wiernym zasadzie “jak boli, to przynajmniej czuję, że żyję” ojcem… Dobrze przedstawione, prowadzi czytelnika płynnie do końca historii.

Gdybyś tylko, Autorze, łaskawie rozważył wprowadzenie poprawek sugerowanych przez rooms, ja równie chętnie rozważyłbym nominację dla tej swoistej dystopii… :-) A na razie – biblioteczka.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ta piątka za postać Madoxa :)

 

Edit: Tfu, ojca Madoxa!

Mee!

Ciekawe, trochę upiorne w swym założeniu. Jak to antyutopia zresztą.

 

“Lubił ten stan, to pozytywne zmęczenie, po którym każdy miesień ciała, zdawał się być jakby atrakcyjniejszy.“

Kalka. ;) “Być” jest w tym zwrocie do wyrzucenia.

https://eskapizmstosowany.wordpress.com/ - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!

Ciekawe.

Pomysł ciekawy, czytało się przyjemnie i “jednym tchem“.

Warto byłoby wprowadzić wskazane wcześniej poprawki, mi jeszcze mignęło:

– Przyda się – Mad odwzajemnił uśmiech, a potem dodał. – Jeszcze raz dziękuję.

Chyba powinno być: “– Przyda się. – Mad odwzajemnił uśmiech, a potem dodał: – Jeszcze raz dziękuję.“

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Dziś znalazłem odrobinę czasu (w erze mundialu nie było to łatwe;) ), więc naniosłem większość poprawek. Zgodnie z radą Vyzarta podzieliłem też tekst gwiazdkami – mam wrażenie, że tak się rzeczywiście lepiej czyta.

Chciałbym Wam też podziękować za wskazanie błędów, usterek i lepszych rozwiązań ( słowa zwłaszcza, ale nie tylko skierowane do rooms;) )

A tak poza tym, pisząc, w prostych słowach, wielka to frajda wylądować w Bibliotece, może jeszcze nie szkolnej, ale…;) Tak, znów się uśmiechnąłem… A teraz uciekam na mecz:P

 

Czekałem na tragedię i się nie zawiodłem :) Mógłbyś temat rozwinąć, bo świat zapowiada się ciekawie.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Całkiem zacne opowiadanie. Czytało się świetnie, a finał zaskoczył.

Ale aż mi się wierzyć nie chce, żeby smutki zabijać tabletkami, zamiast topić je w wódeczce…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jeśli smutki potrafią pływać… ;-)

Babska logika rządzi!

I najlepsi pływacy idą czasem na dno… ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wow, nie sądziłem, że po 3 latach jeszcze tu ktoś zajrzy… Dzięki za komentarze!;) Tak przy okazji zapytam, bo staram się wrócić do formy sprzed 3 lat – był na portalu kiedyś taki fajny poradnik o przecinkach i chyba nie tylko o przecinkach… Czytałem go chyba jeszcze na starej wersji serwisu, a teraz nie mogę znaleźć. Pomożecie? Może jakiś link?;)

Dzięki bardzo za pomoc!

Ciekawe, aczkolwiek zakończenie nie było dla mnie zaskoczeniem.

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka