- Opowiadanie: Unfall - Biblioteka dla podróżnych

Biblioteka dla podróżnych

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Biblioteka dla podróżnych

Była ósma rano, więc do od­jaz­du po­cią­gu miał jesz­cze trzy go­dzi­ny. Nie wie­dząc za bar­dzo, co ze sobą zro­bić, krą­żył wokół bu­dyn­ku dwor­ca w po­szu­ki­wa­niu miłej ka­wia­ren­ki, w któ­rej mógł­by po­sa­dzić swoją starą, zmę­czo­ną ży­ciem rzyć. Nie­ste­ty o tej porze więk­szość lo­ka­li była jesz­cze po­za­my­ka­na.

W pew­nym mo­men­cie minął go sta­ro­mod­nie ubra­ny je­go­mość w cha­rak­te­ry­stycz­nej czap­ce z dwoma dasz­ka­mi. Ho­ra­cy przy­sta­nął. Sher­lock Hol­mes? Ale jak? To prze­cież po­stać fik­cyj­na, w do­dat­ku z prze­ło­mu dzie­więt­na­ste­go i dwu­dzie­ste­go wieku. Za­fra­po­wa­ny ru­szył za dziw­nym osob­ni­kiem, który minął właśnie opar­te o bu­dy­nek dwor­ca rusz­to­wa­nia i znik­nął za nie­po­zor­ny­mi drzwia­mi. Star­szy męż­czy­zna przy­sta­nął przed wej­ściem i po­wiódł wzro­kiem po wy­bla­kłym, nie­mal po­zba­wio­nym ko­lo­rów, szyl­dzie. „Bi­blio­te­ka po­dróż­na”. Naj­wy­raź­niej za­ło­ży­ciel tego przy­byt­ku wpadł na po­mysł, aby ko­rzy­sta­ją­cym z usług kolei lu­dziom umi­lić czas dobrą lek­tu­rą. Stan drzwi i re­kla­mo­wej ta­bli­cy su­ge­ro­wa­ły, że in­te­res nie idzie naj­le­piej. Ho­ra­cy wy­obra­ził sobie, jak po­sta­ci z roz­ma­itych po­wie­ści, znu­żo­ne cze­ka­niem na czy­tel­ni­ka, opusz­cza­ją przy­ku­rzo­ne to­misz­cza i udają się na spa­cer po mie­ście. W mło­do­ści pew­nie uwie­rzył­by w taką wizję, ale teraz, tym bar­dziej jako wy­kła­dow­ca z wie­lo­let­nim sta­żem, mógł je­dy­nie uśmiech­nąć się do sym­pa­tycz­nej myśli, co zresz­tą uczy­nił. Ten cały „Hol­mes” był pew­nie ja­kimś fa­na­tycz­nym mi­ło­śni­kiem ksią­żek o de­tek­ty­wie. Świat miał przed ły­sie­ją­cym już pro­fe­so­rem coraz mniej ta­jem­nic, męż­czy­zna po­sta­no­wił więc roz­wi­kłać i tę za­gad­kę, tym bar­dziej, że nie miał chwi­lo­wo nic lep­sze­go do ro­bo­ty. A wy­star­czy­ło prze­cież wejść do bi­blio­te­ki i za­gad­nąć nie­zna­jo­me­go.

Wiel­ko­ścią ły­si­ny bi­blio­te­karz bił Ho­ra­ce­go na głowę, a jego wy­po­le­ro­wa­ną glacę ota­czał wia­nu­szek si­wych, dłu­gich i opa­da­ją­cych swo­bod­nie wło­sów. W za­sa­dzie pół wia­nusz­ka, prze­rwa­ne­go po­marsz­czo­nym jak miech akor­de­onu czo­łem.

– Czym mogę panu słu­żyć? – za­skrze­czał sta­ru­szek, po czym w miłym, w jego mnie­ma­niu, uśmie­chu wy­szcze­rzył na Ho­ra­ce­go dwa gni­ją­ce zęby. Z jego ust czuć było odór kilku sub­stan­cji, za­pew­ne za­bro­nio­nych kon­wen­cja­mi ge­new­ski­mi.

– Szu­kam pana, który wszedł tutaj przed chwi­lą.

– Jest w czy­tel­ni. – Bi­blio­te­karz zgrzy­tał jak klucz w zamku od pie­kiel­nej bramy, wska­zu­jąc jed­no­cze­śnie wy­su­szo­nym szpo­nem od­po­wied­nie po­miesz­cze­nie. – Ale u nas nie wolno prze­szka­dzać w czy­ta­niu. Może też pan weź­mie książ­kę? Służę po­wie­ścią, którą wziął tam­ten klient.

Ho­ra­cy po­pa­trzył na tytuł książ­ki, wy­do­by­tej nie wia­do­mo skąd przez roz­mów­cę. „Do­li­na trwo­gi” Ar­thu­ra Co­na­na Doyle'a. No jasne, cóż by in­ne­go.

– Nie, dzię­ku­ję – od­po­wie­dział i spoj­rzał w stro­nę czy­tel­ni. Wy­glą­da­ła dość oso­bli­wie. Bar­dziej przy­po­mi­na­ła dawny urząd pocz­to­wy, z rzę­dem te­le­fo­nicz­nych kabin usta­wio­nych wzdłuż ścia­ny, tyle że tutaj małe budki nie były prze­szklo­ne.

– No to jak? Bie­rze pan coś? – za­skrzy­pia­ła pie­kiel­na brama w ustach bi­blio­te­ka­rza. – Klien­ci cze­ka­ją!

Na­uczy­ciel spo­strzegł, że za jego ple­ca­mi sta­nę­ła młoda dziew­czy­na ze ster­czą­cy­mi na boki war­ko­cza­mi. Wyjął z kie­sze­ni złoty ze­ga­rek, przypię­ty na de­wiz­ce. Miał jesz­cze dużo czasu do od­jaz­du po­cią­gu.

– W sumie, czemu nie – od­po­wie­dział. – Niech mi pan po­le­ci jakąś fan­ta­sty­kę. Tylko bez magii po­pro­szę. O, może jakąś apo­ka­lip­sę.

– Uuu! – suchy sta­rzec zawył jak po­tę­pio­na dusza. – Sza­cu­ne­czek. Do­brze, ale re­kla­ma­cji nie przyj­mu­je­my. Więc może to? – Bi­blio­te­karz za­czął mo­co­wać się z wci­śnię­tym mię­dzy inne, opa­słym to­misz­czem.

– Nie, nie! Po­pro­szę coś mniej oka­za­łe­go. O je­de­na­stej mam po­ciąg.

– Ro­zu­miem. Jakaś szyb­ka za­gła­da. Pro­szę bar­dzo – za­zgrzy­tał, po­da­jąc cień­szą książ­kę, za­ty­tu­ło­wa­ną „In­wa­zja mu­tan­tów z Cy­prio­na” – Nasz klient, nasz pan.

Ho­ra­cy przy­stał na pro­po­no­wa­ną po­zy­cję. Nie chciał dłu­żej blo­ko­wać ko­lej­ki, w któ­rej za rudą dziew­czy­ną stał już wy­so­ki przy­stoj­niak w gar­ni­tu­rze, z nieco od­sta­ją­cą pod ra­mie­niem ma­ry­nar­ką i sym­pa­tycz­ny, choć nie­zdar­ny gru­ba­sek w przy­nisz­czo­nym uni­for­mie i z pie­skiem pod pachą. Naj­wy­raź­niej bi­blio­te­ka była bar­dziej uczęsz­cza­ną, niż na to pier­wot­nie wy­glą­da­ło.

– Ma pan bilet? – Głos bi­blio­te­ka­rza za­brzmiał jak ha­mu­ją­cy po­ciąg. Py­ta­nie za­sko­czy­ło na­uczy­cie­la, ale po chwi­li wyjął z kie­sze­ni ka­mi­zel­ki za­dru­ko­wa­ny blan­kiet.

– Nie, no co pan! Nie na po­ciąg. Widzi pan tu gdzieś pe­ro­ny? – za ple­ca­mi męż­czy­zny za­chi­cho­ta­ło kilka osób. – Do ka­bi­ny w czy­tel­ni, czy ma?

– Nie. A gdzie mogę kupić?

– U za­wia­dow­cy sta­cji. – Znów śmiech za ple­ca­mi. – No u mnie prze­cież!

Bel­fer szyb­ko uiścił opła­tę, za­brał książ­kę i ukrył się w małej, czy­tel­nia­nej ka­bi­nie.

 

***

 

Po­wieść, de­li­kat­nie mó­wiąc, nie była naj­wyż­szych lotów. Aż dziw, że ta hi­sto­ryj­ka zo­sta­ła wy­da­na dru­kiem i nikt pie­przo­ne­go gra­fo­ma­na nie po­go­nił kijem od szczot­ki albo ście­rą od pod­ło­gi. Fa­bu­łę można było stre­ścić w jed­nym zda­niu – ko­smi­ci na­je­cha­li Zie­mię i suk­ce­syw­nie po­kry­wa­li jej po­wierzch­nię bez­kształt­ną, pół­płyn­ną masą, po­chła­nia­ją­cą ko­lej­no przy­głu­pich bo­ha­te­rów tej, pożal się Boże, „po­wie­ści”. Dno i sześć me­trów mułu, czyli zwy­czaj­nie stra­co­ny czas. Zde­gu­sto­wa­ny męż­czy­zna szyb­ko opu­ścił ka­bi­nę, zo­sta­wił książ­kę na kon­tu­arze i wy­szedł z bi­blio­te­ki.

Sta­re­go dwor­ca nie było. Lon­dy­nu chyba też, bo oko­li­ca wy­glą­da­ła zu­peł­nie ina­czej. Stał na plat­for­mie ma­gne­tycz­nej kolei i wle­piał wy­ba­łu­szo­ne gały w ogrom­ne wie­żow­ce i la­wi­ru­ją­ce wśród nich sa­mo­lo­ty i śmi­głow­ce. Uszy wię­dły od prze­raź­li­wie wy­ją­cych syren i huku wy­strza­łów. Nad mia­stem wi­sia­ły ogrom­ne po­jaz­dy ko­smicz­ne, przy­po­mi­na­ją­ce su­szo­ne grzy­by. Z ich po­wy­gi­na­nych „ogon­ków” ska­py­wa­ły obrzy­dli­we, zie­lo­ne gluty, roz­peł­za­jąc się na­stęp­nie po uli­cach. Ho­ra­ce­go ogar­nął hi­ste­rycz­ny śmiech, który był w sta­nie po­wstrzy­mać do­pie­ro, gdy sto me­trów od niego, z gło­śnym pla­śnię­ciem wy­lą­do­wał pa­skud­ny zwał zgni­ło­zie­lo­nej brei. Po­wstrzy­mu­jąc się od wy­mio­tów, pro­fe­sor wbiegł do bi­blio­te­ki.

– Co to zna­czy! Co to ma być? – krzy­czał bi­blio­te­ka­rzo­wi w twarz.

– Re­kla­ma­cji nie uwzględ­nia­my – wy­beł­ko­tał sta­rzec, su­sząc bez­wstyd­nie trzy po­czer­nia­łe trzo­now­ce.

Ho­ra­cy z nie­do­wie­rza­niem przy­glą­dał się męż­czyź­nie za kon­tu­arem. Mógł­by przy­siąc, że to ten sam drań, który przed go­dzi­ną wrę­czył mu tego par­szy­we­go gnio­ta, ale licz­ba zębów i ich roz­miesz­cze­nie świad­czy­ły o czymś innym.

– Chcę się stąd wy­do­stać.

– Nic prost­sze­go. Tam są drzwi. – Sta­rzec zda­wał się być nie­wzru­szo­nym po­krzy­ki­wa­niem klien­ta, jak i za­mie­sza­niem na ze­wnątrz.

– Jaja pan sobie robi? Tam… tu… to jest chore! Jak stąd wyjdę, to zginę!

–  To po cho­le­rę wy­brał pan apo­ka­lip­sę? – wy­skrze­czał sta­rzec. – To co, bie­rzesz pan inną książ­kę? Tylko niech się pan szyb­ko na­my­śla, bo – tu wska­zał na prze­są­cza­ją­cą się pod drzwia­mi, zie­lo­ną maź – za chwi­lę za­my­ka­my.

– Tak, po­pro­szę. – Pro­fe­sor po­ło­żył kilka fun­tów na bla­cie. – Tylko już żad­nej apo­ka­lip­sy.

– Co to ma być? Tym chcesz pan pła­cić? To nie jest miej­sco­wa wa­lu­ta.

– To bry­tyj­skie funty. – Na­uczy­ciel ner­wo­wo zer­kał na wy­brzu­sza­ją­ce się drzwi wej­ścio­we. – Można je wszę­dzie wy­mie­nić.

– To nie kan­tor, tylko bi­blio­te­ka! Nie masz pan miej­sco­wej, to idź se pan wy­mień.

– Co?! Niby gdzie ja mam… Po co ci, czło­wie­ku, miej­sco­wa wa­lu­ta, jak tego miej­sca już zaraz nie bę­dzie?

– Może i racja. – Bi­blio­te­karz po­dra­pał się po ły­si­nie, po czym wska­zał su­chym pa­lu­chem na guzik bel­frow­skiej ka­mi­zel­ki. – Złoty?

Drzwi z hu­kiem wy­pa­dły z fra­mu­gi.

– Tak.

Ho­ra­cy, nie­wie­le my­śląc, obe­rwał jeden z gu­zi­ków, wrę­czył sta­ru­cho­wi, po czym chwy­cił pierw­szą z brze­gu księ­gę i po­biegł w kie­run­ku czy­tel­ni. Tym­cza­sem bi­blio­te­karz, pa­skud­nie wy­krzy­wia­jąc twarz, sta­rał się umie­ścić otrzy­ma­ny dro­biazg mię­dzy dwoma z trzech zębów. Po chwi­li dało się sły­szeć jego zgrzy­tli­wy, jak po­psu­ta skrzy­nia bie­gów, głos – No w mordę jeża… Zo­stał mi jeden.

 

***

 

Po wyj­ściu z ka­bi­ny Ho­ra­cy minął ko­lej­ne­go przed­sta­wi­cie­la bi­blio­tecz­nej braci i choć wie­dział czego, się spo­dzie­wać, pod­szedł do drzwi i uchy­lił je lekko. Silny wiatr syp­nął mu w twarz dro­bin­ka­mi kwar­cu. Pro­fe­sor za­wró­cił. W bi­blio­te­ce tym razem było wię­cej osób, które naj­wy­raź­niej cze­ka­ły, aż na ze­wnątrz skoń­czy się burza pia­sko­wa. Pod­szedł do lady i spoj­rzał w nie­na­tu­ral­nie błę­kit­ne oczy bi­blio­te­ka­rza.

– Może mi pan ła­ska­wie po­wie­dzieć, jak mam się stąd wy­do­stać? – za­py­tał. – Tylko niech mi pan nie mówi, że przez te drzwi.

– A co ja mam panu po­wie­dzieć? – Sta­rzec wy­glą­dał na za­sko­czo­ne­go. – Są jesz­cze okna, ale nie po­le­cam. Może pan też prze­nieść się do innej książ­ki przez czy­tel­nię.

– Ja nie chcę się prze­no­sić do żad­nej innej książ­ki. – Na­uczy­ciel sta­rał się za­cho­wać spo­kój. – Nie chcę też po­zo­stać tutaj. Ro­zu­mie pan?

– Ro­zu­miem. Co mam nie ro­zu­mieć. Zmę­czo­ny pan ży­ciem, ludz­ka rzecz. Jeśli nie wie pan, jak z nim skoń­czyć, mogę po­le­cić panu jakąś ka­ta­stro­ficz­ną, albo apo­ka­lip­sę.

– Nie! Żad­nej apo­ka­lip­sy! Pan nie ro­zu­mie. Chcę wró­cić do mo­je­go świa­ta.

– Ależ to żaden pro­blem. Niech pan poda tytuł pana po­wie­ści, a ja ją zaraz znaj­dę.

– Pan nadal nie ro­zu­mie. – Cier­pli­wość pro­fe­so­ra była na wy­czer­pa­niu. – Ja nie je­stem po­sta­cią z po­wie­ści. Ja je­stem z re­al­ne­go świa­ta.

Sta­ru­szek przez chwi­lę dra­pał się po ły­si­nie, po czym jego twarz oszpe­cił uśmiech, od­sła­nia­ją­cy bez­zęb­ne dzią­sła.

– Lu­dzie, pa­trz­cie! On myśli, że nie jest po­sta­cią z książ­ki! – osoby zgro­ma­dzo­ne w bi­blio­te­ce od­po­wie­dzia­ły grom­kim śmie­chem. – Czło­wie­ku, gdzieś ty się ucho­wał? Wszy­scy je­ste­śmy bo­ha­te­ra­mi po­wie­ści i opo­wia­dań.

– Nie, nie wszy­scy! Ja je­stem praw­dzi­wy, ro­zu­miesz, PRAW-DZI-WY!

Śmie­chy wez­bra­ły na sile.

– Koń by się uśmiał. – Bi­blio­te­karz miał ocho­tę tur­lać się ze śmie­chu po pod­ło­dze, ale wie­dział, że potem miał­by pro­blem ze wsta­niem, więc sta­rał się trzy­mać pion.

– Ihaha – wy­darł się mały, gar­ba­ty kucyk, do któ­re­go do­pie­ro teraz do­tar­ło, o co cho­dzi.

– Ja panu wie­rzę – po­wie­dział drew­nia­ny chło­piec z wy­dłu­ża­ją­cym się nosem.

– Nie, no nie śmiej­cie się z czło­wie­ka. – Za za­gu­bio­nym pro­fe­so­rem wsta­wił się niski męż­czy­zna z wą­si­kiem, brzę­cząc przy­pię­tą u boku sza­blą. – Trze­ba mu jakoś pomóc.

– Ale jak, jak on jest praw­dzi­wy – chi­cho­tał jakiś mło­dzie­niec, le­wi­tu­jąc mię­dzy cy­bor­giem z sie­kie­rą a dziew­czyn­ką sprze­da­ją­cą za­pał­ki.

Ho­ra­cy nie miał już siły się zło­ścić. Zresz­tą co by to dało? Usiadł na drew­nia­nej ła­wecz­ce, ukrył twarz w dło­niach i cze­kał, aż fale śmie­chu osłab­ną. Zi­gno­ro­wał do­sia­da­ją­ce­go się plu­sza­ka ofe­ru­ją­ce­go miód. To wszyst­ko było po­pie­przo­ne! Wokół same dzi­wo­lą­gi. Banda kre­ty­nów! Dla­cze­go nikt mu nie wie­rzy? Gdy chi­cho­ty uci­chły, jesz­cze raz pod­szedł do bi­blio­te­ka­rza.

– Na­praw­dę nie ma żad­ne­go przej­ścia do rze­czy­wi­sto­ści? – za­py­tał z na­dzie­ją.

– Nie.

– Można opu­ścić to miej­sce je­dy­nie przez te drzwi, lub po­przez któ­rąś z ksią­żek?

– Tak.

– A jak zna­leźć wła­ści­wą, jeśli się nie zna ty­tu­łu.

– Trud­na spra­wa. – Za­du­mał się sta­rzec. – Gdy­byś był pierw­szo­pla­no­wą po­sta­cią z ja­kiejś po­wie­ści, pew­nie bym cię roz­po­znał. Może przy­by­łeś z ja­kie­goś cha­rak­te­ry­stycz­ne­go, nie­po­wta­rzal­ne­go miej­sca?

– Z Lon­dy­nu.

– No to klops. Jest wiele ksią­żek z Lon­dy­nem. Mógł­byś spró­bo­wać od­wie­dzić je wszyst­kie, ale pew­nie szyb­ko skoń­czy­ły­by Ci się fun­du­sze. Wy­bacz, ale na mi­lio­ne­ra nie wy­glą­dasz, a po­dróż­ne bi­blio­te­ki muszą po­bie­rać opła­tę za każdą wi­zy­tę w czy­tel­ni. Mu­siał­byś mieć nie­sa­mo­wi­te szczę­ście, aby szyb­ko tra­fić na wła­ści­wą książ­kę.

Tak, to było to! W Ho­ra­ce­go wstą­pi­ły nowe siły. No jasne! Szczę­ście! Że też wcze­śniej o tym nie po­my­ślał. Zaraz wróci do re­al­ne­go świa­ta i uwol­ni się od tych wszyst­kich dzi­wa­deł. Szyb­ko wy­do­był z kie­sze­ni ka­mi­zel­ki małą fiol­kę i łap­czy­wie wypił jej za­war­tość. Obe­rwał ko­lej­ny guzik ka­mi­zel­ki i podał bi­blio­te­ka­rzo­wi.

– To za bilet – oznaj­mił. – Złoty.

– Na pewno?

– Łatwo spraw­dzić. Wy­star­czy ści­snąć zę­ba­mi.

Sta­rzec łyp­nął spod oka, a na sali po­ja­wi­ły się zło­śli­we uśmie­chy.

Ho­ra­cy Slu­ghorn, z dum­nie unie­sio­ną głową, prze­spa­ce­ro­wał się wzdłuż na­pęcz­nia­łych li­te­ra­tu­rą re­ga­łów. Chwy­cił jeden z sied­miu tomów ja­kiejś po­wie­ści i choć zdał się na ślepy przy­pa­dek, wie­rzył, że dzię­ki elik­si­ro­wi na pewno wy­brał wła­ści­wie. Na po­ciąg do Ho­gwar­tu już nie zdąży, ale to nic. By­le­by wresz­cie wy­rwać się do re­al­ne­go świa­ta z tego książ­ko­we­go ma­tri­xa.

 

Koniec

Komentarze

Unfallu, chylę czoła nad pomysłem i wykonaniem. Ten tekst jest ŚWIETNY!!!!!

A dlaczego nie mam tu opcji, żeby dodać tekst do Biblioteki, a tylko zaznaczyć ocenę? Już mam.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

[…] posadzić swoją starą, zmęczoną życiem żyć. ---> Unfallu, bój się Quetzalcoatla…

Z jego ust czuć było kilka substancji […]. ---> Hmm. Substancji? Ja bym coś o zapaszkach, odorkach wspomniał…

Wrócę później, albo jutro.

życiem żyć.

RZRZRZRZRZRZRZRZRZR! RZYĆ!

I już czytam dalej…

Tylko nie "Tęcza"!

I znowu wtopa… A mogłem po prostu napisać “dupa”.

Ale dzięki za poprawki.

 

Bemik – wielkie dzięki za opinię i nominację.

Cudne, jak dla mnie najlepsze opowiadanie wśród konkursowych. Warte publikacji… Gratuluję!

PS Konik Garbusek!… 

Bardzo, bardzo fajne, Unfallu. Urokliwe, no! :)

Świetny pomysł i zaskakujące zakończenie. Opis wymyślonej książki również przypadł mi do gustu.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Punkcik mówi za siebie ;)

Świetne!

Tylko nie "Tęcza"!

Ależ mi miło czytać Wasze komentarze – bardzo za nie dziękuję.

Kłaniam się o prawie poranku. Wczoraj nie wyszło, jak to się mówi, ale co się odwlecze…

<>

W zasadzie pół wianuszka, przerwanego pomarszczonym jak akordeon czołem. –> Drobna uwaga: akordeonowi jako całości pomarszczenia przypisać raczej nie można. Miechowi tego instrumentu – jak najbardziej tak.

Lektura, delikatnie mówiąc, nie była najwyższych lotów. –> Lektura to także proces czytania. Zmieniłbym na utwór, literaturę, cokolwiek takiego, by podwójne znaczenie użytego słowa nie wprowadzało lekkiego zamieszania.

[…] kijem od szczotki [,-] albo ścierą […].

Drzwi z hukiem odpadły od framugi. –> Hmm. Odpadły czy wypadły z, wyciśnięte naporem zielonej mazi?

Po wyjściu z kabiny [,-] Horacy […].

[…] wiedział [,+] czego […]

– Nie, nie wszyscy! Ja jestem prawdziwy, rozumiesz, PRAW-DZI-WY! – Śmiechy wezbrały na sile. –> Rozbiłbym to na dwa wiersze.

[…] potem miałby problem wstać […] –> Auć… Problemem bywa coś, nawet ktoś czyimś, problem bywa z czymś… A, co tu się rozpisywać, już przecież wiesz, jak to poprawić.

[…] cyborgiem z siekierą [,-] a dziewczynką […]

<> 

Krótko: baaardzo mi się. Nawet tytuł na zakończenie zrozumiałem ;-) , chociaż miałem zamiar zaproponować jego zmianę.

 

Bardzo fajny pomysł, nieźle przelany na papier, choć myślę, że jak za miesiąc przeczytasz to sobie jeszcze raz, będziesz mógł na chłodno nadać szlif opowiadaniu. Czy to pisane na konkurs z ograniczeniami ilości znaków? Odpuść to sobie, bo szkoda ograniczać tak dobry tekst! Rozbuduj sceny, żeby nie przemykały tak szybko. Może wyjść z tego prawdziwe cacko. Bo, jak dla mnie, jeszcze mu odrobinę do cacka brakuje.

Horacy wszedł do biblioteki, bo zaintrygowała go postać przypominająca Holmesa. I natychmiast stracił nią zainteresowanie. Dlaczego? Wolał zużyć czas na czytanie bzdetu, zamiast rozwikłać zagadkę?

Adamie – wielkie dzięki za poprawki i komentarz. Ze wskazówek oczywiście korzystam.

Tfurco – bardzo dziękuję za opinię. Tekst powstał spontanicznie pod wpływem konkursu właśnie. Mam kilka ulubionych opowiadań, do których będę musiał powrócić i rozbudować, przemeblować, bądź napisać od nowa. Ten tekst też trafi na listę.

Horacy rzeczywiście dość szybko stracił zainteresowanie detektywem, ale skoro ten zniknął w kabinie, nie bardzo było jak zagadkę rozwiązać. Przyjąłem, że skoro Horacy dowiedział się, jaki tytuł tajemnicza postać wypożyczyła i była to powieść o Holmesie, uznał, że teoria o ekscentrycznym fanie serii jest odpowiedzią. Faktem jest, że posłużyłem się Holmesem jako wabikiem na Horacego, dając pierwszy ślad czytelnikowi co do fabuły. W końcu bibliotekarz nie bez powodu proponuje Horacemu tę samą książkę.

Dzięki i pozdrawiam.

Zakładasz, moim zdaniem mylnie, że każdy wie, co to “Dolina trwogi”. Moja sugestia jest taka, że warto dodać jakieś zdanie, które objaśni czytelnikowi, czemu Horacy uznał sprawę za rozwiązaną.

Nooo, bardzo ciekawy pomysł :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Tfurco – zapewne masz rację. Dodałem do tytułu nazwisko autora, bardziej jednoznacznie kojarzone z Holmesem.

DJu – dziękuję za odwiedziny i miły komentarz. 

Fajne opowiadanie, bardzo przyjemnie się czyta.

Bardzo ciekawy pomysł ; ) Ale i ja przyznam, że szkoda, że przytrzymał Cię limit znaków, bo trochę bardziej rozbudowane i z bardziej narastającym klimatem byłoby toto dużo, dużo lepsze.

 

Tak się tylko zastanawiam… z książek wiadomego cyklu wyraźnie wnika, że społeczność, do której przynależy bohater, w nosie ma dokonania/kulturę tej drugiej społeczności. Czy bohater tak naprawdę miał więc szansę czytywać sir Artura Conan Doyle’a w dzieciństwie? Nie wydaje mi się…

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Limit? Toż to połowa limitu wykorzystana, dało się śmiało pociągnąć. ;-)

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Tak? ; P A to tym bardziej szkoda ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Za krótko piszę – zawsze tak miałem. Może dlatego, że zaczynając pisać mam już koncepcję zakończenia i brak mi cierpliwości, aby do niej powoli dążyć. Muszę nad tym pracować.

Dzięki za komentarze.

A próbowałeś pisać od końca? U mnie zakończenie powstaje często przed początkiem tekstu. Dzięki temu nigdzie się nie spieszę i wiem, gdzie chcę dojść. Choć często bywa tak, że w trakcie pisania potem to zakończenie muszę wyrzucić, bo znalazłem ciekawsze rozwiązanie.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Przy długich tekstach najpierw rozpisuję plan i zapisuję konkretne sceny, w tym często końcówkę. Przy krótkich piszę ciągiem od początku do końca, a ten miał być w założeniu właśnie takim króciakiem. Jednak czasem przy takich spontanicznie pisanych opowiadaniach mam gonitwę myśli, i wszystkie jednocześnie chcą być zapisane, więc za bardzo pędzę do przodu. Jakoś będę to musiał opanować. Może, po zapisaniu całości, jeszcze raz, ale już na spokojnie, pisać całość w oparciu o to, co powstało za pierwszym razem.

A to akurat zawsze jest dobry pomysł. Tym bardziej, że wiesz już dokładnie co następuje później, więc możesz w tekst wpleść wiele dodatkowych smaczków, pozwalających odbierać późniejsze wydarzenia w szerszym kontekście.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Warunki konkursu spełnione. Co najmniej dwukrotnie.

Duch – brak.

Język – nie mam zastrzeżeń. Chociaż, sądząc po komentarzach, było gorzej.

Pomysł bardzo ciekawy. Niby już czytałam mnóstwo tekstów o książkach przenoszących do swojego świata, ale w ten sposób – jeszcze nigdy. A za zaskoczenie na końcu dodatkowy plus.

Kliknęłabym na Bibliotekę, gdybym jeszcze mogła.

Babska logika rządzi!

Finklo – dzięki.

Z duchem miałem problem. Każda postać (poza bibliotekarzami) występująca w opowiadaniu, miała być bohaterem książki, w miarę łatwym do zidentyfikowania. Trochę kombinowałem z duchami z “Opowieści wigilijnej”, ale wychodziło sztucznie i dałem spokój.

Hmmm. Może ojciec Hamleta? Widmo krążące po Europie? Jeśli to drugie można nazwać literaturą…

Babska logika rządzi!

Widzę, że moja uwaga, że bohater raczej nie czytał Conan Doyle’a, została zignorowana ; P A szkoda, bo dla mnie nadal stanowi lukę fabularną i to poważną.

Wprost napiszę: społeczność czarodziejów miała własnych celebrytów, piosenkarzy, pisarzy, a wszystko, co mugolskie, traktowane było jak gorsze i żadna szanująca się czarodziejska rodzina nie tykała tego nawet końcem miotły. A bohater był czarodziejem czystej krwi i nawet jeśli później kumplował się z Dumbledorem, który łaskawym okiem patrzył na mugoli, w dzieciństwie styczności z taką książką jak Przygody Sherlocka Holmesa raczej nie miał.

 

Czepiam się? Być może. Ale uważam opowiadanie za dobre i żal mi, że mi się rozjeżdża logicznie. Dlatego ciekawa jestem, jak autor mi odpowie – o ile w ogóle.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Joseheim – Artur Conan Doyle był wolnomularzem, spirytystą, przyjaźnił się z Harrym Houdinim, jednym z najsłynniejszych iluzjonistów – jesteś pewna, że był mugolem? ;)

Wybacz, że nie odpowiedziałem od razu, a zająłem się kwestią długości opowiadania. Trudne i zasadne pytanie. Na wypadek, gdyby jednak w świecie Horacego Doyle okazał się mugolem, wyciąłem informację o czytanych w dzieciństwie książkach, która niewiele wnosi, a jak słusznie zauważyłaś, stoi w kontrze z naturą potterowskiego świata.

Dzięki.

Super opowiadanie.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Dzięki, Koiku.

Och, świetne po prostu. Bardzo mi się podobało:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Dzięki, Alex.

Ja Cię kręcę …. Powiedzieć, że dobre, to jakby kliknąć “lubię to” na fb :P Co za pomysł. 

Jedna rzecz mi się nie podobała. Bohater zjawia się  w kolejnej Bibliotece i czytam opis:

 

W bibliotece tym razem było więcej osób, które najwyraźniej czekały, aż na zewnątrz skończy się burza piaskowa.

 

Wyobraziłam sobie po prostu jakichś ludzi, a tu się później okazało, że  cała menażeria tam siedzi, łącznie z Pinokiem, konikiem garbuskiem i Kubusiem Puchatkiem. Czemu Autorze nie powiedziałeś mi o tym wcześniej? Czy bohater nie zauważył wcześniej w jakim towarzystwie się znalazł? Wiem, że uciekł przez chwilą przed zagładą, ale jednak…

 

Poza tym bardzo fajny tekst.

Smutna kobieta z ogórkiem.

Prokris – wielkie dzięki.

Virginio – Masz rację. Założyłem, że Horacemu bardzo się spieszyło do wyjścia i nie zwracał szczególnej uwagi, ale to niczego nie tłumaczy, tym bardziej że pośpiech trzecioosobowemu narratorowi wcale nie musiał się udzielić. Muszę pomyśleć, jak to rozwiązać. Dzięki.

Zastanawiałam się z jakiej powieści pochodzi Horacy, myślałam że okaże się po prostu bohaterem opowiadania jakiegoś Unfalla, a tu niespodzianka ;-) Fajny, inteligentny pomysł.

W końcu dotarłam. Po wielu perypetiach i niemal doszczętnie spłukana, bo w międzyczasie przeczytałam to i owo, za każdym razem kupując bilet. Ale było warto!

Znakomity pomysł i świetne opowiadanie. Tylko szkoda, że takie krótkie.

 

„Wyjął z kieszeni złoty zegarek, upięty na dewizce”. – W jaki sposób zegarek upięto na dewizce – czy był udrapowany w swobodne fałdy, czy raczej misternie spleciony, jak kok na głowie elegantki? ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

I ja nadrabiam zaległości. :-)

Nie jestem tu długo, ale jak widzę, że autorem opowiadania jest Unfall, to wiem, że to nie będzie czas stracony. I tu też się nie rozczarowałem – baaaaardzo mi się podoba.

Lubię Cię Unfallu! ;-)

Niech co Krwawy Hegemon?!!

Dreammy, Regulatorzy, Stefo – bardzo Wam dziękuję.

Unfallu, cóż ja mogę dodać :)

Opowiadanie bardzo, bardzo fajne, nauczyłam się czegoś nowego (tak, tak, nie czytałam HP), aż by się chciało więcej :)

Pomysł rewelacja, tym bardziej, że po pospiesznym sprawdzeniu dossier imć Horacego okazuje się być mile zakręconym w końcówce.

I tytuł dobry i po poprawkach błędów trafiłem, więc powiem tylko – szałowy, lekki i świetnie napisany szorcik. Za drugim razem też ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Iluzjo, Rybko – dzięki. Ja też jestem nieco na bakier z HP, ale byłem pewien, że o pociągu do Hogwartu każdy słyszał, więc końcówka będzie zrozumiała dla wszystkich, a ci, którzy znają Horacego, albo sprawdzą jegomościa, załapią też szybko, o co chodziło z eliksirem.

Na początek będę wybrzydzał. Coś mi nie podeszło na początku drugiego akapitu. To zapewne de gustibus, w dodatku mam problem ze zdefiniowaniem o co mi się rozeszło. Chyba o takie zupełne bezrefleksyjne stwierdzenie bohatera: o Sherlock. Niby niemożliwe, ale pierwsza myśl jest właśnie taka. Nie, że podobny, czy coś. No, ale mówię, że się czepiam.

Dalej było świetnie! Przeczytałem jednym tchem i z uśmiechem. A, teraz lecę nominować!

 

EDIT: literówka.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Dobre opowiadanie. Mam podobne odczucia jak kolega powyżej, jeśli chodzi o część o Sherlocku Holmesie. Poza tym akcja “Harrego” chyba dzieje się w podobnym czasie do przygód londyńczyka, a Twój bohater myśli o nim jak o postaci z dalekiej przeszłości. W każdym razie cały ten akapit jest – w moim odczuciu – trochę niewyraźny. No, ale potem jest lepiej.

Jeszcze kilka rzeczy mi zgrzytnęło, ale skoro wszyscy pieją, że jest super, to pewnie jest.

 

Pozdrawiam

Mastiff

Nie no, Bohdanie, akcja HP rozgrywa się w czasach obecnych – mugole mają samochody, samoloty i telewizory, a Hagrid jeździ stuningowanym motocyklem.

Babska logika rządzi!

Tak? No to sory.

Mastiff

KPiachu – wielkie dzięki za komentarz i nominację. Z drugim akapitem pewnie masz rację. Użyłem Holmesa jako wabika i nie poświęciłem temu zbyt wielkiej uwagi.

Bohdanie – także dziękuję. Tekst może zgrzytać, bo był pisany spontanicznie, z przyjemnością i dla przyjemności, z pewnością dałoby się go jeszcze dopracować. O piórkach w trakcie pisania nie myślałem, a i o konkursie z pewną rezerwą.

 

Ogólnie rzecz biorąc, podoba mi się idea tekstu –  bohater poznaje swój rzeczywisty status, czyli że jest wytworem czyjejś wyobraźni i bohaterem literackim. Raczej z kolei nie trafia do mnie sposób realizacji tego pomysłu – tj. zboczenie humorystyczne i lekki finał. To z kolei może być jednak związane z moim zboczeniem literackim – to znaczy ja bym widział ten pomysł, wykonany na bohaterach pokroju smutnych inkwizytorów, gestapowców, stalinowskich oprawców, czy ubeków – którzy nagle orientują się, że są tylko czyimś wymysłem, że inne wymysły oceniają ich jako złych, że… – rozumiesz, wiele ciekawych pytań się rodzi, na które warto by poszukać jakichś odpowiedzi ; )

I po co to było?

Pomysł na plus, wykonanie bardzo fajne oraz postać bibliotekarza i jego dialogi z Horacym – bardzo dobre. Opko lekkie i przyjemne.

Miło było zajrzeć do Twojej Biblioteki ;-) 

Bardzo się cieszę z nominacji, bo dzięki niej mój tekst wzbogaca się o kolejne, cenne komentarze. Wielkie dzięki. 

Syf.ie – bardzo ciekawa koncepcja. Mogłoby wyjść coś bardzo interesującego. 

Z moim pisaniem jest tego typu problem (pewnie wiele osób tak ma), że to co piszę, zależy od nastroju. Gdy mam dobry humor, powstać mogą jedynie lekkie teksty i za pomysły na cięższe rzeczy nawet się nie biorę. Stąd biblioteka wyszła taka, a nie inna. Mam jedynie nadzieję, że Twoje preferencje (smutni inkwizytorzy, gestapowcy i oprawcy) nie wynikają z jakiegoś przygnębienia, czy czegoś w ten deseń. 

Domku – miło było Cię w mojej bibliotece gościć.

Dziękuję za komentarze i pozdrawiam.

Twoje preferencje (smutni inkwizytorzy, gestapowcy i oprawcy) nie wynikają z jakiegoś przygnębienia

 

Nie, nie – tak po prostu jest. Owszem, humor jest ważny, ale ja nie jestem szczególnie zabawnym człowiekiem, a zatem i moje preferencje nie zmierzają w tym kierunku. Brud, smutek i zaraza wydają się po prostu ciekawsze ; )

I po co to było?

Pomysł ciekawy, napisany całkiem fajnie i żartobliwie. A i tożsamość głównego bohatera okazuje się sporym zaskoczeniem. 

Uuu… aż pozazdrościłem takiego fajnego pomysłu. Świetne opowiadanie, gratulacje.

Vyzarcie, Zygfrydzie – bardzo Wam dziękuję.

Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania, bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każda uwaga niewłaściwie stosowana zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu.

 

Sherlock Holmes? Ale jak? To przecież postać fikcyjna, w dodatku z przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku.

Wolałbym to subtelnie ujęte, bo w tej chwili wyszła łopatologia. Zresztą cały początek to łopatologia.

 

Nauczyciel spostrzegł, że za jego plecami stanęła młoda dziewczyna ze sterczącymi na boki warkoczami.

O! Tak powinno być od początku.

 

susząc bezwstydnie trzy poczerniałe trzonowce

?

 

Zignorował dosiadającego się pluszaka, oferującego miód

Zbędny przecinek. A w ogóle to zdanie okropnie brzmi.

 

– Ludzie, patrzcie! On myśli, że nie jest postacią z książki! – osoby zgromadzone w bibliotece odpowiedziały gromkim śmiechem. – Człowieku, gdzieś ty się uchował? Wszyscy jesteśmy bohaterami powieści i opowiadań.

Gromki śmiech w bibliotece? Czy w bibliotekach zazwyczaj nie jest cicho?

 

 

Mam problem z tym tekstem, bo pomysł mi się podoba, choć nie jest nowy. Konkretnie podoba mi się, że autor pokombinował. Duży plus za intertekstualność. Lubię takie zabawy z czytelnikiem :)

Fajne są nawiązania i w dalszej części dużo lepiej wychodzą niż na początku.

 

A teraz pomarudzę.

Wrócę do tego: "Sherlock Holmes? Ale jak? To przecież postać fikcyjna, w dodatku z przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku."

Tak myśli bohater czy narrator?

Bo jeśli narrator, to mam wrażenie, że traktuje czytelnika jak idiotę, któremu trzeba wszystko łopatą do łba wbić i przyklepać.

Jeśli natomiast są to myśli bohatera, to zastanawiam się, kto normalny zadaje sobie takie pytanie? Jakbym zobaczył kogoś takiego, to pierwsze skojarzenie – przebieraniec; może na jakiś bal, cosplay czy szalony aktor, który zapomniał się przebrać. Mało prawdopodbne, żeby ktoś pomyślał, że właśnie zobaczył fikcyjną postać.

Dodatkowo skoro Horacy jest tym, kim jest, to chyba powinien być przyzwyczajony do różnycyh dziwnych strojów.

 

Właściwie ten początek popsuł mi dalszą część lektury, bo sprawił, że tekst stał się przewidywalny. Jest mowa o fikcyjnym Sherlocku w "prawdziwym" świecie, więc już coś nie gra. Do tego bohater ma na imię Horacy, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że sam jest postacią książkową. Choć akurat dokładnie jego tożsamości się nie domyśliłem.

A gdy na horyzoncie pojawiła się biblioteka, wszystko stało się jasne i wiadomo, jaki będzie koniec.

 

Kolejny zgrzyt to bohater – zachowuje się naiwnie i nieporadnie. A przecież jest czarodziejem! Korzysta z tego dopiero na samym końcu, a dlaczego nie wcześniej?

Lepiej sprawdziłby się tutaj bohater pozbawiony zdolności magicznych.

 

W końcu rodzi się pytanie, dlaczego bohaterowie innych powieści wiedzą, a on nie? Czarodzieje powinni raczej wiedzieć w pierwszej kolejności. W końcu nie takie rzeczy już widzieli.

 

W ogólnym rozrachunku pomysł fajny, wykonanie gorsze, warsztat sprawny. Wychodzi, że opko jest średnie.

 

 

Pozdro!

B.A.

 

 

I pity the fool who goes out tryin' to take over da world, then runs home cryin' to his momma!

B.A. – Bardzo Ci dziękuję za obszerny i rzeczowy komentarz. Z uwagami nie będę dyskutował, bo są zasadne. Przetrawię je sobie, wezmę do serca i jestem przekonany, że wraz z innymi komentarzami pomogą mi pisać lepiej. Mam nadzieję że w moich tekstach widać jakiś progres. Ucieszy mnie każda Twoja wizyta pod moimi tekstami, bo tego typu komentarze bardzo sobie cenię.

Pozdrawiam. 

Cieszę się, że mogłem pomóc :)

 

Ucieszy mnie każda Twoja wizyta pod moimi tekstami

Be careful what you wish for…

I pity the fool who goes out tryin' to take over da world, then runs home cryin' to his momma!

B.A. – nie krępuj się. Fazę genialnego (we własnym mniemaniu) debiutanta mam już dawno za sobą, a moje pierwsze, cudowne opowiadania przeniosłem do kopii roboczych. Nie wstydzę się ich, ale teraz uważam, że ich czytanie to strata czasu, choć dla mnie są wartościowe, szczególnie z umieszczonymi pod nimi komentarzami. 

Z pisaniem jest trochę tak, jak z nauką obcych języków – jeśli ktoś nie zwróci nam uwagi na popełniane błędy, to popełniamy je nadal. Tak więc krytyka, nawet ostra, jeśli zasadna (choćby subiektywnie), bardzo mile widziana.

Cieszy mnie takie nastawienie. Postaram się zaglądać :)

 

Pozdro!

B.A.

 

I pity the fool who goes out tryin' to take over da world, then runs home cryin' to his momma!

Chyba każdy ma za sobą opowiadanie z kompilacją znanych i lubianych postaci w tle. Szkoda, że tu to tło jest najważniejsze, a poza nim całe opowiadanie to jeden wielki bzdet. Zacytuję klasyka:

“Aż dziw, że ta historyjka została wydana drukiem i nikt pieprzonego grafomana nie pogonił kijem od szczotki albo ścierą od podłogi. Fabułę można było…” streścić jednym zdaniem – wesoła historyjka z galerią postaci wyjętych ze wszystkich znanych książek.

I hate my life and I hate you

…wesoła historyjka…

No widzisz – takie było założenie, więc coś się udało. A że w druku tego opka nie było i nie będzie, to się kija i ścierki też nie muszę obawiać. W każdym razie wielkie dzięki za tendencyjny komentarz, pisany pod wpływem negatywnych emocji ;)

Wiem,że niektórym ciężko przyjąć krytykę i wszystko zrzucają na karb negatywnych emocji, bo “jakoś trzeba się usprawiedliwić”, ale po prostu przyłóż się do historii, którą chcesz przekazać. Ja rozumiem,że miało być śmiesznie, ale jak chcę coś śmiesznego przeczytać to wyszkuję sobie jakiś krótki kawał, najlepiej zagadkę – rezultat ten sam, a przynajmniej czas zaoszczędzę.

I hate my life and I hate you

Ok, przyjmuję krytykę – fabuła Cię rozczarowała. Zapamiętam, aby następnym razem Ciebie rozśmieszać krótkimi dowcipami, aby nie marnować Ci czasu. Dodam tylko, że czytanie moich opowiadań nie jest obowiązkowe, więc za zmarnowany czas odpowiedzialności nie biorę.

Wiem, ale reklamowanie ich na stronie mówi samo za siebie. Wrzucasz je tu, bo masz pewność,że są dobre. A na dobrą sprawę wisisz mi kilkanaście minut z życia.

I hate my life and I hate you

A na dobrą sprawę wisisz mi kilkanaście minut z życia.

No to jesteśmy kwita, bo ja przy Twoich tekstach też nieco czasu straciłem.

Moje są krótkie i treściwe, twój jest długi i tej treści pozbawiony:)

I hate my life and I hate you

Różnie definiujemy pojęcie “treść”, więc tego dylematu we dwóch nie rozstrzygniemy, a skoro Ty masz o innych portalowiczach zdanie takie, jakie masz, to utknęliśmy w martwym punkcie ;)

Nie o wszystkich:)

I hate my life and I hate you

Katedro – wyzwanie dla Ciebie – znajdź dobry tekst wśród tych, które zamieścili krytykujący Cię użytkownicy :D

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Może być przeciętny albo “ujdzie w tłumie podobnych”?:)

I hate my life and I hate you

Znajdź taki, po którym powiesz “wow”.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Wszystkie moje? :P

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Nie, berylu :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Nie moja wina, że się nie znasz :|

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Szukam od kilku godzin i nie mogę znaleźć

I hate my life and I hate you

Biorąc pod uwagę, że zaglądasz głównie do swoich, to jakoś mnie to nie dziwi :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Biorąc pod uwagę,że łazisz za mną po opowiadaniach, to raczej się od ciebie nie uwolnię:)

I hate my life and I hate you

Bo to przypadek że kilkunastu autorów z tego portalu zadebiutowalo w oficjalnym obiegu. Przypadkiem kilka wydawnictwa wydrukowaly i ich ksiazki. I przypadkiem wygrywają branżowe konkursy.

Dostarczasz mi dodatkowej rozrywki, no to co mam nie łazić? :) Może nie umiesz pisać i lubisz trollować, ale przynajmniej masz tę zaletę, że można się ubawić czytając Twoje komentarze. Takie trollowanie przynajmniej jest jakimś stopniu produktywne :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

belhaj Robienie konkursów między userami i wzajemna publikacja tekstów to żaden wyczyn

 

A więc teraz będziesz mnie tak długo prowokował aż zniszczę twoją marną osóbkę i dostanę bana? Nasz klient, nasz pan!

I hate my life and I hate you

Pisałem o konkursach branżowych, a nie portalowych. Myślałem, że taki erudyta jak ty rozróżnia te pojęcia.

Jeżeli wydaje Ci się, że możesz kogokolwiek “zniszczyć” to gratuluję wielkiej wiary w siebie :) Żyj dalej z tym przekonaniem, dobre samopoczucie to podstawa.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Branżowe? Masz na myśli konkurs Biedronki, Lidla i jakiejś lokalnej piekarni? :)

 

beryl

 

Racja, niektórzy dość się już w życiu nacierpieli:D

I hate my life and I hate you

I teraz muszą sobie odbijać w internecie, przekonując samych siebie, że są w stanie kogoś “zniszczyć”? Masz rację :)

Ale – edytuj swoje komentarze i nie dodawaj jednego pod drugim, bo będę takie posty usuwał. Ostatnie połączyłem.

 

EDIT: A tak poza tym, to dosyć tego – to opowiadanie Unfalla i nie będziemy tutaj więcej offtopować. Jak chcesz porozmawiać o samym opowiadaniu, to proszę bardzo. A ja tymczasem uciekam zająć się ważniejszymi rzeczami. Bądź grzeczny.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

To że na portalu jest informacja o konkursie organizowanym przez biedronke to żaden powód do hanby. Zważywszy że wymaganym utworem jest powieść dla dzieci w która łatwojest wplesc watki fantastyczne. A o fantastyce przecież ten portal traktuje. Dodatkowym plusem jest wysoka nagroda.

O biedronkowym konkursie możecie porozmawiać w przeznaczonym do tego temacie:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/13438

Ucinamy offtop.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

belhaj Hehe to mówisz będziesz dumny jak dostaniesz dyplom za zajęcie N miejsca w konkursie literackim organizowanym przez Wizir?:D Niektórzy to mierzą wysoko, cholera:D

I hate my life and I hate you

Będę dumny jak ty docenisz moje opowiadanie. Powinieneś poszukać pracy jako krytyk literacki.

Obecnie z powodzeniem krytykuję filmy, więc czemu nie!

I hate my life and I hate you

Jak powiedział beryl – koniec offtopa.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Bardzo fajne opowiadanie. Przeczytałam z przyjemnością i w głowę zachodziłam z jakiej to książki jest nasz bohater. Odpowiedź była zadziwiająco prosta. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Bardzo dziękuję, Morgiano :)

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Nowa Fantastyka