- Opowiadanie: Areon - Demon w ludzkiej skórze

Demon w ludzkiej skórze

Moje drugie opowiadanie, wydaje mi się, że jest lepsze od pierwszego

 

**********

EDYTOWANE

Zmienione zostało zakończenie, tekst został porozdzielany “enterami”, usunięte zostały błędy logiczne,

Niestety teks może kuleć odrobinę z interpunkcją.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Demon w ludzkiej skórze

W slamsach zachodniego Radomia pewien mężczyzna w długim, sięgającym ziemi płaszczu i kapeluszu o szerokim rondzie, otworzył drzwi do niewielkiego domku, wciśniętego jakby na siłę między dwie wielkie kamienice. Zwykły człowiek mieszkający w tej dzielnicy od razu domyśliłby się, że ma do czynienia z jakimś typem spod ciemnej gwiazdy, lecz uważniejszy obserwator dostrzegłby na jakiego płaszczu kropelki czerwonej cieczy i kształt długiego sztyletu, rysującego się pod płaszczem. Tajemnicza postać jednak nie martwiła się o obserwatorów, nie martwiła się o policję, nie martwiła się o nic. Liczyło się tylko to, co zaraz zrobi.

 

 

Artur Mróz popatrzył na zakrwawione ciało. Wczoraj do jego biura zadzwonił telefon. "Mamy coś… nietypowego… Proszę przyjechać na…" Artur od kiedy był chłopcem interesował się zabójstwami, morderstwami i metodami odnajdywania przestępców. W jego życiu nie było nierozwiązanej sprawy. Dlatego zaciekawił się kiedy usłyszał słowo "nietypowe". Zabójstwo zwykłego menela. Żula. Alkoholika. Zwykle w takich wypadkach zakładano, że mordercą jest inny bezdomny.

 

– Panie Arturze, proszę tu przyjść. Chyba znaleźliśmy brakujące… członki – zawołał Artura jego pomocnik, Michał

 

– Chyba? – spytał detektyw

 

– Yymm… Proszę tu przyjść, zrozumie pan co mam na myśli. – Mężczyzna wydawał się wręcz obrzydzony.

 

W takich ruderach nie powinno być zbyt wielu mebli, szczególnie drewnianych. Zimą każde drewno, stawało się materiałem na opał. Ta ruina była pod tym względem wyjątkowa. Stał w niej nie tylko stół, krzesła czy komoda, ale także stare pianino. Właśnie obok niego stał Michał i dwaj policjanci przydzieleni w ramach ochrony. Gdy Artur podszedł do stających tam mężczyzn, zobaczył powód obrzydzenia w głosie Michała.

 

 

W dźwięcznicy instrumentu znajdowały się ludzki głowy.

 

 

O jedną więcej niż z początku zakładano. Widać było, że jego asystentowi zbiera się na wymioty. Detektyw rozejrzał się po pomieszczeniu. Detektyw zamyślił się. "Komu zależało by na poćwiartowaniu zwłok bezdomnych ludzi? Co za człowiek może być aż tak okrutny?" Nagle poczuł na twarzy bryzę. W takim miejscu powietrze powinno być zatęchłe, a w obliczu odnalezienia tych krwawych trofeów, po prostu powinno walić zgnilizną. Banaany! Wszędzie banaany! Lecz on czuł jak wiatr muska jego twarz. Ponownie zastanowił się. Dzięki odpowiedniej dedukcji udało mu się rozwiązać nie jedną sprawę. "Ten budynek jest stary, powinien być zburzony już dawno. Chyba, że… jest tu coś więcej…" Mężczyzna włożył palec do ust a następnie wyciągnął go przed siebie w celu odnalezienia przeciągu. Wydawało mu się, że wiatr wieje… z pomiędzy jego stóp?!

 

– Co u licha? – warknął detektyw – Chłopcy pomóżcie mi, tu coś jest!

 

Razem, mimo narzekań ochrony, spowodowanego zwiększeniem się zakresu ich obowiązków o suwanie mebli, odkryli w podłodze właz do piwnicy. Zawiasy wyglądały na nowe.

 

-Ja i Michał schodzimy. Ty tu zostajesz i pilnujesz aby drzwiczki się nie zatrzasnęły, a ty pójdziesz po resztę ekipy – Zadecydował mężczyzna i nim ktokolwiek zdążył zareagować wsunął się po schodkach do piwnicy.

 

 

Znaleźli się w ciemnym tunelu. Detektyw i Michał mieli przy sobie latarki, a pierwsze co zrobili to sprawdzili ściany w poszukiwaniu włącznika światła. Niestety nie było go więc zaczęli iść dalej. Korytarz biegł prosto, lecz był nico pochylony w dół. Klaustrofobiczne pomieszczenia zawsze napawały go lękiem, lecz czuł, że jeśli tylko da się wieść swemu przeczuciu to… Sam nie wiedział co. Po prostu czuł, że musi podążać tą ścieżką. Po prawie kilometrze znaleźli po prawej stronie schody. Tym razem właz wyglądał na o wiele starszy. Detektyw i jego asystent byliby w kropce gdyby nie to, że tunel kończył się dziesięć metrów dalej drewnianymi drzwiami. Postanowili, że Michał przypilnuje włazu a Artur sprawdzi co jest za drzwiami. Mężczyzna wyjął pistolet, i podkradł się do nich. Przytrzymał je i nacisnął starą mosiężną klamkę. By nie zaskrzypiały otworzył je szybko lecz jednocześnie cicho, tak, że obudził tylko wiatr. Nawet dwadzieścia lat pracy jako detektyw gdzie na co dzień miał do czynienia z morderstwami, często niezwykle krwawymi nie przygotowało go na ten widok. Przed ogromnym krzyżem który wisiał na ścianie stał mężczyzna ubrany w długi płaszcz. Był cały we krwi, a w ręce trzymał długie, cienkie ostrze. Na głowie miał kapelusz. Pomieszczenie miało zaledwie dwa metry szerokości i cztery długości. Postać stała w jego centrum. Przerażony detektyw cały czas wpatrywał się w nią lecz kątem oka zobaczył pokrywające ściany znaki. Wszystkie satanistyczne symbole o jakich słyszał tam były. Pentagram, liczba sześćset sześćdziesiąt sześć, głowa kozła, Bahomet… Imiona demonów a pod nimi ich rysunki, a jeszcze niżej, kapliczki z misami, które były wypełnione gęstą czerwoną cieczą. Asmodeusz, Lucyfer, Mefistofeles… Tajemniczy mężczyzna poruszył się. Wydawałoby się, że nie spostrzegł stojącego za nim Artura. Powoli przyłożył nóż do ciała Jezusa w to miejsce gdzie odkupiciel był przebity włócznią i wcisnął tam swoje ostrze. Potem odwrócił się. Miał całkowicie czarne źrenice, a jego zęby… nie… jego kły, były tak ogromne, że nie mógł domknąć ust, nie powodując przy tym bolesnych ran. Ten natychmiast rzucił się na detektywa, a on w szoku po ujrzeniu tego monstrum nie zareagował. Chwilę później, na oczach Michała, bestia rozrywała mu swoim uzębieniem szyję. Ten natomiast patrzył na to spokojnie, a gdy potwór zaczął powoli pożerać detektywa, wyciskać jego krew do mis w swojej "kapliczce", i odrąbując swoim nożem jego głowę, zapalił papierosa i powiedział:

 

-Załatw jeszcze jednego na górze a potem uciekaj stąd do antykatedry. Antychryst na nas czeka.

 

 

Chwilę później rozległ się krzyk mordowanego strażnika.

 

Koniec

Komentarze

Witam na portalu. Na początek uwaga – nie wrzucaj opowiadań hurtem, więcej niż jedno danego dnia. Zarówno Ty na tym stracisz, bo mniej osób przeczyta Twoje teksty, jak i obciążasz osoby, które mają danego dnia dyżur i są zobligowane, by prędzej czy później Twoje opowiadanie skomentować. A teraz do rzeczy…

Pomysł. Niestety w opowiadaniu brak fantastyki, to czysty kryminał o tematyce satanicznej, ale demona tu w sumie nie ma. A to portal dla opowiadań fantastycznych.

Tempo akcji. Główny zarzut co do tekstu to duża różnica w tempie akcji między pierwszą i drugą połową opowiadania. W pierwszej połowie akcja rozwija się powoli, by pod koniec pędzić jak oszalała. Zupełnie, jakbyś w trakcie pisania zmienił koncepcję lub stracił cierpliwość, albo po prostu zbyt bardzo chciał się popisać na początku. Widać to nawet po tym, że cała druga część tekstu stanowi wspólny akapit. A skoro już wspomniałem o początku…

Początek jest strasznie przekombinowany. Rozumiem pomysł na narrację tego fragmentu, ale z tymi wszystkimi "domyśliłby się", "dostrzegłby", przyglądałby" i "mógłby dostrzec" posunąłeś się za daleko i zamiast intrygować, całość przestaje być zjadliwa. Zastanawia mnie, czy czytałeś książki Szklarskiego, bo on miał tendencję do nadużywania tej formy.

Koniec. O ile wprowadzenie jest zbyt długie w porównaniu do całości tekstu, to zakończenia nie ma wcale. Z komentarza pod Twoim drugim opowiadaniem wiem, że traktujesz to opowiadanie jako ukończone. Ale z tekstu wcale to nie wynika. Przerywasz akcję w połowie, tuż po punkcie kulminacyjnym, który jednak nie jest tożsamy z finałem opowieści. OK, mamy detektywa, idziemy wraz z nim do piwnicy i łapiemy na gorącym uczynku biskupa. Ale co z tego wynika?

Tunel. Opis tunelu nie wnosi nic do treści opowiadania. Dostajemy szczegółowy schemat drogi, z którego jednak czytelnik nie dowiaduje się niczego ciekawego. Bo czy Ciebie jako czytelnika interesowałoby, czy bohaterowie skręcili w lewo czy w prawo, a potem szli sto metrów czy dwieście?

 

Jeszcze takie tam drobne uwagi:

Mężczyzna włożył palec do buzi

Do buzi to może dziecko włożyć lizaka. Bohater kryminału palec wkłada do ust.

Postać stała w jego centrum. Przerażony detektyw cały czas wpatrywał się w postać

Powoli przyłożył ostrze do ciała Jezusa. W to miejsce gdzie był przebity włócznią i wcisnął tam swoje ostrze.

Unikaj takich powtórzeń

Wszystkie satanistyczne symbole o jakich słyszał tam były.

Unikaj orzeczeń na końcu zdania, jeśli akcja nie toczy się w XVII wieku.

Imiona demonów a pod ich rysunki

Pamiętaj, aby uzgadniać zaimki, jeśli w trakcie prac nad tekstem zmieniasz konstrukcję zdania.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

No dzięki dzięki. Nie zauważałem tych błędów, postaram się je poprawić mniej więcej do piątku i wrzucić wtedy ulepszoną gotową wersję. I przepraszam, że brak fantastyki, ale myślę, że jeśli to rozwinę to jakoś się jeszcze podczepię ;)

W ogólnym rozrachunku zgadzam się z Brajtem na całej linii. Od siebie dodam, że pomimo prób ubarwienia opisu całość po prostu nie jest wciągająca. Nawet zakładając, że demon gdzieś tam jest i siedzi, to brakuje napięcia – opis piwnicy czyta się raczej bez przekonania, a na pewno bez dreszczy biegających po plecach. Wszystko „widać” i co? Bohater jest prowadzony jakby po nitce. Swoją drogą niby jest o nim kilka informacji, jednak nie widzę miejsca na ustosunkowanie się do postaci i przywiązanie do niej. Dodatkowo, czemu tekst skończył się kiedy zemdlała osoba, która wcale nie była głównym bohaterem?

Do opowiadania wkradło się także kilka błędów.

 

/Aeli

Po komentarzach Brajta i Jafieli, pozostaje mi tylko zgodzić się ze wszystkim, co napisali.

Przykro mi, ale lektura Demona w ludzkiej skórze, nie była satysfakcjonująca. Mam jednak nadzieję, że może następnych razem będzie lepiej.

 

 …lecz uważniejszy obserwator dostrzegł by na jakiego płaszczu kropelki czerwonej cieczy. – Pewnie miało być: …lecz uważniejszy obserwator dostrzegłby na jego płaszczu kropelki czerwonej cieczy.

 

Ktoś kto przyglądał by się temu mężczyźnie mógłby dostrzec kształt długiego sztyletu, rysującego się pod płaszczem.Ktoś, kto przyglądałby się temu mężczyźnie, mógłby dostrzec kształt długiego sztyletu, rysujący się pod płaszczem.

 

W jego życiu nie było nie rozwiązanej sprawy.W jego życiu nie było nierozwiązanej sprawy.

 

-Yymm.. Proszę tu przyjść… – Brak spacji po dywizie. Jeśli po Yymm miała być kropka, jest o jedna kropkę za dużo; jeśli miał być wielokropek, brakuje jednej kropki.

 

Michał wydawał się wręcz obrzydzony. – Wolałabym: Wydawało się, że Michał czuje obrzydzenie.

 

Wydawało mu się, że wiatr wieje… z pomiędzy jego nóg?! – Odczucie, że to wiatr wiejący spomiędzy nóg, sugeruje, że wieje gdzieś z krocza… ;-)

Proponuję: Wydawało mu się, że wiatr wieje… spomiędzy stóp?!

 

Razem, mimo narzekań ochrony, spowodowanego zwiększeniem się ich zakresu obowiązków o suwanie mebli…Razem, mimo narzekań ochrony, spowodowanych zwiększeniem się  zakresu ich obowiązków o suwanie mebli

 

…odkryli w podłodze piwnicę. Zawiasy wyglądały na nowe. – A jaka grubość miała podłoga, skoro zmieściła się w niej piwnica, w dodatku z nowymi zawiasami. ;-)

Proponuję: Pod podłogą odkryli piwnicę. Zawiasy klapy wyglądały na nowe.

 

…a Ty pójdziesz po resztę ekipy… – …ty pójdziesz po resztę ekipy

Zaimki piszemy wielką literą, gdy zwracamy się do kogoś listownie.

 

Detektyw i jego asystent byli by w kropce…Detektyw i jego asystent byliby w kropce

 

…tunel kończył się dziesięć metrów dalej drewnianymi drzwiami. Postanowili, że Michał przypilnuje włazu a Artur sprawdzi co jest za drzwiami. Mężczyzna wyjął pistolet, i podkradł się do drzwi. Przytrzymał drzwi i nacisnął starą mosiężną klamkę. – Powtórzenia.

 

Na głowie miał kapelusz. Pomieszczenie miało zaledwie…” – Powtórzenie.

 

Miał całkowicie czarne źrenice – Wszyscy mamy całkowicie czarne źrenice, nie ma w tym nic diabelskiego. ;-)

Pewnie miało być: Miał całkowicie czarne tęczówki

 

…ale Detektyw rozpoznał w nim biskupa… – Dlaczego detektyw jest napisany wielka literą?

 

Zaalarmowany Michał przybiegł wesprzeć swego pracodawce – Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cóż, Areonie, z czystym sumieniem mogę powiedzieć ci, że to opowiadanie jest lepsze od twojego poprzedniego. Ale mimo wszystko nadal nie jest dobrze. Choć polecałbym się za bardzo nie przejmować. Masz szesnaście lat i zakładam, że zaczynasz dopiero przygodę z pisaniem. Nikt nie rodzi się geniusze, a pisania można się nauczyć. Życzę ci tylko, byś się nie zniechęcił, bo krytyka na tym portalu (jak zapewne zauważyłeś) bywa dotkliwa.

Dodam jeszcze parę słów. Początek tekstu, pomimo tego, że przekombinowany, wciąż jest lepszy niż jego druga połowa. W pierwszej widać, że starasz się wprowadzić atmosferę. W drugiej mamy już tylko wyliczankę co się po kolei dzieje. Skutkiem tego opis wyglądu bohatera zajmuje na papierze więcej niż finałowa walka.

Dlatego jak będziesz pisał kolejne opowiadania, pamiętaj, że lepiej, aby przypominały część pierwszą, niż tę drugą.

A jak będziesz wrzucał poprawki – edytuj to opowiadanie, zamiast wrzucać poprawioną wersję jako nowy tekst.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Nie dodam niczego, czego nie napisaliby komentujący przede mną, więc tylko powiadamiam, że przeczytałem.

Ano zadumam się, ale nic nowego nie dodam. Z początku starasz się zbudować atmosferę, a potem…

A potem to turururu, pobiegli, otworzyli i zjadł ich demon. Tak to wygląda, jak czyta się ten tekst na raz.

Ćwicz! Koniecznie ćwicz! Spróbuj postawić sobie taki problem: opowiadanie na nie więcej niż 5 000 znaków (ze spacjami). Musi mieć Bohatera (czyli kogoś, z kim czytelnik podąża przed historię), wstęp wyjaśniający PROBLEM, z którym Bohater się musi zmierzyć – jasno wyklarowany najdalej, powiedzmy, do tysiącpięcsetnego znaku, potem jakies rozwinięcie z kulminacją napięcia najdalej w okolicach tabliczki z napisem “3 500 znaków ze spacjami” i ciach, szybciutkie zakończenie/finał podsumowujące rozwiązanie (lub jego brak) PROBLEMU przez Bohatera.

 

Tia, się mądrzy baran jeden rybi, wiem, ale chcę pomóc, nie poradzę… Każdy kiedyś był młody i chciał pisać, a potem złośliwe pindole na portalach zniechęcały… ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nowa Fantastyka