- Opowiadanie: szubazdolka - Światło w ciemności

Światło w ciemności

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Światło w ciemności

Od tamtej nocy ciągle towarzyszyło jej światło.

Zaczęło się od rozdzierającego powieki blasku policyjnych latarek, jakże spodziewanego w murach opuszczonej, zimnej kamienicy. Nie wiedziała nawet kiedy ogarnęło ją jasne wnętrze karetki a szpitalna sala i czyste, mięciutkie prześcieradło otuliły bielą. Później, w przytulnym gabinecie, zdążyła nawet dostrzec przez żaluzje błysk słońca, zanim ludzie o kamiennych twarzach wyjawili prawdę. Po tygodniu poznała martwą poświatę niezliczonych świetlówek w bazie wahadłowców. Także już tutaj, w górze, było wiele światła rozsianego w miliardach gwiazd, nie mówiąc o migających ze wszystkich stron światełkach aparatury. Nawet gdy lądowali, reflektory próbowały ukazać powierzchnię nieznanej planety.

Teraz znów powróciła ciemność. Nie przybrała ona swej zwykłej, czarnej lub szarej barwy. Przez ciemnobrązową mgłę przebijały gdzieniegdzie kształty jakichś instalacji, roślin, budowli.

Ich budowli. To przez nich znalazła się gdzieś na drugim końcu galaktyki, choć wcale tego nie chciała. Nikt zresztą nie pytał, ani jej, ani całej planety, były bowiem tylko nasączone straszliwą groźbą żądania. Wiedziała, że nic innego jak przypadek, wybrał właśnie ją do wypełnienia tego zadania. I choć los nie raz kazał jej skręcać i powracać, i upadać w życiu, to akurat z tym za nic w świecie nie mogła się pogodzić. Miała przecież oddać swój największy skarb.

Skarb spoczywał obok niej w przezroczystej tlenowej kapsule. Oczka miał zamknięte, a wargi bujały zapewne kolorowe sny. Czasem, niczym promienie malutkiego słońca, poruszały się pulchne, różowe paluszki.

Nikt nie wiedział co dalej. Cała załoga, zgodnie z planem, pozostała na pokładzie statku. Obcy wymagali praktycznie tylko dziecka. Nie mogła go jednak tak po prostu zostawić. Teraz stali razem jak dwa pomniki w ciemnej, cichej przestrzeni. Uśpionej. Martwej.

Nagle coś się poruszyło. Po chwili zdała sobie sprawę, że jakiś wysoki, podłużny czarny kształt, zbliża się do niej nieubłaganie.

– Nie ruszaj się, masz…– głos kapitana w słuchawkach urwał się tak szybko, jak pojawił.

Ogarnął nią strach. „Co z nim zrobią…” – pomyślała.

I właśnie wtedy dziecko się obudziło. Niebieskie źrenice zaczęły się wpatrywać w ów dziwny kształt. Czółko jeszcze bardziej się zmarszczyło, nosek podniósł do góry, wargi się skrzywiły, a po chwili zza grubej osłony rozległ się wyraźnie słyszany i poruszający na wskroś serce matki…

…śmiech. Dziecko śmiało się tak, jak dzwonią setki dzwoneczków w dniu święta. Śmiało się mrużąc oczka i co chwilę zanosząc się. Rączki ożywiły się, zaczęły machać i uderzać o miękkie podłoże kapsuły. Nóżki także nie próżnowały.

Na dźwięk śmiechu postać stanęła. Chwilę jakby dumała nad tym, co się dzieje, a następnie rozjaśniła się bijącym od wewnątrz niebieskim i zielonym blaskiem. Także tajemnicze dotąd budynki zaświeciły płynącymi, drobniutkimi jak krople deszczu szafirowymi światełkami. Po chwili ze wszystkich stron zaczęły się wznosić jaskrawe fajerwerki, latające między już masywnymi, pełnymi blasku konstrukcjami kosmicznego miasta. Ciemność nie mogła przed nimi uciec.

Dziecko śmiało się coraz bardziej, widząc najwspanialsze w swoim życiu przedstawienie. Przestało, nie zdejmując jednak z twarzy uśmiechu, gdy kolorowy przybysz odezwał się serią dźwiękowych, równie wesołych sygnałów, a następnie odleciał w ślad za swymi pobratymcami.

Odlatując mogła podziwiać z okien statku całkowicie już żywą planetę. Ona jednak wybrała, piękniejsze od czegokolwiek, oczy swego dziecka.

Koniec

Komentarze

Uff, liczy się?

Rzutem na taśmę, ale liczy.

 

Język. Czasem zdarza się coś takiego: 

Gotowa na to była tylko ona. Teraz stali oni jak dwa pomniki

Albo coś takiego:

Nagle coś się poruszyło. Po chwili zdała sobie sprawę, że jakiś wysoki, podłużny czarny kształt, zbliża się do niej nieubłaganie.

Pomysł. Fajna scenka wyszła. Domyślam się, że obcy przylecieli usłyszeć śmiech dziecka? A może sprawdzić, czy potomek jakiegoś ich gwiezdnego podróżnika, który uprowadził sobie dla zabawy ziemiankę i zapłodnił, jest tu szczęśliwy? Czy zażądali od ludzi ofiary z dziecka, ale po usłyszeniu śmiechu zmienili zdanie?

Światła. Ciekawy pomysł na wprowadzenie w klimat opowieści, na plus. My obserwujemy zmieniające się światła, a w tle przewija się akcja, dzięki czemu szybko wiemy co, gdzie i jak.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Pomysł może i dobry, ale wykonanie (językowo) słabe. Szkoda. Przykłady wymienił brajt, ale ja też coś dorzucę. Np. to zdanie:

Był też ten wspaniały błysk słońca w przytulnym gabinecie, gdzie od ludzi o kamiennych twarzach z przerażeniem słuchała, dlaczego się tam znalazła.

 

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Czepianie się szczegółów uniemożliwia dostrzeżenie pięknego pomysłu i całości.

ps. zmieniłem opowiadanie na szort…

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Dziękuję za wszelkie uwagi. Zdawałem sobie sprawę ze słabości języka, ale tak to jest, jak się człowiek zdecyduje na pisanie o 22:) Ale spokojnie, planuję to wycyzelować. Z drugiej strony taka szybka decyzja chyba jest najlepsza.

@dj Jajko– dzięki;)

O widzę, że mi wcześniej zeżarło komentarz…

Faktycznie, rzutem na taśmę. ;-)

Przesłanie, niestety, do mnie nie dotarło.

Babska logika rządzi!

A mnie czytało się całkiem nieźle. Nie wiem, czy dostałam już wersję poprawioną, ale nie wydaje mi się, że  – jak to napisał mkmorgoth – to językowo słaby tekst. Stworzyłeś fajny klimat, czytałam z rosnącym zainteresowaniem, co się wydarzy.

No i – podobnie jak to się stało w przypadku Finkli – również przesłanie do mnie jakoś nie dotarło.

No przesłanie to tu niestety jest dość nijakie, niezależnie od tego, jak się je zinterpretuje. Chyba, że coś mi umknęło.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Hmm, faktycznie, teraz dopiero widzę, że przesłanie jest niejasne. Może drobne poprawki coś poprawiły.

Dla mnie niestety szort słaby. Ani wykonanie, ani pomysł nie zachwycił. 

Nieczytelna motywacja Obcych, ale scena ze śmiechem dziecka i fajerwerkami bardzo ładna, otwierająca pole do kilku interpretacji, w większości, że tak je nazwę, pozytywnych.

Szkoda tylko, że język nie ładniejszy…

oj tam czepiacie się języka i to czepialstwo nie pozwala Wam zachwycić się pomysłem :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Prześliczny pomysł, ale jełopkowi rybie zabrakło czegoś – dzidź tam został? Zasilał obcych swoją radością, a oni mu światełkami cyk-cyk?

Plastyczne i chyba – radosne. O ile maluch przeżył :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Przyłączę się do powyższych – zaczyna się dziać coś ciekawego, ale nagle tekst się urywa. Może spróbuj jeszcze raz napisać, ale w wersji rozszerzonej.

I po co to było?

Pomysł może był, ale opowiadanko mnie nie poruszyło, a wykonanie zdegustowało.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy: mimo wszystko cieszę się, że ktoś jeszcze dotarł do tego tekstu. Z perspektywy dwóch lat sam widzę, że co nieco zgrzyta. Może coś się z tym zrobi.

Jeśli uważasz, że coś można zrobić, zrób to. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka