- Opowiadanie: vyzart - Nosiciele końca świata

Nosiciele końca świata

Szczerze powiedziawszy nie zamierzałem brać udziału w konkursie, ale opowiadanie po prostu pojawiło się w mojej głowie i zanim się obejrzałem, znalazło się na papierze. Życzę miłej lektury i kłaniam się.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Nosiciele końca świata

Tego dnia wszyscy zobaczyliśmy anioły. Wysokie i szczupłe, obleczone świetlistymi całunami. Ich twarze o delikatnych rysach były ucieleśnieniami piękna, a skrzydła skrzyły się nieziemsko przy każdym kroku.

Miały też statek bazę.

Potężna konstrukcja, błyszcząca połaciami najczystszej bieli, pojawiła się znikąd, a gdy tylko weszła w atmosferę, całą planetę zalała fala nabożnych pieśni. Każdy telewizor, komputer czy radio, wszystkie urządzenia, które były do tego zdolne, wychwalały Pana setkami anielskich głosów. A kiedy ludzkość porzuciła wojny, gdy każdy stał się sobie bratem, by wspólnie dążyć ku arce, która zstąpiła z nieba, świat stanął w płomieniach. Anielskie postacie nie czekały już na wiernych z rozłożonymi rękoma. Zamiast gestów przyjaźni w pięknych dłoniach pojawiły się miecze, białe jak wypolerowane kości, i miotacze, niosące bolesną śmierć każdemu, kto stanął na drodze zastępów.

Potem na miasta spadły pociski. Nie było żadnych toksyn, ani atomowych eksplozji, najwidoczniej aniołowie chcieli zagarnąć Ziemię w jak najlepszym stanie, więc ograniczyli się do zmiażdżenia naszej cywilizacji bronią kinetyczną. Atak trwał niecałą dobę, tyle wystarczyło, by zniszczyć większość tego, co przedstawiało jakąkolwiek wartość. Każdy, kto przeżył, będzie do końca życia pamiętać te nieustające wstrząsy, krzyk planety boleśnie szpeconej kolejnymi falami uderzeniowymi.

Schody do nieba przeistoczyły się w autostradę do piekła i nagle okazało się, że tych, którzy woleli uznać to za zasłużony sąd Boży, znalazło się więcej niż takich, którzy chcieli stawiać opór. Lubię myśleć, że wszystko było częścią anielskiego planu, że przybysze to tylko jakieś zmiennokształtne monstra, które przeczesały Sieć, zgłębiły naszą wiedzę i podszyły się pod darzone nabożną czcią ikony. To pomaga, gdy patrzysz na nieziemską postać o twarzy ozdobionej najpiękniejszym uśmiechem, jaki w życiu widziałeś, i wiesz, że musisz zmusić się, by do niej strzelić, jeśli nie chcesz skończyć z dziurą wypaloną w piersi. A potem obserwujesz jak wojna powoli zmienia się w eksterminację, aż wreszcie kończysz jako ostatni członek lokalnego ruchu oporu w ruinach szpitala, w którym przepracowałeś pół życia.

Siedziałem oparty o przekrzywiony regał, dysząc ciężko. Ramię pulsowało palącym bólem z głębokiego rozcięcia, a serce waliło jak młotem. Nie miałem siły dalej uciekać. Z trudem uniosłem sprawną rękę i wypaliłem w stojącego przede mną anioła ostatnie pociski, które miałem w magazynku. Bez skutku. Świetlisty całun, otaczający niebiańską sylwetkę, dezintegrował kule, nim te uderzyły w ciało.

Anioł pochylił się nade mną z ciepłym uśmiechem. Zupełnie jakby chciał zaoferować mi zbawienie, a nie śmierć w męczarniach. Czułem w ustach smak krwi i w bezsilnej wściekłości mogłem tylko splunąć mu nią w twarz.

A wtedy stał się cud.

Skóra przybysza zaskwierczała w kontakcie z czerwonawą plwociną, a usta wykrzywił grymas bólu. Rozwarłem szeroko oczy, czując przypływ dziwnej nadziei, i bez namysłu trzasnąłem go w twarz umazaną we krwi dłonią. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Anioł odskoczył jak oparzony i zaczął się słaniać, wydając nieartykułowane jęki. Nie zamierzałem dać mu czasu na reakcję. Powaliłem go na ziemię, nie bacząc na to, że moje ubranie rozpada się w kontakcie ze świetlistym całunem. Pole nie działało na ludzką skórę, a w ten sposób mogłem dosiąść mojego niedoszłego eksterminatora i okładać go okrwawionymi pięściami, aż jego twarz zmieniła się w nadtopioną miazgę. Nie przestałem nawet, gdy zupełnie zamarł, a otaczająca go światłość zgasła, ukazując biel polimerowej zbroi. Biłem i tłukłem, krzycząc potępieńczo, aż nie byłem już w stanie unieść rąk.

Upadłem.

I choć czułem się jak wykręcona szmata, nie mogłem powstrzymać śmiechu. Wstałem z trudem i ruszyłem do wyjścia, opierając się o resztki ścian. Musiałem działać. Powiedzieć komuś, komukolwiek, że z przybyszami da się walczyć.

Że jesteśmy ich przekleństwem.

Gdy wreszcie dotarłem do wyjścia, coś lepkiego spadło mi na policzek. Kropla. Najpierw jedna, potem kolejne. Rozejrzałem się zdumiony. Mogłem już tylko rozłożyć ręce i zachichotać.

Z nieba lała się krew.

Widocznie nie byłem pierwszym człowiekiem, który pokonał anioła. Ktoś przede mną musiał odkryć sposób i zastosować go na wielką skalę. Byłem pod cholernym wrażeniem, a oczami wyobraźni widziałem jak czerwony opar spowija Ziemię, znaczy szkarłatem trawy i ruiny, a potem pochłania przybyszów. Z niekłamaną satysfakcją wyobrażałem sobie ich agonię, ciała topiące się we własnych zbrojach.

Tych, których nie dopadła krwawa mgła, ani deszcz, wykończyliśmy własnoręcznie. Metodycznie i z należytą starannością. Potem przejęliśmy statek, którego każdy zakamarek spłynął czerwienią. Okazało się, że skrypty odpowiedzialne za tłumaczenie naszego języka na ich mowę łatwo można było odwrócić, a oprogramowanie jednostki nie należało do tak skomplikowanych, jak mogłoby się wydawać. Lubię myśleć, że łatwość, z jaką opanowaliśmy obcą technologię była znakiem od Boga. Niemal słyszałem w myślach jego głos.

Dzieci, dałem wam moc, byście dokonały ksenocydu na tych bluźnierczych skurwysynach.

To właśnie zamierzamy zrobić. Wieziemy na pokładzie pięćdziesiąt tysięcy litrów płynnej apokalipsy, choć do tej pory nie mamy pojęcia, co w naszej krwi jest dla nich trujące. Nie korzystają z żadnych metali, więc może żelazo? Choć osobiście wolałbym, by był to kwas askorbinowy. Rozpuszczanie im twarzy plasterkami cytryn byłoby szalenie zabawne. Zresztą nic nie szkodzi. Minie pięć lat zanim dotrzemy na ich rodzimą planetę, zdążymy się jeszcze wiele nauczyć. Powiększymy wielokrotnie zapas osocza. Mamy czas.

Nie wiem, czy mnie słyszycie, ale jednego możecie być pewni. Lecimy do was. Jesteśmy waszym końcem świata. 

Koniec

Komentarze

Skojarzyło mi się z estetyką Final Fantasy.

Na początku pomyślałam, że będzie ładnie opisana, ale do bólu standardowa, biblijna apokalipsa. A potem miło mnie zaskoczyłeś. Zarąbiaszcze, śmiem twierdzić, błędów w sumie nie zauważyłam, chyba za szybko to pochłonęłam, żebym jakieś wychwyciła.

Ni to Szatan, ni to Tęcza.

“Schody do nieba przeistoczyły się w autostradę do piekła“ – wydaje mi się, że powinno być Niebo i Piekło

 

“Nie korzystają z żadnych metalów, więc może żelazo?“ – metali?

 

Wrażenia zachowam dla siebie ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Normalnie za mordowanie plasterkami cytryn… szacun ;)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

To było ostatnie opowiadanie, jakie przeczytałam, zanim net mi zdechł. Ogólnie się podobało, miałam jakieś uwagi, ale już nie pamiętam, jakie.

Babska logika rządzi!

Super pomysł:)

Nieźle napisane. zgrzytnęło – “musieli zmusić”. Pozdrawiam.

Fajne. Mordowanie plasterkami cytryn urocze, choć wątpię, żeby ilość, którą mamy we krwi była aż tak zabójcza – inaczej eksplodowaliby po rozdeptaniu pietruszki;)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Może się kojarzyć z “Wojną światów” dziadzi Wellsa. Niezwyciężonych najeźdźców wykańcza coś tak zwykłego, pospolitego, że nikt nawet nie myśli o tym…

Internet jako źródło wiedzy, pozwalającej wybrać odpowiednio dezorientujące maskowanie się – celne i na czasie.

Musicie? Kolejny bardzo dobry tekst i bardzo pomysłowy :/

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Świetne zakończenie.

Sorry, taki mamy klimat.

Fajne. Skojarzyło mi się z jakimś trailerem do gry. :)

/ᐠ。ꞈ。ᐟ\

Nominowałam, bo choć wiele tekstów z apokalipsy mi się podobało, ten, jako jeden z dwóch, szczególnie zapadł mi w pamięć. 

No skomentowałam, skoro kazali :P

Ni to Szatan, ni to Tęcza.

No, no, muszę przyznać, że to było dosyć interesujące :) Motyw aniołów/bogów-obcych niby nowy nie jest, ale pewnej świeżości temu króciakowi odmówić się nie da.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Zawsze, kiedy mam do czynienia z ciekawym, dobrze napisanym tekstem, w mojej wyobraźni natychmiast pojawiają się dźwięki, obrazy oraz sceny, czyste i ostre tak, jakbym oglądał film – w full HD, 3D, Dolby Surround, i z całą resztą najnowszych technologicznych bajerów. I, cholera, muszę przyznać, że spektakl zrodzony przez wyobraźnie w trakcie lektury Nosicieli Końca Świata zrobił na mnie piorunujące wrażenie – środki masowego przekazu wychwalające Pana głosami aniołów, deszcz krwi, krwista mgła – i jestem pewien, że jeszcze nie raz odtworzę go w pamięci.

Gratuluję rewelacyjnego opowiadania. Pozdrawiam.

Look at every word in a sentence and decide if they are really needed. If not, kill them. Be ruthless. - Bob Cooper

Krótki i mocny tekst, podobało mi się.

Ta żądza zemsty na końcu – kwintesencja ciemniejszej strony ludzkiej natury :P

Przy ponownej lekturze pewnie zacząłbym się zastanawiać, czy naprawdę tak trudno byłoby wymyślić krwioodporny kombinezon, ale póki co pozostaję w kręgu pozytywnego odbioru. 

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Opowiadanie, mimo że ma już dwa lata, znajduję całkiem świeże, niebanalne i szalenie satysfakcjonujące. ;-)

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Na liście komentarzy zobaczyłem tytuł, który zaciekawił. Widzę, że Reg odkopała opowiadanie. Skojarzyło mi się z Wojną Światów. Mimo że tekst krótki i niemalże brakuje fabuły, to styl jest wyjątkowo przyjemny w czytaniu i ogromnie wciągający. Podobał mi się – właśnie styl.

Fajne!

Przynoszę radość :)

Zachęcił mnie tytuł, a początek wciągnął bez reszty ;) I chociaż końcówka trochę mi zgrzytnęła, to nie mogę nie nazwać lektury świetną :)

Z rozmachem, ale bez przesłania. Zalatuje kiczem, co nie znaczy, że jest złe ;)

Powiększymy wielokrotnie zapas osocza.

Osocze to nie krew. 

https://www.facebook.com/matkowski.krzysztof/

Twist zmienia ocenę kształtującą się na początku. 

 

???

“ Powiększymy wielokrotnie zapas osocza.

Po co? Czy ma mieć działanie jak krew?

Nowa Fantastyka