- Opowiadanie: Maksymilian Pałac - Sikmejkerzy

Sikmejkerzy

I kolejny szort, na prawie trzy strony. Może warto mi będzie spróbować iść na ilość. W końcu ilość przeszłaby w jakość.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Sikmejkerzy

Godzina zero

 

– Pani Dyrektor jest zła – przerwał ciszę wysoki szatyn.

– Zdziwiłbym się, gdybyś powiedział, że ona ma dobry humor – odpowiedział średniego wzrostu rudzielec.

– Z tego co wiem, Reptalianka chce, abyśmy znów coś stworzyli. Coś, co będzie można ładnie opisać, miło o tym poczytać, a najlepiej samemu tego doświadczyć. Z jednym ale…

– Jakim “ale”? – wtrącił się rudzielec.

– Ma to dotyczyć wyłącznie mężczyzn – dokończył szatyn.

W dużej sali znów zrobiło się cicho. W pomieszczeniu tym, na miękkich fotelach, siedziało trzech pracowników firmy farmaceutycznej Morbifer sp. z.o.o. Czekali na Jonasza "Złe Wieści" Grzebińskiego. Zawsze jak przychodził na zebranie Wydziału Nowych Chorób i Fobii (zwanego pieszczotliwie Chifem) mówił, że ma "złe wieści". Tak często to robił, że aż stało się to jego pseudonimem. Wysoki szatyn, Joachim Lubel, był zastępcą szefa wydziału, natomiast rudy nazywał się Albin Gorol i uważał się za socjologa. W kącie, przy wielkim oknie, siedział gruby jak beczka Jędrzej Jemioła. Chemik i wydziałowy specjalista od leków. Złe Wieści pełnił funkcję szefa wydziału. Z wykształcenia był psychiatrą.

– Zamiast krakać, moglibyśmy porozmawiać o czymś neutralnym, na przykład o pogodzie. Albo… Dajmy na to… O kinie – spróbował przerwać ciszę JJ.

Lubel i Gorol popatrzyli się na Jemioła.

– Która godzina?– zapytał się Albin.

– Za kwadrans druga – powiedział, ziewając Joachim.

Drzwi otworzyły się z hukiem. Cała trójka leniwie popatrzyła się w ich kierunku. Wszedł przez nie, całkowicie spokojnie i nieproporcjonalnie ciszej niż się otwarły, Jonasz Grzebiński. Głośne wejście nie zrobiło na jego kolegach najmniejszego wrażenia. Jak przepracuje się pod skrzydłami Pani Dyrektor kilka lat, to człowiek przyzwyczai się do wszystkiego. Towarzystwo się zdziwiło, kiedy zobaczyło uśmiech na twarzy Jonasza.

– Juruś podpadł Pani Doktor Dyrektor Henryce Ambrozji Elwirze Badasowskiej! – wykrzyczał radośnie Złe Wieści.

Grupa zaczęła klaskać i kiwać głowami z powagą.

– To, jak się domyśliliście, była dobra wiadomość. Nie byłbym sobą, gdybym nie przyniósł ze sobą złej. – Grzebiński oblizał wargi: – Plotki na temat stworzenia nowej choroby i lekarstwa na nie, potwierdziły się. Choroba ma atakować tylko mężczyzn. Najlepiej byłoby, gdyby miała podłoże psychiczne. Jakieś pytania?

– Co zrobił Juruś? – zapytał się JJ.

– Kiedy wychodził z pracy, nie dał buzi na pożegnanie Reptaliance, ot co. Wiem z zaufanego źródła. Pan Andrzej z recepcji jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.

– Co dokładnie mamy stworzyć i czy będzie nam potrzebny Krystian Bielak?– przeszedł do pytań na temat zadania Lubel.

Krystian Bielak. Weteran inżynierii genetycznej, znawca inżynierii biomedycznej. Jeden z dwóch ludzi, którzy przeżyli incydent w zakładach Polskich Organizmów Modyfikowanych. Przez dwa tygodnie walczył o życie, na terenach przyległych do laboratorium POMu. Pięćdziesiąt hektarów, na których szalały zmodyfikowane genetycznie sarenki, dziki i wiewiórki.

Na zlecenie Europejskiego Klubu Łowieckiego, POM miał stworzyć leniwe i bardziej tłustsze Capreolus capreolus , mniej groźne dzikie świnie i większe, odporne na choroby rude gryzonie. Wyszło jak zwykle, czyli na odwrót. „Nowe” sarny wykształciły instynkty typowe dla drapieżników, w tym zasmakowały w ludzkiej krwi, dziki nauczyły się obsługiwać broń białą i palną, a wiewiórki zwiększyły swoje rozmiary i poszerzyły swój jadłospis o ludziznę. Afera ta, dla wtajemniczonych, jest znana jako „Polski Jurajski Park”. Aby nie wywoływać ogólnej paniki, wezwane na pomoc wojsko otoczyło cały zakład i zabiło wszystkie mutanty. Do telewizji podano jedynie lakoniczne informacje o kwarantannie, jaką rząd musiał objąć teren zakładu, aby „ratować polską gospodarkę przed świńską grypą”.

Po tym wydarzeniu, Bielak, niejako odpowiedzialny za tą katastrofę, nigdzie nie mógł znaleźć pracy. Z pomocą przyszła Badasowska. Został zwerbowany jako specjalista od modyfikacji genetycznych. Jego pierwsze dziecko stworzone na potrzeby firmy Morbifer, było tak dobre, że aż przeszło do historii. Nowa Dżuma, ewentualnie Wnuk Czarnej Śmierci – tak Świat nazwał tajemniczą chorobę, która w zamyśle miała być wytrzymalszą odmianą kataru. Wiluś, jak nazwał ją Bielak, trzymał Świat za jaja przez sześć miesięcy.

Jednak Pani Doktor Dyrektor nie zwolniła Krystiana po tej „wpadce”. Firma zarobiła mnóstwo pieniędzy na sprzedaży różnego rodzaju placebo, mającego chronić przed złowrogą infekcją. Po za tym, wiedząc, że na Wydziale Nowych Chorób i Fobii są sami dekownicy i leniwce, w których nie ma za grosz inwencji twórczej, postanowiła zachować nieszczęsnego wizjonera inżynierii genetycznej, jako konsultanta od szeroko pojętego rozwoju. Od tamtego momentu doktor inżynier Krystian Bielak jest wzywany tylko na specjalne okazje.

– Mamy stworzyć chorobę, która dotyka tylko mężczyzn. Jaką dokładnie, to zależy od nas. A co do Bielaka, to ja nie wiem – odpowiedział Grzebiński.

– Nie mamy wywołać końca świata, bo na to nie będziemy w stanie zrobić lekarstwa-zabrał głos JJ. – Mam lepszy pomysł. Stworzenie choroby szybciej nam pójdzie jak zaczniemy od panaceum…

 

Cztery miesiące później

 

W wielkiej sali konferencyjnej było tylko pięć osób. Znani nam czterej przedstawiciele WNChiFu i siedząca na stanowisku wodzowskim Pani Dyrektor. Jej krzesło znajdowało się na podeście, dzięki czemu widziała wszystkich i wszystko z góry. Henryka A.E. Badasowska była kobietą niskiego wzrostu, o czarnych włosach zwiniętych w kok. Mimo czterdziestki na karku, miała wygląd małej dziewczynki o dużych, niebieskich oczach. Pstryknęła palcami, był to znak dla Złych Wieści, aby rozpoczął prezentację.

– W dniu dzisiejszym, ja doktor Jonasz Grzebiński, mam zaszczyt przedstawić w imieniu moim i moich kolegów, najnowsze produkty firmy farmaceutycznej Morbifer sp. z.o.o. – krótka przerwa na złapanie oddechu – Zacznę od choroby. PZE, czyli przed-stosunkowe zaburzenie erekcji jest chorobą polegająca na przed wczesnej erekcji wywołanej strachem przed… Nie stanięciem na wysokości zadania przez mężczyznę. Zaburzenie to zaczęliśmy promować już dwa miesiące temu. Przyjęło się, a finansowani przez nas lekarze dolewają tylko oliwy do ognia. PZE znane jest także pod dwoma innymi nazwami: Nie Trzymanie Wytrysku i Choroba Filipa z Konopi.

Twór nasz jest całkowicie wymyślony. W jego definicji, podawanej przez medyków,  można co prawda znaleźć nawiązania do prawdziwych zburzeń męskiego układu rozrodczego, ale daliśmy je tam aby urealnić PZE.

Choroba byłaby nic nie warta, gdyby nie lekarstwo. HadronPlus© to nasz złoty środek na Nie Trzymanie Wytrysku. Nie warto rozwodzić się, co to jest, z czego się składa i jakie ma środki uboczne. Nasz produkt leczniczy to nic innego, jak nasza dobra, stara viagra leżąca po magazynach z powodu zmniejszonej siły nabywczej. Gdybyśmy chcieli stworzyć panaceum od podstaw, zajęłoby to około dziesięciu lat. W tym wypadku, jeśli Pani Dyrektor się zgodzi, już za dwa miesiące będziemy mogli zarabiać na HadroniePlus©.

Wydział Reklamy przygotował nawet reklamę telewizyjną i listę osób, które po drobnej zapłacie, będą mówiły o swoich problemach łóżkowych. Oczywiście ich dysfunkcje będą niczym innym jak PZE. A same nazwiska nie należą do byle kogo. Jeśli chodzi o reklamę, do jej stworzenia zaangażowano polską gwiazdkę amerykańskich filmów pornograficznych, Alicję Jagnę vel Polish Big Black Hole, i tego łysego gościa również z branży porno.

Przestaję teraz mówić, proszę się wygodnie rozsiąść. Za minutkę obejrzymy nasz film promujący.

W tym momencie, na wszelki wypadek, podwładni Grabińskiego zaczęli klaskać. Pani Dyrektor Badasowska była niewzruszona, z wyrazu jej twarzy nie dało wyczytać się żadnych emocji.

Zapada ciemność. Na wielkim panoramicznym ekranie pojawia się obraz. Naga dziewczyna przykryta tylko cienką kołdrą wije się i jęczy. Kadr się zmienia. Teraz widać łysego mężczyznę. Jest spocony i ma kwaśną minę.

– Ojojoj. Nie dam rady. Jak tylko dojdę do łóżka, będzie już po wszystkim. Tak bardzo się boję, że zrobię to za szybko. Zawiodę ją.

Nagle łysy uśmiecha się i z szafki wyciąga kolorowe pudełko.

- HadronPlus©! On mi pomoże!

Na tle podskakującego domu pokazane jest opakowanie Hadronu. Przy nim widać napis: „Wygraj z PZE !”

Sala znów się rozjaśnia. A.E. Badasowska pstryknęła dwa razy palcami. JJ podał jej na złotej tacy kilka tabletek panaceum. A. E. machnęła dłonią. To znak, aby grupa Grzebińskiego wyszła, z Jonaszem włącznie. Wychodząc minęli się z Jurusiem. Jerzy L. Mikrus, dla przyjaciół Jerzy, dla wrogów Juruś. Pieszczoch Pani Dyrektor. Znienawidzony przez kolegów z pracy lizus, donosiciel i firmowa „wiewiórka” kradnąca pomysły. Na stanowisko zastępcy dyrektora, ten blond drań, doszedł po trupach swoich nieprzyjaciół. Znany także z tego, że piastował funkcję boy toy ja Henryki.

Gorol stwierdził, że Reptalianka przeprowadzi teraz prywatne testy stworzonego przez nich lekarstwa.

 

Więcej, niż dwa miesiące później

 

– Lubel, słyszałeś wypowiedź tego piosenkarza, Słowika? On powiedział, że nigdzie nie rusza się bez HadronuPlus©! – wykrzyczał JJ.

– No jasne że słyszałem – odpowiedział Lubel.

– Najważniejsze jest to, że my jemu nie zapłaciliśmy aby tak pieprzył. Lekarstwo zaczyna żyć własnym życiem! Choroba też! Wygraliśmy!

Koniec

Komentarze

Nie lubię takich opowiadań. Zbyt rubasznie. Mało fantastycznie. Przeczytałam do końca w nadziei na powalającą pointę – niestety zawiodłam się.

And the world began when I was born/ And the world is mine to win.

Koniec miał być troszkę inny. Grudziński miał przyznać się JJ, że żona każe mu zażywać HadronPlus, jednak po chwili namysłu zrezygnowałem z tej wersji. Wyszedłem z założenia, że twórca niebyłby tak głupi aby zażywać własne lekarstwo.

Nie sądzisz, Autorze, iż nie wypada powtarzać tych samych błędów w zapisie dialogów?

Poprawione, a przynajmniej mam taką nadzieję. Starałem się pilnować przy dialogach, ale jak widać za słabo.

Spacje, Autorze, spacje…

:-) Klawisz się zacina? Skleroza? Paniczny pospiech? :-)

Niedopatrzenie. Spacje, cholera, spacje. Niedopatrzenie i pośpiech. Dzięki!

Na wstępie proponowałbym poprawić ortografię. Pisać, że ktoś "siedzi w koncie" zwyczajnie nie wypada. Samo opowiadanie jest mocno średnie. Mnie osobiście nie wciągnęło. Powiem tak, sam pomysł pewnie by mnie wciągnął, gdyby został inaczej zrealizowany. Tu jest troszkę za dużo chaosu i za dużo nazw własnych, przez co humor i absurd zdają się wymuszone.

Zgodzę się z vyzartem. Domniemany humor ginie przygnieciony chaosem. Przy przedstawianiu bohaterów, ich ksyw i wykształcenia zupełnie się pogubiłem.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Pomysł na opowiadanie bardzo mi się spodobał, jednak odobnie jak beryl pogubiłem się przy opisie bohaterów.  Wypisanie postaci jedna po drugiej, nie ułatwia czytelnikowi ich zpamiętania. Może, wpleść charakterystiki w jakieś wydarzenia i małymi porcjami sączyć informację na temat bohaterów?

Nic mi się nie podobało, a najmniej pomysł i wykonanie. :-(

Mam wrażenie, Maksymilianie, że szkoda czasu na wskazywanie błędów, bo i tak lekceważysz wszystkie uwagi.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A mnie tam pomysł się spodobał. Ot, lekka opowiastka bez pretensji do dzieła sztuki. Jeśli nie prawdziwa w stosunku do przemysłu lekarstw, to dużej części branży kosmetyków. ;-)

Ale to przedstawienie bohaterów na początku faktycznie słabe.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka