- Opowiadanie: TyraelX - Jednostka WIDMO

Jednostka WIDMO

Trzecia próba ze zmierzeniem się z czymś dłuższym, niż drabble, short...

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Jednostka WIDMO

Nad irańską pustynią Kavir świeciły tysiące gwiazd. Noc, jak na tę porę roku, była wyjątkowo zimna. Wiatr niósł ze sobą aromatyczny zapach przypraw z obozowiska rozbitego nieopodal, u stóp gór Elbrus. Według danych polskiego wywiadu, obóz znajdował się u wejścia do tajnego kompleksu naukowego, mieszczącego się wewnątrz góry. To w nim znajdował się cel.

Jednostka specjalna WIDMO działała w polu dopiero pół roku, ale od pierwszej operacji odznaczała się stuprocentową skutecznością. Wróg „nie wiedział, co go trafiło”, WIDMA nie zostawiały też żadnych śladów działania. Jednostka doskonała – i tylko dla najlepszych. Jedyną wadą WIDM był czas działania – akcja nie mogła trwać dłużej niż półtorej godziny. Mniej więcej tyle wytrzymywały organizmy komandosów, będących pod wpływem „Jadu”. Jeśli po tym czasie nie zaaplikowano odtrutki – groził im wstrząs anafilaktyczny, najczęściej kończący się zgonem.

 

~~~

 

– Grupa Alfa na pozycji… – zameldował szeptem kapitan Gradowski.

– Beta w gotowości… – potwierdził podporucznik Madej.

– Możecie ruszać. „Cisza i skuteczność”! – dowódca w sztabie wydał pozwolenie na rozpoczęcie akcji „Cień”.

Kapitan Marek „Mara” Gradowski, wraz ze swoją grupą, zajęli ustaloną pozycję, około kilometra od celu. Uruchomił łącze ze dwoma pozostałymi członkami grupy Alfa. „Łącze aktywne, synchronizacja w toku” – na ekranie LCD widoczny był szary pasek postępu. Wskazywał pięćdziesiąt procent. „Mara”, „Szelest” i „Zjawa” położyli się płasko na ziemi, zakrywając swe ciała płachtami kamuflażowymi.

– Beta, rozpoczęliśmy procedurę, ubezpieczajcie nas. Uwaga – na godzinie drugiej widzę ruch… to chyba strażnik, miejcie go na oku – szeptał „Mara”.

– Widzę go, kapitanie. Nie podejdzie zbyt blisko – spokojnym głosem potwierdził członek Bety, obserwując przez noktowizyjną lunetę karabinu snajperskiego zataczającego się lekko ze zmęczenia Araba.

– „Szelest”, „Zjawa”, tłumienie i zaaplikować mieszankę! – rozkazał swoim ludziom. Ci już trzymali w gotowości polowe strzykawki. Trzej żołnierze z Alfy założyli maski tłumiące. Zasłaniały one oczy przyciemnianymi goglami, wytłumiały nawet najgłośniejsze krzyki, a do uszu wstrzykiwały piankę absorbującą dźwięki, tworząc niemal idealne stopery. Od tej pory komandosi byli bezbronni – aż do pełnej synchronizacji jaźni. Rozległy się trzy ciche pstryknięcia. „Jad” (jak nazwano sztuczny hormon, odkryty rok wcześniej w porosyjskich bunkrach pod Warszawą), zaczął działać niemal natychmiast.

Członkowie Alfy cierpliwie czekali, aż ich świadomości się połączą.

Za każdym razem były to najdłużej trwające dwie minuty w życiu. „Aby uodpornić się na ból, trzeba pokonać jego najsilniejszą postać’ – tak ich uczono przed przyjęciem do WIDM. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić…

„Jad” palił trzewia komandosów, rozlewał się metaliczną goryczą w ustach, próbował rozsadzić głowę. Ich zmysły pracowały na przyspieszonych, ponad granice możliwości zwykłego człowieka, obrotach. Oczy wypalał niemal niewidoczny blask tysięcy gwiazd, uszy rozsadzał przytłumiony dźwięk tętna. Skóra piekła, palona tysiącami bodźców, aromatyczny zapach niesiony z wiatrem przyprawiał o mdłości…

…aż nastąpił spokój – niczym niezakłócony, błogi spokój. Alfa była gotowa.

„Mara” podniósł się jako pierwszy – to on dziś był najsilniejszy. Tym samym kierował wspólną świadomością komandosów. Rozejrzał się współdzielonymi trzema parami oczu – pustynia jawiła się w mdłym, zielonym świetle. Wyraźnie słyszał rozmowy strażników obozu – wyostrzony „Jadem” słuch sprawował się wyśmienicie. Szkoda, że hormon nie dawał też zdolności rozumienia języków obcych…

„Ruszamy!” – przekazał w myślach pozostałym członkom komanda.

 

~~~

 

Abdul Rahim służył w Atom-Irani od trzech lat. Poświęcił się sprawie absolutnie. Oddałby za nią życie, gdyby pojawiła się taka konieczność. Bo czy jest coś ważniejszego, niż Allach i ojczyzna?

Tej nocy Rahim pilnował obozu od strony północnej. Jego uwagę przykuł niewyraźny ruch w oddali – chwycił lornetkę, próbując przeniknąć wzrokiem panującą dookoła czerń. Na granicy widoczności zauważył dwa spółkujące szakale. Nawet nie poczuł, jak metr od niego przemknęło trzech, doskonale wtapiających się w mrok, żołnierzy polskiej jednostki specjalnej WIDMO. I tylko dzięki swojej nieuwadze Abdul Rahim jeszcze żył.

 

~~~

 

Trójka komandosów z Alfy, poruszając się bezszelestnie w mroku, minęła strażnika, podpatrującego przez lornetkę jakieś pustynne zoo-porno. Obok kolejnych dwóch strażników, zajętych piciem mocnej kawy, przeszli równie niepostrzeżenie.

Dotarli do drzwi kompleksu. To było zadanie dla „Szelesta” – speca w omijaniu wszelkich zabezpieczeń. Wystarczyła mu chwila wzmożonej koncentracji… i po kilkunastu sekundach grupa mogła poruszać się w głąb tajnej bazy.

O tej porze kompleks badawczy był prawie pusty. Korytarzami przemieszczali się co prawda żołnierze irańskich sił zbrojnych, ale ich uzbrojenie i wyszkolenie nie stanowiło realnego zagrożenia – polskie komando nie napotkało żadnych problemów w dotarciu do serca podziemnego laboratorium. Kilka drzwi i krat, na które natknęli się po drodze, było niczym dla umiejętności „Szelesta”.

W końcu dotarli do sali centralnej. Ogromne pomieszczenie, o kształcie igloo, wydrążonego w skale, wypełniały rzędy ustawionych koncentrycznie komputerów, połączonych z centralnie umiejscowioną konsolą. Na ekranie monitora nieustannie przemieszczały się rzędy obliczanych danych.

„Zjawa” przejął kontrolę nad współdzieloną jaźnią – sam zajął się ekstrakcją danych z centralnego terminala, a kolegów z zespołu ustawił plecami do siebie na planie trójkąta, aby go ubezpieczali. Skupił się na łamaniu zabezpieczeń systemu. Po pięciu minutach od infiltracji obiektu przejęte dane bezpiecznie spoczywały we współdzielonej pamięci „Zjawy” i reszty grupy Alfa.

– Masz wszystko? – zapytał telepatycznie Gradowski?

– Wszystko a nawet więcej – potwierdził „Zjawa”. Zespolona świadomość była genialnym rozwiązaniem, znacznie ułatwiała komunikację, ale miała też jedną wadę. Lekarze twierdzili, że każdy członek zespołu udziela „współjaźni” około siedemdziesięciu procent własnych myśli, stąd żołnierze musieli ustalać między sobą niektóre fakty.

– Ok, zadanie wykonane. Ewakuacja do punktu zbornego – zakomunikował „Mara”.

W tym momencie usłyszeli strzały w oddali. Beta najwyraźniej zmuszona była podjąć walkę z nieprzyjacielem.

– Ruszać się! – rozkazał dowódca. Alfa wystrzeliła w kierunku wyjścia.

 

~~~

 

– Zmienić pozycje! Otoczyli nas – wrzeszczał Madej do reszty członków Bety, trzymając jednocześnie pod ciągłym ostrzałem dwóch Arabów, kryjących się za niewielkim głazem. – Kosiński, za tobą! – ale podporucznik „Kosa” zdążył już zdjąć krótką serią zbliżającego się od tyłu zamaskowanego żołnierza – w powietrzu słychać było tylko ciche „tsst-tsst-tsst” z wytłumionej broni półautomatycznej.

– Alfa, jeśli mnie słyszycie, przydałaby się pomoc! – krzyczał Madej w kierunku obozowiska. Użycie radia nie wchodziło w grę, ale wyostrzony słuch „Mary” i jego partnerów był w stanie wyłapać prośbę o wsparcie.

Zza rozsianych po okolicy „piaskowych zamków” wyskakiwali kolejni irańscy żołnierze. Sytuacja Bety z każdą upływającą sekundą zmieniała się z poważnej na krytyczną. Madej, zajęty ogniem zaporowym, nie zauważył zbliżającego się z flanki niskiego Araba. Gdy na niego spojrzał – było już za późno. Broń wycelowana w głowę nie mogła chybić.

 

~~~

 

– „Zjawa”, idziesz ze mną. „Szelest”, wypatruj wroga! – Gradowski maksymalnie przyspieszył kroku.

 

~~~

 

Podporucznik Madej kątem oka zauważył drobnego Araba, przykładającego mu broń do skrywanej przez hełm głowy. Jak w zwolnionym tempie dostrzegał każdy szczegół czarnego pistoletu, będącego najwyraźniej ostatnim widokiem w życiu młodszego oficera polskich sił lądowych. Wiedział, że na reakcję jest już za późno.

W tym samym momencie arabski żołnierz wykonał niespodziewany ruch – rękę, w której trzymał broń, uniósł wysoko nad głowę, nadgarstek wykrzywił się pod nienaturalnym kątem. Pistolet wypadł z bezwładnej dłoni. Lecz zamiast upaść na zimny pustynny piach, zawisł w powietrzu, na wysokości głowy zaskoczonego Araba. Celował prosto między oczy młodego szyity. Lecz nie wystrzelił – uderzył za to chwytem z impetem w skroń irańskiego żołnierza.

Madej momentalnie zorientował się, co się dzieje – astrale grupy Alfa są na miejscu.

Widział bardzo niewyraźny, mlecznobiały kształt, przypominający człowieka, sunący kilka centymetrów nad piaskiem. Obserwował, jak eteryczne ramiona podporucznika „Zjawy” przetrącają nadgarstek islamskiemu wrogowi i pozbawiają go przytomności jego własną bronią.

W tym samym czasie „Kosa” Kosiński miał problem z zaciętym zamkiem w broni. Był świetnie wyszkolonym żołnierzem, ale w obliczu czterech nadbiegających szyitów oraz z niesprawną bronią w rękach – jego szanse na przeżycie drastycznie malały. I wtedy poczuł, jak na karku zjeżyły się wszystkie włosy, a ciałem wstrząsnął dreszcz – oddech później zauważył przepływającą przez niego białą mgiełkę. „Mara” nie miał czasu na omijanie kolegów z Bety – ich życie było ważniejsze, niż dobre samopoczucie.

Gradowski pod postacią astrala błyskawicznie doskoczył do dwóch Arabów, będących bliżej „Kosy”. Pierwszego po prostu powalił zmaterializowaną na wysokości czoła pięścią. Drugi miał mniej szczęścia – dłoń kapitana „Mary”, zanurzona głęboko w ciele żołnierza, zacisnęła się na tchawicy, powodując rozległe wewnętrzne obrażenia.

W tym momencie pojawił się „Szelest”. I to pojawił się dosłownie – projekcja jego ciała astralnego tuż przed pozostałymi dwoma Arabami zbiła ich z nóg. Tyle wystarczyło, aby „Zjawa” dokończył przedstawienie – jednego szyitę podrzucił w powietrze, chwaląc się swoimi telekinetycznymi zdolnościami, drugiego powalił na piach, podcinając mu nogi. Po chwili pierwszy nieszczęśnik twardo wylądował na swoim leżącym na piasku druhu, skutecznie pozbawiając ich obu przytomności.

– Powrócić do szyku – rozkazał Madej podkomendnym z Bety. Tym razem to grupa wsparcia mogła dziękować członkom Alfy za pomoc. WIDMA uratowały im dupy.

Trzy zjawy żołnierzy krążyły jeszcze przez chwilę dookoła, uważnie lustrując okolicę eterycznymi oczami. W promieniu kilometra nie odnotowały żadnych oznak alarmu wśród irańskich żołnierzy, a ci, którzy leżeli pokotem u stóp grupy Beta, ockną się za jakieś trzy godziny – dzięki drobnemu wsparciu ze strony chloroformu. A wtedy dwie grupy polskich komandosów będą daleko stąd.

– Reintegracja! – pomyślał Gradowski. Trzy duchy członków Alfy momentalnie odpłynęły w kierunku swoich ciał – leżących na zimnych piaskach pustyni Kavir pięćset metrów dalej, przykrytych maskującymi płachtami, z ciemnymi goglami na oczach.

 

Koniec

Komentarze

Hmmm. Tekst totalnie nie w moim stylu – żołnierze, tłuką się o coś, ale chyba nie wyjaśniłeś, o co. Fajnie, że nasi wygrali, i to chyba nawet bez strat własnych, ale co z tego wynika?

Napisane sprawnie i pomysł wydaje się ciekawy. Ale jest to pomysł na świat – dodaj jeszcze ciekawe (również dla bab i pacyfistów) wydarzenia.

Babska logika rządzi!

Jeśli po tym czasie nie zaaplikowano odtrutki – groziły im ostra reakcja alergiczna w postaci wstrząsu anafilaktycznego, spowodowanego toksycznymi produktami rozkładu hormonu – najczęściej kończąca się zgonem.

Jeśli po tym czasie nie zaaplikowano odtrutki – groziły im ostra reakcja alergiczna w postaci wstrząsu anafilaktycznego, najczęściej kończąca się zgonem.

 

Czytelnik raczej w pompie ma, że to rozkład hormonu coś powoduje, o ile to nie jest istotne dla fabuły gdzieś dalej.

 

Cudzysłów: jeden, dwa, mnóstwo… Czy ksywek osób i nazw grup nie można bez nich?

 

Faktycznie, sama scena kradzieży i walki prezentująca pomysł – brak zawiązania akcji, fabuły. Weszli, wzięli, wyszli. Można się domyślać, że rąbnęli potomkom Chomeiniego program atomowy, ale nic ponadto. Czy wykorzystają go, by na Pomorzu w końcu uruchomić normalną, komercyjną elektrownię atomową? Czy sprzedadzą go sojusznikom za nowy program offsetowy? Czy wykryją, że Tupolew był napromieniowany? ;)

 

Sprawnie, szybko.

 

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Finklo, Fishu – pózniej odpiszę i się ustosunkuję – teraz dziękuję za lekturę i sugestie.

 

Cisza i skuteczność!

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

Jednostka specjalna WIDMO działała w polu dopiero pół roku. Ale od pierwszej operacji odznaczała się stuprocentową skutecznością. Wróg „nie wiedział, co go trafiło”, WIDMA nie zostawiały też żadnych śladów działania. Jednostka doskonała. I tylko dla najlepszych. Jedyną wadą WIDM był czas działania. Akcja nie mogła trwać dłużej niż półtorej godziny. Mniej więcej tyle wytrzymywały organizmy komandosów, będących pod wpływem „Jadu”. Jeśli po tym czasie nie zaaplikowano odtrutki – groził im wstrząs anafilaktyczny, spowodowany toksycznymi produktami rozkładu hormonu – najczęściej kończący się zgonem.

<> Ale żeś poszatkował ten akapit! Jak dla mnie – za dużo zdań prostych, za mało złożonych. Tekst wydaje się urywany. Popracowałbym nad nim.

Madej, zajęty ogniem zaporowym nie zauważył zbliżającego się z flanki niskiego Araba.

<> Wydaje mi się, że tu, po "zaporowym" powinien być przecinek.

 

Opowiadanie całkiem mi się podobało, choć to tak naprawdę sam opis misji, o której nie wiemy praktycznie nic – można się tylko próbować domyślać i fantazjować. (chodzi o jakąś elektrownie atomową?)

Jednak chętnie przeczytałbym coś więcej z tego świata, który zapowiada się naprawdę ciekawie! Mam nadzieję, że jeszcze w nim coś napiszesz.

Co do błędów, to zauważyłem właśnie nieraz za bardzo poszarpane akapity. Wyżej masz to wskazane.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić…

Nie wiem czemu, ale to mi się nie podoba. Zdanie, jak dla mnie, zbyt oklepane.

 

Ale ogólnie opowiadanie (scena?) na plus :)

Mee!

Pomyśl nad dłuższą formą. Dałeś próbkę, która może smakować i owszem, smakuje, lecz pozostawia czytelnika w pustym polu, jak każda opowieść bez rzeczywistego początku. Kto, kiedy, jak, gdzie… No i po co?

Interesująca scenka, bo tylko scenka – nadawałaby się spokojnie do "Konfrontacji". Również nie w moim stylu, pustynie, tajne służby itp., ale przeczytałam bez kłopotów. Pokaż coś, co ma jeszcze początek i zakończenie ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Powiem tak – fajnie, że wygrali Polacy, fajnie, że mamy elitarną jednostkę, tylko cóż z tego? Tekst jest napisany sensownie, ale zdecydowanie brakuje mi w nim fabuły, która mogłaby mnie wciągnąć. Dobrze, jeśli opowiadanie ma jakąś ciekawą bazę, ale powinno mieć jeszcze składną, wciągającą fabułę.

Finklo – fakt, że przeczytałaś ten tekst, którego pomysł wydaje się być ciekawy, pomimo, iż jest zupełnie nie w twoim stylu… cieszy mnie ;) . Nie obiecuję, że dodam do niego coś dla bab i pacyfistów – bo nie chcę z tego zrobić opery mydlanej. A może jednak jako super-oprycha w scenie finałowej dodam Kasię Cichopek, grożącą światu swoim "Poradnikiem" ?… ;)

 

Fiszu – skoro czytelnik ma to mieć w pompie – usuwam – dbajmy o pompy bliźnich swoich (i cudzych, a już przede wszystkim własne).

Co do inwazji cudzysłowów – nie mam pomysłu na korektę. Wydaje mi się, że tak właśnie wygląda poprawny zapis nazw jednostek wojskowych, kryptonimów misji oraz ksywek (Ryszardzie, pomóż!). Na chwilę obecną – to zostawiam bez zmian.

 

KozaJunior – masz całkowitą rację, przecinek gdzieś mi umknął – poprawione! Akapit z ranami szarpanymi też posklejałem – zobaczymy, czy się zrośnie bezboleśnie.

 

Reszta ( ;D ) – macie rację, że jest to bardziej scenka, niż pełnowymiarowe opowiadanie. Chyba niezbyt jasno wyraziłem się w przedmowie (a kategorii SCENKA jeszcze nie ma w edytorze :D ): od dłuższego czasu długie formy napawają mnie (może nie strachem, ale) … zwątpieniem swego rodzaju. Dlatego poprzez "dłuższą formę" miałem na myśli tekst o większej objętości (niż średnia moich "produkcji").

Sama "Jednostka WIDMO" jest pomysłem na pełnoprawne opowiadanie – fabuła i różne wątki gdzieś tam lęgną się od kilku tygodni w łepetynie mej. Więc jest bardzo możliwe, że prędzej czy później wrzucę kolejny fragment (a może całe opko – jeśli nie zwątpię ponownie ;P ).

 

Dzięki za odzew i poświęcony na lekturę czas. Ktoś jeszcze? ;)

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

Nie obiecuję, że dodam do niego coś dla bab i pacyfistów – bo nie chcę z tego zrobić opery mydlanej. A może jednak jako super-oprycha w scenie finałowej dodam Kasię Cichopek, grożącą światu swoim "Poradnikiem" ?… ;)

Ojjjj, pojechałeś po bandzie. Uprzejmie informuję, że nie odróżniłabym pani Cichopek od… hmmm, od żadnej innej, modnej aktualnie celebrytki. Na odróżnienie od celebryty mam pewną szansę. O ile nie będzie zbyt metroseksualny. O "Poradniku" nigdy nie słyszałam.

Widzisz, nie lubię historii, w których jest tylko i wyłącznie walka i seks. Wydaje mi się, że coś takiego może satysfakcjonować tylko nastoletnich chłopców, a do tej kategorii nigdy nie należałam i bardzo wątpię, żeby coś się zmieniło pod tym względem. Ale jeśli autor tłumaczy, o co ci wszyscy ludzie walczą i dlaczego to dla nich takie ważne, to już nie jest źle.

Babska logika rządzi!

Finklo – droczyłem się, może niezbyt wyraźnie. W ramach przeprosin: uśmiechajka! :D (znasz "odruchy gębowe", zaprezentowane gdzieś tam przez Sajko?)

 

W zamyśle mam historię z kilkoma zwrotami akcji i lekkim wątkiem spiskowym, ale póki co ciiiiiiii…. (chopek) ;)

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

Znam. Gdzieś tam miało miejsce pod moim tekstem. Pogrążasz się. ;-)

No to czekam na ten wątek spiskowy. :-)

Babska logika rządzi!

Nie "pogrążam się", tylko daję znać, że czytałem twój tekst! :P

 

 

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

Przecież zaznaczyłeś, że przeczytałeś, skomentowałeś. Mnie to przekonało. ;-)

Babska logika rządzi!

Dobre. Trochę za krótkie, ale bardzo ciekawy pomysł. Trzeba tylko na przyszłość uważać na równowagę elementów. Żeby nie było zbyt mistycznie ani zbyt przygodowo. W tym konkretnym wypadku jest w sam raz. Chętnie poczytam więcej w tym klimacie.

Infundybuła chronosynklastyczna

Dziękuję, Stefan. Wrócę do tego tematu w przyszłości – pewnie nieco odległej, ale na pewno :)

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

Dokumentalny wręcz zapis działań jednostki WIDMO może być pomysłem na opowiadanie, bo na razie opowiadaniem nie jest. Ale przeczytałam bez przykrości. ;-)

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka