- Opowiadanie: Maksymilian Pałac - Ludołactwo

Ludołactwo

Trzecie opowiadanie na dwie strony. Następne postaram się na trzy. A jak Bóg da, kolejne będą  jeszcze dłuższe.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Ludołactwo

Piętnastego lutego, zbliża się północ. Peryferie Płazinek, typowej wsi, jakich w Polsce wiele. Ledwie 500 mieszkańców, około 100 domów. Kiedy jedzie się do Czosnkowic z Wieruchów, trzeba tamtędy przejechać. Nie ma bata, choć ostatnio burmistrz Wieruchów wspominał coś o obwodnicy wokół wsi.

Płazinki, to jest miejscowość w której albo pracujesz w mieście, albo jesteś bezrobotny i udajesz rolnika. Przy nowoczesnym i ładnie wyglądającym domu stoi jakaś pokraka z lat dziewięćdziesiątych. A przy tej pokrace z kolei, stoi jakiś relikt z peerelowskiej epoki. I tak w kółko. Przy jedynej brukowanej drodze, przechodzącej przez środek wsi, rosną stare kasztany. Powyginane jak łapy bestii wychodzącej z ziemi. Inne drogi we wsi są ziemne, utwardzane nogami i kołami użytkowników. A za domami jest "las". Las mieszany, do którego nadal zwozi się śmieci, mimo zmian związanych z wyrzucaniem odpadków. Nie muszę mówić, że efektem tego jest smród wypełniający cały ten leśny przybytek. W czasie kiedy nie ma śniegu, do tego krajobrazu trzeba dodać jeszcze wstrętny odór nielegalnie spuszczanego szamba. Dzięki temu krótkiemu opisowi, można wyobrazić sobie Płazinki w całej okazałości.

Jednak tak łatwo nie da się opisać atmosfery, czy raczej jakieś mrocznej siły, która spowija całą wieś. Kierowcy, którzy przejeżdżają przez Płazinki, nie lubią się tam zatrzymywać. I to nie dlatego, że we wsi auta znikają jak grzyby po grzybobraniu. W tej miejscowości zdarzają się rzeczy, które powodują, że ze strachu włosy stają dęba, a czasami nawet wypadają.

 Raz urodziło się dziecko ze spiczastymi uszami, innym razem znaleziono wielkie skorupiaki ( wielkości sarenki) w rzece wypływającej z góry Wichrzycy. Tajemnicze stawonogi zapewne utopiły się. Zapach wódki, który je otaczał, wskazywałyby na wypadek… Choć mieszkający samotnie przy Wichrzycy dziwak i menel, Wiercikowski, w dniu wyciągnięcia tajemniczych ciał był kompletnie pijany, mokry i pobity. Nikt jednak nie zwrócił na to wtedy uwagi.

Najgorszym z takich dziwnych zjawisk był atak wilkołaka. Jędrek Recibór, bo tak się rzeczony likantrop nazywał, zmienił się w bestie w czasie jednej z pełni księżyca kilka lat temu, w 2010. Pobiegał trochę po wsi, po czym skończył jak masa zwykłych kundli w Płazinkach. Wpadł pod auto. Narobił wiele szkód materialnych, a ani policja, ani ubezpieczyciele nie chcieli uwierzyć w przemianę Recibora – to było w tym najgorsze. Teraz jest jednak piętnasty dzień lutego 2014, dochodzi północ. Czy wydarzy się coś, o czym będzie można mówić przez najbliższe dwa tygodnie. Coś co poruszy serca i umysły? COŚ co spowoduje, że przestaniemy postrzegać świat takim jakim jest? Zobaczymy.

Marcin Kałuski, licealista chodzący do liceum w Wieruchach, starał się relaksować, słuchając radia. Komputer w naprawie, telewizor był bezużyteczny po tym, jak antenę trafił piorun, a książek nie lubił z definicji. Prawie udałoby mu się zrelaksować gdyby nie jego wierny przyjaciel. Leonidas, tak się jego wierny przyjaciel nazywał, siedział przed nim na podłodze i patrzył na Marcinka. Czego chciał od Kałuskiego? Jeśli wyjść na spacer – za późno na takie zabawy, jeśli jeść – miska z żarciem dla psa pełna. Parafrazując starą prawdę, Leonidas tak długo wpatrywał się w Marcina, że aż Marcin zaczął wpatrywać się w swojego psa. Golden retriever, odmiana aryjska czyli biszkoptowa, inteligentne oczy, uszy nastawione jak dwa radary. Bardzo długa sierść. Nic nie zwykłego. Ale ten wzrok. Kałuski zaczął odczuwać dyskomfort. Wybiła północ. Gdyby licealista zobaczył niebo, mógłby podziwiać piękną pełnie księżyca. Ale bardziej zajęty był obserwacją czworonoga.

„Czego ode mnie chcesz, cholero?” pomyślał sobie Marcin. Leonidas ziewnął, rozwierając całą paszczę. Jego pan również ziewnął. Pies zaczął strzeżyć kły, Kałuski ze strachu wbił dłonie w podparcia fotela i zaczął wsuwać się w niego, najgłębiej jak tylko mógł. Pies zaczął warczeć, charkać, trząść się. Licealista oglądał to z zapartym tchem, jak dobry film. Wcale nie myślał o tym, a by psinie jakkolwiek pomóc. Retriever położył się na plecach, łapy wyciągnął do przodu i zaczął się trząść jak epileptyk. Po chwili wszystko ustaje. Łapy zmieniają swoje położenie, pysk się kurczy, ogon zanika, włosy odpadają a Marcinek ze strachu blednie.

Równo kwadrans po północy jest już po całej przemianie. Przed młodym Kałuskim stoi bardzo przystojny dwudziestoparolatek. Klata umięśniona, ale nie przesadzona, włosy blond, oczy niebieskie. Jaki pan, taki pies?– bzdura, Marcin Kałuski jest spasionym nastolatkiem o długich, czarnych, niezadbanych włosach. Przy swoim „psie” wygląda jak straszydło.

-No witam, Marcinek. Co tam?-zagaił rozmowę Leonidas.

Kałuskiego zatkało. Był świadkiem transformacji własnego psa w człowieka. To musiało być coś w stylu „sprzężenia zwrotnego” – tyle że dla wilkołactwa. Jeśli człowiek ugryziony przez wilkołaka zmienia się w potwora, sterowanego przez instynkt mordercy, który tylko potrafi wyć, polować i lizać się po jajkach, to pies ( po zarażeniu się tą chorobom) siłą rzeczy, zmienić się musi w przystojnego człowieka, który jest miły, przyjacielski i wygadany. Nie ma takiej rury na świecie, której nie dałoby się odetkać, Marcin odpowiedział:

-Do budy, ale już!

Leonidas usiadł na długim materacu, znajdującym się przy drzwiach do balkonu. Marcin zaczął zastanawiać się nad wyleczeniem swojego ukochanego czworonoga z klątwy. Miał wiatrówkę, srebrny śrut też by się znalazł, więc czemu nie zaaplikować psince jednej srebrnej pestki w cztery litery? Srebrny medalik na szyję i po problemie? Tylko jak wytłumaczyłby sąsiadom to, że pies chodzi z krzyżykiem na klacie? Chłopak postanowił podjąć naprawdę męską decyzję. Nie zrobi nic. Problem w końcu sam się rozwiąże.

-Słuchaj, Marcin. Skoro mogę mówić, to chcę to wykorzystać najlepiej jak się da. Chodzi mi tylko o jakość jedzenia, jakie mi dajecie. Jest okropne! Super Dogs Food pachnie, wygląda i smakuje jak gówno. Uwierz mi, wiem co mówię, to ostatnie zdarzyło mi się już jeść nie raz. Curina Dogs Health jest jeszcze gorsza. Nie dość, że powiela wady poprzednika, to ma działanie przeczyszczające. Karma wspomagająca odchudzanie psa? Dobre sobie. Ja nie chce wiele. Kiełbaska od czasu do czasu, ale nie rzadziej niż 3 razy w tygodniu. Chleb z masłem też może być. Kotlet raz na miesiąc. A na koniec, jako deser po każdym posiłku – WhiteCat. Nawet nie wiesz, jak to żarcie dla kotów jest dobre.

Jeśli nie spróbujesz chociaż wywiązać się z jednej podanej propozycji, to będę musiał wyciągnąć konsekwencję. Przy najbliższej pełni księżyca, kiedy w domu będą twoi rodzice, opowiem im na jakie strony wchodzisz, będąc na Internecie, kiedy nikt na ciebie nie patrzy. Jasne?

Marcin Kałuski się wnerwił. Najlepszy przyjaciel człowieka, właśnie go zaszantażował. Szantażysta to terrorysta, a grubasek z terrorystami nie rozmawiał. Zebrał ze stołu gazetę, zwinął ją i podszedł do Leonidasa. Zaczął go okładać, z góry na dół.”NIE SZCZEKAĆ NA PANA”, wycedził przez zęby. Ludołak obrócił się plecami do właściciela. Postanowił nie odezwać się do niego więcej ani słowem tego wieczora. Plecy go bolały, ale bardziej bolała go urażona duma. Marcinek zgasił światło w kuchni, wlazł na piętro, do swojego pokoju. Miał całą tą sytuacje po dziurki w nosie. Przebrał się i położył na łóżku.

Dziesiąta przed południem, dzień następny. Rodzice Kałuskiego wrócili przed trzema godzinami, w nocy byli w teatrze, a później pojechali do babci gdzie zostali do siódmej. Teraz po odpoczynku jedli śniadanie z synem. Młody Kałuski zapytany czy w domu było spokojnie, nie zaprzeczył. Tylko chwycił duży kawałek kiełbasy i dał Leonidasowi.

 

Nie stało się nic, co mogłoby być przyczynkiem do plotek, mitów czy legend wokół domu Kałuskich. Ale kilka polnych dróg dalej, doszło do rzeczy, które mogłyby zmienić sposób patrzenia na świat nie jednego człowieka. Niestety, narrator był tak zajęty podglądaniem domu Kałuskich, że o tamtej ,drugiej sytuacji dowiedział się od swoich cichych przyjaciół. No, tych imigrantów o niskim wzroście, dużych czarnych oczach i wielkich głowach. Ale tamtego zdarzenia nie opisał, bo go nie widział.

Koniec

Komentarze

Ojejku, przecież to materiał na drabla… W sumie nie taki znów najgorszy, ale zdecydowanie do skrócenia.

Powinieneś także przyjrzeć się ((jeszcze) raz) interpunkcji, sprawdzić tekst pod kątem literówek i powtórzeń i zastanowić się nad kwestiami typu "15 luty czy piętnastego lutego?" oraz "czy nie jeden to to samo co niejeden?"

Pozdrawiam!

O wiele mi przyjemniej, gdy nie mam uwag wcale lub mam ich tak mało, że nie warto ich wypisywać. Ale cóż, chyba trzeba to zrobić, abyś wiedział, Autorze, jak nie pisać…

 

15 luty, zbliża się północ. –> piętnasty lutego. Liczebniki w beletrystyce zapisujemy, poza nielicznymi wyjątkami, słownie.

Peryferie Płazinek, typowej wsi, jakich w Polsce wiele. – peryferie? Formalnie w porządku, ale sensu w tym niewiele. To się odnosi do naprawdę dużych obiektów i obszarów, jak miasto, cały kraj. Obrzeże, skraj…

Ledwie 500 mieszkańców, około 100 domów. – liczebniki. Poza tym śmieszy, że zdanie sugeruje dokładne policzenie mieszkańców, ale domów, chociaż jest ich mniej, już nie… To niezręczne „zróżnicowanie dokładności”.

Kiedy jedzie się do Czosnkowic z Wieruchów trzeba tamtędy przejechać. –> przejechać przez rzeczone „peryferie” wsi? Tak napisałeś, tak wynika z dotychczasowego fragmentu tekstu. Brakuje przecinka.

Nie ma bata, choć ostatnio burmistrz Wieruchów wspominał coś o obwodnicy do Czosnkowic. –> to dopiero element fantastyczny, wioseczka z obwodnicą… Poza tym obwodnica, jak sama nazwa wskazuje, nie prowadzi „do”, lecz „wokół”.

Płazinek, to jest miejscowość w której albo pracujesz w mieście, albo jesteś bezrobotny i udajesz rolnika. –> przecinek nie w tym miejscu. Miejscowość, w której pracuje się w mieście? Wiem, co miałeś na myśli – trzeba było napisać tak, jak myślałeś, bez cudowania, to by nie wyszło komicznie i błędnie. Wszyscy, którzy nie pracowali w mieście, rolników tylko udawali? Ciekawe podejście…

Przy nowoczesnym i ładnie wyglądającym domie, stoi jakaś pokraka z lat '90. –> „przy” łączy się z miejscownikiem, nie z wołaczem, czyli „przy domu”. Ale to wygląda w piśmie i brzmi w mowie pokracznie – lepiej użyć przyimka „obok”, „między” (domami). Liczebnik! Niepotrzebny przecinek.

A przy tej pokrace z kolei, stoi jakiś relikt z epoki peerlowskiej. –> niepotrzebny przecinek. Peerelowskiej epoki.

Najpierw piszesz "peryferie Płazinek", czyli nazwa brzmi "Płazinki". Potem piszesz, że "Płazinek to jest miejscowość…". To w końcu jak się ta wieś nazywa?

 

I tak, Autorze, dalej i dalej, jeszcze i jeszcze. Nie sądzisz, że przed napisaniem kolejnego tekstu warto byłoby zawrzeć nieco bliższą znajomość z językiem polskim?

Tintin, Drable? Brzmi jak wyzwanie. Ale na moim poziomie, to wyzwanie może poczekać. Muszę porwać język polski do piwnicy i trzy mać go tam tak długo, aż mnie pokocha. Albo mnie policja zamknie za porwanie.  

A dlaczego, pytam nieśmiało, poprawki wprowadziłeś tylko tam i te, gdzie i które były pokazane paluchem? Pięćset zostało, sto zostało, przeskok czasów gramatycznych został…

Nie porywaj języka polskiego i nie zamykaj go w piwnicy. Kwiaty, bomboniery i dobre wino dla Pań Gramatyki, Składni, Interpunkcji… Po dobroci więcej z nimi można. :-)

Przegadane. Gdyby tekst skondensować, poprawić puentę i język, to może-może. Ale w obecnej formie – słabo.

I po co to było?

Nic nie zwykłego – piszemy razem.

Rodzice Kałuskiego wrócili przed trzema godzinami, w nocy byli w teatrze, a później pojechali do babci gdzie zostali do siódmej. – o wschodzie słońca pojechali do babci? :))

 

Nie porwało mnie, wykonanie też takie sobie.

Czy opis wsi zaserwowany na początku naprawdę jest potrzebny tekstowi?

Sam zasadniczy pomysł nawet mi się spodobał. Tylko wykonanie nadal kiepskie i to przegadanie…

Ledwie 500 mieszkańców, około 100 domów.

I czemu te cyfry nadal straszą?

Babska logika rządzi!

Zaledwie takie sobie opisanie wsi i dużo lepszy pomysł na Leonidasa.

Wykonanie woła o pomstę do nieba.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka