Informacje

24.06.19, g. 13:56

Kazanie pogrzebowe śp. Macieja Parowskiego - ks. Piotr Wojnar

Nasz człowiek po tamtej stronie

Pożegnanie śp. Macieja Parowskiego

 

Pochwalony!

 

Pogrążona w bólu rodzino: rodzino najbliższych – i rodzino fantastyczna. Czcigodni przedstawiciele władz oraz instytucji chcących uczcić pamięć zmarłego. Drodzy koledzy po piórze śp. Macieja – redaktorzy, pisarze, publicyści; zwłaszcza związani z miesięcznikiem „Fantastyka” / „Nowa Fantastyka”, który zmarły współtworzył i przez wiele lat prowadził. Wszyscy przyjaciele i znajomi śp. Macieja, obecni by towarzyszyć mu w jego ostatniej ziemskiej drodze.

 

Maciej przyciągał ku sobie ludzi z różnych środowisk. Część obecnych nie zna fantastyki; możliwe, że wśród dzisiejszych niezrozumiałych dla nich wspomnień, anegdot i nawiązań mieli nadzieję, że choć kościół będzie spokojnym miejscem. Tradycyjnym, wolnym od fantastyki. Nie dziś! Tu i teraz fantastyka zawitała do kościoła – dzięki Maciejowi. I ksiądz jest częścią tego środowiska. Może nie jestem aż tak zaangażowany, żebym domagał się Biblii i prenumeraty „Nowej Fantastyki” w każdym domu... ale uważam to za całkiem dobry pomysł.

 

Jedna z pozycji kanonu SF to „Diuna” Franka Herberta. Znajdziemy  w niej wzruszającą scenę pogrzebu Dżamisa. Kolejni współplemieńcy podchodzą, mówiąc „byłem przyjacielem Dżamisa!”. Opowiadają, co ważnego wydarzyło się w ich życiu dzięki zmarłemu. „Dżamis mnie uratował”, „Dżamis się podzielił”*. Kiedy nasza ceremonia dobiegnie końca i rozejdziemy się wspominać Maćka, niejeden z nas będzie mógł powiedzieć: „byłem przyjacielem Macieja!” „on mi pomógł”, „wiele mu zawdzięczam”.

Wybaczcie śmiałość, gdy sam dołączę do tych głosów: „byłem przyjacielem Macieja!” Kiedy mój tato przynosił do domu pierwsze numery „Fantastyki”, właśnie zaczynałem czytać. Drukowane tam opowiadania i powieści tworzyły mój gust literacki. Publicystyka współkształtowała sposób myślenia. Maciej i pracujący z nim ludzie byli jednymi z moich wychowawców, na równi z tymi, których miałem blisko. To nie jest wydarzenie jednostkowe. Maciej i pozostałe osoby tworzące miesięcznik nie zrobili ciekawostki, ich praca miała znaczenie nie tylko literackie. To było wielkie wydarzenie społeczne, ogromny efekt domina popychający mnóstwo kolejnych klocków. „Fantastyka” wychowała całe pokolenia dzieci lat osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych i późniejszych. Warto poważnie to zbadać.

 

Dziś wspominamy św. Barnabę. Czytania mszalne z tej okazji mówią o „dobrym człowieku”, który otrzymał „ważną misję”. Jakże to pasuje do Maćka. „Dobry człowiek”. „Ważna misja”. We fragmencie Ewangelii św. Mateusza wysłuchaliśmy przed chwilą nakaz, aby pozdrawiać po chrześcijańsku każdego, nie zastanawiając się, czy na to zasługuje, czy nie. I te słowa przypominają nam o Maćku Parowskim. Witał każdego po chrześcijańsku, „pochwalony!”, zostawiając Panu Bogu, czy rozmówca na to zasłużył.

 

Może z powodu pozdrowienia, może dla pełnionych zadań, był nazywany „Ojcem Redaktorem”. Tytuł znalazł się nawet w stopce redakcyjnej. Tajemnicą naczelnego „Nowej Fantastyki”, pana Jerzego Rzymowskiego pozostanie, czy Maciej w umowie o pracę także figurował jako „Ojciec Redaktor”. Oczywisty żart z Maćka, jego funkcji, czy maniery witania się. Ale z drugiej strony ten tytuł całkiem poważnie oddawał wielki szacunek i życzliwość, jakimi cieszył się w swoim środowisku. Niekiedy i on wzbudzał w kimś gorące pragnienie pokłócenia się. Miał talent zjednywania sobie ludzi, potrafił też do siebie zrazić. Ale co wyjątkowe – wiedział jak tych zrażonych zjednać sobie na nowo.

 

Prócz „Ojca Redaktora” pasuje do niego także o wiele wyższy religijny tytuł. Starożytni Rzymianie nazywali panującego cesarza „pontifex” – „budowniczy mostów”. Później przejęli to katolicy, nazywając tak swoich papieży. Maciej w jakimś sensie sam był mostem, łącząc bardzo odmiennych od siebie ludzi i środowiska. Tak jak na dzisiejszym pogrzebie – są miłośnicy fantastyki i ci, którzy jej nie znają. Wierzący i niewierzący. My, po tej stronie życia i on, już po tamtej...

Żeby być mostem, trzeba zatrzymać się w połowie drogi. Osoby religijne mogły się irytować, dlaczego Maciej skracał pozdrowienie. „Pochwalony” – ale kto taki? Trzeba powiedzieć kto. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Ateiści być może zżymali się na religijne zaczepki. Prowokuje, czy o co mu chodzi? Maciej zaś tkwił pomiędzy nimi, właśnie jak most, sięgając do obydwu światów. Łącząc.

 

Credo fantastów możemy znaleźć w „Niekończącej się historii” Michaela Ende. Główny bohater, chłopiec Bastian „nie lubił książek, w których opowiadano mu w tonacji markotnej i zgorzkniałej o najzupełniej powszednich zdarzeniach z najzupełniej powszedniego życia jakichś najzupełniej powszednich ludzi. Miał tego dość już w rzeczywistości, po co jeszcze o tym czytać?”.**

Sam zawsze miałem wrażenie, że autorzy „zwykłych” książek jakby zamykali swoją wyobraźnię w ciasnej klatce. Dlaczego? Skoro można sięgać „dalej wzwyż, dalej w głąb!”?***

Maciek wiedział, że jest coś więcej niż widok za oknem. Wyobraźnia podpowiadała mu bogactwo światów, zaczął pisać. Ale i tego było za mało, nie przestawał poszukiwać. Szukał w cudzych pracach jako redaktor, czasem niecierpliwie, bo to wciąż nie było to. Gdzieś musi być coś jeszcze!

Na jednym z Polconów Marcin Przybyłek dosadnie ujął ten niedosyt: „pisanie książek fantastycznych pozwala mi tworzyć światy, do których jestem przystosowany. Bo do tego, (cenzura), nie jestem przystosowany!”.

Najdalej za horyzont wychodzi wiara. Dzięki niej nagle staje się oczywiste – nie tu jest nasz dom, to co wokół nas nie może nas zaspokoić.

 

Na koniec wspomnę o Star Treku. W każdym odcinku pojawiały się słowa: „Kosmos, ostateczna granica”****. Ale w kosmosie już byliśmy, mamy stamtąd raporty, prowadzimy badania. Prawdziwą ostateczną granicą jest śmierć. Łatwo ją przekroczyć, gorzej z powrotem. Nie mamy wiedzy o tym co dalej, nadzieję daje wiara. A pociechę myśl, że po drugiej stronie będzie czekał nasz człowiek.  Śp. Maciej Parowski.

 

_______________

 

* Frank Herbert „Diuna”. Tłum. Marek Marszał

** Michael Ende „Niekończąca się historia”. Tłum. Sławomir Blaut.

*** Clive Staples Lewis „Ostatnia Bitwa”. Tłum. Andrzej Polkowski.

**** Star Trek, serial telewizyjny.

Komentarze

Niezłe, szczególnie końcówka. Cieszę się, że mogłem przeczytać.

Amen. Piękna homilia.Dla dobrego i mądrego Człowieka

Od dnia odejścia Macieja świat jest inny, uboższy. Choć nadal toczy się po ścieżce czasu, już nigdy nie będzie taki sam. Gdy odchodzi taki człowiek, jak Maciej, powstaje wyrwa tak wielka, że niepodobna jej zapełnić.

Lecz odejście Macieja nie jest końcem Jego historii. Ko­niec – to kłam­stwo w świecie nieskoń­czonym – uczy poeta, ks. Twardowski. Maciej pozosta­nie obecny w swej twórczości i działalności, będąc istotnym elementem naszej kultury. Maciej będzie troskliwie pielęgnowany w ogrodach naszej pamięci.

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Amen.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Nowa Fantastyka