- Hydepark: Metafizyczne pytanie

Hydepark:

Metafizyczne pytanie

 

Część z Was mnie zna, część nie, w każdym razie opublikowałem tutaj kilka tekstów z różnym powodzeniem, a do zadania tego pytania, które jednocześnie nie może stać się erotemą, skłoniły mnie opinie na temat mojego ostatniego shorta.

 

 

 

Rozumiem, że głównym moim błędem były źle dobrane słowa, których znaczenie czasem mogło się wykluczać – zdarza się, przynajmniej mi, aczkolwiek usłyszałem jeszcze: zbyt wiele cudacznych opisów.

 

I o opisy właśnie chciałem spytać...

 

 

 

Literatura jest formuowaniem myśli, a czym więcej tych myśli, czym lepiej są one opisane – tym atrakcyjnieszy produkt nam wychodzi (oczywiście, nie mam na myśli przegieć). Ale skoro mój styl jest dla Was nazbyt kwiecisty i cudaczny (bo tak odbieram te dziesiątki komentarzy, które na przestrzeni roku bądź dwóch tu dostałem), to czym jest dla Was utwór idealny?

 

 

 

Powiem szczerze, że za wzór do naśladowania uważam Stanisława Lema, a dalej Jarosława Grzędowicza, czyli panów, którzy zmizerniałymi opisami się nie cechują. Czy oni są według Was... źli? Jacyś przerysowani? Czy w takim razie, przykładowo, Philip Dick jest dobrym autorem, bo nie ma WCALE opisów?

 

 

 

Wytłumaczcie mi sposób Waszego oceniania tekstu, czym dla Was jest złoty gral opisywania, bo zaczynam się gubić...

 

Na domiar złego zamieszczę tu swój opis, wyrwany z kontekstu – Dlaczego (cholera) jest cudaczny (bo zapewne dowiem się, że jest)???????

 

– Pierścieniste anihilacyjne zaszumiały i poczęły się obracać, wyglądając w tym pędzie jak gigantyczne zębatki z glansowanego tytanu, jak samolotowe, dziurawe w centrum śmigła. Wydalały coraz to większe światło, które pierwej oblekło wewnętrzne obramowania, a następnie zaczęło rosnąć w fosforescencji i błyszczeć potężnie niebieskim blaskiem, kreując imponujące halo; aż pałanie energii przerodziło się w świetlisty, dziurawy jak rzeszoto gąsior. Wygięły się one naruszając swoją dotychczasową stateczność tafli, zbliżyły naciągnięte ekstremalnie jak giętka tkanina energetyczne powierzchnie do kadłuba, a potem odbiły jakby odeń w drugą stronę, na zewnątrz. Pękły wtedy ze szczęknięciem o wysokiej wibrującej częstotliwości. Pierścienisto rozchodzące się łuny błękitnego brzasku wzbiły subtelnie okręt nad ziemię, zelżały. Wszystko to trwało co najwyżej trzy koma dwie dziesiąte sekundy, a Marcowy Zew odleciał, rozmazawszy się na tle rozgrzanej ściany oscylującego powietrza. ---

 

Pozdrawiam :)

Komentarze

obserwuj

W pierwszym zdaniu brakuje mi rzeczownika. 'Pierścieniste anihilacyjne' wygląda jak dwa przymiotniki; dalej trzeba się mocno wgryźć, żeby zrozumieć który przymiotnik co określa - ergo za dużo przymiotników. Do tego 'poczęły się obracać' i mamy 'wyglądając w tym pędzie' - czyli przeczysz sam sobie, bo obrót dopiero startuje a 'pęd' sugeruje, że już trwa. 'Dziurawe w centrum śmigła' jest mocno niezrozumiałe i nie bardzo wiadomo jak to czytać, tzn. domyślam się, że miałeś na myśli 'śmigła z dziurą pośrodku', ale żeby na to wpaść musiałam przeczytać ze 3 razy. Wgryzanie się w opis zamiast 'płynięcie' z nim zaburza plastykę, stąd cudaczność - zamiast 'widzieć' trzeba się przebijać i domyślać 'ale o co autorowi chodzi'. Przez Twój opis przebija bardziej 'zmanierowanie' a nie plastyka, wbrew pozorom nagromadzenie epitetów wcale nie wpływa na pobudzenie wyobraźni, raczej lepiej jest nakreślić obraz prostymi słowami plus odwołać się do emocji czytelnika i zasugerować, by wrażenia odbierane przez bohatera opowiadania czytelnik poczuł sam. Tu masz z Lema prościutki, jednozdaniowy opis: "(...)szedł prosto na dwudziestopiętrowy statek, który stał w powodzi świateł, na tle blednącego nieba, tak majestatyczny w swym nieruchomym ogromie, jakby naprawdę był niezwyciężony". - opis jest prostymi słowami, bez nadmiaru epitetów, każde słowo jest potrzebne i nie trzeba się zastanawiać 'co autor miał na myśli' plus czysty przekaz, jakie wrażenie wywołuje widok. U Ciebie jest nagromadzenie słów 'mądrych' do tego w mocno niecodziennych zbitkach ("wydalały coraz większe światło" - wydalanie światła jest dość abstrakcyjnym pomysłem, czy należy przez to rozumieć, że światła się pozbywały, jako niechcianego odpadu? Ale czemu do tego 'coraz większe'?; "rosnąć w fosforencji" -? ki diabeł, brać to dosłownie? Czy może światło pobudzało do fosforencji jakiś inny materiał?) - to bardzo utrudnia 'widzenie' sceny, słów jest za dużo, w szczególności za dużo zbędnych przymiotników, trzeba się wgryzać no i nie ma cienia emocji, opis jest suchy, nie wiem jakie wrażenia miał bohater obserwujący zdarzenie, ergo widok emocji we mnie nie wzbudza również. Uff, mam nadzieję, że zrozumiałeś.

Te archaizmy a anachronizmami zmieszane to tak specjalnie? W sensie choćby

zbliżyły naciągnięte ekstremalnie jak giętka tkanina energetyczne powierzchnie do kadłuba, a potem odbiły jakby odeń w drugą stronę, na zewnątrz.

Bellatrix wyłożyła kwestię w sposób elegencki, więc ja powstrzymam się od napisania, jakimi słowami najczęściej kwituje taki jak Twój opis normalny czytelnik.

Tacy jak my nie pojmą głębi jego opisów.

Nie rozumiem tylko jaki cel ma ten temat. Wyrzucenie z siebie frustracji?

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Nie. Poszukiwanie drogi, sposobu pisania...

Bellatrix napisała wszystko, co było do napisania. Temat można z czytsym sumieniem zamknąć. :)

Gdyby tylko tu się dało zamykać tematy ;)

Sygnaturka chciałaby być obrazkiem, ale skoro nie może to będzie napisem

"czym lepiej są one opisane - tym atrakcyjnieszy produkt nam wychodzi (oczywiście, nie mam na myśli przegieć) ""

A wiesz, że przez parę ostatnich lat nie przeczytałem chyba akapitu będącego większym przegięciem niż ten, który zacytowałeś. Może po prostu w stanach krytycznych przerywałem czytanie zawczasu ( ;) )

Nie wiem komu wychodzi atrakcyjniejszy produkt, ale lepsiejszość opisania, to może być pojęcie względne.

"które pierwej oblekło wewnętrzne obramowania"

"aż pałanie energii przerodziło się w świetlisty, dziurawy jak rzeszoto gąsior"

"Pierścienisto rozchodzące się łuny błękitnego brzasku wzbiły subtelnie okręt nad ziemię, zelżały."

Co autor miał na myśli? Co miałem po przeczytaniu tych zdań zobaczyć? Jeżeli jedynie pochylić się nad nieokiełznaną znajomością języka polskiego przez autora, to klapa. Wolę zaystę ujrzeć ( :) ) coś konkretnego poza tą niekiełznaną.

A temat i tak za dzień, dwa zniknie pod dolnym gzymsem.

Cóż beryl, może i nie pojmiesz opisów mojego autorstwa, ale na pewno nie zrozumiałeś głębi, a w zasadzie prostego przekazu moich zapytań, co w przeciwieństwie do Ciebie pojął AdamKB. 

 

Dokładnie, szukam drogi. Gdyż sporo eksperymentuje ze swoim stylem, z lepszym i gorszym skutkiem, aż ostatecznie wolałem zapytać, jak Wy to widzicie i co cenicie, bo zgubiłem samego siebie w tym wiecznym poszukiwaniu.

 

Pomijając już poprawność moich opisów, to ja osobiście lubię takie łączenie, mi się ono podoba :) No ale cóż, ja od zawsze byłem pokręcony, może i w tym względzie rzecz ma się podobnie.

 

Pozdrawiam.

Skoro poszukujesz, to mam nadzieję, że się nie obraziłeś. Przekaz w akapicie nie jest czytelny.

Jeżeli statek staruje, to skupiam się na starcie i czekam na skutek. Jeżeli startuje w jakiś szczególny sposób, ważny dla powieści, to w porządku, ale jeżeli mam się skupiać na każdym słowie opisującym ten start, to moja uwaga wyczerpie się po drugim zdaniu. I czemu ma to służyć? To nie chodzi o "pokręcenie" czy nie. Podejrzewam, że większość piszących jest w jakiś sposób "pokręconych". Tu chodzi o czytelność przekazu. Jeżeli tekst ma wyjść w świat, to nie autor ma mieć przyjemność w pisaniu, tylko czytelnik w czytaniu.

Cóż beryl, może i nie pojmiesz opisów mojego autorstwa, ale na pewno nie zrozumiałeś głębi, a w zasadzie prostego przekazu moich zapytań, co w przeciwieństwie do Ciebie pojął AdamKB. 


Śmiechłem ;D

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Deathhas come, wiesz, z Toba jest jeden problem. Jeśli dobrze sięgam pamięcią, to znamy się co najmniej od roku. Przez ten czas Twoje pisanie w ogóle się nie zmieniło. Sama próbowałam Ci dawno temu pokazywać, dlaczego Twoje teksty nie nadają się do czytania i setki razy widziałam, jak próbowali to robić inni. I nic. A teraz ten temat.

 

Wiesz, co dla mnie to znaczy? Ty ani nie szukasz ścieżki, ani pomocy, tylko kogoś, kto Ci powie: robisz dobrze i rób tak dalej, a wszyscy, którzy mówią inaczej, są głąbami.

 

No sorki, tak Ci może powiedzieć mama albo babcia. Ewentualnie czytelnik masochista.

www.herbatkauheleny.pl

Spróbuj napisać coś "normalnie" i zobacz, jaki będzie odbiór. Niestety nie zawsze to, co się podoba autorowi musi się podobać czytelnikowi. Ja najchętniej zacząłbym pisać powieść fantasy starą polszczyzną, wymyślając przy tym masę własnych słów, których nikt nie zrozumie, żeby był klimat. Bo skoro to fantasy, to skąd tam dajmy na to "europejskie" słowo "król", wywodzące się od Karola Wielkiego? Ja nazwałbym króla, sról, ale nikt tego nie przeczyta, niestety :( :)

Chociaż, po namyśle, ja pisząc "sról" rozumiałbym znaczenie tego słowa. Bo z tego, co widzę Ty, kiedy piszesz, siedzisz godzinami na wikipedii ze słownikiem wyrazów obcych w ręku i myślisz, jak proste słowo zrobić bardziej niezrozumiałym, oryginalnym.

Też miałem kiedyś na to fazę, czego owocem może być poniższe zdanie:

"Wicher zawiał potępieńczo, ponownie grzmotnęło, na firmamencie pojawiły się i prędko zniknęły cienkie smugi cytrynowych pajęczyn wyładowań atmosferycznych; mrok zbladł na ułamek chwili, stając się jeszcze bardziej upiornym i pełnym grozy."

Ja jednak, szukając fajnych wyrazów w słowniku, starałem się pojąć ich sens, zwłaszcza przy łączeniach z innymi wyrazami.

Dlatego pisz tak, jeśli chcesz, jednak radzę zagłębić się w znaczenie tych słów i tworzonych z nich zdań.

Wtedy ktoś napewno to przeczyta, ale pytanie, ilu się na to porwie. Mojego tekstu z cytatu powyżej niewiele osób chciało czytać :)

Pierścieniste,  anihilacyjne silniki zaszumiały i poczęły się obracać...

I wtedy cały opis stałby się w miarę jasny. Bellatrix słusznie zauwazyła podstaowy błąd - brak rzecownika w pierwszym zdaniu.  Ale -- to znaczy tyle, że w pierwszym zdaniu nie ma podmiotu. I nie wiadomo, o czym dalej czytamy.  W pierwszym zdaniu mamy neologim - po co? Wystarczy przymiotnik "pierścieniowaty". Brak jest wyjaśnienia drugiego przymiotnika -- "anihilacyjny" w drugim zdaniu. W ogóle brak takiego zdania. Domniemnne silniki pożeraly materię?  To samo jest dalej -- brak podmiotów. Ten fragment: "aż pałanie energii przerodziło się w świetlisty, dziurawy jak rzeszoto gąsior."  Ten fragment nie ma sensu --- slowotok.

Po prostu -- kto, co, jak i dlaczego?  I po co. Autor musi pewne rzeczy w opisie przekażąc.

"--- Pierścieniowate, anihilacyjne sikniki zaszumiały i poczęły się obracać, wyglądając w tym pędzie jak gigantyczne zębatki z glansowanego tytanu, jak samolotowe, dziurawe w centrum śmigła. Pożerały materię/energię/światło. "

Nie powiem, że byłoby lepiej, ale na pewno byłoby jaśniej i bardziej zroizumaleedla czytelnika... .

Wybaczcie, coś przycisnąłem i zamiast 'Pierścienie anihilacyjne' wyszlo 'Pierścieniste anihilacyjne'. Dopiero teraz zauważyłem... Zresztą, nvm.

 

Dobra, dobra, moje opisy są do kitu - pojąłem. Może kiedyś przyjdzie dzień, w którym zdecyduje się na pisanie prostym językiem... choć to dla mnie cholernie nieatrakcyjne. Być może kiedyś będę do tego zmuszony.

 

Suzuki M. - przeczytaj Hotel Valouiselle albo Nadciśnienie Wewnątrzcząsteczkowe, tam powstrzymałem się nieco od słowotoku i podobno wyszło całkiem zgrabnie. 

 

Pozdro :)

Raczej powinieneś powiedzieć "może kiedyś przyjdzie dzień, w którym mój warsztat będzie na tyle dobry, że zmierzę się z pisaniem trudnym językiem na nowo" ;) Wiesz, to tak jak z grą na fortepianie - możesz zachwycić się Szopenem i pragnąć grać jego polonezy, ale gdy usiądziesz do instrumentu bez wieloletniego przygotowania to nijak gra utworów Szopena przypominać nie będzie. Zerknęłam na kilka Twoich opowiadań (uzewnętrzniłam się tylko pod nieszczęsnym 'wewnątrzcząsteczkowym'), ale Twój warsztat jest jeszcze daleki od doskonałości, brak Ci wprawy w operowaniu językiem i wyczucia językowego - a te dwie cechy są absolutnie konieczne, jeśli językiem chcesz się bawić, bo inaczej nikt Cię nie zrozumie. Odnoszę wrażenie, że sam się gubisz w tych galimatiasach językowych (tak jak tutaj z 'pierścieniste' zamiast 'pierścienie' czy 'wewnątrzcząsteczkowe' zamiast 'wewnątrzczaszkowe') ale chciałbyś być oryginalny. Nic to, pracuj - ale sugeruję metodę małych kroczków. Najpierw pisać w miarę prosto i o rzeczach na których się bardzo dobrze znasz (samo przeczytanie książek z gatunku sci w przypadku S-F to za mało, dlatego radziłabym raczej się wprawiać na innym gatunku, ewentualnie jakieś bardzo proste i łatwo wytłumaczalne mechanizmy sci - bez porywania się na silniki fotonowe), dopiero potem, gdy już czytelnicy nie będą mieć zastrzeżeń co do zrozumiałości Twoich tekstów, brać się za rzeczy trudniejsze.

I, na pocieszenie - fakt, że chciało mi się przeczytać i dać Ci garść uwag oznacza, że rokujesz jakieś nadzieje na przyszłość, więc proszę bez samoużalania się w stylu 'to co piszę jest do kitu', tylko do roboty.

Miło mi to słyszeć, Bellatrix :)

Pracuję, cały czas pracuję.

Autokorekta włączona zawsze kiedy piszesz, także w HP, również nie powinna ci zaszkodzić. Pozdrawiam

Nowa Fantastyka