- Hydepark: Miejskie legendy

Hydepark:

inne

Miejskie legendy

UWAGA!

Szukam miejskich legend. Mogą być polskie, mogą zagraniczne, im dziwniejsze tym lepsze. Czarne wołgi, statki kosmiczne, mordercy z hakami, takie rzeczy. Jak o czymś słyszeliście, podzielcie się w komentarzach, a czeka was wieczna cześć i chwała!

 

Tak tak, chałwa też.

 

Komentarze

obserwuj

Pisałam w swojej pracy dyplomowej o miejskich legendach jako o następczyniach legend ludowych. Ale konkretnymi przykładami się nie podpierałam ;)

jak mogłaś się nie podpierać konkretami? O.o A legendy ludowe jakieś masz? Też mogą być.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Jak? Normalnie, legendy miejskie nie były związane z tematem mojej pracy, ale że gdzieś tam na orbicie fruwają, mogłam dodać wzmianke o nich. legendy ludowe, prosze bardzo – 72 tomy Etnografii O. Kolberga ;)

We Wrzeszczu pod budynkiem, gdzie parę lat temu była restauracja Newska (teraz są banki i salony z komórkami), dość często stało (ostatnio ich widziałem parę miesięcy temu, może już zwinęli biznes) dwóch facetów, którzy sprzedawali perfumy. Obaj wysocy,  uśmiechnięci, nosili białe koszule i garnitury, mieli czarne torby i ogoleni na łyso (nie o aparycji dresów, ale takich powiedzmy menadżerów średniego szczebla).  Perfumy sprzedawali na zasadzie flakon do ręki, taki a taki zapach na serwetce, potem cena. No i kiedyś urodziła się na ich temat legenda, że zamiast zapachów na tej serwecie jest chloroform – celem porwania potencjalnych klientek na organy ; ) W każdym razie przez długie lata byli dość charakterystycznym elementem krajobrazu. Zdaje się, że nawet wspomniano o nich w tym kontekście na trojmiasto.pl.

I po co to było?

No – wołga pożerająca dzieci. Tajemniczy dealerzy sprzedający lizaki z narkotykami w środku dzieciom pod podstawówką, dwa. Trzy… Niby autentyk, ale taka anegdota z Wrocławia: Lata siedemdziesiąte, Wrocław, okolice Politechniki, pijani studenci polscy spotykają jeszcze bardziej pijanych studentów chińskich – z wymiany jakiejś. Chińscy, nie dość, że ledwo stoją, to jeszcze  pogubieni. Biorą ich więc ci polscy, w sztok pijani, do akademików – gdzie, zgaduj zgadula, trzeźwego ze świecą szukać… Goszczą biedaków, spać dają, nad ranem kaca zaleczyć pomagają, karmią. Na migi jakoś idzie, chociaż głowy ciężkie i światłowstręt ogólny. Chińczycy jakoś podają, gdzie chcieli nocą dotrzeć, Polacy wskazują którędy. Żółci przed odejściem domagają się prześcieradła, kombinują jakoś coś trudnozmazywalnego do malowania i stawiają te krzaczki.  Nikt nei wie o co chodzi, ale pamiątka zajebista. Po latach ktoś tłumaczy napis: "Żołnierzu chiński, tu mieszkają dobrzy ludzie. Omijaj ten dom!"

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Moja ulubiona to legenda z żarówką – kolesie na imprezie w akademiku dowiadują się, że jeśli wsadzi się do ust żarówkę, taką klasyczną 60W, to nie da się jej później wyciagnąć bez podania leków zwiotczających. A że alkohol dodaje kurażu, jeden z nich sprawdza mit, wsadza żarówkę w gębę i zonk – faktycznie nie da się jej wyjąć. Jadą na SOR (oryginalnie u mnie miał być to ostry dyżur jeszcze w szpitalu na pl jeszcze 1 maja we Wrocku) , tam wszyscy rżą ze śmiechu, ale pomagają biedakowi, żarówka zostaje szczęśliwie wyciągnięta. Towarzystwo wraca do akademika, a tam czeka na nich reszta znajomych, w tym jeden z żarówką w gębie – nieszczęśnik spóźnił się, nie uwierzył w rewelacje opowiadane przez współbiesiadników i postanowił sam spróbować. Przyznam, że jak pierwszy raz słyszałam to od kumpla (oczywiście obecnego na owej na imprezie) to uwierzyłam. Póki nie usłyszałam identycznej historii od znajomych z innego miasta.

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

To był jeszcze ten strzał ze studencką imprezą, gościem wsiadającym w karton z napisem "Rakieta na Marsa" i skaczącym w niej z dziesiątego piętra (z tragicznym finałem). Kiedy policja dociera na miejsce, akurat drugi współbiesiadnik pakuje się w karton z napisem "misja ratunkowa"…

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

O, to ja słyszałam o tym, że ktoś na imprezie w bloku wypadł z bodajże 3 czy 4 piętra i nic mu się nie stało, bo spadł w krzaki. Jak się z nich wydostał i wrócił do opłakujących go znajomych, radośc nie znała granic, picie nabrało tempa, aż przyszli nowi goście, a że nie wierzyli w tę jakże piękną opowieść ocalały postanowił powtórzyć swój wyczyn, tyle że tym razem nie trafił w krzaki

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

U nas są lochy (wcześniej stał nad nimi kasztel, którego już nie ma), które są ponoć tak długie, że sięgają do sąsiedniego miasta, ponad 40 km dalej. A w tych lochach cuda-niewidy, oczywiście ;)   Kilka kilometrów od miasteczka (6-7 km) jest przy drodze kilka drzewek i krzaczków, zwanych "chałapaty", miejsce ponoć nawiedzone. Niieoczekiwanie gasną w tym miejscu silniki  samochodów, auta same w rów wjeżdżają, dachują i ogólnie dziwy się dzieją. Znam ten kawałek drogi, naprawdę zwyczajny, ale zupełnie serio zdarzyło się tam kilka wypadków, kilka osób zginęło, więc nie dziwię się, że legendą obrosło.    Starorzecze naszej rzeczki, zamienione obecnie w bagno jest ponoć tak głębokie i "wsysające", że utopił się tam w czasie wojny czołg z czołgistami, a gdy po wojnie  próbowano go wyciągnąć, to bagno wessało ponoć konia z zaprzęgiem. To podejrzewam wersja, żeby dzieci postraszyć, by nie bawiły się w tym niebezpiecznym jednak miejscu:)

Historia z żarówką była opisana w Jeżycjadzie Musierowicz, więc całkiem prawdopobone, że wiele osób spróbowło natchnione ;)

Jak już przy studentach jesteśmy… W Łodzi przy al. Politechniki stoi (stał?) samolot. Legenda głosi, że jak dziewica skończy polibudę, to odleci. Ale nie wiem, czy to się liczy jako legenda, czy bardziej jako dowcip. No i są jeszcze różne przesądy, że jak się włoży rękę w paszczę wyrzeźbionego lwa czy innego potwora i skłamie, to lew odgryzie łapkę… Ostatnio (także w Polsce) pojawiają się grona kłódek w miejscach publicznych. Chyba mosty są najlepsze. Podobno umieszczają je tam nowożeńcy z wiarą, że póki kłódka wisi, związek się nie rozleci.

Babska logika rządzi!

Kiedyś ogladałam jakiś amerykański film (wydawało mi się, że właśnie "Legendy miejskie" ale wujkowi google coś nie idzie jego znalezienie), który uświadomił mi ile z opowiadań znajomych znajomych było legendami – np. ta ze złodziejami nerek albo krwawym napisem "ciesz się suko, że nie zapaliłaś światła"

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Tak jak z tą historią o tragicznym weselu: pannę młodą podrzucano na rękach, welon zaplątał się w wiatrak-wentylator, dziewczyna się udusiła, pan młody się powiesił, a jedno z rodziców młodej umartło na zawał – za pierwszym razem uwierzyłam ;)

A to nie legenda a fakt. Mieszkałam kiedyś w 10-piętrowym bloku w Warszawie. Na ostatnim piętrze żyła sobie rodzinka z bliźniakami. Mama zajęła się jednym, a drugie dziecko, w wieku lat okoł dwóch, wdrapało się po krześle na okno i wypadło. Całe wydarzenie obserwował przechodzący obok student medycyny. Miał możliwość "złapać" dziecko. W ciagu ułamków  sekund zdążył przemyśleć, że próba łapania na ręce może się skończyć przełamaniem, że pod oknami rośnie ogromny, rozłozysty krzaczor. I pozwolił by dziecko wylądowało w gąszczu gałęzi. Potem wyciągnął bachorka, zrobił mu reanimację i poczekał na karetkę. Dziecku nic kompletnie się nie stało, a lekarze nie chcieli w to wierzyć – prześiwtlano malca na wszystkie sposoby. A w okanach mieszkania za dwa dni pojawiły się kraty.

Swoją drogą dzieciak miał niesamowitego farta – spadł na jedyny krzaczor rosnący pod blokiem, gałęzie złagodziły upadek, ale choć impet uderzenia pozbawił go przytomności –  trafił się student medycyny.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Siostra opowiadała mi o krakowskiej miejskiej legendzie – podobno gdzieś w okolicach Rynku pojawia się tajemniczy dziadek sprzedający książki i podobno można u niego kupić zakazane dzieła typu "Mein Kampf" ;-) Nie próbowałam. Za to w czasach mojego dzieciństwa w byłym województwie radomskim, w trójkącie Pionki-Kozienice-Zwoleń grasowali podobno sataniści. Nie mam pojęcia jak wśród mieszkańców zrodziła się plotka, że 1 czerwca mają porywać dzieci i składać z nich ofiary, ale faktem jest, że moi rodzice jako jedni z nielicznych nie uwierzyli w legendę i posłali mnie w Dzień Dziecka do szkoły (mimo płaczu, że na pewno mnie porwą i rodzice będą tego żałować do końca życia, a tak naprawdę mama i tata wcale mnie nie kochają, skoro zmuszają mnie do czegoś takiego), a szkoła tego dnia była niemal opustoszała. Kolejna legenda z czasów podstawówkowych dotyczyła diabła pojawiającego się na dyskotekach, jeżdżącego samochodem bez klamek i porywającego dziewczyny. Był to czas, kiedy wszyscy na wszelki wypadek nosili ze sobą kredki, żeby w razie czego złożyć je w krzyż, a niektórzy nawet trzymali w kieszeni różaniec. Ach, te wspomnienia :)

1. Łódź zbudowana jest na niebotycznych rozmiarów bombie chemicznej. Są tutaj takiej tunele/betonowe rury, jak zwał tak zwał. Kiedyś odprowadzano nimi toksyczne odpady z zakładów włokienniczych. Teraz są już nieużywane, ale część twierdzi, że wszystko się kumuluje i grozi wybuchem. Dodatko, naoczni rzekomo świadkowie, twierdzą, że sam kontakt z wnętrzem kanałów grozi poparzeniem czy deformacją ciała. 2. Oczywiście złodzieje narządów, jakże mogłoby być inaczej w mieście z historią o Pavulonie. Jedna wersja jest taka, że porywacza czają się na dziewczynach w pubach, którym wrzucają coś do drinków i które później, już bez narządów, wyrzucają w lesie. Druga taka, że narządy kradzione są dzieciom porwanym w Ikei (?) 3. Historia o misji na Marsa, która krążyła gdzieś słowem niesiona, najprawdopodobniej wydarzyła się w akademiku Politechniki Łódzkiej, aczkolwiek może to być również inne miasto, dowodów nie ma. Alkohol, narkotyki i chłopcy wpadli na pomysł, by kolegę wysłać na Marsa. Zapakowali go w karton i wyrzucili ze szczyty wieżowca. Misja zakończyła się niepowodzeniem, więc zapakowali w karton misję ratunkową (z kaskiem tym razem). W wysłaniu na Marsa kolejnego śmiałka przeszkodziła policja. 4. Gdy przez Rynek Bałucki budowano linię tramwajową odkryto, że ma ona przechodzić przez stary, zapomniany żydowski cmentarz. Ale że czasu było mało i pieniędzy w kasie niewiele, szczątki ludzkie zostawiono w ziemi, a na cmentarzu postawiono tylko pamiątkowe tablice i pomniki. Stary rabin zły z tego powodu rzucił klątwę na tory tramwajowe. Pierwszy motorniczy który nimi przejechał umarł na trasie na atak serca. Teraz czasem słyszy się o tramwaju – widmo, przejeżdżającym obok Rynku Bałuckiego. :) jak coś jeszcze zasłyszę, to dodam ;)

O, o misji na marsa już PsychoFish zdążył napisać ;)

Za to w czasach mojego dzieciństwa w byłym województwie radomskim

Witaj, krajanko! ; )

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Ja pamiętam z Warszawy opowieść o tym, jak w nocy drogówka zatrzymała pijanego kierowcę. Wydobyli z samochodu ledwo trzymającego się na nogach gościa i przystąpili do sprawdzania dokumentów. W tym momencie na pobliskim skrzyżowaniu miał miejsce wypadek i policjanci pobiegli w tamtą stronę. Pozostawiony samemu sobie pijak pojechał do domu. Rankiem, mocno skacowanego obudziło walenie do drzwi. Gdy udało mu się je otworzyć, w progu ujrzał policjantów. Ci poprosili go o otwarcie garażu. Okazało się, że wewnątrz stał policyjny radiowóz.

@Finkla – podobna legenda krąży o pomniku Szermierza na placu Uniwersyteckim – przy Uniwerku Wrocławskim. Legenda rzecze, że gdy obok Szermierza przejdzie dziewica, podniesie szpadę w salucie. Od ponad stu lat szpada nie drgnęła… ;) Wrocław ma też jeszcze tajemnicze bunkry (poniemieckie) i tunele pod miastem. Podobno do dziś nie opisane i podobno za Hitlera robili tam coś niesamowitego. Podobno w ostatnich dniach obrony Festung Breslau z Placu Grunwaldzkiego startował tajemniczy samolot, unoszący jakichś ważnych ludzi i coś jeszcze… Z innych legend: podobno w trakcie powodzi w 1997 zalało wrocławski Kozanów – niegdyś teren zalewowy, na którym durne Polactwo postawiło osiedle :) Ściągnęli niemieckiego inżyniera, wsiedli w ponton, popłynęli do takiego czegoś starego (jak hydrant chyba wyglądało – generalnie miejsce spotkań i piwkowania osiedlowej młodzieży). Coś tam pokręcił, pociagnał, posapał, zgrzytnęło, ruszyło i jeb – poziom wody w dół o parę centymetrów, jakaś niemiecka irygacja, o której nikt w powojennym Wrocławiu nie wiedział. Klasyczną legendą-zabobonem uniwersalnym jest miotanie drobnych do fontann, na szczęście i żeby tu wrócić. Międzyrzecki Rejon Umocniony – podziemna linia fortyfikacji, w której w końcowym etapie wojny zlokalizowano fabrykę (alianci nie byli w stanie jej zbombardować) i linię obronną przed Rosjanami. Podobno pierwsi odkrywcy wynieśli stamtąd dużo cennych rzeczy, zanim zrobiono z tego normalne muzeum ze zwiedzaniem. Do dziś amatorzy bunkrów często na dziko zwiedzają, krążą różnorakie legendy o zagubionych w akcji, którzy cudownie się odnajdywali lub których kości znajdowano, bo spadli w którąś studnię (pod ziemią jest wiele poziomów) i zabili się. Podobna sprawa z dawną niemiecką fabryką amunicji w Nowogrodzie Bobrzańskim (również teren bunker-amatorów) – kiedyś poligon wojskowy. Tam były/są studzienki ewakuacyjne. Podobno ktoś kiedyś w taką wpadł (łatwo połamać nogę, miednicę) i tkwił parę dni, a w końcu zmarł – bo nikt go nie znalazł. Taka legenda odstraszająca dzikich zwiedzaczy ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Te uniwersyteckie legendy o dziewicach to chyba cała wielka rodzina. W Kielcach pod Politechniką Świętokrzyską stoi piramida przecięta w pół i rozsunięta na kilka metrów. Według legendy – jak zawsze – kiedy między częściami piramidy przejdzie studentka polibudy-dziewica, piramida zamknie się.   Poza tym widziałem kiedyś w bibliotece książkę o legendach miejskich. Nie przeczytałem, ale przejrzałem sobie i wyglądała całkiem fajnie – szybki research wskazuje, że to niemal na pewno były "Legendy miejskie" Matta Bomera (Anglika, a le w polskiej wersji dodano tutejsze legendy). Może Cię zainteresować.

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Po Rudzie Śląskiej krążyła w latach dziewięćdziesiątych legenda o satanistach, odprawiających czarne msze i rytualne orgie w opuszczonych schronach bojowych obszaru warownego Śląsk (a trochę tego jest). Legendy przestały być legendami w 1999 roku, kiedy dwóch gości zarżnęło w jednym z bunkrów chłopaka i dziewczynę, wcześniej wymalowując na ścianach pentagramy, odwrócone krzyże i inne takie.

O jak się fajnie temat rozwinął. Teraz tak. A propos: "Gdy przez Rynek Bałucki budowano linię tramwajową odkryto, że ma ona przechodzić przez stary, zapomniany żydowski cmentarz. Ale że czasu było mało i pieniędzy w kasie niewiele, szczątki ludzkie zostawiono w ziemi, a na cmentarzu postawiono tylko pamiątkowe tablice i pomniki."  To o Bałuckim nie słyszałam, ale cmentarz żydowski jest pod "szybkim regionalnym" na Zachodniej i rzeczywiście tam został, ale właśnie dlatego, że cmentarzy żydowskich się nie rusza. Tradycja i zabobon. Zrobili tam betonowy bunkier i groby są na miejscu. Nie legenda wbrew pozoro, czysta prawda. @Finkla Samolot nadal stoi ;) @Diriad Ale ta piramida zamknie się z dziewicą w środku? O.o

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

A co do dziewic i uczelnii, to ogólnouniwesrytecki trend. Wersja AGH: jeśli uczelnię ukończy dziewica, posągi górnika i hutnika sprzed głównego gmachu zejdą z postumentów. :)

A w Radomiu z postumentu ma zejść Jan Kochanowski ;-)

Ten rozkraczony?

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Tenże, ale nie pamiętam z jakiej szkoły ma pochodzić dziewica ;-)

Ja tej "legendy" (musi być stosunkowo nowa, bo pomnik przecież niestary) nie słyszałem, a mam trochę znajomych na Politech… na UTH.

 

A co do AGH, to mi się wydaję, że słyszałem, że oni mają nie tyle zejść, co bodaj zatańczyć ; )

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Politechnika Białostocka podobno autentyczne. Zagraniczni studenci mają obowiązek zdawac j. polski po pierwszym roku (zdarza sie, ze taki jeden z drugim prowadzi notatki w suahili ;-) no i kazali biedaczkowi odmienic nosze kalosze ja nosze kaloszę ty nosisz kalosisz my nosimy kalosimy itd.   Drugi tekst jest makabreska: Człowiek lubil palic w łazience papierosy siedząc na sedesie. Niestety pech ciał,  ze zona coś tam wlała lotnego (zmywajac jakims acetonem czy czyms takim) no i poparzyło goscia. A ze dosc bolesne miejsce wezwali karetke. Sanotariusze gdy dowiedzieli sie o przyczynie zajscia tak sie smiali, ze upuscili nosze (na klatce schodowej w bloku) i gosc dodatkowo zlamal reke.  

@beryl: ja słyszałem wersję o zejściu, ale może być i tańczenie. Poza tym całkiem możliwe, że legenda ewoluuje. ;)

Co do dziewicy kieleckiej, to właśnie nie byłem pewien, czy piramida zamknie się na niej czy po jej wyjściu, dlatego nie pisałem. Ale zdaje mi się, że na niej, więc może dziewice po prostu jej unikają ;)

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Daj spokój, Diriad, kto by chciał słuchać o jakichś tam Kielcach : )

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

beryl, czyżbyś był z Radomia? :->

Po czym poznałaś? ; )

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Z tymi dziewicami to i w Gdańsku jest przy Akademii Medycznej. Tylko tam miałby czołg wystrzelić ;)

Strasznie kiepsko z tymi dziewicami na uczelniach ścisłych, tyle atrakcji nas omija…

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Przypomniała mi się jeszcze jedna historyjka ze studenckich czasów.

 

Pewni studenci wynajmujący mieszkanie w wielopiętrowym budynku, urządzili w nim imprezę. Towarzystwo nieźle sobie popiło. Gdy w pewnym momencie ktoś zza szafy wyciągnął narty, ubawieni studenci wpadli na pomysł urządzenia sobie zawodów. Zaczęli kolejno zjeżdżać na nartach po klatce schodowej. Zaniepokojona hałasem, mieszkająca piętro niżej starsza pani wyszła ze swojego mieszkania wprost pod nadjeżdżającego studenta. Wywrotka zakończyła się złamaniem nogi u sąsiadki. Wezwano pogotowie, które odwiozło kobietę do szpitala.

 

Następnego dnia chłopakom wynajmującym mieszkanie zrobiło się głupio. Kupili kwiaty i poszli odwiedzić sąsiadkę w szpitalu, aby ją przeprosić. Niestety nigdzie nie mogli jej znaleźć. Wreszcie zaczęli wypytywać o przywiezioną w nocy starszą panią ze złamaniem. Doktor do którego ich skierowano powiedział, że staruszkę po opatrzeniu złamania zamknięto z umysłowo chorymi, twierdziła bowiem, że na schodach potrącił ją narciarz.

Też znam tę historię! :D

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Fajny temat, czytam z zainteresowaniem ; P   Moim faworytem pozostaje chyba historia o chińskich studentach ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

A mnie Unfall przypomniał historię z mojej szkoły średniej Jeden dzień w roku zezwalano na zabawę w czasie lekcji – to znaczy lekcje były skrócone, a przerwy trwały po pół godziny i leciała muzyka. Nie pamiętam, w jaki dzień to się działo, ale był to dzień przebierańców. Po korytarzach jeździli szaleńcy na rolkach, Arab poganiał swój harem, wampiry mieszały się z zombi, księżniczki brataly się z lumpami i po schodzach zjeżdzali narciarze i saneczkarze na tacach. Narty szybko zostały zabronione, ze względu na bezpieczeństwo.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jakieś dziesięć lat temu w Rudzie Śląskiej, w halembskim lesie kilka osób, w żaden sposób ze sobą niepowiązanych, postanowiło odebrać sobie życie, wieszając się. Stało się to w przeciągu kilku miesięcy, więc las ochrzczono mianem "lasu wisielców". Powtarzano często, że sprawa jest dość podejrzana, że ludzie ci opętani byli, albo powiązani z grupą satanistów, o których głośno było kilka lat wcześniej i męczeni przez swe czyny potwornymi wyrzutami sumienia. Teorii różnych było wiele, nawet mówiono, że telewizja ma przyjechać i jakiś reportaż zrobić w tej sprawie. Ostatecznie, z tego, co wiem, nikt się sprawą szerzej nie zainteresował i ostatecznie zostało to zapomniane.

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

Ceterari, co to będzie za opracowanie?   Bo są jeszcze legendy nieprzyzwoite, jak ta o kobiecie, ciemnym pokoju i psie… :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dawaj co masz :D

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

  TUTAJ się ona znalazła w jednym z brzmień (tym horrorowym). A TUTAJ widzę, cały zestaw legend miejskich ;) W brzmieniu nie horrorowym szło o kobietę, która wróciła w swoej urodziny do domu, światło nie działało, siadła więc zmęczone… No i poczuła lizanie. Tu wstawiamy cenzurę, dość powiedzieć, że myślała, że jej facet robi niespodziankę, a tu za chwilę wpada gromada z "Sarprajs!" na ustach, światła się zapalają… i jest pies ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

@Bravincjusz – niesamowite ale w moim rodzinnym miescie tez wydarzyla sie taka historia, tez podejrzewano opetanie, tez miala przyjechac i nie przyjechala telewizja. Zawsze wiedzialam, ze to faceci w czerni tuszuja takie sprawy ;-)

Jacy faceci…

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Ciekawa jest legenda Slender Mana. Moim zdaniem jak najbardziej warto się z nią zapoznać :)

TO ponawiam pytanie – po czemu te legendy zbierasz, Cet? Opracowanie, pomysłu na opowiadanie szukasz?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dreammy, a Ty to tak właściwie skąd jesteś?

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Psycho, tak na forum tajemnice zdradzać? ;) Jeszcze kto ukradnie ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

AAAAAaaaaa… (że tak zacytuję pewien naskalny tekst, odczytany podczas poszukiwań pewnego przereklamowanego kieliszka) Takie to tajemnice alkowy… ;) Paniałem, nie dociekać mam… Przynajmniej nie teraz ;) Ale pamiętaj, Tiktaaliki były bardzo pamiętliwe… :D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

@beryl – z p

@beryl – z Pionek mialo byc :-)

Z Pionek, powiadasz – zupełnie nie moje rejony, niestety ; ) Bywałem chyba tylko przejazdem.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Może to nie legenda, ale w Siedlcach, od kilku dobrych lat krąży opowieść o „akcji z psem”. Ostrzegam, że to trochę obrzydliwa historia. :) Otóż pracownicy miejscowego pogotowia ratunkowego przyjęli wezwanie od jakiejś kobiety. Nie chciała powiedzieć co się stało, podała tylko adres. Ratownicy z lekarzem przyjeżdżają na miejsce, wchodzą do mieszkania, a tam… Ekhm… Na łóżku leży młoda dziewczyna „zszczepiona” razem z owczarkiem niemieckim. Po pierwszym szoku sanitariusze próbują ich rozdzielić, ale zwierzak jest agresywny i próbuje gryźć, kiedy chcą mu dać zastrzyk rozluźniający. W tym momencie do mieszkania wchodzi ojciec dziewczyny, a lekarz na jego widok mówi: „ O dobrze że pan jest. – Po czym wskazuje psa. – Niech pan przytrzyma „zięcia” bo się strasznie rzuca.”

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Może i obrzydliwe, ale nie zmienia to faktu, że w końcówce ryknęłam śmiechem!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A to podrzucę, tym razem autentyk, z jednego pogotowia w dużym polskim mieście, o spowszednieniu. Noc. Karetka zgarnęła ofiarę wypadku, dowieźli do szpitala, stabiluzją, podłączyli bodajże (nie pamiętam dokładnie) pod monitor fal mózgowych, a tam prawie płaska linia. Stoi sanitariusz, patrzy nieco, uspokaja się (bo akcja wypadkowa ponoć wymagała naprawdę mocnych nerwów), podchodzi lekarz dyżurny. Mieszając kawę rzuca okiem na ekran urządzenia i komentuje:  – O… warzywko.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Coś mało zagranicznych miejskich legend, a jest ich przecież sto tysięcy milionów. Z mniej znanych… Nie wiem, czy to podpada pod miejską legendę, ale… "Hands resist him" – historia jak z opowiadania z Fantastyka.pl, nawet chyba Eferelin Rand pisał kiedyś coś podobnego ;-) Równie ciekawe jak miejskie legendy bywają też legendy wiejskie – nie mówię o podaniach ludowych. U mojej babci na wsi na przykład od lat grasuje Zmora strasząca konie i zaplatająca im grzywy w warkoczyki (!). Spotkałam sporo ludzi, którzy zaręczali, że przyszła w nocy do ich zwierząt, moja mama w czasach kiedy koń był w każdym gospodarstwie nie raz takie warkoczyki i przestraszone, spocone konie widziała. Oj, jak ja się bałam :P Co ciekawe, kiedy wiele lat później zaczęłam tropić tę historię w internecie, to znalazłam relacje z całej Polski, niektóre jak najbardziej współczesne. Na wsi łatwo to wytłumaczyć zaniedbaniem koni i kołtunami, ale w mieście, w stadninach, u wychuchanych rumaków? Ciekawe ;-)

Zaplatanie warkoczyków rządzi :)

 

To może i ja coś opowiem. Była to co prawda historia przedstawiona mnie i innym przez naszego kolegę, rzekomo prawdziwa – ale najpewniej jest to coś z rodzaju creepy pasta (chociaż nigdy tego nie sprawdziłem), więc pewnie się nada.

 

Otóż pewna dziewczyna, mieszkająca w domku jednorodzinnym, przejawiała silne lęki związane z ciemnością. Dlatego zawsze, kiedy nadchodziła noc i trzeba było położyć się spać, razem z nią w pokoju odpoczywał jej owczarek niemiecki. Dzięki obecności psa, dziewczyna była spokojna, gdyż mrok nie stanowił już takiego zagrożenia.

Jednak pewnej nocy obudziła się zlana potem, przestraszona najprawopodobniej jakimś koszmarem. W panice rozejrzała się po pokoju, a tam ani śladu zwierzęcia. Czując, że serce podchodzi jej do gardła, postanowiła sprawdzić, czy pies, jak to miał często w zwyczaju, nie schował się u dołu łóżka. Opuściła więc rękę i poczuła znajome liźnięcie. Uspokojona, obróciła się na drugi bok, ale wtedy otworzyły się drzwi pokoju. Do środka weszła mama, mówiąc: "Zapomniałaś wpuścić go do środka", a zza jej pleców, z korzytarza, wybiegł pies, wesoło witając się z dziewczyną.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

To ja jeszcze z dwoma prawdziwymi historiąami, gdzie bohaterkami są kobiety. Przed AWF-em spotkała się parka. Przywitali się czule, chwycili za ręce i powędrowali na przejście dla pieszych. Spod wiaty tramwajowej obserwowała ich grupka dresów (wtedy nie uzywało się takiego określenia, raczej mówiono "żule"). Nie spodobała im się zakochana para, więc zapragnęłi zakłócić ten sielankowy nastrój. Wyskoczyli  i zaatakowali. Rzucili się na chłopaka, ignorując dziewczynę. Młodzieniec oberwał parę ciosów, a wtedy do akcji wkroczyło dziewczę. Dresiarze posypali się na glebę, nie wiedząc nawet, co ich powaliło. Okazało się, że dziewczyna jest mistrzynią (albo wice) Polski w judo – trenowała na Akademii.  A historia druga: Na tyłach UW jest wysoka skarpa. Ustawiono tam ławeczki, żeby studenci mogli się tam uczyć na świeżym powietrzu (bo przecież nie dlatego, żeby chlali tam piwsko). Samotna panienka przysiadła, czekając na przyjaciela. Wtedy zaatakował ją gwałciciel. Panna nie starciła zimnej krwi. Poprosiła, żeby nie szarpał i nie rozywał ubrania, że ona jest chętna. Na dowód tego sięgnęła do rozpiętych spodni napaleńca i… tak zacisnęła dłoń na klejnotach, że dopiero zastrzyk ratowników rozluźnił jej uścisk, a nieprzytomny delikwent wylądował w szpitalu. Myślę, że na długo, jeśli nie na zawsze, został pozbawiony przyjemności obcowania z kobietami.    

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Znam tę historię w wersji bardziej hardkorowej, czyli po przebudzeniu dziewczyna znajduje wypatroszonego psa i napis na lustrze "nie jestem psem, ale też umiem lizać" czy coś w tym stylu :) A na Wydziale Polonistyki UW wśród starszych wykładowców kursowała legenda o "Panu Poecie", który zaglądał do sal i czytał wiersze. Podobno przychodził też po śmierci ;-) Mnóstwo legend miejskich krąży o radomskim liceum Czachowskiego, pewnie beryl będzie coś o tym wiedział, skoro już się przyznał że jest z Radomia :P Duchy, skarby, ukryte pomieszczenia (to akurat nie legenda – podobno całkiem niedawno jakieś znaleźli), jakieś labirynty w podziemiach itd. Siostra opowiadała też o sali w podziemiach, której nie można otwierać – Sinobrody normalnie :-)

creepy pastę o lizaniu linkowałem własnie kilka postów wyżej ;)   A historia spod UW – przepiękna ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Może to jest pomysł na konkurs – napisać opowiadanie, które mogłoby stać się taką miejską legendą?

Sorry, Psycho, ale wklejasz tych linków tyle, że nie do wszystkich zaglądam :) Inna sprawa, że moja wersja jest ładniej napisana, no i inna ; ) To też pokazuje, jak działają przekształcenia legend.

 

Dreammy – mało słyszałem, jedynie, że jakieś tunele czy tam coś ; p

 

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Bardzo dziękuję za tak liczny odzew. I fajnie, że ze wszystkich zakątków Polski, bo o większości z tych legend człowiek by normalnie nie usłyszał. Ja mogę sprzedać nie tyle miejską legendę, co prawdziwą historię z dreszczykiem, która działa się w Pałacu Biedermanna w Łodzi, gdzie teraz urzęduje Uniwersytet Łódzki. Historia jak zwykle przekazana przez studentów, ale jak się okazuje prawdziwa: 24 stycznia 1945 roku Bruno Biedermann, ostatni właściciel pałacyku zastrzelił żonę Luizę i córkę Marylę, a sam się powiesił. Zostawił list, w którym napisał "Zabiłem strzałami z rewolweru żonę i córkę. Pochowajcie nas w ogrodzie. Nie rabować naszego prywatnego majątku w mieszkaniu, a podzielić sprawiedliwie". W jego gabinecie, gdzie doszło do samobójstwa, znajduje się aktualnie sala 208 Instytutu Kulturoznawstwa. Ci ciekawe, robotnicy Brunona spełnili jego życzenie i pochowali go w ogrodzie…

…ale w latach 70-tych XX wieku ciała Biedermannów pochowano na starym cmentarzu przy ulicy Ogrodowej.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

albo pomysł na konkurs – opowiadanie inspirowane miejskimi legendami?  a temat bardzo ciekawy, fajne historyjki piszecie ;)

Ja jestem za ogłoszeniem konkursu, jak najbardziej za, ale proszę, niech się zacznie nie wcześniej niż 1 lutego ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Mogę go nawet JA ogłosić, jak już zaczęłam temat, ale przyda mi się drugi czytacz do pomocy ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

zależy do kiedy byłby termin i jeśli opowiadania nie za długie, to chętnie bym pomógł ;) i przyłączam się do propozycji joseheim – w sumie im później, tym lepiej :D

Cóż, to pomysł Unfalla, ten konkurs, zatem może dajmy mu pierwszeństwo :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Z mojej strony to była luźna uwaga, także jeśli ktoś ma ochotę konkurs ogłosić, niech się nie krępuje. :)

O, bardzo dobry pomysł. Chyba nie ma w tej chwili aktywnego konkursu, a taki byłby bardzo ciekawy.

Ktokolwiek go nie zacznie, niech poczeka do lutego i da kawce szansę na odlot ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

No właśnie, Zygfrydzie, Kawka jest jak najbardziej aktywna ; P

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

berylu, tej z lizaniem czytałem/słyszałem -naście wersji ;) Nie linkuję więcej niż Ty, po prostu leniuszek z ciebie i już ;) Co do przekształacania – zgoda.   I faktycznie, jakoś tak najwięcej podań ustnie krąży wśród studenckiej braci zawsze… bo mają jeszcze czas na próznowanie ;) Czyli co, luty rezerwować? :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Studenci mają najwięcej czasu na wszystko. Na tworzenie/przekształcanie podań też ; )

 

Co do konkursu – nikt poza Cet nie wyraził chęci ogłoszenia, to niech będzie Cet, trzymamy za słowo. Jak 1 lutego nie zaistnieje taki konkurs, to ban ; )

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Joseheim, myślę, że większość ma już kawkę na ukończeniu lub już ją wysłała, a nim nowy konkurs się rozrusza, to będzie koniec stycznia. Można dać jego termin do końca lutego, więc będzie czas na wszystko :)

AlexFagus "Moja ulubiona to legenda z żarówką" O tej żarówce słyszałem w telewizji w "KRONIKACH FACETÓW Z KLASĄ". Piotr Bałtroczyk opowiadał to jako dowcip.

kawkę na ukończeniu?! jeszcze nawet nie zaczęta :( wstrzymajcie się trochę…

I kto mówił o 1 lutego?  @Beryl – uwierz mi, żarty o banowaniu przestały być śmieszne już jakiś czas temu…

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

@Cet, nie przypominam sobie, żebym wcześniej w ten sposób żartował – strasznie szybko nudzisz się żartami :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Nie nudne tylko nieśmieszne. I kto powiedział, że to ty musiałeś żartować? ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

W sumie nikt. Ale czuję się zdyskryminowany! ; )

 

No dobrze, to jak będzie z tym konkursem? Cet i othersun? W lutym? : )

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

przydałby się ktoś jeszcze do jury. i to w ogóle byłby mój pierwszy raz, więc może ktos by zdradził, czy dużo jest czytania przy przeciętnym konkursie? bo nie chcę dać ciała, jakby się okazało, że nie mam czasu. 

Są konkursy, na które spływa 5-10 prac, są też takie, które organizuje beryl i na które spływa znacznie więcej prac ; )

A tak poważnie – trudno z góry założyć, ile będzie czytania. Wszystko zależy od tego, czy temat będzie cieszył się popularnością, jaki będzie limit znaków, ile trwać będzie konkurs i tak dalej.

No i trzeba przemyśleć, co to znaczy "opowiadanie inspirowane miejskimi legendami" ; ) Bo mogą to być szorty, w których ludzie zwyczajnie przepiszą po swojemu i w małym stopniu wzbogacą taką legendę, co moim zdaniem jest bez sensu. Mogą to też być opowiadania dosłownie inspirowane, to znaczy twórcze.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Według mnie powinno to być tradycyjne opowiadanie, nowa, oryginalna historia, która streszczona w kilku, kilkunastu zdaniach byłoby gotową miejską legendą.

Gdyby ktoś stworzył taki konkurs, to ja jestem chętny na jurora.

Mee!

może niech wypowiedzą się też inni, która wersja lepsza: 1. tekst, który będzie nową legendą miejską (jak proponują Unfall i zygryd). 2. tekst, który opiera się na już istniejących legendach miejskich.  w pierwszym przypadku liczyłby się raczej pomysł i fabuła, którą można by sklecić w kilkunastu zdaniach. więc wszystko w mniejszym stopniu zależałoby od pisarskich umiejętności autora.  druga wersja daje więcej możliwości, jeśli chodzi o kunszt literacki. Sapkowski w swoich opowiadaniach operował tradycyjnymi legendami i podaniami. i potrafił to podać w świeży, oryginalny sposób. dlatego preferowałbym właśnie coś opartego na już istniejących legendach miejskich. może być luźno inspirowane, nawiązujące do kilku. pod tym kątem byłoby mi też łatwiej oceniać opowiadanie jako całość, a nie opowiadanie jako rozwinięcie kilkunastozdaniowej historyjki, jak proponował zygryd.  koza, poczekajmy, co powie Cet, ona tu rządzi ;)

Przeciież mogą być obie wersje – jak rozpoznać, która legenda "istnieje", a którą stworzył autor? Wydaje mi się to bez znaczenia –  żeby zaciekawić czytelnika trzeba włożyć sporo pracy i wyobraźni, aby z kilkuzdaniowej historyjki stworzyć opowiadanie lub napisać własną historię.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Druga wersja pozostawia, jeśli dobrze rozumiem, więcej swobody. Mieściłoby się w niej np. śledztwo dziennikarskie związane z poszukiwaniem uczestników zdarzenia-legendy.

bemik, chyba nie dostrzegasz różnicy. w przypadku pierwszej opcji liczyłaby się przede wszystkim historia. no i z legendami już tak jest, że jakoś one krążą, więc mogłoby się wydać, że jest nieoryginalna. a mogłoby się też okazać, że ktoś sam wymyślił coś, co już istnieje. dlatego przychylam się do drugiej opcji. i w jej przypadku będzie też można stworzyć własną legendę.  waran, dobrze rozumiesz ;)

Popieram Bemik, niech każdy ma wybór. Jeden rozwinie w ciekawy sposób istniejącą legendę, drugi ją przerobi, trzeci zaczerpnie z niej jakieś motywy, a ktoś inny poda całkowicie nową histrię. Tak będzie najciekawiej, według mnie.

Możecie również ustanowić minimalną objętość znaków np. na poziomie 10-15.000, co zablokuje spam szortów ; ) Mnie się wydaje, że trafniej by było zostać przy zezwoleniu na kreowanie legend, inaczej może dojść do sytuacji, gdzie będzie albo trup w hotelowym łóżku, albo ten pies od bebechów, albo wołga, albo hak uciekiniera z wariatkowa na klamce samochodu. Wydaje mi się natomiast, że przy dowolności historii większego znaczenia nabierze wykreowanie świata przedstawionego (wszak to nasze polskie realia), ukazania jakichś ciekawych lokalnych smaczków (będzie można zajrzeć na google earth i zobaczyć na obrazku, gdzie się opowieść dzieje) oraz uwiarygodnienie fabuły.

I po co to było?

więc może po prostu zostawimy "miejską legendę"? a objętość znaków jest do ustalenia, proponuję od 10 do 20 tysięcy znaków. 

Czyli wymyślona legenda miejska dziejąca się w Polsce? To by było dobre :)

Mee!

wymyślona lub przerobiona istniejąca. w przypadku legend nie ma wyznaczonych granic. Polska – koniecznie. i proponuję dorzucić czasy całkiem współczesne. ewentualnie kilka lat w tył. 

Widzicie, Cet nic nie musi robić. Temat konkursu zaraz sam się ustali, to pewnie i niebawem sam się ogłosi ;) Z mojej strony cieszę się, że temat chwycił, dobijamy do setki komentarzy :D

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Co do ilości znaków – proponowałbym limit w granicach min. 10.000, max. 40.000, a realia – od początku XX i XXI wiek. Uniknęlibyśmy pseudośredniowiecznego bajania, ale za to mogłoby się trafić coś oryginalnego, być może ktoś pokusi się o coś w stylu "Złego" ; )

I po co to było?

Wymyślona legenda? No to świetnie – w tym łapie się cokolwiek. Znaczy, że warunki konkursu są tak elastyczne, że właściwie żadne.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Nie no, musi spełniać wymóg "miejskiej legendy". Czyli powinna mieć pierwiastek prawdopodobieństwa.  I uważam, że 40 tysięcy to zdecydowanie za dużo, jak na tekst o takiej tematyce. To jest coś, co powinno dać się opowiedzieć w towarzystwie i nie zanudzić wszystkich słuchaczy.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

W kwestii ewentualnego konkursu: czy byłyby to legendy tylko w ramach rzeczywistości polskiej? Wszak różne historie o krokodylach w kanałach czy Ludziach Ćmach też pobudzają wyobraźnię. Dodatkowo, pierwiastek prawdopodobieństwa nie zawsze byłby wymagany, jak w przypadku wzmiankowanego Moth Mana i różnorakich wersji historii o monumentach, wykazujących aktywność w kontakcie z dziewicami, wymienianych w tym wątku.

proponowałbym sam XXI wiek, żeby zacieśnić granice. teksty miałyby być czymś pomiędzy urban fantasy a horrorem, więc bez przesady z tym prawdopodobieństwem. i też uważam, że 40k znaków to za dużo.  Zatrakus, wolałbym ograniczyć realia do polskich, współczesnych.  Cet, czyli nie bierzesz tego konkursu na siebie? :(

 teksty miałyby być czymś pomiędzy urban fantasy a horrorem

Albo się nie szczypać i dać dwa konkursy: – na legendę miejską, wtedy trzymamy się "istnienia w obiegu" tej legendy miejskiej i jakoś ją dokumentujemy linkiem czy odnośnikiem do książki, z ograniczeniem znaków do opowieści w towarzystwie, czyli np. 8000 oraz krótszym czasem zgłaszania. Tutaj siłą rzeczy odpadłby warunek fantastyczności na rzecz atmosfery jakiegoś zagrożenia czy przestrogi, – na normalne opowiadanie urban fantasy (dałbym jednak: z ograniczeniem do realiów polskich, żeby ludzie pisali o swoich miastach, a nie o generic USA) i nieco większym limitem minimalnym znaków.

I po co to było?

Dwa konkursy – gwarantowany mniejszy napływ opowiadań. W końcu miał to być konkurs na legendę miejską, a nie ; )

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Beryl ma sporo racji – jeśli ramy konkursu będą zbyt ogólne, to dopasować i wrzucić będzie można niemal dowolny tekst. Ponieważ sam pierwszy rzuciłem temat, wyjaśnię, co miałem na myśli.

 

Uważam, że opisywanie już istniejących legend mogłoby być zapewne niezłym ćwiczeniem warsztatowym, ale chyba niczym ponadto. Nawet autorstwo trudno by było piszącemu przypisać. Poza tym jurorom pozostałoby jedynie oceniać warsztat właśnie, a to moim zdaniem trochę mało. Opowieści o wyczynach pijanych studentów i wszelkie inne formy anegdot chyba także powinniśmy sobie darować, bo tam brak fantastyki, a to portal z fantastyką właśnie.

 

"Może to jest pomysł na konkurs – napisać opowiadanie, które mogłoby stać się taką miejską legendą?" – opowiadanie, a więc nie miałem na myśli historyjki skleconej z kilku zdań. Opowieść, w którą wiele osób będzie w stanie uwierzyć i którą mogłoby we własnej, skróconej wersji opowiadać kolejnym, bo chyba właśnie tak powstają legendy. Zastanówmy się wspólnie jakie elementy sprawiają, że ludzie wierzą w takie historie i sobie je nawzajem opowiadają, a potem stwórzmy z nich ramy konkursu.

 

Moim zdaniem taka miejska legenda powinna mieć przynajmniej takie elementy:

– powinna być związana z konkretnym, istniejącym miejscem i nie chodzi tu tylko o miasto, ale o jakiś jego charakterystyczny element. Może macie w swoim rodzinnym mieście zamek w którym straszy, lochy w których coś zostało ukryte, fontannę spełniającą życzenia, czy miejski park w którym ktoś zaginął. Może to być też jakaś konkretna, tajemnicza postać, albo intrygujące wydarzenie z historii miasta. Coś namacalnego, z czym powiążecie wymyśloną opowieść i czym ją uwiarygodnicie.

 

– powinna być w niej tajemnica, być może nie do końca wyjaśniona, niedopowiedziana, coś co będzie intrygowało i zachęcało do pójścia w opisane miejsce i sprawdzenia jej samemu, a przynajmniej do opowiedzenia kolejnej osobie. 

 

– element fantastyczny powinien pojawić się z racji portalu, na którym się spotykamy. Element nadprzyrodzony, magia, duch, gadający koń, kosmita, czy wreszcie tajna technologia opracowana w III Rzeszy, ale wprowadzone z umiarem, aby w historię dało się uwierzyć.

 

– prawdopodobieństwo – ja bym za nim jednak optował, bo to ono chyba odgrywa sporą rolę w legendach. Horrory i urban fantasy możemy spokojnie pisać nie próbując aspirować do miana legend. Takich całkiem wydumanych historyjek nikt nie będzie powtarzał z wypiekami na twarzy kolejnym osobom. 

 

Co do czasu – nie ograniczałbym autorów do XXI wieku. Może mają w swoich miastach ciekawe budowle postawione przez hitlerowców, albo Krzyżakw i to ich działania mogą dać początek ciekawej opowieści. 

Stwórzmy kilka pełnoprawnych opowiadań (jestem za limitem znaków z góry i z dołu) zawierających historie, które potem przewodnicy turystyczni będą wciskać naiwnym turystom.

Unfall dobrze mówi. Jak nie, mogę wziąć konkurs na siebie, ale jako że temat cieszy się dużym zainteresowaniem niech portalowcy wstępnie określą czego oczekują. Ja bym optowała za opowiadaniem od 10 do 30 tysięcy, z elementem fantastycznym i jednak elementem prawdopodobieństwa. Ograniczone do drugiej połowy XX i XXI wieku. UFO też jest prawdopodobne, jak się w nie wierzy. I Bursztynowa Komnata odnaleziona. Miejskie legendy właśnie dlatego nazywane są miejskimi legendami, że nawet z elementem urban horroru czy fantastyki miały się zdarzyć naprawdę.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Unfallu, bardzo ładnie.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Swoją drogą, jeśli taki konkurs by się udał i powstałoby kilkanaście opowiadań na dobrym poziomie, to mógłby to być ciekawy materiał na antologię – "Przewodnik po Polsce, jakiej nie znacie – tajemnice polskich miast, o których jeszcze nikt nie słyszał" ;)

"Wszelkie opowiedziane historie są oparte na faktach".

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Unfallu, ty to masz łeb! 

Zanim oficjalnie zostanie ogłoszony konkurs, chciałbym podzielić się jedną, zasłyszaną opowieścią. Kilka wiosen temu, w naszym mieście pewien maturzysta na egzaminie dojrzałości z j.polskiego otrzymał zadanie "Napisz czym jest odwaga". Zostawiono mu na to bodajże 5 stron… Jego wypowiedz nie zwierała się na pierwszej stronie, na drugiej też nie, ani na trzeciej, czwarta też była pusta, natomiast na ostatniej stronie, na samym dole maturzysta napisał "TO JEST WŁAŚNIE ODWAGA". Jego praca maturalna została oceniona na bdb. I to jest właśnie legenda.

Ja znam inną wersję – to jest właśnie ryzyko

Też stawiałabym na ryzyko ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

O ryzyku słyszałem nieco inną wersję.Miało się to dziać na ASP – "ryzyko" miało być tematem pracy malarskiej, na egzaminie mającym zaważyć na przyjęciu, bądź nie przyjęciu na studia.Oczywiście niedoszły student miał zostawić nieruszone płótno z podpisem "to właśnie jest ryzyko".

To już raczej coś jak "niech nam tu pan zagra zsiadłe mleko" na egzaminach do szkoły aktorskiej ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

O zsiadłym mleku nie słyszałem, ale słyszałem, że poproszono o udawanie kartki papieru. Wszyscy oblewali do momentu, aż jeden chłopak usłyszał zadanie i spytał: w kratkę czy w linie? i ponoć zdał :D

Znajomy mojego taty miał na egzaminach do szkoły aktorskiej zagrać agresję. Chwycił ławkę i rzucił nią w komisję ;-) Zdał.

Legendy ode mnie i  – podejrzewam – z każdej innej uczelni wyższej: – wchodzi studentka zdawać ustny. "Pani odpowiada zza szafy. Pani jest brzydka", – student odpowiada na ustnym w gabinecie. Profesor wstaje z fotela, podchodzi do krzesła studenta, kładzie się na podłogę. "Co pan robi?" "Zniżam się do pańskiego poziomu", – studentka wychodzi niezadowolona z egzaminu, ale zapomina domknąć drzwi. Rzuca do koleżanek na korytarzu komentarz o prowadzącym: "co za alfons". Prowadzący wybiega z gabinetu, wzywa studentkę i zabiera jej indeks. Poprawia ocenę na 5, dodając: "każdy alfons dba o swoje dziwki". ; )

I po co to było?

To i ja o studentach. Autentyk, siedziałem dwa krzesła dalej. – Panie Kowalski, ta recenzja jest na poziomie gimnazjalisty! – Ale panie profesorze! Przysięgam! Sam ją pisałem!

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Syf mi przypomniał -  też z czasów studenckich: Wychodzimy z praktycznego niemieckiego na korytarz i mój mąż rzuca na temat prowadzącego: to pier…ony pedał! (Za nieodrobione pisemnie lekcje dostała bańkę, nieważne, że gadał lepiej po niemiecku niż ten właśnie lektor). Za chwilę wychodzi prowdzący, zerka na nas, ale nic się nie odzywa. Efekt: na egzaminie końcowym wszyscy, którzy stali wtedy koło Mirka nie zaliczają i jedziemy na przymusowy dwutygodniowy kurs doszkalający do Zielonej Góry. A najlepsze w tym wszystkim było, że lektor naprawdę był homoseksualistą.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Kurs kursem, ale Zielona Góra to przyjemna dziura ;) Swoją drogą anegdota, również z niemieckim – Szwajcaria, brat z synkiem i ciężarną żoną przenieśli się, chodzą z innymi "imigrantami" na kurs niemieckiego (bo to taki kanton). Szwajcarzy, jak już się zorientowali, bywają dyskretnie ksenofobiczni. Lokales dialoguje z Ukraińcem o zwyczajach świątecznych. Ukrainiec ustawia się w opozycji, mówi coś w rodzaju: "Wolę nasze zwyczaje, u nas jest stół wspólny, barszcz… Wolałbym spędzać takie święta na nasz sposób." Lektor wypala znienacka: "A ja wolałbym, żeby was było mniej, bo jest was tu trochę za dużo…" ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A najlepsze w tym wszystkim było, że lektor naprawdę był homoseksualistą.

Widzisz, pewnie dlatego poczuł się prawdziwie dotknięty! :P

 

Widzę, że zeszło nam tutaj na anegdoty ; )

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Egzamin (z ekonomii). Profesor ma już serdecznie dosyć walki ze studentem, który na uczelni znalazł się chyba przez pomyłkę. – Dobrze, napiszę panu jeden wzór, jeśli pan go zinterpretuje, dostanie pan trzy. – Pisze na kartce "E = mc^2". – No to tak… E to będzieeeeee… kurs walutowy, m to współczynnik kapitałochłonności, a c – krańcowa skłonność do konsumpcji. Profesor zbaraniał. – Ale dlaczego do kwadratu?! – A bo to są efekty mnożnikowe!

Babska logika rządzi!

:))

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Wracając do legend: Podobno przy Politechnice Warszawskiej jedna z latarni (na Placu Politechniki) często migotała. Legenda głosi, że podczas wojny Polacy przekazywali sobie w ten sposób, alfabetem Morse'a, komunikaty. A potem za komuny. Jeśli chodzi o czasy obecne to nie zauważyłam, by któraś migała, a często tam jestem ;)

A to ja jeszce taką opowiem, kiedyś krążyła legenda, że dziewczyna z koleżankami pojechała do dyskoteki Ekwador w Manieczkach (po Poznaniem jakby co), tam poznała całkiem, niczego sobie, przystojnego studenta medycyny. Wiadomo, pobawili się, popili, potańczyli no i jak to bywa w amoku całowali się namiętnie. Chłopak namawiał dziewczynę, żeby spędziła u niego noc, ale dziewczę jednak nie chciało. Wróciła ze znajomymi do domu i położyła się spać. Następnego dnia w lustrze zauwazya wokół ust jakiąś łuszczącą się skórę i zaczerwienienia. Poszła do lekarza. ten zbadał, zrobił testy i okazało się, że to reakcja na jad trupi. Po zawiadomieniu przez lekarza policji i zeznaniach dziewczyny policja udała się do domu studenta, a tam  znaleziono zwłoki dwóch zaginionych wcześniej w Manieczkach dziewcząt, na których student "ćwiczył"  ponoć do sesji… ale… nie tylko ;)

Oj w mordeczkę, Mi, to było obrzydliwe, fuj… A jadlam właśnie kanapkę! Znaczy próbowałam, bo już nie jem!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dlaczego obrzydliwe? :) Dociekliwy był student :) 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Studencina widać wziął się ostro do nauki. Ach, gdyby więcej było ludzi z powołaniem, zdolnych do takich poświęceń… :)

"Prawdziwie wspaniałego pisarza poznasz po tym, że pisze książki" - Paulo Coelho

bemik: przepraszam najmocniej, nie wiedziałam o której godzinie to przeczytasz i  czy będziesz jadła ;)

Oddany swoim studiom na zabój.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Wyciągam temat, bo z Torunia jestem i pierniki, nawet ciut stare, są u nas na porządku dziennym. W sprawie legend miejskich i uczelnianych anegdot chciałam dodać to i owo: 1. Miejska legenda, słyszałam ją w Trójce dawno temu, Skrzynecka opowiadała, że sama przeżyła: studenci wyprawiają imprezę na działce rodziców jednego z nich, ktoś przyszedł z wilczurem, który biega sobie swobodnie, w pewnym momencie pojawia się z dość dobrze utytłanym ziemią królikiem w zębach. Gospodarz przerażony, bo pies włamał się najwyraźniej do klatek z królikami i zadusił ukochanego królika ojca. Chcąc zatrzeć ślady, nieco wcięci studenci myją królika szamponem, suszą suszarką i układają w klatce, zamierzają udać, że królik zszedł naturalnie. Rodzice gospodarza przybywają rozważnie następnego dnia po południu, gdy ślady imprezy są już uprzątnięte, ojciec idzie nakarmić króliki i naraz cala rodzina słyszy od strony klatek potworny krzyk, biegną więc do niego i spotykają go po drodze bladego jak śmierć niosącego zwłoki ukochanego królika. Patrzy na nich dzikim wzrokiem i mówi: Przecież go zakopałem. 2. Miejscowa wersja legendy o studentce dziewicy – kamienne niedźwiedzie przed siedzibą Lasów Państwowych przy ul. Mickiewicza zaryczą (lub wstaną i odejdą), gdy przejdzie koło nich (lub ukończy UMK) studentka dziewica. 3. Szczególnie wredny prowadzący (tu należy wstawić dowolne nazwisko) ocenia prace podrzucając je w powietrze, która spadnie na biurko dostaje 3, która na krzesło 4, nie pamiętam za co była piątka, podłoga to pała) – bardzo na czasie, bo sesja. 4. Iksiński oburzony złą odpowiedzią studentki na egzaminie zaczął opróżniać biurko, by wyjść, wkładając wszystko do szuflady (lub do torby), spakował też szklankę świeżo sparzonej herbaty. 5. Ta podobno z Poznania, podejrzewam, że jeszcze przedwojenna, ale opowiadał kolega, który rzekomo uczestniczył: profesor mizogin zawsze na wykładzie zwracał się tylko do mężczyzn, pewnego dnia dziewczyny poprosiły kolegów, by się schowali i zostawili je same z profesorem. Profesor wszedł, rzucił okiem na ławki, w których zobaczył tylko dziewczęta i wyszedł ze słowami: O, nikogo nie ma.

ta z królikiem – boska :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Mnie też najbardziej spodobała się ta z królikiem. Można dostać zawału!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

To z królikiem (a raczej psem w tamtym przypadku) opowiadał Bałtroczyk na jakiejs gali kabaretowej. Ale niezłe. Wtedy się obśmiałem.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Królik zaiste króluje ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

"3. Szczególnie wredny prowadzący (tu należy wstawić dowolne nazwisko) ocenia prace podrzucając je w powietrze, która spadnie na biurko dostaje 3, która na krzesło 4, nie pamiętam za co była piątka, podłoga to pała) – bardzo na czasie, bo sesja."  W Łodzi na jednym z kierunków UŁ ta legenda jest jak najbardziej żywa, tylko u nas było biurko:zdał, wszystko inne:nie zdał. Procent zdanych pozostawiam do waszego wyobrażenia ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Ja też jestem z UŁ, ale na moim wydziale chyba nie ma takich praktyk… Chyba… ;) Ja słyszałem taką historię. Profesor coś sobie liczy na tablicy, a za oknem robotnicy pracują. W pewnej chwili słychać zza okna "No co ty k*rwa robisz?!". Profesor zdziwiony, patrzy na tablicę, myśli. W końcu mówi "Nie, no. Dobrze jest przecież." Jeszcze jedna anegdota uczelniana. Profesorowi w trakcie wykładu skończyła się kreda. No to wyszedł z sali, a studenci czekają. Nagle otwierają się tylne drzwi do klasy. Wchodzi ten sam profesor i pyta "Przepraszam. Mogę pożyczyć kredę?".  Studenci wybuchają śmiechem. Za jakiś czas profesor wchodzi do sali już pierwszymi drzwiami i mówi "Szukałem kredy w sali obok, ale mnie studenci wyśmiali."

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

No dobra, to jak uczelniane anegdoty to taka, na pewno przedwojenna, przytaczana nie pamiętam przez kogo, ale kto wie, czy nie przez Tuwima: Profesor stawia studentom trudny problem, zapada ciężkie milczenie, wszyscy uciekają wzrokiem, po dłuższej chwili wznosi się drżąca rączka, profesor gestem (z widoczną na twarzy ulgą) zaprasza do odpowiedzi. – Czy mogę otworzyć okno – pyta student niepewnie – bo duszno… – Ależ proszę – odpowiada profesor sarkastycznie – orłów tutaj nie ma, nie zachodzi obawa, że któryś wyfrunie. Jakoś w końcu rozwiązują ten problem, zajęcia dobiegają końca, profesor kieruje się do wyjścia. Głos z sali: "A pan profesor też, widzę, drzwiami." Kurtyna.

Podoba mi się anegdota z kredą :D

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Uwaga, kto chętny na starcie z miejskimi legendami, konkurs jest TUTAJ!

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

To ja może zabiorę głos odnośnie tworzenia się tego typu historii. W mojej miejscowości miała miejsce taka, która z czasem śmiało mogła się przerodzić w legendę i w takiej formie funkcjonować latami, gdyby w porę nie zorientowano się w jej genezie. Z jednej z kamienic słychać było dziwne, ciężkie do zinterpretowania dźwięki. Wyłącznie w nocy. Sam byłem, słyszałem. Szybko stało się to miejscową atrakcją, wszyscy się schodzili. Niektórzy zabierali z sobą sól, krzyżyki i inne gadżety typu "just in case". A powiązano to… (i tu mroczna część z elemenami gore) z morderstwem (!) mającym miejsce w tej właśnie kamienicy. Miejscowy psychol ze swoim krewnym zabawili z ich kumplem od flaszki prawie tak jak oprawcy biednej Junko Furuty (nie aż tak, ale…). Czyli wiadomo, motyw ducha w agonii itd. Dopiera nasza nauczycielka biologii zorientowała się, że w tym miejscu jakiś gatunek ptaków, nie pamiętam jaki, uwinął sobie gniazdo, które za dnia opuszczał, a w nocy wydawał ten specyficzny dźwiek – chyba podczas snu. Czyli w tym przypadku o całym zamieszaniu zdecydował zbieg okoliczności i specyfika ludzkiej natury (tu akurat skłonność do nadinterpretacji+zabobonna, prowincjonalna mentalność).

Oczywiście to, jak ci dwaj kretyni męczyli tego koleżkę przed śmiercią mogło być przesadzone i dopowiadane przez mieszkańców (ten sam mechanizm co w przypadku samych legend). Nie zależało mi, żeby aż tak w to wnikać. Swoją drogą, zauważyliście jaką siłę oddziaływania mają niektóre legendy? Choćby znana historia wiedźmy z Blair. Nawet gdy już było wiadomo, że cała ta mitologia była spreparowana na potrzeby filmu The Blair Witch Project, to i tak fakt, że w Ameryce, w zamierzchłych czasach rzeczywiście palono rzekome wiedźmy był wystarczającym katalizatorem, by rzesze ludzi ciągneło do dzisiejszego Burkittsville, często opierając swoje wyobrażenia na tym, co widzieli w filmie i (co niektórzy) licząc nie wiadomo na co ;) …ale chyba niepotrzebnie się produkuję, bo temat najwyraźniej się wyczerpał.  

Nie, dlaczego? Po prostu spadł na drugą stronę ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Nowa Fantastyka