- Hydepark: Po napisaniu książki - wiele wydawnictw czy jedno?

Hydepark:

czasopisma

Po napisaniu książki - wiele wydawnictw czy jedno?

Witam się pierwszy raz na forum :) Mam pytanie do tych, którzy już w miarę poznali rynek wydawniczy. Interesuje mnie jedna kwestia, a nie mogę znaleźć odpowiedzi na to pytanie w necie.

 

Załóżmy, że mam już napisaną książkę (choć jeszcze nie mam). Jeśli chciałabym ją wydać, wysyłam ją do kilku wydawnictw czy do jednego upatrzonego? Odłóżmy na stronę problem wysyłania do wydawnictw niepasujących do profilu książki, bo to jest oczywiste i nie o to mi chodzi.

 

Czy wysyłam do np. 5 wydawnictw wydających fantastykę, czy do jednego i czekam, a później do kolejnego itd.? Jeśli do kilku, to co później, przy założeniu szczęśliwego scenariusza, że dostaję pozytywną odpowiedź – podpisuję umowę z tym najszybszym, a innym zgłaszam, że to już nieaktualne? Jak to wygląda w praktyce, żeby nie palić za sobą mostów?

Komentarze

obserwuj

Do kilku, bo inaczej ci życia nie starczy, jako że czekać na odpowiedź można w nieskończoność.  A jak ktoś ci odpowie pozytywnie, to wtedy możesz się zgłosić, pogadamy sobie o kwestiach prawnych w umowach ;)

 

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Wysyłanie propozycji do tylko jednego wydawnictwa i czekanie na odpowiedź to nie jest dobra strategia. Przede wszystkim – większość wydawnictw odpowiada tylko tym, którymi jest zainteresowana, reszta nie ma co liczyć na feedback. Generalnie powszechnie przyjętą strategią jest wysyłanie propozycji (propozycji, nie samej książki – do tego przydaje się też streszczenie i takie tam) do kilku wydawnictw. A potem czekasz i trzymasz kciuki, żeby ktoś się odezwał. No i wiadomo, unikasz wydawnictw vanity. 

Dzięki za odzew :) Właśnie obawiałam się tego czasu, że tak to może się ciągnąć latami.

Arnubis – rozumiem, że w streszczeniu chodzi Ci o wydawnictwa, które proszą o streszczenia? Czy o wysyłanie streszczeń tak czy inaczej, bez książki – jeśli tak, dlaczego?

Vanity nie biorę pod uwagę, no a przynajmniej na pewno nie w pierwszej, dziesiątej i dwudziestej kolejności ;)

Arnubis, wysyłanie samej propozycji? Jeśli nie jesteś naprawdę znanym autorem, to to jest przepis na szybsze usunięcie maila bez jego czytania. Wysyła się klasyczny pakiet: tekst + streszczenie. Jak streszczenie zaskoczy, to osoba odpowiedzialna za przejrzenie propozycji od razu może zapoznać się z resztą, bez tekstu w tej samej wiadomości ryzykujesz naprawdę mocno, że to gdzieś przepadnie.

https://fantazmaty.pl

Są wydawnictwa, np. Znak, które jasno życzą sobie tylko fragmentu. Myślę, że najlepiej jest przeczytać, czego oczekuje wydawnictwo i wysłać dokładnie to, co jest opisane w pliku dla autorów.

 

Vanity nie biorę pod uwagę, no a przynajmniej na pewno nie w pierwszej, dziesiątej i dwudziestej kolejności ;)

Nie bierz jej nawet w n+1 kolejności. Z dwojga złego już self-pub lepszy, a na pewno tańszy. Pakiet usług ten sam czyli żaden.

http://altronapoleone.home.blog

@Caira

Dużo zależy od wydawnictwa, ale jak masz gotową książkę to warto dorobić do tego pakiet:

Informacje o sobie, streszczenie/konspekt (uwaga, dwie różne rzeczy!) plus ładnie sformatowany plik z tekstem całej książki. Do tego jakiegoś miłego maila.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Fenrir – przez propozycję chodziło mi o propozycję książki do wysłania (tekst, streszczenie, konspekt, pełen pakiet) a nie samo streszczenie z propozycją, że napiszesz książkę, jeśli chcą. Może nieprecyzyjnie się wyraziłem.

Gdybym miała upatrzone wydawnictwo, takie w którym naprawdę chciałabym wydać znacznie bardziej niż w jakimkolwiek innym i z jakiegoś powodu bym myślała, że mogłoby być moją książką zainteresowane, to wysłałabym do niego kilka tygodni, może do dwóch miesięcy wcześniej niż do innych. Żeby było z tą książką do przodu w stosunku do innych. ;) A potem już hurtowo, chociaż też pewnie podzieliłabym na kilka grup, w zależności od tego, jak korzystne wydaje mi się wydanie w kolejnych wydawnictwach i między wysyłaniem do kolejnych grup też zostawiłabym sobie jakiś miesiąc. 

Taka rozkmina. ;)

Zgadzam się z Ochą. Ja swoją pierwszą, niewydaną w kilkunastu wydawnictwach powieść wysłałem hurtowo z podziałem na grupy. Pierwsza: wydawnictwa, które są w empiku na półkach, druga: które sa w empiku w internecie i innych dużych księgarniach internetowych, trzecia: reszta plus te, które znalazłem później :) Nie warto wysyłać pojedynczo. Po co masz pięć lat czekać, żeby się dowiedzieć, że nikt nie chce tego wydać? W tym czasie możesz napisać i wysłać dwie kolejne powieści.

"Nic mnie nie zmusi dzisiaj do biegania, mimo wszystko znów zasiadam zaraz do pisania."

Dziękuję wszystkim za opinie. Dobrze trafić gdzieś, gdzie da się kogoś zapytać o te kwestie :)

 

@Ceterari

Jeśli mogę spytać, ile czekałaś od wysłania do pozytywnego odzewu?

Cześć!

Propozycję wydawniczą wysyłaj do tych wydawnictw, które pasują profilem i nie mają złych opinii (przede wszystkim nie są vanity). Ile ich będzie, nie ma znaczenia.

Dobrze by jednak było pamiętać, że podpisując z którymś umowę, warto wysłać do pozostałych informację o tym, aby mogły zdjąć Twoją propozycję z kolejki wydawniczej. To uprzejmość zarówno wobec recenzentów w wydawnictwach, ale przede wszystkim wobec koleżanek i kolegów “po piórze”, którzy wciąż w tej kolejce recenzenckiej czekają.

 

Termin oczekiwania na odpowiedź jest różny w zależności od wydawnictwa i “obłożenia” w danym okresie. Można przyjąć, że trwa od kilku tygodni do roku (bywają skrajne przypadki, że krócej lub dłużej). Część wydawnictw informuje na swojej stronie o tym, ile on wynosi.

 

Powodzenia!

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

@Caira średnio to jest 3 do 6 miesięcy, czasami dłużej. Jako że praktycznie tylko Rebis odpisuje z odrzuceniem, a reszta milczy to ciężko powiedzieć czy już przeczytali. Ja czekałam jakieś 3 miechy i prawie jednocześnie odezwały się dwa. Ale drugą inną książkę wysłałam już kilka miesięcy temu i żadnych odpowiedzi :-D

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Rozkmina offtopicowa: dlaczego vanity nazywa się wydawnictwami, a nie wyspecjalizowanymi drukarniami (lub pośrednikami drukarni)?

Żeby łowić laików...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

.

Pozwolę sobie na taktyczną kropeczkę, chętnie pośledzę temat...

Rebis ma chyba automatyczną zwrotkę z odrzuceniem przygotowaną do wysyłki w odpowiednim momencie :))) ale przynajmniej coś wysyłają.

"Nic mnie nie zmusi dzisiaj do biegania, mimo wszystko znów zasiadam zaraz do pisania."

Żeby łowić laików...

Chodziło mi dl;dlaczego osoby spoza samego vanity tak nazywają vanity.

 

Chodziło mi dl;dlaczego osoby spoza samego vanity tak nazywają vanity.

 

Bo w inny sposób nie kojarzyłoby się prawidłowo, przede wszystkim laikom. Jeśli wszędzie ludzie ostrzegali przed “firmami vanity”, “drukarniami vanity” itp to laik by pomyślał: “super, to ja wydam w XXX bo oni się nazywają wydawnictwo, a nie drukarnia”. 

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

@pablo – Ale podpisuje się pod tym konkretna osoba z nazwiskiem. A jak jeszcze przyjmowali papierowe propozycje, to odsyłali na swoje konto manuskrypt, i list odmowny z podpisem odręcznym. Szacun :D Uwielbiam być odrzucana przez Rebis ;P Muszę im znowu coś wysłać...

 

@Wilku, bo jakoś ich trzeba nazywać, a z vanity przynajmniej wiadomo o co biega. Jak z selfami.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Jesteście cudowni. 

 

@ Ceterari

Dzięki, to już mniej więcej daje mi jakiś obraz :)

 

@Jacek_L

Dzięki :)

A po podpisaniu (zakładając ten piękny, pomyślny scenariusz, w którym dochodzę do momentu, kiedy coś podpisuję) na pewno bym informowała, bo jednak szkoda cudzego czasu.

 

Ok, to jeszcze pytanie z technikaliów – jeśli wysyłacie książkę, to ją hasłujecie i hasło w osobnym mailu? Czy uważacie, że wtedy jest ryzyko, że to w ogóle zostanie zignorowane na zasadzie: “Nie ma co szperać w drugim mailu, więc do kosza”?

A po co w ogóle “hasłować” książkę? O.o

https://fantazmaty.pl

Na wypadek, gdyby wyciekło przez przypadek, przecież nie przed kimś z wydawnictwa.

Zawsze mnie to intrygowało, ilu debiutantów uważa, że ktoś może chcieć ukraść ich książkę. Czy ty tak na serio pytasz?

www.facebook.com/mika.modrzynska

Dwa razy w życiu hasłowałam plik – jak musiałam wysłać skan dowodu osobistego i dane karty kredytowej...

http://altronapoleone.home.blog

To ja proponuję nie dość, że “zahasłować”, to jeszcze wysłać nośnik w opancerzonym konwoju, ochrona obowiązkowo z bronią długą i amunicją ostrą. A nuż ktoś zechce ukraść...

https://fantazmaty.pl

Caira

 

Nie, nie “hasłujesz” pliku. To całkowicie mija się z celem. Kradzieże tekstów to miejskie legendy, nie ma na nie miejsca w realnym życiu. Nawet jeśli kiedyś się zdarzyło coś takiego (nic na ten temat nie wiem) to musiałby być jakiś wyjątkowy przypadek. 

 

Generalnie musisz pamiętać, że na początkowym etapie przygody z pisaniem, “propozycja wydawnicza” to rodzaj “surówki”. Jeśli zostanie wydana to efekt finalny będzie się różnił od pierwowzoru (czasem znacznie). Nawet jeśli napiszesz tekst rewelacyjny, taki literacki diament, to nadal będzie on wymagał szlifowania. Piszę to, aby Ci uświadomić, że często (jako autorzy) przeceniamy wartość naszych tekstów. Nie ma w tym oczywiście nic złego (bo przecież poświęciliśmy na nie kawałek życia), ale trzeba zachować zdrowy rozsądek. To nie jest wzór lekarstwa na raka, czy Perpetuum mobile, a więc nikt go nam nie będzie chciał ukraść ;)

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

To całkowicie mija się z celem. Kradzieże tekstów to miejskie legendy, nie ma na nie miejsca w realnym życiu.

 

Jacku, zdziwiłbyś się laugh

Taką aferę mieliśmy niedawno: https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/24722 

 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dziękuję za komentarze, zwłaszcza Jackowi_L, i mniej za szyderę w niektórych postach, bo była niepotrzebna. Wiecie, jakbym miała kogo spytać na żywo, to nie pisałabym tu. W mojej pracy regularnie dostaję i pracuję na zahasłowanych plikach, więc to nie jest coś, co mi przychodzi do głowy w n-tej kolejności jako hipotetyczna ewentualność, tylko moja rzeczywistość. Stąd prosta wątpliwość.

 

Czy bałabym się, że ktoś tekst ukradnie i wyda jako swój? Nie. Obawiałabym się tego, że jeśli przypadkiem by wypłynął, to znalazłby się na Wattpadzie lub w podobnym miejscu i później nikt nie chciałby wydać tego, co było dostępne w całości za darmo.

 

 

Cairo, jak wysyłasz do wydawnictwa, to nie powinno wypłynąć na żadnych takich. Nie byłoby w tym dla nikogo interesu. 

Link, który podałam dotyczył innej sytuacji.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śniąca, ja cały czas nie mówię o tym, że ktoś z wydawnictwa to wrzuci :) Raczej o tym, gdyby był to np. wirus, nieautoryzowany dostęp do skrzynki. Zresztą mniejsza z tym, w sumie na to uzyskałam odpowiedź.

Cairo, hakerzy monitorujący skrzynki czy włamujący się do nich, robią to w celach zysku. Teksty nikomu nieznanych potencjalnych debiutantów to dla nich żadna atrakcja, a umieszczanie na wattpadzie żaden interes.

http://altronapoleone.home.blog

Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić wirusa, który miałby na celu kradzież tekstów literackich i publikację ich w sieci. Kto by na tym mógł skorzystać i jak? Ataki cyber związane są raczej z możliwością osiągnięcia konkretnych korzyści – najczęściej finansowych. Więc albo kasa sama w sobie, albo informacja w postaci np. danych osobowych. 

A przy nieautoryzowanym dostępie, jak ktoś już go ma, to i hasło do pliku sobie znajdzie. Bo hasło i tak musiałabyś przesłać mailem. Innej opcji przy takim rozsyłaniu nie widzę.  

 

Jedyna kradzież, o jakiej słyszałam (poza wrzuconym wyżej linkiem), to w drugą stronę – tekst z popularnego już bloga ktoś inny niż autor wydał w formie papierowej książki. Szczegółów już nie pamiętam, ale sprawa była dość głośna parę lat temu.  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Tak, to było to.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Kojarzę tamtą przykrą sprawę z wtedy. A kojarzycie może, jak się zakończyła? Czy autorce udało się cokolwiek na drodze cywilnej? Mam nadzieję, że tak, jeśli nie, bardzo szkoda autorki.

Śniąca

 

Ale mówimy o wydawnictwach, a nie “wanabee pisarzach”.  To, że jakieś miernoty kradną czyjeś teksty z blogów czy innych miejsc w internecie to się zdarza. Swego czasu nawet jakaś małolata wydała książkę zerżniętą z bloga innej małolaty. Ba! EDIT: widzę, że już wspomnieliście o tym powyżej wink

Co ciekawe, jeden z moich byłych ulubionych blogerów historycznych też okazał się plagiatorem. Póki ograniczał się do publikacji online (kilka razy zdobył tytuł bloga roku) to nie wyszło. Dopiero kiedy wydał książkę. Cóż, życie.

 

Wydawnictwo jednak nie zrobi czegoś takiego. W kontekście niepokoju autora o kradzież propozycji wydawniczej wysłanej do wydawnictwa obawy są bezpodstawne.

 

Pozdrawiam!

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

Cetari – jak już kiedyś ustaliśmy w innym wątku, “Klub odrzuconych przez Rebis” to nie byle co :)

Powoli kończę kolejną próbę wydawniczą, więc też za jakiś czas pewnie zobaczę na mailu ich zwrotkę z uprzejmą odmową :)

"Nic mnie nie zmusi dzisiaj do biegania, mimo wszystko znów zasiadam zaraz do pisania."

Nowa Fantastyka