- Hydepark: O historiach alternatywnych

Hydepark:

inne

O historiach alternatywnych

.

Komentarze

obserwuj

Temat naginania historii i znanych opowieści (np. legend) na potrzeby opowiadań fantastycznych zaczął za mną chodzić odkąd zabrałam się za pisanie cyklu na podstawie mitologii skandynawskiej. Jestem ciekawa, jak inni do tego podchodzą, czy wprowadzanie zmian przychodzi im z łatwością, czy też są pewne opory przed przesadzeniem.

Historii alternatywnej nie próbowałam, ale ostatnio zabrałam się za dwie legendy, które dotyczą tego samego miejsca, więc je połączyłam. I nie tworzę dla nich alternatywnej wersji, tylko w pewien sposób (bo też nie do końca tak) ciągnę dalej i wtłaczam na w nowe realia w przyszłości (przyszłość w stosunku do oryginału). To moja pierwsza próba z taką przeróbką, więc na razie się troszkę męczę. Usiłuję wypośrodkować to nowe, żeby nie przegiąć i to stare, by nie kopiować.  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

To ja na początek, i do tego robiąc coś, czego nie lubię, czyli wspierając się własnym, ha ha, autorytetem (10+ lat wykładania mitologii, wspólautorstwo podręcznika do mitologii greckiej).

Jeżeli chodzi o czyste MITY, to pytanie jest w sumie bezzasadne. Dlaczego? Ano dlatego, że w zasadzie mity nie mają kanonu: mają tylko wersje popularniejsze i mniej popularne, ale bardzo często BARDZO ZRÓŻNICOWANE, zwłaszcza gdy mowa o tych systemach mitologicznych, które znamy w wersji mocno artystycznie przetworzonej – jak na przykład mitologie grecka, rzymska, walijska...   Tam mamy  i zróżnicowanie w czasie, i w przestrzeni, i w formach literackich... Kilka przykładów z greckiej i rzymskiej.

 

Antygona, którą narzeczony (nie popełniwszy samobójstwa) uratował z lochu i która następnie została królową Teb po tym, jak Kreon poszedł na wygnanie? Eurypides (V w. p.n.e.)

 

Jedna Mojra zamiast trzech? Iliada, IX/VIII w. p.n.e. 

 

Romulus, którego bynajmniej nie wzięto na Olimp – zamordowali go i poćwiartowali senatorowie, a ludowi wmówili, że bogowie go wzięli między siebie? Plutarch, “Żywot Romulusa”, I/II w. n.e. 

 

Zeus jako śmiertelny młodzieniec z Krety, kochanek Matki Bogów, zmarły i pochowany – wzmianka w “Hymnie do Zeusa’ Kallimacha (III w. p.n.e.)

 

Artemida dziewica połączona w jedno z Selene, najbardziej kochliwą i erotycznie wyzwoloną z bogiń, mającą do tego tabun dzieci? Powszechne w kulcie od epoki klasycznej.

 

Dionizos nie ratujący Ariadny, ale przeciwnie, karzący ją śmiercią za to, że go porzuciła dla śmiertelnika? Homer. 

 

Orfeusz, zabity przez menady za to, że – nie chcąc innej kobiety po śmierci Eurydyki, ale potrzebując miłości i seksu – jako pierwszy zaczął sypiać z młodzieńcami i w ten sposób okazał pogardę kobietom? Owidiusz (I w. p.n.e.)

 

Już nie wspomnę o np. Platonie po prostu tworzącym sobie nowe mity, potrzebne mu do objaśnień filozofii. I o zamienianiu w postacie mityczne bohaterów historycznych, np. Aleksandra Wielkiego (hmm, o tym też napisałam książkę...) albo jego siostry, która w powszechnej wizji stała się syrenką?

 

I mogłabym tak dalej. Jeżeli robią to sami starożytni, to czemu niby my mielibyśmy mieć opory :)

 

 

A do refleksji o przetwarzaniu HISTORII zapraszam Drakainę, ona ma sporo przemyśleń na ten temat :D 

 

 

 

To ja też dodam coś od siebie.

Ponieważ akcja następnego opowiadania z mojego projektu toczy się głównie w Midgardzie, zaczęłam czytać o wikingach. Dowiedziałam się z niej m. in. że w ich kulturze inaczej mierzono tydzień (o ile pamiętam było to piątek-czwartek) i nazywano miesiące. Sęk w tym, że w jednym z moich opowiadań, “Skandalu w Asgardzie”, zastosowałam współczesne nazewnictwo i podział, które są też dość kluczowe dla fabuły. Trochę się z tego powodu wahałam, czy zmienić to w późniejszych poprawkach, ale chyba jednak zostawię. Asgard w mojej wersji jest i tak mocno przerobiony, a czytelnikom będzie łatwiej zrozumieć, o co chodzi.

To może tak – jeśli chcesz pisać fantastykę, to nie tylko możesz, ale wręcz musisz wprowadzać zmiany/naginać historię czy też mity, bo inaczej napiszesz co najwyżej powieść historyczną (co jest spoko, ale nie o to chodzi w tej rozmowie :D). Ale trzeba też rozróżnić pisanie historii alternatywnej – gdzie faktycznie wprowadzasz istotne zmiany, powodujące powstanie odmiennego świata, od fantastyki w realiach historycznych, często fantastyki dość delikatnej. W takiej sytuacji należy zachować jak największą zgodność z historią, a zmiany które wprowadzasz powinny być hmmm, możliwe. Tak np. w opowiadaniu, które teraz piszę, wczesna, prymitywna forma fotografii została wynaleziona dwa lata wcześniej w innym miejscu, przez innego człowieka – ale człowieka z odpowiednim wykształceniem, wiedzą i dostępem do materiałów, tak więc w teorii mógłby opracować taką metodę. Jest też kwestia tego, jakie opowiadanie chcesz napisać – w lekkiej, przygodowej fantastyce, w której chodzi głównie o lekką rozrywkę, bez ambicji historycznych możesz pozwolić sobie na nieco większe zmiany dla dobra fabuły – i tak np. Marcin Mortka w “Karaibskiej Krucjacie” część akcji toczy w Port Royale, który powinien już nie istnieć, zniszczony przez trzęsienie ziemi. 

No dobra, tak trochę podsumowując: przede wszystkim musisz wiedzieć, jaki tekst chcesz napisać i wszystkie zmiany wprowadzać świadomie. Szczególnie wymagające oczywiście przy budowaniu sensownej historii alternatywnej. Przy budowaniu tekstów lżejszych możesz pozwolić sobie na więcej, ale też zmiany te muszą być wprowadzane w konkretnym celu. 

 

Szykuję tu dłuższą odpowiedź, ale z ciekawości, Arnubisie – kiedy masz ten wynalazek protofotografii?

http://altronapoleone.home.blog

1824 rok.

No to niezupełnie jesteś  z protofotografią do przodu, bo Niépce zaczął doświadczenia w 1816, a pierwszy udany negatyw uzyskał w 1822; 1826 to tylko pierwsze znane i uważane za udane zdjęcie :)

http://altronapoleone.home.blog

No to widzisz, tym bardziej wszystko jest wykonalne :D A same odczynniki były znane już od dawna, kwestia tylko połączenia tego wszystkiego w całość :D

Zdecydowanie bardziej kręcą mnie luźne nawiązania i wszelkie wariacje na temat mitologii, baśni i legend, niż kurczowe trzymanie się znanych (kanonicznych? Choć podoba mi się to, co pisze ninedin o nieistnieniu takiego kanonu) wersji. W ogóle odbieram naturę mitów jako płynną, zmienną, wiecznie ewoluującą i właśnie za ten niekończący się potencjał kreacji tak mitologie lubię. Tam jest już wszystko, ale znajdzie się i miejsce na jeszcze więcej wszystkiego ;)

Sądzę, że w takiej fantastyce, o jakiej tu mówimy, właśnie o to chodzi – żeby sięgnąć po inspirację, po coś, co już istnieje, potem przepuścić to przez swoją wrażliwość, doświadczenia i wyobraźnie i dać światu. Hm, chyba nie powiedziałam nic odkrywczego, to można rozciągnąć na całą kulturę, która jest wiecznym kołem recyklingowania istniejących treści w celu zrobienia z nich czegoś nowego. 

 

@Ajzan, pytasz o opory przed “przesadzeniem” – jak dla mnie, nie ma czegoś takiego. Myślisz, że Thor albo Posejdon się obrażą, że pozmieniałaś im życiorysy? Mam nadzieję, że nie są tacy :D 

Asgard w mojej wersji jest i tak mocno przerobiony, a czytelnikom będzie łatwiej zrozumieć, o co chodzi.

No i super. Ja wolę przeczytać Twój przerobiony Asgard, jak będę chciała ten “klasyczny” to sięgnę po “kanoniczne” mity nordyckie.  Wszystko jest ok, jeśli jest wewnętrznie spójne i wiarygodne. 

Nie jest to specjalnie trudne, chociaż do bohatera mitologicznego, w dodatku drugiego rzędu, sięgnąłem tylko raz w krótkiej z natury rzeczy miniaturze.

Pozdrówka.

Arnubisie, ja w swoim projekcie nie zamierzam nawiązywać mocno do konkretnych wydarzeń historycznych. Chcę tylko, aby realia Midgardu były w miarę zgodne z tamtym okresem, a Asgard nie był zupełnie oderwany od swojej kultury.

 

Koimeoda, pisałam już o tym gdzie indziej (na pewno): mitologia skandynawska jest trudna do zebrania w całość ze względu na małą ilość źródeł pisanych. Głównie są to prace Snorrego Sturlusona, przy czym te powstały już po erze wikingów i noszą wpływy chrześcijańskie. Także dorabianie do tych mitów jest wręcz wymogiem.

Historie alternatywne? Nie lubię, unikam, stawiam je na równi z fanfikami. Owszem, ja też czerpię inspiracje ze znanych historii – głównie baśni – ale na ogół te inspiracje są bardzo, bardzo luźne. Nie lubię zwłaszcza wykorzystywania już istniejących postaci, co zdarzyło mi się zrobić tylko raz, a postacią tą był Czerwony Kapturek. Choć zaryzykowałbym stwierdzenie, że to raczej pewien archetyp niż konkretna, wyraźnie zdefiniowana bohaterka.

 

Myślisz, że Thor albo Posejdon się obrażą, że pozmieniałaś im życiorysy? Mam nadzieję, że nie są tacy :D

Ale jeśli wspomniani Thor i Posejdon zostaną na tyle przetworzeni, że przestaną przypominać swoje wersje znane z mitów, to jaki jest sens nazywać ich dalej Thorem i Posejdonem? Czy nie lepiej po prostu stworzyć własnych bogów, nadać im wymyślone przez siebie imiona i od podstaw opracować życiorysy?

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Nowa Fantastyka