- Hydepark: Książki, które zainspirowały Was do pisania

Hydepark:

książki

Książki, które zainspirowały Was do pisania

W shoutboxie wywiązała się ciekawa dyskusja, myślę, że odpowiednia na osobny wątek na forum. Jaka książka (albo książki) sprawiła, że zaczęliście pisać? Dała Wam motywację, wzbudziła chęć tworzenia? A może konkretna powieść/autor inspiruje Was obecnie do pisania, albo wywarł(a) znaczący wpływ na Waszą twórczość – w kwestiach technicznych lub poglądowych, a może i jednych, i drugich?

Zapraszam do dyskusji!

Komentarze

obserwuj

Właściwie ciężko powiedzieć, od czego mi się ta faza zaczęła. Tak bardzo ogólnie, mogę stwierdzić, że chyba od książek fantastycznych młodzieżowych – jakieś Rowling, Canavan, takie tam. Chciałam mieć takie odjechane przygody, magię i w ogóle, ale nie mogłam, to zaczęłam je sobie wymyślać.

Zostaw ten żyrandol.

O tak, książki o Harrym Potterze bardzo działały mi na wyobraźnię. Ciągle się wymyślało własne przygody w Hogwarcie. Na Canavan akurat mam uczulenie :D, ale może też nie trafiłam na jej książki w odpowiednim momencie.

Z mojej stronę wspomnę już o tym samym tytule, o którym pisałam na shoutboxie, czyli “Nie Kończącej się Historii” Michaela Endego. Jest to dla mnie idealne przedstawienie procesu tworzenia, relacji twórcy i jego dzieła. Z tego względu dużo bardziej wolę drugą część, gdy Bastian trafia już do Fantazjany. Wtedy trafiają się takie smaczki, jak na przykład zdanie (luźno parafrazuję, bo nie pamiętam dokładnie; choć książkę mam pod ręką, może później sprawdzę): “Gdy coś stworzę, to dopiero zaczyna istnieć, a jednocześnie istniało jakby od zawsze”.  No, rezonuję z tą książką na chyba wszystkich poziomach.

Od tych wspominek będę musiała znowu ją przeczytać ;)

U mnie w domu nikt nie czytał, więc chyba muszę powiedzieć, że inspirowały mnie kreskówki z Fox kids i Cartoon Network oraz anime z RTL7. ;D

MrBrightside, też się liczą! Wątek założyłam z myślą o książkach, ale jak by tak pomyśleć, to przecież inne dzieła kultury też zachęcają do tworzenia. W gruncie rzeczy chociażby wiele seriali i animców zainspirowało ogrom fanfików... (jakości różnej, ale jednak!)

Anime z RTL7 – czyżby Yaiba i Slayersi? xD

Do pisania to raczej zainspirowała mnie rodzinna pasja do horrorów, ale mam tu na myśli filmy. Zwłaszcza takie z lat 60/70/80. 

Więc do dzisiaj mogę podziękować mojej mamie, która pozwalała oglądać mi je mimo mojego nieadekwatnego wieku ;) 

Pamiętam jak zakrywając oczyska dłońmi, pytałem mamę co na ekranie się dzieje → seans: Egzorcysta 1973 rok. 

A książki przyszły później... Lovecraft, King i mój ukochany Edgar Alan Poe. 

 

 

Yaiba, Dragon ball, Saint Seiya i Magic Knight Rayearth mi się przypomina. Plus serial, przy którym Gęsia skórka wydawała się śmieszna – Czy boisz się ciemności. :p

O, jaki sympatyczny temat :)

 

 

Proroctwo Kamieni – Flavia Bujor

 

Kupiłam po odkryciu, że autorka miała jakoś czternaście lat, jak napisała tę książkę – byłam w podobnym wieku, może trochę młodsza. Stwierdziłam, że co, ja bym tak potrafiła? Potrzymaj mi piwo!

 

No i napisałam tę pierwszą książkę, ale mi się nie spodobała, więc pisałam i pisałam... I nadal piszę. W końcu coś mi się spodoba ;)

www.facebook.com/mika.modrzynska

To ja też się pochwalę ^^. Pisać zaczęłam po przeczytaniu Eragona, jako wchodząca w nastoletni wiek dziewczyna zazdrościłam autorowi sukcesu. Później pisanie porzuciłam, lecz niedawno po ponownym przeczytaniu PLiO znów zamarzyło mi się coś naskrobać.

Do pisania zainspirowały mnie książki zarówno te związane z fantasy jak i z nim nie związane. Z tej drugiej kategorii to cykl powieści o Tomku Wilmowskim Alfreda Szklarskiego i Trylogia antyczna autorstwa Haliny Rudnickiej (zakończenie pierwszej części przeżywałem chyba 3 lub 4 dni).

Co do fantasy to rodzimy Wiedźmin mnie mocno inspiruje, z którym jakiś czas temu zacząłem przygodę będąc pod wrażeniem adaptacji… w musicalu oczywiście. Tak, moim bezwzględnie pierwszym zetknięciem z Geraltem był właśnie musical. :P Inspiracją był również cykl Pendragon D.J. MacHale’a.

Jednak jest jeden autor, który miał największy wpływ na to, że podjąłem próbę pisania, a jest to J.R.R. Tolkien. Dość klasycznie można rzec, ale tak naprawdę odkąd przeczytałem Władcę Pierścieni, to jestem pod ogromnym, nieustającym wrażeniem, jak bogaty jest świat Śródziemia.

Per aspera ad astra

Z mojej stronę wspomnę już o tym samym tytule, o którym pisałam na shoutboxie, czyli “Nie Kończącej się Historii” Michaela Endego. Jest to dla mnie idealne przedstawienie procesu tworzenia, relacji twórcy i jego dzieła. Z tego względu dużo bardziej wolę drugą część, gdy Bastian trafia już do Fantazjany.

Doceniam część drugą, z całą jej psychologią i rozwojem postaci Bastiana, wspomniałem tylko, że dla niektórych – w tym mnie – nie jest ona aż tak wciągająca, jak pierwsza, która jest czystej krwi przygodówką. Oczywiście pierwsza część miała wciągać także in-universe, żeby sprowadzić Bastiana do Fantazjany, więc jest to zrozumiałe. Czytelnik miał się wciągnąć razem z Bastianem, a Bastian z czytelnikiem. :-)

 

Wtedy trafiają się takie smaczki, jak na przykład zdanie (luźno parafrazuję, bo nie pamiętam dokładnie; choć książkę mam pod ręką, może później sprawdzę): “Gdy coś stworzę, to dopiero zaczyna istnieć, a jednocześnie istniało jakby od zawsze”.

Dla tych, co nie wiedzą – kontekst jest taki, że Bastian dorobił pewnej fantastycznej rasie backstory, modyfikując w ten sposób rzeczywistość Fantazjany, nie tylko teraźniejszość, ale i przeszłość.

 

Aktorskiej ekranizacji “Kuby Guzika” nie oglądałem, ale po zwiastunach wnioskuję, że jest to wierna adaptacja pierwszego tomu. Rozśmieszyły mnie komentarze w sieci, których autorzy uznali czarnoskórego aktora w roli Kuby za przejaw poprawności politycznej, podczas gdy Kuba był czarny także w oryginale, i miało to pewne znaczenie dla fabuły. Czarny był również w serialu animowanym, który, podobnie jak Ty, Silvo, pamiętam z dzieciństwa. Gdy sobie porównałem to, co z niego zapamiętałem, z książką, doszedłem do wniosku, że było tam sporo fillerów. Niepotrzebne rozpaczałem, gdy z powodu problemów technicznych zdarzyło mi się nie obejrzeć jednego odcinka. :-)

 

A co do książek, które zainspirowały mnie do pisania – każdy ma swoich mistrzów, ale trudno byłoby mi wskazać konkretne pozycje. Na etapie gimnazjum-liceum, jak wielu nastolatków, byłem tolkienomanem i próbowałem pisać pod wpływem “Władcy Pierścieni”, co koniec końców okazało się bardzo słabym pomysłem. Teraz, po latach, czerpię inspiracje z różnych źródeł – nie tylko książek, ale i filmów, komiksów, grafik, teledysków...

DoBrY tEkSt PoWiNiEn BrOnIć SiĘ sAm!

Jak pisałam na sb – u mnie jest to trylogia Bartimaeusa autorstwa Jonathana Strouda: “Amulet z Samarkandy”, “Oko golema”, “Wrota Ptolemeusza” (a właściwie to tetralogia, z niewydanym po polsku “Pierścieniem Salomona”).

“Amulet” dostałam w wieku 10 lat, od taty na Gwiazdkę. Gdy po przerwie świątecznej otworzyli sklepy, tata został zmuszony do pognania po dwa kolejne tomy. Czytam je do teraz co jakiś czas. 

Mnie chyba głównie filmy i również chińskie bajki, zwłaszcza te, które z kumplem kupowaliśmy w gimbazie za kieszonkowe na płytkach z wątpliwych źródeł (ach jak przebierałem nogami w oczekiwaniu, aż Evangelion przyjdzie pocztą). Jednym z moich pierwszych dzieł literackich był fanfik Haibane Renmei, też gdzieś w gimnazjum.

Ale pamiętam, że na pewno zainspirował mnie Pratchett. Tak mi się w dzieciństwie spodobała idea Świata Dysku, że sam zechciałem stworzyć jakiś odstrzelony świat i zacząłem pisać o takim, który jest sześcienną kostką do gry.

Sześcienną kostką? :D Brzmi odjechanie.  A inne planety w układzie powinny być kostkami o większej ilości ścian.

 

Tak sobie myślę, że w sumie to nie zaczęłam pisać przez jakieś konkretne dzieło – zaczęłam pisać, bo koleżanki w klasie w podstawówce to robiły (tak, mam te swoje wiekopomne dzieła z tamtego okresu – nigdy nie ujrzą światła dziennego).

Mogę za to wskazać, co sprawiło, że poszłam w fantastykę – wspomniany już Potter i Canavan to tylko wierzchołek góry lodowej. Z nie-książkowych tworów, swój udział miało na pewno Naruto i Odlotowe agentki (serio :p).

W fantastykę weszłam przez to wszystko od quasi-średniowiecza i walk na miecze. Wzięło się to nie od jakiejś konkretnej książki czy dzieła, a raczej od jej braku. Bo mnie się marzyła historia o dziewczynie, która podbija świat za pomocą broni ostrej. Nie znalazłam takiej, więc uznałam, że sobie napiszę. :P Miałam chyba czternaście lat, kiedy powzięłam taką mocną decyzję.

Zostaw ten żyrandol.

Teraz już trudno sobie przypomnieć, bo pierwsze moje opowiadania to były satyry na sytuację w klasie i z nauczycielami jeszcze w liceum. W konwencji fantastyki, oczywiście.

Z tego, co pamiętam, że wywarło na mnie ogromny wpływ, to “Aleja Potępienia” Zelaznego. Przez długi czas zapisywałam jako wprawki przygody bohatera opartego na Czarcie Tannerze. Potem doszła większość twórczości Rogera, książki LeGuin i cykl “Świat Czarownic” Norton. I to się tak wszystko wymieszało. Do tej pory jak chcę napisać coś klimatycznego, to czasem sięgam po opowiadania Zelaznego, by się wprowadzić w nastrój.

Fajny wątek:) To i ja się przyłączę. U mnie nie zaczęło się od konkretnej książki. Fantastykę odkryłam dzięki Kronikom Amberu (nadal moje nr. jeden) i Grobowcom Atuanu Ursuli K. Le Guin, które czytałam do konkretnych kaset i teraz kiedy słyszę z nich muzykę  to wraca klimat książek.

A żeby było śmieszniej to zaczęłam pisanie od s-f, choć obecnie za nią nie przepadam:).

aka książka (albo książki) sprawiła, że zaczęliście pisać? Dała Wam motywację, wzbudziła chęć tworzenia?

W zasadzie ja piszę praktycznie odkąd zaczęłam czytać, czyli w moim przypadku byłam małą dzidzią i czytałam mini-książeczkę o niebieskiej jaskółce. (A może to był zimorodek?) Pamiętam, że był tam przedstawiony cały dzień tej jaskółki i później wydało mi się oczywiste, że ja też mogę takie coś napisać. I napisałam taką mini-książeczkę o moim kocie. Ale to bardzo odległe wspomnienia i może coś pokręciłam, w każdym razie mniej więcej tak było :)

A może konkretna powieść/autor inspiruje Was obecnie do pisania, albo wywarł(a) znaczący wpływ na Waszą twórczość – w kwestiach technicznych lub poglądowych, a może i jednych, i drugich?

To na pewno Harry Potter, Zwiadowcy i (proszę się nie śmiać) Zmierzch – myślę, że w moich fantasy można znaleźć echa tych lektur. A i jeszcze Władca Pierścieni. Ale już nie piszę za bardzo fantasy. A i jeszcze Tajemniczy Ogród. Pewnie znalazłoby się kilka innych pozycji, które oddziałały na moje pisanie szczególnie znacząco, ale teraz już sobie nie przypominam. 

No i myślę, że też niektóre Wasze opowiadania też mają znaczący wpływ na moją twórczość :)

Ja raczej nie zacząłem pisać dzięki konkretnej książce. Wiadomo, od małego się czytało – najpierw były bajki czytane przez rodziców, Pan Kleks, Piotruś Pan i tak dalej, potem przyszedł Hobbit, Harry Potter i ta fantastyka już poleciała jakoś, czytało się co wpadło w ręce.

Ale jeśli chodzi o pisanie – pierwsze opowiadanko to był fanfic z Gothica 2, napisany zresztą na bazie zadania/zabawy we wczesnej podstawówce (2 klasa?). Ale nie tak, że od małego pisałem ile wlezie – raz na jakiś czas, coś. Faktyczne pisanie przyszło razem z przeglądarkowymi MMORPGami. Mechanicznie szybko przestałem w nie grać, suche wbijanie cyferek mnie tak bardzo nie kręciło, ale szybko wsiąkłem w grę “klimatyczną”, jak się mówiło. Całe noce przesiadywania w shoutboxowej karczmie, pbfowe wyprawy, ech, to były czasy. Zdecydowanie tam zdobyłem pierwsze pisarskie szlify, chociaż długo nie pisałem konkretnych opowiadań, a improwizowane sesyjki. 

Jaka książka (albo książki) sprawiła, że zaczęliście pisać?

żadna. Zaczęło się od dziennikarstwa :)

 

 

Fantastykę odkryłam dzięki Kronikom Amberu (nadal moje nr. jeden) i Grobowcom Atuanu Ursuli K. Le Guin, które czytałam do konkretnych kaset i teraz kiedy słyszę z nich muzykę  to wraca klimat książek.

Teraz jestem ciekawa tych kaset. Uchylisz rąbka tajemnicy?

U mnie tłem do sceny, w której Merlin obozował w lesie, a z portalu napadł na niego wilk, był Nightcrawler Judas Priest…

Aż mi się przypomniała “Ósma czara” (komiks) i scena, do której sam autor sugeruje słuchać w tle “Wszyscy przeciw wszystkim” Aurory.

Mnie to do wszystkiego inspiruje muzyka, ale chcę Was tu czytać więc komentuję obserwacyjnie :D 

@Sagitt – słyszałam dużo dobra o tym wiedźmińskim musicalu! Pora się wybrać na Północ... 

Silvo, widzę że jesteś jakąś bratnią duszą, absolutnie mam tak samo z “Niekończącą się Historią”!

Ja miałam zawsze na pierwszy rzut oka (ucha) muzykę w ogóle nie pasującą do tematyki:) Do Kronik Amberu to był Bon Jovi z piosenką It’s my live, do Grobowców chyba kaseta Eiffell 65, a znowu do Wrota Anubisa zespół Era:) Taką zależność czytania książki z muzyką, którą często słucham odkryłam zupełnie przypadkiem. Ale później zdarzało mi się już specjalnie tak robić.

@Koimeoda – co do inspiracji muzyczych to musiałby być osobny wątek by tu nie spamić nie na temat. :D Inspiracje muzyczne są w moim wypadku bardzo rozległe i silnie na mnie działają. Generalnie Teatr Muzyczny w Gdyni jest świetny, a sam Wiedźmin to kawał dobrego widowiska. Ze swojej strony bardzo polecam. :)

Per aspera ad astra

Nie słyszałam o spektaklu o Wiedźminie. Zaciekawiliście mnie:) Ja za to nie mogę przeboleć, że nie ma wznowienia rock opery Krzyżacy. Świetne widowisko.

Koniec off topu:)

Sagitt, Monique.M – dzięki za odpowiedzi i tak, nie ciągnę tematu muzycznego bo tu nie o tym :D 

Ojej, nie było mnie trochę, a tu tyle ciekawych odpowiedzi :D

 

MrBrightside,

Yaiba, Dragon ball, Saint Seiya i Magic Knight Rayearth mi się przypomina. Plus serial, przy którym Gęsia skórka wydawała się śmieszna – Czy boisz się ciemności. :p

Oglądałam to samo, poza Saint Seiyą <3 Widzę ogólnie, że złote czasy anime w polskiej telewizji pobudziły wyobraźnię mnóstwa dzieciaków.

 

Ktoś wspominał już mangi i anime, przewinęło się też Naruto – oj, ja też pisałam fanfik w tym uniwersum, to były sympatyczne czasy :D Całkiem sporo tego naprodukowałam wtedy.

 

Sagitt, oo, przygody Tomka były fajnym cyklem, choć z perspektywy czasu zauważyłam, jak wiele tam bezczelnych infodumpów. Kiedy powróciłam do tych książek, to miałam wrażenie, że czytam encyklopedię/podręcznik do historii przetykany fabułą. Ale za młodu człowiek się wkręcał i dowiadywał przy okazji czegoś nowego.

 

Bolly, oczywiście, nie miałam intencji sugerować, że zarzuty odnośnie drugiej części są bezzasadne – po prostu wzmianka o tym przypomniała mi te wszystkie rzeczy, które w niej doceniam, więc chciałam o nich wspomnieć :)

Rozśmieszyły mnie komentarze w sieci, których autorzy uznali czarnoskórego aktora w roli Kuby za przejaw poprawności politycznej, podczas gdy Kuba był czarny także w oryginale, i miało to pewne znaczenie dla fabuły.

Kiedy w ogóle zobaczyłam pierwsze plakaty, tak się zastanawiałam, czy ktoś się rzuci na to z “poprawnością polityczną” :DD Bardzo mi się podoba, że właśnie postarali się o wierne odwzorowanie oryginału.

Niepotrzebne rozpaczałem, gdy z powodu problemów technicznych zdarzyło mi się nie obejrzeć jednego odcinka. :-)

Moją nieprzerobioną traumą z dzieciństwa jest fakt, że nigdy nie widziałam zakończenia! ;)

 

Wiktor Orłowski,

Jak pisałam na sb – u mnie jest to trylogia Bartimaeusa autorstwa Jonathana Strouda: “Amulet z Samarkandy”, “Oko golema”, “Wrota Ptolemeusza” (a właściwie to tetralogia, z niewydanym po polsku “Pierścieniem Salomona”).

To mnie zasmuciłaś... był czwarty tom i nie wydali go po polsku? Ech, to tak jak z książkami Barbary Hambly – bardzo, bardzo polecam “Zgubę Smoków”, historię z pozoru o epickiej wyprawie na smoka, a w rzeczywistości to opowieść trzymająca się ziemi, pełna uczuć, dojrzałych bohaterów i, że tak to nazwę, “prawdziwości”. Na dodatek jest kobieca główna postać i wspaniały smok. Wraz z kontynuacją, “Smoczym Cieniem” wywarły na mnie wielki wpływ. Niestety ani trzecia, ani czwarta część nie zostały przetłumaczone na nasz język. “Cień” zresztą zebrał – jak ze zdziwieniem przekonałam się jakiś czas temu – raczej kiepskie recenzje w anglojęzycznym Internecie ze względu na wyraźnie mroczniejszy ton od swej poprzedniczki. Ale obie bardzo napędzały mnie twórczo, co objawiało się m.in. tym, że z upodobaniem kradłam z tej książki imiona postaci. :)

 

Verus,

W fantastykę weszłam przez to wszystko od quasi-średniowiecza i walk na miecze. Wzięło się to nie od jakiejś konkretnej książki czy dzieła, a raczej od jej braku. Bo mnie się marzyła historia o dziewczynie, która podbija świat za pomocą broni ostrej. Nie znalazłam takiej, więc uznałam, że sobie napiszę. :P

Co prawda już trochę czasu minęło, ale jeśli dalej masz ochotę na coś w stylu “dziewczyna podbija świat mieczem”, to całkiem w tych klimatach jest niedawno wydany “Zakon Drzewa Pomarańczy” Samanthy Shannon. Osobiście mam mieszane odczucia względem tej książki (nawet wrzuciłam tu na portal recenzję), ale jak już się człowiek wkręci, a na dodatek chce poczytać o wojowniczkach, to powinien być zadowolony.

 

yantri, o, fajnie, że padł “Świat Czarownic”. Kiedyś też się w tym zaczytywałam. Jakiś czas temu postanowiłam zrobić sobie sentymentalny powrót i niestety trochę się odbiłam, ale wtedy były to jedne z moich pierwszych spotkań z fantastyką.

 

Werweno, miło spotkać <3 Fani “Nie Kończącej się Historii”, łączmy się! :D

Co prawda już trochę czasu minęło, ale jeśli dalej masz ochotę na coś w stylu “dziewczyna podbija świat mieczem”, to całkiem w tych klimatach jest niedawno wydany “Zakon Drzewa Pomarańczy” Samanthy Shannon.

Dzięki, Silvo :D Miałam już ją na oku od jakiegoś czasu, więc czeka na półce na swoją kolej. Wciąż lubię takie klimaty, choć gusta od tamtego czasu trochę mi się poszerzyły.

Zostaw ten żyrandol.

Ooo, daj znać, jak przeczytasz! W końcu będę miała z kim pogadać o tej książce :D

z mojej strony byly to wszystkie ksiazki ktore przeczytalam z przyjemnoscia wiecej niz raz (Harry Pottery, Jane Eyre i Przeminelo z Wiatrem, jakies Kingi, Wiedzminy...). Takie czytanie wiecej niz raz zainspirowalo mnie do pisania, chcialabym tworzyc tak zeby czytelnikowi milo sie spedzalo czas przy czytaniu moich wypocin, tak jak ja zawsze poprawiam sobie nastroj Harrym Potterem  ;)

Nie potrafiłabym powiedzieć, że coś mnie zainspirowało do pisania, bo pisałam od kiedy pamiętam i nawet w jakimś konkursie pisemka dla dzieci wygrałam książkę, a potem i w nieco poważniejszym konkursie (niefantastycznym) miałam wyróżnienie.

Niemniej dziś, wracając sobie lekturowo do Kaya, konkretnie do Sarancjum – akurat po polsku, bo było pod ręką. I (pomijając brak redakcji takiego sobie przekładu, w którym panuje np. ostra zaimkoza) nagle zobaczyłam, jak bardzo moje narracyjne idiosynkrazje są z Kaya właśnie... W sumie mnie to cieszy :)

http://altronapoleone.home.blog

Ooo, daj znać, jak przeczytasz! W końcu będę miała z kim pogadać o tej książce :D

Jasne :D Choć to może trochę potrwać, kolejka jest piekielnie długa.

Zostaw ten żyrandol.

Nowa Fantastyka