- Hydepark: Sztampa. Co, jak i gdzie tego szukać, ewentualnie unikać?

Hydepark:

inne

Sztampa. Co, jak i gdzie tego szukać, ewentualnie unikać?

Zakładam ten wątek, bo szukam książek i opowiadań, które będą przesiąknięte utartymi motywami i tak typowymi schematami, że od pierwszych zdań ma się ochotę odłożyć tekst. Ja chcę czytać, a niektórzy może dowiedzą się czego powinni unikać.

Ciekawi mnie jak wy postrzegacie sztampę, jakie motywy najbardziej was denerwują, lub co pojawia się zbyt często w różnych rodzajach tekstów.

Rozszerzyłbym też temat o wątki, które wywołują śmiech politowania – właściwie wszystko, co kojarzy się z utartymi wzorami i niszową fantastyką. To, co swoim bezsensem bawi, irytuje i nuży.

Nie ograniczajmy się również do książek... RPG też potrafi być bardzo powtarzalne.

<Wchodzicie do karczmy, przemoknięci i zmęczeni>

Mnie do szewskiej pasji doprowadzają słowne inkantacje zaklęć i różdżki, a kolejni odrzuceni od społeczeństwa, wymyśleni mutanci, którzy od Wiedźminów różnią się właściwie samą nazwą...

No, to tego. Pisz, pisz, bo w kolejce czeka przemądrzały elf, chciwy krasnolud i czarodziej bardziej tajemniczy niż wyniki grafomanii.

Komentarze

obserwuj

Eragon :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Eragon :)

O czytałem, gdy byłem młodszy, dużo młodszy, więc moje czytanie polegało na śledzeniu tekstu. Walczyli i było spoko, w ten sposób przeczytałem serię, pomijając dwa tomy i nie mając świadomości, że coś jest nie tak XD. To znaczy miałem wrażenie, że jakiś dziwny przeskok był, ale jakoś nie połączyłem w głowie informacji. Chyba trzeba odświeżyć wiedzę :P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

No to mnie najbardziej irytuje taka sztampa: bohater (wielki i silny) zbiera kilku towarzyszy (najchętniej w karczmie) i ruszają ratować świat przed wielkim ZUEM. Zazwyczaj powieść zawiera mapki do śledzenia ich postępu przez niedostępne góry, straszliwe lasy, wymarłe pustynie... Bohater musi od czasu do czasu pokazać się prawie nago. Dziewuchy tracą rozsądek na jego widok.

Conan Barbarzyńca, Kane. Pewnie jeszcze mnóstwo naśladowców, ale staram się ich unikać.

 

Inny popularny motyw to wersja YA: chłopiec, sierota, wychowywany przez dalszą rodzinę zostaje/dowiaduje się, że jest Wybranym i rusza do walki ze ZUEM (często gęsto spotyka tam krewnych). Zwycięża dzięki szlachetnemu sercu i pomocy wiernych przyjaciół.

Tak, Eragon, “Smoczy tron”(?) Williamsa, w pewnym stopniu Luke Skywalker. Częściowo Harry Potter też, ale ten akurat mi się spodobał.

 

Aha, jeszcze przeczytałam kiedyś coś z dziewiątkami Goodkinda. Było traumatycznie infantylne.

Babska logika rządzi!

Proste. Sztampa to jest to, co robią wszyscy, nie zastanawiając się nad tym. Sierota – wybraniec. Bohater – barbarzyńca. Dziewczę – zbyt dobre dla tego okrutnego świata.

Ale uwaga – to wszystko można zrobić dobrze. Czyli tak, żeby nie wiało nudą i nie było po tym widać braku autorskiego pomyślunku. Wystarczy pomyśleć. Zrobić po swojemu, od nowa.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Ja nie lubię, kiedy główna bohaterka, albo najważniejsza w historii postać kobieca reaguje jak wampir w pobliżu krzyża na samą myśl o typowo dziewczęcych rzeczach i długich sukienkach. Taka panna ostentacyjnie woli trampki od szpilek, a jednym z wątków jest “ona kontra głupie plastiki”.

Plus motyw, który zauważyłam we współczesnych kreskówkach: jeśli główna bohaterka interesuje się modą, to jednocześnie ma aspiracje na projektantkę mody oraz biznesplan swojego imperium mody.

Ogólnie nie lubię, kiedy widać, iż autor lub autorka na siłę stara się pokazać, jaka to ich bohaterka jest fajna i inna od pozostałych dziewczyn.

A wychodzi im dokładnie taka sama, jak wszystkie inne.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

“Smoczy tron”(?) Williamsa

“Smoczy tron” to nazwa pierwszego tomu, seria to “Pamięć, smutek i cierń”. I była nawet przyjemna czytanka z tego co pamiętam, jak czytałem to w gimnazjum. Swoją drogą ponoć mocno inspirowała Martina w “Pieśni lodu i ognia”. 

 

A sama sztampa – najgorsza jest wtedy, kiedy jest nieświadoma (czyli zazwyczaj). Ale świadomie, celowo wykorzystana może być całkiem przyjemna i w takim wydaniu całkiem ją lubię. Czy to w pisaniu (moje “Wielkie łowy”) czy w kinie klasy Z jak Sharknado czy Zombiebobry :P 

Ale świadomie, celowo wykorzystana może być całkiem przyjemna

Wtedy to nie jest sztampa, patrz wyżej.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

No nie, wtedy to zabawa sztampą. 

Właśnie.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

No, mnie ten bohater “Smoczego tronu” niemożebnie irytował. Co to za nastolatek, który nie potrafi wejść na drzewo, żeby sobie nie podrzeć ubrania? Fajtłapa jakaś, nie bohater. Do tego za głupi, żeby zrobić zakupy na targu. I świat był mało oryginalny – całkiem jak nasz, tylko nazwy dni tygodnia i miesięcy inne, a Jezus nie został ukrzyżowany, tylko przybity do drzewa, więc zmienia się symbol wiary. Dla mnie – cienizna. Ale czytałam jako mocno dorosła kobieta, niedawno.

Babska logika rządzi!

Ano, bohater czy motyw z drzewem też mnie irytowały. Zwłaszcza, że cały ten wątek z religią zbyt wielkiej roli w całości nie odegrał, jeśli pamiętam. Za to to co działo się bardziej w tle – część bohaterów, motyw tej rasy półmitycznej, były już ciekawsze. Plus, jeśli dobrze pamiętam, był włochaty smok :D 

To “unikanie bo sztampa” nie jest sprawa oczywista, bo np. Wędrowycz przesiąknięty jest sztampą, a jednak przy czytaniu jednego lub dwóch opowiadań można się nieźle pośmiać. Przy kolejnych wtórność jest potężna, ale... fanów jest masa i kolejne części sprzedają się znakomicie.

 

Ogrywanie cały czas tego samego schematu – tu, IMO, rządzi Piekara i jego cykl o inkwizytorze. OK, coś się dzieje w tle, poznajemy historię bohatera. Ale nawet grypsy te same w każdym opowiadaniu. Przestałam kupować, kiedy w księgarni trzymałam książkę w ręce i nie potrafiłam ustalić, czy już to czytałam, czy jeszcze nie. :-)

Ale tu przynajmniej świat jest ciekawy. To mi się podoba. Tylko cykl przeciągnięty ponad miarę.

Babska logika rządzi!

Z tym zastrzeżeniem, ze ogrywanie tego samego tematu da się robić dobrze. Patrz: “Allo, allo” ;-) Wiec chodzi nie tyle o ogrywanie, co zżynanie z samego siebie ;-)

A, parodiowanie sztampy to całkiem insza inszość. I ona jest dobra. :-)

Babska logika rządzi!

A, parodiowanie sztampy to całkiem insza inszość. I ona jest dobra. :-)

Bo właśnie... trochę z tego powodu założyłem temat i szukam informacji. Do reszty wpisów odniosę się później. :P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Ja ostatnio brutalnie zderzyłem się ze sztampą w ramach akcji wspierania polskiej fantastyki.

 

Najpierw zacząłem czytać cykl „Shadow Raprots” (tak, tak, polska powieść) tom.1 „Kurs na kolizję”, Sławomira Nieściura. Skończyłem po pierwszym rozdziale. Mostek, myśliwce, jednostki opancerzone, okręty wojenne, bój spotkaniowy, szarżujące bezzałogowce, wielokrotne trafienie, książka szyfrów, pociski kinetyczne a do tego głupi kapral i urodziwa acz genialna inżynier Katia Sniegowa. To wszystko znalazłem na jednej stronie. Naprawdę. Na poważnie serio. A dodatkowo to wszystko dzieje się w … układzie Epsilon Eridani.

 

Potem wziąłem na warsztat „Łatwo być bogiem” Roberta J Szmidta (ach, co za zaskoczenie, to też jest cykl pod tytułem „Pola dano zapomnianych bitew”). Tutaj trafiłem na szkołę kosmicznych kadetów i paskudnego dowódcę owej szkoły, admirała Demiandreasa Dreade-Revenore’a, weterana i bohatera walk z kosmicznymi najeźdźcami. Bohaterem jest genialny student, prymus o nazwisku Stachursky, najlepszy z najlepszych, dla którego ów admirał był wyjątkowo niemiły, albowiem ten „rżnął jego najmłodszą córkę”. W ramach zemsty, ów kadet zamiast na prestiżowy krążownik, trafia na pokład ciężkiego transportowca Korpusu Utylizacyjnego.

 

W obu przypadkach przeczytałem po 16 stron. Może powinienem wytrwać dłużej? Może dalej jest lepiej? Jeśli ktoś czytał więcej, to proszę o informację.

Fizyku, poruszyłeś zagadnienie sztampy w s-f, które ja miałem nadzieję poruszyć po moim powrocie :) Bo niestety mam wrażenie, że s-f jeszcze bardziej niż fantasy ma ten problem. Przy czym problem łatwo mi zidentyfikować – a ma na imię “Star Wars”. Ta seria nie jest nawet ojczymem sztampowych motywów fantastyczno-naukowych, ale wiele z nich uczyniło ikonicznych. Publika się wręcz ich domaga. Piszesz “myśliwiec kosmiczny” i już więcej dodawać nie musisz – każdy widzi oczyma wyobraźni X-Winga czy TIE-Fightera. Jak walka – to tylko kołowa. Jak bój, to tylko na odległości wizualne. Dla filmów to zrozumiałe, bo te motywy wynikają z własności tego medium. Ale w książkach? To już raczej lenistwo twórców, którzy wolą iść na łatwo przyswajalne skróty, by mieć miejsce na postacie. Często też sztampowe.

I ponownie – taka sztampa nie musi być zła. Lubię sobie od czasu do czasu poczytać luźne książki w światach, które są ładne opisowo, ale za Chiny tam nie ma sensu.

Jednak powieści takie jak “Ślepowidzenie”, “Diaspora” czy “Perfekcyjna niedoskonałość” cenię znacznie wyżej właśnie przez spójność wizji i pójście paradoksalnie bardziej w stronę “science” niż “fiction”. Paradoksalnie tyle i aż tyle wystarczy, by wielu sztampowym elementom nadać nowe życie oraz interesujące kierunki.

Może powinienem wytrwać dłużej? Może dalej jest lepiej? Jeśli ktoś czytał więcej, to proszę o informację.

Szmidta czytałem i stawiam “Pola zapomnianych bitew” w jednym rzędzie z Cholewą i jego “Algorytmami wojny”. Tak więc lepiej nie będzie, ale to przyjemna rozrywka, napisana niczego sobie. Od czasu do czasu wyskoczy jakiś ciekawy motyw s-f – taki wyjątek potwierdzający regułę.

 

Edycja:

Zacząłem coś szukać o tych “Shadow Raptors” i znalazłem taki cytat:

– Kurwa mać… – mruknął pod nosem admirał. – Dwudziesty trzeci wiek, podbój kosmosu, teleskopy kwantowe, sztuczne inteligencje, a komputery jak muliły, tak mulą. – Skrzywił się z niesmakiem.

Teleskop kwantowy... To kolejna sztampa z s-f, czyli super-hiper-durastelowe nazwy, które po rozłożeniu na części pierwsze nie mają sensu. Bo czym jest ten teleskop kwantowy? Używa efektów kwantowych, by zwiększyć pole obserwacji? To chyba jedyne wytłumaczenie. Jednak jeśli tak jest, to na jakiej zasadzie to działa.

No, ale zobaczymy. Może coś ciekawego wbrew pozorom one reprezentują.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki za odzew.

 

Finklo, prowokujesz powstanie wielkiego, nagiego bohatera sieroty, który zna magię. Nie wszystko na raz to za dużo, ale kilka motywów mi podrzuciłaś, dzięki. :P

 

Tarnino, niby proste, ale sam bym nigdy o tym nie pomyślał, porównując samą postać z cechami. No masz rację, co tu dużo mówić. Dzięki, pomyślę pod tym kątem.

 

Azjan, o tym strachu przed dziewczęcymi rzeczami nigdy nie myślałem, muszę zapamiętać.

 

Arnubisie, no będę musiał te łowy niedługo przeczytać, trochę mam podobny cel, choć mam nadzieję, że w pewien sposób oryginalny...

 

Wilku, czytałem dwa zbiory Wędrowycza, niektóre opowiadania genialne. Dawno tak się nie śmiałem do książki, a przy nabijaniu się za sztampy – Konan Destylator.

 

Finklo, miałem dwa podejścia do Piekary, ale cykl inkwizytorski, o ile fajny na jeden strzał, później nudzi. Te opowiadania to nieustannie identyczny schemat, a ja czytałem, bo liczyłem na jakiś rozwój historii ponad opowieściami, w między czasie czy w ich trakcji. Nie doczekałem się.

 

Sonato, dziękuję za link, zajrzę. ;)

 

Fizyku i NWM,

Akurat w SF prawie nie siedzę, planuję zacząć, ale od jakiś must read, a nie sztampy (możecie coś polecić, to sobie zapiszę). :)

Ale faktycznie, to nie brzmi zbyt dobrze.

 

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Akurat w SF prawie nie siedzę, planuję zacząć, ale od jakiś must read, a nie sztampy (możecie coś polecić, to sobie zapiszę). :)

Ciężko powiedzieć, bo jeśli s-f nie interesowałeś się jakoś szczególnie, to sztampa nie będzie ciebie jakoś mocno razić.

Odradzałbym zaczynanie od mocno twardego s-f, o ile nie jesteś na to zdecydowany. Taka “Perfekcyjna niedoskonałość’ czy “Ślepowidzenie” to często prezentacje unikatowych poglądów autora  na temat jakiegoś ludzkiego aspektu czy przyszłego rozwoju, wsadzonych w fabułę (mniej lub bardziej wymyślną) i okraszoną sowitą porcją teorii naukowych. Jeśli nie brzmi to dla Ciebie strasznie, to czemu nie – daj szansę “Ślepowidzeniu”. Dukaja najlepiej przetestuj na jakiejś pożyczonej noweli z biblioteki, bo niekażdemu ten styl podchodzi.

Jeśli jednak leży Ci na sercu coś lżejszego, z ludzkimi aspektami oraz “science” niekoniecznie będącemu w centrum opowieści, to ja zawsze chętnie wszystkim polecam “Hyperiona” i “Zagładę Hyperiona” Dana Simmonsa :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

“Hyperiona” też polecam, Dukaja coś zaczęłam męczyć, ale porzuciłam, czytało mi się źle :/

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

A może coś z klasyki? Taka “Fundacja” Asimova, na przykład? Albo “Człowiek w Labiryncie” Silverberga? No i przede wszystkim Lema polecam, takie “Fiasko” dla przykładu.

NWM, póki co czytałem Brasyl McDonalda, pomysł ogólny świetny, realizacja momentami nużąca i Córę Łupieżcy Dukaja – po przyzwyczajeniu się do słownictwa, którego nie dawałem rady zrozumieć (bo w większości było wymyślone), świetna książka. Dzięki.

Zapisze wszystko, zobaczymy po co sięgnę najpierw, bo to zależy od przyszłego nastroju ;-)

 

Anet, dzięki , hyperion trafia na listę. :P

 

Fizyku, zapiszę za chwilę. Dzięki! :-)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Ja z klasyki niedawno wziąłem się za Diunę i bardzo żałuję, że czekałem z tym tak długo. Do tego Diuna wbrew pozorom będzie chyba dość łatwo przyswajalna dla kogoś, kto czytał tylko fantasy i chce spróbować podejść do sf.

Przede wszystkim należy przeczytać wszystkie książki Philipa K. Dicka, ponieważ był to największy pisarz jaki istniał w historii Wszechświata, najlepiej w kolejności: Ubik, Płyńcie łzy moje, Valis, Boża inwazja, Trzy stygmaty, Czy androidy..., odradzam czytanie “Człowieka z wysokiego zamku” (jak na PKD to bardzo nudna książka). Można też sobie PKD poczytać w kontekście tego konkursu na weird fiction, który ma się niebawem pojawić, i co do którego widziałem pytania na shoutboksie, co polecamy z weird fiction. Niektóre teksty PKD, tj. głównie tzw. Trylogia Valisa aspirują do bycia czymś w rodzaju Biblii, i warto mieć to na uwadze, kiedy się czyta. Generalnie każda książka (szczególnie późniejsze) pisana była na bardzo konkretnych środkach dopingujących, tj. głównie amfetaminie. Chłop pisał po 60 stron dziennie, a przynajmniej takie informacje zachowały się w materiałach źródłowych. Można więc to uznać za swego rodzaju tekst automatyczny. Tłumaczenia należy czytać koniecznie Lecha Jęczmyka, ponieważ są wspaniałe.

Trochę podobny (ale tylko trochę) do PKD jest Harlan Ellison. On też produkował ogromne ilości materiału, jednak nie był to materiał objawiony. W tekstach Harlana Ellisona nie ma zazwyczaj tej nadziei na zbawienie, która jest u PKD. Poza tym w większości jest dużo gorzej przetłumaczony. Szkoda.

Nowa Fantastyka