- Hydepark: Czego szukamy w opowiadaniach fantastycznych?

Hydepark:

inne

Czego szukamy w opowiadaniach fantastycznych?

Cześć! :)

 

Nie ma Autora bez Czytelnika – a co za tym idzie, pewnie warto porozmawiać o naszych osobistych preferencjach związanych z lekturą opowiadań. Co powiecie na szczerą rozmowę, przegląd subiektywnych spojrzeń?

Proponuję wspólne zgłębianie fenomenu klików ;)

 

… a więc: o czym i jak? Co jest dla nas wartościowe, jaka tematyka ciekawa, jaki typ narracji wciąga? Kochamy, lubimy, szanujemy...? Bohater a Sprawa Czytelnika...? Kiedy wychodzimy trzaskając drzwiami? ;)

A nawet: do czego wahamy się przyznać komentując opowiadania, co nie dotyczy ich wartości merytorycznej, a jedynie (i aż!) naszych ogólnych oczekiwań?

 

Tutaj można wszystko – nikt się nie obrazi, nie poczuje zraniony, nie kliknie w nas złym słowem ;)

 

Zapraszam do dyskusji! :)

 

 

Komentarze

obserwuj

W razie czego mam jeszcze “pytania pomocnicze” :P … ale może samo się rozhuśta, tak naturalnie...mimochodem ;)

 

Pozdrawiam! :)

Ja szukam jedynie oryginalności, nowości, emocji, łez, śmiechu i może jeszcze efektu “wow” wywołanego zręcznym plot twistem.

:)

 

A na serio, to trzeba chyba coś poczuć. Opowiadania, które spływają po mnie jak woda po kaczce, znikają w odmętach niepamięci szybciej niż wczorajsze śniadanie.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Cześć, kam-mod :) Dzięki, że zaczęłaś! 

 

Czyli – u Ciebie przede wszystkim emocje? Czytasz bardziej sercem, niż umysłem, jeśli mogę tak napisać?

A jakimi emocjami taka “niespływająca” lektura najpewniej by Cię zatrzymała, tak z biegu, w każdych okolicznościach? Czy to rozbawienie, strach, zachwyt nad pięknem, wzruszenie zachowaniem bohatera, poruszenie jego losem, wkurzenie na zło, które na końcu zostaje przykładnie ukarane?

Czy może jest różnie i chodzi tylko o zasadę, że neutralność, obojętność czytelnika musi zostać przełamana?

 

 

Rozrywki!

Jak wszędzie. Ale SF ( z reguły, a rzadko fantasy) daje wartość dodaną. 

Materiał do przemyśleń! Czasem całkiem niefantastycznych.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Staruch – dzięki!

Rozrywki i refleksji w jednym tekście – czy jednak albo-albo? Bo nie wiem, jak w SF, ale w fantasy rzadko widuję połączenie tychże...(zazwyczaj jedno albo drugie zawarte jest szczątkowo)...chyba, że przez rozrywkę masz na myśli co innego, niż relaks przy efektownej, szybkiej akcji czy błyskotliwych dialogach? A może wystarczy rozrywka jako odskocznia od (...) ?

Co byłoby dla Ciebie przeciwieństwem rozrywki w opowiadaniu? Co by ją zabiło?

 

Słuchajcie – ja pierwszy raz wątek założyłam, więc poprawcie mnie, proszę, jeśli źle się dzieje. Proponujcie inny tryb wypowiedzi w razie czego. Może np.pierwsze zdania pierwszej wypowiedzi boldujmy, to będzie łatwiej je później wyławiać poglądowo autor-gust? Bo zakładam, że w rozmowie może być więcej, niż jedna wypowiedź na autora ;)... a może nie powinnam sugerować rozwinięć myśli, uściśleń?

 

ale w fantasy rzadko widuję połączenie tychże...

Dlatego rzadko czytuję fantasy. Bo trafiłaś w punkt :).

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Moim zdaniem, jeśli autor dobrze zbuduje bohatera, to refleksja jest zawsze – mniejsza, większa, ale przez całą lekturę przyrównujemy się do niego w pewnym stopniu. Utożsamiamy się, formułujemy jakieś wnioski, kradniemy ich marzenia lub wypełniamy ich zmaganiami własne pustki.

Widziałem gdzieś stwierdzenie, że ludzie czytają po to, aby przeżyć coś, czego sami nigdy nie będą w stanie zrealizować, albo za bardzo boją się zacząć to realizować. Trochę naciągana myśl, ale po części prawdziwa.

Ja lubię, gdy książka zburzy moją piramidę wartości i po raz kolejny wywróci moje postrzeganie do góry nogami, kiedy wszystko wydaje się stabilizować pod wpływem rutyny – taka sytuacja zdarza się rzadko, ale przeżycie jest niesamowite. Lubię książki, które wzbudzają strach, rozczulają, wzruszają, bawią do łez, ogólnie rzucają samopoczuciem jak szmatą po korytarzu. To wydaje się człowieka oczyszczać. Dlatego kocham długie powieści, im bardziej wkręcę się w historię, tym łatwiej można mnie emocjonalnie wykręcić.

Czytam też, bo czytanie odrywa od rzeczywistości i za każdym razem wrzuca w inną skórę. To są takie filmy, tylko lepsze i lepiej działające – jedna, jedyna przewaga filmów nad książkami, to muzyka, która czasem działa lepiej niż doskonale napisana scena.

EDIT: Nie zwróciłem, że w temacie jest napisane w “opowiadaniach”. Ups...

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Czegoś, co mnie wciągnie, zafascynuje. To może być fabuła, świat, bohater, język, problem do przemyślenia albo nieokreślone coś... Zależy od tekstu. No i musi być dobrze napisane, bo bez tego najbardziej fascynujący inny element może nie uwieść.

Oczywiście od fantastyki oczekuję tego, że ten nierealny element, cokolwiek nim jest, mnie zaintryguje. Teoretycznie nie przepadam za bliskim zasięgiem, postapo i klasyczną fantasy, ale spokojnie wyobrażam sobie w każdym z tych gatunków teksty porywające.

Natomiast nie muszę mieć ani fabuły poprowadzonej od A do Z z odpowiednią ilością twistów i przepisowych elementów, ani łapiących za serce emocji, ani nawet super oryginalnego świata, byle wszystkie elementy grały i współgrały ze sobą.

Czyli w sumie oczekuję, żeby fantastyka była po prostu dobrą literaturą XD

http://altronapoleone.home.blog

:)

@Staruch – rozumiem Cię. Mam wrażenie, że w fantasy – i to tej wydawanej –  jest sporo kiczu, kiszenie wciąż tych samych postaci, miksowania niezbyt świeżych motywów. Oczywiście nowinki absolutnie nie stanowią o poziomie tekstu, ale (uwaga, nastąpi subiektywna opinia ;)) natrętna obecność oklepanych postaci czy motywów potrafi zniechęcić już na wstępie.

 

Tego, co wszędzie – dobrze opowiedzianej historii. Tego, że autor wprowadzi mnie do świata, który ma w głowie i zrobi to w taki sposób, że czas tam spędzony będzie przyjemnością, no i że ten świat stanie się także moim – czytelniczym. Wtedy cała zabawa ma sens. Jak jest konekszyn pomiędzy autorem i czytelnikiem. Jak wspomniała drakaina, fascynacja stanowi tu w pewien sposób słowo klucz. I nie zawsze musi być to jakiś szaleńczy poryw, czasem starczy drobny element, aby tylko poruszyło.

MaSkrol – dzięki za ciekawy wpis, jak ładnie to wszystko ująłeś! :) Czyta się jak dobre opowiadanie ;)

Wygląda na to, że dla Ciebie najważniejsze jest głębokie, emocjonalne zaangażowanie w tekst, najlepiej z możliwością utożsamienia się z bohaterem i pozostania z nim/nim jak najdłużej? :)

Długa powieść! No, no :D

 

Dzięki, Drakaina – jeśli dobrze rozumiem, to chcesz zostać porwana przez tekst, czymś zaintrygowana czy wręcz zafascynowana, ale to z kolei jest mało prawdopodobne bez świetnego warsztatu. Szukasz umiejscowionego w dowolnej warstwie tekstu, słynnego “tego czegoś”... co zazwyczaj tak zwinnie (acz na szczęście nie zawsze skutecznie) umyka autorom podczas pracy nad własnym tekstem ;)

O, widzę, że podchodzisz do tematu naukowo. Jakiś grancik z socjologii? XD

Ale dobra, dołożę cegiełkę. Ja niczego nie szukam. Ogólnie w życiu, a szczególnie w literaturze. Jak mogę czegoś szukać, skoro nawet nie wiem, że mi tego brakuje? Kiedy przeczytam dobry tekst, wtedy wiem (choć niekoniecznie od razu), że to jest coś ważnego, coś, do czego będę wracać.

Kiedy przeczytam mało inspirujący, ale rozrywkowy, to chociaż się rozerwałam. A kiedy przeczytam beznadziejny, to potem mnie na forum gonią, że kopię świeżynki :D

No, i są oczywiście tolkienowskie: uzdrowienie, ucieczka i pocieszenie; oraz chestertonowskie odświeżenie spojrzenia i okienko na inne monady.

I ot.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Dzięki za komplement :P

Dobrze to ubrałaś w słowa, właśnie tego oczekuje... no i oczywiście akcji, nie lubię bardzo rozciągniętych wątków i przełożenia formy nad treść (trzeba mieć naprawdę doskonały warsztat, żebym kupił coś takiego). I z pośpiechu się pomyliłem – nie chodziło mi o długie powieści, mogą być i krótkie, aby było dużo tomów! :P

Tylko nie wiem czy tego utożsamienia się z bohaterami nie umieściłbym trochę wyżej w hierarchii, bo w końcu on jest kluczem do emocjonalnego zaangażowania. Bardzo ciekawy temat stworzyłaś!

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Nie wiem, Czy Blue_Ice trochę nie spłyciłaś...

Ale – świetny warsztat to jest coś, czego najmniej oczekuję od fantastyki. Bo świetny warsztat może sprawdzić się tam, gdzie piszemy o niczym – pięć stron o smarowaniu chleba, dziesięć o rozterkach bohaterki, jakie skarpetki założyć. To jest dobre dla filologów, znawców, naukowców... A nie dla ogółu.

Są i takie opowiadania na portalu – ociekające metaforami, cyzelowanymi zdaniami, pięknymi słowami. A o czym są? O... niczym!

Famtastyka ma mieć pomysł!

Reszta jest wtórna.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Ja czytam, by lepiej spać ;) A to, co mi się przyśni, o tym piszę.

O, Tarnina poruszyła ważny wątek. Bo są takie teksty, które mi się bardzo przyjemnie czyta, aczkolwiek spływają po nie jak woda po kaczce i potem w sumie zapominam, o czym były, ale pamiętam, że było miło, póki się czytało. To jest całkiem przyjemne doświadczenie czytelnicze, choć powierzchowne. Ale nic nie mam przeciwko solidnie napisanej literaturze rozrywkowej.

 

Blue_ice – może kiedyś zbierzesz to w tekścik na publicystyce?

http://altronapoleone.home.blog

Dzięki, Michale Pe :)

Rozumiem, że chcesz być zaproszony – czy może bardziej: zwabiony? ;) – do świata, w którym dobrze się poczujesz, w którym z takiego czy innego powodu (To Coś) będziesz chciał spędzić jakiś czas, a przyjemność lektury i porozumienie z autorem jest dla Ciebie ważne.

 

 

P.S. Chyba moje podsumowania są zbędne :) Odtąd będę pytać tylko w celu uniknięcia błednej interpretacji wypowiedzi albo jeśli poczuję straszliwy niedosyt :D ;) ...no chyba, że wypowiedzi się zbytnio rozrzedzą i “śledztwo utknie w martwym punkcie” :P

Wy też pytajcie! Ciekawość pierwszym stopniem do świata fantastyki! ;)))

I do wręczania trafionych prezentów czytelnikom ;)

 

Tarnina – ha, ha :D Jestem skrzypaczką, w dodatku bardzo zapracowaną, żadnych “grancików” ani obocznych studiów nie będzie :P ;)

Bez obaw, to nie rozbudowana ankieta ani badania rynku. Zwykła inicjatywa pro bono – pomyślałam, że zaspokoi ciekawość nie tylko moją, ale da pewne możliwości i spełni pożyteczną rolę tutaj, na Portalu.

:)

Offtop: jesteś zawodową skrzypaczką, łał? Zazdrość (pozytywna) :)

http://altronapoleone.home.blog

Drakaino, ad offtop: tak, zawodową, a muzyka jest bardzo zazdrosna o literaturę, tak w praktyce... niestety. Czyli brakuje czasu. Zawsze.

Czy zbiorę w tekst na publicystykę? Ja przede wszystkim chciałam, żeby to był nasz wspólny wątek, tak tylko lekko nakierowałam z początku. Później można się zastanowić, co z tym zrobić. Niestety nie jestem pewna, czy będę mogła być cały czas tak obecna tutaj jak np. dziś, chociaż bardzo bym chciała. Na szczęście ten temat chyba broni się sam ;)

He, he, ale podeszłaś do tematu jak zawodowy badacz. Była ze mną na filozofii jedna skrzypaczka, chyba na specjalności estetyczno-kulturowej – może, jeśli będziesz kiedyś miała czas, warto spróbować? Bo widzę tu zapał klasyfikatorski.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Tarnino – dzięki za (chyba?) komplement – sposób podejścia wziął się raczej, paradoksalnie, z niewiedzy jak to ugryźć i na ile wypada się samej udzielać w tego typu wątku, bo nie mam w tego typu działalności żadnego doświadczenia :D Filozofię kocham – ale to klasyfikowanie wynikło głównie z prób optymalnego uporządkowania wątku dla wszystkich nas, którzy chcemy się poprzyglądać – wybaczcie i tfu! – targetowi w poszczególnych odsłonach ;) I już mi się tu bardzo podoba, świetni jesteście! Też oczywiście dołożę swoje cztery grosze...

Aha: DZIĘKUJĘ za kolejne wpisy – do rozmowy wracam późniejszym wieczorem.

Tarnina szuka tego, co ją znajdzie (i pożre)? ;)

Dzięki za wpis. Tkwi w nim – w takiej postawie – ogromny czytelniczy potencjał! :) Sobie nie stawiasz ograniczeń, a tym samym autorowi pozostawiasz wolną rękę. Tyle, że zabierasz ją – a nawet czasem i dajesz nią z liścia ;) – jeśli ktoś Cię rozczaruje. Ma to swój głęboki sens według mnie. Z takim Czytelnikiem nigdy nic nie wiadomo – i to jest piękne ;)

No, i są oczywiście tolkienowskie: uzdrowienie, ucieczka i pocieszenie; oraz chestertonowskie odświeżenie spojrzenia i okienko na inne monady.

I ot.

^ Cytować! ;)

 

MaSkrol – absolutnie nic się nie stało z kwestią opowiadanie/powieść! Nie musimy aż tak trzymać się wytyczonej ścieżki. Przede wszystkim chodzi o opowiadania fantastyczne – tak, to nasze meritum – ale możemy przecież rozszerzać swoje wypowiedzi, zahaczać o inne kwestie związane z literackimi gustami ;)

Dzięki, miło mi, że Ci się spodobał pomysł :)

 

Staruch – no cóż, moim zdaniem jak najbardziej masz rację, warsztat to sprawa poboczna. Dla mnie np.jedyne jego elementy, które mnie irytują na tyle, że potrafią uniemożliwić mi ciekawą lekturę, to stosowanie wyświechtanych metafor (i rozrzucanie po tekście banalnych stwierdzeń w formie złotych myśli...ale to już wychodzi poza kwestie warsztatowe).

Z drugiej strony – i o to chyba też chodziło Drakainie – może się zdarzyć, że brylanciki zamienią się w cyrkonie przy złym wykonaniu, brzydkim opakowaniu. Wtedy to już kwestia losowa – czy czytelnik szybciej połknie haczyk, niż się zniesmaczy tym opakowaniem, czy odwrotnie...

 

Żongler – :D No to mam nadzieję, że wolisz papier, niż ekran, bo siedzenie przed kompem tuż przed snem jest podejrzane o powodowanie bezsenności :P ;) A wtedy co z pisaniem? ;)

Dzięki za wypowiedź! I fantastycznych snów – przelanych na papier, życzę :)

Też mi się zdarza prześnić motyw ze snu do opowiadania ;)

Ja chyba najbardziej lubię mity, ukryte w opowieściach wciąż te same historie, te same, ale inne , gdyż widziane z innej perspektywy. Kocham też nad życie humor i zagadkę. Humor to dla mnie spięcie, jakby fałszywa nuta bądź odmienna, dysonans? ale niekoniecznie.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

To może tak choćby dla przyzwoitości dołączę się z własną deklaracją.

[...tego było więcej, ale usłyszałam z kąta słabe: “litości!”... i połowę skasowałam. To znaczy skopiowałam do osobnego pliku :P ]

Oczekuję przede wszystkim oryginalności (oczywiste, że nie mylić ze sztucznym dziwaczeniem). Rażą mnie banalne stwierdzenia, zgrane metafory. Pożądane: spostrzegawczość (to odmiana kreatywności), tworzenie majstersztyku ze szczegółu, tak zwane smaczki. Jeśli bohater fantastyczny, to chętnie zbudowany “od zera”. Zmyślony, no. Szczypta filozofii (pokrewne skłanianiu do przemyśleń) to wyjątkowo satysfakcjonujący bonus. Uwielbiam, kiedy autor stawia własne tezy (niekoniecznie aż o sensie istnienia!), mini-tezy, czy też widzi/rozumie więcej, niż inni. Przez to pierwsze kiedyś zaczytywałam się np. w J.Carrollu. Za to drugie – w Kunderze (obyczaj).

Za Staruchem powtórzę: pomysł! Oczywiście...oryginalny. Ale przede wszystkim dobry.

Poza tym: wyobraźnia. Niesamowite, czasem przedziwne obrazy, wyobraźniowe raje. Błąkanie się przed i za horyzontem ( bywa i tutaj! ). Wyobraźniowo najłatwiej nam się pomiędzy sobą różnić chyba, więc jest ciekawie z natury wszechrzeczy, nie?

Lubię podążać za autorem do jego własnego świata, może być też mojego własnego, naszego... a w tych światach można, a nawet należy pokazywać palcami!

Język...ooo...jeśli ktoś już oswoi słowo, wyczuje ten potencjał, warstwy, zobaczy w nim kosmos, to... (Virginia Woolf...Jeanette Winterson...). A póki co w opowiadaniach wystarczą mi sugestywne, plastyczne odzwierciedlenia rzeczywistości – lub jej braku.

 

A tak niestatystycznie – zakochuję się też i w tekstach, które niespecjalnie przystają do powyższej deklaracji. I tu widniała pompatyczna puenta. Ale już nie widnieje :)

 

 

Asylum – dzięki za odwiedziny!

Ukryte w opowieściach wciąż te same historie, te same, ale inne jak dobrze to brzmi. Rozumiem, to takie uzależnienie, nienasycenie...? Skoro ‘wszystko już było’, to pozostaje opowiadać to inaczej, jednocześnie pozostając w obszarze bliskim sercom i umysłom...? Podzielam ten trend, choć osobiście wolę to w innej  odsłonie np. w kryminałach skandynawskich... które czytam głównie z powodu zagadki! :) No ale zagadka sprawdza się bodajże w każdym gatunku.

Tylko jeszcze doprecyzujmy: czy np. masz na myśli historie “życiowe” ubrane w fantastykę (czyli fantastyka jako pretekst, nie cel) – czy raczej (gotowe) motywy fantastyczne ubrane w fantastykę po swojemu? Czy wędrujące po światach mity?

Ja szukam przede wszystkim oryginalności i pomysłu. Zwyczajnie nie zgadzam się, że "wszystko już było". Sporo już było to prawda, ale tak po prawdzie to kropla w morzu potencjalnych pomysłów. Lubię nietypowe połączenia i mieszanki, kombinacje, wariacje i permutacje. Tego musi być od groma, w końcu możliwych przetasowań 60 kart jest więcej niż atomów w obserwowalnym wszechświecie. W dobrym przybliżeniu "niczego jeszcze nie było". :)

W zasadzie brak oryginalności bardzo trudno mi zrekompensować językiem. Nawet przepiękny opis czegoś banalnego mnie najczęściej nudzi. Chyba że chodzi o emocje, które jakoś będą rezonować z tym , co mnie porusza. Wtedy jestem dużo łaskawszy w ocenie i przymykam oko lub nawet oboje oczu na brak oryginalności.

Lubię też się czegoś dowiedzieć, dobrze, gdy autor wykorzystuje swoją wiedzę w ciekawy sposób. I wprowadza to naturalnie, że nie ma się wrażenia popisywania erudycją czy hermetyczności.

Do tego jeszcze kontrasty, jak czarny humor, używanie ironii do opisu pozornie ponurej absurdalności życia i świata.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

W opowiadaniach/powieściach/filmach/serialach – fantastycznych lub nie – chciałabym coś poczuć, a to już bardzo szeroka kategoria, bo jak w życiu, odczuwamy każdą emocję i nie wszystkie są przyjemne. Lubię też, dokładnie jak Asylum, mity w opowieściach, archetypy i drogę bohatera, tak trochę w interpretacji Josepha Campbella. W moim przypadku emocje i mity się zgrywają, bo jakaś struna we mnie samej jest poruszona, pewne skojarzenia. Wielokrotnie odkrywałam podczas czytania lub oglądania, że coś zgrywa się z moją sytuacją życiową, przedstawia potencjał na przyszłość, reinterpretuję przeszłe zdarzenia. Niektóre gatunki, jak horror, pozwalają też mi się odciągnąć od trudnych sytuacji i “przeżyć” coś innego w zamian. SF czy fantasy są zdecydowanie “larger than life”, podobnie jak moja odskocznie obyczajowo – kryminalne – dobrze też sobie pofantazjować i zobaczyć akcję, która toczy się szybko. 

Trochę mi ta pisanina wydaje się pogmatwana i pompatyczna. Nie wiem czy mi zależało na takim efekcie, ale myślę, że kiedy poświęcamy się pracy twórczej i świadomie korzystamy z dóbr kultury, może zdarzyć, że uderzymy w takie tony. 

Offtop: Przepraszam za dygresję. Ale mam wrażenie, SzyszkowyDziadku, że właśnie dokładnie opisałeś swój “Paradoks Hipnotyczny”. Wszystko pasuje!

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Haha, no cóż, czy nie jest tak, że piszemy takie rzeczy, które sami chcielibyśmy czytać? :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

No jest, jakby nie patrzeć ;D

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Blue:)

Te “inne historie” to nakładki na rzeczywistość. Niezmiennym pozostaje reagowanie i trójkąty, czworokąty, bryły i figury w n-tym wymiarze. Zastanawiam się, co w dzisiaj jest/może być powodem “do” zachowań rodem z dzieciaków z Baby Jagi.

Czasami myślę sobie, że jest odwrotnie, tj. że enigmatyczne coś uruchamia inne schematy. To najtrudniej sobie wyobrazić, bowiem wychodzimy poza pudełko. Na razie, wystarczająco dużo czasu pochłania mi szukanie nieoczywistych tropów w ludzkich poruszeniach.

Ubiór nie ma znaczenia, fantasy czy bardziej hard, granice stają się płynne. To dobrze. Przekaz musi być wiarygodny. A, cóż to znaczy? Nie mam kryterium. Rusza, bądź nie – na razie jedyne. Naturalnie, zależy to ode mnie, wiedzy, obycia, doświadczenia, przegadania. Ostatnie staje się coraz ważniejsze, gdyż tracimy naturalne lustra. Stają się rodzinne, klanowe, bańkowe. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Chyba nie jestem nastawiony na szukanie, ale bardziej próbuję dać się zaskoczyć, więc może jednak szukam, ale zaskoczenia ;) Ostatnim czasem mam taki okres, w którym przejawiam pewne opory przed “mądrymi” tekstami, zdecydowanie wolę na obecną chwilę fantastyczne teksty, które przeniosą mnie na trakt ciekawej opowieści, za którą pójdę porzucając na moment codzienne troski. Chyba szukam, jeśli szukam, przygody. Lubię wartką akcję, zawiłe intrygi. Lubię też kreację, popis wyobraźni, oczywiście pod warunkiem, że są czytelnie zapisane. Przyglądam się też temu, jak inni składają zdania, ale to raczej w celach edukacyjnych, nauka dla samego siebie.

Mersayake, jeśli chcesz ciekawe intrygi, to polecam Sagę Powiernika Światła Brenta Weeksa, tam się dzieje... ale ostrzegam, że to bardziej fantastyka młodzieżowa.

O! Albo Szóstkę Wron i Królestwo Kanciarzy, mistrzostwo świata, moje ulubione książki. Też lubię intrygi + nieprzeciętnie inteligentnych bohaterów ;P

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

No kurczę, miałam na dłużej taktownie zamilknąć, ale chyba jednak nie wytrzymam, tak ciekawie tu piszecie. I tak siedzę nad swoim tekstem, więc ma dwie przecznice do Portalu ;)

Ale po kolei:

SzyszkowyDziadek – dzięki za odzew :) Wypowiedź jakże wbliska memu sercu. Oryginalność!

Wiedza, podana niehermetycznie – tak! Chyba spora część z nas się zgodzi, że to ważne? Pomaga “coś wynosić” z opowiadań ;)

Czarny humor, ironia.

(wg mnie zdecydowanie lepsze, niż np.ogólna wesołkowatość w opowiadaniu)

 

        Pytanie czy rzeczywiście język nie rekompensuje braku oryginalności, ciekawego pomysłu na fabułę?

 

A oryginalny język? ;)

Czy nie jest tak, że np. bogate czy niebanalne słownictwo, ciekawie skomponowane frazy, wysmakowane operowanie słowem (niekoniecznie nawet poetyckość czy kwiecista mowa, a często wprost przeciwnie – wstrzemięźliwość w słowach, a za to większa ich świadomość) czasem potrafią w znaczący sposób odmienić coś trywialnego w nietrywialne? Moim zdaniem umiejętnie dobrane słowa w opisie otwierają w czytającym pewne szufladki wyobraźniowo-myślowe, mikroklimaty, nastroje... dzięki temu zwykła rzecz, banalne zdarzenie potrafi ulec w jego oczach sporej transformacji. Wraz z autorem przygląda się uważniej czemuś pozornie błahemu, na co wcześniej nie zwracał uwagi, nie wiem...na wysłużoną ławkę w parku czy kulę jemioły, która spadła na czyjeś auto, kobietę podnoszącą z chodnika błyszczący papierek... Oczywiście, żeby to zaistniało autor musi mieć to na celu, nie da się czarować mimochodem (?). Można stworzyć coś z niczego, sprawić, że najzwyklejszy, myślowy spacer do parku (bez szalonej fabuły!) może stać się dla czytelnika niemalże objawieniem... Nie jest tak?

 

Maskrolu, ostatnio zamykałem listę czytelniczą na rok 2020 XD Jestem w połowie Mrocznej Wieży Stephena Kinga, mam ogromny zbiór opowiadań Vonneguta, całego Wiedźmina chcę przeczytać i później zabieram się za Star Warsy, a później... No dobra – wystarczy tego!

Hahah, rozumiem. Ja już nie pamiętam swojej listy, poza tym, co czeka już na półce XD

A chyba, że Świat Dysku. On wciąż czeka.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Zgadzam się ze Staruchem. Pomysł jest najważniejszy. Świetny i (najlepiej) zaskakujący pomysł (przykładem Ted Chiang lub Ted Kosmatka). Na drugim miejscu klimat. On może zrobić tekst, nawet gdy pomysł jest tylko dobry (przykładem Gene Wolfe lub George R.R. Martin).

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ted Chiang – tak, ale poleciał w znaki, znaczy nie dotrzymał danego słowa.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Spojrzałem z ciekawości na opis “Historii Twojego życia” Teda Chianga. I ta książka wydaje się szalenie ciekawa...

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Chiang to już współczesny klasyk krótkiej formy s-f. Podobnie Kosmatka.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Kosmatki nie znam:(

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Minimum dwa jego opowiadania zwyczajnie trzeba przeczytać żeby wiedzieć jak dobra może być współczesna s-f. Przede wszystkim “Śmiercionauci” oraz “Prorocze światło”. Oba ukazały się w nowych “Krokach w nieznane”.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Deirdriu – witaj, dobrze, że zabrałaś głos! :)

 

“jak w życiu, odczuwamy każdą emocję i nie wszystkie są przyjemne” – to chyba ważne? że nie zależy Ci koniecznie na tym, żeby były pozytywne, w końcu – często inaczej, niż w życiu – czytelnik ma wybór.

“(...)emocje i mity się zgrywają, bo jakaś struna we mnie samej jest poruszona (...)” – sens odwoływania się w literaturze właśnie do praobrazów. Budzą emocje wspólne wszystkim, zahacza o super-ego...?

Niektóre gatunki, jak horror, pozwalają też mi się odciągnąć od trudnych sytuacji i “przeżyć” coś innego w zamian – to ciekawe, zdawałoby się, że w trudnych sytuacjach chętniej ucieka się w coś pogodnego, nieraz wręcz humorystycznego. Tymczasem to stereotyp. Zresztą, sama też nie idę w tę stronę. Pomagają jakiekolwiek silne odczucia kierujące poza naszą bieżącą sytuację. W przypadku cięższego gatunku to prawie jak klin klinem ;)

 

@Asylum –... gdyż tracimy naturalne lustra … – rozwiniesz? Ciekawe!

 Super, jest i Mersayake.

Z  tym szukaniem to tak bardziej metaforycznie. Tytuł równie dobrze mógłby brzmieć: co was wciąga w lekturę – i wiele innych wersji, zapewne.

Zaskoczenie. Wartka akcja, zawiłe intrygi.

Jakiego rodzaju intrygi? Tak chociaż w dwóch słowach. Czy to w znaczeniu podstawowym: że musi wystąpić konflikt pomiędzy bohaterami? ...napięcie, przeciwności na drodze do celu – czyli jakby nie patrzeć klasyczne wymogi poczytnej literatury? ...no i to często oznacza też “scenariuszową” budowę utworu.

 

mr.maras – dzięki, że Ty też wplątałeś się w nasz wątek ;) Pomysł i klimat. Myślę, że pod klimatem też by się wielu podpisało (np.ja). Święta racja, że to może zrobić tekst, a i umiejętność stworzenia klimatu oznacza niejako z automatu  pewien poziom...

 

(czy mogę tak, co jakiś czas?)

 

Wymieszane (też gatunkowo i dziedzinowo) nasze inspiracje wątkowe, czyli

BiblioFANgrafia, vol.1                                                                                                                                                      

 

J.R.R. Tolkien

G.K. Chesterton

Ted Chiang

Ted Kosmatka

Gene Wolfe

George R.R. Martin

Brent Weeks

Steven King

Kurt Vonnegut

Jonathan Carroll

Milan Kundera

Jeanette Winterson

Virginia Woolf

 

 

 

Fajnie, że pytasz, Blu­e_I­ce. Generalnie chciałem wybrzmieć odwrotnie od zapisanych słów, bo chodziło mi o to, że również lubię wartką akcję i zawiłe intrygi, ale to na drugim planie. No ale jak się pisze tak, jak ja to robię to... XD Bardziej doceniam jednak kreację, jako coś nad czym można się zachwycić, można przenieść się na moment do innego miejsca.

[akcja] Ale sama kwestia akcji w opowieści ciekawi mnie samego, bo jak wspomniałem, widzę ją na drugim planie, ale doceniam jednocześnie, jak jest fajnie zrobiona. A więc co znaczy fajnie? Słowem wyjaśnienia powiedziałbym akcja = problem do rozwiązania. Posiłkując się teraz obrazem z gier komputerowych, dopowiadam: w grach fabularnych bohaterowie dysponują kilkoma sposób na rozwiązanie zadań. Ja wybieram ostatnio rozwiązania siłowe. (ale to tylko z lenistwa XD). Doceniam za to rozwiązania rozumowe, inaczej główkowanie. Chrościsko ostatnio zapisał ciekawy problem przy opowiadaniu z Oppim, taki który dla mnie wydaje się ciekawy. Tam przedstawił bohatera w akcji, rozwiązywaniu problemu na poziomie intelektualnym. Lubię o tym czytać. Fascynuje mnie postrzeganie innych, to jak budują swoje ciągi rozumowania, ich pomysłowość przy problemach. Jest to dla mnie rozwijające. Przy czym nie przepadam za kryminałami, bo to zwyczajnie nie moje klimaty. Ale co innego SF ;)

[intrygi] Intrygi, czyli konflikt interesów, a co za tym idzie – strony biorące udział w sporze. Każda frakcja posiada własne cele i sposoby dochodzenia do nich, reprezentuje jakiś system wartości i styl działania, a intrygi pośród nich to są pewne zawiłości, które sprowadzają na jedną drogę różne strony. Tutaj też jest sporo główkowania, bo robią się problemy takie, jak przechytrzyć drugą stronę. Lubię o tym czytać, bo kiedy bohaterowie mają jasne motywacje to, ich poczynania zaczynają budzić ciekawość w kategorii “jaką drogą osiągną dany cel”. Tutaj spektrum jest szerokie od tolkienowskiego fantasy po cyberpunk z elementami noir. Tego ostatniego dopiero szukam w literaturze, ale jakiś czas temu poznałem taką historie przy grze The Shadowrun: Returns (komputerowy RPG, który zrodził się z klasycznego systemu RPG).

Mersayake – dzięki podwójne – po pierwsze za rozwinięcie myśli. Po drugie za wyboldowanie wybranych słów, swego rodzaju otagowanie wypowiedzi ;)

Moje ruchy w tym wątku są co prawda czysto intuicyjne, ale tak nawet pomyślałam, że sami moglibyście używać Bolda, wtedy ja się mogę nie wcinać z jakimiś podsumowaniami...zaczynam męczyć tym sama siebie, w dodatku lada chwila i tak chyba nie dam rady tak pociągnąć. Po prostu bałam się (może niesłusznie, to równie dobrze może być t y l k o luźna rozmowa) że jeśli wypowiedzi będzie dużo (hopefully!) to generalia znikną w czarownym lesie dyskusji – a z drugiej strony absolutnie nie chcę burzyć toku tych wypowiedzi, bo są idealne! :)

No, zobaczymy, jak się ułoży.

    sposób podejścia wziął się raczej, paradoksalnie, z niewiedzy jak to ugryźć

I tak właśnie powstaje nauka, serio.

    Tyle, że zabierasz ją – a nawet czasem i dajesz nią z liścia ;) – jeśli ktoś Cię rozczaruje

Zasada ograniczonego zaufania XD Ja naprawdę wrzucę manifest mojej ideologii, jak go w końcu wepcham do komputera, stay tuned.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

:) Spisz! Chętnie poczytam :) A jak już to powstanie, to wklej tutaj ;) Pozdrówka!

Argh, on jest w rękopisie, ale tu jakiś konkurs, tu jakaś beta, tu świeżynkę trzeba skopać i nie wyrabiam XD Ale będzie! Będzie na publicystyce, jakem Tarnina.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

:) :)

Oczekuję historii napisanej w taki sposób, że zaangażuje się w nią, będę ją przeżywała razem z bohaterem. Aby stało się to możliwe, główna postać powinna być tak skonstruowana, by jej losy zaczęły mnie obchodzić z jakiegoś powodu. Lubię, kiedy teksty pokazują ważny problem i jednocześnie poruszają emocje.

Dzięki, ANDO! :)

Czyli Twoje zaangażowanie w losy bohatera + ważny problem, ale w emocjonalnej otoczce, nie sucho, nudno?

To mam dwa pytania: w czym najprawdopodobniej/najczęściej tkwi błąd, jeśli pozostajesz niezaangażowana? I co jest dla Ciebie ważnym problemem, a co nieważnym? Czy istnieją nieważne problemy?

 

EDIT: dopytuję nie dlatego, że nie domyślam się, o co Ci chodzi – ale z takich rozwinięć też czasem wynika coś ciekawego, czy zaskakującego dla różnych czytelników śledzących wątek ;)

Czego szukamy w opowiadaniach fantastycznych… i dlaczego nie potrafimy tego znaleźć?

 

Opublikowany tekst jest jak zagubiona nocą owieczka – czasem odnajdzie ją mama, a czasem wilk. Nie mamy na to wpływu. Dobre teksty bywają rozrywane na strzępy, a przeciętne – chwalone i stawiane za wzór.

Gdyby zrobić na forum listę najlepszych opowiadań fantastycznych, byłaby nieskończona, wciąż ktoś dopisywałby nowe tytuły – wiadomo, banał: ile ludzi, tyle opinii. Nie da się jednak ukryć, że jest trochę tekstów, które w takich zestawieniach mają zawsze miejsca premiowane. Na pytanie: Jak dołączyć do tego grona? jest tylko jedna odpowiedź: Trzeba ćwiczyć!

Dobra, nieważne – odbiegliśmy, wracamy. Ogólnie, na postawione w temacie pytanie (Czego szukamy..?), słyszymy, że opowiadanie powinno mieć: pomysł, dobre wykonanie (ten mityczny warsztat, o którym wszyscy mówią, ale nikt nie potrafi sprecyzować: co to jest?), klimat, świat, oryginalność, jeszcze więcej klimatu (?), humor, przesłanie, ciekawą fabułę, bohaterów, zapewniać rozrywkę i sprawiać, że jeszcze przez tydzień po przeczytaniu siadamy z kubkiem kawy na parapecie i w zadumie patrzymy na świat za oknem. Ok. Dużo tego. Rozprawmy się z nimi wszystkimi, bo większość tylko niepotrzebnie nas blokuje przy pisaniu.

pomysł – niby tak, a jednak nie. Mnie osobiście nudzą opowiadania jednego pomysłu, tam zwykle cała para idzie w gwizdek, znaczy się: w pomysł. Olać.

dobre wykonanie – to wiadomo (Trzeba ćwiczyć!), jest niezbędne. Ale też nie powinno nas zbytnio blokować – z każdym napisanym znakiem poprawiamy swoje umiejętności, gdzieś tak po pierwszym milionie będziemy wiedzieć, o co w tym całym pisaniu chodzi (Trzeba...),

klimat – więc tak: rano jakiś fragment mnie fascynuje (Och, jak to jest napisane!), a wieczorem: Zieeew! Decyduje moja czytelnicza forma dnia. Ogólnie: klimat idzie za wykonaniem, pykniesz milion znaków, nauczysz się robić klimat, 

świat – dla mnie bez znaczenia. Historia może się rozgrywać gdziekolwiek, świat jest tłem. Sztafaż nie jest najważniejszy,

oryginalność – pomijamy, można znakomicie rozegrać wtórną historyjkę,

humor – fajnie, jak jest, ale nie jest niezbędny,

przesłanie – O, to jest ważne! Bierzemy problem, obracamy w głowie, oglądamy pod światło, pokazujemy innym, mówimy do czytacza: łap, a co z tym zrobisz, to twoja sprawa.

ciekawa fabuła – rzecz drugorzędna, dobrze jak jest, nie ma co się przejmować, jak jej nie ma.

bohater – niezbędny; jak mamy bohatera, reszta zacznie się kręcić i wskoczy na właściwe tory,

rozrywka – dla jednych rozrywką jest czytanie Lermontowa w oryginale, dla innych kebab w cieście, więc radziłbym ostrożne podejście do tej kwestii.

I tyle. Pisać ;) 

 

 

 

 

w czym najprawdopodobniej/najczęściej tkwi błąd, jeśli pozostajesz niezaangażowana?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Zaangażowanie po prostu pojawia się lub nie w trakcie czytania. Myślę, że nie zależy od jednego elementu, chociaż na pewno wpływ ma rodzaj bohatera, jego wartości, sposób zachowania.

 

I co jest dla Ciebie ważnym problemem, a co nieważnym? Czy istnieją nieważne problemy?

Nieważny (mało ważny) problem to np. czy założyć niebieską bluzkę czy białą. Wagę problemu oceniam subiektywnie.

Algirze,

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

To zależy.

Czasami czytam fantastykę dla prostej i pustej rozrywki, nawet lekko odmóżdżającej. Tu by wpadały fantasy, space opera itp. I wystarczy, że jest poważny problem do rozwiązania, ale na końcu ci dobrzy skopią tyłki tym złym. Problem i Happy end, czyli. Nie zaszkodzi również głębsze przesłanie (na przykład Harry’ego Pottera uważam za antyrasistowski manifest).

A czasami czytam poznawczo. W tej szufladce będzie twardsze SF, socjo-SF itp. Jak mogą wyglądać odpowiedzi na pytania, które w realnym świecie niekiedy jeszcze się nie pojawiły (pierwszy kontakt np.) albo i pojawiły (ekologia). Albo mniej lub bardziej zawoalowana krytyka już istniejących rozwiązań (Orwell, Zajdel). I tu musi być Pomysł. Coś, co skłoni mnie do myślenia. Coś nowego, czego nie spotkałam wcześniej. Bo na przykład samą krytyką złych korporacji daleko się nie ujedzie. To już było tyle razy, że zieeeew.

Babska logika rządzi!

Właśnie! Zapomniałam o tekstach czytanych i pisanych tylko dla rozrywki.

Zawsze cenię odmienne perspektywy, nowe spojrzenia na rzeczywistość, ciekawe rozwiązania literackie, a w fantastyce przede wszystkim wizję, możliwość zmierzenia się z realnymi problemami i dylematami poprzez fikcyjne (czy wręcz abstrakcyjne), pierwiastek mityczny. Bardziej niż sama fabuła interesuje mnie to, co się pod nią kryje. Nie jestem natomiast zwolenniczką poglądu, według którego czytanie (także fantastyki) równa się jakiemuś eskapizmowi – literatura to nie ucieczka od rzeczywistości, a pełniejsze doświadczanie rzeczywistości. ;)

 

Bliskie są mi też komentarze MaSkrola i Szyszkowego.

Oryginalności, wrażeń, przemyśleń (ale tez zmuszenia do myślenia), pomysłów, odreagowania, wizji.

literatura to nie ucieczka od rzeczywistości, a pełniejsze doświadczanie rzeczywistości. ;)

Ooo! Bardzo ładnie powiedziane, Black_cape, podpisuję się pod tym ;)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

literatura to nie ucieczka od rzeczywistości, a pełniejsze doświadczanie rzeczywistości.

Ładne stwierdzenie. Pytanie jakie emocje za nim stoją.

 

Ucieczka miałaby odsłaniać lęk. Uciekamy zazwyczaj w strachu przed czymś. Ucieczka – coś negatywnego.

 

“Pełniejsze doświadczanie rzeczywistości” brzmi jakby czytanie dawało pełniejsze poznanie – to jest oczywiście pozytywne. Trudno nie chcieć postawić siebie w takim świetle, w świetle osoby czytającej, mającej pełniejsze poznanie.

 

Ja na przykład lubiłem w Doctorze Who (12 – Capaldim) motyw ucieczki, uciekania od walki i konfrontacji. Tak czy inaczej mierzył się ze wszystkimi problemami, ale miał w tym swoją filozofię.

 

Staram się nie być zwolennikiem poglądów wszelakich. Za siebie mogę powiedzieć, że czytając, uciekam – tak mi się wydaje.

Tutaj raczej chodziło mi o takie ogólne negatywne podejście do literatury (czy konkretnie fantastyki), że nie warto, bo to nie ma większego związku z rzeczywistością czy z prawdziwymi problemami. Nie o taki, hm, element eskapizmu związany z zanurzeniem się w innym świecie. Na jakimś poziomie (na przykład emocjonalnym) to zawsze będzie bardzo realna wizja.

Ach, rozumiem. Ja od razu ciężka analiza, w zupełności niepotrzebna. Wiesz, kiedyś taki typowy wujek zdradził mi (nie żeby się z tym krył), że on nie lubi książek ani filmów. On to lubi włączyć sobie programy informacyjne i wiedzieć co się w kraju dzieje. Przyznam, że nie przepadam za negatywnym podejściem do literatury, czy w ogóle za negatywnym podejściem.

Jest taki ciekawy cytat dotyczący “eskapistycznej” roli fantastyki i dlaczego nie ma w tym nic złego:

Fantasy is escapist, and that is its glory. If a soldier is imprisioned by the enemy, don’t we consider it his duty to escape?. . .If we value the freedom of mind and soul, if we’re partisans of liberty, then it’s our plain duty to escape, and to take as many people with us as we can! 

Najczęściej mylnie przypisuje się go Tolkienowi,  choć rzeczywiście jest autorstwa Ursuli Le Guin.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Oczywiście, Le Guin!:)

Bliska mi jest odpowiedź Algira, a więc: bohater, przesłanie, no i dobre wykonanie, to zawsze ważne.

Z “Szyszkowego” chyba ukradłabym wiedzę, też zdaje mi się ważna, nie lubię nielogicznych opowieści, nijak nieumotywowanych, osadzonych, w których nawet reguły przywoływanego świata są zbitką wzajemnie przeczących sobie zasad.

Oryginalność też, ale nie musi tkwić w samym pomyśle, sztafażu, raczej w ujęciu tematu, zagadnienia, problemu...

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No, jeśli ja bez przygotowania widzę dziury logiczne w tekście, to trochę porażka... Autor powinien poświęcić więcej czasu na research niż czytelnik.

Babska logika rządzi!

Jakby co ja jako czytelnik poświęcam na research całe zero mojego czasu, więc wiecie...

Przynoszę radość

Anet:), z lekka odbieram to jako krygowanie, skąd zatem stopniowanie: fajne, przyjemne, sympatyczne?;)

Wiedza to dla mnie nie tylko bycie na bieżąco z ostatnimi doniesieniami (kto by za tym nadążył, w dodatku przy pisaniu opowiadania), ale zwykły rozum i rozważenie, przymierzenie do swoich doświadczeń. Chyba nawet w fantasy coś musi być prawdziwe, w znaczeniu uniwersalne, powszechne, choć trochę?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Przynajmniej logiczne ;)

Przynoszę radość

     Pytanie czy rzeczywiście język nie rekompensuje braku oryginalności, ciekawego pomysłu na fabułę?

 

A oryginalny język? ;)

Czy nie jest tak, że np. bogate czy niebanalne słownictwo, ciekawie skomponowane frazy, wysmakowane operowanie słowem (niekoniecznie nawet poetyckość czy kwiecista mowa, a często wprost przeciwnie – wstrzemięźliwość w słowach, a za to większa ich świadomość) czasem potrafią w znaczący sposób odmienić coś trywialnego w nietrywialne? 

 To w dużej mierze (a może nawet całkowicie) kwestia gustu, ale dla mnie tak nie jest. Jeśli opowiadanie opowiada o czymś trywialnym, nieoryginalnym i banalnym, to nawet najlepsze pióro go mi nie sprzeda. Nawet Salomon języka nie naleje z pustego pomysłu, nawet najpiękniej opisany proces kręcenia bicza z piasku  mnie nie przekona do oczywistej historii.

Można stworzyć coś z niczego, sprawić, że najzwyklejszy, myślowy spacer do parku (bez szalonej fabuły!) może stać się dla czytelnika niemalże objawieniem... Nie jest tak?

No nie jest. :) Przynajmniej ja tak nie mam, choć zdaję sobie sprawę, że to bardzo subiektywne a choćby sama ocena oryginalności bardzo zależy od zainteresowań i doświadczeń czytelnika.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Jakby co ja jako czytelnik poświęcam na research całe zero mojego czasu, więc wiecie...

No właśnie, Anet. Ja też. Ale jakąś tam wiedzę już zdobyłam. A jeśli autor o temacie swojej książki wie mniej niż ja, to sorry, Winnetou.

Nie podobał mi się na przykład Bradbury w “Kronikach marsjańskich”. Skąd on, kurczę, wytrzasnął marmur na Marsie?! Toż to skała powstała z osadowych. Normalnie, marmurowe kolumny całymi stadami chodzą za Oppy i powtarzają “Zrób mi fotkę! Zrób mi fotkę!”.

I nie przeszkadza mi w wygłaszaniu takich opinii drobiazg, że Bradbury jest znanym autorem, a “Kroniki” bywają chwalone.

Babska logika rządzi!

Ja potrafię się zakochać we frazie, ale chyba masz rację Szyszkowy. I dla mnie oryginalność ma znaczenie. Z tym, że czasem może to być zwykłą historia (którą wariantowo znam), ale tak opowiedziana, że silnie trafia jako wariant, stając się ostatnią i najważniejszą.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Myślę, że w praktyce nie istnieje kontra między ucieczką od rzeczywistości, a pełniejszym jej doświadczaniem. Zazwyczaj kiedy się mówi o uciekaniu od rzeczywistości, ma się na myśli konkretną, bieżącą sytuację, własną codzienność, czasami nawet tylko jakiś jej wycinek, np. pewien problem. Chodzi o moją czy twoją rzeczywistość, a nie rzeczywistość per se. Można chcieć uciec w literaturę, żeby pełniej doświadczyć rzeczywistości w jakimkolwiek innym sensie, niż gmeranie sobie w świeżej ranie.

 

Wydaje mi się, że nasze podejścia, oprócz wielu różnic i wielu podobieństw, dzielą się na dwa główne nurty, z których wynikają strużki poboczne ;) :

czytający emocjami (i dla emocji)

i czytający umysłem (i dla umysłu)

 

Oczywiście to się zazębia, miesza, nakłada – ale w pewnym sensie mamy zespoły spraw, które wynikają właśnie z rozłożenia akcentów na te dwie kwestie.

 

Czy może błędnie to widzę?

 

Można chcieć uciec w literaturę, żeby pełniej doświadczyć rzeczywistości w jakimkolwiek innym sensie, niż gmeranie sobie w świeżej ranie.

No właśnie, na przykład retelling mitu w fantasy albo poruszenie problematyki sztucznej inteligencji w science fiction mogą być tak samo ważne czy wartościowe jak tematyka rodzinna w powieści obyczajowej. I dla mnie poznawanie takich historii wydaje się na tyle naturalne, że widzę to raczej jako część rzeczywistości niż coś oddzielnego. Tylko w innej konwencji. ;)

Ja też tak to widzę, black_cape :)

A tematyka rodzinna w powieści obyczajowej to coś, co akurat zazwyczaj obchodzę szerokim łukiem, bo irytuje mnie i nudzi. Już ciekawiej z tym w powieści typowo psychologicznej, bo tam nigdy nie wystarczy wymienić kto z kim i co, trzeba spróbować pokazać jak i dlaczego. Taką tematykę w zupełnie zdrowych, wystarczających jak na mój gust dawkach mamy w fantastyce (w której ogólnie raczej wolę krótsze formy), powieściach kryminalnych czy thrillerach psychologicznych...lub jeszcze innych gatunkach.

Nie podobał mi się na przykład Bradbury w “Kronikach marsjańskich”. Skąd on, kurczę, wytrzasnął marmur na Marsie?! Toż to skała powstała z osadowych.

Nie pamiętam, żeby tam był marmur, a mam oryginał. Ale marmur jest skałą metamorficzną powstającą z wapieni, a wapienie ze szkieletów morskich żyjątek, o wyschłych morzach na Marsie Bradbury wspomina. Gdyby to była jakaś kraina całkiem fantasy, a nie Mars, toby Ci nie przeszkadzało? No, więc to jest kraina fantasy, a nie zbadany przez nas Mars. I tyle. Równie dobrze mogłabyś się czepiać, że w Trylogii Kosmicznej Lewisa na Wenus jest ocean z syrenami i zielone babeczki ganiają goło, a przecież wiemy, że tam sama siarka i ołów się topi.

(Niniejszy post nie jest próbą zmuszenia Finkli, żeby polubiła Bradbury’ego.)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

No właśnie – na początku marmuru są szkielety morskich żyjątek. Na Marsie nie ma mórz i nie było ich w czasach Bradbury’ego. Mógłby o tym wiedzieć, skoro ja wiem bez żadnego przygotowania.

Gdyby to była kraina fantasy albo jakaś całkiem obca planeta – nie czepiałabym się. Wymyślił sobie autor, to ma prawo zaludniać, czym mu się podoba. Ale jeśli bierze gotowca, to niech się go trzyma.

Babska logika rządzi!

(Choroba, jak tu się kłócić, skoro się zgadzam?)

Czyli: na Malakandrze może być wszystko, ale na Marsie nie? (Pytanie pułapka :D)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Tak bez żadnego trybu zgłoszę zdanie odrębne: ten marmur na Marsie to takie batystowe majtki u AS-a. Mnie się podoba idea, ze autor to taki niszczyciel światów: stawia pierwszą literkę i bum! -  anektuje jakiś świat. Od tej chwili ten świat należy tylko do autora – jednocześnie jest milion innych światów, gdzie majtek nie ma, Mars jest Marsem (czyli: daleko, czerwono, ogólnie: nieprzyjemnie), a ludzie normalnie sobie prokrastynują zamiast walczyć z globalnym ociepleniem.

Dobra, nie będę ściemniał... Też mnie złości, jak z tekstu wynika, że autor popłynął i nie wie o czym pisze. 

Czyli: na Malakandrze może być wszystko, ale na Marsie nie? (Pytanie pułapka :D)

Na Marsie też można się wszystkiego dorobić, ale potrzeba więcej wysiłku. Niech w takim razie autor opisuje, jak to terraformowano Marsa, jak pojawiły się na nim morza z zaimportowanymi za grube miliardy ziemskimi rybkami i całą resztą... Niech odczeka parę milionów lat. Ups, chyba geologię też trzeba by było Marsowi poprawić.

Jeśli coś wygląda na przemyślane, a nie wpadkę, to wszystko ujdzie.

Babska logika rządzi!

Mnie się podoba idea, ze autor to taki niszczyciel światów: stawia pierwszą literkę i bum! -  anektuje jakiś świat. Od tej chwili ten świat należy tylko do autora – jednocześnie jest milion innych światów, gdzie majtek nie ma, Mars jest Marsem (czyli: daleko, czerwono, ogólnie: nieprzyjemnie), a ludzie normalnie sobie prokrastynują zamiast walczyć z globalnym ociepleniem.

Hmm. Ciekawa koncepcja. Nie, serio, fajna i warta rozwinięcia.

Finklo, czy na pewno czytałaś całe Kroniki marsjańskie? Przecież tam właśnie chodzi o to, że na Marsie było sobie miejscowe inteligentne życie, było, było, było wiele wieków, a potem przyleciały Ziemiaki i sprowadziły ospę wietrzną (not making this up), od czego miejscowe inteligentne życie wzięło i zeszło, a Ziemiaki opanowały Marsa na zasadzie konkwisty, nie terraformacji.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Wydaje mi się, że przeczytałam całe. Ale może to była jakaś skrócona wersja? Bieda w tym, że denerwowałam się marmurowymi niedoróbkami i to one przesłoniły mi wiele innych elementów.

Jeśli ta książka była o skażeniu biologicznym, to w dzieciństwie czytałam o tym opowiadanie – kosmonauci przylecieli na planetę, wyrzucili papierek po batoniku, odlecieli, a szlag trafił obce życie, bo ziemskie bakterie wygrały walkę. Można krótko, bez baboli logicznych i tak, żebym zapamiętała na długie lata?

Babska logika rządzi!

Pewnie, że można. Ale też Kroniki nie są o tym, przynajmniej nie po pierwsze. Tu masz spis wszystkich opowiadań z Kronik, z krótkimi streszczeniami, zobacz, czy znasz wszystkie. Ciągle nie pamiętam tych marmurów, tam budynki były z kryształu.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Tarnino, ale wcale nie chcę do tego wracać. Przez logiczne niedoróbki książka mi się nie spodobała i nie mam ochoty w tym grzebać. Było zrobić lepszy research, jeśli chciało się mnie przekonać.

Marmury nie dostały roli głównej. Zapewne coś tam (może budynek?) było z marmuru. I tam były jeszcze inne wpadki.

Babska logika rządzi!

Flow musi być.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Było zrobić lepszy research, jeśli chciało się mnie przekonać.

Przy następnej sesji u medium przekażę Bradbury’emu XD

 

ETA: Ale tu trafiłaś, może nieświadomie, w punkt:

Jeśli coś wygląda na przemyślane, a nie wpadkę, to wszystko ujdzie.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Nowa Fantastyka