- Hydepark: Wiedźmin (2019–) – dyskusja o serialu (spoilery!)

Hydepark:

filmy i seriale

Wiedźmin (2019–) – dyskusja o serialu (spoilery!)

Chyba nigdy nie mieliśmy takiej rozbieżności opinii na temat adaptacji sagi o Wiedźminie. Zdania są podzielone w wielu kwestiach: od struktury fabuły, prowadzonej w trzech liniach czasowych, przez dobór aktorów i przedstawienie uniwersum, po aspekty czysto techniczne, jak reżyseria, zdjęcia czy muzyka. Największą zmianą w stosunku do książek jest rozwinięcie wątku Yennefer, którą tutaj poznajemy jeszcze przed rozpoczęciem nauki w Aretuzie; dużo czasu ekranowego poświęcono też postaci Ciri. Nie można przy okazji nie wspomnieć o grach, które na przestrzeni lat wysoko postawiły poprzeczkę jako adaptacja wiedźmińskiego uniwersum, mocno utrwalając między innymi wizerunek Triss czy Foltesta.

Pierwszy sezon otworzyło oblężenie Cintry, a zamknęła bitwa o wzgórze Sodden. W poszczególnych odcinkach zaadaptowano opowiadania: “Mniejsze zło” (1. odcinek), “Kraniec świata” (2. odcinek), “Wiedźmin” (3. odcinek), “Kwestia ceny”, “Miecz przeznaczenia” (4. odcinek), “Ostatnie życzenie” (5. odcinek), “Granica możliwości” (6. odcinek) i “Coś więcej” (7. i 8. odcinek).

 

Jak oceniacie tę wersję “Wiedźmina”? Można spoilerować do woli. ;)

Komentarze

obserwuj

Ja zacznę nie od generalizowania, tylko od detalu. Podczas gdy wątek Yen, cokolwiek by o nim mówić, faktycznie coś wnosi, wątek Ciri (abstrahując od tego, że rola jest fajnie obsadzona) jest, jak dla mnie, w bardzo dużej mierze (przeważającej?) o niczym i to taki trochę wypełniacz...

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Teraz wątek? Gdy moje potoczyste recenzje przepadły w odmętach szałtboxa? -,-

 

Napiszę na razie, że mi się podobało. ;)

Może nie przepadły. Weź tam zahacz kogoś z naszym ekspertów od czarnej magii typu webarchive czy jak tam się nazywają te duchy i hologramy poznikanych netowych treści i się okaże, że może i nie tak znowu. Zresztą, wielu z nas się tam srogo produkowało w temacie, a że w produkowaniu się jesteśmy niezgorsi, to naprodukujemy na bogatości jeszcze raz ¯\_(ツ)_/¯

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Ogólnie fajne, tylko te driady jakieś takie...

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

Nie mam problemu z etniczną różnorodnością obsady, natomiast nie podoba mi się, że czarnoskórych aktorów wepchnięto, gdzie się da, z kolei nie przypominam sobie żadnego Azjaty w znaczącej roli (a na takich elfów nadawaliby się przecież całkiem nieźle). :c

Problem (?) z Azjatami jest taki, że nie zrobili z płaczu jak to są dyskryminowani wręcz dziedziny przemysłu, w przeciwieństwie do tych bardziej śniadych koleżków.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Nie mam nic przeciwko temu, że driady miałyby być ciemnoskóre, ale cały wątek z Brokilonem jest niestety skopany. I jeszcze te kusze. 

Generalnie jednak z serialu jestem całkiem zadowolony, oglądało się przyjemnie, chociaż w każdym odcinku bym coś pozmieniał. 

Brokilon jest do kosza, tu się zgodzę, ale to tylko potwierdza, co napisałem, że cały wątek Ciri jest pusty jak moje konto przed wypłatą.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Azjaci, niekolornormatywni itp – luz. Driady – no dobra, w miarę luz.

Triss – powróżyć Panie Wiedźmin? Dobra, bardzo w miarę luz.

 

Natomiast w odcinkach 1-3 poszatkowanie oryginalnej fabuły opowiadań na coś, moim zdaniem gorszego, odartego z kontekstu sprawiło, że dj ze smutkiem stwierdził “to nie jest mój Wiedźmin”.

 

Mniejsze zło stało się niezrozumiałe.

Kraniec świata – przypomniał mi się Olbrychski (auć).

Dżinn – no jak można było pominąć pierwsze życzenie w oryginalnej formie?

 

Na szczęście dalej dałem się porwać magii opowieści i było już nieźle.

Momentami to był “mój” Wiedźmin, którego zapamiętałem (którego obraz nosiłem pod skorupką), od 30 lat? Jakoś tak.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Niektóre zmiany w stosunku do książek co najmniej dziwne. Wspomniane pominięcie pierwszego życzenia, Geralt z jakiegoś powodu wie, gdzie szukać dżina i sobie po prostu po niego wędkuje. Nikt wcześniej go nie złowił? No i też to jakiego złodupca mordującego na luzaku cywili w tawernie zrobili z Cahira mi się nie spodobało. Ciekawe, co dalej zrobią z tą postacią.

Z plusów to spoko zagrana główna rola, choć nie wiem czy nie przesadzają z elokwencją Wiedżmina. “Hmmm... fuck”... :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Ja już swoje żale wylałem na SB, więc nie będę się zbytnio rozwodził. Co mnie najbardziej rozczarowało?

(1) Straszne spłycenie oryginalnych opowiadań.

(2) Okrojenie dialogów z pazura Sapka i zastąpienie ich miałkością i łopatologią dla ćwierćinteligentów,

(3) Zmiany fabuły w stosunku do oryginału, w miejscach, gdzie nie było to wcale potrzebne:

(patrz: wędkowanie na suma zastąpione celowym poszukiwaniem dżina, uśmiercenie Eyka przed szarżą na smoka, pominięcie spotkanie Geralta i Ciri w Brookilonie i zastąpienie to słabym wątkiem tułaczki Ciri...).

(4) Brak adaptacji Okruchu Lodu, choć zrobiono pod to całkiem niezłą podbudowę wprowadzając postać Istredda.

(5) Fatalne zakończenie, przypominające najgorsze hollywoodzkie wzorce.

(6) Powtarzanie w co drugim zdaniu słowa “przeznaczenie” w sposób tak prostacki, że nijak się to miało do stylu Sapka.

(7) Przedstawienie kilku postaci w sposób dowodzący kompletne niezrozumienie tego uniwersum przez scenarzystów. Przykłady:

Triss – czy w całym Hollywood nie było jednej rudowłosej kobiety? Ona pasowałaby bardziej na Neneke

Vilgefortz – najpotężniejszego i najbardziej uzdolnionego czarodzieja sprowadzono do roli rzezimieszka wymachującego szablą.

Tissaia de Vires – arcymistrzyni, która na Thanedd  jednym gestem pozbawiła mocy wszystkich magów, tutaj przedstawiona jest bezbronna, podrzędna czarodziejka, na łasce adeptki Fringilli.

Fringilla – młoda czarodziejka, specjalizująca się w iluzjach tutaj przedstawiona jest jako bezwzględna i potężna czarownica, dowodząca całą nilfgardzką armią. No sorry. 

Cahir podobnie – był człowiekiem od zadań specjalnych, poruszających się w cieniu, a tu zrobiono z niego generała dowodzącego inwazją.

… można by pisać i pisać... ale chyba szkoda słów.

Dla mnie  rozczarowanie. A szkoda, bo błędy głównie na etapie scenariusza. Wystarczyło trzymać się książek i wybaczyłbym im wszelkie pozostałe niedociągnięcia.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

@Chrościsko

Weż pod uwagę – to jest dla hamburgerów! Jak się nie wciągną, to umarł w butach! I zgadzam się, że spłycono opka. I co? Pokomplikujesz, to połowa USAńców się odbije! Niestety...

A z punktem 7 zgadzam się w pełnej rozciągłości! Tylko... Czy dla prostego odbiorcy dało się to zniuansować? Nie wiem! Obawiam się, że nie.

Plus jest jeden – hamburgery rzuciły się czytać! I tam dopiero poznają prawdziwego Wiedźmina! I choćby za to – serialowi chwała na wieki!

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

Staruchu, ale ja jestem tego świadom, kto jest grupą docelową, co nie zmienia faktu, że mam prawo być rozczarowany.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Nie, nie masz (jeśli spojrzysz na tzw. bigger picture).

Znając grupę docelową...

No dobra, jak przełożysz “Makbeta” dla przedszkolaków, nie gubiąc ducha? Się – nie – da!

Czyli – plus jest taki, że się hamburgery dowiedziały, że jest Sapkowski (gloryja!!!) i gry (też bardzo dobre). W sumie – lepiej być chyba nie mogło. Znaczy – można było nakręcić serial zgodny co do literki, który zostałby skasowany po trzech odcinkach. Którą wersję wolisz?

 

EDIT: I też bym sporo pozmieniał. Np. Fringillę, brrr...

Ale...

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

Uważam, że tych kilka szczegółów, które zmieniono, wcale nie wpłynęłyby “bigger picture”.

Na przykład słynna GoT rozbiła bank, pozostając w dużym stopniu wierna oryginałowi, ale fabułę ma jeszcze bardziej zamotaną od Wiedźmina.

Kolejny przykład to gry, światowy sukces, a potrafili świetnie odtworzyć i styl Sapka, nie zmieniać faktów ani charakterystyki postaci (tych, które przeżyły). Dało się? Dało. Tutaj też by się dało, a sukces byłby jeszcze większy.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Watpię...

“Blade Runner 2049” był wielkim sukcesem? Albo “Nowy początek” na bazie genialnego opowiadania?

Dla standardowego widza – za trudne. A skoro za trudne, to do kosza!

I tak, nie jest to serial idealny. Sam kręcę nosem na to i owo. ale dla Sapka samego – to serial z potencjałem! Nie skasowali po pierwszym sezonie. Na razie jest nieźle, z potencjałem na dobrze!

Tyle!

 

Bo jak sobie przypomnę Olbrychskiego-Indianina... brrr!

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

Dwa dni temu showrunnerka serialu udzielała odpowiedzi na pytania, także te krytyczne , użytkownikom reddita, można to znaleźć tutaj:

https://www.reddit.com/r/wiedzmin/comments/el1jnj/ama/

Tutaj na przykład odpowiedź na pytanie o zmiany w stosunku do książki i odejście od ekranizacji poszczególnych opowiadań na rzecz przeplatanych linii czasowych:

https://www.reddit.com/r/wiedzmin/comments/el1jnj/ama/fdezeo0/

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

ale dla Sapka samego – to serial z potencjałem!

Sapek w końcu uświadomił sobie, że nie kąsa się ręki, która Cię karmi.

Dlatego to dla mnie żaden argument, to biznes.

 

A Blade Runner 2049 był świetny.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

A Blade Runner 2049 był świetny.

Też tak myślę. Ale że był zbyt ambitny, to pamiętamy o nim my. I mało kto więcej!

 

A bez biznesu nie ma współczesnej popkultury. Możesz napisać genialne opowiadanie, wrzucić je na portal albo nawet wydrukować w NF i... Jakbyś wrzucił do studni. Można, ale po co?

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

Okej, ja krótko, bo bez sensu.

Mówiąc wprost – jestem zdecydowanie na nie. Nie podobają mi się czarne driady, Yen z Indii (Azjaci jednak mają swoje przedstawicielstwo w serialu), Eist, który jest takim samym powiedzmy-że-Wikingiem (Skellige), jak ja Pigmejem, i inne tego typu smaczki, ale to tylko dlatego, że showrunnerka serialu (mam atawistyczno-wymiotne odruchy przy tym tytule) sama przyznała, że to decyzje kierowane poprawnością polityczną, której z zasady nie znoszę.

Namotanie w serialu też mi się nie podoba. Już mniejsza o to, że zmiany (choć większość i niepotrzebna, i brzydka), ale nawet dla ludzi, którzy znają oryginał, jest to kompletnie niejasne (z drugiej strony, Hamerykanie, podobno, kupują książki właśnie po to, żeby móc coś zrozumieć z tego galimatiasu).

Nie podoba mi się przedstawienie przyjaźni Geralta i Jaskra, bo zamiast dwóch świetnych i świetnie komponujących się bohaterów, mamy... Shreka i Osła. A Shrek przejadł mi się już po trzeciej części. Nie podoba mi się, że twórcy nawet nie silili się, by chociaż spróbować oddać klimat quasisłowiańskiej otoczki świata przedstawionego (porównajcie to z “Pięćdziesiąt lat poezji później” – aż boli), ani – tym bardziej – klimatu samych książek. Nie podoba mi się, że odarli (bo mam wrażenie, że to aż celowe działanie) cały serial i bohaterów z “sapkowszczyzny”, nie podobają mi się – choć nie co do litery – tandefekty specjalne (odświeżałem niedawno Władcę Pierścieni – dwadzieścia lat, a dwadzieścia poziomów wyżej, jeśli chodzi o wykonanie).

Najbardziej jednak nie podoba mi się sam Geralt. Cavill nie dość, że nie pasuje wizualnie – że za ładny, to wiadomo, ale też w jakimś sensie groteskowy – to jeszcze... no jest po prostu beznadziejny. Ja to widzę tak: gościowi, przy całej mojej do niego względnej sympatii, po prostu brakuje tej charyzmy, która jest absolutnie niezbędna, by udźwignąć wiedźmina, więc próbuje to nadrobić udając Terminatora, który  udaje wiedźmina. W rezultacie przez osiem godzin musiałem oglądać absolunie nijaki kloc drewna, który z całą pewnością nie jest Geraltem ani z wyglądu, ani tym bardziej z charakteru (o ile tu w ogóle można mówić o jakimś charakterze).

Ładne były walki, fajnie poprowadzona i zagrana Yen, (którą, generalnie, lubię o wiele bardziej niż w wydaniu papierowym), reszta aktorów i motywów ujdzie, jest taka sobie, nijaka albo wręcz zła.

Chyba aż żałuję, że to nakręcili.

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dało się czytać, da się też oglądać, takie typowe 6/10.

Mogli nie robić tego tak chaotycznie, ale ogólnie jest spoko. Nawet śmieszny. Pozmieniali parę postaci, no i co z tego, wszystko mi jedno, popatrzcie na Grę o Tron, co tam się dopiero stało XD

odświeżałem niedawno Władcę Pierścieni – dwadzieścia lat, a dwadzieścia poziomów wyżej, jeśli chodzi o wykonanie

A ja ogladałem ostatnio w teatrze “Hamleta”, czterysta lat i czterysta razy lepsze dialogi niż w polskich komercyjnych wydawnictwach fantasy.

3 razy większy budżet, Władca Pierścieni ok. 31 milionów dolarów / godzina, a w Wiedźminie około 11 milionów dolarów / godzina. Poza tym nagrywał Peter Jackson, a nie jakaś randomowa laska z netflixa, której był to pierwszy poważny projekt. Swoją drogą przy Władcy Pierścieni było ponad 20 tysięcy statystów.

W ogóle mam wrażenie, że skrajnie negatywne opinie nt serialu biorą się z idealizacji sagi – “a co oni zrobili, olaboga”. Oprócz smoka (co to było???) i siedzenia na dziwnej trawie (to był Brokilon???) większych fuckupów nie stwierdziłem. Dark fantasy komedia do robienia memów, a może następne sezony zrobią z większą pompą i wyjdzie “Gra o Tron”, i też spoko. Bajka do śledzenia, szkoda tylko że Netflix.

Smok nie wyglądał tak tragicznie w porównaniu do sylvana, ten wyglądał jak z “Przygód Merlina”.

Cieniu – bardzo ładnie wypunktowane minusy! Zgadzam się!

I uważasz, że serial bez czarnych, Azjatów, innych ogólnie, ostałby się w dziesiejszej Ameryce?!

Kibicuję temu indywidualizmowi! Jesszcze powiedz gravel, że masz wątpliwości co do sprawczości ludzi w globalnym ociepleniu :D

A teraz pogadaj z Piotrem W. albo portalowymi feministkami! To Cię ideologicznie naprostują. Mamy XXI wiek, gdybys nie zauważył!

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

A ja ogladałem ostatnio w teatrze “Hamleta”, czterysta lat i czterysta razy lepsze dialogi niż w polskich komercyjnych wydawnictwach fantasy.

Też tak myślę. Tylko co to ma do rzeczy?

 

Pod względem liczb porównywać LOTRa i Wiedźmina sensu nie ma (swoją drogą, po wypłacie honorariów dla tych dwudziestu tysięcy statystów, może się okazać, że Jackson miał jednak mniejszy budżet na sam film, niż randomowa pani z Netflixa;) ale za te jedenaście baniek na odcinek na pewno dało się ubrać Nilfgardczyków w jakiś metal, a nie... w sumie, to sam nie wiem. Stopiony plastik? Na pewno dało się też zrobić jakieś smokowate smoki i zielone driady. Czary wyglądały porządnie, to jest kolejny mały plus, ale reszta jak z lat dziewięćdziesiątych. A przecież, cytując klasyka: “Mamy XXI wiek, gdybys nie zauważył!”. ;)

 

Staruchu, z feministkami będę się prostował, jak już wyjdzie serial o pratchettowskiej Straży, w którym Vetinari jest kobietą. Do tego czasu pożyję sobie jednak spokojnie, w błogiej ciszy, jaką daje wyłącznie ignorancja względem kompleksów cywilizacyjno-kulturowych Szalonego Sama.^^

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

pożyję sobie jednak spokojnie, w błogiej ciszy

Kpi, czy o drogę pyta?

A może uciekł z twierdzy If?

Serial bez (i nie, żebym był rasistą, homofobem czy czymś tam) – czarnych, Azjatów, niebinarnych płci, wegan, klimatycznych samurajów, walki o cokolwiek, co jest teraz modne – medialnie zostanie zniszczony!!!

Tyle!

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

Serial bez (i nie, żebym był rasistą, homofobem czy czymś tam) – czarnych, Azjatów, niebinarnych płci, wegan, klimatycznych samurajów, walki o cokolwiek, co jest teraz modne – medialnie zostanie zniszczony!!!

Tego nie neguję, absolutnie. Ale ciekawa sprawa w sumie, bo aż kusi mnie powiedzieć, że wiele seriali (i nie tylko) zostało zniszczonych właśnie przez to, że są w nich czarni, Azjaci i cała nie-biało-heteryczna reszta... Albo nie, inaczej, bardziej precyzjnie: kusi mnie powiedzieć, że wiele seriali zostało zniszczonych właśnie przez to, że czarni, Azjaci i cała nie-biało-heteryczna reszta została weń upchnięta na siłę, bez żadnego celu – poza tym jedynie... wiadomym – i ładu, bywa, że wypaczając przy okazji to, co w pierwowzorze (zazwyczaj literackim), było naprawdę istotne dla snującej się historii, albo – co gorsza – przekazu danego dzieła.

Ale w sumie czniał  – co ja się będę z koniem kopał?

Świat jest taki piękny, kolorowy... Nie ma sensu doszukiwać się w nim odcieni szarości.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Cieniu – serio?

Konserwatysta o zatwardziałym łbie?

No wzruszyłem się!

A Ty się starzejesz!

 

Obejrzyj sobie ST:Discovery , tfu... (choć akurat tu wątek homomiłości podany pięknie, ze smakiem; tak to mogę oglądać i przyklaskiwać!)

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

Ja tylko zauważę, że Wiedźmin III nie miał ani czarnych, ani Azjatów, ani innych mniejszości (poza egzotycznym kupcem z Ofiru), i nie dość, że nie został przez media zniszczony, to jeszcze recenzje miał dużo lepsze niż serial. Da się? Da się. 

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Hm.

Gdyby mi ktoś pokazał serial z samymi czarnymi ludźmi, gdzie raptem w jednym odcinku występuje dwóch białych, i to pokazanych jako dzikusi z odległej krainy, to chyba niezbyt miałbym ochotę coś takiego oglądać. Stąd rozumiem takie posunięcie produkcji.

Przeczytałem całą sagę i nie przypominam sobie, by Sapkowski określał kolor skóry każdej z postaci.

W uniwersum Wiedźmina seksualność jest konkretnie rozbuchana, główna bohaterka nawet ciągnie lesbijski romans przez parę tomów – rozumiem, że jak seks, to tylko heteroseksualny, ewentualnie, hehe, mogą być dwie ładne panienki? :p Staruchu, przecież binarna płeć/mnoga osobowość dopplera to rewelacyjny zabieg. IMO jeden z lepszych pomysłów w tym serialu, jeśli chodzi o detale.

 

Mam wrażenie, że najwięcej piany toczy stosunkowo nieliczna grupka fanów prozy Sapkowskiego, która zna sagę na pamięć i spodziewała się nie wiadomo czego po tej adaptacji (a nie ekranizacji – podkreślmy). Ja się tam za wielkiego fana Wiedźmina nigdy nie uważałem, toteż serial podobał mi się, bo jest rozmach, są dynamiczne walki, fajne efekty, wizualnie jest ładnie, a fabularnie jest tyle, ile mgliście pamiętam z lektury opowiadań. Składanie fabuły do kupy sprawiło mi po prostu frajdę. Jasne, mankamenty też są, bo dialogi nierzadko bywają przegadane, wątek Ciri nudnawy, kastingi mogłyby być w kilku przypadkach lepsze (choć zastrzeżenia mam do raczej drugoplanowych ról, jak Vilgefortz czy skelligijski gach Calanthe, bo do głównych postaci łatwo przyszło mi się przyzwyczaić).

Ludziom, którzy nie siedzą w fantastyce, po prostu się podoba. Lekarka, z którą rozmawiałem wczoraj, była oczarowana i zachwycona serialem, a sceny pojmania dżina wprost nie mogła się nachwalić. Dziś reszta lekarzy z oddziału przyznała, że też zaczęła oglądać i im się podoba. I naprawdę wszystko im jedno, czy ostatnie życzenie brzmiało tak, czy śmak. :p

o widzisz, MrB – dlatego też mi się podoba. Perły przed wieprze :D!

A co do wszelkiej kolorowości/binarności/cudaczności – pewnie, jeśli ktoś to zgrabnie wplecie w fabułę, to grać to może pięknie (ideał – “Lewa ręka...”). Natomiast coś w stylu Sense8 – jesteśmy zajebiści, bo my som parafilianie – raczej odrzuca! 

Ale Cień tez ma rację – spłycanie oryginału, by przypodobać się hamburgerowym gustom, zakrawa na profanację! Cóż, jeśli tylko tak można dotrzeć do tych... prostaczków?

 

To jak to będzie z Diuną Villeneuve’a??

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

A propos seksu u Sapkowskiego, to ciągle mam w pamięci narzekanie Yen na mężczyzn, którzy po stosunku odwracają się i zasypiają i do tego w nocy pierdzą, kobiety zresztą też. Sapkowski jest intelektualistą z otwartą głową, wpychanie mu na siłę słowiańskości, czy innych intelektualnych i światopoglądowych ograniczeń jest zupełnie nieuprawnione na gruncie jego literatury.

A serial obejrzałem z przyjemnością, dostrzegając oczywiście słusznie wypunktowane ułomności. W jednej scenie jednakże odczuwałem głębokie zażenowanie – to było scena, gdy Jeż unosił się w powietrzu z Pavettą, a Geralt bronił się “recyma” przed nie wiadomo czym wiejącym przez komnaty.

Gdyby mi ktoś pokazał serial z samymi czarnymi ludźmi, gdzie raptem w jednym odcinku występuje dwóch białych, i to pokazanych jako dzikusi z odległej krainy, to chyba niezbyt miałbym ochotę coś takiego oglądać.

Dlaczego? Gdyby akcja działa się w uniwersum opartym na Chinach, to chciałbym oglądać Chińczyków, w przypadku cywilizacji Afrykańskich lub Bliskowschodnich, chciałbym oglądać właśnie takich aktorów, a każdy białas by mi przeszkadzał dokładnie tak samo, jak czarny człowiek w quasi-średniowiecznym uniwersum.

To nie ma nic wspólnego z rasizmem, a ze spójnością. Wybaczyłbym nawet i czarne driady lub nawet czarne elfy, o ile byłoby to spójne (czyli konkretna rasa ludzi odpowiada określonej rasie humanoidów), a tutaj był zupełny random bez składu i ładu.

Mam wrażenie, że najwięcej piany toczy stosunkowo nieliczna grupka fanów prozy Sapkowskiego, która zna sagę na pamięć i spodziewała się nie wiadomo czego po tej adaptacji (a nie ekranizacji – podkreślmy).

Masz rację. Ja w każdym razie do takiej właśnie grupy należę. Moje rozczarowanie jest wprost proporcjonalne to pokładanych oczekiwań.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Wybaczyłbym nawet i czarne driady lub nawet czarne elfy, o ile byłoby to spójne

I jaki płynął by z takiego ukazania postaci sygnał? Że Murzyni to nieludzie? :p

 

 

by mi przeszkadzał dokładnie tak samo, jak czarny człowiek w quasi-średniowiecznym uniwersum.

Hm, a mi w tym quasi-średniowiecznym uniwersum nie przeszkadzają hordy potworów, magia, mutacje, koniunkcje wymiarów i inne cuda niewidy. Stąd stwierdziłem, że i Murzynów zniosę. ;)

 

 

I jaki płynął by z takiego ukazania postaci sygnał? Że Murzyni to nieludzie? :p

To zależy od odbiorcy czy chce się doszukać na siłę podtekstów. Bo jeśliby jednocześnie dla przykładu krasnoludy były białe, a niziołki żółte, to sygnał byłby żaden.

Ale rozumiem co masz na myśli.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

To jak to będzie z Diuną Villeneuve’a??

Oby jednak lepiej niż z Wiedźminem.

Elfy i driady przez pryzmat swej genezy kreują się nam od razu z określonym kompletem cech. Dlatego jednak iście w stronę politycznej poprawności, zakłamanie tego klasycznego obrazu, momentalnie rzuca się w oczy. Kłuje. Co ciekawe, nie przeszkadzało twórcom obsadzić Zerrikanki  również ciemnoskórymi aktorkami, tym razem zgodnie z wyobrażeniem, że pochodzą one z bardziej egzotycznej części świata.

Krasnoludy mało krasnoludowe, takie chuderlawe nieco.

Denerwowały przeskoki w czasie. Zwłaszcza, jeśli nie wyłapało się ich na początku. Nie najlepszy to był pomysł.

Cahir – zupełnie jakby twórcy serialu nie przeczytali książek i nie wiedzieli do czego ta postać zmierza w oryginale.

Ciri – spłycenie wątku rozwoju jakiejkolwiek relacji między nią a Geraltem. Opowiadanie o ich spotkaniu w Brokilonie dawało temu przestrzeń, szkoda, że twórcy to skopali. Ogólnie zgadzam się z opinią, że fragmenty z Ciri wieją nudą. Dorzucenie zbędnego bohatera – elfa – tylko pogłębia wrażenie “zatykania” minut pomiędzy scenami z Geraltem.

Wszystkie punkty Chrościska są trafne w moim odczuciu.

Muzyka słaba. Jedynie intro jako tako brzmi, reszta..? W scenach, w których miała budować nastrój, zwyczajnie go rujnowała. Natomiast jarmarczne rytmy w momentach zbliżenia między Yen a Geraltem sprawiały, że parskałam śmiechem.

 

Moje rozczarowanie jest wprost proporcjonalne do pokładanych oczekiwań.

Tak, niestety moje również. Chociaż sama się sobie dziwię, że jakiekolwiek miałam po nowych SW oraz finale Gry o Tron.

 

6/10 jak ocenił to lk.

Aryo, a czy jest taki serial fantastyczny, który spełnił Twoje oczekiwania? Pytam poważnie, chciałbym znać punkt odniesienia w jakości. :p

Strasznie skupiasz się na ironicznych uwagach w stosunku do krytyków, MrB, co średnio ma sens, bo już naprawdę każdy ma zakodowane, jak Cię bawi, dziwi i chyba irytuje ten brak zachwytów. Proponuję, żebyś zamiast tego odniósł się do konkretnych argumentów Chrościska, które są świetnie wyważone i wyrażone, np. tego:

Powtarzanie w co drugim zdaniu słowa “przeznaczenie” w sposób tak prostacki, że nijak się to miało do stylu Sapka.

Serio Cię coś takiego nie razi? Przecież to jest aż groteskowe. Zrozum, że główny zarzut jest taki, że z wybijających się ponad przeciętność w swoim gatunku książek (brak klisz i świetny, soczysty język, jakim są napisane, doskonałe dialogi) zrobiono przeciętne, “generyczne” fantasy. Jakieś multi-kulti czy parę mankamentów w efektach specjalnych, to naprawdę przy tym drobiazg i wisienka na torcie. Ludziom nie podoba się to, że zepsuto coś, czego zwyczajnie wystarczyło nie zepsuć, przez co brakuje specyficznego “feelingu”, atmosfery książek. A że się dało, widać po grach, które mają ten klimat w dużo większym stopniu, bardzo dużo robią tam choćby dialogi. To paradoks, bo wydaje się, że łatwiej przełożyć odczucia związane z literaturą na serial, niż na grę. Natomiast jeśli Tobie to pasi, to super, masz inny gust lub może książki Sapkowskiego jednak są dla Ciebie typowym fantasy. Nie wiem, może miałeś zbyt mało do czynienia z fantasy-sieczką i nie widzisz różnicy. Żaden zarzut, nawet dla Ciebie lepiej, bo dzięki temu w większym stopniu możesz cieszyć się serialem.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

No pewnie. Gra o Tron była świetna do 5 sezonu włącznie.

Hmm. No ale taka wybiórczość jest trochę nie w porządku. Gra o tron tworzy jakąś całość, a ostatnie sezony to wyraźny spadek formy, z dramatycznym ósmym na czele. Ponieważ Wiedźmin ma sezon póki co tylko jeden, to analogicznie mógłbym powiedzieć, że odcinki ze strzygą, ze smokiem, czy z originem Yennefer były świetne, zaś ten z Renfri przegadany, a ten z Sodden przekombinowany na hollywoodzką modłę.

 

Bailout, słonko, po co tyle agresji? Masz to (nie)szczęście, że właśnie ogrywam Wiedźmina 3 po raz pierwszy i w wątku głównym cały czas odmieniają przez wszystkie przypadki “przeznaczenie” głównie w kontekście Ciri, ale i takiemu Lambertowi zdarzyło się na nie narzekać.

Klimat gry uważam za mocno dyskusyjny. Dialogi są pierwsza klasa, ale o co chodzi z tymi wściekle nasyconymi kolorami? Serial jest pod względem szaty graficznej dużo bardziej powściągliwy, co uważam za atut.

Książka, serial, gra – to formy, które korzystają z nieco innych źródeł przekazu. Paradoksalnie, uważam że to jednak grze dużo bliżej do książki. Serial musiał zamknąć sezon w tych ośmiu godzinach, a gra trwa 170 godzin, z czego wątek główny 50. Widać więc, kto miał więcej miejsca na upychanie smaczków, klimatycznych dialogów, treści. W ogóle jak czuć “feeling” i “atmosferę”, gdy nastawienie do dzieła jest z góry nieprzychylne? Przecież to się jedno z drugim łączy.

Natomiast jeśli raczyłeś się kiedykolwiek fantasy-sieczką bez przyjemności, to przykro mi. W żaden sposób jednak nie daje Ci to prawa traktować mnie protekcjonalnie.

MrB jaka wybiórczość? :D Proszę bardzo, równie dobrze mogę porównać tylko pierwsze sezony GoT-a i Wiedźmina – wciąż szala przechyla się na korzyść tego pierwszego. Co nie znaczy, ponieważ nigdzie tego nie napisałam, że drugi sezon nie będzie lepszy, bardziej przemyślany, dopracowany zarówno na tle fabularnym, montażu czy muzyki. Na pewno poświęcę mu tyle czasu, ile będzie trwał :)

Agresja, misiu pysiu, MrB o.O ? Protekcjonalne traktowanie? Lekki sarkazm ledwie. Co to są moje drobne szpileczki (odnoszące się zresztą do Twoich drobnych szpileczek) przy takiej klasyce gatunku, jak wysyłanie Piotra W. do psiego leża przez Starucha. Ale dobra, upraszam wybaczenia, w trakcie zimowego letargu bywam delikatnie zgryźliwy.

 Co do gier, to akurat chodziło mi o jedynkę i dwójkę, bo jestem w trakcie tej drugiej, a trójki jeszcze nie tykałem, więc nie wykluczam, że jest tam zbyt kolorowo i przeznaczeniowo. A to “z góry nieprzychylne nastawienie” to skąd Ci w ogóle do głowy przyszło, bo nie czaję? Nastawienie miałem przeciwnie – z góry przychylne.

I zwracam uwagę, że przecież nie jadę po serialu jak po burej suce, jest spoko, ma momenty fajowe i momenty średnie. Oglądało się całkiem przyjemnie, więc podejrzewam, że nasze ogólne odczucia są w rzeczywistości dość zbliżone, bo i Ty przecież owego dzieła pod niebiosa, mimo wszystko, nie wynosisz.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

 Co do gier, to akurat chodziło mi o jedynkę i dwójkę, bo jestem w trakcie tej drugiej, a trójki jeszcze nie tykałem, więc nie wykluczam, że jest tam zbyt kolorowo i przeznaczeniowo.

Bailoucie, bardzo dobrze zrobiłeś, że zacząłeś od jedynki. Będziesz trójeczkę smakował, oj będziesz.

Ja nie dostrzegłem przejaskrawienia w grze. Velen jest mroczne, Skelige mgliste i dżdżyste, kolorowo jest tylko w ekskluzywnych dzielnicach Novigradu i we wioskach nieogarniętych wojną, stylizowanych na Zalipie. Superkolorowe i rzeczywiście przejaskrawione jest Toussaint, ale ta cukierkowość/bajkowość jest zamierzona i według mnie uzasadniona.

Przeznaczeniowo? Nie rzuciło mi się to w oczy tak jak w serialu, więc albo było to podane lepiej, albo smakowałem questy poboczne na tyle mocno, że nadmiar “przeznaczenia” z głównej linii fabularnej zdołał się rozwodnić.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Ech. Ja tylko uważam, że ten serial został wykonany po prostu porządnie – ani wybitnie, ani kiepsko – a szereg niedoróbek to pole do popisu dla twórców na kolejny sezon tudzież sezony. I tak gros widzów Netflixa nie czytało sagi, więc mają gdzieś, czy Geralt wędkował na dżina, czy na suma. Obecnie sprzedaż książek za granicą skoczyła, więc serial zrobił swoje i zadziałał jako reklama. Ludzie ciekawi tematu poznają w końcu oryginalną historię Wiedźmina – w taki, czy inny sposób.

 

Aryo, 1. sezon GoT jest świetny, ale ile w nim fantastyki, a ile polityki?

 

Edytka: Chro, wybacz, ale trójka się skrzy i błyszczy do przesady, w każdej lokacji. Jak zrobiłem szybką podróż do kasztelu Barona, to myślałem, że ktoś go podpalił i odpaliła się cutscenka, a to tylko słońce zachodziło. ^^ Widziałem moda na komputerową wersję gry, która tonuje barwy do skali z pierwszej części i to wyglądało obłędnie. Niestety gram na konsoli i chyba nie da rady na nią czegoś takiego załadować. Jeśli mówisz, że Toussaint jest superkolorowe, to aż boję się tam zachodzić, bo to ciągle przede mną. :p

I tak, zadania poboczne nie mają nic wspólnego z przeznaczeniem, ale gdy dosłownie wczoraj zacząłem nadrabiać główny wątek, to mnie nim napastowali jak w serialu.

Niestety gram na konsoli i chyba nie da rady na nią czegoś takiego załadować. Jeśli mówisz, że Toussaint jest superkolorowe, to aż boję się tam zachodzić, bo to ciągle przede mną. :p

Możliwe, że konsola psuje nieco klimat. Grałem na PC i było super. Tym bardziej że masz kontrolę nad ustawieniami grafiki. Na konsoli widziałem w pracy jak koleś grał i rzeczywiście wyglądało troszkę inaczej/słabiej, ale nie wnikałem w szczegóły.

A dodatek w Toussaint, palce lizać. Ale zostaw go sobie na koniec, bo jest wymagający.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

Z tym serialem to trochę tak, jak z większością opowiadań na tym portalu – ani nie można się zachwycić, ani zdecydowanie do kosza posłać. Spory potencjał, ale wady psują efekt :-) 

Obsada była obiektem kontrowersji zanim jeszcze ją ogłoszono i widzę, że wciąż jest, mimo że przecież wszystko poszło należycie. Wszyscy główni bohaterowie są biali i hetero (może to drugie nie odnosi się do Ciri, ale kto wie jak, i czy w ogóle, wątek Mistle będzie poprowadzony). A postacie czwartoplanowe? Obcokrajowiec jako generał tudzież wysoki oficjel na dworze to żadna niezwykłość, czy to jeśli chodzi o fantasy quasiśredniowiecze, czy o prawdziwą historię, więc nie ma powodów, by na dworze Cintry nie było Murzyna. Podobnie nie widzę powodu, dla którego Fringilla nie miałaby być czarna. Tym bardziej Zerrikanki – one nawet powinny być czarne, bo to podkreśla ich egzotyczność. Driady właściwie mogą być białe, czarne, żółte i w kropki bordo, w dowolnych konfiguracjach, biorąc pod uwagę ich sposób rozmnażania się. Czarny elf – no dobra, tutaj widzę społeczno-polityczny podkład. W uproszczeniu: Elfy to inna rasa, a jeśli wśród nich, w obrębie jednej rasy, występują osobniki o różnym kolorze skóry, tak jak u ludzi, to znaczy, że nie należy wyodrębniać owych osobników w żaden sposób, zwłaszcza rasowy :-) 

Zresztą, ów czarny elf był bohaterem kompletnie zbytecznym, tak potrzebnym fabule, jak pełna płyta wiedźminowi :-) 

Nie narzekam więc na etniczny skład obsady, bo nie ma on żadnego znaczenia dla fabuły, klimatu, czy wymowy serialu. A jeśli chodzi o poszczególnych aktorów... 

Niektóre postacie wyobrażałem sobie inaczej, ot choćby Triss, która, nie wiem dlaczego, wygląda jak czterdziestoletnia chłopka, albo Vilgefortz, który nijak ma się do superpotężnego, przeinteligentnego, ogarniętego obsesją władzy czarodzieja. Ale może twórcy serialu będą chcieli rozwinąć te postaci w zupełnie innym kierunku, niż oryginał. Mają prawo. Ogólnie jednak aktorzy trafieni. Zaryzykuję nawet twierdzenie, że włącznie z Cavillem. Istotnie, facet mówi jak Batman i gra dwoma grymasami: Terminatora, oraz kogoś, kto cierpi na okropne zatwardzenie. Tylko gdy się solidnie wkurza, wygląda w miarę naturalnie. Ale widziałem go w paru filmach i o ile żadnym wybitnym aktorem nie jest, to coś tam zagrać potrafi. Wygląda więc na to, że robi drewnianego kloca zupełnie celowo. Dlaczego? Pojęcia nie mam. Może po to, by w kolejnych sezonach go emocjonalnie i ekspresyjnie rozwinąć? Póki co jednak, gdy po raz czternasty widzę i słyszę, jak z refluksową miną wymrukuje "Yen..." to sam dostaję zgagi.

Do obsady nie mam więc specjalnych zastrzeżeń. Poza jedną rzeczą, ale o tym później, bo z czego innego wynika. 

Jak na serial na podstawie, a nie ekranizację lektury, rzecz stosunkowo mocno trzyma się fabuły opowiadań. Zmiany... 

Poprowadzenie trzech odległych czasowo wątków bez wyraźnego tego zaznaczenia było posunięciem, bo ja wiem, odważnym i wymagającym. Z jednej strony wielu widzów może się od tego odbić, ale potrafię sobie wyobrazić, że układanie fabuły do kupy może sprawić nielichą przyjemność komuś, kto książki nie zna. Zatem nie wiem, czy to zabieg udany był, czy nie, bo znając całą historię pozbawieni jesteśmy elementu "Aaa, więc to o to chodzi!".

Drobne zmiany w stosunku do fabuł opowiadań w poszczególnych odcinkach czasem były zrozumiałe (na przykład gówniana śmierć Eycka pozwoliła zaoszczędzić na kosztownej sekwencji walki ze smokiem) ale głównie bezsensowne. Bo albo niczego konkretnego nie wnosiły (jak Triss wynajmująca wiedźmina na strzygę) albo były szkodliwe dla przekazu ("Mniejsze zło") Po co więc było grzebać w drobiazgach, skoro miało się znakomity gotowiec? Bo jeśli chodzi o zmiany poważne, to źle nie jest. Wątek Yennefer bardzo dobry. Mimo, że to raczej typowa origin story, to jednak powoduje, że Yennefer jest bogatsza, ciekawsza i po prostu fajniejsza niż w książce, zwłaszcza że gra tej aktorki o niemożliwym do zapamiętania nazwisku zacnie postać ożywiła. Wątki drugoplanowych, ale kluczowych postaci (Vilgefortz, Cahir), choć inne niż w powieści (jak mówiłem to żadna wada) dobrze rokują. Zakończenie bitwą o Sodden też niezłe (na etapie pomysłu, bo wykonanie gorsze) Motyw w dopplerem to też fajna rzecz. Ale i są poważne minusy – największy to kompletny brak pomysłu na wątek tułaczki Ciri i totalnie zbędny (w zaprezentowanej postaci) motyw Brokilonu. 

Ale ogólnie na fabułę narzekać nie będę. Dużo, więcej niż się spodziewałem ostało się z pierwowzoru, jest ciekawie (choć zdarzają się i mielizny) jest wciągająco. No i, mimo słowa "przeznaczenie" użytego czterysta pięćdziesiąt trzy razy, niezbyt prosto i niezbyt łopatologicznie, zwłaszcza zważywszy target. 

Pod względem fabuły, jako adaptacja początków wiedźmińskiej sagi, serial daje radę. Ba, jest lepszy, niż się spodziewałem. Jego słabości leżą gdzie indziej...

 

Na psa urok, ale mi elaborat wychodzi. A miało być zwięźle. Dobra, dodaję to co mam, bo telefon pada, reszta później. I muszę w końcu zacząć pisać komentarze w Wordzie, a nie wklepywać bezpośrednio. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Okej, w sumie założyłam temat, to też wypadałoby się wypowiedzieć. :P

 

Jak dla mnie serial ma swoje momenty, ale tak całościowo na razie jest dość średnio. Przede wszystkim czuć pośpiech, bardzo mało jest takich spokojniejszych scen, które pozwoliłyby widzowi zanurzyć się w tym świecie. Widać, że chcieli obskoczyć jak najwięcej wątków na przestrzeni ośmiu odcinków, a wcale niekoniecznie się to sprawdzało. Na przykład w drugim odcinku mamy i “Kraniec świata”, i wprowadzenie postaci Yennefer, przez co żaden z wątków nie wybrzmiewa tak, jak powinien. Trzeci odcinek już lepiej wydobywa paralele między postaciami (odczarowanie strzygi, przemiana Yennefer) i wtedy ta wielotorowa formuła serialu faktycznie działa. Ale też spokojnie można było zwolnić tempo i postawić w pierwszym sezonie na ekspozycję, a nie tak pędzić z akcją.

Cavill całkiem na plus jako Geralt, aktorsko może trochę mało elastycznie, ale widać, że czuje postać. Bardzo dobrze wypadły też Tissaia, Renfri i Ciri; za to takie postacie jak Foltest, Filavandrel czy Toruviel niestety dość nijako (chociaż elfy może nie tyle aktorsko, co scenariuszowo). Mam mocno mieszane uczucia co do Yennefer; dla mnie to po prostu zupełnie inna postać niż książkowa czarodziejka, brakuje mi tej charyzmy, chłodu, temperamentu. Jestem chyba jedną z nielicznych osób, którym pasuje serialowa Triss, zbyt dużo czasu ekranowego nie miała (no, na pewno więcej niż w opowiadaniach :P), ale myślę, że jest potencjał na kolejne sezony.

Ogólnie mogło być dużo lepiej. Zabrakło mi w tym wszystkim takiego rozbudowanego tła, głębi, niejednoznaczności (okej, to pierwsze jeszcze można ewentualnie usprawiedliwić bardziej kameralnym charakterem opowiadań). Na pewno dialogom przydałoby się więcej lekkości, humoru i pazura. A całemu serialowi jakaś chwila oddechu, która pozwoliłaby się faktycznie wczuć w tę opowieść. Zdecydowanie wolałabym spokojniejsze, bardziej nastrojowe wprowadzenie.

Z takich scen WTF u mnie wygrywają węgorze z Aretuzy. :P

Na pewno dialogom przydałoby się więcej lekkości, humoru i pazura.

Święte słowa. I zaraz byłoby więcej Sapkowskiego w Sapkowskim.

A węgorze faktycznie cudaczne i etyczne jak jasna cholera.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Dopiero teraz skończyłem serial, więc nic nowego za bardzo nie powiem. Ogólnie: zgadzam się, że serial 6/10, fajnie by było, gdyby udało się zrobić go lepiej, ale mogło też być o wiele gorzej.

 

Zdecydowanie nie zgodzę się, żeby pochodzenie aktorów stanowiło duży problem. Wręcz byłem miło zaskoczony, bowiem nie zauważyłem czarnych królów, wieśniaków, zwykłych mieszczan, żołnierzy oraz arystokracji. Czarni aktorzy wcielają się w dworzan (nic dziwnego, w czasach historycznych władcy często “zatrudniali” przybyszy z dalekich krain), najemników i magów, czyli w postacie niezależne, mogące daleko podróżować i gdzie kolor skóry nie burzy porządku świata, bo normy społeczne są dużo mniejsze.

Amerykanie są jacy są, bez jakiegoś tam blackwashingu by nie przeszło, ale ogólnie ktoś miał tyle oleju w głowie, by przypilnować, by był on ograniczony właśnie do takich osób i to jest na plus.

W szczególności, jeśli ktoś patrząc na wszystkie fatalne zmiany, jakim poddano Fringillę w stosunku do książek, skupia się właśnie na kolorze jej skóry – to powiedziałbym, że ma problem :)

ironiczny podpis

Taka mała uwaga, że wspomniany przez Ciebie klucz dobierania postaci nie obejmuje czarnego elfa i driad.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

No nie do końca właśnie. Zarówno elfy, jak i driady, kiedyś zajmowały sporą część świata. Sapkowski nic nie wspomina o różnych grupach etnicznych wśród elfów, krasnoludów itd., ale to prawdopodobnie ze względu na przejrzystość. Skoro już sam fakt bycia nieludziem skutkuje prześladowaniem, a dodatkowo mamy różne rodzaje nieludzi reprezentujące różne grupy etniczne, to dalsze rozróżnianie kolorem skóry i tworzenie podgrup podgrup byłoby redundantne.

Tym niemniej, ma sens, że rasa dominująca Kontynent przed ludźmi byłaby zróżnicowana w stopniu podobnym, co ludzie, prawda? Z kolei przegrane wojny z ludźmi, pogromy, wysiedlenia – to wszystko oznacza masowe migracje. Na przykład wyobrażam sobie, że Brokilon, jako ostatnie niezależne terytorium Driad, przyjmował uciekinierki i uchodźczynie z wielu innych miejsc przez ostatnie ponad tysiąc lat.

 

I jeszcze raz ponowię swój argument, wcześniej zastosowany odnośnie Fringilli. W książkach Sapkowskiego brokilońskie driady są moralnie skomplikowane. Z jednej strony ze względu na agresję ludzi znalazły się w trudnej sytuacji, jeden zły ruch i mogą zostać zniszczone, co uzasadnia militaryzm. Ale z drugiej strony, porywają dziewczynki, żeby zrobić z nich driady i się wzmocnić, jednocześnie zmuszając wybranych mężczyzn do prokreacji.

Co zrobili twórcy serialu? Przecież nie byłoby politycznie poprawne pokazać tę grupę dzielnych amazonek jako porywaczki i gwałcicielki. Więc zamiast tego wątek naturalizacji dziewczynek jest porzucony, driady pozwalają uchodźcom zapomnieć o koszmarach wojny. Zamiast zabić Darę drugą strzałą, dostaje on w ramię, a driady później go bezinteresownie leczą. Najgorsze, co driady robią w serialu, to zastanawiają się, czy rozsądniej będzie wydalić Ciri, żeby uniknąć nilfgaardzkiego ataku, czy zatrzymać ją jako kartę przetargową – co ostatecznie nie ma żadnego znaczenia, bo choć wygrywa opcja druga, to i tak pozwalają jej odejść bez żadnych oporów. Ba! pozwalają również odejść Darze.

I to jest problem. Takie traktowanie spłyca stosunki międzyrasowe, które w Sadze są ważnym, stale przewijającym się w tle wątkiem. A na co zwracają uwagę ludzie? Hurr durr czarne driady.

ironiczny podpis

Jak dla mnie serial spoko, ale zabiegu z mieszaniem w liniach czasowych i fabularnych nie rozumiem. Tylko utrudnia odbiór, szczególnie jeśli ktoś jest z Wiedźmakiem obeznany.

Za to Toss a coin to your Witcher fajne ;D

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

@Issander – właśnie!

To mi w driadach nie pasuje,  a nie ich kolor!

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

Też się zgadzam, Issanderze, że co by nie mówić o kwestiach etniczno-rasowych, to są to drobiazgi przy wspomnianych przez Ciebie kwestiach.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Miałem dokończyć, a zabrałem się za czytanie grudniowych dopiórkowych opek i zapomniałem :-) 

Czyli – pomysł na adaptację, fabuła, obsada, klimat, zawartość wiedźmina w Wiedźminie jak najbardziej cacy. Natomiast serial słabuje w warstwie realizacyjnej. Przede wszystkim wygląda jakby miał albo za niski budżet, albo źle wykorzystany. Choćby wspomniany przez brak tła, przestrzeni – zupełnie nie czuje się tego, że opowieść toczy się na przestrzeni lat, na wielkim obszarze, w wielu królestwach. Wrzucanie od czasu do czasu widoczków z dorysowaną wieżą w tle nie załatwia sprawy – rzecz wygląda, jakby większość plenerowych scen była kręcona w jednej gminie (tak zapewne było) a poszczególne (sory za niefachowe wyrażenie) lokacje są bardzo ciasne. Ledwie trzy miejskiej uliczki (jedna w Cintrze i dwie w Blaviken) kiepsko i ubogo wykonane wnętrza, które przywodzą na myśl seriale fantasy z lat dziewięćdziesiątych, typu Xena (choć tam, ze względu na pastiszowy charakter, tandeta dekoracji w ogóle nie raziła) i przede wszystkim nieszczęsny Brokilon, który rozmiarem, ilością plastikowych roślin i specyficznym oświetleniem przypominał, wypisz wymaluj, ogródek piwny pewnej knajpy w moim miasteczku. Sprawa proporcji przewija się cały czas – ot choćby buntownicze siły, mające zagrozić pozycji Foltesta, składające się z kilku brudnych górników.

Jeszcze wracając do kwestii obsady, a właściwie pomysłu na poszczególne rasy – Elfy to ludzie z doklejonymi uszami, a krasnoludy są grane przez karłów. Tanio, to fakt, ale niestety i tandetnie. Elfy są zupełnie odarte z charakteru, a przecież wcale nie trzeba bawić się w kosztowne charakteryzacje – we "Władcy Pierścieni" specyficzne stroje, muzyka, oświetlenie robiły za całą "inność" elfów. Że elfy ze świata wiedźmina to cień tych tolkienowskich i niewiele zostało z ich baśniowej szlachetności? Fakt, ale, że pozwolę sobie przytoczyć piórkowy cytat:

Matylda Towrin bardzo różniła się od elfickich markietanek, smukłych i płaskich, oddających swe przeraźliwie chude ciała za pół kromki chleba. Rajmund niejeden raz dumał, jak one to robią, że w spojrzeniach mają tyle pogardy. Nawet doszczętnie zbrukane, świadcząc swe usługi w haniebnych pozycjach, wciąż patrzyły wyniośle.

Da się coś podobnego zagrać? Da. Nie trzeba pieniędzy na odjechane kostiumy i charajteryzację, wystarczy trochę aktorstwa.

To samo z krasnoludami i niziołkami – kilka wcale nie kosztownych sztuczek powodowało, że mogli ich grać normalni aktorzy. I rzecz wyglądała dużo naturalniej, bo w tym momencie krasnoludy Yarpena to trochę jak, z całym szacunkiem, grupa inwalidów barwiąca się w cosplay.

Moment kulminacyjny – bitwa o Sodden – pomyślany nieźle, bo obrona twierdzy jest tańsza do zrealizowania i może być rownie emocjonująca co walna bitwa. Ale wykonanie już kiepskie. Są momenty (niektóre akcje czarodziejów na przykład) ale ogólnie rzecz nie wypada najlepiej. Dlaczego praktycznie nie ma tam załogi, tylko kobiety i dzieci? Dlaczego nieba widać zorganizowanego, dobrze dowodzonego oblężenia tylko robiących za armatnie mięso, identycznie odzianych w kutafonitowe zbroje, identycznie i nieadekwatnie do sytuacji uzbrojonych Nilfgardczyków, łażących dookoła (wypisz – wymaluj szturmowcy)? Dlaczego Vilgeforz zachowuje się jak idiota? I tak dalej... 

A wszystko nie miałoby większego znaczenia, gdyby serial był lepszy realizatorsko. Odpowiednia praca kamery chociażby, zdjęcia, montaż, aktorstwo i nawet z kameralnych i oszczędnych finansowo scen dałoby się wycisnąć mnóstwo dynamiki czy dramatyzmu i spowodować, że widz nie kręciłby nosem na niedoróbki. 

Dlatego myślę, że serial jest raczej przeciętny i, zważywszy rozwój techniki filmowej, realizatorsko nie odbiega zanadto od takiej Xeny chociażby. A to spory minus, bo Xena to lekka, komediowa przygodówka dla rodziny, nie coś śmiertelnie poważnego. 

A tak na marginesie – ktoś oglądał Wiedźmina z dubbingiem? Ja widziałem pierwszy odcinek i zrezygnowałem, bo jak to u mnie z dubbingiem bywa, kompletnie mi to nie grało. Ale wydaje mi się, że dialogi w polskiej wersji były miejscami identyczne z książkowymi, więc może warto się przełamać i obejrzeć całość z polskim dubbingiem? 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Oglądałem z dubbingiem, Thargone i nie jest to niestety poziom porównywalny w jakimś stopniu do dialogów z książek, aczkolwiek nie ma tragedii. Pod Twoimi uwagami podpisuję się zaś wszystkimi mackami. Wszystkie te rzeczowe argumenty, Twoje, Chrościska i wiele innych, dowodzą, że naprawdę nikt tu się nie czepia serialu dla samego czepiania. Co więcej, ja nadal gorąco mu kibicuję i liczę na to, że będzie lepszy z sezonu na sezon.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Dzień dobry...

Patrząc na daty najbardziej ożywionej dyskusji na temat najnowszej ekranizacji Wiedźmina, można odnieść wrażenie, że ten mój komentarz jest, co najmniej, odrobinę spóźniony. Jednak gdy wczoraj przeczytałem, że Wiedźmin jest najchętniej oglądanym pierwszym sezonem serialu Netflixa, naszła mnie pewna refleksja i odpuścić nie chciała. Nie mogąc się zatem jej pozbyć, zdecydowałem się nią podzielić.

Gdy pierwszy raz przeczytałem w fantastyce z grudnia 1986 roku opowiadanie "Wiedźmin": byłem zachwycony. Zachwyt był tym większy, że dobra literatura w księgarniach była w tych czasach zjawiskiem równie rzadkim, jak dzisiaj film całkowicie pozbawiony "poprawności politycznej". Potem, przez lata, rozwijała się postać Wiedźmina i poznawaliśmy coraz lepiej otaczający go świat. W końcu poraziła nieznana wcześniej odsłona tego bohatera za sprawą filmu z początku naszego wieku (nie wiem, czy warto było). Jeszcze później były gry i w końcu serial Netflixa, który generalnie mi się podobał, choć nie sposób nie zgodzić się z przynajmniej częścią przedstawionych w dyskusji na jego temat zastrzeżeń.

Wydaje mi się jednak, że serial jest po prostu dzieckiem swojego czasu, a raczej miejsca i czasu. Produkcja musiała się zwrócić, a żeby to nastąpiło, musiała przypaść do gustu kręgowi odbiorców szerszemu, niż ci, którzy przeczytali książki. Za tą cenę będziemy mogli obejrzeć kolejne sezony dopakowanej finansowo sagi o Wiedźminie i ja się z tego cieszę. Z ogromną przyjemnością obejrzę świat, który wiele lat temu mogłem jedynie tworzyć wyobraźni, czytając książki. Jestem w stanie jakoś przeżyć fakt, że jego fabuła będzie czasem odbiegać od tego, co kiedyś miałem przyjemność czytać. Wydaje mi się, po prostu, że Wiedźmin przez ostatnie trzydzieści cztery lata dorósł i stał się samodzielny. Wszedł na światowe salony i żyje własnym życiem. Nie należy się zatem dziwić, że jego szaleństwa w Hollywood nie zawsze nawiązują do książkowego pierwowzoru. Stał się marką samą w sobie, znakiem firmowym, po który filmowcy i twórcy gier, mam nadzieję, chętnie będą sięgać. Jeśli będą to dobre, przemyślane produkcje , trzymające klimat i poziom książek (według mnie omawiany serial Netflixa w znacznej mierze spełnia te kryteria), to swoim subiektywnym zdaniem, nie zamierzam się oburzać na fabularne odstępstwa od książkowego oryginału.

Za tą cenę będziemy mogli obejrzeć kolejne sezony dopakowanej finansowo sagi o Wiedźminie i ja się z tego cieszę.

Otóż to. Można kręcić nosem na niedociągnięcia, ale pierwszy sezon najważniejsze zadanie spełnił – ludzie chętnie oglądają, więc następne sezony będą produkowane, zapewne (miejmy nadzieję) bardziej dopracowane, dopieszczone, bogatsze. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Jaka fajna dyskusja, zostawię bezsensowny komentarz w celu zasubskrybowania i niezgubienia wątku, a przez weekend coś tu  napiszę, albowiem obejrzałam :D

My – ja i Nieja – podjęliśmy czas temu jakiś masochistyczną próbę obejrzenia GoT od początku do końca i już po (ponownym) obejrzeniu kilku odcinków pierwszego sezonu mam ochotę założyć publiczną petycję pod tytułem: “Panie Cavill, proszę w drugim sezonie Wiedźmina przestać grać Arnolda Schwarzeneggera grającego terminatora, który gra Geralta, a zamiast tego spróbować zagrać Nikolaja Coster-Waldau grającego Jamiego Lannistera, który gra Geralta.”^^

Dla mnie wynikiem różnicy między tym, jaki jest Geralt Cavilla, a jaki być on naprawdę powinien, jest właśnie Nikolaj w GoT. Cholera, ten koleś nawet będąc nie-wiedźminem w nie-wiedźmińskim uniwersum jest pisiąt razy bardziej geraltowaty niż Henry w wiadomej roli.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Otóż to. Można kręcić nosem na niedociągnięcia, ale pierwszy sezon najważniejsze zadanie spełnił – ludzie chętnie oglądają, więc następne sezony będą produkowane, zapewne (miejmy nadzieję) bardziej dopracowane, dopieszczone, bogatsze.

Owszem, będą bogatsze i może bardziej dopieszczone, ale nie łudzę się, że w większym stopniu zbliżą się do oryginału. Skoro sukces odniosła produkcja właśnie w takiej formie, to dlaczego mieliby zmieniać podejście? Poza tym showrunner też ma swoje ego. Może z Sapkowskim prowadzać się za rękę, ale na końcu i tak zrobi to po swojemu.

"Wolność polega na tym, że możemy czynić wszystko, co nie przynosi szkody bliźniemu naszemu". Paryż, 1789 r.

A propos ego, to Sapkowski, połechtany pochlebstwami, może też sam siebie przekonywać, że jest świetnie i tak, jak powinno być. Już coś przebąkiwał o “arcydziele”.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Owszem, będą bogatsze i może bardziej dopuszczone, ale nie łudzę się, że w większym stopniu zbliżą się do oryginału.

Nie muszą. To serial na podstawie, nie ekranizacja lektury szkolnej. I tak, według mnie, zaskakująco mocno trzymają się oryginalnej fabuły. A to odwazna akcja, bo wyjątkowo łatwo narazić się wtedy na krytykę typu: "twórcy nie są w stanie oddać ducha oryginału, nieudana próba dorównania literackiemu pierwowzorowi" i tym podobne. Serialowi bardziej zaszkodził zbyt mały rozmach (co raczej normalne w przypadku pierwszego, niepewnego jeszcze sezonu) niż zmiany fabularne. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Tylko nie zrozumiem nigdy, jak można wziąć spójną całość, jaką jest “mniejsze zło” i poszatkować na niezrozumiałą całość, jaką jest pierwszy odcinek i akcja pt. “Chaos w Blaviken, są w lesie, ona idzie rano, on mówi – Jarmark i fuck”.

No proszę – nie odzierajcie opowiadań z kontekstu, bo stają się niezrozumiałe.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Podstawowe problemy, których nie moge przeboleć:

 

Brokilon – jak wrzód na d...  nie dośc, że przesunięty w czasie nie tam gdzie być powinien, co kłądzie zakończenie ze względu na całkowity brak relacji geralt-Ciri, to jeszcze wygląda jakby był przesunięty geograficznie na południe od Jarugi co pociąga ze sobą cały szereg komplikacji – zakładam, że będą udawali, że nic sie nie stało, bo tego co tu zaserwowano nie da się wyjasnić, a zmiana położenia Brokilonu uwaliła by cały Chrzest Ognia...

 

nieszczęsny Brokilon, który rozmiarem, ilością plastikowych roślin i specyficznym oświetleniem przypominał, wypisz wymaluj, ogródek piwny pewnej knajpy w moim miasteczku.

Kręcili to w prawdziwym pięknym lesie na wyspach kanaryjskich, a potem spieprzyli tym oświetleniem całkowicie.

 

robienie z Yennefer głównej bohaterki, którą nigdy nie była – wymaga to sporo fanfikowania i siłą rzeczy wypada kiepsko – zwłaszcza gdy się ją wpycha nawet do sceny, w której nie ma dla niej miejsca i faktycznie jej nie ma “WHo is Yennefer?” Bitch please...

Wątek Ciri jest daremny – nic ciekawego się w nim nie dzieje i własnie dlatego Sapkowski go nie opisywał, ale scenarzyści wiedzieli lepiej...

Tam gdzie się trzymają opowiadań bywa całkiem nieźle, tam gdzie od nich odchodzą jest kiepsko i nudnawo.  Teoretycznie w kolejnym sezonie mogłoby być lepiej, gdyby się trzymali książek, ale wszystko wskazuje na to, że dostaniemy znowu sporo fanfikowania.

 

Aha – muzyka jest (zdecydowanie) lepsza w polskim serialu, Kraniec Świata jest lepszy w polskim serialu, Granica Możliwości jest lepsza w polskim serialu (tak, smok także), krasnoludy są lepsze w polskim serialu i zakończenie też jest lepsze w polskim serialu.

“Tekst ma się bronić sam. Pewnie, tylko bywa tak, że nie broni się on nie ze względu na autora, tylko czytelnika" --- Autor cytatu pragnie pozostać anonimowy :)

Wreszcie i ja wczoraj wieczorem ukończyłem oglądanie :) Nie mam teraz czasu, żeby się szczególnie rozwodzić nad tym, co myślę i na pewno jeszcze do tego wątku wrócę, ale tak na szybko mogę powiedzieć, że jako widz, który:

→ czytał tylko opowiadania (i półtora tomu sagi) i to jakieś 13-14 lat temu i nigdy nie wracał,

→ chociaż postać Wiedźmina lubi, po prostu saga mu nie podeszła (do opowiadań nie ma startu), a do raz przeczytanych książek zazwyczaj nie wraca,

→ grał tylko w trochę w pierwszą z serii gier o Wiedźminie,

→ nie jest więc wielkim fanatykiem Wiedźmina,

→ w związku z tym nie miał przesadnie wygórowanych oczekiwań

że serial jest do obejrzenia, ma dobre momenty, ma gorsze momenty, ale summa summarum to jednak takie 6,5/10.

Szczerze mówiąc jestem z jednej strony w na tyle komfortowej sytuacji, że nie pamiętam bardzo szczegółowo materiału źródłowego, więc rozjeżdżanie się z fabułą książek nie jest dla mnie karygodne (bo nawet w wielu miejscach nie jestem w stanie tego rozjeżdżania się stwierdzić), a z drugiej pamiętam na tyle dużo, że jestem w stanie oczekiwać tego, co się wydarzy, albo wypełniać ewidentne luki i niedociągnięcia serialowej opowieści. A mimo wszystko nie zostałem porwany.

 

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Uczciwe 6,5/10 od niefana.

Więc 5/10 od fana jak dla mnie uzasadniona!

 

Ale i tak czekam na 2 sezon :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Rozpisałem się trochę więcej tutaj:

http://filmozercy.com/wpis/wiedzmin-2019-spoilerowa-recenzja-serialu

Przy okazji też o polskim serialu:

http://filmozercy.com/wpis/nostalgiczna-niedziela-89-wiedzmin-2001-2002

 

Mimo wszystkich problemów produkcji Netflixa, nie ma obecnie żadnych filmów/seriali, na które czekałbym bardziej.

No ale ja jestem fanatycznym wyznawcą, więc...

“Tekst ma się bronić sam. Pewnie, tylko bywa tak, że nie broni się on nie ze względu na autora, tylko czytelnika" --- Autor cytatu pragnie pozostać anonimowy :)

Spoko recenzje yes

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Bez zbędnego wdawania się w szczegóły (bo te zostały już lepiej i ładniej omówione), dla mnie serial to takie 5,5 – 6/10.

Ja jednak nie o tym :)

Nurtuje mnie jedna rzecz, a raczej pytanie, czy tylko mnie pewna kwestia zakłuła w oczy, czy może ktoś jeszcze zwrócił na to uwagę?

W odcinku polowania na smoka, jedną z grup stanowi kilku krasnoludów.

Tutaj mała dygresja – nie jestem wielkim fanem fantastyki.  Żeby to lepiej zobrazować: książki o Wiedźminie przeczytałem chyba ze trzy razy, bo mi się zwyczajnie podobały. Gry o Tron nawet nie zacząłem,  nie moje klimaty. Władcę Pierścieni obejrzałem bez większego entuzjazmu, za każdym razem czekając na końcową bitwę. Hobbita zmogłem w męczarniach, więc do dwójki nawet nie podchodziłem. Opowiadania ze Świata Dysku tez okazały się nie moją bajką.

A piszę to wszystko po to, żeby zaznaczyć, że nie siedzę w fantastyce, mówiąc najogólniej, więc może po prostu moje założenie jest błędne.

A o co chodzi? Mianowicie o to, że w Wiedźminie krasnoludami są karły.

I kolejna dygresja (być może skażona Władcą Pierścieni) – moje wyobrażenie krasnoluda to niewysoki, krępy, bardzo silny osobnik, z krzepą pozwalającą na wywijanie, bez większego wysiłku, ciężkim młotem lub toporem. Osobnik, któremu natura poskąpiła wzrostu, ale nadrobiła siłą i wrodzonymi predyspozycjami do walki.

I teraz zestawcie to sobie z człowiekiem dotkniętym Achondroplazją – krótkie kończyny i szpotawość kolan (przez to karły charakterystycznie chodzą, bujając się na boki – chód kaczkowaty) to z całą pewnością nie są atrybuty doskonałego wojownika.

Co ciekawe, Yaren Zigrin wygląda nieźle. Jest może trochę za „wiotki” jak na krasnoluda (prawdopodobnie kolejne skażenie filmowym Gimlim), ale w porównaniu do towarzyszy, prezentuje niemal wzór postaci.

Oglądając ten odcinek nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że producenci zwyczajnie zrobili sobie jaja, i nie potrafiłem już poważnie go traktować.

Stąd moje pytanie: czy ktoś z Was miał podobne odczucia, czy to ze mną jest coś nie tak? :)

Tak, masz całkowitą rację, krasnoludy w serialu są klasycznie, niskobudżetowo schrzanione.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Tak jest. I, szczerze mówiąc, nie spodziewałem się po twórcach odstawienia takiej kaszany. Jak dla mnie to największy minus serialu. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Nie driady?

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

Wątek Brokilonu był tam na siłę i niepotrzebny (chyba, że w drugim sezonie jakoś ładnie to rozwiną) a sam las wyglądał jak dekoracje z teatru telewizji. Ale driady były okej. Natomiast karły w rolach krasnoludów... To tak, jakby ktoś, kto tworzy serial na podstawie klasyki fantasy (tak, myślę, że "Wiedźmina" można nazywać już klasyką fantasy) o fantasy pojęcia w ogóle nie miał. Bo budżet to żadne wytłumaczenie – w serialu "Once upon a time", który miał budżet niższy od wiedźmińskiego, siedmiu krasnoludków (tych od Królewny Śnieżki) grali niscy i krępi aktorzy, a odpowiednia praca kamery powodowała, że w ujęciach z aktorami "normalnego" wzrostu wydawali się jeszcze niźsi. I wyglądało to porządnie i naturalnie. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Właśnie to mnie najbardziej zdziwiło. Nawet jeśli faktycznie nie mieli już ani centa na “zrobienie” prawdziwych krasnoludów, to moim zdaniem lepiej byłoby sobie w ogóle darować ich obecność w odcinku.  Bo oglądając te karły , czułem się,  jakbym oglądał kiepską parodię Wiedźmina.

Obejrzane. Jako serial fantasy całkiem znośne. Jako ekranizacja opowiadań Sapka koncertowo spieprzone. Kto  w Netflixie wpadł na pomysł: Mamy kilku scenarzystów, na pewno wymyślą coś lepszego niż to co napisał Sapkowski???

Fabuła niektórych opowiadań, jak “Kraniec świata” z diabłem, w ogóle została olana i spłaszczona do nic nie znaczącego tła do tego co sami wymyślili o innych wątkach (” Oddaliśmy im pieniądze i nas puścili” – masakra). A to co sami wymyślali często jest po prostu bez sensu.

Mieli gotowca. Wystarczyło opowiadania wiernie przenieść do serialu. Nie zmieniać dialogów, bohaterów i byłby świetny serial. A oni nawet z rycerza Trzy Kawki potrafili zrobić smęcącego dziada a z fajnej rozmowy z Geraltem w karczmie smętną gadaninę. Nasz Chyra okazał się nieosiągalnym poziomem.

Drugą serię obejrzę raczej z powodu, że nie ma dobrych seriali fantasy.

Jak na razie, najlepszą ekranizacją Wiedźmina pozostaje dla mnie gra, która, o ironio, nie pokazuje wydarzeń z książek, ani do miana ekranizacji nigdy nie pretendowała.

"Nic mnie nie zmusi dzisiaj do biegania, mimo wszystko znów zasiadam zaraz do pisania."

Nowa Fantastyka