- Hydepark: Błędy translatorskie

Hydepark:

książki

Błędy translatorskie

Czy mieliście kiedyś tak, że jakość przekładu kompletnie zepsuła Wam przyjemność z lektury?

 

Stoi u mnie na półce opasłe tomiszcze – “Bestia w jaskini i inne opowiadania” Lovecrafta, wydawnictwo Zysk i S-ka, przekład Roberta P. Lipskiego. Pierwsze opowiadanie, pierwsza strona – i zdanie, z którego wynika, że bohater był dumny, że spanikował, podczas gdy w angielskim oryginale, w który dla spokoju ducha nie omieszkałem zaraz spojrzeć w Internecie, było dokładnie odwrotnie. Sama logika podpowiada zresztą, że coś tu nie gra, dlatego dziwię się, że korektor to przegapił. Książka na razie wróciła na półkę.

Pół roku wcześniej, “Opowieści niesamowite” Poego. Któryś z panów tłumaczy – Leśmian albo Wyrzykowski, brak informacji, który z nich odpowiada za które opowiadanie – notorycznie mylił dusk z dawn. Jakby tego było mało, w “Królu Dżumcu” bohater zwany Udźcem jakimś cudem zmienił się w bohatera, którego towarzysz zwał Udźcem (cytat niedokładny, z pamięci), przez co już na samym początku straciłem orientację, o którym z dwójki protagonistów jest w danej chwili mowa.

Zdaniem Stefanii Wortman, pierwszej polskiej tłumaczki “Czarnoksiężnika z Krainy Oz”, watering cabbages to zmywanie kubków.

Gram sobie teraz w “Whispered World”, całkiem fajną przygodówkę point&click, i tam też są niezłe kwiatki. Słyszalne w angielskim audio There goes my suspicion... pan tłumacz przełożył jako sprawdza się moje podejrzenie..., a you were too fast asleep jako za szybko zasnąłeś. Brawo, chylę czoła. Wygląda na to, że gracz korzystający z polskich napisów gra niejako na wyższym poziomie trudności, niż gdyby korzystał z wersji angielskiej.

I tak teraz siedzę i się zastanawiam – dlaczego ktoś, kto bierze za tłumaczenie pieniądze, odwala taką fuszerkę? Rozumiem, można nie znać pewnych wyrażeń czy zwrotów, ale jeśli w przekładzie ze zdania wynika coś zupełnie przeciwnego niż powinno, biorąc pod uwagę kontekst, albo wręcz staje się ono zupełnie pozbawione sensu, to chyba nawet średnio rozgarnięta małpa zorientowałaby się, że coś jest nie tak i zapytała kogoś bardziej kompetentnego albo sprawdziła kłopotliwe wyrażenie w Internecie.

Czy jedynym sposobem na uniknięcie czytelniczej frustracji jest czytanie w oryginale? Co wtedy, gdy oryginały są trudno dostępne?

Komentarze

obserwuj

Tłumacz, jak każdy, popełnia błędy. Nie da się pracować z tekstami wiele godzin dziennie przez ileś tam lat i nie popełniać błędów, zwłaszcza że terminy gonią. Jeśli dostajesz tekst bezbłędny, to znaczy, że został dobrze sprawdzony przez innych. Trzeba brać poprawkę, że każde tłumaczenie jest niedoskonałe i tyle.

Mnie bardziej denerwują sytuację, gdy błędy są wytknięte, a wydawca nie ma zamiaru ich poprawić. Polskie tłumaczenie “Gry o tron” powstało na nieostatecznej wersji tekstu i mnóstwo rzeczy się tam nie zgadza. Zostało kiedyś tam poprawione, ale wciąż wymaga sporo pracy. Tymczasem wydawca wydaje kolejne wznowienia, ilustrowane wersje, słuchowisko z mnóstwem gwiazd i wszystko to z błędami :/

Dużo takich tłumaczeń, najbardziej jaskrawy przykład, który pamiętam, to zbiorcze wydanie Conana z REA (taka wielka cegła w twardej okładce). Zbiegło się akurat z wydaniem Rebisu i różnica ogromna na niekorzyść pierwszego wydawcy. Wiele podobnych przykładów mógłbym przywołać, na przykład opowiadania Howarda z Agharty (jeden z najgorszych przekładów, jakie widziałem).

 

Przyznaję szczerze, że jako redaktor to niespecjalnie lubię pracować z tłumaczami w wydawnictwach, bo w dobrych ¾ przypadków spotykałem się z... mało zachęcającym podejściem do swoich obowiązków. Hitem było, gdy małżeństwo tłumaczy, rzekomo doświadczeni w fachu, zostawili mi kilka akapitów do przetłumaczenia, bo a nuż redaktor będzie miał lepszy pomysł. XD O ogólnym burdelu w tekstach to już nawet nie wspominam, przecież redaktor poprawi.

 

 

https://fantazmaty.pl

“Piknik na skraju drogi” czytałem dwukrotnie, w dwóch różnych tłumaczeniach. Jedno zrobiło na mnie bardzo mocne wrażenie różnymi sformułowaniami, które niby były zwykłe, niby więcej niż potoczne, a jakoś tak bardzo mocno oddawały autentyczność bohatera. Drugi raz, kilka lat później, gdy trafiłem na to drugie tłumaczenie, nie było w tym nic z pierwotnego wrażenia.

Przez moment myślałem, czy aż tak mnie pamięć zwodzi, ale nie – było kilka sformułowań, które miałem wypisane w zeszycie z cytatami z książek i w tym drugim tłumaczeniu nie trafiłem nawet na coś zbliżonego. Cholera wie czy to kwestia podejścia do idiomów czy co, musiałbym to porównać jedno obok drugiego, ale na szczęście jako czytelnik nie mam takiego obowiązku. Wiem tylko tyle, że gdybym lekturę książek Strugackich zaczął od tego drugiego tłumaczenia, to na nim bym skończył, na szczęście wcześniej miałem styczność z tym starszym przekładem.

 

Błąd translatorski, który pamiętam najlepiej, pochodzi z polskich napisów do gry Batman: Arkham City.  W jednej z cutscenek, puszczanych, kiedy gracz zostanie pokonany, zmiennokształtny Clayface oznajmia, że “powita” Batmana, a nie, że się nim stanie. Czyżby tłumacz niedosłyszał i/lub pomylił “become” z “welcome”?

Swoją drogą, ciekawe, czy w najnowszych wydaniach Pottera nadal jest Syriusz Czarny i chłopak o nazwisku Brown w pierwszym tomie.

W starych tłumaczeniach takie błędy zdarzały się nagminnie. Ania z Zielonego Wzgórza wcale nie jest  w oryginale ze wzgórza, w pierwszych tłumaczeniach książek Montgomery poprzestawiane były imiona, fakty, ludzie jedli mrożony krem i komplementowali pęciny, zamiast nóg. Zabawnie to się czyta dla sztuki, ale dla rozrywki – są nieznośne. Nie dziwię się więc, że tłumaczenia Leśmiana/Wyrzykowskiego czy Wortman są najeżone błędami. Tak się wtedy tłumaczyło, bez dostępu do internetu dużo informacji się gubiło albo było przekłamywanych. Ciekawym przykładem jest pierwsze tłumaczenie Kubusia Puchatka Ireny Tuwim, gdzie połowa książki w ogóle nie pokrywa się z oryginałem. Podobny los spotkał Mary Poppins.

 

Na to, jak fatalne tłumaczenia puszcza się czasem teraz, nie ma wymówki. Czytałam Lśnienie Kinga, po którym uznałam je za beznadziejną książkę. Ale nie, to nie książka była tragiczna, to tłumaczenie poległo na całej linii. Do tej pory nie rozumiem, jak można zatytułować książkę Lśnienie, ale w treści zamiast lśnienia używać innego słowa. Bezsens totalny.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Kam, piszesz o wydaniu Prószyńskiego?

 

EDIT: Przypomniałam sobie jeszcze coś. W jednym z odzinków Scooby-Doo, będącym cross-overem z rodziną Addamsów, pada nawiązanie do Harry’ego Pottera. Problem w tym, że ten odcinek pochodził z serii po raz pierwszy wyemitowanej na długo zanim Rowling napisała Kamień Filozoficzny. Zatem nie jest to błąd tylko dość niezręczna próba zmodernizowania starej kreskówki.

Oj, nie pamiętam :( To było to wydanie, w którym główny bohater zwracał się do syna “staruszku” czy jakoś podobnie.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Polskie tłumaczenie “Gry o tron” powstało na nieostatecznej wersji tekstu i mnóstwo rzeczy się tam nie zgadza.

Czasami nie da się na to nic poradzić, bo np. umowa wydawnicza z agencją wymaga wydania przekładu w dniu premiery oryginału – wtedy nie ma bola, żeby poprawić wszystko wg ostatecznej wersji. Parę razy zdarzało mi się, że w połowie książki dostawałam nowy plik, ale na szczęście redaktorka brała na siebie sprawdzenie zmian. Niemniej jeśli niedługo przed premierą przychodziła ostateczna wersja, to już się nic nie dało zrobić.

 

A co do błędów – niestety w wielu wydawnictwach nie ma porządnej redakcji i korekty. Albo, co gorsza, jest nadgorliwa a nierzetelna. Np. w całej mojej wieloletniej pracy tłumaczki raz miałam sytuację, że rzucałam najgorszymi epitetami na wydawnictwo (P i S-ka, skądinąd). Tłumaczyłam powieść Patricii Cornwell. Nie przepadam za nią, a zwłaszcza za jej bohaterami, ale jedno mogę powiedzieć: ona konsekwentnie pisze o swojej głównej bohaterce per Scarpetta i wielokrotnie powtarza, że taż nie znosi, żeby jej mówić po imieniu (Kay) i rezerwuje to dla najbliższych osób. No więc oczywiście zawsze w narracji pisałam Scarpetta. Oddałam tekst, redaktorka zadzwoniła, że jest ok i zrobili tylko kosmetyczne poprawki, więc nawet nie będą mi odsyłać. Byłam bardzo młoda, głupia i naiwna, więc się zgodziłam. I co widzę, jak już dostałam egzemplarze autorskie? Na zmianę Scarpetta i Kay... (”Bo było tak monotonnie i dużo powtórzeń” – powiedziała redaktorka, jak do niej zadzwoniłam z awanturą).

I tu jest zasadniczy problem, bo gdyby kogokolwiek z czytelników/recenzentów to obeszło, to gromy posypią się na mnie, a nie na redaktorkę :/

http://altronapoleone.home.blog

Swoją drogą, ciekawe, czy w najnowszych wydaniach Pottera nadal jest Syriusz Czarny i chłopak o nazwisku Brown w pierwszym tomie.

I eliksir wieloowocowy, i wiele innych, mniejszych lub większych wpadek pana Polkowskiego...

 

EDIT: Przypomniałam sobie jeszcze coś. W jednym z odzinków Scooby-Doo, będącym cross-overem z rodziną Addamsów, pada nawiązanie do Harry’ego Pottera. Problem w tym, że ten odcinek pochodził z serii po raz pierwszy wyemitowanej na długo zanim Rowling napisała Kamień Filozoficzny. Zatem nie jest to błąd tylko dość niezręczna próba zmodernizowania starej kreskówki.

Jak parę lat temu puszczali “The Scooby-Doo Show”, to wyłapałem sporo ewidentnych błędów translatorskich, ale w pamięci utkwili mi tylko lekarze wiedźm (witch doctors, czyli po polsku szamani) i tłumaczenie francuskiego nazwiska Poisson (Ryba) na Trutka (ang. poison).

 

Moje rozgoryczenie wynika z tego, że od jakiegoś czasu nie mam szczęścia do dobrych, pozbawionych błędów przekładów, przy których nie zastanawiałbym się choć raz, czy właśnie nie dostaję udaru. W ciągu ostatniego roku chyba tylko do “Wichrowych Wzgórz” w tłumaczeniu Janiny Sujkowskiej nie miałem żadnych uwag. Tak dobrze i płynnie mi się to czytało, że w ogóle nie czułem, że to przekład.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Btw właśnie przekonałam się, że proto-analizatornia, którą wieki temu założyłam do spółki z ninedin,  nadal istnieje. Potem przeniosłyśmy to na nieistniejącego bloga, więc pozostał tylko ten kawałek z lat 2003-2004. Jest podstronka z tłumoctwami. Layout, no, jak wtedy :D

 

http://goodomens.fantastyka.art.pl/

http://altronapoleone.home.blog

Przypomniało mi się właśnie moje ulubione “tłumoctwo” – Buty z Rtęci ze stareńkiej gry “Get Medieval”. Buty te wyglądały jak sandały z doczepionymi skrzydełkami i sprawiały, że bohater szybciej się poruszał. Otwarta pozostaje oczywiście kwestia, czy tłumacz znał kontekst, a więc czy widział grafikę przedstawiającą owe nieszczęsne buciki, ale nawet gdyby jej nie widział, powinien się domyślić, że chodzi raczej o sandały boga Merkurego niż o buty z płynnego metalu powodującego ciężkie zatrucia (rtęć – ang. mercury).

Zaraz na drugim miejscu umieściłbym brzuchomówcę-głupka z mangi “Sketchbook”. Mój poprzednik na stanowisku tłumacza tego tytułu najwyraźniej nie wiedział, że ventriloquist dummy to lalka, kukła brzuchomówcy. Nie wyłapał też wskazówki wizualnej – postać w kadrze udawała, że jej usta poruszają się jak u klasycznych drewnianych kukiełek używanych przez brzuchomówców.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

O, chłopie, przypomniałeś mi “Get Medieval” :3 <3. Czadowy kanapowy “co-opik” z dawnych czasów, ale z tłumaczeniem masz rację. Ogólnie teksty miały być zabawne, tyle, że częściowo wyszło to zamierzenie (”dlaczego mój topór blokujesz swoim ciałem?”), a częściowo przez “fantazję” tłumacza (hitem był pompatyczny tekst – “Gracz jest teraz tym!”, do tej pory jestem ciekawy jak to brzmiało w oryginale :P ).

Ogólnie tłumaczenia – temat rzeka, nieraz narzekałem na przekłady dialogów w serialach na poziomie przedszkola. Co do książek, też kwiatków jest mnóstwo, przy czym, jeśli widzę, że powieść opiera się o lanie wody, to nawet nie chce już mi się sprawdzać, czy jest drętwa sama z siebie, czy dodatkowo z powodu przekładu.

 

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

hitem był pompatyczny tekst – “Gracz jest teraz tym!”, do tej pory jestem ciekawy jak to brzmiało w oryginale :P

Też długo się nad tym głowiłem, tym bardziej, że nigdy nie rozumiałem, jak ta klątwa działa – nad bohaterem pojawiał się jakiś symbol i tyle.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

A to nie było przypadkiem odwrócenie kierunków ruchu?

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Nie, to było “gracz porusza się teraz odwrotnie”.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Może i racja. Ale trzeba temu tłumaczynie przyznać, że boki się zrywało słysząc uroczysty głos, wypowiadający te słowa :)

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

#ZCykluFacepalmyTranslatorskie

 

Czyta człowiek skądinąd naprawdę przyzwoicie przetłumaczoną książkę i trafia na “Seraglio”, które tłumacz w kontekście dawnej Turcji uznał za nazwę własną lokacji i zostawił w oryginale. Też mi do końca nie pasowało, bo tłumaczenie z angielskiego, a toto brzmi z włoska. Tym niemniej, Turcja, mowa o haremie, 2+2, kurde, no musi chodzić o seraj. No i oczywiście, taki właśnie termin w angielszczyźnie funkcjonuje ¯\_(ツ)_/¯

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Wracając jeszcze do tłumaczenia Pottera. Czy to prawda, że tłumacz nie tylko postanowił przetłumaczyć nazwisko ministra magii z Fudge na Knota, ale też dopisał od siebie fragment dialogu, gdzie bohaterowie żartują sobie z jego nazwiska?

Nie wiem, ale wątpię – w oryginale nazwisko jest interpretowalne właśnie jako “partacz” (”to fudge something” jest grzeczniejszą wersją “to f..k something up”). A ten konkretny tłumacz nie jest taki najgorszy.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Trochę jednak to wygląda dziwnie, gdy wśród angielskich nazwisk nagle pojawia się polskie. Co prawda brzmi jak angielskie słowo, ale...

Potwierdzam doświadczenia Fenrira. Gdy pierwszy raz pracowałam nad tłumaczeniem, byłam zszokowana. Niepoprawne konstrukcje, niezrozumiałe zdania, przeinaczone fakty, idiomy tłumaczone dosłownie (!). Kompletny chaos i niekonsekwencja, w dodatku z tłumaczem nie było kontaktu.

Nie potrafię odpowiedzieć, dlaczego. Może tylko znają w miarę język, a brakuje im innych zdolności, przede wszystkim uważnego czytania i interpretacji. Może łapią milion zleceń naraz i odwalają na odczep się, bo przecież jest jeszcze kilka etapów po nich, a hajs się zgadza.

"Po opanowaniu warsztatu należy go wyrzucić przez okno". Vita i Virginia

Gdzieś czytałem o sprawie Knota z Pottera – tłumacz generalnie stwierdzał, że nie tłumaczył żadnych nazwisk, bo tak się nie robi, ale w kwestii Knota nazwisko było na tyle znaczące i definiujące całą postać, że zdecydował się zrobić wyjątek. 

Trochę ciężko mi uwierzyć, by powód wspomniany przez Tarninę był tak znaczący, by robić z niego wyjątek. Ale trzeba przyznać, że Korneliusz Knot brzmi lepiej niż Korneliusz Fudge.

Wiesz, z mojej własnej praktyki – czasami człowieka tak bawi własny żart, że nie może się powstrzymać, żeby się nim ze światem nie podzielić. Ale też – jestem nienormalna.

Ulubiona_emotka_Baila.

Arnubisie, to było w komentarzu od tłumacza na końcu książki.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Faktycznie! 

Przypomniała mi się jeszcze jedna anegdotka z drugiej ręki: ponoć dziewczyna, która robiła fanowskie tłumaczenie “Midnight Sun”, czyli “Zmierzchu” z perspektywy Edwarda, ubolewała nad oficjalnym, polskim tłumaczeniem sagi, gdyż musiała dialogi brać z tego przekładu.

Czytam właśnie “Syna Neptuna” Ricka Riordana, drugi to z serii, której nazwa w oryginale to “The Heroes of Olympus”.

Czy tylko mi się wydaje, że “Herosi Olimpu” brzmiałoby lepiej niż oficjalna polska nazwa: “Olimpijscy Herosi”?

A to pytaj Drakainy, ona tłumaczyła większość Riordana (chociaż w tym cyklu chyba tylko ostatni tom). 

No przy herosach Olimpu wiem dokładnie, skąd się wzięli, bo konsultowałam ten konkretny przekład. “Herosi olimpijscy” na Heroes of Olympus” są analogią do “bogowie olimpijscy” na przekład ang. Gods of Olympus; ta sama formuła (bogowie olimpijscy zdecydowanie częściej niż Olimpu) jest używana w podręcznikach mitologii, stąd taka decyzja, o ile pamiętam. 

Ajzan, decyzję o tym, że będzie “Percy Jackson i bogowie olimpijscy” podjęliśmy z wydawnictwem bardzo świadomie – po prostu to lepiej brzmi i jest przyjęte w polskiej mitologicznej terminologii. Potem już poszło przez analogię, jak słusznie prawi ninedin – z tym że nie ja o tym konkretnie decydowałam. Skądinąd dla “herosów Olimpu” znalazłabym analogię – “bohater Związku Radzieckiego” ;)

 

Polecam natomiast Twojej uwadze autentyczne babole Polkowskiego (niestety wtedy tłumaczyłam serię egipską, Kroniki Rodu Kane, i nie dałam rady pociągnąć rzymskiej, która pojawiła się minimalnie później, ale zasadniczo równolegle). Mianowicie przede wszystkim “Obóz Jupiter”, który ciągnie się jak smród po gaciach przez serię o Apollinie, a ja za każdym razem, kiedy muszę go użyć dla ciągłości, płaczę. Otóż to jest wbrew normie językowej, no i forma “Jupiter” po polsku jest praktycznie nieużywana (chyba że jupiter – rodzaj reflektora: w świetle jupiterów) i ten obóz powinien po polsku nazywać się “Obóz Jowisza”, ale ponieważ de mortuis nil nisi bene (co nie znaczy, że nie należy krytykować oczywistych błędów) oraz nie będę rozpowszechniać insider’s knowledge, zmilczę w kwestii szczegółów, jak do tego doszło. Ponadto, z tego, co pamiętam: Argo u Polkowskiego jest rodzaju męskiego, podczas gdy nie tylko angielski okręt – ship – jest rodzaju żeńskiego, ale przede wszystkim greckie imię tego konkretnego statku.

http://altronapoleone.home.blog

Dziękuję za wyjaśnienia ninedin, drakaino. Nie sądziłam, że w grę może wchodzić zachowanie ciągłości z poprzednią serią.

A na Obóz Jupiter jako babol nie zwróciłam uwagi. Pewnie dlatego, że niewiele wiem o rzymskiej mitologii, a Jowisz znam głównie jako największą planetę Układu Słonecznego.

Nawet gdyby się uprzeć przy Jupiterze (choć po łacinie jest odmiana Iuppiter, Iovis), to obóz powinien być “kogo czego” → Jupitera (czyli poprawnie Jowisza), a nie Jupiter, bo jeśli mianownik, to powinien być w cudzysłowie. No jest to niestety babol pierwszej wody.

http://altronapoleone.home.blog

A nie można było przetłumaczyć tego “Jupitera” tym razem poprawnie, dodając krótki przypis od tłumacza? A przy ewentualnych wznowieniach poprzednich tomów poprawić błąd i tam?

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Niestety, nie ma takiej praktyki (choć zapamiętam propozycję, bo jest dość sensowna, jak nie lubię przypisów tłumacza) :( Jeśli kiedyś będzie wznowienie, to może zrobi się przekład poprawiony – to tak. Póki co pozostaje nam płakanie w rękaw wraz z redaktorką ;)

http://altronapoleone.home.blog

Nowe wydanie książki Diany Wynne Jones, na podstawie której powstał jeden z filmów studia Ghibli. Niestety, choć obraz miał premierę jakieś szesnaście lat temu, to polski tytuł nadal używa japońskiego Hauru zamiast Howl, jak w oryginale. Do tego opis raczej nie zachęca, a szkoda. Przynajmniej okładka ładniejsza od wcześniejszego wydania, gdzie dali po prostu rozmazaną grafikę z filmu.

W katalogach LEGO z wczesnych lat dwutysięcznych strasznie śmieszne były opisy zestawów z serii Star Wars. Speeder bike, czyli po prostu śmigacz, przetłumaczono jako “superszybki rower”, a hrabia Dooku nie wiadomo dlaczego stał się mistrzem sztuki walki nożem (musiało chodzić o miecz świetlny). Podobne błędy zdarzały się też w opisach zestawów z serii Harry Potter. Neville’s Riddikulus charm to według tłumacza “czary Neville’a Riddikulusa”, a Snape to... “wąż” (ang. snake).

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

Doctor Who, odcinek “Parting of the Ways”. Doktor ironicznie mówi do Imperatora Daleków (zuyyy... kosmiczny glut w zbroi, makes sense in context, honest!) “your Worship” – “wasza wysokość”, “ekscelencjo”, coś w ten deseń. Tłumaczenie? “Twój okręt wojenny”. Jakby tłumacz pisał ze słuchu, na bieżąco i pozwolili mu tylko raz zobaczyć odcinek. Po czym zamknęli w piwnicy o chlebie i wodzie.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

“Jurassic Park” – bohater mówi do syna podczas przechodzenia przez wysoki płot  “take your time”. Polskie napisy: “Pospiesz się”.

http://altronapoleone.home.blog

Nie pamiętam, jak u Crichtona, ale w filmie to chyba nie był syn Alana, tylko jakiś krewniak Hammonda.

 

Wczoraj, podczas grania w “Dark Eye: Chains of Satinav”, kwestię that makes you suspicious przetłumaczono na “to czyni cię podejrzliwym” (albo: “to sprawiło, że nabrałeś podejrzeń”, nie pamiętam dokładnie), podczas gdy z kontekstu wynikało, że “to czyni go podejrzanym”.

Przed oczami miał miskę pełną dymiących borowików, a w sercu nienawiść do całego świata.

“Jurassic Park” – bohater mówi do syna podczas przechodzenia przez wysoki płot  “take your time”. Polskie napisy: “Pospiesz się”.

“Weź zegarek”? XD

w filmie to chyba nie był syn Alana, tylko jakiś krewniak Hammonda.

Wnuk Hammonda.

 

A nieumiejętność podjęcia decyzji, czy bohaterowie są ze sobą na “ty” czy na “pan”? Przez co Rory w jednym zdaniu mówi “Doktorze, czy pan ma swój pokój?”, a w następnym “Co postanowiłeś?” To samo w ulubionym przez mojego ojca (nie wiem, dlaczego) “Ojcu Brownie” (Chesterton przewraca się w grobie), gdzie gospodyni księdza to mówi do niego per “ojciec”, to per “ty”, bez żadnej widocznej przyczyny.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

“Weź zegarek”? XD

 

Exit light

Nowa Fantastyka