- Hydepark: Niepoważny wątek dla młodzieży - Komiksy

Hydepark:

inne

Niepoważny wątek dla młodzieży - Komiksy

Zaraz wątki chcą zakładać. Komiksów im brakuje. Ech ta młodzież ;)

 

Kiedy już nie czytam Bravo i szukam czegoś innego, myślę sobie co tu takiego młodzieżowego jest. Niedługo po tym zastanowieniu sięgam po komiks. Tak na serio to zamierzałem otworzyć wątek o tym, jakie komiksy czytamy, ale może też w ogóle o powieści graficznej. Może jakiś ilustrator spotka tutaj całkiem przypadkiem osobę od scenariusza i wyjdą stąd z nowym projektem życia.

W moim przypadku nie było mowy o komiksach w latach 90’ i później. Były poza moim zasięgiem, ale z drugiej strony pamiętam jakieś Kaczory Donaldy. Pamiętam przede wszystkim kreskówki na kablówce i tam poznałem superbohaterów, do których wróciłem jak już stałem się obecnym młodzieżem/moździerzem/paździerzem/Paździochem!

Generalnie powoli zacząłem kompletować Sandmana – Neila Gaimana, Batmana – Franka Millera i skromne zeszyty z DC Odrodzenie o Korpusie Zielonych Latarni. Można przyjemnie spędzić przy nich czas. To taka lektura na jeden dobry wieczór. Mam w ogóle wrażenie, że jest jakieś odrodzenie/wzmożenie sztuki komiksowej w Polsce. Nie wiem czy macie podobne zdanie. Jakiś czas temu dostałem Komiksowe wprowadzenie do filozofii (i dawała radę ta książeczka).

A tak w ogóle, może ktoś z Was chciałby napisać scenariusz do takiej opowieści graficznej? Co myślicie o takim zajęciu? Zastrzegam, że temat dla młodzieży i sympatycznych dorosłych.

Komentarze

obserwuj

Z tym Bravo to trafiłeś... Niewiele w życiu komiksów czytałam, a wszystkie w dzieciństwie. Były te w Kumplu i Victorze Juniorze, pamiętam je, świetne, robiły robotę. Był Witch – co też dobrze wspominam. I tak FOTOSTORY W BRAVO też czytałam – no i te nie zapadły mi w pamięć, poza jednym, które, nie wiedzieć czemu, pamiętam do tej pory. A, i jeszcze kiedyś tam dostałam w nagrodę komiks o Tytusie, Romku i Atomku o wannolocie czy jakoś tak – również ciekawa historyjka.

Jeśli chodzi o robienie komiksów, tak, rysowałam je hurtowo – i hurtowo nie dokańczałam. I nawet nie tylko w dzieciństwie – potem też. Ostatnio w poprzednie wakacje – rysowałam komiks o jakimś smoku z wulkanu, czy coś. Generalnie jednak wolę pisać, bo komiksy są okropnie pracochłonne, zwłaszcza te z kolorowaniem, a ja prawie zawsze koloruję, bo kolory mają dla mnie ogromne znaczenie. W komiksie też nie da się wyrazić tyle, co w tekście pisanym, są pewne ograniczenia, a ja nie lubię być ograniczana w tworzeniu.

Na podstawie komiksu powstał mój pierwszy dłuższy skończony tekst, i to nawet konkretnie dłuższy, bo ok 100k znaków. Komiks spaliłam, a tekst do dziś trzymam w odmętach swoich plików, by nigdy nikomu go nie pokazać... 

Green Lantern –tylko początek serii w starej wersji. Z innych superbohaterskich: Torment polecam.

Ze starych komiksów: Hugo jest świetny, ale brońcie bogowie przed nowym tłumaczeniem. I Tetfol – niby naiwny, a jednak bardzo mądry komiks. Do tego Valeriany – trchę już trącą myszką, ale jak się weźmie pod uwagę czas, w którym powstawały...

Ale przede wszystkim polecam sięgnięcie po Rorka. Jak się uda, to gdzieś z aukcji internetowych stare wydania, bo wersje na matowym papierze z  wyblakłymi kolorami mają niesamowity klimat, mocno zdegradowany w wydaniu na papierze błyszczącym (choć nowego wydania potem i tak się nie uniknie, bo stare wydanie to tylko początkowe części).

 

 

Ja polecam Webtoon, śledzę tam kilkanaście serii, od amerykańskich po koreańskie i to jest już poziom guilty pleasure ocierający się o uzależnienie ;-)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Witch

OCH! Czytałam to :D

www.facebook.com/mika.modrzynska

Z komiksów superbohaterskich: mam kilka klasyków batmanowych (Powrót Mrocznego Rycerza, Year One), poza tym kupuję wychodzącego powoli Moon Knighta z serii Marvel Now (wyszły 3 tomy, mam nadzieję na więcej, bo mi mało). Trochę czytałem pożyczanego od brata Hawkeye. Kiedyś kupowałem też Białego Orła (z 5 zeszytów) w ramach wspierania rodzącego się rodzimego komiksu superbohaterskiego, ale wtórne to było i za dużo ciekawego i nowego nie wnosiło, więc przestałem. 

Z komiksów poza superbohaterskich: zakochałem się w Blacksadzie, którego kilka zeszytów czytałem i chętnie dorwałbym więcej w ręce. Bardzo fajna jest też Nimona (powstała jako e-komiks). Generalnie uwielbiam kreskę i komiksy Tomasza Grządzieli (Spellcaster w internetach). Jakiś czas temu wciągnąłem się strasznie w e-komiks “Kill 6 bilion demons”, ale obecnie mam przerwę, bo przeczytałem wszystko co było i czekam aż autor narobi trochę nowych stron, żebym mógł je połknąć na raz. 

A jeśli chodzi o pisanie scenariusza do komiksu: jak najbardziej. Nawet to zrobiłem. Znaczy ok, nie dopisałem jeszcze samej końcówki, ale generalnie komiks już powstaje (planujemy krótką historyjkę na 10-12 stron, więc nic skomplikowanego). Poza tym mam też napisaną z 1/3 i rozplanowany cały scenariusz na inny, dłuższy komiks (na oko strzelam w okolice 50-60 stron), ale to kupa roboty i rysowniczka, z którą współpracuję póki co nie chce się za to brać, bo rysując po godzinach narysowanie takiego komiksu zajęłoby z rok jak nie więcej. 

Z komiksów to czytam teraz głównie mangi, ale w planach mam też szwedzką Vei (z pewnych powodów...^^’). Zaglądam też na Webtoon, gdzie myślę zabrać się za Lore Olympus.

Jeśli chodzi o samodzielne tworzenie komiksu, to parę lat temu popełniłam 37 stron (+okładka) fanowskiego komiksu do Muminków. Ostatecznie projektu nie dokończyłam, ale co i rusz wraca do mnie pomysł, by to odświeżyć.

Sonato, a czy możesz rozwinąć myśl o ograniczeniach w komiksie, których nie doświadczasz w tekście? Jestem ciekaw Twojego punktu widzenia, bo to naprawdę dobry temat – różnice między tymi mediami.

Wilku-zimowy, ja tych tytułów nie kojarzę w ogóle. Mówię o tych starszych komiksach. Przyznam, że teraz skupiam się na kilku wymienionych wcześniej i oszczędzam miejsce na półkach, chociaż gdybym tylko mógł kolekcjonować wszystko... Wybory konsumenckie, po co sięgnąć, a co odrzucić, to jest ciągła walka między starym, a nowym.

Arnubisie, Powrót Mrocznego Rycerza to chyba jeden z tomów kolekcji od Franka Millera, o której wspomniałem. Ja posiadam tom 3. Rasę Panów. Nie wiem, czy masz może ulubioną kreację Batmana? Ja póki co zgłębiam temacik, ale ten stary Batman z kolekcji, o której mówimy jest wyjątkowo klimatyczny.

Poza tym, chciałem dopytać Ciebie i Azjanę o pracę przy komiksie, bo tego też jestem ciekaw. Jak wygląda praca przy scenariuszu i czym się różni od pracy nad opowiadaniem. Czy podobają się Wam takie zadania? Samo rysowanie jest kompletnie pełną dyscypliną i wymagałaby oddzielnego wątku, tak mi się wydaje.

Z mang chciałem całkiem niedawno zdobyć Rycerzy Zodiaku (Saint Seya), ponieważ byłem wielkim miłośnikiem tego anime, które leciało na kanale RTL! Niegdyś nieświadomie rysowałem postacie do zabawy korzystając z japońskiej kreski.

 

post scriptum, tutaj chyba nie można tagować użytkowników, więc tego nie zrobiłem, ale liczę że znajdziecie siebie w moim poście.

Mnie lepiej o rysowanie komiksów nie pytać. xD Po pierwsze: wspomniany przeze mnie projekt zrobiłam kilka lat temu, po drugie: rysowałam na żywioł, bez wcześniejszego scenariusza i planu.

post scriptum, tutaj chyba nie można tagować użytkowników, więc tego nie zrobiłem, ale liczę że znajdziecie siebie w moim poście.

Myślę, że większość z nas korzysta z zakładki ostatnie komentarze, więc wpadamy, jak się gwiazda zaświeci :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Tak, Powrót Mrocznego Rycerza jest od Millera. Ale nie mogę powiedzieć, żebym miał ulubioną kreację Batmana, bo szczerze mówiąc nigdy nie byłem wielkim fanem Batmana jako takiego. Samo Gotham, klimat i przeciwników doceniam, ale Batman miliarder-najlepszy detektyw-najlepszy wojownik nigdy mnie nie pociągał. Wole go od Supermana, ale nigdy nie byłem fanem nikogo z wielkiej trójki od DC. Jasne, lubiłem oglądać TAS czy grać w serie Arkham, ale to tyle.

O rysowaniu komiksu też nic ci nie powiem, bo się na tym nie znam. Ja piszę tylko scenariusz, współpracuje z rysowniczką która za resztę odpowiada.

Jeśli chodzi o pisanie scenariusza do komiksu – jest wiele elementów wspólnych z pisaniem opowiadania. Tak samo musisz dobrze wymyślić bohaterów, zaplanować ciekawa i spójną fabułę, wykreować ciekawy świat. Element planowania historii jest zbliżony, różnice są przy samym pisaniu. Przede wszystkim trzeba przestawić się na nieco inny tryb myślenia. Komiks powinien jak najwięcej pokazywać samym rysunkiem, bez zasypywania ścianami tekstu. Trzeba trzymać w ryzach dialogi (co mnie boli, bo lubię przy dialogach popłynąć), trzeba też myśleć bardziej przestrzennie i szczegółowo, żeby móc dokładnie przedstawić wizję rysownikowi, tutaj nie ma miejsca na wyobrażanie sobie przez czytelnika wyglądu konkretnych elementów (ok, oczywiście upraszczam). Do tego nie piszę całej fabuły ciągiem, ale scenami do rozrysowania. Ale tak naprawdę to, jak taki scenariusz wygląda zależy od kwestii tego, jak wygląda współpraca z rysownikiem.

Sonato, a czy możesz rozwinąć myśl o ograniczeniach w komiksie, których nie doświadczasz w tekście? Jestem ciekaw Twojego punktu widzenia, bo to naprawdę dobry temat – różnice między tymi mediami.

Oczywiście. W komiksie nie da się wyrazić wszystkiego, tylu myśli bohaterów i ich słów, a obrazy, które zastępują opisy w tekście pisanym, są ograniczone zdolnościami plastycznymi, które w moim przypadku nie są zbyt wielkie. Często, gdy rysowałam komiks, łapałam się na tym, że po prostu do narysowanego obrazka dorabiałam długaśną, zupełnie niekomiksową narrację, która zajmowała ponad połowę obrazka i ciągnęła się stronami, zanim przeszłam do jakiejś akcji. Stwierdziłam, że skoro, kiedy próbuję zrobić komiks, wychodzi opowiadanie, to znaczy, że nie do tego zostałam stworzona :) Albo po prostu, skoro czytałam mało komiksów, a dużo książek, nie jestem przyzwyczajona do takiej oszczędnej w słowach formy.

Słuchaj, Mersayake, ostatnio moja miłość do komiksów odżyła, więc trafiłeś na dobry czas z tym wątkiem <3

 

Wychowywałem się na Asterixach i Kaczorach Donaldach, a potem, po latach, wszedłem w komiks dla dorosłych dzięki Sandmanowi, którego uważam za jedną z najlepszych historii nie tylko w dziejach komiksowego medium, ale w ogóle w kategorii opowieści wszelakich. Potem czytałem trochę różności i typowo superbohaterskich (powiedzmy: amerykański mainstream), i tych “innych” – klasyki takie jak “Maus”, “Persepolis”, “Fun Home”, “Blankets”, a poza tym wszystko, co się jeszcze nawinęło w bibliotece. Napisałem nawet parę artykułów o komiksach do skromnego periodyka kulturalnego :D

A parę miesięcy temu w moje ręce wpadły zeszytowe, amerykańskie wydania komiksów... I pasja się odrodziła. Ostatnio np. Batmany albo świetny “Daytripper”, teraz “Saga” i “All-Star Superman”.  Uwielbiam to medium i ubolewam, że jest w Polsce traktowane po macoszemu.

O stworzeniu scenariusza zawsze marzyłem, ale nigdy się za to nie zabrałem, bo nie chciałem pisać bez rysownika i bez celu. Więc jakby znalazł się tu jakiś chętny... to zapraszam do rozmowy ;)

Wychowałem się na komiksach o Asterixie, Kaczorach Donaldach, a także pożyczanych od starszego brata komiksach superbohaterskich od wydawnictwa TM-Semic. Następnie były Wiedźminy Polcha i Parowskiego z Fantastyki oraz Thorgale. Potem miałem bardzo długą przerwę, od czytania komiksów, która skończyła się w zeszłym roku. Zakupiłem między innymi dwie tomy serii Punisher Max oraz cały run Superior Spider Man. A teraz na rozkładzie mam Extraordinary X-men. Z nowszym publikacji ogarniałem również wszystkie tomy Wiedźminów od Dark Horse. 

Ogólnie ostatnio wkręciłem się w komiksowe medium i mam już upatrzonych parę pozycji spoza nurtu superbohaterskiego. Zresztą zawsze sądziłem, że fantastyka i komiks wzajemnie się uzupełniają :)

Arnubisie, piszesz:

 

… Batman miliarder-najlepszy detektyw-najlepszy wojownik nigdy mnie nie pociągał. Wole go od Supermana, ale nigdy nie byłem fanem nikogo z wielkiej trójki od DC. Jasne, lubiłem oglądać TAS czy grać w serie Arkham, ale to tyle.

A ja powiem Tobie, że patrzę na Batmana, jak na niestrudzonego wojownika, który sam doprowadził siebie do super-bohaterskiej kondycji i dla mnie ten element jego historii jest niebywale inspirujący. Z drugiej strony można mieć problem z tymi postaciami (Wielką Trójkę od DC), kiedy twórcy odbierają im ludzki element popełniania błędów. Taki Superman bywał często dla mnie nieciekawy ze względu na kreację nowoczesnego rycerza na białym koniu, który wychodzi bez szwanku z każdej opresji. Zapewne podobne problemy miewa Batman. To chyba byłby problem słabego napięcia i drżenia o to, czy wszystko pójdzie po myśli... Bo zawsze w końcu idzie, tak czy owak.

 

funthesystem piszesz:

 

Wychowywałem się na Asterixach i Kaczorach Donaldach, a potem, po latach, wszedłem w komiks dla dorosłych dzięki Sandmanowi, którego uważam za jedną z najlepszych historii nie tylko w dziejach komiksowego medium, ale w ogóle w kategorii opowieści wszelakich.

Chyba wszyscy mamy takie doświadczenie z Asterixami i Kaczorami Donaldami, w tym ja również. Chociaż jak wspomniałem – nie miałem takiego super dostępu. Niemniej wgryzam się aktualnie w Sandmana i podzielam Twoje zdanie. Ta historia jest niesamowita, magiczna i przenosząca w Świat Snów. Czytałeś może dalsze serie bazujące na Sandmanie? Zarejestrowałem fakt, że istnieją, ale chyba póki co wchodzą dopiero na nasz rynek.

Poza tym Neil Gaiman jest dla mnie zagadkowym pisarzem, ponieważ czytałem jego Amerykańskich bogów i... Nie wiem sam, bo podobały się, ale coś tam nie pasowało mi. Mimo wszystko zamierzam sięgnąć po Mitologię nordycką. Jeśli za książkę lub dwie, nie wyrobię sobie pełnej aprobaty... to nie wiem, będzie koniec świata. Chciałem ogólnie powiedzieć, że zagadkowość Neila tkwi w wielości mediów. Scenariusze do Doctora Who, Sandman – dla mnie bomba, ale do książek próbuję się przekonać. Sam wykład od niego Make Good Art (polecam, był na YouTube) jest genialny. I co tutaj myśleć teraz?!

 

Poza tym powiedzieliście tutaj co nieco o robieniu komiksów. Za co dziękuję Arnubisowi i Sonacie, niech i będzie – Tobie też, Azjano! kam_mod, co prawda śledzisz jak na razie, co my tutaj skubiemy, ale dzięki też za obecność.

Tak myślę sobie, że praca przy samym scenariuszu to jednak niewdzięczna robota, jeszcze bardziej od pisania zwykłej prozy! Przy komiksie zazwyczaj mówi się przede wszystkim o rysowniku. Osobiście nie przeszkadzałby mi taki układ, bo nie jestem typem frontmana, ale mam wrażenie że przy filmach, czy właśnie w komiksach pomija się omówienie scenariusza. Myślicie, że to właściwa miara? W tym sensie, że tekst, kompozycja i układ fabularny w tych mediach nie jest aż tak ważny? A może kwestia tego, że wiele jest do wybaczenia, bo jak ładne obrazy to dobrze idzie, a że coś tam się nie zgadza, to eee, dobra tam.

Mersayake, jeśli nie liczyć Tetfola, reszta miała wznowienia :-) A, jeszcze z takich “średnio zakurzonych”, nie starych, ale nie nowych: “Bez honoru” i “Transmetropolitan są świetne (ten drugi tytuł miał niedawno wznowienie w formie zbiorczej). Warto też sięgnąć po “Ikigami” (manga, dystopia) i Uzumaki (”Spirala”, horror, niby infantylny, a jednak mocno wkręca nastój).

Przy komiksie zazwyczaj mówi się przede wszystkim o rysowniku. Osobiście nie przeszkadzałby mi taki układ, bo nie jestem typem frontmana, ale mam wrażenie że przy filmach, czy właśnie w komiksach pomija się omówienie scenariusza.

Nie mam zielonego pojęcia skąd wziąłeś taką teorię. Nie wydaje mi się, żeby scenarzyści w komiksach byli niedoceniani. Wśród największych nazwisk komiksu dużo łatwiej znaleźć scenarzystów (Lee, Moore) albo jednocześnie scenarzystów i rysowników (Mignola, Miller) niż tylko rysowników. Jasne, rysunki to jest to co pierwsze dostrzegasz w komiksie, one bardzo łatwo mogą odrzucić albo przykuć uwagę, ale bez dobrego scenariusza nie zrobisz świetnego komiksu. Świetne rysunki uciągną naciągany scenariusz, ale i tak wyjdzie co najwyżej średniak. Inna sprawa, żę przy komiksowych superbohaterskich tasiemcach między zeszytami często zmieniają się i scenarzyści i rysownicy. No bo widzisz, scenarzysta nie odpowiada tylko za napisanie tekstów, które pojawiają się w ramkach. Scenarzysta jest odpowiedzialny za wymyślenie całego świata, kreację bohaterów, poprowadzenie historii – jasne, często konsultujesz takie sprawy z rysownikiem, ale to jednak twoja robota. Podsumowując: nie jestem w stanie odpowiedzieć ci na pytanie dlaczego scenarzyści są niedoceniani w świecie komiksów, bo wcale nie są. 

Rosiński/Van Hamme – wiadomo o kim się mówi.

Ale już Sandmana kojarzy się tylko z Gaimanem, a rysowników było tam trochę.

Też nie wydaje mi się, żeby sukces komiksu zależał od rysownika. Może w latach 80-90, kiedy szeroko pojęta popkultura nie była jeszcze tak rozwinięta, czytelnik wiekszą uwagę zwracał na rysunki, jednak teraz pierwszorzędną rolę gra fabuła. Bez niej dobry komiks nie może się obejść. 

Z kontynuacji Sandmana czytałem Dreaming, ale nie dorównuje oryginałowi. Nie jest to złe, ale scenarzyście wydaje się, że czuje Gaimana. Niestety nie czuje, nie w pełni.

Arnubisie, może palnąłem głupotę bez większego przemyślenia, ale powiem o co mi chodziło. Myślałem o przeciętnym odbiorcy, który nie znajduje czasu albo chęci na zgłębianie takich spraw, jak scenarzyści, czy cały proces powstawania dzieła. Trudno nie zgodzić się, że dla miłośników fantastyki kwestia tego, kto jest odpowiedzialny za fabułę, jest istotną informacją. Żeby nie być gołosłownym, mogę ze wstydem przyznać się do takiego ignoranctwa wcześniej, a może nawet jeszcze dzisiaj!

Macie fajny punkt widzenia mówiąc o konieczności dobrego scenariusza. Takie rzeczy interesują mnie ostatnio. Na przykład możliwa praca przy projektowaniu gier. Fascynuje mnie zmienna rola pisarza, przekraczająca granice prozy. To ciekawe, jak zapatrują się na taką przygodę sami pisarze. Czy mają opory przed scenopisarstwem, czy takie zadania stanowią dla nich odświeżające wyzwanie?

Na przykład możliwa praca przy projektowaniu gier. Fascynuje mnie zmienna rola pisarza, przekraczająca granice prozy. To ciekawe, jak zapatrują się na taką przygodę sami pisarze. Czy mają opory przed scenopisarstwem, czy takie zadania stanowią dla nich odświeżające wyzwanie?

Kto może, to pcha się w inne formy, na których można zarobić ;) Czyli właśnie gry, filmy. Czasem teatr. Wiem, że Orbitowski pracuje przy tworzeniu jakiejś gry, słyszałem o paru pisarzach, którzy wręcz przerzucili się na pisanie gier zamiast prozy. Nie kojarzę natomiast żadnego aktywnego obecnie pisarza (oprócz naszego redaktora Cetnarowskiego), który spróbowałby ostatnio sił w komiksie. 

Aneta Jadowska właśnie wypuściła komiks wraz z Babińską. 

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Wybrałem się dzisiaj na wystawę “Sztuka DC. Świt Superbohaterów”. (Jest w Łodzi). Jestem ogólnie zadowolony, że mogłem skorzystać z atrakcji i rozczarowany wykonaniem organizatorów. Nie będę wchodził w szczegóły, ale wystawę skierowano do dzieci lub raczej do nikogo. To co najmocniej rzuca się w moje oczy, to jest kwestia porzucenia kontekstów, jakby ludzie wystawiający tę sztukę nie znali komiksów od DC. Co więcej były przecież materiały wideo do obejrzenia, na których twórcy pracujący przy komiksach czy filmach opowiadali o tym, że ci superbohaterowie to współczesna mitologia i temu podobne. Było też jedno wideo, które prezentowało ciekawe połączenie filmowych scen oraz komiksowych plansz. (Dla jasności te materiały były przygotowane przez DC). Uważam, że właśnie tego zabrakło ze strony organizatorów – opracowania wystawy, aby uporządkować i pogłębić doświadczenie z superbohaterami. Szkoda zmarnowania potencjału tej sztuki.

Jeśli tylko dobrze to zaobserwowałem to, ludzie przechodzili wystawę w pół godzinki, a bilet normalny kosztował 32 złocisze. Poza tym w sklepiku było jeszcze ciekawiej, a breloczek 40 złotych. Dwa małe kubki (na oko 100 ml) 75 złotych. Komiksy oczywiście też po zawyżonej cenie. Dlatego śmiem twierdzić, że organizacja po macoszemu, jakby najważniejsze żeby w papierach się zgadzało. Niemniej zamierzam mieć miłe wspomnienia, bo jak już wiecie lubię DC i cieszę się z możliwości pooglądania tego wszystkiego, co na wystawie znalazłem.

Całkiem niedawno miałem okazję przeczytać dwa komiksy. “W poszukiwaniu nadziei” (tom 3.) z cyklu Hal Jordan i Korpus Zielonych Latarni, seria DC Odrodzenie oraz “Ostatnia krucjata” prolog do trylogii Batmana, Mrocznego Rycerza Franka Millera (komiks antybohaterski albo komiks o bohaterach ze skazą, z problemami). Nie będę opisywał teraz moich wrażeń, ale pomyślałem, że można porozmawiać o twórczej pracy na podstawie małego spostrzeżenia. Zwłaszcza, że ostatnio był pokrewny temat o sztampie.

 

Dwa komiksy. Jeden bardzo prosty. (Niby ładny). Kreska płynnie prowadzona, krągłe kształty, prosta paleta jasnych barw – jednym słowem nieskomplikowane środki wyrazu. Drugi komiks znacznie inny. (Niby brzydki). Łamiąca się kreska, koślawe kształty, ciemne kolory jakby do każdego dodano nieco szarości – środki wyrazu zdecydowanie niejednoznaczne. Fabularnie rzecz ma się podobnie: pierwszy przedstawia kosmicznych gliniarzy w walce z oprychami, drugi pokazuje starego Batmana mającego problemy wychowawcze z Robinem, odczuwającego coraz większe zmęczenie fizyczne... I dodatkowo w tle Joker w psychodelicznym wydaniu.

 

Rysuję ten kontrast, aby zaprosić do luźnej rozmowy, zachęcenia do wniesienia wolnych wniosków. A pytania rzucam dla pomocniczej nawigacji. Bo czy umiecie cieszyć się z prostych historii? Docenić proste środki wyrazu? Czy utwór musi uderzać w poważną tematykę? Czy pewnego rodzaju chropowatość, nie-ładność i elementy szarości są atrakcyjne? Czy ten kontrast i cały temat traktujecie jako konflikt kultury wysokiej oraz kultury niskiej? I czy tak widzicie szeroko rozumianą kulturę? w sensie niska – wysoka. Bo czy komiks jest gorszy od książki?

 

 

Powiem tak, mam w swojej skromnej kolekcji dwa zeszyty Marvela: Tajną Wojnę i Avengers: Disassembled. Jeśli chodzi o konwencję rysunkową, są utrzymane w podobnym klimacie, co wstawiony przez Ciebie pierwszy rysunek. Historie w nich przedstawione nie są może nudne, ale jednocześnie nie powalają, choć Avengers: Disassembled jest może nieco ciekawsze, mroczniejsze. W kontraście do tego, mam kolekcję Sandmana. Trudno te dwie rzeczy w ogóle ze sobą porównywać. W skrócie: jeśli chodzi o takie sztampowe rozwiązania w komiksach, to można sobie taki komiks przeczytać i nawet mieć z tego jakąś przyjemność, ale nie ciągnie mnie, żeby do nich wracać. A Sandman jest jak dobre wino, można do niego wrócić i odkryć nowe warstwy znaczeń, nowe odniesienia, których się wcześniej nie wyłapało. To jest komiks tak dobry, że mimo iż od niemal roku mam wszystkie tomy, to leży na półce i czeka, aż będę mogła przeczytać kolejny zeszyt z uwagą, na jaką zasługuje. 

W dużym skrócie – niektóre komiksy nadają się do czytania w tramwaju, a inne wymagają skupienia. 

Bardzo często taka nietypowa, dziwna czy brzydka kreska towarzyszy dużo bogatszej historii. Myślę, że ma to związek z tym, że tworząc taką historię, chce się zrobić prawdziwe dzieło sztuki. Chcąc zrobić coś rozrywkowego celuje się w estetykę jak najszerszego grona odbiorców. Nie ma w tym nic złego, ale ciężko te dwie rzeczy porównywać. 

Dobra, żeby Wilk nie wyszedł na jakiegoś zgreda, to też polecam Torment (o ile to o Spider-Mana chodzi) i też gorąco polecam Rorka, choć tylko 2 zeszyty czytałem, ale, bogowie, jaki to ma klimat <3.

Sandman też petarda, no i klasyki w stylu Tytusa, Thorgala, czy nawet Kajko i Kokosza, też spoko. Z superbohaterskich jeszcze “Weapon X” o genezie Wolverine’a był fajny. Niestety generalnie moje drogi z komiksami się rozeszły...

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Hej, Rosebelle. Fajnie, że dołączyłaś do wątku ;-) Napisałaś ciekawe rzeczy. Faktycznie, Sandman jest super. Element mitu i zabawy mieszania fantastyki z rzeczywistością są w nim wyjątkowe. Wiesz, niewątpliwie jest tak, że proste historie nie zapadają w pamięć i szybko umykają. Ale mogę powiedzieć, że dla mnie fabuła ucieka w nich na drugi plan, a staram się wczuć w bohaterów, którzy symbolizują pewne wartości i gdzieś na tym poziomie utożsamiam się z tymi historiami.

Hej, Bailout. Miło, że tu zajrzałeś. Zaraz włączam wyszukiwarkę, żeby sprawdzić Rorka, który na razie nic mi nie mówi. Tytusa widzę przez mgłę, a jeszcze mniej Kajko i Kokosza. Swego czasu lubiłem kreskówki z X-Menami, a Wolverine’a lubiłem najbardziej. Wiadomo, inaczej się nie da. A do Thorgala to może nawet zajrzę, bo chyba wstyd nie poznać twórczości Rosińskiego. Pilnuj gangu na Discordzie, mam nadzieję, że serwera jeszcze nie wywaliło devil

No tak, tylko ja na przykład uważam, że bohaterowie z problemami są dużo ciekawsi i bardziej ludzcy. Dlatego nigdy nie przepadałam za Supermanem czy Kapitanem Ameryką. Wydawali mi się zbyt perfekcyjni, żeby ich dokonania wzbudzały ciekawość. Nawet w filmach strasznie mnie pod tym względem wkurzali, chociaż twórcy adaptacji bardzo starali się dodać trochę plam do tych śnieżnobiałych płaszczyków. Poza tym ich historie zawsze były mocno przewidywalne.

Jeśli chodzi o superbohaterów to od dawien dawna na szczycie mojej listy znajdują się X-meni, Iron Man i Dr. Strange. X-meni w ogóle są ciekawym przykładem, bo to komiks o uprzedzeniach rasowych i pokazuje do czego mogą prowadzić lęki przed odmiennością w przystępny i usiany przygodami sposób. Teraz ostatnio wyszły nowe fajne komiksy o X-menach: House of X, Marauders i X 2019. 

A to dobry temat jest, bo Superman miał taki perfekcyjny obraz, trochę popadający w szlachetnego rycerza bez białego konia. Była to pewnego rodzaju odpowiedź na kontekst dziejowy – kryzys gospodarczy w latach ‘30. Myślę, że postać Supermana może symbolizować samotność, opuszczenie, (nomen omen) wyalienowanie i zapomnienie – przecież ludzie nie znają swojego wybawcy. Fakt, że niekiedy superbohaterowie wychodzili bez szwanku, zwłaszcza we wcześniejszych utworach kina. Jednak ten obraz powoli się zmienia np. za sprawą odświeżania prac Franka Millera czy Allana Moora. W efekcie pojawiają się seriale jak “Watchmeni” czy nawet “Swamp Thing”. Ogólnie, mam wrażenie, że rośnie zainteresowanie motywem antybohatera lub bohatera ze skazą, z problemem. I to jest fajne ;-)

O ile dobrze pamiętam filmy Linkary (krytyk komiksowy z YT), po sukcesie Batmana od Millera w latach 90-tych, nastąpił wysyp antybohaterów od twórców, którzy nie zrozumieli idei antybohatera, więc zamiast skomplikowanych postaci, czytelnicy dostali mnóstwo zgrzytających zębami mięśniaków z wielkimi działami.

 

Sama z komiksów to czytam teraz głównie mangę. Jeden z tytułów, którego polskie wydanie śledzę, jest ‘One-Punch Man’ – historia o samozwańczym bohaterze, potrafiącym zmiażdżyć dowolnego przeciwnika jednym ciosem. W teorii jest to parodia shonenów (komiksów akcji, skierowanych w teorii do chłopców), ale im dalej, tym robi się bardziej serio. Jednym z motywów jest organizacja formalnie zrzeszająca superbohaterów oraz jej nieprawidłowości oraz walki wewnętrzne. Co ciekawe, podobne motywy nie są obce w komiksach japońskich, bo w “My Hero Academia” też jest wątek błędów w systemie regulującym działania superbohaterskie.

Hej, Ajzan. Dopisujesz dobrą ciekawostkę. Z chęcią ugryzę ten temat kiedyś i poszukam informacji. Trudno odnieś się do komiksów, których się nie poznało, ale sama kwestia wykorzystania motywu jest interesująca. Bo to zawsze będzie pytanie, czy autor nie zrozumiał idei? A może przełożył koncept na swój język? Lubię takie rozważania z pogranicza szeroko pojętej sztuki. Myślę, że często ta kwestia, którą tu poruszamy, nawiązuje do problemu z twórczością na sprzedaż a twórczością... no właśnie jaką?

One-Punch-Man kojarzę jako postać z popkultury i wiedziałem też, że jest z mangi. Niedawno był temat na Discordzie o mandze i o shonenach (typu Naruto i inne). Sam nie miałem okazji sięgnąć po mangę, ale wiele dobrego słyszę o tych komiksach, więc pewnie się skuszę w końcu. Motyw, który tu przedstawiłaś brzmi wystarczająco zachęcająco.

Co do “One Punch Man” mój mąż ma taką teorię, która wydaje mi się ciekawa: one-punch man ma pokazywać, że przeszkody są w życiu cenne. Jeśli rzeczywiście przyjrzymy się bohaterowi, łatwo możemy zobaczyć, że mimo iż z łatwością pokonuje swoich przeciwników, tak naprawdę jest nieszczęśliwy. W jego życiu nie ma żadnych wyzwań i przeszkód, które wymagałyby od niego wysiłku. Jego historia ma pokazać czytelnikom, że nie ma nic złego w przeciwnościach losu, że tak naprawdę tylko tak długo, jak długo mamy trudności, z którymi się mierzymy, nasze życie ma jakikolwiek sens. 

Co sądzisz o tej interpretacji, Ajzanie?

Dziękuję Mersayake za przypomnienie i przepraszam za tak późną odpowiedż. Według mnie taka interpretacja ma sens. ONE, autor oryginalnego webkomiksu, lubi motyw brutalnego zderzania supermocy z rzeczywością. O to samo mniej, więcej chodzi też w jego innym komiksie pt. "Mob Psycho 100", gdzie główny bohater uczy się, że posiadanie potężnych mocy parapsychicznych nie czyni nikogo od razu lepszym od innych.

Normalnie, gdyby cisza radiowa padła po moim pytanku, to bym nie donosił na krzykopudełku, a tak to wywołałem do wątku i myślę, że nic złego się nie zadziało z opóźnieniem. A samo pytanie i odpowiedź to bardzo ciekawa sprawa, bo sama koncepcja z przeciwnościami losu brzmi intrygująco. Trzeba tu discordowiczów zwołać, bo jest tam kilku speców od anime ;-)

Zasadniczo większość Shonenów, jak nie wszystkie, mówią o tym, że trzeba mieć cel w życiu i do niego dążyć. Każdy bohater ma ten cel i przechodzi trudności, więc One Punnch Man naturalnie tych trudności mieć nie może, jeżeli manga ma być realną parodią. Bohater nie ma się czym przejmować i tego sensu też jest niewiele, widać to trochę po tym, że bardziej przejmuje się wyprzedażą w ulubionym sklepie niż zagorzeniem poziomu SMOK etc. Jeśli się zastanowić zawsze ten motyw gdzieś tam był, ukryty między warstwami parodii i epickich walk.

Ale mam wrażenie, że autor się nie ogranicza do tego, ponieważ dzięki parodiowaniu Shonenów, może pojeść do tej życiowej motywacji z innej perspektywy, właściwie z wielu perspektyw. Najlepszym przykładem jest Garou (wspomnę, że nie czytam mangi tylko śledzę anime), on ma twardą motywację, bardzo dobrze zarysowaną, dąży do swojego celu, ale mam wrażenie, że przez tego chłopca z książką o bohaterach, zaczyna się zastanawiać czy ten cel jest wart pracy. To jest chaotyczny antagonista, przynajmniej tak mi się wydaje, więc nawet jeśli przeciwieństw jest ogrom, nie zawsze musimy dostrzegać w tej drodze sens.

Ja mam wrażenie, że autor nie tyle chce pokazać, że nie ma nic złego w przeciwnościach losu, co na podstawie bohaterów próbuje pokazać indywidualne podejścia i ich konsekwencje. U Suiryu także widzimy odmienne spojrzenie.

P.S. Merseyake mnie zawołał z discorda, dzięki.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Ano, ciekawe spostrzeżenie. W sumie fajnie by było, gdyby na przykład Genos postanowił zostać jednak “złym bohaterem” i walczyć z One Punchem, chociaż pewnie wiadomo, jak to się skończy XP

A Garou jest super antagonistą. Jakkolwiek uważam drugi sezon OPM za sporo gorszy od pierwszego, to jednak ta postać im się bardzo udała. 

Ja też czytałam trochę złego o drugim sezonie, głównie w strefie technicznej, że animacja nie jest tak wspaniała.

Ja osobiście zauważyłam zmianę w sposobie prowadzenia narracji od momentu wejścia na scenę Garou. Wcześniej wątki leciały prosto po kolei (wprowadzenie → Dom Ewolucji → początki w POSS → meteor → Król Głębin → Boros → King), a potem na przemian jest Garou, turniej walk, Stowarzyszenie Potworów i trochę jeszcze, przez co robi się trochę bałagan.

A Garou jest super antagonistą. Jakkolwiek uważam drugi sezon OPM za sporo gorszy od pierwszego, to jednak ta postać im się bardzo udała.

Moim zdaniem to jest najlepsza rzecz, która przydarzyła się tej serii, brakowało psychologicznie złożonego bohatera, a tutaj proszę i King i Suiryu i przede wszystkim Garou. Mi animacje się podobały i podoba mi się to jak autor wybrnął z problemu trudniejszego przeciwnika od najpotężniejszej istoty we wszechświecie.

Co do bałaganu się zgodzę, z tego powodu też czasem bywało nudno.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Nie uważam, żeby animacje były złe, ale nie były tak dobre, jak w sezonie pierwszym, co wynika z tego, że pracowali nad nimi inni animatorzy i chyba nawet inny reżyser.

Podobny problem z rozciągnięciem fabuły, przez który cierpią niezłe wątki, zaobserwowałam w mandze Kuroshitsuji. Ostatni oficjalny arc ciągnie się od jesieni 2015. roku (rozdziały wychodzą co miesiąc) i nawet fani zaczęli narzekać na tempo akcji oraz rozlazłość fabuły (w tym kilkurozdziałowe flashbacki). Jak dla mnie tutaj niezłym rozwiązaniem byłoby podzielenie tego arku na kilka mniejszych.

A ja się dowiedziałem, że autor chcę pisać mangę bez określonego końca, kiedy byłem pewien, że zostało może dziesięć odcinków, bo wszystkie wątki, które od początku tak fajnie zarysował i stworzył, pozamykał. Nie spodziewałem się tego, życzę żeby ta seria była dobra, ale nie wiem gdzie ona znajdzie kolejne luki w przeszłościach bohaterów i inne elementy, aby podkręcić fabułę. Prawda, ma ich kilka, ale wciąż za mało. Chodzi o Black Clover.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

To już chyba podchodzi pod rynek mangowy w Japonii. Coś kojarzę komentarze na ten temat przy zakończeniu “Bleacha”.

Tak tak, boję się, że rozciągnie serie jak One Piece, nie mam tyle życia, na oglądanie XD

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Nowa Fantastyka