- Hydepark: "Dziewczyna z papieru i ognia", czyli cobold&fun w Nowej Fantastyce 11/2019

Hydepark:

czasopisma

"Dziewczyna z papieru i ognia", czyli cobold&fun w Nowej Fantastyce 11/2019

Tak jak obiecywałem, Olvido i Sanchez wrócili. Tym razem blisko, tutaj, do tych pól malowanych zbożem rozmaitem, wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem...

 

Ale w odróżnieniu od poprzednich odcinków, w tym wypadku sukces (i mam na myśli nie tylko publikację, ale w ogóle to opowiadanie) ma dwóch ojców. I mogę powiedzieć, że pisanie w duecie jest niezwykłym doświadczeniem, niełatwym, ale chyba jednak uzależniającym.

 

Zapraszamy z Funem do lektury. Ciekawe, czy poznacie, jak podzieliliśmy się pisaniem ;)

 

Podziękowania dla Michała Cetnarowskiego za zaufanie, mnóstwo dobrych słów i redakcję!

Komentarze

obserwuj

Ja tylko dodam, że sam nie napisałbym takiego tekstu. I Cobold chyba też nie. Więc dziękuję drugiemu Krzyśkowi za to, że zgodził się w pewien sposób podzielić swoimi bohaterami ;)

Zapraszam do lektury!

A przy okazji, jeśli ktoś chce mój autograf, to zapraszam na wrocławskie piwo :D 

A jeśli ktoś chce tylko piwo, to tym bardziej zapraszam. Piwo już piłem, było fajnie, autografów nie dawałem. 

 

PS W tekście pojawiają się też inne trunki. 

Gratulacje, jutro po szkole idę do sklepu, może jeszcze coś zostanie!!!

Dwóch w jednym, ale ciekawe.  Też jutro zboczę z drogi, aby “zhaczyć” o miejsce, do którego docierają dwa lub trzy numery Fantastyki, zanim mi je wykupią.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ambitnie! Gratulacje!

Zapowiada się petarda, nic tylko czekać, aż prenumerata dotrze.

Uszanowanko i największe gratulacje, kochani :)

 

A pociągnę was za język – jak wygląda pisanie w duecie? Kto planował historię, jak dzieliliście się fragmentami? Bardzo jestem ciekawa :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Serdecznie gratuluję tak owocnego duetu. Podziwiam :)

Kam, chętnie odpowiem na te pytania – nie wiem, jak Cobold – ale dopiero za jakiś czas, jak już ci, którzy chcą przeczytać, przeczytają. Żeby nic nie sugerować ;)

No chyba że ktoś jest bardzo ciekaw, wtedy zapraszam na priv, czy to tutaj, czy na fejsie. 

Gratulacje! A Funowi trzeba przypiąć złote piórko. :)

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Brawo, panowie :))

Gratuluję, Panowie!

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Piękne opowiadanie duetu autorskiego. Zaciekawiło mnie pytanie o miejsca zszycia. Ja ich nie zauważyłam, tylko niekiedy rodziły mi się niejasne przeczucia, że może... ale zajęło mnie polskie imaginarium, jego zjawy, upiory, melodie i teksty pisane do tej samej od wielu lat piosenki.

Gratuluję!

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum – :)))

Dzięki za pierwszą opinię, Asylum :) 

Właściwą opinię wrzuciłem we właściwym wątku (czemu nie mam na imię Krzysztof, kurła ;)?).

Pytania mam trzy – czy nazwiska bohaterów (Wolański, Popielska) są znaczące? I jeśli tak, bo tak mi się wydaje, może napiszecie, czemu takie?

Drugie – jak wyglądała współpraca? Nie pytam, jaki był wkład, ale czy pisaliście równolegle, czy jeden drugiego poprawiał?

Trzecie – czy przewidujecie dalszą współpracę i czy Olwidzki z Sanchezem jeszcze się pojawią?

 

Oraz – ponieważ z przyczyn niezależnych na Krakowskim nie mogłem być, to może obaj szanowni Autorzy złożą autografy na moim egzemplarzu NF w Katowicach? Zapraszam!!!

 

W każdym razie – świetna robota, Panowie!!! Żebyż więcej takich tekstów!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Uwaga, bo nie chcę komuś popsuć przyjemności czytania ;P

.

.

.

.

 

Autorem co prawda nie jestem, ale wiem, że autorzy lubią takie spekulacje ;P więc napiszę, że jak dla mnie to Popielska była spersonifikowaną, chorą Polską, odradzającą się z popiołów i ponownie paloną (rozbiory? wojny?). A u Wolańskiego bardziej znaczące było imię Konrad (choć dla mnie i tak był Szopenem ;p)

.

.

.

.

.end

Odpowiadam na pytanie pierwsze i trzecie (drugie i czwarte zostawiam Funowi):

ad 1. Tak (podobnie jak imiona Małgorzata, Ignacy i Adam, czy nazwisko Olvido),

ad 3. Tak i tak (co nie znaczy, że oba naraz).

Adam to wiadomo, Konrad też, ale Ignacy? Rozjaśnij, bo ciemnym jak tabaka w rogu.

Olvido dopiero musiałem wyguglać, aż takim poliglotą nie jestem.

Co mnie cały czas utwierdza w przekonaniu, że dopiero liznąłem tego tekstu, i za jakieś kilka miesięcy trza go przeczytać ponownie!

 

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Przy Ignacym też warto sięgnąć do słownika ;)

Sadysta :D!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Ale wiesz, to nie są jakieś puzzle czy łamigłówka dla czytelnika ;) Chcieliśmy żeby opowieść była zrozumiała i ciekawa dla każdego, na swoim podstawowym poziomie. Tylko, że skądś te imiona bohaterów trzeba brać – takie mieliśmy skojarzenia podczas pisania, tak ich nazwaliśmy i jeżeli czytelnik znajduje zabawę w ich analizie, to może ją traktować jako dodatkowy, nieobowiązkowy bonus.

Nie nie – to rozumiem!

Podstawowy poziom jest świetny. Ale jeśli autor “puszcza oczka” do czytelnika, to jeszcze lepiej! Natomiast czasem czytelnik nie doskakuje poziomu autora – stąd pytania!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Dzięki, Staruchu! 

 

SPOILERY

Wymyślając imiona Popielskich, chcieliśmy się raczej odnieść do podświadomości czytelnika (żeby mu się skojarzyło intuicyjnie, samym brzmieniem), nie do jego wiedzy. Dlatego ułatwię zagadkę – kto chce żyć w błogiej nieświadomości, niechaj odwróci wzrok – Małgorzata i Ignacy mają imiona od słowa “płonąć” w językach już raczej nieużywanych. 

Co zaś się tyczy współpracy... No ja się zająłem młodymi, nie? ;) Fabułę ustalaliśmy razem na bieżąco, dzieląc się, kto którą scenę pisze (wyszło więc po równo). Z tym że nie zawsze było po kolei – Cobold się niecierpliwił, więc pisał swoje, a dopiero potem ja dodawałem poprzedzającą scenę. Czytaliśmy się nawzajem, poprawialiśmy, uzupełnialiśmy. 

Trzecie – czy przewidujecie dalszą współpracę i czy Olwidzki z Sanchezem jeszcze się pojawią?

Olvido i Sancheza Coboldowi zazdroszczę, ale nie zamierzam mu ich odbierać, więc dalsza współpraca zaowocowała zupełnie innym tekstem: inne miejsce, inne czasy, inni bohaterowie, inna fantastyka, inny styl.  Ale jedno pozostaje takie samo – żaden z nas nie napisałby takiego tekstu w pojedynkę. A chyba o to chodzi w pisaniu w duecie. 

Ale jedno pozostaje takie samo – żaden z nas nie napisałby takiego tekstu w pojedynkę

No właśnie, o to mi chodziło. Zazdaraszczam :).

Reasumując: czekam na Wasz wspólny tekst, po cichu licząc na to, że S. i O. pojawią się jeszcze jako twory Cobolda.

 

A imiona – tak trochę przeczuwałem, ale wolałem się upewnić :).

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

po cichu licząc na to, że S. i O. pojawią się jeszcze jako twory Cobolda.

A ja liczę na to głośno :D 

A ja liczę na to głośno :D

A ja bym nie zapeszał...

Kurcze, a ja trochę pomarudze. Przeczytałam, ale niestety początek mi się zdecydowanie dłużył, nieco przegadany. Później już było znacznie lepiej, mniej więcej od momentu, gdy Małgorzata ponownie ruszyła w las. I tu już zdecydowanie czułam ten klimat i mi się podobało. Choć nie będę zdradzać, które fragmenty przypadły mi bardziej do gustu. Dało się wyczuć, że część pisze jedna osoba, a drugą część druga, także to nie było trudne. ;) Co do Małgorzaty odniosłam dokładnie takie same odczucia jak Bellatrix.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dziękuję, Morgiano, za Twoje marudzenie ;)

Gratuluję publikacji. Miejsc “zszycia” nie zauważyłem, więc krawcy chyba dali radę.

Opowiadanie zaliczam do udanych. Ładna XIX-wieczna otoczka, ciekawe nawiązania, wyraziści bohaterowie. Fabuły trochę mniej, inne elementy opowiadania wychodzą przed nią, choć i ona potrafi zaciekawić.

Dzięki, Morgiano, dzięki, Zygfrydzie! Każda opinia jest dla nas cenna :) 

To było moje pierwsze spotkanie z dr Olwidzkim i Sanchezem. Bardzo klimatyczne, czuć “polską jesień”, listopadową melancholię oraz ten XIX wieczny zryw patriotyzmu. Relatywnie mało dowiadujemy się o clue dolegliwości Małgosi – co to dokładnie było, dlaczego, itp. Co najwyżej można wywnioskować to z symboliki.

W każdym razie fajnie, fajnie to wyszło :)

W przyszłości chętnie zabiorę jeszcze ich historie na popołudniową kawę :D

Dzięki, Aryo :) 

W końcu nadrobiłem. Panowie, jakie to było dobre :D

Cała przyjemność po naszej stronie :)

Przeczytane i to była miła lektura. Doceniam ciekawy bieg akcji, który rozkręca się gdzieś w połowie, ale dobrze że nie na samym końcu. Spodobała się również warstwa językowa. Naprawdę fajne opowiadanie!

Arnubisie, Mersayake – dzięki za odzew! 

Przeczytałam :) Bardzo dobra robota, Panowie!

W moim odbiorze tekst wypadł raczej jednorodnie, gdybym nie wiedziała, to pewnie nie podejrzewałabym podwójnego autorstwa. A z drugiej strony czuć w tym pióro każdego z Was – ale na zasadzie bardzo fajnej harmonii.

Bardzo podobały mi się smaczki i nawiązania oraz klimat. Początek czytało mi się dobrze, ale czysta przyjemność pojawiła się na strychu Adama – ta scena i wszystkie listopadowe są wyśmienicie odmalowane. Czyja to była działka? ;)

To, co trochę mnie trapiło, to wielość bohaterów, których odbierałam jako równie głównych, co w krótkim tekście trochę wprawia w konfuzję. Czy to było bardziej o Konradzie czy jednak o Olwidzkim? Momentami wydawało mi się nawet, że jeszcze ważniejszy jest Sanchez. Chociaż podejrzewam, że tak przede wszystkim, to było o Polsce. 

Czyli ostał się jeszcze jakiś numer fantastyki, kiedy dodałem przypominającego posta? ;) 

Dzięki, Werweno, za opinię! 

ta scena i wszystkie listopadowe są wyśmienicie odmalowane. Czyja to była działka?

Generalnie scena ze strychu i rytuał są Cobolda, dwie ostatnie moje. Ale jeden dodawał coś do scen drugiego i odwrotnie. 

To, co trochę mnie trapiło, to wielość bohaterów, których odbierałam jako równie głównych, co w krótkim tekście trochę wprawia w konfuzję. Czy to było bardziej o Konradzie czy jednak o Olwidzkim? Momentami wydawało mi się nawet, że jeszcze ważniejszy jest Sanchez. Chociaż podejrzewam, że tak przede wszystkim, to było o Polsce. 

W kolejnym opowiadaniu ograniczyliśmy liczbę bohaterów ;) 

Audiobook pierwsza klasa :)

 

Niestety, papierowa gazeta nie dotarła na Mazury (szukałam!), ale teraz z przyjemnością nadrobiłam. Weszłam w opowiadanie jak nóż w masło i z przyjemnością dałam się ponieść wydarzeniom. Podobała mi się rozmowa Olvido i Sancheza w czasie golenia (a pani, która to czytała, była w tym fragmencie świetna :D), podobał mi się finał z duchami.

 

Co mi się nie podobało? Zabrzmi to chyba troszkę bez sensu, bo widziałam w powyższych komentarzach opinie zupełnie odwrotne, ale w opowiadaniu nie było tego, co u funa lubię najbardziej (zawrotny seksapil językowy), i nie było też tego, co u cobolda lubię najbardziej (nawet ta relacja Sancheza i Olvido jakaś inna, bo pamiętam, że śmiałam się w poprzednich odcinkach, a tu nie). Chyba wolę was w pojedynkę, chłopaki ;)

 

Mimo wszystko jednak opowiadanie bardzo przyjemne, wpływało na wyobraźnię, roztaczało obrazy i bawiło się językiem, nawiązaniami i treścią. Fajne, no. Znać fachowców. Gratuluję publikacji i audiobooka :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Dzięki, Kam, szczególnie za ten "seksapil" :D Mam nadzieję, że dasz szansę naszemu kolejnemu tekstowi, który jest zupełnie inny. Powinien się ukazać w tym roku ;)

Niesamowicie mi ta scena “dziadów”/voodoo zapadła w pamięć: czytałam dawno, potem drugi raz na portalu też jakiś czas temu, a jak się uczepiło, tak siedzi mi w głowie od tamtego czasu. Brawo, autorzy. 

Dzięki, Ninedin! To ja tylko powiem, że zanim się zabraliśmy do tej sceny, przez dwa tygodnie czytałem na zmianę książkę o voodoo, “Dziady”, “Wesele” i jesienne fragmenty “Chłopów” ;)

...i to słychać, i napisaliście coś, co mnie w słuch (literacki i językowy) trafiło bezbłędnie. Zazdrość i gratulacje. 

Nowa Fantastyka