- Hydepark: Szukam książki

Hydepark:

książki

Szukam książki

Za sugestią Bailouta zakładam wątek przeznaczony do proszenia o pomoc w identyfikacji książek, których autorów lub tytułów nie pamiętamy i w żaden sposób nie możemy znaleźć na własną rękę. Bo czasem tak niestety bywa, że chcielibyśmy wrócić do czegoś, co czytaliśmy bardzo dawno temu, a jak na złość oprócz zarysu fabuły lub kilku jej szczegółów, wyrwanych z kontekstu scen lub pojedynczych bohaterów niewiele ostało się nam w pamięci z lektury.

Komentarze

obserwuj

Przenoszę z shoutboxa.

 

Od dłuższego czasu bezskutecznie próbuję zidentyfikować pewną książkę, którą czytałem w dzieciństwie, w latach dziewięćdziesiątych. Podobała mi się, więc zadziwiająco dużo z niej zapamiętałem, ale niestety nie tytuł i autora. :]

Była to ciekawa, choć nieco dziwaczna powieść fantastyczna dla dzieci o chłopcu, który miał wyjątkowo realistyczne sny – tak realistyczne, że jeśli śniło mu się, że bawił się w lesie, to rano znajdował w łóżku igliwie i szyszki. Pewnego razu spotkał we śnie mężczyznę z podobnym “problemem”. Mężczyzna ten, z którym chłopiec się zaprzyjaźnił, był pilotem/maszynistą/przedstawicielem jakiegoś zawodu technicznego. Obaj w pewnym momencie bodajże utknęli w świecie snów, a żeby z niego wrócić, musieli wyruszyć na wyprawę w poszukiwaniu odpowiedzi, dlaczego w nim utknęli.

Podczas swojej podróży odwiedzili kilka zaklętych wysp. Na jednej z nich ptaki pływały w wodzie, a ryby latały. Mieszkający na niej samotny tubylec na każdego ptaka mówił “kura”, była tam też scena, w której wszyscy trzej chronili się w podziemnej kryjówce owego autochtona przed latającym rekinem. Na kolejnej wyspie wszystko zamieniło się w złoto, łącznie z facetem wypróżniającym się pod drzewem. Pilot/maszynista/przedstawiciel zawodu technicznego pozwolił chłopcu zabrać sobie jakiś drobny złoty przedmiot na pamiątkę.

Okazało się wreszcie, że za tymi dziwnymi zjawiskami na wyspach, jak i za kłopotami naszych bohaterów stoi śniący król-olbrzym, a żeby to wszystko odkręcić, trzeba go obudzić. Tu jakimś cudem w sukurs przyszli chłopcu jego szkolni koledzy.

W jednej z ostatnich scen powieści pilot/maszynista/przedstawiciel zawodu technicznego zaczął narzekać, że coś mu śmierdzi – była to złota kupa, którą chłopiec zabrał ze sobą na pamiątkę z zaklętej wyspy, i która po zdjęciu czaru na powrót stała się zwykłą kupą. :]

Pamiętam jeszcze, jak przez mgłę, okładkę książki – była czarna, z mnóstwem wielobarwnych kółek czy też baniek mydlanych. Gdybym ją zobaczył, na pewno bym ją rozpoznał. Co ciekawe, wydaje mi się, że nie było na niej wcale tytułu powieści ani nazwiska autora. Nie mam niestety pewności, czy to nie był tylko wzorzysty papier, w który oprawiony był ten konkretny egzemplarz biblioteczny, ale zawsze to jakiś trop.

Trudno mi powiedzieć, czy to pozycja polska czy zagraniczna, ani kiedy mniej więcej została wydana – język był prosty, współczesny, ale fabuła nie dawała w żaden sposób do zrozumienia, w jakich czasach dzieje się akcja. Bohaterowie nie mieli chyba nawet imion, byli po prostu Chłopcem i Pilotem/Maszynistą/Przedstawicielem zawodu technicznego. Szperanie w Internecie po szczegółach fabuły i fragmentach zdań, które utkwiły mi w pamięci, nie przyniosło żadnych efektów. Żadnego punktu zaczepienia. Zacząłem nawet myśleć, że ta książka mi się po prostu zwidziała albo, o ironio, przyśniła.

 

Oprócz tego szukam jeszcze pewnej obyczajowej młodzieżówki, ale nie mam na nią aż takiego ciśnienia. Była to dość stara książka o chłopcu, który przeprowadził się na wieś z miasta lub jakiejś innej wsi i musiał zacząć wszystko od nowa. Poznawał nową szkołę, nowych przyjaciół. Pojawiła się tam m. in. dziewczyna “o apetycznym imieniu Wiśka”, która, niczym te laski w romantycznych anime, pierwszego dnia szkoły wpadła z impetem po drodze na głównego bohatera. Pamiętam przedstawiającą tę scenę ilustrację, opatrzoną cytatem z tekstu: “Z drogi – Wiśka pędzi!”. Był tam też chłopak, który z jakiegoś powodu, chyba z zazdrości o Wiśkę, nie polubił naszego protagonisty, podrzucił mu nawet coś w rodzaju wypowiedzenia wojny – kartkę z realistycznie narysowaną trupią czaszką, która również została przedstawiona na jednej z ilustracji.

 

Pomóżcie.

 

 

kam_mod:

Też mam taką książkę, która mi przepadła na wieki – o dziewczynce, której rodzice stracili pracę i wszystko zaczęli wyprzedawać w lombardach. Pamiętam niektóre zdania słowo w słowo – “wprawdzie były lombardy, które przyjmowały nawet poduszki, ale my jeszcze nie byliśmy w tak złej sytuacji” i scenę o wujence, która przyniosła im paczkę bobu, na co dziewczyna odpowiedziała “ale my nie mamy ptaszka”, po czym zaniosła bób do ojca, który zareagował tak samo jak córka :D Niestety, moja biblioteka pozbyła się jakiś czas temu wszystkich starszych książek i ta też przepadła :(

- Panie Bożu, czy Jacku Dukaju wolno do nieba? - Nie wolno jenu.

Nowa Fantastyka