- Hydepark: Czytelnicze podsumowanie 2018 roku

Hydepark:

książki

Czytelnicze podsumowanie 2018 roku

Moi drodzy, krótko: może zechcecie się podzielić wrażeniami z tegorocznych lektur?

Pomyślałam, że fajnie byłoby zrobić zestawienie książek wydanych w tym roku, które uważacie za szczególnie udane.

 

Zresztą jeśli ktoś przeczytał coś starszego, co rzuciło go na kolana, również niech śmiało pisze, a co tam ;)

Komentarze

obserwuj

Rozumiem, że nie podbiłam od razu wątku, ale teraz to już sama nie wiem – niczego dobrego nie czytaliście w tym roku? ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

“Bolesław Chrobry” Gołubiewa – jestem pod wrażeniem języka, budowania historii, reserachu (choć trochę już się zdezaktualizował, to nie tak strasznie).

Warto!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Niestety 2018 w moim wykonaniu był bardzo ubogi jeśli chodzi o lektury. Nie wiem czy dobiłem do dziesięciu przeczytanych książek. Największe wrażenie to antologia Inne światy, sporo dobrych opowiadań, świetne rysunki Różalskiego.

“Pustka: Ewolucja”. Trzeci, ostatni tom space opery Petera F. Hamiltona (poprzednie części to “Pustka: Sny” oraz “Pustka: Czas”).

Historia dzieje się na dwóch płaszczyznach:  pierwsza jest kosmiczna, typowa dla gatunku, a druga to tak naprawdę zwykłe fantasy. Zwykłe, a jednak niezwykłe, z niezłymi niespodziankami. Powinno przypaść do gustu fanom fantastyki baśniowej, mnie na przykład przypadło, bardzo.

Jak zawsze jestem pod dużym wrażeniem epickiej wyobraźni autora. Złożoność świata wypełnionego intrygującymi ludźmi (a także postludźmi, kosmitami, sztucznymi inteligencjami...), których losy ładnie się przeplatają, naprawdę robi wrażenie. A wątek romansu jednej z bohaterek z wielomężczyzną, panem Boveyem, po prostu rozwala ;D 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Powinno przypaść do gustu fanom fantastyki baśniowej, mnie na przykład przypadło, bardzo.

Cóż, ja jeszcze nie czytałem Pustki, ale książeczki leżą na półce i czekają na swoją kolej. Super, że polecasz, Jerohu, zasiądę z większą ufnością.

 

 

Ja z książek ad 2018 chyba za wiele nie przeczytałem. Na pewno Płomień i Krzyż t. II Piekary, z przyzwyczajenia, ale nie polecam. Co ciekawe, książka opinie ma niezłe... Dla mnie była nudna, wtórna i wyprana z klimatu. Do biblioteki bym nie doklikał ;)

 

Natomiast z przeczytanych w 2018 to najlepsze wrażenie pozostawiły chyba: Dom Liści (sugestywny horror w niesamowitej formie) i 7EW (ta książka odzwierciedla wszystko to, co najpiękniejsze w hard s-f).

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Dodałam Gołubiewa i Hamiltona na listę “chcę przeczytać”, dzięki ;) (EDIT: “Dom z liści też”, nad Stephensonem się jeszcze zastanowię).

 

Przy “Innych światach” cierpiałam, naprawdę, te teksty były (w większości) straszne, Belhaju, na dziesięć opowiadań raptem dwa mi weszły bez protestów ;) No jakbym była w Loży, głosowałabym na “NIE” ; p Ale oprawa graficzna świetna, to fakt.

 

Ja tegorocznymi książkami na kolana nie zostałam rzucona, choć bardzo przyjemnie mi się czytało wszystkie trzy tomy “Kronik Riyrii” Sullivana – czytałam wcześniej cykl “Odkrycia Riyrii” i teraz z prawdziwą przyjemnością powróciłam do tego uniwersum i do jego bohaterów.

Ze starszych książek przeczytanych w tym roku największe wrażenie zrobiły na mnie chyba “Hyperion” Simmonsa, “Zabójcza sprawiedliwość” Ann Leckie, “Dawca Przysięgi” Sandersona i pierwszy tom Meekhanu Wegnera.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Mam dwóch zdecydowanych faworytów. W beletrystyce – “Dżentelmen w Moskwie” Amora Towlesa. Krąży teraz po rodzinie i każdy przykleja się tak samo. I reportaż, dopiero teraz przeczytałam, chociaż ma już parę lat – “Wytępić całe to bydło” Svena Lindqvista. Wstrząsające, przepięknie napisane.

Z siedmioma Ewami nie miałem jeszcze przyjemności, ale zamierzam to nadrobić ;) (sorry, wieloludzie Hamiltona chyba mi padli na mózg). Jeżeli lubi się hard sf, Neala Stephensona z jego potężnymi wizjami można w zasadzie brać w ciemno. 

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A ja w tym roku tylko jedną książkę czytałem z zapartym tchem, “Demon ruchu, duch czasu, widma miejsc. Fantastyczny Grabiński i jego świat” Joanny Majewskiej, czyli biografię Stefana Grabińskiego. Jest tam w tle cały przedwojenny Lwów i jego okolice. Czytałem ze szczególnym zaciekawieniem, bo moja rodzina się stamtąd wywodzi. A mój pradziadek uczęszczał na wykłady na Uniwersytecie Lwowskim dok ładnie w tym samym czasie co Grabiński.

Disclaimer: to nie są same powieści wydane w 2018 :D

Akurat w tym roku ciągle trafiałam na fajne mikropowieści. “In the House of Aryaman, a Lonely Signal Burns” Elisabeth Bear to jest taki kryminał solarpunkowy w Indiach dość bliskiej przyszłości, z zagadkową sprawą zabójstwa, genetycznie zaprojektowanymi papugokotami i subtelnie wplecionym bardzo klasycznym motywem SF.  “Prime Meridian” Silvii Moreno-Garcii jest SF też bliskiego zasięgu,  umieszczoną realnie w dość dystopijnym Mexico City, a w planie dalszym – na bardzo literackim, idealizowanym, wyobrażonym Marsie. “The Teamaster and the Detective” Aliette de Bodard jest SF o mało typowej detektyw mocno w typie Sherlocka Holmesa i o najbardziej oryginalnej wersji doktora Watsona, jaką w swojej praktyce czytelniczej spotkałam (a jestem, powiedzmy to sobie, fanatyczką Conan Doyle’a i jego przetworzeń i czytam ich jak najwięcej mogę).  “All Systems Red” Marthy Wells – cóż, nie mogę się doczekać polskiego wydania, żeby dać tę mikropowieść o robocie z charakterem jak największej ilości znajomych, którzy nie mają czasu/ochoty/możliwości czytać po angielsku.

Kończyłam w tym roku czytać cykl “Machineries of the Empire” Yoona Ha Lee i o ile trzeci tom, ten czytany z 2018, nieco mnie rozczarował, o tyle całość cyklu ciągle uważam za jedną z ciekawszych space oper/ militarnych cykli SF, jakie czytałam w ostatnich latach.  Z fantasy (ale mocno nietypowej, jak chodzi o realia) podobało mi się “Jade City” Fondy Lee, oparte na chińskiej tradycji, z magicznym jadeitem z jednej, a wojną triad z drugiej strony, z bohaterką, która jest trochę jak żeńska wersja Michaela Corleone.  

Z polskich chyba najbardziej podobała mi się “Woda na sicie” Anny Brzezińskiej. Sympatyczne wrażenie zrobiło też “Małe licho” Marty Kisiel, choć to raczej powieść dla młodszego czytelnika (acz chyba nie tak młodego, jak sobie sama autorka wyobraziła :D). No i “Czarownica znad Kałuży” Artura Olchowego, przeczytana w 2018 w ramach czytania Zajdlowych nominacji, też mi się zdecydowanie podobała jako podejście do postapo (i czytało mi się ją lepiej niż “Różaniec” Rafała Kosika, jak już mowa o polskich powieściach).  Z antologii chyba najciekawszy dla mnie był “Skafander i melonik” ŚKF-u, choć drugie Fantazmaty też, jak na razie, bardzo trzymają poziom, ale jestem dopiero w połowie.

Pomijam niefantastyczną beletrystykę, reportaże, których czytam dużo (w tym roku chyba największe wrażenie zrobiło na mnie “Zaginione miasto Z” Davida Granna) i tony książek naukowych. Ale z tych popularnych o starożytności polecę jedną, choć mało typową: “Imperium szamba, ścieku i wychodka” Andrzeja Wypustka,  czyli przystępnie napisaną krótką historię archeologiczno-kulturową toalet i kanalizacji w Grecji i Rzymie starożytnym.

Ja też dopiero w tym roku przeczytałem Hyperiona, i także polecam. To na razie moja druga pozycja po Diunie, jeśli chodzi o fantastykę w ogóle.

Mówisz, Jose, Dawca przysięgi? Wiem, że to kontynuacja Archiwum Burzowego Świata, właśnie czytam drugi tom Słowa Światłości, ale nie podoba mi się tak, jak Droga Królów, ale sięgnę po kontynuację, czyli Dawcę, już stoi na półce.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Ileż tytułów, a czasu tak mało...

 

“Hyperion” mnie trochę wkurzył, bo w zasadzie skończył się niczym. No i teraz trzeba kupić kontynuację...

 

Darconie, mnie w “Archiwum” fascynuje przede wszystkim rozmach. Nie jest to historia bez wad, oczywiście, ale o ile na początku czytałam tylko dla Kaladina, bo np. Dalinar mnie nudził, a Shallan bardzo irytowała, o tyle teraz chętnie czytam w zasadzie o wszystkich bohaterach. No i za każdym razem czekam na to wiele “wow”, które raz na jakiś czas Sanderson serwuje – trzeba czekać długo, ale kurczę, niektóre zwroty akcji są tak zaskakujące i epickie, że mi szczęka odpada i turla się w kąt pokoju ;) I dla tych chwil uważam, że zdecydowanie warto.

 

Niendin, jeśli czytasz “tony” książek w ogóle, to szczerze zazdroszczę, i tak jestem zadowolona, że przy chronicznym braku czasu jednak czytam (chyba) sporo ;)

“Czarownica znad Kałuży” mnie niestety rozczarowała – to znaczy od momentu przeniesienia akcji do miasta to już nie było to, choć zapowiadało się przednio. “Różaniec” też mi się nie podobał, z podobnego powodu – od przeniesienia akcji “na dół” moje zainteresowanie rozwojem fabuły spadło do zera.

Kolejny raz widzę, jak ktoś poleca “Wodę na sicie”, więc pewnie sięgnę, choć moje dotychczasowe doświadczenia z Brzezińską jakoś mnie nie zachwyciły (może za młoda byłam...). No i “Imperium szamba, ścieku i wychodka” brzmi ciekawie.

Klimaty SF sobie na razie odpuszczę, ostatnio trochę nadrabiałam i mam przesyt.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jose, mnie najbardziej w Innych światach, wymęczył Dukaj. Ale taki Orbitowski dał świetny tekst, dobry był Szmidt, Małecki, niezły Żulczyk, Jadowska i Kańtoch. Za najgorsze uważam Mroza i Chutnik, więc i tak daje to przewagę tekstów strawnych. W innych czytanych ostatnio przeze mnie polskich antologiach (Idiota skończony na na przykład) ta proporcja była o wiele gorsza.  

Skoro o “Innych światach” mowa...

Uwaga, autopromocja – https://www.fantastyka.pl/ksiazki/recenzja/128 

(i jakby coś – wiem, że za dużo półpauz :P, ale już zostawię).

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

“Hyperiona” uwielbiam od pierwszej lektury przy okazji pierwszego polskiego wydania, choć, rzeczywiście, a) żeby poznać rozwiązanie,  trzeba sięgać po _kolejne_  kontynuacje, i b) one, IMHO, są tylko chwilami tak dobre, jak oryginał. Co do “Czarownicy...” zgadzam się – te części na wsi, z takim postapo bliskiego zasięgu, są najlepsze, ale ja z tych, co to zawsze mają szklankę do połowy pełną i oceniłam wysoko całość :D. Plus, podoba mi się lokalność tej powieści i jej mocne osadzenie w konkretnych realiach.

A moje “tony” książek to głównie te naukowe, czytane w związku z pracą – na co dzień wykładam m.in. literaturę starogrecką i mitologię, a sama pamiętam, jakie miałam uczulenie na wykładowców odczytujących co roku to samo z pożółkłego kajecika – ergo sama staram się tego nie robić, zmieniać zajęcia i czytać na bieżąco większość wychodzących prac naukowych z mojej wąskiej dziedziny, żeby wiedzieć, co się dzieje; co daje, jednakowoż, kilkadziesiąt rocznie na dodatek do czytania dla przyjemności. Taka praca :) 

Głównie czytam teraz literaturę faktu i tutaj sporo się dzieje (jeśli chcecie polecanki poza fantastyczne, dajcie znać). 

Duże wrażenie zrobiła na mnie książka “Jej ciało i inne strony” Carmen Marii Machado. Zbiór opowiadań z nutą fantastyczną w tle, niektóre bardzo smakowite (”Inwentarz” i “Wyjątkowo odrażające”).

Zmartwiliście mnie, że “Inne światy” nie rzucają na kolana i ilustracje nieostre – planowałam kupić w papierze... 

Ja chcę polecanki z literatury faktu! :)

Ocho, specjalnie dla Ciebie. :) W tym roku podobały mi się “Służące do wszystkiego” Joanny Kuciel-Frydryszak, “Urobieni. Reportaże o pracy” Marka Szymaniaka, “Epoka milczenia. Przedwojenna Polska, o której wstydzimy się mówić” Kamila Janickiego, “Chrobot. Życie najzwyklejszych ludzi świata” Tomasza Michniewicza. I książka, którą czytałam już dawno, ale zawsze będę ją polecać: “Nie oświadczam się” Wiesława Łuki.

EDIT: I jeszcze “Rzeczy, których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy. I pewnie zaraz coś jeszcze sobie przypomnę. :D

PS A tego “Dżentelnena w Moskwie” mam już na półce, czeka w kolejce do czytania :)

Dzięki! “Służące do wszystkiego” miałam na liście, i jakoś o nich zapomniałam. Więc chcę ponownie. :) Pozostałe też sobie sprawdzę. 

A “Nie oświadczam się” czytałam może rok temu. To jest rzeczywiście mocna, niewiarygodna wręcz historia. Jedna z tych opowieści, które przypominają  mi, że jakbyśmy się tu w fantastyce nie wysilali, to rzeczywistości i tak nie przeskoczymy. 

EDIT: Myślę, że “Dżentelmen...” Ci się spodoba. :)

Dodałam “Dżentelmena” i “Nie oświadczam się” do kolejki. Mój portfel i brak czasu płaczą razem w kącie ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Mój portfel zdecydowanie odetchnął z ulgą, gdy zaczęłam korzystać z Legimi. Ale brak czasu płacze nadal.

Oj nie, papier to papier. Inaczej się nie liczy ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

U mnie się miejsce skończyło na półkach, a już jestem po ostrej czystce, więc nie ma zmiłuj się. Papier odwiedzam w bibliotece. ;)

Na szczęście mamy duże mieszkanie. Zrobiłabym czystkę, tak poza tym, ale Beryl nie pozwala ; p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ha ha, no widzę,  że nałóg nie tylko u mnie. Właśnie zamówiłam nową partię książek, po czym przypomniałam sobie, że w samochodzie leży jeszcze nierozpakowana paczka z poprzednim zamówieniem. I sterta rośnie, bo i na święta coś dostałam (a właściwie sobie kupiłam, podpisując że to dla mnie i męża), potem u rodziny coś wypatrzyłam.

Ech...

No ja właśnie poszłam na odwyk. Jak policzyłam ile ostatnio mi przybyło książek na półkach, które czekają w kolejce, to złapałam się za głowę. Staram się trzymać postanowienia, że jak książki, to dla dziecka (tu mam zagwozdkę, bo mały już wyrósł z takich książeczek dla maluszków, a trudno ocenić, jakie bardziej zaawansowane pozycje dotrą do dwulatka). No chyba że się trafi jakaś mega promocja, ale to musiałaby być naprawdę taka -70%...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

To już dwa lata?! O rany...

Ja to mam wrażenie, że dla 2-latków fajnych książek jest mnóstwo, natomiast dla 9-latków można się mocno naciąć. Ale to pewnie wynika z tego, że zawsze wydaje nam się, że dookoła jest pełno fajnych rzeczy, których akurat nie potrzebujemy. ;)

Chociaż ostatnio mój syn czyta “Zwiadowców” Johna Flanagana, jest na 4 tomie, a to ma chyba 14, więc na jakiś czas mam spokój. :) I w bibliotece jest podwójnie. Ufff...

A “Baśniobór” czytaliście?

“Zwiadowcy” mnie wynudzili przez kompletną zero-jedynkowość postaci. No ale ja już dawno jestem poza tak zwanym targetem ;p

 

Dwa lata i dwa i pół miesiąca nawet ;)

Z dwulatkiem jest o tyle problem, że jeszcze nie wiem, co już będzie dla niego za proste, a przy czym się znudzi, bo za trudne albo w dziwnej formie. Ale wybór jest szeroki, więc i tak mu kompulsywnie co i rusz coś kupuję :)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

“Baśniobór” kiedyś zaczęliśmy słuchać na audiobooku, ale znudził go, zanim zaczęło się cokolwiek dziać. Mamy książkę, może jeszcze wróci.

Co do tej zero-jedynkowości – trudno mi powiedzieć do końca, bo przeczytałam może kilkanaście rozdziałów, dość przypadkowych. Erak wydaje mi się ok. :) Evanlyn też się zmienia, podobnie Horace. Ale nawet 9-latek zauważył, że w tych książkach główny bohater jest często najnudniejszy. Tak jest tu, tak było w “Harrym Poterze”. To chyba ma jakieś uzasadnienie w książkach dla dzieci, ale, o rany, bez przesady. Trochę charakteru przyda się nawet wzorcom. :)

Do Eraka i Evanlyna nie dotarłam, bo przeczytałam tylko jeden tom ;)

 

Pisać dla dzieci jest trudno ; /

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jose, dla takich maluchów jeszcze tak bardzo nie ma znaczenia, co czytasz, ale jak czytasz. :) Poczytaj jak porządny lektor i będzie dobrze. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Fun, widziałam to zestawienie. Nic z niego nie czytałam, ale kilka pozycji wynotowałam na zaś.

 

Darcon, no nie wiem, synek ma już całą gamę ulubionych bohaterów książeczek i powtarza całkiem długie frazy, widać, które opowieści woli od innych. No ale najważniejsze, że czytać lubi. Czasem wręcz nas terroryzuje :D

Fajne też jest to, że teraz dla małych dzieci jest tyle różnych kreatywnych pozycji – interaktywnych, z dziurkami, okienkami, wycięciami, o różnych kształtach itp. Naprawdę super rzeczy.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Fun, z tej listy czytałam tylko “Opowiadania bizarne” (Wegner czeka kupiony, aż sobie przypomnę, co było w poprzednich częściach, ten Lincoln jest na liście, ale rezerwowej, więc nie wiem, czy w końcu do niego dotrę).

No i nie zgadzam się z opinią. Moim zdaniem ta książka składa się z wyłącznie słabych lub słabszych punktów. Tokarczuk uważam za pisarkę rewelacyjną, tym bardziej zdumiał mnie ten tom. Napisane pięknie, obiecują fascynujące historie, a kończą się jedną wielką dupą. Niezamknięte, porzucone wątki, banalne finały bez pomysłu albo nawet opowiadanie jakby przerwane w połowie. No nie. Przyznam, że na 10 opowiadań przeczytałam 9 i już byłam tak wkurzona powtarzającym się schematem (obiecujący początek, fascynujące rozwinięcie i totalnie spieprzony finał) że po kilku pierwszych zdaniach ostatniego opowiadania rzuciłam tę książkę w pierony. Czytałam w samolocie, więc nie bardzo miałam dostęp do czego innego i jak na taką niezobowiązującą, lekką lekturę były ok, ale do satysfakcji zdecydowanie daleko.

Dzięki, Ocha, niniejszym skreślam z listy ;p

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Pewnie bym zaczęła od tych starszych rzeczy (”Prawiek i inne czasy” czy “Podróż ludzi księgi”). Podobno też “Anna In w grobowcach świata” jest niezła, ale nie czytałam – czeka. A jak coś lekkiego, ale fajnego – no to zdecydowanie “Prowadź swój pług przez kości umarłych”.

Re: Tokarczuk

Mnie się zdecydowanie podobał właśnie “Prawiek...” i “Podróż ludzi księgi”. “Anna In” wydała mi się, jako retelling mitu Inanny, przyjemna w lekturze, ale w sumie dość mało ciekawa po tym, co zrobili z tym mitem fantaści (na czele z “Zamiecią” Neala Stephensona, która ma swoje wady, ale akurat kwestie języka i przetworzenie mitu Inanny robi IMHO bardzo fajnie; jest też Hal Duncan, który w “Welinie” i “Atramencie” przetwarza opowieść o Dumuzim i Inannie dziwacznie, po swojemu i chwilami  pretensjonalnie, ale akurat do mnie to trafia – tyle że nie polecałabym każdemu, bo to ten typ poetyckiej, wydumanej prozy, który się lubi albo nie, i tyle). Moją ulubioną powieścią Tokarczuk są z kolei “Księgi Jakubowe”, ale to chyba nie jest coś, od czego warto zaczynać, bo branie się za taką cegłę po to, żeby sprawdzić, czy autorka nam podejdzie, to chyba nie jest dobry pomysł :D 

Nie czytałam “Prowadź swój pług...”, mówicie, że warto?

Jak zwykle przeczytałem mniej, niż bym chciał. Zaplątany w wielotomowce, głównie je cisnąłem.

Najpierw był “Dawca przysięgi” Sandersona cz. 1, potem “Zemsta najlepiej smakuje na zimno” Abercrombie‘go, dalej “Dawca przysięgi” cz. 2. Następnie władowałem się w kolejny cykl, połykając “Kłamstwa Locke’a Lamory” Lyncha.

Mając przed sobą premierę 5 część Meekhanu, powtórzyłem sobie całe “Opowieści z meekhańskiego pogranicza” i obecnie kończę “Każde martwe marzenie”. Do tego jestem gdzieś w połowie “Bohaterów” Abercrombie‘go.

Może było coś jeszcze, nie jestem pewien. W sumie wszystko, co przeczytałem, podobało mi się.

Oprócz tego NF i FWS (tę drugą zapronumerowałem po raz pierwszy) i opowiadania z portalu. 

Ja zamykam grudzień trylogią czasu, młodzieżówką Kerstin Gier. Przydało mi się coś lżejszego, więc w sumie jestem zadowolona z lektury :)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Ninedin – to zależy, czego oczekujesz. Tokarczuk sama powiedziała, że “Prowadź swój pług...” napisała dla relaksu, pomiędzy “poważniejszymi” książkami. Dla mnie to było przyjemne, taki ładniej napisany kryminał. :)

Mnie ten rok, jeśli chodzi o fantastykę, upłynął pod znakiem zbiorów opowiadań, głównie angielskojęzycznych:

Paper Menagerie Kena Liu

Fragile Things. Short fictions and wonders, Neila Gaimana

The Inheritance, Robin Hobb/Megan Lindholm

The Best Vampire Stories 1800-1849. A classic Vampire Anthology

 

Z polskich/ po polsku:

Czarne krowy, Rolanda Topora (choć to akurat bardziej groteska i czarny humor niż fantastyka)

Sanatorium pod klepsydrą, B. Schulza – w ramach powrotów do klasyki.

Bakakaj i inne opowiadania, W. Gombrowicza – też w ramach powrotów do rzeczy czytanych dawno temu

 

Nie przeczytałam wszystkiego od deski do deski, ale to właśnie w zbiorach opowiadań lubię – spokojnie można czytać na wyrywki i nie stosując się do spisu treści. Właściwie każdą z tych książek mogę z różnych powodów polecić (zbiorek N. Gaimana chyba jest też po polsku, w każdym razie coś o podobnym tytule widziałam). Opowiadania Gombrowicza świetne – rewelacyjny miks absurdu i formy, fajnie było do nich wrócić :-) Schulz – po prostu magia. Topor – krótko, zjadliwie i jednocześnie lekko. Gaiman – oprócz tego, że zbiorek zawiera naprawdę dużo drobiazgów (również wiersze) to autor dołączył też okoliczności powstawania poszczególnych tekstów – świetna sprawa. Antologia o wampirach – na pewno czyta się inaczej niż współczesne teksty, ale summa summarum ciekawa rzecz. Hobb/Lindholm i Liu – dobre opowiadania, które nie schodzą poniżej pewnego poziomu, niektóre z nich zostaną ze mną na dłużej :-)

 

Zajrzałam też do Opowieści bizarnych Tokarczuk, ale że na razie przeczytałam tylko jeden tekst, to powstrzymam się z osądem.

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Miniony rok był okazał się najlepszym od lat pod względem ilości przeczytanych książek. ŁĄcznie wyszło 69 pozycji. Dodatkowo przeczytałam 76 opowiadań (większość z NF laugh )

W pozycjach czytanych “z wyboru” królowała fantastyka starsza, i chyba w sumie (prócz “Kurierów Galaktycznych Szlaków” i pięciu tomów Amberu) byłam z lektur bardzo zadowolona. 

Ponieważ wielbię tabelki, a te nie wielbią komentarzy tutaj, ciekawych co też Silaqui czytała zapraszam: https://www.kronikinomady.pl/2019/01/podsumowanie-2018.html 

 

Jeśli miałabym wskazać książki, które podobały mi się najbardziej, to cóż... Zeszły rok zaczęłam Ellisonem, i potem kolejnym tytułom trudno było dorównać “Temu, co najlepsze”. Na pewno miło wspominam: 

“Pomnik” Biggla, “Na fali szoku” Brunnera,  “Wypalić Chrom” Gibsona, “Orzeł bielszy niż gołębica” Lewandowksiego, “Modyfikowany węgiel” Morgana, “Wniebogłosy” Nowaka, “Pielgrzymka na Ziemię” Shekley’a, “Przedrzeźniacz” Tevisa. 

Porażek było niewiele, najgorsze co przeczytałam, to  “Gniazdo” Goodkinda,  “Gdzie niebo mieni się czerwienią” Lueddecke,  “Proroctwo cieni” Madow, “Cynobrowe pola” Radlak. 

To tak w telegraficznym skrócie :)

 

Na początku było Słowo. Potem pojawił się pieprzony edytor tekstu. Potem procesor myślowy. A potem nastąpił koniec literatury.

Nowa Fantastyka