- Hydepark: Krytyka i jej konsekwencje

Hydepark:

inne

Krytyka i jej konsekwencje

Piszemy, malujemy, lepimy, cykamy zdjęcia, ogólnie: organizujemy sobie czas w dowolny sposób. Wkładamy w to serce, tłuczemy roboczogodziny. W końcu nadchodzi chwila, gdy zapragniemy podzielić się efektami naszej pracy z innymi ludźmi. Zostajemy: zważeni, policzeni, rozdzieleni. Ale czasem też się zdarza, że zostajemy rozerwani na strzępy. O tym chciałbym pogadać w tym temacie. O krytyce.

 

Czy jesteśmy przygotowani na krytykę? Albo: jak reagujemy na baty od świata, który ewidentnie na nas nie czekał?

 

Komentarze

obserwuj

Podbijam i zamieniam się w słuch (:

Krytyka budzi we mnie postawę: "ja Wam jeszcze pokażę!".

Po przeczytaniu spalić monitor.

We mnie frustrację. I złość. Na siebie. “Mogłeś to zrobić tak albo tak, to czemu kurde dałeś ciała i napisałeś akurat inaczej?”.

Kilka rzeczy mocno mnie zdziwiło. Sporo pisałem tekstów technicznych (dość specyficznych, przyznaję). A tu naraz: nie “tą”, a “tę”. Nie “wykonać telefon”, a “zatelefonować”. Ze słynnym “cofaniem do tyłu” na czele, które znajduję w połowie czytanych przeze mnie książek z lat 60-tych i 70-tych.

I zawsze, zawsze sobie obiecuję, że nie będę odpisywał od razu, w emocjach. I nigdy mi się nie udaje

:(.

Mądrzy ludzie gadają, że pono co cię nie zabije, to cię wzmocni. Liczę na to!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Opublikowałem tutaj dwa opowiadania. Bez szału, jeśli chodzi o poziom. Były na szczęście osoby którym się podobały. Krytykę i uwagi potraktowałem częściowo jako konstruktywną i zmieniłem coś w gotowym tekście, albo starałem się zapamiętać uwagi na przyszłość. Część uwag potraktowałem jednak jako wtrącanie się w proces twórczy i absolutnie je zignorowałem. W końcu nie musi podobać się wszystkim.

Biorę ją do siebie, ale w ograniczonym zakresie.

Ja do długich, krytycznych komentarzy podchodzę jak do jeża, ale przyjmuję uwagi, nawet jeśli czasem nie odpowiadam. Również nie reaguję od razu. Za dużo widziałam i czytałam dram, gdzie autor toczył wojnę z krytykami, by samej coś takiego wywołać.

Jako bonus, coś w temacie:.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Źle znoszę krytykę, boli mnie, szczególnie, jeśli ktoś krytykuje po prostu, bo krytykować musi. Niby sobie tłumaczę, że to po prostu taki typ, niemniej zawsze to powoduje u mnie jakieś takie skurczenie się w sobie. I przeciwnie – słowa uznania dodają mi skrzydeł. 

Rozumiem też konstruktywną krytykę albo gdy ktoś mówi, przeczytałem, ale to nie moja bajka. Rozumiem uwagi, które zostają poparte konkretami. Przyjmuję je na klatę i poprawiam czym prędzej (jeśli się da) babole. Sądzę, że wszyscy ci, którzy zajmowali się korektą moich opowiadań bądź powieści, potwierdzą, że nie jestem uparta, łatwo daję się przekonać do poprawek, o ile ktoś potrafi je uzasadnić. Bo nie uznaję, że moje musi być dobre tylko dlatego, że ja tak napisałam, ale dokładnie tak samo podchodzę do cudzych poprawek: twoje nie musi być lepsze tylko dlatego, że ty to napisałeś. 

Ale bardzo mnie smuci, jeśli ktoś napisze, że nie podobała mu się moja powieść, nawet jeśli wytknięte błędy: nielogiczności/fabuła/styl są przez krytykującego rzetelnie pokazane. Wprawdzie mówię sobie wtedy: cóż, starałam się, ale nie wyszło albo nie każdemu musi się podobać – ale i tak jest wtedy przykro.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Nosz do jasnego gwinta, co wy wszyscy z tym słowem "drama".

Polski język taki ubogi jest? Na YT drama, na SB drama, tutaj drama...

 

A co do tematu, krytyka sprowadza na ziemię moje wyobrażenia o wielkość napisanych opowiadań. Następnie ją analizuję i staram czegoś nauczyć. Często przyznaję rację, czasem się nie zgodzę. Poutyskuję w duchu na czym to świat stoi i, że ktos się czepia dla czepiania.

Ale na drugi dzień, czy tydzień, jest już tylko postanowienie napisania kolejnego, lepszego tekstu. Szybko odpuszczam sobie negarywne emocje po porażce poprzedniego. Bo wiem że da sie lepiej i że ja mogę lepiej. Tylko mi najczęściej brakuje czasu i warunków.

 

Tak więc, wolę jak się ze mną nie patyczkują, byle pisali szczerze i najlepiej konstruktywnie. Subiektywizm ocen mi nie przeszkadza.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Ja do każdego komentarza podchodzę z wdzięcznością, że komuś się chciało mój tekst przeczytać i napisać parę słów informacji zwrotnej. Nawet jeśli jest to ‘nie podobało mi się, zawiodłem się’. Obszerniejsze komentarze, wyjaśniające co i dlaczego się nie podobało zawsze są cenną wskazówką – czasem o własnych autorskich brakach w jakiejś dziedzinie, czasem o guście vox populi. Merytoryczne komentarze wskazujące co jest w tekście nie tak pozwalają uczyć się, jak pisać lepiej. Najgorsze są komentarze wytykające “błąd”, który błędem nie jest bo np. czytelnik ocenił coś zbyt powierzchownie, albo zwyczajnie się pomylił – tu zwykle próbuję wyjaśnić sytuację. Bardzo dużo mi dało spotkanie, bardzo dawno temu, w reanimowanym Klubie Tfurców – gdzie ludzie dostali moje opowiadanie w formie wydruku, ja musiałam je przed nimi odczytać, każdy robił notatki (dostałam później te kopie z uwagami) a na koniec zrobili mi rzeź. Rozbabranie na czynniki pierwsze, omówienie konstrukcji, fabuły, postaci, języka. Nikt nigdy tak mi nie zjechał tekstu i pewnie się to już nigdy nie zdarzy :). Pouczające, ale bardzo pozytywne doświadczenie. Kilkanaście osób poświęciło zupełnie za darmo (tak, najnowszemu trollowi się to nie mieści w głowie;)) swój czas i swoje zasoby intelektualne, żeby zanalizować to, co napisałam i powiedzieć na głos, co jest dobre a co złe. Na tym portalu czasem można poczuć się podobnie :)

Nie przejmuję się krytyką – jestem za nią wdzięczny, to dla mnie sugestie, jak coś zrobić lepiej na przyszłość.

Zdarzyło mi się usunąć tekst, kiedy po paru komentarzach okazało się, że nie będzie dobrze przyjęty, ale nie dlatego, bo to dla mnie jakaś mentalna trauma, tylko dlatego, że nie widzę sensu w męczeniu was opowiadaniem poniżej pewnego standardu. Kiedyś wykorzystam ten pomysł lepiej i się spodoba :)

 

ironiczny podpis

Ja mam w sumie jak mr.maras XD. Specjalnie podnoszę sobie poprzeczkę, by móc pokazać, że jednak potrafię.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Cóż, żadna moja praca nie spotkała się z pozytywnym odbiorem. Owszem, za każdym razem jest mi przykro, zwłaszcza jak sam uważam, że opowiadanie mi się podoba. Czekam wtedy na opinie, jednak odbiegają one od mojego wyobrażenia. Już na samym początku bycia tutaj zostałem zjechany. Czasem krytyka dobrze na mnie działa, kiedy ktoś podejdzie do tego na spokojnie, a nie z prentensjami czy wyższością. Statam się poprawiać i uczyć, ale nie idzie my zbyt dobrze. Wiem też, że "sztucznie" napisane pochwały i listość, też by mi nie pomogły. Krytyka zawsze mnie dołuje i sprawia, że chęci do pisania mam coraz mniejsza. Później sam dostrzegam błędy i jest mi wtedy głupio. Musi mi przejść, wtedy znów siadam i pisze, ale niestety znów zataczam koło. Nie lubię też, kiedy ktoś napisze "nie podoba mi się" i nie poda dobrego powodu.

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Krytyka budzi we mnie postawę: "ja Wam jeszcze pokażę!".

Też tak trochę mam. Poza tym jak Bellatrix, jestem wdzięczna za każde słowo pod tekstem, ale zarazem pewnych swoich (świadomych!) wyborów jestem skłonna bronić jak niepodległości, nawet jeśli są niepopularne. Nieświadomych lub nie do końca świadomych manieryzmów już niekoniecznie, jeśli wielu osobom przeszkadzają.

 

A największy problem mam z krytyką, w której ktoś wypowiada się ex cathedra, podczas gdy przekazuje wyłącznie swoje odczucia. Typu “to jest bez sensu” zamiast “dla mnie to jest bez sensu/jak dla mnie to zaciemnia fabułę” albo “to beznadziejne” zamiast “mi się nie spodobało”. Oczywiście nie dotyczy to błędów językowych, ale ogólnych odczuć i ogólnej oceny tekstu.

 

No i jak zapewne sporo osób już wie, jestem wrogiem fetyszyzmu fabuły czy też jej prymatu nad innymi składnikami tekstu ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Gdy wrzucam tekst, mam oczywiście obawy przed pierwszymi opiniami, ale wtedy mówię sobie, że nawet jak mnie zjadą, to nic się przecież nie stanie. I rzeczywiście, jak już odważę się przeczytać komentarz, to czegokolwiek by w nim nie było, jakoś przeżyję. Nigdy nie reagowałam na krytykę impulsywnie, nie denerwowałam się, że ktoś "obraża świętość". Pewnie, czasem krytyka trochę popsuje nastrój, ale ostatecznie przecież wychodzi na dobre. Zresztą dzięki mojej cudownej redaktorce przekonałam się, że przy krytyce można się też świetnie bawić. Było mi okropnie, koszmarnie wstyd, gdy wyłapywała co większe głupotki, ale robiła to z takim humorem, że naprawdę przyjemnie było się śmiać z siebie. Powinna założyć bloga analizatorkiego :)

Krytyka jest cenna, bo pozwala dostrzec błędy, a ponadto pokazuje na upodobania czytelników, co jest też ważne. Ale z doświadczenia wiem, że tekst jednym może się podobać, i to bardzo, a innym osobom kompletnie nie. Czasami wykorzystuję uwagi w dalszej pracy nad tekstem, przeważnie przy  jego skracaniu.

Każdy komentarz czy recenzja jest cenna, bo po prostu świadczy o zainteresowaniu opowiadaniem, miniaturą czy inną formą prozatorską. I na każdy wpis warto odpowiedzieć.

Pozdrówka. 

Danielu, zacząłeś komentować i dostrzegać błędy techniczne u innych – to świetna nauka i jest spora szansa, że Twoje teksty będą coraz lepsze. Myślę, że teksty wielu z nas z czasów okołomaturalnych przyprawiłyby nas o zawał ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Bez krytyki jako takiej ciężko jest o faktyczny progres. Tak samo jest z samoukami we wszystkich innych dziedzinach – podstawy można opanować samemu, najlepiej podglądając i naśladując lepszych od siebie, ale jeśli nikomu nie pokażesz tego co robisz, to nie będziesz świadom popełnianych błędów i zamiast do przodu, możesz ciągle krążyć w kółko. Jasne, że nigdy nie jest miło, kiedy komuś nie podoba się twoje dzieło i kiedy wytyka ci błędy. Dlatego też ważny jest pewien sposób dystansu do swojego tekstu – trzeba pamiętać, że krytykowane jest twoje dzieło, a nie ty. Przynajmniej w większości przypadków, a na tym portalu mamy to szczęście, że większość krytyki jest zazwyczaj merytoryczna i rzetelna, a z takiej to tylko czerpać korzyści. Gorzej, jeżeli ktoś tego dystansu nie może złapać i krytykę bardzo źle znosi i traktuje niemal personalnie. Ale bądźmy szczerzy, z taką postawą jakakolwiek kariera pisarska (czy ogólnie artystyczna) będzie bardzo trudna. Bo krytyka będzie zawsze i albo nauczysz się z nią radzić, albo czekają cię ciężkie chwile. 

Hmm, kiedyś byłem bardziej zapalczywy, bardziej skłonny skakać ludziom do gardła, chociaż i teraz, jak się wpienię, to wchodzę w tryb: sam przeciw wszystkim. Bez oddechu ;) Ale dziś potrafię odczekać, uspokoić się, parę rzeczy przemyśleć, wybrać się na wewnętrzną emigrację do Indii.

Nabrałem doświadczenia, dystansu, ale też wiary w siebie. O, to jest ważne: wierzyć w swoje możliwości. Nie ślepo, ale na podstawie przesłanek od odbiorców.

 

Z zamkniętej jaskini nie wyjdzie pisarz doskonały. To mit grafomanów. Trzeba iść między ludzi, publikować na forach, ścierać się, popełniać błędy i uczyć na błędach. Dlatego tak ważne jest udzielanie się w społecznościach takich jak na tym forum. Trzeba po prostu okrzepnąć ;)

 

No dobra, żeby przerwać to słodzenie: komu z Was nigdy żyłka nie pękła na widok krytycznego komentarza jakiegoś noname wypełzającego z czeluści internetów?  ;)

Ja różnie. Konstruktywna krytyka i odbiór (jakikolwiek by nie był, pomijając ad personam i zachowania niekulturalne) są jak najbardziej pożądane, nawet jeśli nie są przyjemne. Zawsze staram się takie uwagi analizować. Nie lubię za to, kiedy ktoś prezentuje swoje preferencje jako obiektywne kryterium oceny tekstu. Uważam, że ani czytelnik nie jest wyrocznią, ani autor nie jest bogiem, a literatura ma to do siebie, że nie istnieje jeden jedyny i właściwy sposób pisania. Dużo lepiej dyskutuje się z osobami, które nie są przekonane o własnej nieomylności (siebie też tu oczywiście wliczam ;-)).

Gdzieś czytałam cytat z Gaimana, którego sens był mniej więcej taki: kiedy czytelnik mówi ci, że z tekstem jest coś nie tak, najczęściej ma rację, kiedy mówi ci, jak to poprawić, najczęściej się myli.

I całkowicie się z tym zgadzam (pomijając błędy oczywiste – ortografy, literówki, podstawową interpunkcję, mieszanie pojęć itp.). Koniec końców muszę czuć, że tekst jest mój i lubię samodzielnie wypracowywać metody osiągania konkretnych efektów. Sprawdzać, co i jak działa i jak na dane zabiegi literackie zareaguje czytelnik – dlatego też komentarze mówiące o tym, jak i dlaczego akurat tak czytelnik coś odebrał są dla mnie bardzo pomocne. Te, w których czytelnik pisze, co by wolał albo jak coś powinno zostać napisane – przyjmuję do wiadomości, analizuję i sprawdzam, czy to wolenie, nie ma jakichś merytorycznych korzeni i jeśli nie ma, to raczej się takimi uwagami nie kieruję, traktuję je bardziej informacyjnie. Wychodzę z założenia, że pisząc “pod kogoś” nie stanę się lepszą wersją siebie :-)

 

 

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Ja mam taką wielką asymetrię, że do komentarzy krytycznych przykładam znacznie większą wagę niż do pozytywnych. I choćbym dostał wcześniej mnóstwo pochwał, to i tak pojedynczy krytyczny komentarz mnie trochę zasmutkuje. Choć z tym też bywało gorzej – teraz staram się podchodzić do tego wszystkiego na większym chilloucie, #yolo, #carpediem. Nie znaczy to, że takie uwagi (zwłaszcza umotywowane) ignoruję, tylko staram się patrzeć na nie z boku. Bardziej analizować niż przeżywać.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Krytyka krytyce nierówna. Np. na tym portalu chyba nie spotkałem się z tym, żeby ktoś zjechał bezpodstawnie od góry do dołu tekst, bo miał gorszy dzień, awers do autora, lub bo miał takie widzimisię (zastanawiam się czy nie ktoś nie rzuci “to żeś mało widzioł, dzieciok”, ale chyba nie). Więc tutaj o wiele łatwiej podchodzić na spokojnie do krytyki, zwłaszcza, że rzadko widzę tekst w stylu “słabe. nie pozdrawiam”, a raczej padają tu argumenty, a często nawet proponowane rozwiązania.

Poza tym znacząca część użytkowników chce jednak pomóc i wskazuje faktyczne błędy, nikt nikomu krzywdy nie robi. Jak dla mnie – duży plus.

Dodatkowo, wrzucając każdorazowo tekst, traktuję go jako ćwiczenie i po to udostępniam, żeby mi pokazano co mogłem zrobić lepiej. Np. pod ostatnim opowiadaniem zwrócono mi słuszną uwagę na pewną oczywistość, czyli “po kiego grzyba 1/3 tekstu to opis miejsca, z którego wynosisz się razem z fabułą?”. Cóż, po takiej krytyce zapamiętam, żeby już tak nie robić. ;)

Więc w większości podchodzę do tego jak do okazji, by się czegoś nauczyć i dać sobie szansę napisać lepsze opowiadanie.

A jeżeli uwagi odczytuję jako subiektywne i bez poparcia w argumentach? Jeśli są negatywne – nic z nimi nie zrobię i wszystkich nie zadowolę. A jeśli są pozytywne – to, nie ma co ukrywać, cieszę się, że komuś się spodobało.

No i warto odróżnić krytykę konstruktywną od zwyczajnego, toksycznego gadania.

I choćbym dostał wcześniej mnóstwo pochwał, to i tak pojedynczy krytyczny komentarz mnie trochę zasmutkuje.

O tak, tak, tak :) Ale forum nauczyło mnie sobie z tym radzić. Po prostu zakładam, że jak pozytywów jest więcej, to ten jeden negatyw jest przykry, ale nie da się zadowolić wszystkich. Oczywiście sporo też zależy od tego, jak negatyw jest sformułowany.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dla mnie duże znaczenie ma forma krytyki. To znaczy, jeśli krytyka jest wyłożona w sposób konstruktywny i pozbawiony złośliwości, potrafię ją przyjąć. Niestety zdarzają się osoby o bardziej uszczypliwym charakterze, które po prostu naigrują się z jakiegoś błędu i wtedy już nawet ciężko mi rozważyć, czy komentarz ma sens, bo wkurzam się po prostu na formę. Najtrudniej mi rozróżnić kiedy krytyka jest konstruktywna, a kiedy mogę się z nią nie zgodzić i uznać, że osoba po prostu nie czuje klimatu mojego tekstu. Nie chodzi przecież o to, by całkiem pozbyć się samego siebie i swojego zamysłu twórczego, ale z drugiej strony jeśli nikomu się to nie podoba i większość uważa tekst za nieprzystępny, to jaki sens ma brnięcie w to? Tu szczególnie chodzi o poetyzowanie, o używanie jakichś wymyślnych metafor, na co czasem się pokuszę, a co nie zawsze się spodoba i wtedy nie wiem, czy się nie podoba, bo mi to nie wyszło, czy po prostu dane osoby nie lubią takiego stylu? Samemu ciężko ocenić, bo skoro tak napisałam, to raczej dlatego, że mi się podobało. 

Większość mojego komentarza będzie zapewne powtórzeniem tego, co już tu napisano. 

Moim zdaniem ważne dla zdrowia psychicznego jest uświadomienie sobie, że  i tak każdemu się nie dogodzi i właściwie nawet nie należy do tego dążyć.

To prawda, że tutaj towarzystwo, jak na takie forum, jest (średnio) wyjątkowo merytoryczne i z większości komentarzy da się dla siebie coś konstruktywnego wyciągnąć. Czasem jestem pod wrażeniem tego, w jaki sposób zwracacie uwagę na coś, co – po wskazaniu – okazuje się być oczywistością i aż głupio, że – jako autorka – przegapiłam to. Arnubis ma rację pisząc, że bez krytyki trudno o progres.

Jestem tu też już trochę za długo by się na krytykę przynajmniej trochę nie uodpornić. Część traktuję jako realną pomoc, część muszę odrzucić, bo – jak już napisałam – nie każdemu dogodzę i coraz mi z tym lepiej. Pewnie, zawsze jest mi bardziej lub mniej przykro, gdy ktoś mój tekst skrytykuje. Nie zawsze jestem w stanie podejść do tego na luzie. Ale czasem – owszem. Ze względów, o których pisałam powyżej oraz z tego powodu, że – podobnie jak opowiadanie opowiadaniu nierówne, tak i krytyka krytyce nierówna.

Faktem jest jednak, że nauczyłam się na tym forum bardzo dużo. To też dało mi trochę więcej wiary w siebie, co pozwala dojrzalej traktować opinie krytyczne.

“No dobra, żeby przerwać to słodzenie: komu z Was nigdy żyłka nie pękła na widok krytycznego komentarza jakiegoś noname wypełzającego z czeluści internetów?  ;)”

 

Kiedy krytyka jest pisana przez takiego “noname” i jest totalnie niekonstruktywna, każdy twórca powinien pamiętać  słowa mistrza Boya-Żeleńskiego:

“Eunuch i krytyk z jednej są parafii, obaj wiedzą jak, żadne nie potrafi” :)

Kiedyś ciężko przyjmowałam krytykę. Pierwsze opowiadanie wrzucone tutaj było moim chrztem bojowym. Choć niektóre komentarze zawierały w sobie słuszne uwagi, to jednak ich przedstawienie średnio mi odpowiadało. Zwłaszcza jako osobie tutaj nowej, nie znającej realiów takiego forum.

Staram się wyciągać wnioski z komentarzy czy to odnośnie fabuły, pisowni, bohaterów. Po pierwszej chwili smutku i po poprawieniu, okazywało się, że tekst stawał się lepszy. Uczę się tu również przyjmować krytykę i starać się nie podchodzić do niej tak osobiście. Czasem mam trudności z wyborem co poprawić, a co mogę jednak pozostawić tak jak jest. Bo jeśli tylko jedna osoba zwraca na coś uwagę, a mnie podoba się to zdanie, to co wtedy? Nie chcę urazić tej osoby, albo by pomyślała, że nie szanuję jej zdania.

Bo jeśli tylko jedna osoba zwraca na coś uwagę, a mnie podoba się to zdanie, to co wtedy? Nie chcę urazić tej osoby, albo by pomyślała, że nie szanuję jej zdania.

Ech, no nie, chyba jesteśmy tu na tyle dojrzali, by nikt nie poczuł się czymś takim urażony. :) No i w końcu jednak to Ty decydujesz, jak ma Twoje opowiadanie wyglądać.

Dlatego też ważny jest pewien sposób dystansu do swojego tekstu – trzeba pamiętać, że krytykowane jest twoje dzieło, a nie ty.

O to, to, święte słowa. Każda negatywna krytyka jest nieprzyjemna, ale pamiętając o powyższym, krytykę można traktować jak naukę i pozbyć się większości towarzyszących jej emocji. Zdaję sobie sprawę, że czasami ten dystans jest trudny do osiągnięcia – zdarza się, że autor pisze tekst bardzo osobisty, że wyrywa sobie autentyczne uczucia z... no, z czego tam można je sobie wyrwać, że przelewa na papier tudzież ekran tłuste krople swojej duszy – a tu krytyka, a tu komuś sie nie podoba, niezależnie zresztą z jakiego powodu – technicznego, fabularnego czy pojęciowego. Łatwo wtedy odebrać to tak, że jeśli opowiadanie to kawałek mnie, no to krytyka dotyczy również właściwie mojej osoby. A tak nie jest, w zasadzie nigdy, no chyba, że ktoś pisze "jesteś głupim grafomanem". Ale to raczej trudno uznać za konstruktywną krytykę. 

Sam traktuję krytykę właśnie w kategoriach nauki, nawet jeśli lekcje bywają ciężkie, takie ze staniem w kącie i z linijką po łapach. Oczywiście, negatywne opinie mnie wkurzają. Ale jest to, jak mawiają komentatorzy, sportowa złość. Motywująca. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

O moim bojaniu się krytyki. 

Cieszę się, że założyłeś taki wątek Algirze!, ponieważ zaczęłam się zastanawiać, jak to ze mną jest i o co chodzi w tej wrażliwości na krytykę. 

W pierwszej chwili chciałam napisać – tak, lecz to nie jest tak, to znaczy inaczej rozumiem tę sprawę, inaczej mi w duszy gra. Doświadczeń z tej dziedziny mam niewiele lecz z innych trochę.

Nie boję się, jestem raczej typem wojownika i wchodzę w zwarcie, co więcej, chyba nawet to lubię, takie mam przemyślenia z ostatnich kilku lat. Jestem impulsywna i niestety, niekiedy pochopnie, bez namysłu, wdaję się w „bijatyki”, zwłaszcza w imię słusznej w moim mniemaniu sprawy. I tu pojawia się niestety. No więc niestety: nie zawsze mam rację (mylę się, błądzę) i to są najgorsze sytuacje, w których szybkość emocjonalnej reakcji przesłania mi racjonalny osąd, a wtedy muszę przepraszać, przepraszać i najchętniej schowałabym się pod kołdrą (gdybym ją miała i była dzieckiem); mam rację lecz przez prędką, krótką mowę i nie uwzględnienie drugiej strony (takich aspektów jak nasza relacja, znajomość, wiedza, otwartość) powoduję niepotrzebny konflikt, zatarg; bitwy niepotrzebne. Są też sytuacje, w których trzeba stawić odpór na zimno lecz grzecznie.

 

Dla mnie to nie bojaźń, lęk, strach lecz moje zranione Ego wyje, piszczy, daje znać, że istnieje [psiakrew, przepraszam za przekleństwo:(, cholipciuś, nie wiem, jakie nawiasy wstawiać przy emoi]. Doświadczam poruszeń Ego, a ono przecież najlepiej czuje się w glorii chwały (ironizuję). Pomaga mi doświadczenie uczenia się różnych rzeczy: jazdy na rowerze, pływania, jazdy na nartach, angielskiego i francuskiego. Ileż razy upadałam! Kolana zdarte do krwi, skakania na główkę do tej pory się nie nauczyłam [i nie zamierzam:), ponieważ to organ, którego nie warto narażać], patrzyłam jak peleton jest już na dole, a ja gramolę się z kolejnego upadku, ale czy musiało zdarzyć się to już na pierwszym zakręcie (eh!), Szkota i Irlandczyka nie zrozumiałam ni w ząb, a słuchając informacji podawanych na Gare du Nord  “dałam ciała” i pociąg nam uciekł. Jakoś z tym się trzeba mierzyć. Uwagi krytyczne zawsze jakoś dotykają miłości własnej, lecz inaczej nie zrobię postępu oraz nie zwiększę „frajdy” i łatwości robienia rzeczy, które lubię, a swoboda jest ważna i  bez ćwiczenia nie powstanie.

Zdecydowanie za dużo już tych rozmyślań, a wpis monstrualnie długi, zapewne też niejasny.

W skrócie rzecz ujmując, jasne że boli, bo nie może być inaczej, lecz jeśli rozumiem, co jest nie tak, co jest niepoprawne, jak można inaczej, co się nie podoba, to frunę i próbuję inaczej. Ha, nie zawsze jest łatwo. Sił dodaje mi to, że pisanie jest ciekawe i silnie skojarzone z radością, a krytyka mniej dotyka jeśli rzeczowa, formułowana przez osoby, których intencje są pozytywne, może nawet bawić jeśli dowcipna.

No, to już przesadziłam z długością wpisu, więc kończę. Sama nie wierzę, że tak rozpisuję się, chociaż nie wstawiłam żadnego tekstu.

PS Wstawiłam wariacje, to rodzaj szczepionki na moje głupiutkie Ego. Dla mnie “cholernie merytorycznie” komentujecie. Howgh, jak mawiał Winnetou!

 

@Darconie, muszę odezwać się odnośnie książki D.R.Hawkinsa. Nie wiem, czy żartujesz, czy napisałeś na poważnie? Książki, o której wspomniałeś, nie znam lecz inną tak – "Siła czy moc: Ukryte determinanty ludzkiego zachowania". Rzecz jednak nie w książce, tej czy innej, lecz w autorze i jego dywagacjach. O autorze mam niepochlebne zdanie – pseudonauka, acz bardzo kusząca i ponętna.

 

Edit: Zniknął wpis o D.R. Hawkinsie, jednak swój zostawię.

Edit2: Matko jedyna, masz rację! @Ocha, poprawiłam. Też cenię czterech jeźdźców apokalipsy. Żyjemy w świecie nieustających błędów, ciągle się popełniają. Same, no nie, perfekcja niemożliwa, a chochliki tańczą. Może pomaga tylko kontakt i zwrócenie uwagi. Dziękuję:-). Boże, skasowałabym osobę, którą podziwiam za odwagę w myśleniu, chociaż nie wszystkie myśli podzielam w jednakim stopniu.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, w jednym akapicie napisałaś raz Hawkins, raz  Dawkins. Ten drugi to co prawda Richard, nie David, ale bardzo go cenię (i nie tylko ja), więc fajnie by było, by ktoś przypadkiem nie zaczął kojarzyć jego nazwiska z “pseudonauką”. ;) Mogłabyś poprawić? Byłabym wdzięczna.

Asylum, usunąłem wpis po trzech minutach od napisania, zdecydowałem, że to nie miejsce na to. 

Co do Twojej krytyki – wspomnianej książki nie czytałaś, przez inną nie przebrnęłaś, przywołujesz opracowanie niejakiego Louriego (?) książki, której nie skończyłaś, w ogóle nie tej wymienianej przeze mnie.

To nawet nie jest krytyka, to powielanie opinii o autorze, w oparciu o opracowanie kolegi, który prawdopodobnie jest dla Ciebie autorytetem.

Przepraszam Cię, ale nie jesteś dla mnie wystarczająco wiarygodna w tej sprawie. Jednak patrząc na Twoje zaangażowanie w komentarzu, wiem, że działałaś w dobrej wierze i za to dziękuję. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Młodzi twórcy poddani jakiejkolwiek krytyce zazwyczaj są zszokowani. Wcześniej ich prace oceniała rodzina, koledzy, pani od języka polskiego. Pisali świetne wypracowania, historyjki na sesje RPG. Potem, w konfrontacji z niezadowolonymi odbiorcami lub po prostu recenzentami, którzy na zimno wytykają błędy i nielogiczności, albo uciekają pod łóżko, zabierają zabawki z piaskownicy lub toczą bezsensowne boje. Z czasem nabierają odporności, zaczynają dostrzegać korzyści z krytyki, w końcu zaczyna im zależeć na krytyce jako narzędziu doskonalenia własnych umiejętności.

Gdyby ćwiczyli się w posługiwaniu mieczem, mieliby poobijane ciało, posiniaczone tyłki i straciliby trochę krwi. Nie przesadzajmy. Czym grozi starcie z krytyką? Urażoną dumą? Nadszarpniętym ego? Przebiciem bańki samozadowolenia? Podrażnioną ambicją? Rozczarowaniem własną słabością? To nie są sprawy życia lub śmierci. Dlatego nieco mnie dziwi "wielkie przeżywanie" krytycznych uwag od czytelników. Rozpacz, obrażanie, dołowanie... Jesteśmy dorośli. Można się najwyżej wkurzyć, zmotywować, postarać napisać coś lepszego. 

Mówimy oczywiście o konstruktywnej krytyce. Komuś, kto pisze wredne bzdury na temat naszej twórczości odpowiadamy zwyczajnie "bujaj się". Ale na tym portalu wredne bywają tylko trolle.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Czym grozi starcie z krytyką? Urażoną dumą? Nadszarpniętym ego? Przebiciem bańki samozadowolenia? Podrażnioną ambicją? Rozczarowaniem własną słabością? To nie są sprawy życia lub śmierci. Dlatego nieco mnie dziwi "wielkie przeżywanie" krytycznych uwag od czytelników. Rozpacz, obrażanie, dołowanie... Jesteśmy dorośli.

MrMarasie, byłbym ostrożny w stawianiu takich tez. Przypuszczam, że zrobiłeś to zupełnie nieświadomie, ale postawiłeś osoby, które nie radzą sobie z krytyką po drugiej stronie (swojej) barykady. Dodatkowo, w dosyć szczególny sposób (jeśli nie powiedzieć, niemiły), wytkasz ich palcem, przecież Twoje “nieco mnie dziwi” znaczy tak naprawdę bardzo mnie dziwi, wszak zaraz po tym piszesz o “wielkim przeżywaniu”.

 Odpowiedz sobie sam na pytanie, czy tym wpisem ściągniesz tutaj do wypowiedzi osoby, które sobie z krytyką naprawdę nie radzą, czy spowodujesz, że jeszcze bardziej zamkną się w sobie?

Dla kogo jest ten wątek? Czy dla osób, które rozumieją krytykę i dobrze sobie z nią radzą, czy bardziej dla tych drugich?

Wiem, że w pewien sposób sam stawiam Cię pod ścianą, ale warto otworzyć się i nie dziwić dziwnym (w naszym mniemaniu) zachowaniem innych, a postarać się je zrozumieć.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

ale warto otworzyć się i nie dziwić dziwnym (w naszym mniemaniu) zachowaniem innych, a postarać się je zrozumieć.

Wężykiem, Jasiu, wężykiem!

I dotyczy to nie tylko krytyki na portalu. Ale także: kornika, jarmużu, feminizmu, rasizmu, polityki itd itp. Tego nam zdaje się najbardziej brakuje – empatii!

A wracając do meritum – Marasie, na twoje dywagacje odpowiedź jest jednowyrazowa: Katja.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Rozumiem Twój punkt widzenia, Darconie. Są osoby wrażliwe, dla których jakąkolwiek krytyka to koniec świata. Ja przedstawiam im właśnie swój punkt widzenia – nie ma się czym przejmować. Pisanie to tylko hobby. Nie zapewnia nam przeżycia ani dostatku. Nie zależy od niego dobro nasze ani naszych bliskich. Zależy od niego być może nasze samozadowolenie i nic poza tym. Czy ktoś, kto plecie brzydkie makatki, wpada w depresję, gdy obdarowana sąsiadka nie powiesi ich nad telewizorem? Powściągnijmy emocje.

Rozmawiamy o pasji, ale takiej z gatunku "zajęcia po pracy". Potrzeba czy chęć pisania jest fajnym konikiem, jednak pamiętajmy, że piszemy rozrywkową literaturę. Chcemy sobie i komuś zaimponować, chcemy wyrazić jakieś uczucia, albo zwyczajnie opowiedzieć historię, która przyszła nam do głowy. To nie jest naprawienie świata, nie towarzyszy nam żadna misja dziejowa. Nie ratujemy nikomu życia. Jesteśmy pisarzami amatorami piszącymi fantastykę, bo to nasz ukochany gatunek. Bo nim przesiąkliśmy. Bo w tym gatunku akurat jakoś często miłośnicy biorą się za pisanie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Moim zdaniem kontekst jest szerszy, niż krytyka tekstów literackich. Wspomniał o tym Algir i ja to trochę rozwinę. Mianowicie, chodzi o wiarę w siebie, czy też pewność siebie. Stosunek do przyjmowania krytyki, jest z tym bardzo blisko związany. Natomiast kolejną, mającą znaczenie kwestią jest powód naszego pisania. Wbrew pozorem zamiłowanie do pisania i fantastyki nie zawsze jest jedynym. Innymi mogą być – chęć otrzymania pochwały, czy szerzej, zdobycia akceptacji lub nawet podziwu otoczenia.

 

Pokażę to wszystko na własnym przykładzie. Z dysfunkcjonalnego domu rodzinnego wyniosłem nadmierną potrzebę akceptacji i niezbyt wysokie poczucie wartości. Obawiam się, że bez względu na to, co mógłbym sobie wmawiać, jednym z powodów mojej pisaniny, jest pokazanie światu, że “potrafię” i “jestem wartościowym człowiekiem” (bez względu na to jak kiepski czy bezsensowny jest to, obiektywnie rzecz biorąc, sposób).

 

I teraz przełóżmy to na sytuację publikacji tekstu i jego odbioru krytycznego. Część z Was zwróciła już uwagę na to, że nawet pojedynczy komentarz krytyczny, potrafi w jakimś stopniu zatruć beczkę miodu komentarzy pozytywnych. Myślę, że mogą tu się przejawiać właśnie takie, uświadamiane lub nie, uwarunkowania osobowościowe. Człowiek, który ma jakąś zadrę w duszy, pomijając w jaki sposób podejdzie do merytorycznych treści krytyki, może w różnoraki sposób zareagować na jej komponent emocjonalny. Przykładowy Bailout poczuje się dotknięty krytyką, gdyż ZAWSZE odbierze ją osobiście i ZAWSZE uderzy ona w jego perfekcjonizm, ale ją zniesie, wspierając się głównie poczuciem wartości płynącym ze swoich osiągnięć na innych polach. Inny użytkownik może choćby zareagować nacechowaną emocjami obroną/atakiem, całkowicie zrezygnować z publikacji, czasowo wycofać swój tekst, czy całym spektrum innych zachowań. Oczywiście, żebyśmy się dobrze zrozumieli, to autor w przeważającej mierze odpowiada za swoje reakcje i nie nawołuję tu do zmiany Waszego sposobu krytycznego recenzowania tekstów. Wasz indywidualny styl komentowania jest również cenny. Zwracam tylko uwagę na mogące się uwidaczniać mechanizmy.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Marasie, fajnie, że ty radzisz sobie z krytyką tak dobrze, ale dziwi mnie że nie zauważasz, że nie wszyscy odbierają jak tak samo. Bailout świetnie to wyraził. Krytyka może skutkować brakiem wiary we własne możliwości, przygnębieniem czy śmiercią weny. I weź powiedz człowiekowi, który utknął przed pustym plikiem w wordzie, “powściągnij emocje” ;)

 

Czy ktoś, kto plecie brzydkie makatki, wpada w depresję, gdy obdarowana sąsiadka nie powiesi ich nad telewizorem?

 

Co wy wszyscy macie ostatnio z porównaniami, bo zaraz zacznę rzucać w was pomidorami.

Trudno porównać brzydką makatkę do tekstu, który nierzadko bazuje na naszych doświadczeniach i uczuciach i dobór każdego słowa zależy od nas, nie od pani w sklepie i tego, jaką wełnę miała na podorędziu.

jak nie ma dobrej wełny, to się idzie do innego sklepu albo czeka, aż przyślą lepszą, albo trzeba się liczyć z efektem w postaci brzydkiej makatki.

 

Inna rzecz, że nikt kto te makatki rozdaje nie zakłada, że są brzydkie.

 

Tak samo jak nikt nie zakłada, że napisał słaby tekst.

 

Może należałoby zacząć od pytania – jak bardzo osobiste są teksty które piszecie i jaki to ma wpływ na ich recepcję?

I would prefer not to.

Może ja pomijam szerszy kontekst, ale Wy nie dostrzegacie podstawowej kwestii. Piszę o publikacji na portalu. Na portalu, którego celem i przeznaczeniem jest ocenianie, poprawienie, krytykowanie tekstów w celu podnoszenie umiejętności pisarskich. Publikowanie tekstów na fantastyka.pl nie jest obowiązkowe, decydując się na to jesteśmy świadomi konsekwencji. Musimy zakładać, że spotkamy się z krytyką. Powiem więcej. Po to zamieszczamy teksty, żeby inni nam wytknęli niedoskonałości i pomogli się rozwijać. Chyba że mówimy o osobach zamieszczających teksty w celu zebrania pochwał, poklepywania po plecach i zachwytów nad naszą genialnością. W takim razie albo ja pomyliłem temat, albo one portal.

Po przeczytaniu spalić monitor.

*rzuca w wybranietz pomidorem*

 

Boże, jak ja nie lubię porównań. Połowa z nich nie ma sensu w odniesieniu do sytuacji.

 

 

 

Można wiedzieć, że potrzebuje się krytyki, a mimo to sobie z nią nie radzić. Chyba nietrudno wymienić paru użytkowników, którzy pięknie dziękują za komentarze, poprawiają aż furczy, a kończy się i tak usunięciem tekstu albo zastojem pisarskim.

MrMarasie.

Nie zapewnia nam przeżycia ani dostatku.

W większości przypadków to prawda.

Co do reszty Twojej wypowiedzi, w przeważającej części, mam inne zdanie. Ale to już na jakąś dłuższą dyskusję przy piwie (choć rzadko pijam), albo gorącej herbacie.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

*ocieka pomidorem*

;c

akurat ta makatka tu pasuje ;)

 

Mr.marasie, ale nikt tu nie mówi, że nie chce krytyki!

Wszystkie posty można sprowadzić do: nie lubię, bo fajniej jest jak chwalą, ale jak nie chwalą, to wyciągnę z tego ile się da.

I would prefer not to.

Bailout dobrze prawi. Polać mu.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Chyba że mówimy o osobach zamieszczających teksty w celu zebrania pochwał, poklepywania po plecach i zachwytów nad naszą genialnością. W takim razie albo ja pomyliłem temat, albo one portal.

Bingo. Mówimy o osobach, kierujących się RÓWNIEŻ takimi motywami. Nie sądzę, żeby było to jednoznaczne z pomyleniem portalu, bo kierują się RÓWNIEŻ chęcią zaprezentowania swojego tekstu literackiego, w celu poznania jego odbioru krytycznego.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Na marginesie, teoretyzując i zadając pytania.

 

Zastanawiam się, na ile jesteśmy wychowywani do tego, żeby mierzyć się z krytyką.  Zwłaszcza bardzo współczesna współczesność jest nastawiona na “młodość” – dla “młodych” jest mnóstwo programów stypendialnych, grantowych, takich siakich i owakich, a jeszcze się mnożą. Dostaję co rusz maile z propozycją finansowego wsparcia jakiejś inicjatywy, nierzadko tworzonej przez poważne instytucje, która “pomoże młodym”. Tymczasem średnie pokolenie, znacznie efektywniejsze i kreatywniejsze, bo doświadczenie rozwija te cechy, nie ma ani połowy takich możliwości. “Młodzi” zaś, rozpuszczani możliwościami, jakie się przed nimi roztaczają, nie uczą się realnie oceniać swoich możliwości.

Efekt mieliśmy wczoraj w postaci młodocianego trolla, który zwymyślał “pokolenie lat 90”, a zanim dostał bana za zachowanie i tak zabrał swoje zabawki – opowiadania –  z portalu, bo nie wzbudziły bezwzględnego zachwytu. Co ciekawe, wzbudziły sporo pozytywnych reakcji i to ze strony doświadczonych, krytycznych czytaczy. Ale pojawiła się też krytyka szczegółów. Człowiek ów z krytyką czegokolwiek w opowiadaniu, włącznie z ewidentnymi błędami językowymi, nie potrafił sobie poradzić i kto wie, czy to nie wywołało ogólnej agresji. Nie wiem, nie jestem psychologiem.

 

A przypomniała mi się sytuacja z praktyk w szkole podstawowej. Była tam dziewczynka, przeciętnie zdolna, której postawiłam za coś piątkę. Kiedy miałam ją wpisać do dziennika, nauczycielka mnie powstrzymała. Okazało się, że tej uczennicy bez jej zgody (!!!) nie można wpisać nic poniżej celującego, ponieważ ma papiery na to, że może w takiej sytuacji dostać histerii (skądinąd uważam, że tu rodzice skrzywdzili dziecko niemożebnie). Na studiach miałam koleżankę, która za egzamin zdany uważała tylko taki na najwyższą ocenę, wszystko poniżej to była porażka (efekt: łzy i błaganie egzaminatorów, żeby pozwalali jej podchodzić po raz kolejny i poprawiać oraz ciężka nerwica, bo część z nich jednak pukała się w czoło i wpisywała czwórki). Na pewno czasami są to kwestie indywidualne (bo poza wszystkim przekraczają granice pokoleniowe) – nadwrażliwości – ale jednak chyba czasem też wychowania.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Może należałoby zacząć od pytania – jak bardzo osobiste są teksty które piszecie i jaki to ma wpływ na ich recepcję?

 

No właśnie, to też ciekawe pytanie. Tekst tekstowi nierówny. W moim przypadku są takie, na których dobrym odbiorze zależy mi szczególnie, a są takie (np. pisane na konkurs na zadany temat) które... No, są pisane na konkurs po prostu. :) Jasne, zawsze nabieram do nich emocjonalnego stosunku, bo w ogóle nie potrafię pisać bez emocjonalnego stosunku do tekstu, ale mimo wszystko – trochę mniejszy mam chyba wówczas problem z krytyką.

Efekt mieliśmy wczoraj w postaci młodocianego trolla, który zwymyślał “pokolenie lat 90”, a zanim dostał bana za zachowanie i tak zabrał swoje zabawki – opowiadania –  z portalu

Nie zakładałabym, że był on młodociany. Odnoszenie się z pogardą do ludzi z lat 90. wskazuje raczej na to, że był on z pokolenia wyżej.

 

Ale poza tym to bardzo ciekawe, co piszesz, Drakaino. Fajnie jest zobaczyć perspektywę “z drugiej strony” (i przygotować się na to, że pewnego dnia mi się te stypendia skończą :P)

Krytyka...

Półtora roku temu usunąłem stąd wszystkie teksty, tak, krytyka miała duży na to wpływ. Wstałem jednak, zacisnął usta i postawiłem sobie za cel dostać piórko w 1 rok. Dostałem po 9 miesiącach, po następnych 9 miesiącach sam z piórka zrezygnowałem. To nie był akt “męczeństwa” ani internetowego “samospalenia” w ramach obrony idei. Są osoby na forum, które wiedzą, że od dawna miałem wątpliwości co do piórka. Sumarycznie, zrezygnowałem z czegoś, czego pragnąłem. I czuję się z tym całkiem dobrze. Myślę, że przeszedłem ciekawą drogę, jeśli chodzi o krytykę i jej akceptację. :)

Może warto to kiedyś spisać i podzielić się doświadczeniem.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Twoje piórko – Twoja decyzja. Powiedz tylko, czy mam w przyszłości rozważać kolejne nominacje Twoich tekstów.

Tak, Krzysztofie. Chciałbym Ci przypomnieć moje słowa:

Dziękuję za TAKi i za NIEki, każdy wymagał sporo czasu i uwagi, szczególnie Cobiemu, że się odważył.

Nie pisałbym tego, gdybym miał wątpliwości co do Twoich pobudek. Loża nie jest jednym ciałem, Lożę tworzą pojedyncze osoby, ludzie, a ludzie mogą się czasem mylić, kierować różnymi wartościami i intencjami.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Mam trochę jak Bemik i Mytrix. Krytyka podcina mi skrzydła, ale z drugiej strony gdy minie czas żałoby, to staram się pisać lepiej, poprzez analizę tego co zrobiłam źle. Choć są momenty zwątpienia, nie poddaję się. Chociaż widząc, że nie opublikowałam nic od dłuższego czasu na portalu, ktoś może pomyśleć, że się poddałam... Jednak cały czas walczę. ;) Głównie ze sobą.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

@Darconie, i ja swoje linki usunęłam. Całości nie mogę, ponieważ brakowałoby ciągłości. Od rana martwiło mnie, że zamieściłam, byłam niezadowolona z siebie z różnych względów. Niestety dopiero teraz udało mi się znaleźć chwilę, aby wejść na portal, ale czasu mam niewiele. 

Całej książki nie czytałam, to prawda, lecz zapoznałam się z obszernymi fragmentami, analizowałam wiele cytatów, poznałam zarys teorii. Konsultowałam z najlepszą wolą, wręcz szukając pozytywów. Nie będę Ciebie jednak przekonywać. Masz rację odnośnie wiarygodności. “Po to Pan Bóg dał człowiekowi rozum, aby się nim posługiwał”, jak mawiała moja babcia, a nie wierzył.

Muszę jeszcze appendix dać do swojej wypowiedzi, z której można wnosić, że się nie boję. “Boję się” to znaczy przeżywam ból, sporo emocji mnie kosztuje, kiedy czytam, że w stosunkowo krótkim tekście udało mi się popełnić tyle błędów. Często muszę ochłonąć. Najczęściej wtedy chodzę, biegam i układam myśli, starając się ubrać je w słowa, czyli o co mi konkretnie chodzi. A chodzi mi o to, że chciałabym lepiej, wręcz byłam pewna, że tak już jest, a nie jest. Rozczarowanie sobą ( i tu pojawia się “rana narcystyczna” mówiąc w telegraficznym skrócie i obrzydliwym żargonem). Kłuje jak diabli (to mało powiedziane!), lecz są na to sposoby. O swoich już napisałam, a poza nimi pomaga mi przyjazne środowisko, komentatorski humor, dystans (tekst oddany jest już tekstem czytelników) – nad tym cały czas pracuję, bo trudne, no i doświadczenia – teksty (wypowiedzi) rzeczywiście stają się lepsze, kiedy pomagają inni. Co oczywiście nie oznacza, że każdą sugestię “łykam jak kaczka siemię lniane” – nie byłabym sobą, gdybym tego nie dodała. Potrafię być nieznośna pod tym względem, jednak od czasu, kiedy zobaczyłam to i nazwałam – sama dla sobie – to jest mi lżej i łatwiej.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Wychodzę na jakiegoś nosorożca, więc odpowiem Tobie, Bailoucie inaczej. Może zdarzają się tutaj osoby, które zamieszczają swoje dzieła w celu otrzymania pochwał i zebrania dawki zachwytów. Jednak sam przyznasz, że to pewien rodzaj masochizmu, gdy zamieszcza się je w tym celu na portalu literackim z zacięciem krytycznym. Chyba że jest się jakimś Iwaszkiewiczem.

Jednak, jak sugerował Darcon i wprost wskazał Staruch, gdy chodzi konkretnie o Katie (mam nadzieję, że tu zajrzy i przeczyta), mam nieco inne podejście. Dziewczyna naprawdę dobrze pisze i dobrze wie o tym. Jest tutaj przecież autentycznie doceniana. Wszystkie jej teksty trafiły do biblioteki, dostała piórko, miała kilka nominacji. Ma nawet kilku zagorzałych fanów swojej twórczości. Wielu portalowiczów może jej pozazdrościć pióra i osiągnięć. Do tego na każdym kroku spotykają ją zasłużone pochwały. Także za ilustracje. I gdy nagle ktoś napisze, że jakiejś jej opowiadanie nie jest tak zachwycające, jak poprzednie, tekst znika, a Katia ma doła. Pytam zatem, czy to naprawdę jest jakaś trauma? Próbuję jednocześnie przedstawić dystans, jaki sam mam do swojej twórczości – pisząc nie ratujemy świata, pisanie opowiadań na konkursy typu UFO, to nie jest też jakaś nasza terapia. I nie zależy od ich odbioru nic poza lepszym lub gorszym samopoczuciem przez góra dzień, lub dwa.

Dlatego nie uważam, że kilka krytycznych spostrzeżeń, to zaraz jakaś trauma dla wrażliwego autora, a pisanie o tym, że reaguje nieco przesadnie, to łamanie tabu i chamstwo.

Może jestem gruboskórnym dziadem, ale pytam: Czy w ramach delikatnego obchodzenia się z czyjąś wrażliwością nie wolno nikomu skrytykować lub powiedzieć, że tekst okazał się ciut słabszy od poprzedniego? I to na portalu publicznym zajmującym się krytyką i służącym nauce pisania? Bo inaczej tekst zniknie? Bo Autorka przestanie pisać? Bo wyjdzie się na palanta?

Czyli można tylko chwalić, bo inaczej portal straci Katie? Czy to znaczy, że tak naprawdę zależy jej tylko na pochwałach? Nie sądzę. Z drugiej strony co ma powiedzieć np. Mariner79, który ma identyczną pasję, a pisze zdecydowanie gorzej i jest notorycznie miażdżony przez krytykę?

Próbuję powiedzieć, że się tutaj bawimy w pisanie fantastyki, wspomagamy, uczymy, a krytyka to nasze jedyne narzędzie. Bo pochwały mogą jedynie wskazać kierunek, ale nie skorygują kursu, jeśli prowadzi na mielizny. A stare dziady jak to stare dziady, pohukują na tych miękkich, żeby kiedyś byli twardsi i lepiej sobie radzili w okrutnym świecie. I nie jest moim zamiarem obrażanie kogokolwiek, a jeśli ktoś czuje się urażony to przepraszam.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mr Marasie – masz rację i jej nie masz.

Jasne, merytoryczna krytyka jest zawsze uprawniona. Wytykanie ortów, błędów rzeczowych, błędów w interpunkcji, literówek itd itp.

Są jednak ludzie wrażliwi na formę takiej krytyki. I choćbyś nie wiem, co robił i tłumaczył, zawsze będzie to traktowane jako cios.

A skoro już wiemy, jak kto na krytykę reaguje – to co to za problem ubrać ją w uprzejmiejsze słowa? Znaleźć jakieś pozytywy? Pochwalić, co się spodobało? Wtedy tak krytyka jest łatwiejsza do przełknięcia.

I o to tu, myślę, chodzi.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Może to zabrzmi okrutnie, ale wydaje mi się, że to osoby nadwrażliwe powinny zastanowić się, czy na pewno chcą pisać/pokazywać to co napiszą światu oraz nad sobą pracować, a nie ogół portalu dostosowywać się do czyjejś wrażliwości. Inaczej faktycznie zrobi się tu TWA, a jak ktoś głaskany i chwalony postanowi coś wydać i recenzenci go zjadą, to co wtedy? Samobójstwo?

Opowiadań idealnych, które spodobają się *wszystkim* nie ma. Zawsze znajdzie się ktoś, komu nie spodoba się nawet największe arcydzieło. Po prostu. Nikt też nie pisze od razu świetnie, pisanie wymaga czytania, pisania i ogromnej pracy nad sobą i własnym warsztatem. Jak ktoś nie wierzy – może porównać mój tekst z “grafomanii 2016” z “Encephalodusem”. Różnica między tymi opowiadaniami to 20 lat i napisanych parę milionów znaków. Niektórzy uczą się szybciej, niektórzy nie uczą się wcale. Najczęściej, ci co nie uczą się wcale, to ci, którzy są głaskani po główce. Znajomi i rodzina niemal zawsze głaskają, znalezienie kogoś, kto powie wprost co jest źle i dlaczego jest o wiele bardziej wartościowe, niż pochwały.

O matko, Bello! :) Gdybym nie poznał Cię na żywo, pomyślałbym coś innego niż pomyślałem. :)

wydaje mi się, że to osoby nadwrażliwe powinny zastanowić się, czy na pewno chcą pisać/pokazywać to co napiszą światu oraz nad sobą pracować

Naprawdę myślisz, że to takie proste? I przede wszystkim, czy właściwe?

Nie panuję nad swoimi emocjami, piszę, maluję na potęgę, ale lepiej nie będę pokazywać tego światu, nie będę niszczyć swoich prac i chować, żeby świata nie urazić, najlepiej będę nad sobą pracować. A jak się nie uda, to przestanę starać się zrozumieć siebie i realizować.

:( :( :(

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Nie twierdzę, że proste. Ale w dobie wszechobecnego internetowego hejtu, wyjście ze swoją twórczością do ludzi prędzej czy później spotka się z krytyką. Bez ‘twardego tyłka’ skończy się depresją. A pracować nad sobą można. Pierwszy krok, to zrozumienie, że krytyka tekstu to krytyka tekstu a nie autora i – przynajmniej na tym portalu – ma na celu pomoc. Polecam poczytanie sobie analizatorni (najpopularniejsza chyba jest ‘Niezatapialna Armada’) i zobaczenie, jak może wyglądać zjechanie tekstu (w dodatku najczęściej ze 100% słusznością, a zjeżdżane równo są też wydane bestsellery).

Gdy krytyka jest merytoryczna, dotycząca tekstu, szczegółów, ale i ogółu odbioru, to cieszę się z niej. A gdy pojawi się jeszcze porada, jak sprawę poprawić na przyszłość, to już miodna kwintesencja zalet tego portalu oraz klasy krytykującego. Są tu osoby,  które potrafią to robić. 

Dziwną sprawą jest krytyka, która pokazuje, że tekst nie wpasował się w gust krytykującego. Bo co z nią zrobić?

Dziwną sprawą jest krytyka, która pokazuje, że tekst nie wpasował się w gust krytykującego. Bo co z nią zrobić?

Tak! Ująłeś idealnie coś, co usiłowałam wcześniej opisać :)

 

Dla jasności: nie mam (wielkiego) problemu z tym, że komuś się nie podoba, ale mam z tym, że z tego powodu tekst przekreśla.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Moim zdaniem, do recenzji czy komentarzy należy podchodzić ostrożnie. Bo to jest tak, że recenzent to też czytelnik, ma swoje gusta czy upodobania, tyle, że najczęściej jest osobą piszącą. Autorem, autorką.

Dwa przykłady z mojego podwórka.

Napisałem “Redutę” i wysłałem so Silmarrisa. Wnieśli bardzo cenne uwagi, ale tekstu nie przyjęli, bo nie wszystkie sugestie uwzględniłem. Nie uważałem ich za słuszne.  Ale w “CF” tekst  bardzo się podobał i przyjęli bez słowa do publikacji. No i się ukazał.

A drugi – napisałem takie opowiadanie o świecie alternatywnym, dawno już. Wysłałem do “Esensji”. Jedna opinia, schłostano tekst. Ale w “Bramie” oceniono tekst jako rewelacyjny. Tyle tylko, że ten periodyk zawiesił działalność, no więc czekam, może wznowią wydawanie. 

No i jeszcze  trzeci. 

Wysłałem kiedyś do “Fahrenheita” tekst, dostałem po ponad pół roku miażdżącą ocenę, ale “Esensja” wzięła tekst bez wahania, tyle, że musiałem poszerzyć zakończenie i zamknąć opowieść. To była Operacja “Koziorożec”. No i tak wyszło, że opowieść znalazła się na liście najlepszych opowiadań tego portalu...

Do opinii i  komentarzy potrzebny jest dystans.

Pozdrówka.

Dla jasności: nie mam (wielkiego) problemu z tym, że komuś się nie podoba, ale mam z tym, że z tego powodu tekst przekreśla.

W takiej sytuacji jest bunt i usuwanie opowiadań. ;)

Staram się pisać w miarę obiektywne (wiem, wiem, to niemożliwe) komentarze i zwracam zazwyczaj uwagę na językowe kwestie, literackie chwyty, pomysł, styl. Piszę je zazwyczaj w spokojnym tonie (może też suchym). Na becie jadę ostrzej, ale sami się o to proszą ;). A mimo to pamiętam, że komuś bardzo nie w smak były moje uwagi.  Trudno mi oceniać i poznawać stan ducha każdego autora z osobna i stopień jego wrażliwości. Jeśli komuś moje opinie wydają się zbędne lub dołujące, wystarczy napisać. Będę omijał szerokim łukiem. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Problem w tym, że tu są prawie sami piszący opka, a mało czytelników nie piszących. Dlatego merytoryczność jest ważna, bo każdy autor pisze w swoim stylu i tonie, więc trudno oczekiwać od drugiego autora, żeby pisał podobnie.

Mam pytanie. Postawiłam je pierwej pod opowiadaniem “Oczy zalane atramentem” lecz po przemyśleniu sądzę, że to miejsce będzie właściwsze, ponieważ jakoś wiąże mi się z ocenianiem i reakcją nań. 

Zastanawiam się nad tym:

Dlaczego opowiadanie, tekst napisany przez autora jest odbierany jako osobisty?

 

Żaden tekst nie jest dla mnie osobisty. Odróżniam autora od stworzonych przez niego postaci. Napisany tekst to nie pamiętnik, osobiste notatki, lecz próba powołania do życia bohaterów, ich perypetii i opisania otaczającego ich świata. Z postacią możemy się utożsamić, podążać za nią bądź znudzić się nią, lecz zależy to od mocy pisania (klarowność przekazu, wczucie się w bohatera – jego prawdziwość, znaczenie dylematów stawianych przed nim – zajmująca fabuła, no i magia – tego zdefiniować nie potrafię), a nie od tego “ile siebie włożymy w tekst”. Moje życie, ja sama to jedno, a pisarskie eksplorowanie pomysłów to drugie.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Da się to dostrzec, czy tekst jest konstruktem czysto technicznym, czy wynikającym z autora wewnętrznych przeżyć. Ale nie pytaj, po czym to poznać, bo nie  potrafię odpowiedzieć. 

Asylum, niestety nie.

Najgorsze, co może spotkać autora, to pisanie przezroczyste i tworzenie tekstów przezroczystych. Dobre teksty są zawsze osobiste. Podejmowane tematy, a głównie: sposób ich przedstawienia, deszyfrują autora i jego spojrzenie na świat. 

 

 

 

 

 

Ha, znowu niejasno się wyraziłam ale pomogłeś mi doprecyzować @Blackburnie i Algirze (drugie edit, ponieważ przeczytałam Twój komentarz).  Dziękuję Wam :-)

Chyba myślę tak – nie można utożsamiać autora z postaciami przez niego stworzonymi, natomiast z przemyśleniami i problemami przez niego stawianymi, pewnie bardziej, przynajmniej w tym znaczeniu że interesują go te sprawy, ciekawią, co by było gdyby?; czy można zrozumieć to tak?; wyobraźmy sobie że?; 

Emocjonalność tekstu dla mnie jest jego siłą, a w żadnym razie odwzorowaniem życia autora. Są na to przykłady, z mojego ostatniego “gadania” ze znajomymi mogę podać najostrzejszy przykład – “Lolitę” Nabokowa. 

 

Drugie edit: Algirze, moje NIE dotyczy przeźroczystości tekstu i coraz silniej krystalizuje się przekonanie. Nie wolno utożsamiać autora z jego opką. To są dwa światy. Autor czerpie z siebie, lecz jest to wyobraźnia, wrażliwość, elastyczność przemieszczenie się do osoby nie z tego świata. Zaś poglądy autora – owszem, tu podzielam Twoje zdanie –, pisze na taki temat, który go frapuje, a czasem jest to intuicja – “łapanie prądów” wśród innych oraz ich wyostrzenie.

NIE, dla mnie autor to nie nie jego tekst.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Tak, Darconie. ;)

Pst. Nie chcę spamować. ;)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

@Bellatrix. Niezatapialna Armada jest świetna, niesamowita: i zabawna. Jakieś pół roku temu kolega podrzucił mi link. Cały wieczór spędziłam i zaglądam. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Emocjonalność tekstu nie musi być wskaźnikiem, choć może. Czytałem tu tekst, który był emocjonalny pozytywnie, ale  o trudnych sprawach, jednak było widać, że nie dotyczył przeżyć autora. Takie pływanie po powierzchni. 

Owszem, Niezatapialna jest przezabawna dla czytelników. Ale zdarzały się przypadki zbulwersowanych autorów zanalizowanych opowiadań, którzy niekoniecznie podzielali ogólną wesołość :)

Dziwną sprawą jest krytyka, która pokazuje, że tekst nie wpasował się w gust krytykującego. Bo co z nią zrobić?

Nic. Przyjąć do wiadomości i tyle.

Powiedzmy sobie wprost: większość tutaj obecnych jest świadoma swojego warsztatu i skoro zamieszcza jakiś tekst, to znaczy, że jest z niego zadowolona. Miło, jeśli innym też się podoba, ale gdyby wszyscy byli na “tak”, byłoby to podejrzane ;)

 

A dla tych wrażliwych wyjaśnienie moich komentarzy: jeśli tekst jest dobrze napisany, a moja krytyka nie dotyczy interpunkcji, gramatyki albo ortografii, najprawdopodobniej oznacza to, że chcę go nominować i muszę się odnieść do treści, więc wyciągam cokolwiek. Naprawdę cokolwiek.

 

Moim zdaniem kluczowa jest samoświadomość, bo to z niej wynika pewność siebie. Jeśli autor wie, że tekst jest dobry, to nawet jeśli nie podoba się połowie osób, które go przeczytały, nie załamie się, tylko zastanowi, skąd ta rozbieżność. To chyba kwestia akceptacji (siebie) i nie szukania jej u innych.

@bellatrix. Co mam powiedzieć, masz rację.  Jak pamiętam, wtedy sprawdziłam i dowiedziałam się, że komentują teksty, które autorzy im przesyłają, ale może tak nie jest zawsze (?), albo nie było, albo zależy (?). Tego nie wiem. Hm, masz rację (ponownie) swojego tekstu bym im nie przesłała. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, cieszę się, że to tutaj wrzuciłaś, bo pod konkretnym opowiadaniem by zaginęło. 

Wiem, że są autorzy, którzy celowo robią z bohatera swoje alter ego i nawet tego nie ukrywają. Nigdy tego nie rozumiałam, podobnie jak bezpośredniego wrzucania do tekstu innych osób istniejących w rzeczywistości (chyba że chodzi o epizodyczną rolę prezydentów czy jakichś celebrytów, ale to inna sytuacja). Po pierwsze, nawet jak się będę starała, to nie odwzoruję w tekście siebie, po drugie – i tak każdy z bohaterów coś tam z autora ma, gdzieś rzeczywiście przecieknie jego światopogląd. Ale nie lubię konkretnie utożsamiania autora z bohaterem, bo tworzy się wtedy fałszywy obraz danej osoby. Z podobnych powodów nie oglądam filmów biograficznych.

Co do osobistości tekstów, cóż... U mnie, mam wrażenie, osobiste jest to, co nieosobiste. Pewnie, zawsze układa się tekst z własnych przemyśleń, ale ciągnie mnie do takich tematów, które nie wiem, skąd się wzięły i zwykle nie czuję, by dotyczyły mojego życia. Potrafię za to mocno przeżywać uczucia bohatera w jakiejś sytuacji, mocniej niż swoje. Właściwie między innymi dlatego piszę i czytam – brakuje mi w życiu niektórych emocji i dopiero wydarzenia fikcyjne jakoś to kompensują.

 

BTW #teamNiezatapialna

To ja na początek w formie Q&A.

 

Czy uważam Mr.Marasa albo Bellatrix za gruboskórne chamy, których recenzjom coś zarzucam?

Oczywiście, że nie. Inaczej nie brałbym ich pod uwagę w głosowaniu na członków Loży. Mr.Maras zresztą otrzymał mój głos, a Bella była o włos.

 

Czy oczekuję specjalnego traktowania na tym portalu dla swojej i innych nadwrażliwości?

Jasne, że też nie. Mam wystarczającą wiedzę, doświadczenie i umiejętności, aby przyjąć dowolną opinię. W życiu zawodowym i pozazawodowym spotykam się regularnie z większą krytyką, czy wręcz złośliwością, niż najbardziej obcesowe wypowiedzi tutaj.

 

Czy widzę sens w robieniu tu jakiegoś dychotomicznego starcia – “gruboskórni” vs “nadwrażliwi”?

Nie.

 

Natomiast pragnę zauważyć, że czasy się trochę zmieniły. Nie zrzucamy w przepaść “słabszych” jednostek. Wraźliwość, czy nawet nadwrażliwość przestaje być pojęciem pejoratywnym, a nawet, zwłaszcza w przypadku sztuki czy pisarstwa, może być mocną stroną.

 

I teraz spójrz, Marasie, na swoje słowa:

 

Dlatego nieco mnie dziwi "wielkie przeżywanie" krytycznych uwag od czytelników. Rozpacz, obrażanie, dołowanie... Jesteśmy dorośli. Można się najwyżej wkurzyć, zmotywować, postarać napisać coś lepszego.

 

Sam raczysz pisać, że Cię coś dziwi. No to staram się pewne sprawy rozjaśnić, żeby dziwiło Cię mniej. O ile nie walczysz tu o swoje święte prawo do pozostawania w zadziwieniu, to nie widzę tu żadnego problemu, a wręcz wyjście Ci naprzeciw. I nie zarzucam Ci żadnego bycia “nosorożcem”. Natomiast mogę mieć inne zastrzeżenia, bo sam pewne rzeczy powodujesz, a potem się najeżasz. Powtarzam, czasy się zmieniły. “Wielkie przeżywanie” krytycznych uwag czy dołowanie niekoniecznie świadczy o niedojrzałości, słabości i w ogóle byciu gorszym, a ja nie przepadam za upraszczaniem. Dalej to już w ogóle dajesz wręcz autorytatywny “dekret” – co można, a czego nie można. No to jak taki wywód traktować? Ja to traktuję tak, że u Ciebie byłaby to naturalna, “normalna” i jedynie uprawniona reakcja i oczekujesz jej u innych. Na jakiej podstawie?

 

Dalej piszesz, w tym przypadku o Katii:

I gdy nagle ktoś napisze, że jakiejś jej opowiadanie nie jest tak zachwycające, jak poprzednie, tekst znika, a Katia ma doła. Pytam zatem, czy to naprawdę jest jakaś trauma?

 

No właśnie, czy to jest jakaś trauma? Otóż jak najbardziej może tak być, choć szczerze – nie wiem, i może nigdy obaj się nie dowiemy, bo nie każdy ma taką łatwość pisania o swoich traumach, jak choćby ja.

 

Dlatego nie uważam, że kilka krytycznych spostrzeżeń, to zaraz jakaś trauma dla wrażliwego autora, a pisanie o tym, że reaguje nieco przesadnie, to łamanie tabu i chamstwo.

 

Skąd możesz to wiedzieć, skoro sam zbyt wrażliwy nie jesteś? Natomiast pełna zgoda, że pisanie o przesadzie to żadne chamstwo.

 

Podsumowując – chcę ponownie dobitnie podkreślić, że nie mam nic przeciwko dowolnemu stylowi recenzowania i żadnych konkretnych oczekiwań co do czyichkolwiek recenzji. Nie żądam dla siebie, ani dla nikogo specjalnego traktowania. Ale. Mam alergię na wartościowanie postaw, które w moim mniemaniu wartościowaniu nie podlegają. To raz. I średnio widzę sens w szturchaniu mimozy i oburzaniu się czy dziwowaniu, że chromolona tak intensywnie reaguje na dotyk, gdy poprzednio wielokrotnie już taki efekt zaobserwowaliśmy. To dwa.

 

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

@Teyami. Blisko się czuję, Ciebie [słów na ekranie napisanych, precyzyjnie rzecz ujmując:)]. Pisanie to przygoda, emocje, odczucia w niewyobrażalnej skali (tylko własna wyobraźnia, poprawność, bagaż kulturowy mnie ogranicza – właściwe/niewłaściwe). Zawsze lubiłam sobie różne rzeczy wymyślać, przedstawiać i przestawiać w widzianych sytuacjach. Hm, i przeżycia bohaterów były dla mnie realne:)., inaczej tracili moją uwagę. 

Co do biografii zaczynam je powoli lubić, przedtem były nudne. To dla mnie dziwne lecz przeżycia, ludzkie losy (te prawdziwe) są niesamowite.

@Bailout. Fajnie, że szukasz wyjaśnienia, pytasz. Zgadzam się z Tobą, że niektóre sformułowania dotykają bardziej boleśnie niż inne. Mamy swoje czułe punkty, zapewne u mnie jest  nim stwierdzenie  – “nie czytasz”. Cóż mogę na to rzec? Że czytam, że dużo, że od dawna, a mimo to kompletnie nie przekłada się to na moje pisanie.

To są dwie różne rzeczy, tak myślę teraz. Pierwsza procentuje “wyrobieniem się”, gustem, umiejętnością dostrzeżenia w tekście, obrazie czegoś, a druga to walka lub czasami bieg. Niekiedy tak szybki, że nie nadążasz z zapisywaniem, a czasem siedzisz i nic. Poprawa tekstu to osobne zagadnienie, a w zasadzie mordęga, nie wiem co jest ważniejsze, czy to flow czy korekta.

Jestem pochopna, więc “mielę jęzorem” czasami bez zastanowienia. Kiedyś silnie się kontrolowałam, teraz rozluźniłam sobie kaganiec. Lepiej, bo we własnej skórze. 

No i znowu popłynęłam. Konkludując: forma jest ważna ale bez słodzenia. Żadnego lukrowanego świata jak napisała Katia w swoim opowiadaniu. 

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hmm... Spróbuję się już całkowicie na spokojnie ustosunkować do swojego trochę niepoważnego usuwania tekstów L

Przede wszystkim chciałabym napisać, że tylko dzięki krytyce moje teksty, pomijając ich treść, nabrały formę nadającą się do czytania. Pierwszy tekst, który opublikowałam na tej stronie i jeden z pierwszych, które stworzyłam w swoim życiu, spotkał się oczywiście z niezbyt pozytwnymi komentarzami i w pierwszej chwili, gdy je przeczytałam zobiło mi się przykro i stwierdziłam, że już nic gdy więcej nie napiszę. Potem ochłonęłam i przeczytałam uwagi po raz drugi. Tak naprawdę wszystkie były sensowne i analizując je ponownie zaczęłam klepać w klawiaturę. Kiedy po paru miesiącach mój tekst trafił do biblioteki byłam szczęśliwa J, ale bez negatywnych komentarzy nigdy by się to nie zdarzyło. Niestety po paru miesiącach w wyniku sytuacji osobistej usunęłam wszystkie opowiadania. Mogę się jedynie tłumaczyć, że wtedy nie do końca była to moja decyzja...

Tak czy inaczej za usunięcie ostaniego ostatniego tekstu biorę odpowiedzialność na siebie. I tak naprawdę po paru dniach zastanowienia, myślę, że problemem nie był tu negatywny komentarz, tylko ponownie czynniki zewnętrzne. Po dwudziestu paru godzinach niespania, zmęczona i półprzytomna, przeczytałam opinię Issandera i nawet nie za bardzo zagłębiając się w to co napisał, kliknęłam „usuń”, po czym resztę dnia tłumaczyłam się na forum ze swojego impulsywnego zachowania L, które może owocować jedynie tym, że w chwili obecnej będzie wiecej osób, które moich tekstów w ogóle nie przeczytają, takich, które ich nie skomentują, a do pozytywnych komentarzy nie będę mogła mieć zaufania... Maskara. Cóż czasu nie da się cofnąć...

Dobrze, chyba powinna zmierzac do konca tego i tak odrobine przydlugiego komentarza. Dzieki Strauchowi i jego wsparciu, ponownie zaczelam pisac, a przynajmniej publikowac swoje tworki na stronie fantastyki, ale dzieki krytyce moje teksty sa klikukrotnie lepsze niz by byly bez niej. Niestety moim zdaniem nie da sie nauczyc dobrze pisac bez uwag ze strony innych. Z rysowaniem jest duzo latwiej, mozna samodzielnie cwiczyc technike, ale z tekstami tak sie nie da...

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i zycze spokojnej nocy.

Jak sam słusznie zauważyłeś, Bailoucie, napisałem: że ja uważam, że moje stanowisko, że moim zdaniem i że mnie dziwi. To nie są to chyba stwierdzenia autorytatywne. Nie jest również moim celem tworzenia jakichś biegunów, nosorożce – wrażliwce. Jak wspominałem nieco niżej, nie jestem w stanie zagłębiać się w stan duchowy, psychiczny czy emocjonalny każdego Autora, którego tekst komentuję na portalu, a którego to portalu komentowanie (a co za tym idzie często i krytykowanie) jest sensem.

Algirze. Mam odmienne zdanie na ten temat. Staram się po prostu opowiadać ciekawe historie. Chcę, żeby czytano je w oderwaniu od ich autora. Chcę, by były przezroczyste. To, co piszę nie jest mną. Mój bohater nie jest mną. Jego poglądy i uczucia nie są moimi. Mogę być kim chcę w swoich tekstach. Myśleć co chcę i wyrażać całkowicie nie moje poglądy. Owszem, na pewno buduję światy i postaci w oparciu o swoje doświadczenia, ale także pewne wspólne dla wszystkich toposy, tropy, archetypy, schematy fabularne itd.. Celem nadrzędnym jest ciekawy historia. A nie uzewnętrznianie się pod przykrywką utworu literackiego.

 

Ps. Katia jak widać nie potrzebuje obrońców w obliczu ataku nosorożców ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Czy oczekuję specjalnego traktowania na tym portalu dla swojej i innych nadwrażliwości?

Jasne, że też nie. Mam wystarczającą wiedzę, doświadczenie i umiejętności, aby przyjąć dowolną opinię.

@MrBrightside

Cześć, sierściuchu. Witamy rezydentnego malkontenta. Ale zawsze byłem pokorny, jak, nie przymierzając, cholerny św. Franciszek, więc przemyślę Twoje uwagi i, być może, zmienię, niektóre sformułowania. Jeśli uważasz pomysł za ciekawy i zakończenie Cię zaskoczyło, to lepiej być nie może, osiągnąłem Olimp swoich możliwości. Nie no, trochę żart, jeszcze Was pomęczę swoimi pomysłami, ale sami rozumiecie, zaciekawiłem Brightside’a, dopiero zaczynam dochodzić do siebie.

Miau! A może hau!

Każdy lubi krytykować, wszyscy krytykujemy, zawsze, wszędzie. Jednak jest przepaść między krytyką a konstruktywną krytyką, z czego ta druga jest moim zdaniem ogromnie cenna. Grunt żeby była równowaga między negatywami i pozytywami – jak jest zbyt pozytywnie to za słodko, jak zbyt negatywnie to zbyt gorzko. Automatycznie nie lubię tekstów, pod którymi wszyscy pieją z zachwytu w tej samej tonacji. Po lekturze mogę dołączyć do chóru głosów, ale tak czy siak, sceptycznie podchodzę do pierwszego czytania.

MrBrightside, doskonale pamiętasz, że pisałem to w stanie nietrzeźwości ;), poza tym, ja tu widzę sarkazm, a nie oczekiwanie specjalnego traktowania, a jeszcze bardziej poza tym, to były moje początki na portalu, rozbrykany byłem, dostosowałem się.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Holland skończyła się na “Kill’Em All”. To nie pierwsza jej taka akcja.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Mr.maras, niestety, ale to tak nie działa. Powtarzam: to co tworzysz, deszyfruje Ciebie. Już na poziomie pomysłu, myśli, motywu, sposobu patrzenia na świat. To jest wartość dodana: indywidualne spojrzenie.

Zobacz, prosty przykład: z pewnością są motywy/tematy, których nigdy nie dotkniesz (ponieważ uznajesz je za trudne/zbyt poważne) oraz sposoby obrazowania, których nigdy nie wykorzystasz (bo np. wzbudzają Twoje obrzydzenie/niesmak/znudzenie) – już to definiuje Twoją etykę, którą kierujesz się przy tworzeniu własnych tekstów. Z drugiej strony z pewnością są też motywy, które do Ciebie wracają, które często obracasz w głowie, które natrętnie pchają się do tekstu. I to jest właśnie ten moment, gdy można zawalczyć o siebie: spróbować pokazać własne spojrzenie na daną sprawę. Lub iść w bezpieczny przezroczysty schemat.

Dzieki Staruchowi i jego wsparciu, ponownie zaczelam pisac

Łoł, poczułem się wywołany do tablicy blush! Jest kilku autorów na tym portalu, którym zazdroszczę lekkości pióra. I jest garstka takich, którzy mają własny styl. Coś, czego choćbym na uszach stawał, nie osiągnę. I dlatego ze wszystkich sił promuję takie pisanie (nie tylko Katji, BTW). Bo takie pisanie przyprawia mnie o opad szczęki i ciężką zazdrość! I choćbym wynajdywał jakieś babolki, takie pisanie uwielbiam czytać i będę promował! Howgh!

 

A teraz – ad rem, czyli krytyki.

@Mr Maras

Chcę, by były przezroczyste. To, co piszę nie jest mną. Mój bohater nie jest mną. Jego poglądy i uczucia nie są moimi.

Yes. To Ty! Ale są tacy, którzy właśnie siebie przelewają w swoje opowiadania. Pojęcie katharsis jest Ci znane. Jest to jakiś sposób radzenia sobie z lękami czy traumami. Można? Kto autorowi zabroni? I wtedy już krytyka boli inaczej. Pewnie, nie wiadomo, ile z autora jest w tekście. Ale należy być ostrożnym. Po prostu!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

No ja. Przecież podkreślam to, że to ja na każdym kroku. Wątek powstał wokół pytania, jak sobie radzimy z krytyką. Zatem odpowiadam, jak ja to widzę. I dodam, że dziwię się także, gdy ktoś przelewa siebie np.w zadanym temacie konkursowym Sowy i skowronki. Że czytałem tutaj naprawdę lekkie i proste historyjki debiutantów, którzy również się oburzali na krytykę. Też siebie przelewali w te opowiastki? Jak Twoim zdaniem mam być ostrożny wobec takich tekstów? Zadzwonić najpierw do rodziny i lekarza rodzinnego? Zapytać o samopoczucie i wrażliwość znajomych autora? Skąd mam wiedzieć gdzie leży  jego granica i czy gdy mu napiszę 'interpunkcja kuleje" nie weźmie fiołki środków nasennych? I pytam wobec tego kolejny raz, po co ktoś wrzuca swoje teksty na portal literacki zajmujący się krytyką i poprawieniem, jeśli nie potrafi znieść krytyki. Ja źle znoszę upały i na wakacje do Egiptu się nie wybieram.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie jest również moim celem tworzenia jakichś biegunów, nosorożce – wrażliwce.

 

No masz, trzeba być nosorożcem, żeby nazywać ludzi wrażliwcami. Fuj... ;)

 

Może lepiej: nosorożce – gazele. :)

 

 

Nie ma obowiązku rozumienia wszystkiego. Ja też wielu rzeczy nie rozumiem.

 

A całe zamieszanie ma przecież mechanizm samoregulacji:

 

  1. ktoś wrzuca tekst, nie radzi sobie z krytyką, zawija się stąd
  2. ktoś wrzuca tekst, radzi sobie z krytyką, fanfary
  3. ktoś wrzuca tekst, uczy się radzić sobie z krytyką, z dobrym (b) lub złym (a) rezultatem
  4. ktoś wrzuca tekst, z krytyką radzi sobie różnie, ale publikuje dalej, po jakimś czasie wszyscy wiedzą czego się spodziewać, więc mogą z pełną świadomością komentować dalej u tego autora lub komentowania zaprzestać

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Dobrze się składa, MrMarasie, że napisałeś taki komentarz, a nie inny. :) Mam nadzieję, że nikt nie potraktuje mojego jako wymądrzania się, ale Twój jest doskonałym materiałem do analizy. Ma wydźwięk negatywny, a w takich najlepiej widać emocje, którymi chcąc nie chcąc wpływamy na drugą osobę.

 

"No ja." (Jestem oburzony, podkreślę też własne ego-ja.)

"Przecież podkreślam to, że to ja na każdym kroku." (No ile razy mam wam to jeszcze tłumaczyć? Czy ego-ja podkreśliłem wystarczającą ilość razy? Może dodać jeszcze z jedno?)

"Wątek powstał wokół pytania, jak sobie radzimy z krytyką." (Dobre, obiektywne zdanie. Jedno w całym komentarzu.)

"Zatem odpowiadam, jak ja to widzę." (No, teraz już chyba wszyscy zobaczą, że naprawdę ego-ja jest najważniejsze.)

"I dodam, że dziwię się także, gdy ktoś przelewa siebie np.w zadanym temacie konkursowym Sowy i skowronki." (Tam miało być ego-ja przed "dodam", ale z nerwów zapomniałem, i naprawdę nie rozumiem, dlaczego ktoś nie kuma, że sowa to ptak, a nie człowiek?)

"Że czytałem tutaj naprawdę lekkie i proste historyjki debiutantów, którzy również się oburzali na krytykę. Też siebie przelewali w te opowiastki?" (Napiszę "naprawdę", tu są inteligentni ludzie, skumają, że miałem na myśli "słabe", chociaż najlepiej będzie dodać na końcu zdania "opowiastki", będę miał pewność, że "słabe" skumają teraz wszyscy.)

"Jak Twoim zdaniem mam być ostrożny wobec takich tekstów? Zadzwonić najpierw do rodziny i lekarza rodzinnego? Zapytać o samopoczucie i wrażliwość znajomych autora?" (O co wam w ogóle chodzi?? Co się tak do mnie przypierda#*%?)

"Skąd mam wiedzieć gdzie leży  jego granica i czy gdy mu napiszę 'interpunkcja kuleje" nie weźmie fiołki środków nasennych?" (To takie pytanie retoryczne, ale niech wszyscy wiedzą, że czuję się atakowany i jest mi z tym źle. Czy to moja wina, że chu%#8 piszą?)

"I pytam wobec tego kolejny raz, po co ktoś wrzuca swoje teksty na portal literacki zajmujący się krytyką i poprawieniem, jeśli nie potrafi znieść krytyki." (Ja, ja pytam! )

"Ja źle znoszę upały i na wakacje do Egiptu się nie wybieram." (Kur*#, ale mi się gorąco zrobiło od tego pisania.)

 

MrMarasie, wiem, że masz dystans do siebie i się nie obrazisz. :) Mam nadzieję.

Chciałem tylko tak, z przymrużeniem oka, pokazać, jak wiele emocji i zawoalowanych opinii przekazujemy w komentarzach. A najwięcej w tych negatywnych, bo i one budzą największe kontrowersje. To wcale nie znaczy, że to źle, że nie powinniśmy ich pisać. Znaczy, że nam zależy, staramy się i wkładamy w to wysiłek. Powinniśmy jednak pamiętać, że my, autorzy komentarzy, dosyć szybko je zapominamy, gdy tym czasem autor czyta każdy po dwa, trzy razy, a najbardziej dla niego bolesne, zapamiętuje na bardzo długo. Warto więc przemyśleć, nie co, ale jak, chcemy napisać.

 

Mój (podkreślam moje “ja” ;) ) komentarz ma na celu wszystkich nas trochę rozluźnić w temacie. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dobra, to może inny kijaszek w mrowisko. Z drugiej strony barykady. Załóżmy, że jesteśmy już odpornym albo uodpornionym na krytykę użytkownikiem, który przeżył na portalu i pisze dalej albo nie pisze, ale czyta. I czyta kolejne przeciętnie przeciętne teksty osób, które właśnie się zarejestrowały i wrzuciły “dzieło życia”. Czasem w dziele życia brakuje wszystkiego: fabuły, bohaterów, stylu, przecinków, a czasem nawet akapitów. Albo bardziej lajtowo: jest nieźle, jest pomysł, ale wykonanie leży i kwiczy.

No więc pisze taki użytkownik elaborat, w którym wykłada, co jest dobrze, a co źle, czasem nawet te 100% brakujących przecinków miłosiernie wstawi, a następnie tekst znika bez słowa komentarza ze strony autora, który najwyraźniej oczekiwał peanów zachwytu nad dziełem. Albo wisi, ale takoż bez reakcji autora.

Pytanie pierwsze: czy to jest nadwrażliwość, czy jednak jakiś błąd systemu?

Pytanie drugie: jak traktować takie teksty? Jak ocenić, w którym przypadku praca komentatora nie pójdzie na marne?

Chwalebnie widzę parę osób, które mimo bardzo słabego przyjęcia pierwszych tekstów walczą i się nie poddają, a nawet starają się włączyć w portalowe życie, ale jednak opisany przykład jest bardziej normatywny.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Czy to moja wina, że chu%#8 piszą?

;D !

 

Ja tylko dorzucę, że mr.rhino ma w głosowaniu do loży jakoś 17/25 głosów, czyli to nie jest tak, że trzeba tu wszystkich po głowach głaskać ;)

I would prefer not to.

Nie da się stuprocentowo zagwarantować, że w którymś przypadku praca komentatora nie pójdzie na marne, tak ja nie da się zagwarantować, że danego dnia nie spadnie nam cegła na głowę. Można najwyżej szacować prawdopodobieństwo na podstawie historii danego autora, o ile ją ma.

 

Przypominam też, że Bellatrix utworzyła w HP specjalny temat dla takich przypadków, więc nie muszą one pozostawać tak całkiem bez konsekwencji.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Oj przesadzacie z tym usuwaniem tekstów. Bywa że przed autorem nagle wyrasta ściana i w nią wali w pełnym pędzie i zachwycie nad sobą. Potem wysiada zamroczony i coś robi, usuwa tekst. To usuwanie trzeba wpisać w ryzyko, bo to szok dla początkującego. Ciekawe, czy tu wszyscy są tacy święci i nigdy nie usunęli tekstu. 

Ja tylko króciutko w dwóch kwestiach, które, jak mi się wydaje, umykają uwadze w tej dyskusji:

Myślę, że mniej więcej tyle samo nauczyłem się z czytania komentarzy pod swoimi opowiadaniami, co z pisania opinii innym Użytkownikom. I w tym sensie nie czuję się poszkodowany, jeśli ktoś kasuje opowiadanie z moim komentarzem. Co tam z siebie wycisnąłem – to moje, i to mi zostaje, choćby i w głębokiej pisarskiej podświadomości. A licznikiem komentarzy przejmowałem się tylko do czasu uzyskania czynnych praw wyborczych na portalu.

I druga rzecz – pochwały (nawet całkiem uzasadnione) na początku aktywności też są dla piszącego pułapką. Bo sympatia Czytelników siłą rzeczy ma tendencję do przebiegu sinusoidalnego i taki mocny debiut odbija się czkawką przy kolejnych publikacjach (”nawet niezłe, ale tamtego wciąż nie przebija”). A stąd już tyko krok do stawiania sobie nierealnych celów i wypalenia.

Dlatego odpornym warto być, tak na prztyczki, jak i na pochwały.

Blackburn, bardziej chodzi o ten kompletny brak reakcji. Po co wrzucać tekst, jeśli nie chce się o nim rozmawiać? Taka praktyka: wrzutka – jeden nieentuzjastyczny komentarz – kasacja. Celowo napisałam, że bardzo cenię wytrwałość takich debiutantów, którzy nie zrażają się negatywnymi opiniami, choćby były bolesne, bronią swoich wyborów, choćby były niedobre, a przede wszystkim usiłują coś poprawiać (patrzę na Ciebie, Danielu).

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Zarówno pochwały, jak i krytyka mają swoją funkcję i są potrzebne. Początkujący autor jest jak dziecko – potrzebuje pochwał, żeby się nie zniechęcić i mieć paliwo na start, ale potrzebuje też krytyki, żeby się zahartować i radzić sobie w (literackim) świecie.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

No z pewnością dla komentatora, który darmowo włożył pracę i czas w komentarz, usuwanie tekstu jest nieprzyjemne, ale mam podobne podejście jak Cobold. Jeśli komentuję, to też uczę się przy tym, wtedy jakoś nie specjalnie mocno mnie dotyka usunięcie tekstu. 

Dobre, Wybranietz. :)

 

#teammrrhino :)

 

W końcu nie bez powodu jest wojownik na nosorożcu w awatarze. :) Co do punktów – respect!

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Pełny luz, Darconie. To moje  subiektywne "Ja" podkreśliłem tylko i wyłącznie wobec zarzutów wyrażania się autorytatywnie i niemal głoszenia prawd objawionych. Tylko zaznaczam w ten sposób, jak bardzo jest to moje i wyłączy moje zdanie i zdziwienie. Rozumiem intencje i nie mam z tym problemu. 

Wciąż natomiast nie przeczytałem odpowiedzi na pytanie – na cholerę wrzucać opowiadania na portal, który funkcjonuje w oparciu o wzajemne komentarze i krytykę, jeśli krytyki się nie znosi dobrze. Albo wywołuje ona jakąś traumę. Za próbę samobójczą też będzie krytyk odpowiadał? I nadal mówię o krytyce konstruowanej, z którą także sobie niektórzy nie radzą zupełnie.

Co do głosów do Loży, hmm... mr.rhino może swoje bez problemu przelać na kandydatkę Wybranietz. Jeśli jest taka opcja ;). Zresztą Loża mi raczej nie grozi z tego co się orientuję. Chociaż bez wątpienia każdy głos portalowiczów cieszy oczywiście ogromnie i mobilizuje.

A w sumie to nabrałem wątpliwości czy dziad/nosorożec bez wrażliwości powinien w ogóle kandydować. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

na cholerę wrzucać opowiadania na portal, który funkcjonuje w oparciu o wzajemne komentarze i krytykę, jeśli krytyki się nie znosi dobrze

Najlepiej krytykę znoszą ci, którzy się nią w ogóle nie przejmują.

krytyce konstruktywnej, z którą także sobie niektórzy nie radzą zupełnie

Niektórzy. Ale ja mówiłem kompletnie o czymś innym – o formie takiej krytyki. Bo ci, którzy sobie kompletnie nie radzą, wylatują jak WojciechL.

 

Zdaje mi się, że mówimy o dwóch różnych sprawach. MrMarasie, z Twoich wypowiedzi wnoszę, że uważasz, jakobym zabraniał wszelkiej krytyki. Spójrz na moje posty jeszcze raz i przekonasz się, że to nieprawda.

A w sumie to nabrałem wątpliwości czy dziad/nosorożec bez wrażliwości powinien w ogóle kandydować. 

I nie bierz wszystkich uwag tak bardzo osobiście ;). Wszak po to dyskutujemy, by poznać swoje poglądy na dany temat, a nie po to, by przygotować listy proskrypcyjne :D.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Generalnie widać, że problem, jeżeli jest to problem, reakcji na krytykę dotyczy osób, które niedawno stały się użytkownikami portalu. Z prostego powodu – to jest miejsce albo jedno z miejsc publikacji. Sprawdzenia się, a więc reaguje się na oceny, zwłaszcza negatywne.  Starsi stażem publikują mało albo wcale, raczej celują w e-ziny, antologie, wydawnictwa etc. A wielu w ogóle zniknęło. I to się  powtarza.

W sumie, jeżeli ktoś opublikował tutaj z pięć tekstów, raczej jest już uodporniony na krytykę totalną.  Albo umie odsiać plewy w krytyce od ziarna prawdy, albo, po prostu, przestaje się nią przejmować. Słusznie.

Pozdrówka.

Wciąż natomiast nie przeczytałem odpowiedzi na pytanie – na cholerę wrzucać opowiadania na portal, który funkcjonuje w oparciu o wzajemne komentarze i krytykę, jeśli krytyki się nie znosi dobrze.

Myślę, że tego się nie wie, że nie radzę sobie z krytyką. Nawet jeśli człowiek uważa, że da radę, to realia mogą być inne. I załóżmy rzeczywiście słaby tekst. Taki nie będzie miał pochlebnych komentarzy, prawie na pewno same krytyczne. Myślę, że wtedy jest trudniej. Zresztą wałkowaliśmy to już kilka razy, każdy z nas jest inny. Ja też nie planowałem usuwać tekstów, jebłem w przycisk i już. No, dobra. Jebłem kilka razy...

 

Ps. Roger, dobry ten komentarz o gustach.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

na cholerę wrzucać opowiadania na portal, który funkcjonuje w oparciu o wzajemne komentarze i krytykę, jeśli krytyki się nie znosi dobrze.

No właśnie dlatego moc ludzi pisze do szuflady, nie? Beryl mówił niedawno, że na portal codziennie loguje się około setki osób, tymczasem aktywnych literacko jest mniej niż połowa.

 

A w ogóle to masz u mnie piwo, Bailout! Ślicznie gadasz i mogłabym się podpisać pod każdym twoim postem. Jakby dawało się tu lajkować posty, to zalajkowałabym każdy jeden.

Ale ogólnie to łatwo krytykować w internecie. Same nicki. Gdyby była taka funkcja rażenia prądem interlokutora na odległość, to ciekawe, jak często z tej funkcji korzystaliby krytykowany i krytykujący? ;)

@Kam

 

Mam psychofankę XD XD!

 

Piwo gdzieś, kiedyś, na pewno. Z Tobą i z połową portalu. Z nikim się tak dobrze nie dyskutuje i przekomarza.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Mam psychofankę XD XD!

Jeszcze się cieszy :>

 

Piwo gdzieś, kiedyś, na pewno. Z Tobą i z połową portalu. Z nikim się tak dobrze nie dyskutuje i przekomarza.

A wiesz, że z miejsca, gdzie teraz tymczasowo mieszkam, mam równo sto kilometrów do ciebie? Sąsiedzie :>

Beryl mówił niedawno, że na portal codziennie loguje się około setki osób, tymczasem aktywnych literacko jest mniej niż połowa.

No, to akurat rozumiem aż za dobrze, dwa lata tak lurkowałam :D I powoli dochodziłam do wniosku, że ostra krytyka i wytykanie błędów są lepsze niż głaskanie po głowie, jak na jakichś NaNoWriMo czy innych forach wzajemnej adoracji. Ale zanim odważyłam się coś opublikować, minęło sporo czasu, bo czytanie dyskusji pod opowiadaniami innych bywało trochę przerażające – nie byłam pewna, czy jestem na to gotowa. “Legenda” mnie zmobilizowała, a pierwsze komentarze trafiły się entuzjastyczne, co niewątpliwie pomogło przetrwać :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ha, to ja sobie pozwolę na komentarz personalny. Cały o mnie ;)

 

NaNoWriMo czy innych forach wzajemnej adoracji

 

A jednak nanowrimo i słodzenie sobie do pyszczków pozwoliło mi napisać książkę w mniej niż miesiąc (nim ktoś zapyta o jakość – to będziecie mogli ocenić, miejmy nadzieję, w 2019), podczas gdy na naszym forum nie opublikowałam nowego opowiadania od półtora roku, mimo że zbierałam się do tego niezliczoną ilość razy.

 

Wiem, że połączenie kija i marchewki jest najlepsze, ale są ludzie, na których bardziej działa jedno albo drugie. A krytyka forumowa nie jest jedynym sposobem zdobywania wiedzy na temat tego, jak pisać (choć z pewnością jednym z najskuteczniejszych).

A cóż to za zacna lokalizacja? Jakby Ci się zdarzyło zmniejszyć ten dystans, żeby na przykład pozwiedzać nasz dumny gród – pisz na PW i piwo masz jak w banku. Do domu raczej nie zaproszę, bo mam “wieczny artystyczny pierdzielnik”, ale wyskoczyć na miasto nie ma problemu.

Pozostałych Was też się to zresztą tyczy, ananasy.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Co jasno pokazuje, że są to kwestie indywidualne. Mnie NaNo zniechęciło do jakiejkolwiek aktywności :D Nie czułam realnego zainteresowania tym, co robię, tylko miałam wrażenie takich automatycznych odpowiedzi: ktoś coś opublikował, to trzeba napisać, że super. Zero feedbacku, co się podoba, a co nie, na przykład. Pytania o konkrety trafiające w pustkę. Tu natomiast cudowne są bety, naprawdę pomagające zobaczyć błędy i niedociągnięcia.

A do współnapisania powieści w dwa miesiące doprowadziła mnie długa i nudna rekonwalescencja po wyjątkowo wrednym grypo-zapaleniu oskrzeli :D Efekty na wiosnę...

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Kurcze, ale jest coś w tym, co piszecie. Jak się zarejestrowałem w 2013 roku i wrzuciłem opko, to później przez 2 lata nic. Tak mnie zjadła krytyka, nie znaczy hejtowska, tylko okazało się, że jeszcze dużo muszę się nauczyć.

Po dwóch latach wrzuciłem kolejne, ale przez ten czas zorientowałem się trochę na forum, kto jest kim i tak dalej. Niestety z opowiadaniami nie było jakoś lepiej. :( I znowu się zniechęciłem, ale zdarzyły się dwie rzeczy. Po pierwsze, przeczytałem naprawdę kilka świetnych opek i zapragnąłem tak pisać. Chociaż nie to ostatecznie powstrzymało mnie przed kolejną przerwą na forum, a to drugie. Komentarz jednego z autorów takiego opka pod moim, które zachwytów nie zbierało, ale jemu ogólnie się podobało. :) To był Cobi. Ech *łezka w oku*, to były czasy. Stary już byłem, a cieszyłem się jak dziecko. :) Tak więc warto pisać ludziom pozytywne komentarze. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Po dwóch latach wrzuciłem kolejne, ale przez ten czas zorientowałem się trochę na forum, kto jest kim i tak dalej. Niestety z opowiadaniami nie było jakoś lepiej.

Zauważam, że pod wpływem sugestii i narzekań, niejako z automatu, zaczynam pisać “pod upodobania” konkretnych czytelników. Słuchanie krytycznych uwag jest podstawą robienia czegoś twórczego, ale zbytnie wczytywanie się w komentarze, próba “naprawienia się”, żeby czasem ktoś taki-i-taki nie miał powodów do narzekań już nie. A wydaje mi się, że każda opinia ma coś z próby naprowadzenia piszącego na mojsze tory, na te pasujące i podobające się mnie – przecież pisze się głównie dla czytelników, prawda? ;)

Zauważam, że pod wpływem sugestii i narzekań, niejako z automatu, zaczynam pisać “pod upodobania” konkretnych czytelników.

To minus zamykania się w małej społeczności. Są użytkownicy, którzy mają +10 opowiadań i ich droga od poczekalni do serii piórek jest imponująca (mam nadzieję, że nie muszę pokazywać palcami, choć mogę jeśli tak będzie łatwiej) a jednak ciekawi mnie, w jakim stopniu jest to polepszenie warsztatu, a w jakim – dopasowywanie się do wymagań komentujących. Zwłaszcza, że bardzo często te piórkowe opowiadania stają się kopiuj-wklej, ładniejszą i bardziej udaną wersją poprzednich (choć i tu można się zastanawiać, na ile jest to wykształcenie stylu autora... bardzo trudne zagadnienie). Szkoda, że z naukami humanistycznymi nie jest jak z matmą i nie można wszystkiego pomierzyć i wyliczyć, można tylko rozważać.

 

Dodam jeszcze anegdotkę z czasów, gdy rozważałam pójście do liceum plastycznego i potem na Akademię Sztuk Pięknych. Parę osób powiedziało mi, że przy egzaminach wstępnych na ASP absolwenci liceum plastycznego mają pod górkę, bo mimo lepszej techniki są bardziej ograniczeni i “zmianierowani” – ukształtowani pod dyktando nauczycieli. I że członkowie komisji preferują ludzi nienauczonych rysować, tylko dzikie talenty. Ciekawa jestem, czy któreś z was też dostrzegło negatywny aspekt krytyki – pomijając ten najbardziej oczywisty, czyli zranione uczucia.

Zwłaszcza, że bardzo często te piórkowe opowiadania stają się kopiuj-wklej, ładniejszą i bardziej udaną wersją poprzednich (choć i tu można się zastanawiać, na ile jest to wykształcenie stylu autora... bardzo trudne zagadnienie).

Trafnie to określiłaś – łatwiej nauczyć się gustów loży, niż napisać coś, co jest krokiem do przodu. W końcu takie "pisanie" zaczyna przypominać ciągłą iterację (przez recykling) tych samych idei, pomysłów, nawet zdań.

Po co się wychylać i mieć “meh”-owane opko, skoro mogę zaryzykować conajmniej nominacją?

Jeśli już krytykujemy piórkową krytykę, to pozwolę sobie powiedzieć, że mnie w niej najbardziej irytuje podejście “nie podoba mi się, bo nie moja bajka/nie moje klimaty, więc zagłosuję na NIE”. Mam wrażenie, że tu powinna być ostra dyscyplina: dobre/niedobre, a nie czy w moim guście, czy nie...

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mam wrażenie, że tu powinna być ostra dyscyplina: dobre/niedobre, a nie czy w moim guście, czy nie...

Ale jak można obiektywnie stwierdzić, czy coś jest dobre czy nie, skoro przysypiamy nad danym opowiadaniem?

 

łatwiej nauczyć się gustów loży, niż napisać coś, co jest krokiem do przodu. W końcu takie "pisanie" zaczyna przypominać ciągłą iterację (przez recykling) tych samych idei, pomysłów, nawet zdań.

Przy czym chcę zaznaczyć, że nie mówię, że ktokolwiek uczy się tych gustów świadomie. Wręcz przeciwnie, jestem pewna, że nikt tego nie robi! Natomiast jeśli grupa osób mówi ci “to jest fajne, rób tak dalej”, to jasne, że masz ich głos z tyłu głowy, nieważne co będziesz potem pisać.

Ja sam usunąłem tekst zamieszczony po założeniu konta. Wspominałem o tym, był to pierwszy rozdział powieści i po uwagach Reg zwinąłem się na długo. Raczej z żalu do siebie, że tak głupio zacząłem. Byłem dziennikarzem przez wiele lat i krytyka, publiczne wystąpienia, pokazywanie swoich tekstów, praca z redakcją czy edycją tekstu, były mi dobrze znane. A jednak tekst usunąłem. Po jakimś czasie przypadkiem postanowiłem zajrzeć znowu. Odkopalem swoje starsze opowiadanie z Fahrenheita, bo pracowałem nad jego rozwinięciem akurat w tym czasie. Przyjęte zostało dosyć ciepło i to na pewno dodało mi pewności siebie (mimo moich doświadczeń dziennikarskich) na portalu, gdzie wiele osób pisze lepiej ode mnie. Ale tak jak napisałem na początku, to było na zasadzie: ok, potrafię lepiej i Wam to udowodnię. Moje opowiadanie na Legendy przepadło w konkursie. W sumie uważałem, że jest oparte na lepszym pomyśle niż tekst z Fantastycznych godów. A jednak nie spodobało się tak jak poprzednie. Przyjąłem to na spokojnie. Gusta są różne. Nie zawsze trafi się w gust jury czy członków Loży. Np. nie potrafię zadowolić czytelniczych preferencji MrB i Fauna. Także z Coboldem mam ten "problem". Ale nie poddaje się. Co prawda nie spędza mi to snu z powiek i na pewno nie napiszę niczego pod nich, ani pod nową Lożę, ale traktuje to w kategorii zabawnego wyzwania. Bo naprawdę mam dystans ogromny do swojego pisania.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Przysypianie to jeszcze inna bajka... Ale takie ocenianie to jest odpowiedzialność i czasem trzeba się przemóc i przeanalizować, czy przypadkiem nie jest tak, że moje uprzedzenia sprawiają, że coś, co jest dobrze, sprawnie napisane, a do mnie nie trafia, jednak nie zasługuje na wyróżnienie. Jestem radykalną zwolenniczką tego, co gdzieś (chyba w “Story of Art”) napisał historyk sztuki E. H. Gombrich; streszczając główną myśl chodzi o to, że “jeśli coś ci się nie podoba, przyjrzyj się dokładnie i przemyśl to, bo może coś tracisz”.

Zwykły użytkownik może sobie pozwolić na luksus “nie lubię fantasy, to przeskanuję albo w ogóle nie będę czytał, komentował, analizował”, lożownik – nie.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Trafnie to określiłaś – łatwiej nauczyć się gustów loży, niż napisać coś, co jest krokiem do przodu. W końcu takie "pisanie" zaczyna przypominać ciągłą iterację (przez recykling) tych samych idei, pomysłów, nawet zdań.

Coś w tym jest. Jak ostatnio napisałem nietypowy tekst na Grafomanię, to były reakcje jak na pierwsze reklamy szamponu i odżywki w jednym, po upadku PRL-u. Ludzie wtedy nie wiedzieli, czy to jeść, czy myć tym włosy i w ogóle była konfuzja i dużo niższe od oczekiwanych wyniki sprzedaży. Dopiero potem ktoś mądry zrobił badania i okazało się, że żeby szampon sprzedawał się w Polsce, trzeba koniecznie akcentować, że jest oparty na składnikach naturalnych ¯\_(ツ)_/¯

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Ludzie wtedy nie wiedzieli, czy to jeść, czy myć tym włosy

XDD

Mam wrażenie, Drakaino, że pijesz do mnie. Odpowiem też przy okazji Marasowi, który wymienił mnie wprost. A przy okazji dorzucę swoje trzy grosze do dyskusji. Coś o krytyce skierowanej do autorów bardziej doświadczonych niż debiutanci. 

 

Łatwiej jest przełknąć krytykę, kiedy powie się sobie, że to kwestia gustu. I jasne, jak Kam zauważyła, literatura nie jest czymś ścisłym, nie da się jej zmierzyć, można ją oceniać tylko subiektywnie. A jednak są osoby, które znają się na rzeczy – choćby redaktorzy. Redaktor może decydować, czy warto “inwestować” w jakiś tekst. Redaktor może sprawić, że książka się lepiej sprzeda. Zysk da się zmierzyć. Można więc przyjąć, że dobry redaktor to taki, który “się opłaca”. Bo nie mówimy tutaj o idealistycznym podejściu do sztuki, tylko o takim przyziemnym. I proszę mi nie przytaczać Greyów czy Zmierzchów – na listach bestsellerów znajdują się też pozycje, których jakość trudno byłoby podważyć. 

Dobry redaktor stara się ulepszyć tekst. Poprzez “ulepszyć” rozumiem tutaj: sprawić, by spodobał się po pierwszej bardziej (niż wyjściowo), a po drugie większej liczbie czytelników. Czasem pewnie stawia tylko na to pierwsze i nie próbuje poszerzyć targetu. Żeby do tego doprowadzić, musi posiadać jakąś wiedzę, doświadczenie, intuicję. Na czym mógłby oprzeć tę wiedzę? Samo czytanie nie wystarczy – dobry redaktor powinien dowiedzieć się, jak ludzie reagują na dane schematy fabularne, motywy, itp. Znajomość tego, jak czytelnicy odbierają literaturę, jest moim zdaniem kluczowa. 

Komentując opowiadania, staram się być takim dobrym redaktorem. Próbuję wyjść poza swój osobisty odbiór tekstu. Zadaję sobie pytanie: jak dane opowiadanie spodobałoby się osobom, których gust znam? Zadaję sobie też pytanie: jak dane opowiadanie ma się do innych podobnych dzieł, o których odbiorze słyszałem?

Jasne, co ja mogę wiedzieć, nie przeczytałem w życiu zbyt wielu książek, może nawet mniej niż większość z Was. Nie odbyłem pewnie tylu rozmów o literaturze, co starsi ode mnie. Mogę się mylić. Możecie też ocenić moją wiarygodność na podstawie moich komentarzy pod cudzymi opowiadaniami, a także na podstawie moich własnych opowiadań (choćby oceniając, czy sam stosuję się do tego, o czym się wymądrzam, i jak mi to wychodzi). 

Zmierzam do tego, Drakaino, Marasie (i wszyscy inni rozczarowani/zawiedzeni/rozgoryczeni moimi komentarzami), że mój brak zachwytu nad Waszymi opowiadaniami może nie wynikać wyłącznie z mojego gustu. Nie jest tak, że nie lubię fantasy. Jest tak, że rzadziej sięgam po fantasy. Ale staram się czytać wszystko: wczoraj Mróz, dzisiaj Lem, jutro może autor, o którym niewielu słyszało.  Fantasy często wydaje mi się wtórne. I nie tylko mnie. Ale czy skreślam fantasy tak z zasady? Nie. Czy skreślam wszystkie “wtórne” rzeczy? Też nie. 

Wierzę w złote środki. Wierzę, że jeszcze napiszecie opowiadania po swojemu, jednak w taki sposób, że będę urzeczony. Są tutaj autorzy i autorki, których zaskoczyły moje pozytywne opinie. Nie mówię, że powinniście się pode mnie naginać, broń Boże. Ale warto się czasem oprzeć pokusie tego wygodnego powiedzenia sobie “to kwestia gustu” (sam takiej pokusie ulegam). Może da się zrobić tak, by był wilk syty i owca cała? A może chociaż spróbować? 

To takie moje gdybanie, na które nie mam papieru. Ale może komuś da do myślenia. Patrzę tutaj wymownie w stronę przyszłej Loży – chciałbym byście starali się (niektórzy już to robią) wychodzić poza własny gust i wchodzić w skórę dobrego redaktora. Nikt nie wymaga od Was nieomylności. Można jednak próbować komentować lepiej, odważniej. 

Nie zrozumieliśmy się, Funie. Ja nie mamy żadnego problemu z Twoimi komentarzami. Ja tutaj bronię praw krytyka do krytykowania, jeśli zachodzi potrzeba, nie bacząc na to jak miękki jest Autor. Bo po to wrzucamy tutaj teksty. Pisałem o tym, że mam dystans i jest to tylko wyzwanie, ale żaden problem dla mnie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mam wrażenie, Drakaino, że pijesz do mnie.

Sorry, ale nie :D Mam nadzieję, że nie urażę, ale akurat Twoich komentarzy nie pamiętam aż tak mocno... Może w swoim niepodobaniu były bardziej merytoryczne niż osób, do których piję.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Drakaino, na moje uwagi pod “Jeśli wykluczysz możliwe” zareagowałaś, pisząc, że de gustibus. Stąd moje wrażenie.

A mój powyższy komentarz nie dotyczy tylko Ciebie i Marasa. Wy mnie tylko sprowokowaliście, żebym w końcu się tu wypowiedział ;)

Jeśli już krytykujemy piórkową krytykę, to pozwolę sobie powiedzieć, że mnie w niej najbardziej irytuje podejście “nie podoba mi się, bo nie moja bajka/nie moje klimaty, więc zagłosuję na NIE”. Mam wrażenie, że tu powinna być ostra dyscyplina: dobre/niedobre, a nie czy w moim guście, czy nie...

Ktoś tak głosuje, Drakaino? Dość mocne oskarżenie.

I druga sprawa – w loży, na pewno w jej części, nie ma osób z wykształceniem literaturoznawczym. W takiej sytuacji ocena dobre/niedobre siłą rzeczy będzie się w jakimś stopniu opierać na guście.

łatwiej nauczyć się gustów loży, niż napisać coś, co jest krokiem do przodu. W końcu takie "pisanie" zaczyna przypominać ciągłą iterację (przez recykling) tych samych idei, pomysłów, nawet zdań.

Jest to forma starego jak sama sztuka problemu, czy tworzyć prosto z serca, "prawdziwą sztukę", czy pod odbiorców. Każdy twórca robi jak chce, jego wybór i jego decyzja, na czym mu zależy. Przy czym jeśli "adresatem" nie jest wielkie grono czytelników-klientów, a kilkuosobowa loża, to sztuczka "recyklingu" mogłaby zadziałać raz, dwa razy, a potem nawet najmniej rozgarnięty członek owej loży zorientowałby sie, że jest robiony w bambuko. 

Swoją drogą, napisanie czegoś specjalnie pod gusta dziewięciu osób, czy przynajmniej większości z nich, jawi mi się czymś niezmiernie trudnym. Wyzwaniem, jak pisał Maras, i to solidnym. Dużo trudniejszym, niż napisanie po prostu dobrego tekstu. Ale może to dlatego, że sam piszę mało i brak mi doświadczenia. Nie wiem. 

Istnieje, jak pisała Kam, sprawa nieświadomego przenikania gustami pewnej grupy osób, ale coś takiego utonęłoby w morzu innych, mniej lub bardziej świadomych wpływów, inspiracji i oddziaływań, które składają się na styl każdego autora. 

Zmierzam do tego, że jeśli ktoś potrafi napisać tekst pod gust (przykładowo) tutejszej loży, żeby dostać (przykładowo) piórko, to – pomijąc moralny (to chyba zbyt wielkie słowo) aspekt takiej działalności – musi być zajebiście utalentowanym i dojrzałym pisarzem. 

A na marginesie, podejście, o którym mówiła Drakaina "Nie moja bajka, więc jestem na nie" istotnie powinno być zwalczane. Nie twierdzę, że w obecnej loży takie występuje, bo nie zauważyłem, ale też nie szukałem. Nie sądzę, żeby tak trudno było wyjść poza ramy swojej bajki, żeby ocenić tekst, zwłaszcza, gdy od owej oceny coś tam zależy. Ba, gdy czytam tekst, który trafia w mój gust bardzo celnie i niezmiernie mi się z tego powodu podoba, robię się podejrzliwy – a może wcale nie jest taki dobry, tylko mi się wydaje, bo (przykładowo) jest tam dużo gołych bab, a ja lubię gołe baby? Przyjrzyjmy się opkowi jeszcze raz. Często nawet piszę autorowi – mnie się bardzo podoba, bo lubię takie pisanie, ale tekst niedomaga tu i tam też, więc ktoś o innym guście ostrzej skrytykuje. To samo w drugą stronę – jeśli tekstu nie rozumiem, to nie znaczy, że jest zły. W takim przypadku automatycznie zakładam, że tekst jest świetny, a ja jestem durniem. A potem szukam argumentów za i przeciw. Myślę, że po przeczytaniu iluśtam tekstów można ze sporą dozą precyzji stwierdzić gdzie leży granica między niezrozumiałym bełkotem, a niezrozumiałym przebłyskiem geniuszu. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Piszę z telefonu, więc z góry przepraszam za ewentualne babole (poprawię, gdy będę przy komputerze). Drakaina pije do mnie. "nie moja bajka" to był jeden z moich argumentów. Pewnie nie popisalam się nim z jednej strony. Z drugiej nie widzę powodu, by cyganic i udawać i na siłę wymyślać inne sztuczne argumenty. Staram się patrzeć jak najbardziej obiektywnie na oceniane teksty, ale nie zawsze mi to najwyraźniej wychodzi. Niestety ale są pewne rzeczy, tematy czy elementy, które na tyle psują mi odbiór, że zgodnie ze swoim sumieniem nie umiem być na tak. W Komecie nałożyło się kilka elementów i dlatego szala przewazyla u mnie na nie. A ja staram się oceniać całościowo, a nie na podstawie jednego elementu.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

A propos pisania pod gust. Spotkałem się na portalu z twierdzeniem, że pewni autorzy piszą pod obecną Redakcję NF. Co myślicie o takiej opinii?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Śniąco – owszem, w sumie rzeczywiście pisałaś w ten sposób, ale ciągle odzywają się nożyczki, których wcale konkretnie nie miałam na myśli, formułując powyższe uwagi. Skądinąd oparte nie tylko na moich opowiadaniach, ale także na tych, którym piórkowo kibicowałam, a przepadły. Paradoksalnie oparłam te ogólne uwagi także na tych piórkach, które ku mojemu zdumieniu przyznano. Bo czasem miałam wrażenie, że “moja bajka” też działa, choć na korzyść osoby zainteresowanej, więc to budzi mniej kontrowersji, bo w sumie nikt się nie czepia :)

Są najwyraźniej w obecnej Loży osoby, z którymi moje gusta rozmijają się chyba w 99%, i to oni przeważają.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Bywa, że Lożanie (ale nie tylko) komentują: dobrze napisane, dobra fabuła/twist, dobre postaci, dobry pomysł, brak błędów. Ale zabrakło tego Wow! I tutaj niestety wypada rozłożyć ręce, bo efekt Wow! jest często subiektywny. Chociaż ja podsuwając kiedyś komu się da "Piaseczniki" Martina, zawsze uzyskiwałem efekt Wow! Czyli to jest wykonalne.

Po przeczytaniu spalić monitor.

a może wcale nie jest taki dobry, tylko mi się wydaje, bo (przykładowo) jest tam dużo gołych bab, a ja lubię gołe baby?

Thargone,

 

Miała rację Wybranietz, masz najlepszy program wyborczy.

Chcę pisać pod Twój gust ;)

Re: Piaseczniki i Wow! Oczywiście też tak miałam, ale jak teraz je przeczytałam na nowo (w przekładzie polskim, bo tylko to w lenistwie swoim znalazłam online), to wydały mi się nieco przegadane, przy nadal genialnym pomyśle i zakończeniu ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Chrościsko – to ryzyko – podkreślam – teksty trafiające w mój gust mają paradoksalnie u mnie nieco trudniej :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

ciągle odzywają się nożyczki, których wcale konkretnie nie miałam na myśli

 

Zgodnie z powiedzeniem, że tylko winni się tłumaczą, chyba jednak poczułam się winna :) I prawdę mówiąc, często gęsto czuję się winna, komentując teksty, co do których mam jakieś uwagi, zwłaszcza te typu niemierzalnego. Czyli takie bardziej podpadające pod gust, emocje, wrażenie. Może też dlatego nie rozwodzę się w komentarzach, bo się boję, że polecę za daleko i zrobię komuś przykrość, możliwie, że zbędnie, bo w oparciu o własne spojrzenie i odczucia. 

Nie wiem, czy pamiętacie i czy zwróciliście w ogóle uwagę, jak na 1 kwietnia napisałam okropnie zjadliwy i złośliwy komentarz pod jednym z tekstów. Te kilka linijek pisałam z oporami przez pół godziny. A potem miałam wyrzuty sumienia i bałam się, że autor i inni nie poznają się na żarcie. 

Staram się zawsze wypośrodkować – napisać, co mi się spodobało, co doceniam, a co mi nie podeszło. Staram się to uargumentować, chociaż nie zawsze mi to może wychodzi sensownie. Bo często biorą górę emocje, a te rzeczowe argumenty mają w nosie. 

 

Żeby nie było, że piszę tylko z jednej strony barykady. Sama na krytykę jestem bardzo wrażliwa. Nie pokazuję tego, a przynajmniej staram się bardzo mocno. I walczę z tym na każdym możliwym polu (czy tu, czy przy innych hobby, czy w pracy). Hoduję sobie pancerz, bo wiem, że użalanie się nad sobą donikąd nie prowadzi – mam za sobą różne etapy, więc wiem, co mówię i o czym piszę. Po tygodniach/miesiącach/latach bezczynności, spowodowanej ucieczką “bo skrytykowali”, pozostaje tylko poczucie straconego czasu i żal, że jednak człowiek nie zebrał się w sobie i zabrał do roboty wbrew urażonej dumie, czy zranionej duszy “artysty”. 

Wprawdzie nie usunęłam stąd żadnego opowiadania ze względu na krytyczne głosy (dwa poszły, ale z zupełnie innych przyczyn, które z tematem wątku nie mają nic wspólnego), ale otarłam się o to. Zacisnęłam jednak zęby i postanowiłam  najpierw poprawić, co się dało, a resztę zostawić ku pamięci dla potomnych i samej sobie, jako przykład, jak nie pisać. 

Nie chcę nikomu mówić, że negatywne głosy bolą, bo to jest mój problem, z którym ja sama mam walczyć, jeśli chcę cokolwiek osiągnąć (prawo dżungli i te sprawy). Niech komentatorzy walą, byle szczerze. A ja już sama odsieję, co jest konkretną uwagą, co “w duszy mi graniem”, co wziąć pod uwagę, a za co podziękować i zostawić na boku. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Jak myślisz, Fun? Tego Fauna Drakaina napisała złośliwie? ;) Ale dobrze prawisz.

 

#teamniedobryredaktor ;)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Nie pisałam nic o żadnym faunie :O To ktoś inny, ale z komórki nie mogę znaleźć...

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mr.Rhino! (btw, nie myśl pan, że się wykpisz z dyżuru podwójnym klikiem ^^)

 

nie zauważyłam tego wcześniej, cudne ;D

I would prefer not to.

Kiedy mój pierwszy tekst poszedł w internetowej antologii, siedziałam na skraju krzesła, wyczekując recenzji.

Była...

...Mówiła, że jest moje opowiadanie jest najgorsze z wszystkich 37 w antologii :D Wydawało mi się to na tyle zabawne, że zadzwoniłam do bliskich się pochwalić, jak bardzo mi nie poszło. Ale to ja chyba mam wypaczone poczucie humoru :)

 

Opinie scrolluję z czystej ciekawości. Wychodzę z założenia, że jeśli przeskoczy się próg grafomanii, to zawsze znajdą się osoby, które tekst pokochają, znienawidzą lub w ogóle go nie zauważą. Przy antologii wiedźmińskiej spotkałam się z takim rozstrzałem opinii na temat wszystkich (!) opowiadań, że naprawdę ciężko jest do tego podchodzić inaczej niż z zaciekawieniem. Ludzie też mówili, że podoba im się jeden z moich tekstów, a pozostałe nie i za każdym razem chodzi o inny tekst. Weź bądź człowieku mądry.

 

Nie ma co padać na kolana przed komentującym. Nie ma co stawiać muru nienawiści. Nie podpalać wiosek, nie biczować się, nie zjadać własnego ogona albo własnych tekstów. Przeczytać. Pomyśleć, czy ma to sens. Iść dalej. Ćwiczyć, kształcić się, pracować nad warsztatem, o ile się chce nadal pisać.

Tup, tup, tup – to odgłos maszerujących pisarzy albo wklepywanych uparcie (ale z namysłem) literek.

 

Na koniec: mam zwyczaj, żeby jeśli tekst bardzo przypadnie mi do gustu, znaleźć kontakt do autora i poinformować go, że wykonał kawał dobrej roboty. Sama kiedyś dostałam też taką wiadomość od obcej osoby (co tam mówią o karmie?) i było to bardzo miłe. To od pozytywnej strony.

Doceniajmy to, co dobre.

Róbmy tak, a będzie dobrze. Czy jakoś tak.

@minuskuła

No, kurcze, mocne! Fajny drogowskaz – nie podpalać wiosek i swojego ogona. Przemyśleć i iść dalej.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nowa Fantastyka