- Hydepark: Ale po co nam nagrody?

Hydepark:

inne

Ale po co nam nagrody?

Ludki fantastyczne –  w związku z pojawieniem się w naszym grajdołku kolejnej nagrody fantastycznej ( http://fenix-antologia.pl/2018/09/26/nagroda-literacka-fenixa-antologii-fawkes-dla-ksiazki-z-cienia/ ) mam do Was pytanie. Albo dwa. Albo nawet trzy.

Po pierwsze – czy sięgając po ksiązki nieznanych wam jeszcze twórców kierujecie się tym, jakie nagrody dane utwory zdobyły/do jakich były nominowane?

Po drugie – jaka nagroda w naszym grajdołku wydaje się Wam – piszącym opowiadania – najbardziej... nobilitująca?

Po trzecie – co sądzicie o pomyśle na tę właśnie nagrodę? Ja, jako ludź czytający rzeczy wydane przed 2000 rokiem (zwane dalej “starociami”) bardzo się cieszę na tę inicjatywę. Bo to może przywrócić do łask utwory, które zostały pominięte chociażby przezz kulawą politykę promocyjną wydawnictw.

I by nie było niedomówień – Wasze komentarze, które tutaj zamieścicie, są mi potrzebne do tego, by w końcu skończyć tekst o zasadności istnienia nagród fantastycznych. Zatem poproszę o wyczerpujące komentarze :D

Komentarze

obserwuj

Przyznam szczerze, że czytam zdecydowanie więcej zachodniej fantastyki, a polskiej bardzo mało (automatycznie, nie patrzę na Zajdle). A nie ukrywam, że wybierając swoje lektury, patrzę na zdobyte nagrody – Hugo, Nebula, Locus, Mythopoeic etc. Dlaczego? Mam powód bardzo prozaiczny – używam strony Worlds Without End, która właśnie zbiera całą literaturę fantastyczną z dużym naciskiem na wszelkie wyróżnienia. I wiedziona ciekawością co było popularne, czytam powieści nagrodzone oraz nominowane.

Życie nauczyło mnie kilku rzeczy, w tym tego, że nagroda nie jest dla mnie żadnym wyznacznikiem niczego poza gustem jurorów (szeroko pojętych – bo wrzucam tu i głosujących czytelników). A gusta te nie muszą być zgodne z moimi, o czym wielokrotnie się przekonałam (nie tylko jeśli chodzi o fantastyczny grajdołek, czy literaturę jako taką, ale i w innych dziedzinach). Gdy o czymś jest szczególnie głośno, to z ciekawości zajrzę, by wiedzieć, o co chodzi, ale wolę personalne rekomendacje osób, które znam i wiem, co lubią. 

Tym samym nie jestem w stanie odpowiedzieć na dwa pozostałe pytania, ale mam nadzieję, że i tak chociaż trochę pomogłam w Twoim riserczu. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

To też działa w drugą stronę, o książkach nagrodzonych mówi się więcej, więc można o nich w ten sposób usłyszeć, i wtedy uznać czy nam gatunek i fabuła pasują czy nie. Inaczej moglibyśmy nigdy na nie nie trafić. To o tyle nobilitujące, że dobre, hm, marketingowo.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Mam coraz bardziej ambiwalentny stosunek do nagród, może dlatego, że od kilku lat mało która nagrodzona czymś ważnym powieść przypadła mi do gustu (nieco lepiej niż z Zajdlami i zwłaszcza Żuławskim jest u mnie z Hugami i Nebulami, ale kilka też było takich, że nie bardzo wiedziałam, za co). I tak jak Śniąca mam to samo z niefantastycznymi nagrodami literackimi, z Noblem włącznie czy też Nike na naszym podwórku. W związku z czym ostatnio z braku czasu na szerokie poszukiwania na własną rękę, bazuję głównie na polecankach przyjaciółki, która czyta kosmiczne ilości książek wszelakich, a gustem jesteśmy dość blisko, więc albo po typie rekomendacji wiem, że to coś dla mnie, albo ona potrafi powiedzieć “mnie średnio podeszło, ale tobie się powinno spodobać”.

 

Ale zgadzam się, że nagroda zapewnia autorowi plus ileśtam punktów do splashu ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Czy naprawdę możemy ufać nagrodom? To raczej coś w stylu: “jaka konkretna rzecz jest warta nagrodzenia w konkretnym środowisku przez konkretnych ludzi”. Czyli jak w ogólnej fantastyce jest popyt na cyberpunk, zostanie nagrodzony cyberpunk, bo ludzie o tym usłyszą i się lepiej sprzeda (profit). Do tego dochodzi jeszcze kolesiostwo, egoizm, handel, itd, plus oczywiście każdy chce coś wygrać, więc ciężko odróżnić grudkę złota od kryształów pirytu, jak wszyscy zostaną obsypani nagrodami. Ale pewnie, wygrywanie jest fajne, nie mówię nie. Choć nagroda nagrodzie nie równa.

Dla mnie jako czytelnika nagrody w zasadzie niewiele znaczą. Ostatnio na przykład odbiłam się od noblisty. Ale może to moja wina, bo za głupia jestem ; p

Jeśli chodzi o nagrody typu Zajdel, to w nie jako czytelnik nie wierzę, bo uważam, że najczęściej dostaje się je za to, że ma się więcej znajomych na Facebooku/w fandomie. Nie mówię, że zawsze, ale takie odnoszę wrażenie.

A ogólnie nie da się ukryć, że jeśli mamy jakiekolwiek grono jurorów, to nie unikną oni subiektywności i tyle. Różnym ludziom podobają się różne rzeczy i ktoś może zachwycić się czymś, co “znawcy” zjechali, a za to kompletnie nie kupić tego, co zdobyło jakąś nagrodę.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Chyba nigdy nie zdecydowałam się przeczytać jakiejś książki dlatego, że dostała nagrodę. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, które pozycje są nagradzane, bo zupełnie się tym nie interesuję. Nie uważam, że przyznawanie nagród jest bezcelowe, to na pewno miłe wyróżnienie i pewnego rodzaju sukces dla autora, więc jeśli na przykład komuś gratuluję, robię to szczerze. Ale w swej ignorancji wolę wybierać książki według tego, na co akurat mam ochotę, a nie na podstawie zdania paru jurorów. Może to pozostałość po czasach szkolnych, kiedy pozycje doceniane (czyt. lektury), kojarzyły mi się raczej z nudą. 

Nie zwracam uwagi na nagrody, przyznam szczerze, że w ogóle niewiele ich kojarzę. Kilka najbardziej znanych, ale tylko z nazwy. Chwytając za książkę zwracam uwagę na gatunek i zawartość, to znaczy staram się przeczytać kilka losowych akapitów w książce, żeby się przekonać, czy to może być moja bajka. 

Popieram jednak istnienie nagród. Dobrze, że można w ten sposób docenić niektórych twórców. I mimo, że nie zwracam na nagrody uwagi, pewnie bym się cieszył, gdybym kiedyś jakąś dostał. :)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Wyczerpujących odpowiedzi niestety nie będzie, ale konkretne – owszem. ;)

  1. Nie.
  2. Nie znam się, mam to w nosie.
  3. Nic. Będę ją miała tak samo w nosie jak wszystkie pozostałe.

Kupując ostatnią polską fantastykę, zasugerowałem się między innymi nagrodami. Pierwszy tom “Opowieści z meekhańskiego pogranicza”. Po przeczytaniu krótkich fragmentów sugerujących rozbudowany świat i wartką akcję, zajrzałem na tył okładki, gdzie było wymienionych 10 nagród. Kupiłem, zacząłem czytać i... ledwo dojechałem do końca. Mniej więcej od połowy książki zmuszałem się do czytania.

Ładnie wygląda na półce, ale kolejnych tomów nie kupię.

Zależy jakie nagrody.

Od kilkunastu lat realizuję śmiały plan przeczytania wszystkich powieści nagrodzonych Hugo i Nebulą (może z wyjątkiem Harrego Pottera), myślę nad rozszerzeniem repertuaru o “zdobywców” Locusta i Campbella.

Z polskich nagród kojarzę tylko Zajdla. Jako że uważam, że Zajdel pisał rzeczy co najwyżej takie sobie (no dobra, jedna czy dwie powieści były dobre, ale męcząco monotematyczne),  a zdania o naszych rodzimych twórcach (i ich talentach) nie mam najlepszego, to kiedy już raz na ruski rok sięgnę po jakąś polską fantastykę, to z góry zakładam, że będzie beznadziejna i nie patrzę, czy coś wygrała, czy nie.

na emeryturze

Ja zwracam uwagę tylko na te nagrody, które sama dostałam (niezależnie od dziedziny) ;)

Mam podobnie jak Gary. Zwracam wielką uwagę na nagrody i dotyczy to głównie fantastki anglojęzycznej. Przez lata były świetnym przewodnikiem po literaturze z tamtego kręgu językowego. W dawnych czasach mojej nastoletniości i boomu księgarskiego, wychodziło sporo chłamu i właśnie teksty nagradzane Hugo, Nabulą, Locusem czy World Fantasy Award były zazwyczaj gwarancją dobrej literatury. Zbiory nagradzanych opowiadań typu "Don Wollheim proponuje...", "Droga do S-F" czy seria "Nebula" lub "To, co najlepsze w s-f" zawsze dostarczały świetnej lektury. Sporo nagradzanych rzeczy publikował też Feniks.

Mało kto zdaje sobie sprawę, jak wiele znakomitych pozycji s-f i fantasy to książki nagradzane lub bardzo często, chociaż nominowane do wymienionych wyżej nagród, ale też do nagród im. Campbella, Stokera, Dicka, Gammella (m.in. Sapkowski) albo Mythopoeic. Można oczywiście podważać prestiż nagrody Hugo, która w ostatnich latach wywołuje sporo kontrowersji. Ale ja się wychowałem na tych nagradzanych Hugo i Nebulą opowiadaniach i powieściach anglojęzycznych i w większości były to dzieła wybitne w swoim gatunku. Wystarczy przejrzeć jakikolwiek kanon literatury sf&f, by dostrzec wagę tych nagradzanych dzieł dla historii naszej ulubionej literatury. Albo poczytać zbiory nagradzanych i nominowanych utworów w seriach "Kroki w nieznane", "Don Wollheim" lub "The Best of" wydawanej przez Solaris (Sheparda. Willis, Resnicka, Ellisona, Silverberga, Andersona) – wszystko to wspaniałe kolekcje opowiadań.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nowa Fantastyka