- Hydepark: Pierwsze i ostatnie zdania

Hydepark:

opowiadania

Pierwsze i ostatnie zdania

Cześć, ludziska.

Tak się ostatnio zastanawiałam nad sprawą pierwszych i ostatnich zdań w tekstach. Wszędzie trąbią, że są one kluczowe, a w każdym razie mają dużą wagę, i chyba większość osób zgadza się z tym stwierdzeniem.

Pamiętacie dokładnie początki i zakończenia swoich starszych opowiadań? Zwykle te zdania przychodzą same czy siedzicie nad nimi godzinami, niczym gościu z Dżumy, szlifując, aż będą idealne? Widzicie u siebie jakieś schematy w samej konstrukcji? Bardziej skupiacie się na jakości jednego zdania czy całego akapitu? Uważacie, że utwór musi być napisany z pomysłem od pierwszego słowa, czy kiedy widzicie na początku słynny opis przyrody, też dajecie mu szansę? Macie jakieś książki, których pierwsze lub ostatnie zdanie na tyle utkwiło Wam w pamięci, że potraficie zacytować je nawet po latach?

 

Jeśli taki temat już był, to możecie bić :)

Komentarze

obserwuj

Uważacie, że utwór musi być napisany z pomysłem od pierwszego słowa (...) ?

Jeżeli przez to rozumiesz, że pierwsze zdanie ma być jakoś szczególnie błyskotliwe i zapadające w pamięć, to nie. Ostatnie też może być zwyczajne. Proza to nie poezja.

Naprawdę na wiele sposobów można zainteresować czytelnika w początkowych akapitach. Nie trzeba tupać pierwszym zdaniem, chociaż oczywiście wolno.

 

Mamy.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Lubię, jak opowiadanie/książka już od początku zachęca mnie do przeczytania: tytułem, pierwszym zdaniem, pierwszymi stronami. Szczególnie jak o tekście nic nie wiem, nie słyszałem wcześniej żadnej opinii itd. Moim zdaniem szczególnie początkujący autorzy powinni dbać o dobre wejście. Ale kiedy “wyjadacze” się postarają, doceniam to i odbieram jako oznakę szacunku dla czytelnika. 

Co do samego pierwszego zdania – nie musi być idealne, błyskotliwe, najlepsze. Wystarczy, że będzie w miarę fajne i cokolwiek wniesie. Nie lubię, kiedy autor zaczyna od obudzenia bohatera albo zdania typu “Poranek był deszczowy”.

Przyszedł mi teraz do głowy taki “test pierwszego zdania”, polegający na tym, by sprawdzić czy owego zdania nie można przenieść swobodnie do innego tekstu. Jeśli nie, jeśli pierwsze zdanie jest mocno związane z resztą historii – to fajnie. 

Podsumowując, to trochę jak z pierwszą randką. Nie trzeba przychodzić w najlepszym i najdroższym garniturze, ale jednak powinno się ubrać ładnie i schludnie. Niezależnie od tego, co się reprezentuje resztą swojej osoby.

 

Z ostatnim zdaniem jest łatwiej, bo ono ma już kontekst całej opowieści. Dupy urywać nie musi, ale lepiej jak jest bardziej fajne niż mniej fajne. 

 

Ogólnie to nie siedziałbym godzinami/dniami nad jakimkolwiek zdaniem :D Autor się wysili, a czytelnik przemknie wzrokiem i nie zwróci szczególnej uwagi. No i są różne gusta. Jeśli w tekście jest sporo fajnych zdań, większa szansa, że każdy znajdzie coś dla siebie :)

Kiedyś, gdy jeszcze chodziłem do biblioteki, zdarzało mi się brać losowo książki z półki i czytać pierwszy akapit. Jeśli się spodobał, to wypożyczałem.

Ale jednak teraz myślę, że to nie jest dobry sposób. 

Co może powiedzieć zdanie:

Dwie godziny przed świtem siedziałem w obskurnej kuchni, paląc podebranego Sarze papierosa.

Albo:

Wszyscy powiadają: Kreml, Kreml.

A to przecież świetne książki.

Z drugiej strony – Szwejk i Woland zaczynają się tak rozpoznawalnymi, mocnymi zwrotami, że aż buty spadają :)! To jednak wiemy już PO lekturze.

 

Moim zdaniem – książka to nie aforyzm, musi się rozwijać, a nie epatować bon motami.

 

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Kiedy piszę – pierwsze i ostatnie zdania/ akapity z reguły same przychodzą mi do głowy. Zanim zabiorę się za pisanie reszty opka mam już początek i zakończenie – ale nie kieruję się dobrem czytelnika, tylko tekstu (co koniec końców najczęściej  jest tożsame).

Przy czytaniu z reguły odpuszczam dopiero po kilku stronach – ograniczanie się do pierwszego zdania/ akapitu nie wydaje mi się być miarodajne. Czasami przeglądam książkę i czytam kilka akapitów na wyrywki – żeby zobaczyć, czy język mi odpowiada.

 

Moim zdaniem – książka to nie aforyzm, musi się rozwijać, a nie epatować bon motami.

Popieram :-D

 

I tak jeszcze sobie myślę, że nie potrafię  w tej chwili żadnego mocnego otwarcia książki/ pierwszego zdania sobie  przypomnieć ;-)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

No to ogary poszły w las;) Zachęcam do zapoznania się z tym, co o temacie "pierwszego zdania" pisał Parandowski w "Alchemii słowa". Ogólnie to temat-rzeka :)

Ja do pierwszego zdania nie przywiązuję jakiejś większej wagi, zarówno podczas pisania, jak i czytania. Ostatnio lubię zacząć opowiadanie kwestią bohatera (np. w “Skali wartości”, który to tekst jest na portalu), ale raczej wynika to z problematyki, którą chcę podejmować, aniżeli wyrobionego schematu. Ostatnie zdanie uważam natomiast za bardzo istotne, tak samo jak ostatnią scenę w filmie czy ostatnią misję w grze. Sam staram się, by moje ostatnie zdania brzmiały jak najlepiej, ale nie siedzę nad tym godzinami. Zazwyczaj daję sobie kilka dni, zanim zacznę poprawiać tekst, więc jeśli w tym czasie nie wpadnę na jakiś lpeszy pomysł niż obecne zwieńczenie mego tekstu, to trudno, lecę dalej :P 

Podczas czytania nie sugeruję się pierwszym akapitem, lecz pierwszymi stronami (zdarza mi się dość często, że mija pół książki, zanim dochodzę do wniosku, że mi się nie podoba). Ale jeśli książka zaczyna się od “To był mroczny, deszczowy dzień”, to sobie odpuszczam :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

 Dzięki wszystkim za odzew.

 

Cet, wybacz, że Ci połowicznie zdublowałam wątek, ale rok 2012 to jednak trochę prehistoria, więc chyba damy radę ;)

 

Skoro zaczęłam temat, to sama też się wypowiem.

Ja również uważam, że te zdania nie muszą być wybitne i specjalnie nad nimi nie siedzę. Ale w wielu swoich tekstach jednak je pamiętam i zauważyłam, że lubię zaczynać krótko, zwykle trzema słowami, a już potem rozwijać i dodawać kontekst.

Teraz akurat czytam serię książek Pawła Kornewa, gdzie każda wewnętrzna część zaczyna się od jakiejś myśli lub stwierdzenia faktu, dalej w akapicie są ogólne, teoretyczne rozważania na ten temat, a dopiero potem jest powiązanie danej myśli z wydarzeniami. Wychodzi to naprawdę fajnie, bo jest spójne, konsekwentne i teraz właściwie jednoznacznie kojarzy mi się z tym autorem.

Jak już wspominałam, nie wymagam, żeby pierwsze zdanie było świetne, a jednak jeśli w jakiś sposób się wyróżnia, autor ma u mnie na starcie spory plus. Parę dni temu czytałam dwa amatorskie teksty dotyczące tej samej tematyki, i nie miałam pojęcia, czego się po nich spodziewać. W jednym autor zaczął z wyraźnym pomysłem, nawiązując jakby do dalszych wydarzeń, i od razu widać było, że potrafi pisać, że wie, co chce przekazać. Tekst okazał się świetny na tyle, że prawdopodobnie trafi do druku. W drugim zaczęło się od pogody i zgodnie z moimi obawami dalej było bardzo kiepsko.

Nie mówię oczywiście, że zdanie typu "Niebo było bezchmurne" zawsze jest złe. Jeśli potem ktoś doda, że było bezchmurne od pięciu lat, w wyniku jakiejś apokalipsy (nie doszukujcie się sensu, podaję przykład), pewnie wyjdzie świetnie.

Uważam za to, że nieumiejętnie ujęte ostatnie zdanie może mocno zepsuć tekst, a zdanie naprawdę dobre – znacznie go poprawić. I tu już nie chodzi o błyskotliwość zdania samego w sobie, tylko o odpowiednio położony nacisk, zaakcentowanie czegoś, czasami podsunięcie czytelnikowi jakiejś intrygującej myśli czy zadanie pytania, które może diametralnie zmienić patrzenie na coś. Niby fabularnie to samo, a jednak wydźwięk zupełnie inny, co może mocno wpłynąć na zapamiętanie tekstu.

Z pierwszych zdań książek raczej nic nie pamiętam, ale parę ostatnich przychodzi mi do głowy.

– sentymentalne "Wszystko było dobrze" z ostatniego tomu Harry'ego Pottera

– nie wiem, czy się liczy, bo to jedno z ostatnich, ale z lektury "O psie, który jeździł koleją" – "Wiedział, że za chwilę będzie musiał pójść po Lampo, który został tam, pod kołami". Moim zdaniem zdecydowanie książka mogłaby się nim zakończyć.

– kultowe, nierozdzielne dwa zdania "Szczęście dla wszystkich za darmo! I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony!" z "Pikniku na skraju drogi"

– tu z portalu przypomniało mi się jeszcze ostatnie zdanie z opowiadania Mr_D "Pantofelek" (tak, musiałam wyszukać), które, jeśli zna się kontekst, właściwie robi ten tekst – "Co by się stało, gdyby pantofelek pasował?"

Ja w zasadzie nie jestem w stanie zacząć pisać (pisać, nie: wymyślać fabuły, bohaterów, świata), dopóki nie wymyślę pierwszego zdania (ew. elementu otwierającego: kawałka tekstu, obrazu...). Co wcale nie znaczy, że ono ma być jakoś bardzo znaczące albo ważne, ale w pewnym sensie ono mi ustawia cały tekst, choć dla czytelnika to może być niewidoczne. Ostatnie zdanie/obraz zazwyczaj mam w głowie od początku pisania, a czasem oczywiście już na etapie przygotowań. Czasem też ustawia cały tekst, bardziej niż pierwsze zdanie/obraz.

 

Natomiast uwielbiam efektowne początki, końce zresztą też. Sprawdza mi się to też w muzyce – Wagnera kocham m.in. za to, jak cudownie kończy wszystkie swoje opery.

 

Jednym z moich ulubionych pierwszych zdań jest całkowicie niefantastyczne “Scarlett O’Hara nie była piękna...”. Ogólne przekonanie, że była, świadczy o tym, jak bardzo ludzie czytają pierwsze zdania ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Napisałam swojego szorta tylko dlatego, że nie mogłam wyrzucić z głowy pierwszego zdania, męczyło mnie kilka dni. Reszta zrobiła się sama.

Lubię, kiedy początek (niekoniecznie pierwsze zdanie) przykuwa uwagę. Dla mnie to zdecydowany atut tekstu. I uważam, że można zepsuć całość złym zakończeniem. Nie lubię rozczarowań.

Znam tylko pięć liter ;)

Ja przywiązuję dosyć dużą uwagę do pierwszych zdań i podczas czytania, i podczas pisania. Mam notesik, gdzie mam np. tylko pierwsze zdanie i powiedzmy akapit z ogólnym zarysem i z tego tworzę potem całe historie.

Natomiast raczej nie zwracam uwagi na ostatnie zdanie, raczej akapit zamykający jest ważny.

Choć tutaj sama sobie zaprzeczę, bo do tej pory mam traumę po zakończeniu “Nowego wspaniałego świata”. I to jest właśnie cały akapit, to rytmiczne powtarzanie jest zabójcze dla psychiki czytelnika.

Ale tak raczej nie pamiętam ostatnich zdań. Pierwsze owszem, nawet je kolekcjonuję i bardzo często “sprawdzam” książkę po pierwszym zdaniu.

 

EDIT: @Teyami: Ja pierdzielę, jestem na tym forum już tak długo?! O.o

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

W sumie chyba ważniejsze jest, żeby w efektownym, zapadającym w pamięć pierwszym zdaniu nie było “niewystrzelającej strzelby”, żeby nie zapowiadało czegoś, czego potem nie będzie – bo to jest skrajnie irytujące. Wtedy to się wybija jako mocny punkt i może zepsuć całe wrażenie. Nie sypnę w tej chwili konkretnymi przykładami, ale pamiętam tego rodzaju irytację więcej niż raz, u profesjonalistów i amatorów.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ciekawym zabiegiem, chociaż trudnym do właściwego wykonania, jest sytuacja, w której pierwsze i ostatnie zdanie są ze sobą bezpośrednio powiązane, stanowiąc klamrę zamykającą całą historię. Mogą być praktycznie swoim powtórzeniem, zaprzeczeniem albo korespondować w inny sposób, zależnie od tego jak autor chce zamknąć historię. Podobnie można to przenieść do całych akapitów czy scen otwierających i kończących powieść. Bardzo naturalnie nasuwa to interpretację o historii zataczającej koło, może w wypaczonej wersji.

Pierwszym przykładem, jaki przychodzi mi do głowy jest “Wojna o smoczą koronę” Michaela Stackpole’a:

“W dniu kiedy dostałem maskę, po raz pierwszy poczułem, że żyje naprawdę.”

“W dniu kiedy zabrano mi maskę, Tarrant Hawkins umarł.”

Pomijając już fakt, że samo tłumaczenie tych zdań nie brzmi najlepiej (nie powinno być raczej “W dniu, w którym...”?), to dość ładnie pokazują to, o czym mówiłem. Oczywiście nie twierdzę, że to najlepszy sposób pisania pierwszych i ostatnich zdań ani nic podobnego, ale dobrze wykorzystany zabieg może dać ciekawy efekt.

Im więcej tekstów, tym większą wagę przykładam do pierwszych zdań. Do tych ostatnich też, ale mniejszą. I aż pobiegłem po książkę zobaczyć co tam wpisałem jako pierwsze i czy ma odpowiednią dramaturgię :D 

I jak efekt sprawdzania? :D

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Nawet tego nie spieprzyłem :> 

"Człowiek w czerni uciekał przez pustynię, a rewolwerowiec podążał w ślad za nim”. Zna ktoś? ;)

 

Albo jeszcze większy klasyk: “W pewnej norze mieszkał sobie pewien hobbit”.

https://www.facebook.com/Bridge-to-the-Neverland-239233060209763/

Ależ to drugie zdanie w tłumaczeniu traci cudowną melodię oryginału. 

 

W ogóle to ja osobiście kolekcjonuję zdania otwierające. Te ostatnie jakoś mniej mnie jarają, ale na początkowe zwracam uwagę i najlepsze trafiają do kapownika ;) 

Moje absolutnie ulubione to – "Noc była czarna jak sumienie faszysty, jak zamiary polskiego pana, jak polityka angielskiego ministra".

@Marchew, ja też!

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Nowa Fantastyka